Reklama

Nowy Testament

Chaos migracji

2017-04-18 14:47

Z dyr. Stefano Fontaną rozmawiał Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 17/2017, str. 12-14

fotolia.com

O zjawisku migracji ze Stefano Fontaną – dyrektorem Międzynarodowego Obserwatorium Nauki Społecznej Kościoła im. kard. Van Thuâna – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Dlaczego Międzynarodowe Obserwatorium im. kard. Van Thuâna postanowiło poświęcić 8. raport nauki społecznej Kościoła w świecie zjawisku migracji?

STEFANO FONTANA: – Dlatego, że jesteśmy świadkami zjawiska wielkich migracji, które zmienią dogłębnie porządek świata i nasze zachodnie społeczeństwa. Chcieliśmy zająć się tym zjawiskiem, ponieważ nie jest ono dostatecznie wyjaśniane ani przez specjalistów, ani przez media. Ponadto odnosi się wrażenie, że zjawisko to, przedstawiane jako niespodziewane i spontaniczne, w gruncie rzeczy jest zorganizowane, a nawet zaplanowane.

– Próbuje się wyjaśniać migracje przyczynami czysto ekonomicznymi?

– Oczywiście, że istnieją motywacje ekonomiczne, które wpływają na to zjawisko, jednak nie w pełni je wyjaśniają. Często nielegalni imigranci pochodzą z krajów o dobrych perspektywach wzrostu gospodarczego, a przybywają do krajów takich jak Włochy, gdzie PKB spada od 2001 r., a bezrobocie jest bardzo wysokie.

– Ale mówi się, że właśnie ze względów ekonomicznych krajom zachodnim opłaca się przyjmować imigrantów...

– Koszt utrzymania imigranta jest większy niż korzyści gospodarcze, które może on dać krajowi, który go gości. To nie jest prawda, że imigranci gwarantują utrzymanie systemu emerytalnego w kraju takim jak np. Włochy. Imigranci bynajmniej nie zastępują „pustych kołysek”, nie zastępują dzieci, które się nie rodzą.

– Ale na Zachodzie od dziesięcioleci spada wskaźnik urodzeń – możemy mówić nawet o zapaści demograficznej w społeczeństwach zachodnich, dlatego uważa się, że trzeba zrównoważyć ten spadek migrantami, którzy zazwyczaj mają więcej dzieci...

– Spadek populacji na Zachodzie był pożądany i został zaplanowany. Trzeba pamiętać, że przez dziesięciolecia rządy, organy i agencje międzynarodowe, duże amerykańskie fundacje działały nie tylko po to, aby zniechęcić rodziny do posiadania potomstwa, ale także promowały aborcję i antykoncepcję, indywidualistyczny i bezpłodny styl życia, wypaczoną ideę kobiety oraz ideologię gender.

– Wiadomo, że migranci nie przybywają do Europy sami, że pomagają im w tym handlarze ludźmi. Czy nie należałoby zwalczać tych, którzy organizują przemyt migrantów?

– Jest to sieć przestępcza, która organizuje ruchy migracyjne na skalę międzynarodową – są nawet stawki w zależności od miejsc, gdzie migrant chce się dostać. To nie wyklucza, oczywiście, ryzyka i nie zmienia faktu, że migranci odbywają podróże w nieludzkich warunkach, a często jest to spotęgowane okrucieństwem handlarzy ludźmi. Byłyby możliwe wspólne działania policji przeciwko tym organizacjom, ale do tej pory nigdy nawet nie próbowano organizować takich skoordynowanych akcji. I to pokazuje, że migracje są zjawiskiem tolerowanym, a także planowanym.

– Handlarze przemycają do Europy uchodźców uciekających przed konfliktami i azylantów prześladowanych w swoich krajach, ale także wielu ludzi, którzy szukają lepszego życia. Czy powinniśmy ich wszystkich przyjmować?

– Pojawia się idea, że nawet ci, którzy podróżują za granicę, żeby szukać lepszego życia, a którzy nie są ani uchodźcami, ani azylantami, mają prawo do pomocy humanitarnej, osiedlania się w innych krajach i integracji. Ale takie rozumowanie może prowadzić do sprowokowania migracji o nieobliczalnych proporcjach. Państwa nie byłyby w stanie kontrolować przepływów migracyjnych, których stałyby się ofiarą. I w ten sposób byłoby zagrożone dobro wspólne społeczeństwa, władze polityczne nie byłyby w stanie go zapewnić. A to jest nie do przyjęcia.

– Często mówi się o integracji migrantów, którzy dzięki odpowiedniej polityce mogliby się stać dobrymi obywatelami europejskich krajów. Czy procesy integracyjne migrantów sprawdziły się w Europie?

– Wizje integracji w krajach zachodnich bardzo się różnią. Brakuje wspólnej idei integracji. Co znaczy to słowo? Rozwiązania typu multikulturowego się nie powiodły, ale też nie zostały zastąpione przez jakiekolwiek inne. W krajach zachodnich brakuje bowiem wspólnej wizji integracji.

– Na czym polega integracja typu multikulturowego?

– Rozwiązanie multikulturowe polega na tym, że przyjmuje się jednorodne kulturowo i religijnie grupy imigrantów i pozwala się im integrować społecznie w ich zamkniętych grupach. Ale w ten sposób doprowadza się do zjawiska bałkanizacji – w krajach europejskich mamy już liczne autonomiczne enklawy, które żyją własnym życiem. Trzeba podkreślić fakt, że dzisiaj imigranci utrzymują stosunki z krajami pochodzenia za pośrednictwem Internetu, Skype’a i telefonów komórkowych, co sprawia, że proces integracji staje się jeszcze trudniejszy. Poza tym w imigrantach rodzi się przekonanie, że mogą pozostać tym, kim są, starają się jedynie wykorzystać przywileje płynące z życia w zachodnich państwach opiekuńczych. Z tych powodów wielu ekspertów uważa, że integracja jest niemożliwa.

– Definicja słowa „integracja” zakłada, że istnieją system wartości i praw, kultura i tradycje odzwierciedlające historię kraju goszczącego, w który „scala się” imigrantów. Ale rodzi się pytanie: W co kraje zachodnie chcą integrować przybyszów?

– Jednym z powodów, dla których integracja jest trudna lub wprost niemożliwa, jest pustka kulturowa krajów zachodnich. W tych krajach brak tożsamości, która została zniszczona pod naporem laicyzmu i nihilistycznego indywidualizmu, sprawia, że nie mają one nic do zaproponowania przybyszom. W ekstremalnym pluralizmie społeczeństw zachodnich zaczynają być również akceptowane niedopuszczalne wizje kulturowe i praktyki społeczne, takie jak małżeństwa nieletnich dziewcząt czy poligamia.

– Wydaje mi się, że w ostatnich czasach nauka społeczna Kościoła mało zajmuje się sprawami takimi jak naród i narodowa tożsamość kulturowa, a kwestie te mają zasadnicze znaczenie w kontekście masowej migracji ludzi o innej tożsamości narodowej, kulturowej i religijnej...

– Ostatnim z papieży, który w systematyczny sposób zajmował się tymi argumentami, był Jan Paweł II – trzeba wspomnieć encyklikę „Centesimus annus”, jego liczne wystąpienia czy też książkę „Pamięć i tożsamość”. Człowieka nie można zrozumieć inaczej jak tylko w kulturze jego narodu, w pamięci jego tożsamości – nauczał Papież. W tych rozważaniach Jana Pawła II kluczową rolę musiała odegrać historia Polski. I dlatego dzisiaj Polska jest jednym z krajów UE, które najbardziej opierają się modelom rozumowania narzucanym przez Brukselę, a także przeciwstawiają się przymusowym migracjom, mającym na celu stworzenie społeczeństwa wielokulturowego – takie społeczeństwo jest zaprzeczeniem narodu.

– Problem w tym, że dziś ukazuje się społeczeństwo wielokulturowe, wieloetniczne i wielowyznaniowe jako coś bardzo pozytywnego, dlaczego więc nie miałoby się integrować cudzoziemców?

– To prawda, że perspektywa społeczeństwa wielokulturowego i wieloreligijnego na Zachodzie jest przedstawiana jako coś pozytywnego. Twierdzi się, że różnorodność jest dobra i przynosi wszystkim korzyści. Społeczeństwa monokulturowe czy o kulturze dominującej uważane są natomiast za coś przestarzałego i przytłaczającego. Organizacje międzynarodowe i światowe centra władzy wywierają naciski, aby narzucić światu model społeczeństwa przyszłości jako wielokulturowego i wieloreligijnego, a temu celowi wydają się służyć również wielkie migracje ludzi. Ewentualnym następnym krokiem może być stworzenie nowej kultury konwencjonalnej i nowej religii obywatelskiej, do narzucenia wszystkim obywatelom. To rodzaj nowego projektu „wieczystego pokoju” Kanta lub coś, co przypomina dążenia masońskie i gnostyczne do uniwersalnej religii, która położyłaby kres konfliktom kulturowym i religijnym, jednoczyłaby wszystkich w superkulturze i superreligii ludzkości. Społeczeństwo wielokulturowe byłoby zatem jedynie krokiem na drodze do stworzenia społeczeństwa „pensée unique”, zarządzanego przez organizacje międzynarodowe i przez światowe centra władzy, którego model byłby narzucany wszystkim narodom osłabionym wewnętrznie przez wielokulturowość.

– Nie można zapominać, że Kościół też mówi o jedności rodzaju ludzkiego...

– Chrześcijańska koncepcja jedności rodzaju ludzkiego ma doskonałą podstawę teologiczną we wspólnej naturze synów Boga Stwórcy, ale jest ona organicznie bogata i nie odrzuca tożsamości narodowych, które mają również wymiar religijny. Jeżeli pomijamy kwestię narodu, pojawia się kilka możliwych niebezpieczeństw. Pierwsze z nich polega na postrzeganiu migracji tylko jako przemieszczania się osób, a nie jako migracji kultur i religii. A to jest bardzo istotny błąd. Drugim niebezpieczeństwem jest to, że zaniedbuje się dobro wspólne obywateli. Władze polityczne państw przyjmujących migrantów muszą uwzględniać dobro wspólne społeczności politycznej i muszą zachowywać tożsamość lub tożsamości kulturowe, które stanowią żywą pamięć ich przeszłości. Po trzecie – istnieje ryzyko niebezpiecznego zwrotu w Kościele w kierunku języka i mentalności dzisiejszych organizacji międzynarodowych. A Kościół katolicki nie może używać tego samego języka ideologicznego, którego używa ONZ.

Tagi:
wywiad rozmowa

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

2018-05-20 08:25

awo, mo, mp / Warszawa (KAI)

Dziś - siedem tygodni po obchodach zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - Kościół katolicki obchodzi uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tym samym świętuje swoje narodziny, bo w tym dniu, jak pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich, grono Apostołów zostało "uzbrojone mocą z wysoka" a Duch Święty czyni z odkupionych przez Chrystusa jeden organizm - wspólnotę. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele okres wielkanocny.

Pio Si/Fotolia.com

W języku liturgicznym święto Ducha Świętego nazywa się "Pięćdziesiątnicą" - z greckiego Pentecostes, tj. pięćdziesiątka, - bo obchodzi się 50-go dnia po Zmartwychwstaniu Pańskim.

Na zgromadzonych w Wieczerniku Apostołów, jak pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich Jezus Chrystus zesłał Ducha Pocieszyciela, by Ten, doprowadził do końca dzieło zbawienia. "I stał się z prędka z nieba szum, jakoby przypadającego wiatru gwałtownego, i napełnił wszystek dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im rozdzielone języki jakoby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna: i napełnieni są wszyscy Duchem Świętym i poczęli mówić rozmaitymi językami, jako im Duch Święty wymawiać dawał" (Dzieje Ap., II, 2-4).

W ten sposób rozpoczyna się nowy etap - czas Kościoła, który ożywiony darem z nieba rozpoczyna przepowiadanie radosnej nowiny o zbawieniu w Chrystusie.

Duch Święty dzięki swoim darom: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności i bojaźni Bożej uzdalnia wiernych do dojrzałej obecności w świecie. Kieruje losami Kościoła, kiedy wybiera do grona Apostołów w miejsce Judasza św. Macieja, kiedy prosi o wyznaczenie Barnaby i Pawła, jak pisze święty Łukasz "do dzieła, które im wyznaczyłem", czy kiedy posyła Apostołów do tego, by w określonych częściach świata głosili Ewangelię. Wprowadza wspólnotę wierzących w głębsze rozumienie tajemnicy Chrystusa, dając im zrozumienie Pisma świętego.

Uroczystość liturgiczna Zesłania Ducha Świętego sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Łączono ją z Wielkanocą, a od IV w. wyodrębniono jako osobne święto, uroczyście obchodzone zarówno w Kościele Wschodnim jak i Zachodnim. Synod w Elwirze urzędowo wprowadził ją w 306 roku. W wigilię Pięćdziesiątnicy, podobnie jak w wigilię Wielkanocy, święcono wodę do chrztu świętego i udzielano chrztu katechumenom.

Papież Leon XIII wprowadził nowennę, czyli dziewięciodniowe przygotowania modlitewne na przyjście Ducha Świętego, aby dokonał przemiany w naszych sercach, tak jak przemienił Apostołów w Wieczerniku.

W Polsce w niektórych regionach Wielkanoc nazywa się Białą Paschą, a Zesłanie Ducha Świętego - Czerwoną, prawdopodobnie dlatego, że dopiero po Jego zstąpieniu Apostołowie stali się zdolni do dawania świadectwa krwi.

Uroczystość tę powszechnie nazywa się w Polsce Zielonymi Świętami, gdyż w okresie, w którym jest obchodzona, przyroda odnawia się po zimie, a zieleń jest dominującym kolorem pejzażu. Wszystkie obrzędy ludowe z nimi związane noszą piętno radości i wesela. Kościoły, domy, obejścia przybrane są "majem" - najczęściej młodymi brzózkami; posadzkę kościelną, podłogę chat i wiejskie podwórka potrząsają wonnym tatarakiem; wszędzie rozlewa się rzeźwa woń świeżej majowej zieleni.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele katolickim okres wielkanocny.

Symbolem Ducha Świętego jest gołębica. Zwykło się też przedstawiać go w postaci ognistych języków, gdyż tak Dzieje Apostolskie opisują jego zesłanie na Apostołów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kolegium Kardynalskie w nowym składzie

2018-05-20 18:29

kg (KAI/VaticanInsider) / Watykan

Po zapowiedzi Franciszka z 20 maja, iż 29 czerwca zamierza wręczyć birety kardynalskie 14 nowym duchownym, Kolegium Kardynalskie liczyć będzie 227 członków, z których 126 będzie mogło wybierać nowego papieża. Gdyby do tego doszło już teraz, oznaczałoby to przekroczenie o 6 dopuszczalnej liczby elektorów, ustalonej jeszcze w 1970 przez bł. Pawła VI i potwierdzonej później przez św. Jana Pawła II.

Grzegorz Gałązka

Wśród wspomnianych 126 dotychczasowych i nowych purpuratów, uprawnionych do udziału w konklawe, najwięcej "swoich" będzie miał odtąd obecny papież - 59, podczas gdy kardynałów "od" Benedykta XVI jest 48 i "od" Jana Pawła II - 19. W tym gronie będzie 54 Europejczyków, a więc niespełna połowa, inne kontynenty mają odpowiednio mniej elektorów: cała Ameryka - 35, w tym Północna - 17, Południowa - 13 i Środkowa - 5, z Azji - 17, Afryki - 16 i z Oceanii będzie nadal 4 purpuratów poniżej 80. roku życia.

Włoski watykanista Andrea Tornielli, komentując na łamach portalu "VaticanInsider" najnowsze decyzje Franciszka, za jedną z największych niespodzianek uznał włączenie w skład Kolegium jałmużnika papieskiego, Polaka abp Konrada Krajewskiego. Wyraził przy tym uznanie dla jego postawy, przejawiającej się w pomaganiu "dniem i nocą ubogim, bezdomnym, migrantom i uchodźcom".

Tornielli przywołał też słowa nominata, powiedziane portalowi zaraz po oświadczeniu Ojca Świętego: "Nic nie wiedziałem jeszcze kilka minut po wymienieniu mego nazwiska, akurat wyjeżdżałem rowerem z Watykanu, gdy wezwano mnie, abym słuchał papieża w czasie modlitwy Regina Caeli. Dla mnie było to całkowite zaskoczenie".

Z kolei patriarcha chaldejski abp Louis Sako zareagował żartem: "Naprawdę papież mianował mnie kardynałem? Ależ nikt mnie o to nie prosił". Dowiedział się o tej nominacji z rozmowy telefonicznej z Włoskim Wydawnictwem Misyjnym (EMI) kilku minut po zapowiedzi papieskiej. Dodał, że decyzja ta jest nie dla niego, ale dla Kościoła w Iraku i dla Iraku.

"Cały nasz kraj potrzebuje poparcia a ta nominacja podobna jest do tej, która dotyczyła nuncjusza w Syrii Mario Zenariego jako znak wsparcia ze strony papieża dla naszego Kościoła" - powiedział patriarcha Babilonii. Wyraził za to wielką wdzięczność Franciszkowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem