Reklama

Miłosierdzie ratuje życie

2017-04-18 14:47

Z ks. dr. Markiem Dziewieckim rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 17/2017, str. 26-27

stephm2506/Fotolia.com

„Potrzebujemy miłosierdzia nie dopiero wtedy, gdy grzeszymy, ale już wtedy, gdy nie dorastamy do tej miary człowieczeństwa, do której jesteśmy powołani i do której z pomocą Boga jesteśmy w stanie dorosnąć”.
Z ks. dr. Markiem Dziewieckim rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Często Ksiądz powtarza, że miłosierdzie to temat, który może nam dosłownie uratować życie. Dlaczego?

KS. DR MAREK DZIEWIECKI: – Dzieje się tak dlatego, że każdy z nas bywa w jakimś stopniu niemiłosierny dla samego siebie i rozczarowany sobą. Każdemu zdarzają się sytuacje, w których krzywdzi siebie i osoby, które kocha. Czasem popełniamy błędy, których skutków nie da się całkowicie naprawić. Gdyby Bóg i bliźni nie okazywali nam miłosierdzia i gdybyśmy sami sobie nie potrafili okazywać miłosierdzia, to błędy z przeszłości stałyby się ciężarem nie do udźwignięcia. Odbierałyby nam radość nawet wtedy, gdybyśmy w dojrzały sposób postępowali tu i teraz. Nasi bliscy i inni ludzie znajdują się w podobnej sytuacji. Oni też potrzebują miłosierdzia. Bez miłosierdzia popełniane przez nas i przez bliźnich błędy byłyby nieodwracalne w skutkach. Bez miłosierdzia raz zranione więzi byłyby nie do uzdrowienia. Piekło jest piekłem właśnie dlatego, że tam już nie ma możliwości przyjmowania i okazywania miłosierdzia. Pomimo naszych grzechów i słabości życie doczesne nie będzie piekłem tak długo, jak długo będą ludzie, którzy potrafią z wdzięcznością przyjmować i z serca ofiarować miłosierdzie, czyli naśladować miłosierną miłość Boga.

– Podoba mi się określenie: miłosierna miłość – ono podkreśla to, co najpiękniejsze i najgłębiej ukryte w obu tych słowach...

– Bóg jest miłością. Wszystko, co ponad to o Nim powiemy, będzie jakimś aspektem miłości. Słusznie mówimy, że Bóg jest mądrością, gdyż prawdziwa miłość jest mądra. Podobnie możemy powiedzieć, że Bóg jest miłosierdziem, lecz nie w znaczeniu, że byłaby to jakaś dodatkowa cecha Boga, lecz że prawdziwa miłość jest nie tylko mądra, czysta, ofiarna czy wierna, ale także miłosierna.

– Wydaje się, że Bóg dał nam już wszystko z miłości, umierając za nasze grzechy. Dlaczego zatem Bóg przyszedł do nas jeszcze ze swoim miłosierdziem?

– Bo tak bardzo nas kocha i chce, byśmy o tym wiedzieli. Miłość miłosierna to miłość do niedoskonałych i grzesznych ludzi. W miłości wewnątrz Trójcy Świętej, a zatem w miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego nie występuje aspekt miłosierdzia, gdyż ten, kto zawsze kocha, nigdy miłosierdzia nie potrzebuje. Tymczasem żaden człowiek nie jest doskonały...

– Z wyjątkiem Maryi...

– ...i dlatego wszyscy – poza Nią – potrzebujemy miłosierdzia. Oznacza ono, że miłość Boga do błądzącego człowieka jest nieodwracalna.

– I jaka jeszcze?

– Nieskończona i czuła. Miłosierdzie jest nieskończone, ponieważ Bóg przebaczy nam nawet tysiące razy, czyli za każdym razem, gdy się szczerze nawracamy. Boże Miłosierdzie jest też niewyobrażalnie czułe, gdyż przebaczający Bóg nie wypomni nam najbardziej nawet grzesznej przeszłości, jeśli tylko odwracamy się od zła i zaczynamy kochać. Gdy syn marnotrawny powraca do ojca, ten nawet słowem nie wypomina mu przeszłości! Nie mówi też synowi o swoim cierpieniu, o nieprzespanych nocach z powodu troski o błądzące dziecko. Natychmiast rzuca się synowi ze wzruszeniem na szyję i urządza mu święto. Miłosierdzie Boga jest nie tylko nieskończone, lecz także niesłychanie subtelnie komunikowane!

– Czy każdy człowiek, nawet najbardziej pobożnie żyjący, potrzebuje miłosierdzia Boga?

– Oczywiście, że tak! Miłosierdzia potrzebują nawet wielcy święci. Wynika to z niezwykłości człowieka, czyli z faktu, że Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. A to oznacza, że jesteśmy nie tylko kochani przez Boga, lecz także zdolni do tego, by świadomie i z wdzięcznością przyjmować miłość oraz by odpowiadać miłością na miłość. Potrzebujemy miłosierdzia nie dopiero wtedy, gdy grzeszymy, ale już wtedy, gdy nie dorastamy do tej miary człowieczeństwa, do której jesteśmy powołani i do której z pomocą Boga jesteśmy w stanie dorosnąć. Potrzebujemy miłosierdzia wtedy, gdy nie jesteśmy jeszcze podobni do Boga, czyli wtedy, gdy nie kochamy jeszcze aż tak mocno jak Jezus. To właśnie z tego powodu ludzie święci mieli wielkie poczucie własnej słabości i na różne sposoby wołali do Boga o to, by się nad nimi ulitował.

– Naturą Boga jest miłosierdzie, człowiek natomiast często wypacza rozumienie miłosierdzia. Może Ksiądz powiedzieć, w jaki sposób?

– To bardzo ważne pytanie, gdyż życie staje się nieznośne nie tylko wtedy, gdy ktoś nie wierzy w miłosierną miłość Boga albo gdy sam nie potrafi okazać miłosierdzia sobie czy bliźnim. Dramaty pojawiają się także wtedy, gdy ktoś ma błędne wyobrażenia na temat miłosierdzia. Pierwszy błąd to mylenie miłosierdzia z pobłażaniem dla zła, z rozpieszczaniem, z udawaniem, że nie widzimy błędów, które ktoś popełnia. Taka postawa to nie miłosierdzie, lecz naiwność wobec błądzącego.

– Jakie jeszcze popełniamy błędy?

– Mylimy przebaczenie z pojednaniem i z uzdrawianiem zranionych relacji. To, czy przebaczę krzywdzicielowi, zależy ode mnie i od mojej więzi z Bogiem. To, czy dojdzie do pojednania i odzyskania radosnych więzi, zależy od postępowania krzywdziciela, a konkretnie od tego, czy uzna swoje winy, czy szczerze przeprosi i czy zadośćuczyni za wyrządzone krzywdy. Naiwnością jest komunikowanie przebaczenia komuś, kto nie spełnia jeszcze warunków, by się dowiedzieć o tym, że w moim sercu dawno już mu przebaczyłem. Ojciec z przypowieści Jezusa nie poszedł do marnotrawnego syna i nie powiedział, że mu wszystko przebacza. Czekał, aż syn zastanowi się, zmieni, uzna swoje winy i wróci. Dopiero wtedy ojciec okazuje mu miłosierdzie – i ani sekundy wcześniej!

– To bardzo trudne. Nie jest też łatwo oprzeć się psychicznemu szantażowi kogoś, kto nas krzywdzi, ale twierdzi, że go nie kochamy, skoro zaczynamy się przed nim bronić...

– To prawda, jednak próba przekonywania o naszej miłości kogoś, kto bardzo błądzi, jest z góry skazana na niepowodzenie, gdyż człowiek znajdujący się w głębokim kryzysie nie oczekuje od nas miłości. Ktoś taki oczekuje czegoś zupełnie innego: naszej naiwności, pobłażliwości, bezradności czy bierności w obliczu krzywd, które nam wyrządza. Syn marnotrawny dopiero wtedy doświadczył tego, że cały czas był kochany, gdy wrócił. Naiwnością jest próba bycia miłosiernym bardziej niż Bóg. Nie mniejszą naiwnością jest przekonanie, że miłosierdzie to lekarstwo na złą teraźniejszość. Człowiek dojrzały wie, że miłosierdzie odnosi się jedynie do złej przeszłości, bo tego, co się stało, nie jesteśmy już w stanie zmienić. Miłosierdzie nie jest natomiast lekarstwem na złą teraźniejszość, gdyż ją jesteśmy w stanie zmieniać. Jeśli grzeszę tu i teraz, to nie mam prawa prosić Boga czy ludzi o przebaczenie. Jedynym lekarstwem na złą teraźniejszość jest natychmiastowe nawrócenie.

– Bardzo lubię biblijną przypowieść o miłosiernym ojcu i marnotrawnym synu. Pozornie można sądzić, że ojciec nie kocha syna, bo gdy ten cierpi, nie idzie mu na ratunek...

– Ta przypowieść ukazuje ważny aspekt miłosierdzia, a mianowicie fakt, że jest ono mądre! Ojciec z przypowieści Jezusa jest nie tylko dobry, ale też roztropny. Wie, że marnotrawny syn nie reaguje ani na jego miłość, ani na jego cierpienie. To typowe dla tych, którzy są w czynnej fazie jakiegoś uzależnienia czy okazują się skrajnymi egoistami. Tacy ludzie – jak długo pozostają w głębokim kryzysie – nie reagują na miłość i cierpienie innych. Są natomiast wrażliwi na własne cierpienie. To dlatego jedynie ich własne cierpienie może skłonić ich do uznania prawdy o sobie i do radykalnej zmiany życia. Osobiste cierpienie błądzącego jest dla niego ostatnią deską ratunku. Ojciec z przypowieści jest miłosierny właśnie przez to, że nie zabiera synowi tej ostatniej deski ratunku. Niemiłosiernie naiwni są natomiast ci, którzy liczą, że ktoś poważnie błądzący nawróci się bez doświadczenia bolesnych skutków takiego postępowania, które w radykalny sposób sprzeciwia się Dekalogowi, Ewangelii i przykazaniu miłości.

– Co znaczy być miłosiernym w praktyce?

– Najpierw powiem, co jest zaprzeczeniem miłosierdzia. Zaprzeczeniem jest zadręczanie innych ludzi czy samego siebie z powodu przeszłych błędów. Jezus nie chce naszego zadręczenia, lecz pragnie naszego nawrócenia. A to zupełnie co innego. Drugim zaprzeczeniem miłosierdzia jest pobłażliwość czy komunikowanie przebaczenia sobie albo innym ludziom, zanim winowajca się nawróci. Być miłosiernym w dojrzały sposób to kochać ludzi niedoskonałych – samego siebie też! – mimo bolesnej ceny, jaka jest z tym często związana. Miłosierdzie w praktyce to stosowanie zasady, że miłość ma pierwszeństwo przed rozwojem i doskonałością: najpierw kocham, a następnie się rozwijam czy pomagam kochanym przeze mnie osobom, by one też się rozwijały i by stawiały sobie coraz wyższe wymagania. Niemiłosierdzie to oczekiwanie, że ktoś aż tak się zmieni, iż zasłuży na miłość, zanim zostanie pokochany.

– Papież Jan Paweł II ostrzegał przed interpretowaniem miłosierdzia jako wyniosłego litowania się nad grzesznikiem. Dlaczego?

– To bardzo potrzebna przestroga świętego Papieża Polaka, gdyż wyniosłe litowanie się nad grzesznikiem to zaprzeczenie miłosierdzia. Takie niby-miłosierdzie to w rzeczywistości zamaskowana forma okrucieństwa. Wyniosłe litowanie się ma miejsce wtedy, gdy wprawdzie komunikujemy komuś nasze przebaczenie, ale czynimy to w sposób, który tę drugą osobę upokarza, poniża. Wyniosłe litowanie się to okazywanie błądzącemu przebaczania nie dlatego, że go kochamy i że z szacunkiem dostrzegamy jego nawrócenie, lecz wyłącznie dlatego, że mamy taki gest. Wyniosłe litowanie się nad grzesznikiem ma jeszcze drugie oblicze. Chodzi o sytuację, w której komunikujemy nasze przebaczenie, lecz nie wierzymy w przemianę grzesznika ani do takiej przemiany go nie mobilizujemy. Przekreślamy wtedy jego podobieństwo do Boga. Sugerujemy, że ktoś taki został stworzony jako człowiek drugiej kategorii, który jest całkowicie zdany na nasze miłosierdzie, gdyż sam nie jest zdolny do stawania się coraz bardziej Bożą wersją samego siebie.

– Czy Ksiądz uważa, że każdy z nas potrzebuje doświadczenia miłosiernej miłości Boga i miłosiernej miłości ludzi? Czy dopiero wtedy, gdy będziemy czuli się w taki sposób kochani i gdy w taki sposób sami będziemy potrafili kochać, będziemy szczęśliwi?

– Tak właśnie uważam. W odniesieniu do nas, ludzi, nie istnieje inna forma miłości niż miłość miłosierna. To nie przypadek, że na początku każdej Mszy św. wołamy: „Panie, zmiłuj się nad nami!”. To także nie przypadek, że w modlitwie „Ojcze nasz” Jezus wyjaśnia, iż możemy oczekiwać od Boga miłosierdzia na tyle, na ile my sami przebaczamy naszym winowajcom. Tylko ci potrafią przyjmować miłosierną miłość od Boga, którzy w subtelny i jednocześnie mądry sposób okazują miłosierną miłość swoim bliźnim.

* * *

Ks. dr Marek Dziewiecki
Duszpasterz rodzin i popularny rekolekcjonista, psycholog, terapeuta uzależnień

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

Tagi:
miłosierdzie

Miłosierne społeczeństwo

2018-04-10 09:45

Antoni Szymański, senator RP

fotolia.com

Niedziela 8 kwietnia, zwana w Kościele katolickim Niedzielą Miłosierdzia, zainaugurowała w Polsce Tydzień Miłosierdzia zatytułowany „Miłosierdzie źródłem wolności”.

Miłosierdzie jest jednym z kluczowych pojęć chrześcijańskich mających zastosowanie nie tylko na gruncie religijnym, ale również społecznym.

Miłosierdzie z jednej strony oznacza przebaczenie, darowanie win, skreślenie zapisu dłużnego, z drugiej zaś – przekazanie jakiegoś dobra potrzebującemu, okazanie wielkoduszności. Często konfrontujemy miłosierdzie ze sprawiedliwością, podkreślając, że doskonała miłość zawiera oba przymioty przy czym miłosierdzie dzierży prymat nad sprawiedliwością. Przykład tego prymatu dał sam Bóg, który miłosiernie odpuścił człowiekowi grzechy, posyłając Syna na krzyż, by poniósł za nas śmierć.

Jako ludzie, którym darowano winy za tak wysoką cenę, mamy w sobie pragnienie i powinność udzielania przebaczenia tym, którzy nam zawinili, a także niesienia ulgi w cierpieniach.

Idee te zostały uwypuklone przez katolickich hierarchów podczas obchodów tegorocznej Niedzieli Miłosierdzia. Papież Franciszek w Rzymie podkreślał, by nie zniechęcać się upadkami i czerpać radość z faktu, że Chrystus przebaczył nam winy. Wtórowali mu polscy biskupi w Krakowie-Łagiewnikach. Abp Marek Jędraszewski podkreślał: – Jakże ja mogę potępiać czy odwracać się od brata, choćby on wyrządził mi krzywdę? Bp Damian Muskus wskazał wartość pojednania z samym sobą, zaś kard. Stanisław Dziwisz zwrócił uwagę na wspólnotowy i społeczny charakter miłosierdzia: – Przeprowadzając rachunek sumienia musimy uczciwie powiedzieć, że niejednokrotnie daleko nam do ducha, który ożywiał pierwszych chrześcijan. (…) Każde pokolenie uczennic i uczniów Chrystusa powołane jest do składania mu świadectwa miłości Boga i bliźniego.

Nawiązując do ostatnich słów stawiam sobie pytanie w jaki sposób dzisiejsze pokolenie może włączać się w okazywanie czynnego miłosierdzia? Może to czynić osobiście, okazując konkretną pomoc w potrzebie bliskim, sąsiadom czy osobom dotkniętym przez los. Może czynić to w formie społecznościowej, uczestnicząc w różnorakich formach wolontariatu socjalnego, medycznego, senioralnego, hospicyjnego, parafialnego itp. Może również realizować miłosierdzie za pośrednictwem zrzeszeń i organizacji, wspierając je finansowo. Ta ostatnia forma stała się w ciągu ostatnich lat bardziej popularna miedzy innymi dzięki możliwości przeznaczenia 1proc. podatku na działanie wybranego przez siebie stowarzyszenia lub fundacji, posiadającej status organizacji pożytku publicznego.

Jak wykazują badania międzynarodowej firmy audytorskiej KPMG Polska (przeprowadzone w ubiegłym roku), swój 1 proc. na działalność organizacji pożytku publicznego przeznacza prawie 80 proc. Polaków. Jest to wartość wyższa o 4 punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego roku. Liczba osób aktywnie zarządzających swoim „jednym procentem” rośnie z roku na rok i co ciekawe okazuje się, że nie jest prawdą, iż dostatek sprzyja egoizmowi. Badania wskazują, że im wyższy dochód netto tym większa chęć przekazywania pieniędzy. Warto też zauważyć, że niespełna trzy czwarte respondentów wybiera organizacje kierując się poleceniem lub prośbą znajomych i rodziny. Świadczy to o tym, że nie lubimy anonimowości. Wyborem losowym kieruje się tylko 14 proc. badanych zaś kampanie medialne stanowią inspirację zaledwie dla 13 proc.

Pouczająca jest analiza głównych powodów, dla których niektórzy Polacy nie decydują się na wsparcie jednym procentem żadnej organizacji pożytku publicznego. Na czele listy znajduje się brak zaufania w stosunku do organizacji (21 proc.) oraz przekonanie, że nasze działanie nic nie zmieni (15 proc.). 10 proc. twierdzi, że przekazywane środki są zagospodarowywane nieefektywnie. Te liczby oznaczają, że aby rozwinąć w Polsce wyobraźnię miłosierdzia, gros energii powinniśmy skierować na odbudowę zaufania społecznego i wiary w skuteczność zorganizowanego działania. Zdecydowanie potrzebujemy wzmocnienia przekonania o obywatelskiej sprawczości jednostki, gdy działa razem z innymi, nawet jeśli jej zaangażowanie nie wydaje się spektakularne.

W rozpoczętym w niedzielę Tygodniu Miłosierdzia zachęcam siebie i Czytelników, by zadać sobie pytanie: co przeszkadza nam w praktykowaniu miłosierdzia na gruncie społecznym? Czego brakuje polskiemu społeczeństwu, by można było nazwać je „społeczeństwem miłosiernym”? Aby zwiększyć motywację do praktykowania miłosierdzia, warto uświadomić sobie, że okazując wielkoduszność nawet w stosunku do osób nieżyczliwych, oszustów, nieuczciwych konkurentów czy politycznych adwersarzy, czynimy to niejako we własnym interesie. Jak wielokrotnie wspominał św. Jan Paweł II, miłosierdzie okazywane drugiemu jest korzyścią nie tylko dla tego, kto je otrzymuje, ale również dla samego udzielającego. Warto wreszcie zauważyć, że cnotą jest dawać, ale sztuką jest również dar przyjmować. To ostatnie wymaga pokory i nieraz może okazać się trudniejsze. Oby w roku świętowania 100-lecia niepodległości udało się nam odkryć, że miłosierdzie jest prawdziwie źródłem wolności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wywiad z Papieżem z okazji peregrynacji ciała św. Jana XXIII

2018-05-24 14:04

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Dziś rozpoczyna się peregrynacja ciała św. Jana XXIII do Bergamo, ziemi jego narodzenia. W udzielonym z tej okazji wywiadzie dla „Echa Bergamo” Franciszek wskazał, iż Dobry Papież nie znał słowa „nieprzyjaciel”, szukał zawsze tego, co łączy, świadomy, że Kościół jest powołany do służenia każdemu człowiekowi bez wyjątku.

Archiwum Jasnej Góry

Pragnę, aby ta peregrynacja nie była tylko okazją do zobaczenia jego ciała w szklanej trumnie, ale aby wszyscy poczuli, że on patrzy na nich i uświadomili sobie, że zaprasza ich do zobaczenia tego, co naprawdę jest ważne. Trzeba tak jak on patrzeć na krzyż, który miał nad swoim łóżkiem, z którym rozmawiał i słuchał go, na który patrzył i czuł, że on patrzy na niego – stwierdził Papież. Podkreślił, że chrześcijańsktwo to spotkanie z żywym Jezusem, który daje się rozpoznać w braciach i siostrach obecnych obok nas.

Zapytany o zaagażowanie Kościoła w budowanie pokoju, o co tak bardzo zabiegał Jan XXIII, Papież odpowiedział, że rolą Kościoła nie jest zmiana rządów, ale wchodzenie z logiką Ewanglii w myślenie i działania rządzących. Pokój bowiem jest powiązany z integralnym rozwojem człowieka i narodów, a nie z brakiem wojen. Nie będzie bowiem żadnej harmonii, prawdziwego porządku, jeśli nie będzie się budowało społeczeństwa sprawiedliwszego, bardziej solidarnego, a to wymaga przezwyciężenia egoizmów, indywidualizmu, interesu grupowego.

Franciszek odniósł się także do sytuacji ludzi młodych i zwrócił szczególną uwagę na bezrobocie, którego doświadczają. Nazwał je grzechem społecznym, za który odpowiada społeczeństwo i wezwał do jeszcze większego zaangażowania w szukanie rozwiązań tego kryzysu. Podkreślił także potrzebę wsłuchiwania się w historię każdego młodego, gdyż Kościół pragnie, aby ze swoim entuzjazmem zbliżyli się do Ewangelii.

W wywiadzie udzielonym „Echu Bergamo” Papież mówił także o kondycji współczesnego chrześcijaństwa, zaznaczając, że identyfikowanie go tylko z Zachodem nie ma już sensu. „Tak zwana kultura postmodernistyczna, ostatni, albo prawie ostatni etap drogi świata zachodniego, przypomina trochę podróż, którą zakończyła się rozbiciem statku i rozbitkowie szukają sposobu, jak zbudować tratwę”. Natomiast chrześcijaństwo ma w sobie siłę odnowy, kiedy bowiem przeżywało trudne okresy, wtedy dało się słyszeć głosy profetyczne świadków zafascynowanych prawdą, a więc i dziś też są busole wskazujące drogę rozbitkom naszych czasów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Depo: poprzez kapłańskie serce i ręce łączyć niebo z ziemią

2018-05-24 18:33

Ks. Mariusz Frukacz

Ks. Mariusz Frukacz

„Kapłaństwo jest tajemnicą Najświętszego Serca Jezusa. Dzisiaj dziękujemy Bogu za dar święceń kapłańskich” – mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 24 maja przewodniczył Mszy św. odpustowej w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Uroczysta Eucharystia była dziękczynieniem z racji przypadającej w tym roku 40. rocznicy święceń kapłańskich abp Wacława Depo, 60. rocznicy święceń kapłańskich abp. seniora Stanisława Nowaka i 25. rocznicy święceń kapłańskich bp. Andrzeja Przybylskiego, biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej.

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. abp senior Stanisław Nowak, bp senior Antoni Długosz, bp Andrzej Przybylski, neoprezbiterzy z archidiecezji częstochowskiej i diecezji sosnowieckiej, przełożeni i profesorzy seminarium.

Zobacz zdjęcia: Okrągłe jubileusze kapłańskie biskupów z Częstochowy

Na Mszy św. obecni byli przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń archidiecezji częstochowskiej: Bractwo Męki Pańskiej z Kalwarii w Praszce, Rycerze Kolumba, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej, przedstawiciele mediów z Lidią Dudkiewicz redaktor naczelną „Niedzieli” oraz przedstawiciele kapituł archidiecezji częstochowskiej i osoby życia konsekrowanego.

W homilii abp Depo zwracając się do abp. seniora Stanisława Nowaka powiedział: „Połączyła nas poprzez sukcesję apostolską osoba abp. Eugeniusza Baziaka. Przedziwne są tajemnice Opatrzności Bożej.”

Zobacz także: Homilia jubileuszowa

Metropolita częstochowski odnosząc się do tajemnicy kapłaństwa podkreślił, że „zawsze w nas jest jakaś pokorna prośba zanoszona do Boga, kiedy przypominamy sobie postawę lezącą krzyżem na posadzce katedralnej.” - Przyzywaliśmy wówczas szczególnego wstawiennictwa wszystkich świętych Pańskich. Tak było i tak zawsze jest. To jest aktualne wołanie o wierność przymierzu, o którym mówił prorok Jeremiasz, że zostanie wypisane „głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach.” – dodał metropolita częstochowski.

Nawiązując do słów Ewangelii „Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” abp Depo podkreślił, że „słowa te wskazują na naszą tożsamość. Jesteśmy wybrani, namaszczeni, pobłogosławieni, połamani i rozdani.”

- Te słowa Jezusa kształtują nasze życie w kluczu eucharystycznym – podkreślił abp Depo i powtórzył za abp. seniorem Stanisławem Nowakiem, że „trzeba być szczęśliwym, że jest się kapłanem nawet gdyby bolało. Mam być szczęśliwy, że pracuję dla ludzi. Trzeba dać się złamać i nie bać się łamania w duchu słów: benedixit, fregit deditque, błogosławił, łamał i dawał.”

Arcybiskup przypomniał również za pismem „Didache”: „Strzeżcie się ludzi, którzy chcą robić interes na Chrystusie.”

- Budowanie życia na Jezusie jest zawsze związane z tajemnicą Jego krzyża, z tajemnicą zmartwychwstania i łaski. Z tajemnicą jego Kościoła, w którym występują łaska i grzech, świętość i słabość.- kontynuował abp Depo.

- Trzeba poprzez kapłańskie serce i ręce łączyć niebo z ziemią, tak jak rozpięty jest Chrystus pomiędzy niebem i ziemią z wysokości krzyża – przypomniał arcybiskup i pytał: „Czyż rozpowszechniona dzisiaj tak zwana poprawność polityczna nie przekształca się również na naszych oczach w poprawność religijną?

- Czyż nie dostrzegamy tego zjawiska, które możemy nazwać wirusem wiary, że w imię wolności trzeba odłączyć sprawy wiary w Boga, w Chrystusa od Kościoła. – dodał arcybiskup.

- W zmaganiach świata z Bogiem zostały przeciwstawione dwie wartości wolność i prawo. Zostały odłożone na bok sumienie i dekalog, i prawo naturalne. Dzisiaj cały spór o tajemnicę wierności wartościom chrześcijańskim stał się sporem politycznym, odrzucając nawet tajemnicę grzechu pierworodnego. Dlatego wolność oznacza dzisiaj „będziecie jako bogowie”. Trybunały i parlamenty wydają wyroki ostateczne. To jest pomieszanie pojęć. To jest w chodzenie w kategorię Boga – mówił duchowny.

- Centrum i mocą naszego kapłańskiego życia była jest i będzie wierność Chrystusowi poprzez codzienną Eucharystię, poprzez nasze współuczestnictwo w ofierze Chrystusa. – przypomniał arcybiskup.

- To nie jest tylko uczta braterska. Tak jak chcieliby nasi bracia na Zachodzie, którzy chcą dopuścić do Eucharystii wszystkich, i nawet tych, którzy z Kościołem nie mają nic wspólnego. To są groźne antyświadectwa poprawności religijnej – zaznaczył arcybiskup i zawołał: „Maryjo prowadź nas w głębię tajemnic Twojego Syna.”

Składając życzenia jubilatom bp Andrzej Przybylski wskazał na trzy słowa: powrót do źródeł, dziękczynienie i komunia.

- Wy dzisiaj wracacie do źródeł swoje kapłaństwa, ale te źródła nie są tylko dla Was. One stały się źródłem łaski dla bardzo wielu ludzi w miejscach waszej posługi. I to są też źródła dla nas, dla Kościoła częstochowskiego – mówił bp Przybylski.

- Kiedy dziękujemy, to wtedy widzimy ile otrzymaliśmy dobra. Dziękujemy, że tę komunię tworzyliście i tworzycie - kontynuował biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Na ręce jubilatów kilkudziesięciu kardynałów, arcybiskupów i biskupów przesłało życzenia.

Abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce w liście do abp Depo napisał m. in. „Niech wszyscy pod przewodem swojego metropolity postępują ad Christum Redemptorem hominis.” Natomiast w liście do abp. seniora Stanisława Nowaka nuncjusz apostolski podkreślił, że „Iuxta crucem Tecum stare oznacza znajdować się w samym centrum chrześcijańskiej wiary, bo krzyż i zmartwychwstanie są ze sobą istotowo połączone.”

Również abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP w liście do abp Depo zaznaczył, że „rocznica święceń kapłańskich zachęca, aby sięgnąć myślami do obrazu Chrystusa Dobrego Pasterza, który powołał nas do swojej służby i który nieustannie ukazuje przykład troski i oddania życia za powierzony sobie Lud Boży.” Z kolei w liście do abp seniora Stanisława Nowaka przewodniczący episkopatu Polski przypomniał, że wielorakie dokonania pasterskie abp Nowaka „są dowodem otwartości wobec natchnień Odwiecznej Mądrości, będących inspiracją do realizacji ciągle nowych przedsięwzięć.”

Przed końcowy błogosławieństwem swoją refleksją nt. kapłaństwa podzielił się abp senior Stanisław Nowak - Dziękujemy Chrystusowi Kapłanowi za to, że jesteśmy my biedni i mali kapłanami. Chrystus Jedyny Kapłan jest w nas, jest we wszystkich kapłanach. On w nas działa. Kapłaństwo jest wielkie, święte. To świętość wielka, która przez Ducha Świętego została rozlana w sercach naszych - mówił abp senior Stanisław Nowak.

- Każdy chrześcijanin mówi sobie w sercu i ma prawo powiedzieć „żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus.” Zjednoczenie z Chrystusem przez chrzest i bierzmowanie jest ogromne, ale przez kapłaństwo jest szczególnie intensywne. Najpierw z racji na funkcje kapłańskie, czynności kapłańskie, a później z racji na potęgę zapodmiotowania się Chrystusa i Ducha Świętego w duszy kapłana – kontynuował arcybiskup senior.

- Msza św. to coś niepojęcie wielkiego. Jak wielkie jest to, że kapłan odprawia Mszę św. Przez kapłaństwo osiągamy wiele miłości Bożej. Ta miłość się tak zgęszcza w wyjątkowy sposób, gdy kapłan Mszę św. odprawia – podkreślił abp Nowak i wskazując na słowa „in Persona Chisti”, w Osobie Chrystusa przypomniał, że „kapłan kiedy sprawuje Mszę św. to nie tak tylko zastępując Go, ale jako alter ego Christi.”

- Rozważajcie to, że w czasie Mszy św. mówicie „to jest Ciało moje, to jest kielich mojej Krwi”. Wy wypowiadacie te słowa w jedyny sposób. A gdy spowiadacie mówicie „ja ciebie rozgrzeszam” – przypomniał za Benedyktem XVI arcybiskup senior.

- W kapłanie jest potężna Chrystusowość. Jakaż to wielka odpowiedzialność. Dlatego dziękujemy za kapłaństwo, ale serce drży odpowiedzialnością. Dziękujemy za duchowość w sensie bycia narzędziem wobec Ducha Świętego, alter Spiritus – kontynuował jubilat.

Zwracając się do obecnych wiernych abp senior zaapelował: „Dziękujcie za kapłanów. Oni przynoszą Mękę Pana Jezusa, Zmartwychwstanie i miłosierdzie do końca. Błagajcie, by ich nie brakowało.”

Za teologią Ojców Kościoła duchowny przypomniał, że „Bóg mówi do człowieka: „Przyjmij Ducha, ale daj krew.” - Przyjęliśmy Ducha. Trzeba, żebyśmy dawali krew. Nie jest łatwo dać krew Bogu, oddać wszystko. Nie jest tani Pan Jezus dla kapłana. Nie jest łatwy. Trzeba Mu dać krew- mówił abp Nowak.

- Nikt nie jest tak bliski kapłanowi jak Matka Boska. Jej się zawierzamy i błagamy, żebyśmy wytrwali do końca – kontynuował arcybiskup senior i zwracając się do kleryków powiedział: „ Kochajcie kapłaństwo. jesteście już kapłanami in desiderio i czujcie się odpowiedzialni za to powołanie. Bolesne jest to, że młodzi ludzie lekceważą to, gdy Pan ich woła.”

Na zakończenie Mszy św. abp Depo zwierzył wszystkich kapłanów Maryi. Następnie neoprezbiterzy udzielili prymicyjnego błogosławieństwa.

Po Mszy św. w Auli św. Jana Pawła II neoprezbiterzy otrzymali absolutoria i dyplomy magisterskie.

Abp Wacław Depo święcenia kapłańskie przyjął 3 czerwca 1978 roku z rąk Sługi Bożego biskupa Piotra Gołębiowskiego.

Abp senior Stanisław Nowak święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1958 r. z rąk abp Eugeniusza Baziaka. Natomiast bp Andrzej Przybylski otrzymał święcenia kapłańskie otrzymał z rąk metropolity częstochowskiego abp. Stanisława Nowaka 30 maja 1993 r.

Kościół seminaryjny pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie uroczyście poświęcił 7 czerwca 1996 r. metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem