Reklama

Pierwszy taki Prymas

2017-04-11 10:22

Andrzej Tarwid, Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 16/2017, str. 4-5

Ze zbiorów AAW
Kard. August Hlond rok 1946.

Komisja Teologiczna Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych pozytywnie zaopiniowała dekret ukazujący heroiczność cnót kard. Augusta Hlonda. To milowy krok przybliżający nas do beatyfikacji. Ale też dobry czas, aby przypomnieć o pierwszym prymasie Polski, który był jednocześnie metropolitą warszawskim

Niewielkie Rościnno w powiecie węgrowskim znane jest wiernym głównie z działającego tam prężnie Domu Rekolekcyjnego. To w tym budynku przed II wojną światową często przebywał kard. August Hlond, ówczesny metropolita gnieźnieńsko-poznański. Także z Rościnna Hierarcha wyruszył do Warszawy na ingres, o którym powiedział, iż to będzie „największe posłannictwo mego życia”.

Był 29 maja 1946 r. Droga do stolicy została zaplanowana na dwa dni i wiodła przez Kutno, Łowicz i Sochaczew. Przez setki lat trasa ta była tradycyjnym szlakiem prymasów Polski, którzy przyjeżdżali z Gniezna do Warszawy. Wraz z kard. Hlondem miało to się zmienić, bo Prymas Polski miał mieć swoją siedzibę w stolicy.

– Na początku marca 1946 r. Stolica Apostolska zawiesiła unię istniejącą od 1821 r. między archidiecezją gnieźnieńską i archidiecezją poznańską. I ustanowiła unię personalną łączącą najstarszą metropolię gnieźnieńską z najmłodszą metropolią warszawską – przypomina ks. dr Henryk Małecki, historyk warszawskiego Kościoła.

Reklama

Ingres w mieście ruin

30 maja 1946 r. punktualnie o godz. 17 auto z kard. Hlondem wjechało na pl. Zamkowy wypełniony duchowieństwem i mieszkańcami stolicy. Po krótkim powitaniu z abp. Antonim Szlagowskim, kard. Hlond poszedł pomodlić się do kościoła św. Anny. Następnie uformowany pochód przeszedł do kościoła seminaryjnego, który pełnił wówczas funkcję prokatedry.

Tradycyjne miejsce ingresów, czyli archikatedra św. Jana Chrzciciela, była kompletnie zniszczona. Podobnie jak cała Starówka. Zburzone lub bardzo poważnie uszkodzone były też pozostałe świątynie po lewej stronie Wisły i całe kwartały miasta.

– Do Was, moi ukochani Diecezjanie Metropolii Warszawskiej, zwracam się z wyrazem podziwu, żeście wśród najtragiczniejszych powikłań ostatnich lat na tym ośrodkowym szańcu polskości wytrwali w obronie polskiego życia i honoru oraz swobód wierzącej duszy narodu. Czerpiąc niepokorne energie z bogactwa darów złożonych w duszy polskiej, dowiedliście wśród lawiny ognia i walących się gmachów, że Warszawę tylko sercem można zdobyć – powiedział kard. Hlond.

Tytan pracy

Skala wyzwań, jaka czekała nowego Metropolitę, była przeogromna. Oprócz gigantycznych zniszczeń materialnych, w warszawskim Kościele brakowało kapłanów, których 20 proc. zginęło lub zostało zmordowanych w trakcie wojny. Tylko te fakty pokazują, że stolica potrzebowała nowego zorganizowania struktur kościelnych i nowych pomysłów duszpasterskich. A przecież 12 września 1945 r. komuniści zerwali konkordat, co również nie zapowiadało nic dobrego w przyszłych relacjach Państwo-Kościół, którego najważniejszym reprezentantem był Prymas Polski.

Paradoksalnie jednak to chyba zerwanie umowy międzynarodowej przesądziło, że to właśnie kard. Hlond został metropolitą warszawskim i gnieźnieńskim.

– On sam wcale o tę godność nie zabiegał. Co więcej, jednemu z biskupów powiedział, że wskazał innych kandydatów. Ale Stolica Apostolska w swoich decyzjach kieruje się zasadą, aby nominowana osoba była jak najbardziej odpowiednia na dany urząd. A wówczas taką osobą był bez wątpienia kard. Hlond – mówi „Niedzieli” ks. prof. Stanisław Wilk z KUL.

Kard. Hlond urodził się w 1881 r. W wieku 16 lat został przyjęty do Zgromadzenia św. Jana Bosko. Święcenia kapłańskie przyjął w 1905 r., był już wtedy doktorem teologii. Do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości ks. Hlond był m.in. kapelanem w schronisku w Krakowie, przełożonym salezjanów w Przemyślu i dyrektorem zakładów salezjańskich w Wiedniu, gdzie pełni też funkcję inspektora prowincji austriacko-węgiersko-niemieckiej. W 1922 r. został pierwszym administratorem apostolskim na Górnym Śląsku, a trzy lata później ordynariuszem diecezji katowickiej. Następnie zaś arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim i prymasem Polski.

W zgodnej ocenie historyków od roku 1926 do 1939 r. nie było w dziejach polskiego Kościoła wydarzenia o większym znaczeniu, które w jakiś sposób nie wiązałoby się z postacią kard. Hlonda. Jak żaden z jego poprzedników na Stolicy św. Wojciecha, wycisnął niezatarte piętno na życiu duchowym całego narodu. Organizował z wielkim rozmachem zjazdy i kongresy w Polsce. Był reprezentantem papieża, jako delegat, w innych krajach. Wziął w opiekę wielomilionową emigrację polską. Gdziekolwiek się pojawiał, witały go tłumy wiernych.

Po wybuchu wojny przedstawiciele rządu przekonali kard. Hlonda do wyjazdu z kraju, aby „jego uwięzienie nie stało się kartą przetargową dla Niemców”. W latach 1939-45 był m.in. w Rzymie, a potem we Francji, gdzie nawet został aresztowany przez gestapo, któremu stanowczo odmówił współpracy. Do kraju wrócił 2 lipca 1945 r. ze specjalnym pełnomocnictwem papieża i zajął się administracją na Ziemiach Odzyskanych. – Kard. Hlond cieszył się dużym autorytetem wśród wiernych w kraju, ale był też znany i ceniony za granicą. Właśnie taka osoba stanęła na czele warszawskiego Kościoła – podsumowuje ks. dr Małecki. A ks. prof. Wilk dodaje: – Wszędzie, gdzie wcześniej posługiwał, wyróżniał się dużą energią i znakomitą organizacją w pracy. Co potwierdził także w stolicy.

Kuria w seminarium

Podobnie, jak katedra św. Jana Chrzciciela, w gruzach leżał też Dom Arcybiskupów Warszawskich przy ul. Miodowej oraz nuncjatura apostolska na Szucha. Pierwszą siedzibę Metropolity zorganizowano w budynku seminarium. Już dzień po ingresie odbyło się tam posiedzenie kapituły metropolitalnej. Niedługo potem kard. Hlond konsekrował dwóch biskupów dla archidiecezji warszawskiej – ks. Zygmunta Choromańskiego i ks. Wacława Majewskiego, którzy stali się jego najbliższymi współpracownikami.

Podczas Powstania Warszawskiego zostało zniszczonych 55 kościołów. Ich odbudowa stała się priorytetem Metropolity, podobnie jak pomoc materialna dla mieszkańców, zwłaszcza dla osieroconych dzieci. – Za czasów jego posługi w samej stolicy istniały 32 sierocińce prowadzone przez Caritas. Jedenaście kolejny działało poza Warszawą – mówi ks. dr Małecki i dodaje. – W sumie w tamtym czasie ok. 500 sierot i ok. 450 półsierot korzystało z pomocy Kościoła w powojennej Warszawie.

Do odbudowy świątyń kard. Hlond powołał Prymasowską Radę Odbudowy Kościołów Warszawy. – Konstrukcja tej rady była gruntownie przemyślana, miała ona np. kilka sekcji, które odpowiadały za poszczególne działania. Z kolei sam Kardynał pisał listy do Polaków za granicą oraz do metropolitów Paryża czy Londynu, aby wsparli odbudowę stołecznych kościołów – opowiada ks. prof. Wilk.

We wprowadzaniu nowych form duszpasterstwa pomogło powołanie przy Kurii Metropolitalnej Kolegium ds. Duszpasterskich oraz erygowanie nowych dekanatów: nowodworskiego, piaseczyńskiego, pruszkowskiego i rembertowskiego.

Stałą troską kard. Hlonda był rozwój duchowy wiernych. Hierarcha pisał listy duszpasterskie i odezwy do mieszkańców stolicy. Organizował też uroczystości religijne.

Do historii Warszawy przeszło słynne spotkanie z kobietami na Kamionku. Natomiast w wymiarze krajowym takim wydarzeniem był akt ofiarowania narodu Niepokalanemu Sercu Maryi, który 8 września 1946 r. zgromadził niemal milion wiernych na Jasnej Górze.

– Przez cały czas swojej posługi w stolicy odwiedzał też zwykłe parafie. W archiwach zachowało się ponad 40 relacji z takich wizytacji – mówi ks. prof. Wilk.

Nie trzeba rozpaczać

W październiku 1948 r. kard. Hlond miał operację wyrostka robaczkowego. Początkowo wydawało się, że operacja udała się. Niestety. Kilka dni później Metropolita ponownie trafił do szpitala. Miał pełną świadomość, że jego czas na ziemi dobiega końca.

Do s. Maksencji, pracującej w Sekretariacie Prymasa, powiedział: – Jutro w procesji będzie przyniesiony Pan Jezus, aby pokazać ludziom, że Arcybiskup jest zaopatrywany i aby się nie lękali przyjmować sakramentów św. Natomiast w swoich notatkach napisał: „W obliczu śmierci trzeba być radosnym. Wszystkich nas to czeka. Trzeba śmierć pogodnie przyjmować, ona jest drogą do lepszego życia. Jest drogą do wieczności...”. Kard. August Hlond umarł 22 października 1948 r. – Swemu najbliższemu otoczeniu, sekretarzom mówił: – Nie trzeba rozpaczać ani wątpić. Gdy przyjdzie zwycięstwo, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Dziewicy! I oddał swą maryjną duszę w dzień Matki Bożej Szczęśliwej Śmierci – tak po latach wspominał swojego poprzednika kard. Stefan Wyszyński.

Pogrzeb kard. Hlonda zgromadził takie tłumy, że trasę z prokatedry do katedry specjalnie przedłużono, aby jak najwięcej osób mogło pożegnać Metropolitę. – Kondukt nie poszedł więc prosto, lecz m.in. ulicami Miodową i Długą – mówi ks. prof. Wilk.

Kard. Hlond został pochowany w podziemiach archikatedry. W 2006 r. dokonano uroczystej translacji szczątków z podziemi archikatedry do kaplicy św. Jana Chrzciciela w lewej nawie świątyni.

Po marcowej decyzji Komisji Teologicznej w Watykanie do ogłoszenia kard. Augusta Hlonda błogosławionym potrzebny jest jeszcze cud za jego wstawiennictwem. W archikatedrze warszawskiej każdego 22. dnia miesiąca odprawiana jest Msza św. w intencji jego rychłej beatyfikacji. Potrzeba zatem jeszcze gorętszej modlitwy, aby Kościół zaliczył kard. Augusta Hlonda do grona błogosławionych.

Tagi:
Hlond

Abp Muszyński: kard. August Hlond a „sprawa żydowska” – prawda historyczna i jej przekaz

2018-06-04 13:01

Abp Henryk Muszyński / Gniezno (KAI)

W obliczu poważnych oskarżeń Kardynała jest ważne, byśmy mogli poznać możliwie obiektywną prawdę w sprawach, o które jest oskarżany – pisze abp Henryk Muszyński. Publikujemy przekazany KAI artykuł metropolity gnieźnieńskiego seniora pt. „August Kardynał Hlond a „sprawa żydowska” – prawda historyczna i jej przekaz”.

Archiwum

„August Kardynał Hlond a „sprawa żydowska” – prawda historyczna i jej przekaz” [1]

August Kardynał Hlond, „wielki Prymas II Rzeczpospolitej Polskiej, niestrudzony organizator życia religijnego i narodowego społeczeństwa polskiego żyjącego w kraju i poza jego granicami … w czasie II wojny światowej nieugięty jej obrońca. … Jako Prymas Polski Kardynał Hlond przejął odpowiedzialność za losy duchowe całego narodu żyjącego w kraju i na emigracji, stając się ojcem duchownym narodu” – napisał ks. prof. dr hab. Bernard Kołodziej TChr, jeden ze znakomitych znawców osoby i dzieła Ks. Kardynała [2].

Jednakże poza Polską, szczególnie wśród Żydów, nierzadko kwestionowany jest nie tylko jako święty, ale także poważnie oskarżany o antysemityzm. Niemcy natomiast stawiają pod znakiem zapytania głównie specjalne uprawnienia otrzymane przez Księdza Kardynała od Stolicy Apostolskiej do zaprowadzenia polskiej administracji kościelnej na ziemiach zachodniej Polski, utraconych przez Niemcy po II wojnie światowej. Często mogłem osobiście słyszeć ze strony Niemców: „wielki Polak – owszem, ale nie święty”.

Wiele środowisk żydowskich kieruje pod adresem kard. Hlonda poważne oskarżenia o antysemityzm. Jego dzieło, zwłaszcza przed wojną, pośród Żydów zostaje przedstawione w sposób niezmiernie stronniczy i krzywdzący, czy wręcz nieprawdziwy. Nierzadko wprost określa się kard. Hlonda jako „groźnego antysemitę”.

1. Zarzuty wobec kard. Hlonda dotyczące Żydów

Aby nie być gołosłownym pozwolę sobie przytoczyć dwie niezmiernie wymowne wypowiedzi. W tygodniku „Vrij Nederland” z dnia 20 lipca 1966 roku, znany holenderski syjonista Jan Rogier napisał: „Antysemityzm był rodzimym produktem Polski, nie potrzebowała ona w tej sprawie żadnych lekcji od Zachodu. Faszyzm szerzył się szeroko w Polsce przed drugą wojną światową, a znajdował nawet więcej poparcia w kręgach kościelnych niż u konserwatywnych władz świeckich. Ledwie Piłsudski zamknął oczy, skrajny antysemita Kardynał Prymas Hlond ogłosił list pasterski (1938 r.), w którym zażądał ekonomicznego bojkotu Żydów i wygnania ich z kraju. Kardynał nie potrzebował pytać o zgodę władz państwowych, ponieważ nawet za czasów Piłsudskiego nie musiał o takie rzeczy pytać.... Za następców Piłsudskiego, pod rządami Becka i Rydza-Śmigłego, także wszystko znowu było możliwe” [3].

Druga wypowiedź jest jeszcze bardziej drastyczna: obarcza bowiem wprost odpowiedzialnością za pogrom, który miał miejsce 4 lipca 1946 roku w Kielcach nie tylko częstochowskiego biskupa Teodora Kubinę, ale także kard. Hlonda. W „Gazecie Ludowej” z dnia 8 lipca 1962 roku można wyczytać: „winni pogromowi kardynał Hlond, Kuria Biskupia w Kielcach i biskup częstochowski Kubina” [4]. Źródłem tej wiadomości była oficjalna propaganda stalinowska, która głosiła: „kieleckie kołtuny, zarażone hitlerowską trucizną dawaną przez andersowskich bandytów mszczą się za klęskę w referendum” [5] (aluzja do słynnego referendum 3 x tak, które miało miejsce 30 czerwca 1946 roku). Źródła stalinowskiej propagandy mają oczywiście korzenie rodzime, ale zostały one nierzadko przejęte i rozpowszechniane także przez środowiska żydowskie. Wymownym przykładem jest między innymi książka Marca Hillela poświęcona pogromowi kieleckiemu, która przejmuje w dużym stopniu nie tylko opis, ale także terminologię stalinowską [6].

Na potwierdzenie swojej tezy Jan Rogier odwołuje się do listu pasterskiego Kardynała Prymasa Hlonda z 29 lutego 1936 roku (a nie jak podaje z 1938): „O katolickie zasady moralne”. Treść tego listu Jan Rogier cytuje jednak w sposób wybiórczy, tendencyjny, i może on być uznany za typowy przykład jawnej manipulacji, gdyż autor nie uwzględnia ani kontekstu historycznego, ani też związku treściowego z całością listu Kardynała Prymasa.

Przytoczone wyżej wypowiedzi pochodzą z lat 60-tych XX w. Być może, po wydaniu przez Żydów dwóch dokumentów: „Dabru Emet – Powiedzcie prawdę (Za 8,16). Żydowskie oświadczenie na temat chrześcijan i chrześcijaństwa” z 10 września 2000 roku, a zwłaszcza po oświadczaniu rabinów ortodoksyjnych: „Czynić wolę naszego Ojca w niebie: ku partnerstwu Żydów i chrześcijan”[7] z 3 grudnia 2015 roku, oświadczenia te zostałyby nieco złagodzone. Pierwszy dokument wzywa bowiem do przezwyciężenia wielowiekowego „nauczania pogardy” w Kościele i ukazania także pozytywnych znamion chrześcijaństwa. Wspomniane oświadczenie rabinów przypomina, że nauczanie Kościoła katolickiego o judaizmie, po deklaracji „Nostra aetate” zapoczątkowało nowy proces pojednania pomiędzy naszymi społecznościami. Dokument przytacza także wypowiedzi papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI i stwierdza: „Gdy więc teraz Kościół katolicki uznał wieczne Przymierze między Bogiem a Izraelem, my Żydzi możemy potwierdzić trwałą, konstruktywną ważność chrześcijaństwa jako naszego partnera w odkupieniu świata, bez obaw, że zostanie to wykorzystane w celach misyjnych”[8].

Obecnie, po podpisaniu przez papieża Franciszka dekretu o heroiczności cnót kard. Augusta Hlonda[9], prymasa Polski w latach 1926-1948, z nową siłą odżyły dawne zarzuty dotyczące kard. Hlonda. Rabin David Rosen, dyrektor odpowiedzialny za międzynarodowe i międzyreligijne sprawy Komitetu Żydów Amerykańskich w liście do kard. Kocha, przewodniczącego Papieskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, przestrzega, że kontynuacja procesu kanonizacji „będzie postrzegana w społeczności żydowskiej i poza nią jako wyraz aprobaty dla skrajnie negatywnego podejścia kard. Hlonda do społeczności żydowskiej”. W piśmie tym odwołuje się do listu pasterskiego kardynała Hlonda z 1936 roku, w którym hierarcha „potępił judaizm i Żydów za odrzucenie Jezusa” i nie potępił pogromu kieleckiego z 4 lipca 1946 roku, „ani nie wezwał Polaków do zaprzestania mordowania Żydów”. Wskazał natomiast, że „Żydzi są wszyscy komunistami albo zwolennikami komunizmu i że pogrom był ich winą”[10].

2. „Problem żydowski” wg listu pasterskiego kard. Hlonda z 1936 roku

W obliczu tak poważnych zarzutów, problem faktycznych wypowiedzi kard. Hlonda, zarówno w liście pasterskim z 1936 roku, jak i w kontekście pogromu kieleckiego, stał się znowu niezmiernie aktualny. Pozwolę sobie zatem przypomnieć istotne fragmenty wspomnianego listu, jak i wypowiedzi Kardynała związane z pogromem kieleckim. Chodzi o to, aby czytelnik mógł sobie wytworzyć możliwie obiektywne zdanie na temat zarzutów stawianych Księdzu Kardynałowi, na ile słuszne jest oskarżenie Prymasa Hlonda o skrajny antysemityzm. „Problem żydowski istnieje i istnieć będzie, dopóki Żydzi będą Żydami – napisał Ks. Kardynał. W poszczególnych krajach to zagadnienie ma różne natężenie i różną aktualność. U nas jest ono specjalnie trudne i powinno być przedmiotem poważnych rozważań. Tutaj dotykam krótko jego strony moralnej w związku z dzisiejszem położeniem.

Faktem jest, że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajność jest zgubny, a ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że Żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i etycznym ujemny. Ale — bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy Żydzi są tacy. Bardzo wielu Żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący. Znamy w świecie żydowskim ludzi także pod względem etycznym wybitnych, szlachetnych, czcigodnych.

Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etycz#ną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką. Wolno swój naród więcej kochać; nie wolno ni#kogo nienawidzić. Ani Żydów. W stosunkach kupieckich dobrze jest swoich uwzględniać przed innymi, omijać sklepy żydowskie i żydowskie stragany na jarmarku, ale nie wolno pustoszyć sklepu żydowskiego, niszczyć Żydom towarów, wybijać szyb, obrzucać petardami ich domów. Należy zamykać się przed szkodliwemi wpływami moralnemi ze strony żydostwa, oddzielać się od jego antychrześcijańskiej kultury, a zwłaszcza bojkotować żydowską prasę i żydowskie demoralizujące wydawnictwa, ale nie wolno na Żydów napadać, bić ich, kaleczyć, oczerniać. Także w Żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego, choćby się na#wet nie umiało uszanować nieopisanego tragizmu tego narodu, który był stróżem idei mesjanistycznej, a którego dzieckiem był Zbawiciel. Gdy zaś łaska Boża Żyda oświeci, a on szczerze pój#dzie do swojego i naszego Mesjasza, witajmy go radośnie w chrześcijańskich szeregach.

Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów antyżydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy? Dobra sprawa nic na tych nierozważnych czynach nie zyskuje. A krew, która się tam niekiedy leje, to krew polska”[11].

Przyznać trzeba, że dla dzisiejszego człowieka język, słownictwo i charakterystyka Żydów, ukazana w przedstawionym liście jest dość niezwykła, by nie powiedzieć szokująca. Dla należytej oceny trzeba jednak uwzględnić ówczesny kontekst historyczny i sytuację żydowską, która – jak pisze Kardynał – „w Polsce jest specjalnie trudna i powinna być przedmiotem poważnych rozważań”[12].

Dla przypomnienia pozwolę sobie przywołać kilka danych statystycznych z tamtego okresu: Według spisu ludności z 1935 r. w Polsce było 3,5 miliona Żydów, co stanowiło ok. 10% mieszkańców naszego kraju. W wielkich miastach, np. w Warszawie, liczba ta przekraczała nawet 34%. Na równi z innymi obywatelami Polski, Żydzi korzystali ze wszystkich uprawnień konstytucyjnych. Prawdą jest jednak również, iż po długich latach niewoli, odbudowa tożsamości narodowej znajdowała w katolicyzmie swego rodzaju kryterium “polskości”, co prowadziło w konsekwencji do znacznych napięć między Polakami a Żydami oraz innymi narodowościami.

Wskazuje się – nie bez racji – na pewną sprzeczność w odbudowie powstałego po prawie 130 latach państwa polskiego. Polska była przed wojną państwem wielonarodowościowym i skupiała obywateli różnych religii i wyznań. Usiłowano natomiast odbudować świadomość i tożsamość narodowościową w oparciu o religię katolicką, która stanowiła główne spoiwo w czasie rozbiorów. Można pytać czy to w ogóle było możliwe? Obok tego pytania nie może zabraknąć drugiego, które narzuca się prawie z równą siłą: czy istniały w ogóle inne więzy, które zdolne były zintegrować naród, który przez przeszło wiek był poddany ostrej polityce wynarodowienia? W sposób zrozumiały napięcia pomiędzy Polakami, Żydami, ale także innymi narodowościami, dochodziły szczególnie do głosu w środowiskach narodowo-chrześcijańskich. 

Głęboki kryzys gospodarczy lat 1929-1935 przyczynił się dodatkowo do ostrej rywalizacji i walki ekonomicznej, która przybierała nieraz formę bojkotu Żydów. Nie poprawiał ogólnej sytuacji także syjonistyczny ruch Żydów, dystansujący się w sposób świadomy od tak niedawno odrodzonego polskiego Państwa. Nie da się zatem zaprzeczyć, że w latach, o których mówimy, “problem żydowski” istniał, nawet jeśli występująca tu niechęć czy wrogość do Żydów nie miała nigdy podłoża rasowego, lecz najczęściej ekonomiczne, a także religijne i narodowe. I w takim właśnie świetle należy odczytywać słowa Kardynała Hlonda. Ważne jest również, by odczytywać je w całości, uwzględniając właściwą temu listowi antytetyczną strukturę literacką.

„Faktem jest – napisał Kardynał – że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajowość jest zgubny, a ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że Żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i etycznym ujemny…”[13].

W naszym odczuciu dzisiaj fragment ten zawiera wiele krzywdzących dla Żydów twierdzeń, jak chociażby zgubny wpływ obyczajowości żydowskiej  czy zarzut szerzenia pornografii. Można przyjąć, że kardynał Hlond przytacza opinie obiegowe. Wystarczy więc urwać w tym miejscu cytat, by przyznać rację oskarżycielom, tym łatwiej, jeśli nie uwzględnimy perspektywy historycznej. Aczkolwiek niepodobna nie zauważyć, że nawet i w tej części krytycznej Kardynał stara się nieco łagodzić niektóre ze swoich sformułowań, na przykład tam, gdzie mówi o wpływie młodzieży żydowskiej na katolicką, że jest on na ogół (bez generalizowania) ujemny i to pod względem religijnym i etycznym. Posłuchajmy jednak drugiej części, w której wskazuje wyraźnie na pozytywne cechy duchowości i postawy Żydów:

„Ale – bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy Żydzi są tacy. Bardzo wielu Żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący. Znamy w świecie żydowskim ludzi także pod względem etycznym wybitnych, szlachetnych, uczciwych”[14].

Uwzględniając fakt, że list kard. Hlonda został wydany zaledwie 3 lata po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech, kiedy rozpoczęło się już prześladowanie i niszczenie Żydów, na szczególną uwagę zasługuje ostrzeżenie: „Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etycz#ną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką… Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów anty#żydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy? Dobra sprawa nic na tych nierozważnych czynach nie zyskuje. A krew, która się tam niekiedy leje, to krew polska”[15].

Trudno nie dostrzec w tych słowach wyraźnej aluzji do bezwzględnej, nacechowanej nienawiścią pogardy rasowej ideologii hitlerowskiej. Zaledwie kilka lat dzieli to ostrzeżenie od urzeczywistnienia idei całkowitej zagłady Żydów, zarysowanej w „Mein Kampf” A. Hitlera. Kardynał, któremu obok antysemityzmu zarzuca się także skrajny nacjonalizm, przestrzega wyraźnie przed uleganiem propagandzie antyżydowskiej do gwałtów i przemocy oraz przypomina, że także z Żydami łączy nas wspólnota narodowa.

Prymas Hlond, który walczy o „katolickie zasady moralne w życiu narodu przyznaje, że wolno bojkotować szkodliwą prasę i wydawnictwa żydowskie czy sklepy żydowskie”, ale stawia też wyraźne granice, które są niezgodne z etyką katolicką: „nie wolno pustoszyć, niszczyć sklepów żydowskich, napadać, oczerniać, bić czy kaleczyć”. Naczelna zasada brzmi: „także w Żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego, choćby się na#wet nie umiało uszanować nieopisanego tragizmu tego narodu, który był stróżem idei mesjanistycznej, a którego dzieckiem był Zbawiciel”[16].

Można zapytać: jak tego rodzaju stwierdzenie pogodzić z wysuwanym przez Rogiera oskarżeniem przed wojną Kościoła o faszyzm czy rzekomym żądaniem Kardynała o „wygnanie Żydów z kraju”?

Ksiądz Stanisław Kosiński SDB – bez wątpienia najlepszy znawca życia, dzieła i spuścizny kard. A. Hlonda, wydawca monumentalnego VII-tomowego dzieła p.t. Acta Hlondiana oraz wielu innych rozpraw związanych z kard. Hlondem, w nawiązaniu do omawianej problematyki stwierdza: „Hlond snując (w Liście Pasterskim z 29 lutego 1936 r.) na kanwie współczesnych systemów etycznych, niezgodnych z katolicką moralnością i jej zasadami, rozważanie o roli katolickiej etyki w życiu społeczeństwa, ostro piętnował braki, zwłaszcza egoizm, rozwiązłości i nienawiść, przestrzegając przed antysemityzmem i rasizmem, tak aktualnymi w tym czasie”[17].

Powyższe stwierdzenie znajduje pełne pokrycie w całości treści listu i ukazuje jak tendencyjne, oparte na określonych założeniach ideologicznych są wnioski, które oskarżają kard. Hlonda o jawny antysemityzm. Oskarżenie zaś Prymasa Hlonda o sprzyjanie faszyzmowi zakrawa wręcz o cynizm. Z tajnych dokumentów Służb Bezpieczeństwa III Rzeszy wynika wyraźnie, że był on uznawany wręcz „za jednego z najbardziej odrażających podżegaczy przeciwko Niemcom”[18]. Przebywając w czasie wojny na emigracji, szczególnie w Lourdes we Francji, wysyłał tajne raporty do Stolicy Apostolskiej, w których relacjonował o zbrodniach Niemców na okupowanych ziemiach polskich, w tym także dokonanych na Żydach.

3. Stosunek kard. Hlonda do mordu kieleckiego

Oskarżenie kard. Hlonda przez oficjalną, reżimową prasę PRL o współodpowiedzialność za pogrom Żydów w Kielcach jest nie tylko zakłamaniem, ale wręcz oszczerstwem. Zachowały się bowiem bezpośrednie wypowiedzi Prymasa Hlonda, które wprost zaprzeczają tym pomówieniom i ukazują pełną prawdę w odniesieniu do tego tragicznego wydarzenia, które wg eufemistycznej terminologii komunistycznej oficjalnie zawsze były określane jako „wypadki kieleckie”. Negowanie tej prawdy w okresie PRL było możliwe tylko dlatego, że cenzura komunistyczna konsekwentnie nie dopuszczała żadnego sprostowania ani też żadnej pozytywnej wypowiedzi na temat Ks. Kardynała.

Upływ czasu upoważnia mnie do tego, by najpierw przywołać kilka istotnych faktów związanych z tym tragicznym wydarzeniem, które kładzie się bolesnym piętnem na powojenne dzieje Polski i Polaków. Podczas gdy w Polsce, w okresie PRL, fakt ten był prawie nieznany Polakom, większość Żydów na całym świecie wiązała i wiąże nazwę miasta „Kielce” z tym właśnie pogromem.

Krótko po zakończeniu II wojny światowej ofiarą zbiorowego mordu w Kielcach padło 40 niewinnych ludzi (trzydzieścioro siedmioro Żydów, dwóch polskich cywilów i jeden polski oficer), w tym także kobiety i dzieci. Byli to w większości ludzie, którzy ocaleli z pogromu wojennego, wrócili do swoich domów i zostali zamordowani przez swoich współmieszkańców. Dokładny opis tych wypadków można znaleźć w opracowaniu p.t. „Wokół pogromu kieleckiego” pod redakcją Łukasza Kamińskiego i Jana Żaryna, wydanym przez Instytut Pamięci Narodowej w roku 2006.

Ten zbiorowy mord został dokonany w Kielcach 4 lipca 1946 roku na Żydach zamieszkałych przy ul. Planty 7, prawie bezpośrednio po słynnym referendum 3 x TAK, które miało miejsce 30 czerwca tego samego roku. Znamienne, że z rąk oprawców zginęli jedynie Żydzi syjoniści, nie zginął natomiast żaden z Żydów komunistów (żydokomuny) mieszkających w tym samym domu. Dziś wiadomo, że referendum to, które miało stanowić potwierdzenie woli narodu, i „demokratyczną” legitymację komunistycznych rządów w Polsce, zostało sfałszowane. Aby zatrzeć negatywne wrażenie, które ten fakt wywołał w Polsce i świecie, propaganda komunistyczna wykorzystała „wypadki kieleckie” do oskarżenia i zdyskredytowania opozycji antykomunistycznej jako ich sprawców.

Wszystko wskazuje na to, że mord kielecki stanowił prowokację komunistyczną, która miała odwrócić uwagę od tego referendum i ukazać wobec Zachodu, jak silne są w Polsce tendencje antysemickie, podtrzymywane przez siły reakcyjne i klerykalne. Był to rodzaj antysemityzmu instrumentalnego, który służył dobrze określonym celom propagandowym i utwierdzał jednocześnie środowiska żydowskie w przekonaniu o ciągłości antysemityzmu polskiego, który przetrwał nawet eksterminację Żydów w okresie okupacji.

Oficjalna propaganda partyjna jako sprawców oskarżała opozycję antykomunistyczną i duchowieństwo polskie. I Sekretarz PPR Władysław Gomułka, dnia 6 lipca 1946 roku w przemówieniu do aktywu partyjnego wskazał wprost na faszystów polskich i żołnierzy gen. Andresa jako faktycznych sprawców pogromu kieleckiego[19].

Bez względu na intencję prowokatorów „wypadków kieleckich” pozostaje jednak faktem, że strasznego pogromu dokonano polskimi rękami. Przerażające jest również to, z jaką łatwością tłumy uwierzyły w oskarżenie o dokonanie rzekomo mordu rytualnego na polskim chłopcu Henryku Błaszczyku. Świadczy to wymownie, że zabobon ten był nie tylko rozpowszechniony, ale także akceptowany.

Pytamy słusznie: jakie stanowisko zajęła wobec tych tragicznych wypadków władza kościelna: Kuria Kielecka, ówczesny biskup kielecki Czesław Kaczmarek i kard. Hlond., którzy przez różne środowiska wprost byli oskarżani o współodpowiedzialność za te wydarzenia?

Już dnia 11 lipca 1946 r. kard. Hlond wydał wobec amerykańskich dziennikarzy jednoznaczne i nie budzące żadnych wątpliwości oświadczenie (wobec zakazu cenzury komunistycznej - według mojej wiedzy – opublikowane dopiero w 1988 r.). Oświadczenie to stwierdza między innymi:

„1) Kościół katolicki zawsze i wszędzie potępia wszelkie mordy. Potępia je też w Polsce bez względu na to, przez kogo są popełnione i bez względu na to, czy popełnione są na Polakach czy na Żydach, w Kielcach lub w innych zakątkach Rzeczypospolitej.

2) Przebieg nieszczęsnych i ubolewania godnych wypadków kieleckich wykazuje, że nie można ich przypisywać rasizmowi. Wyrosły one na podłożu całkiem odmiennym, bolesnym a tragicznym. Wypadki te są potwornym nieszczęściem, które mnie napełnia smutkiem i żalem”[20].

Trudno nawet dziś, po upływie przeszło 70 lat, bardziej jednoznacznie wyrazić potępienie: „mord jako mord zasługuje zawsze na potępienie, niezależnie od tego, na kim zostaje popełniony – na Polakach czy na Żydach”. Kardynał nie ograniczył się przy tym do formalnego potępienia, ale wskazał również na źródła i inspiracje, które do tego mordu doprowadziły: „nie można ich (mordów) przypisywać rasizmowi. Wyrosły one na podłożu całkiem odmiennym, bolesnym i tragicznym”.

Uwzględniając okoliczności i czas tej wypowiedzi, można dostrzec wyraźną aluzję do komunistycznej prowokacji, której nie mógł – w sposób zrozumiały – nazwać właściwym imieniem. Przypomnienie, że nie miały one źródła rasowego, wskazuje, że nie stanowią one kontynuacji zbrodni nazistowskich na Żydach, które miały podłoże wyraźnie rasistowskie. Wskazanie na „podłoże całkiem odmienne, bolesne i tragiczne”, pośrednio sugeruje, że moralnymi sprawcami zbiorowego mordu były Służby Bezpieczeństwa PRL. Kardynał nie omieszkał też dodać, czym są te tragiczne wydarzenia dla niego osobiście: „wypadki te są potwornym nieszczęściem, które mnie napełnia smutkiem i żalem”.

W kontekście tamtego czasu wypowiedź ta była niezmiernie śmiała i wyrazista. Nie można zapominać, że wielki przełom w stosunku do Żydów dokonał się dopiero w czasie II Soboru Watykańskiego w roku 1965. Warto przy tym zauważyć niezmiernie wymowną zbieżność słów Księdza Kardynała ze słowami deklaracji „Nostra aetate”: „Kościół … potępia każde prześladowania jakichkolwiek ludzi, … ubolewa nad wszelkimi aktami nienawiści, prześladowań, wszelkimi manifestacjami antysemityzmu, jakie miały miejsce w jakimkolwiek czasie i ze strony jakichkolwiek ludzi”[21]. Słowa te następnie powtórzył Jan Paweł II w czasie pamiętnej wizyty w Synagodze Rzymskiej 13 kwietnia 1986 roku. W tym względzie kard. Hlonda można uznać wręcz za prekursora II Soboru Watykańskiego i wypowiedzi Jana Pawła II, którego wyprzedził o pełne 40 lat.

Wspomniane wyżej świadectwo kard. Hlonda z 11 lipca 1946 roku podaje także wiele cennych szczegółów dotyczących przebiegu i okoliczności wydarzeń pogromu kieleckiego, w tym także stosunku Kurii Kieleckiej i duchowieństwa wobec tych wydarzeń.

„3) Duchowieństwo katolickie w Kielcach – napisał Kardynał - spełniło swoje zadanie. Gdy wieść o wypadkach dotarła do kleru, ks. Roman Zelek, proboszcz parafii katedralnej, pobiegł na miejsce, ale u wejścia w ul. Planty został przez wojsko zawrócony. Gdy kordony wojskowe zostały zwinięte, pięciu księży udało się na miejsce wypadków, gdzie zauważyli, że tłumów już nie było, były tylko mniejsze grupy, którym przedstawiciel Kurii radził, by wróciły do domu.

Następnego dnia (5 lipca) przedstawiciel Kurii Biskupiej w porozumieniu z władzami i przedstawicielami miasta, przygotował odezwę uspokajającą, którą Wojewoda zaakceptował. Tej odezwy atoli władze nie opublikowały.

Dnia 6 lipca Kuria Biskupia wydała od siebie odezwę, która następnego dnia (7 lipca, niedziela) zastała odczytana z ambon we wszystkich katolickich kościołach miasta… Jeżeli mimo gwałtownego podniecenia w Kielcach w ostatnim tygodniu panował tam ład i spokój, przypisać to należy przede wszystkim celowemu i łagodnemu wpływowi duchowieństwa”[22].

We wspomnianej odezwie Kurii czytamy m. in.: „fakt rozmyślnego zabójstwa jest zbrodnią wołającą o pomstę do nieba i jako taki godzien jest całkowitego i bezwzględnego potępienia. Fakt ten jest karygodniejszy, gdy dzieje się na oczach młodych i nieletnich ludzi… Wzywamy katolickie społeczeństwo diecezji kieleckiej do zachowania spokoju, opanowania się oraz zrozumienia powagi chwili w interesie własnym i Narodu. Niechaj żaden katolik nie da się zwodzić nikomu, kto by go chciał pchnąć do podobnych czynów”[23].

Późniejsze dochodzenia, prowadzone już po upadku władzy ludowej, w pełni potwierdziły, że tragiczne wydarzenia w Kielcach z dnia 4 lipca 1946 r. wiarogodność świadectwa Kardynała. Opisy prasy komunistycznej służyły głównie zdyskredytowaniu walczącej o wolność Polski i Kościoła katolickiego. W oczach wielu Żydów pogrom kielecki uznawany jest jednak za wyraz niechęci do Żydów, któremu, pod, wpływem polskiego antysemityzmu, uległ fanatyczny motłoch.

Tragiczne wydarzenia kieleckie zostały również wyraźnie potępione zarówno przez biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka jak i biskupa częstochowskiego Teodora Kubinę.

„Wypadki kieleckie - jak pisze biskup Kaczmarek w raporcie przekazanym na ręce ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie Artura Bliss Lane`a – niezależnie od tła, niezależnie od tego, że były sprowokowane, niezależnie od tego, że władze rządowe mogły, lecz nie chciały do nich nie dopuścić, były jednak zbrodnią zostawiającą plamę na społeczeństwie polskim”[24].

Najbardziej jednoznaczne i zdecydowane stanowisko w sprawie masowej zbrodni w Kielcach zajął biskup Teodor Kubina: „W Kielcach dokonano zbrodni masowego mordu… Moralni i faktyczni sprawcy dokonanego mordu podeptali godność człowieka oraz dopuścili się strasznego w swej formie pogwałcenia chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego i ogólnoludzkiej zasady „nie zabijaj”.

Nic, absolutnie nic, nie usprawiedliwia zasługującej na gniew ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnocie… I jedni i drudzy (inspiratorzy i wykonawcy) winni być bezwzględnie i bez jakichkolwiek zastrzeżeń potępieni jako zbrodniarze w zrozumieniu wszelkich praw Bożych i ludzkich”[25].

Kard. Hlond nie ograniczył się wyłącznie do potępienia i opisu przebiegu wydarzeń kieleckich, ale wskazał również na zasługi Polaków w ratowaniu Żydów w czasie okupacji niemieckiej. Warto przypomnieć, że tylko w Polsce groziła kara śmierci za ukrywanie i pomoc Żydom. Niekiedy całe rodziny z zastosowaniem odpowiedzialności zbiorowej przypłaciły to śmiercią. Nie omieszkał jednak zauważyć, że w powojennych władzach państwowych i partyjnych było wielu Polaków pochodzenia żydowskiego. Stwierdził miedzy innymi:

„4) W czasie eksterminacyjnej okupacji niemieckiej Polacy, mimo że sami byli tępieni, wspierali, ukrywali i ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Niejeden Żyd w Polsce zawdzięcza swe życie Polakom i polskim księżom. Że ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi, stojący w Polsce na przodujących stanowiskach w życiu państwowym, a dążący do narzucenia form ustrojowych, których ogromna większość narodu nie chce. Jest to gra szkodliwa, bo powstają stąd niebezpieczne napięcia. W fatalnych starciach orężnych na bojowym froncie politycznym w Polsce giną niestety niektórzy Żydzi, ale ginie nierównie więcej Polaków”[26].

Stanowisko kard. Hlonda nie ograniczało się wyłącznie do oświadczeń. Angażował się w sposób czynny w obronę i pomoc Żydom. Jego postawa w stosunku do Żydów jest najbardziej przekonywującym faktem, który trudno negować: contra facta nulla argumenta. Nie omieszkał odwołać się i przypomnieć także o tym fakcie:

„5) Moje osobiste stanowisko do Żydów – napisał - jest znane choćby z mych przedwojennych wypowiedzi. W czasie zaś wygnania we Francji w latach 1940-1941, ratowałem niejednego Żyda polskiego, niemieckiego, francuskiego, przed wywiezieniem do obozów śmierci – ułatwiałem im wyjazdy do Ameryki, umieszczałem ich w bezpiecznych schronieniach, starałem się dla nich o dokumenty, dzięki którym ocaleli. Pragnę serdecznie, by sprawa żydowska w świecie powojennym znalazła wreszcie swe właściwe załatwienie”[27].

Kardynał Hlond prosił, by jego oświadczenie zostało w całości, bez żadnych skrótów opublikowane w prasie[28]. Niestety, dziennikarze nie zastosowali się do jego prośby. Być może wielu nie mogło po prostu z powodu cenzury. Ten cenny dokument prawie przez pół wieku – przynajmniej po stronie polskiej – pozostawał w prawie zupełnym zapomnieniu, a w prasie zagranicznej był niekiedy nadużywany przeciwko Księdzu Kardynałowi.

Bogu dzięki istnieją także inne dokumenty z okresu bezpośrednio po wojnie, które oddają sprawiedliwość kard. Hlondowi i przypominają o jego zasługach w stosunku do Żydów. W styczniu 1946 r. Prymas udzielił w Poznaniu wywiadu przedstawicielowi Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego - prof. Michałowi Zylbergowi. Ze względu na wagę tego dokumentu pozwolę sobie przytoczyć go w całości:

„Wydaje się, że nieśmiertelne prawdy zawarte w Starym Testamencie - mówił kard. Hlond – zasady dziesięciorga przykazań, natchnione słowa proroków, musiały niepokoić tego prawdziwego szatana jakim był Hitler. Wydawało mu się w pysze antychrysta, jeśli wymorduje Żydów, znikną odwieczne zasady współczesnej cywilizacji i nie tylko fizycznie, ale i duchowo zapanuje pogańska myśl narodowych socjalistów. Nie mogło mu się to udać i choć naród żydowski poniósł tak ogromne straty, nie wyszedł jednak zakłamany.

Prof. Zylberg rozpoczął rozmowę od podziękowań: „chciałbym na ręce Jego Eminencji złożyć w imieniu Zrzeszeń Religijnych podziękowanie tym wszystkim, którzy nam pomagali ratować się przed piecami krematoryjnymi. Mówię tu przede wszystkim o zakładach sióstr zakonnych, które tak wiele dokonały dla ratowania dzieci.

Ogromnie mnie cieszy pańskie oświadczenie – mówił Kardynał. Tak musieli postąpić wszyscy, dla których zasady naszego Kościoła nie są pustym dźwiękiem. Ja sam starałem się w czasie pobytu we Francji o tzw. asyryjskie papiery dla Żydów polskich, a specjalnie o „żółte dokumenty”, na podstawie których mogli Żydzi wyjechać do Ameryki”.

Kolejne pytanie prof. Zylberga dotyczyło wybrania Polski na teren mordowania Żydów: „czy nie mógłby Jego Eminencja wytłumaczyć, dlaczego właśnie Polskę wybrał Hitler za teren mordowania Żydów z całej Europy?”

Kard. Hlond odpowiedział: „Myślałem o tym niejednokrotnie. Może najlepszą odpowiedź znalazłem w książce Rauschninga pt. „To on mi powiedział”. Autor przytacza rozmowy z Hitlerem w latach poprzedzających przyjście do władzy. W jednej z nich dowodzi Hitler, że tylko wprowadzenie niewolnictwa daje gwarancję wzrostu potęgi państwa. Przykłady tego Hitler widział w państwach starożytnych, a nawet w rozkwicie niektórych współczesnych imperiów. W czasie tej rozmowy dowiedział się Rauschning, że w planach Hitlera leżało uczynienie z Polski państwa niewolników. Miało w niej pozostać około 10 milionów ludzi, którzy by pracowali dla wielkości Niemiec. Reszta miała wyginąć. Mordowanie Żydów było wstępem do realizacji planów Hitlera”.

Prof. Zylberg poruszył też w rozmowie problem walki z Żydami po zakończeniu II wojny światowej: „Czy znane są Jego Eminencji wypadki napaści na Żydów już po wyzwoleniu Polski?”

„Przejmują mnie one prawdziwym smutkiem – takie świadectwo dał kard. Hlond - ponieważ są to czyny występujące przeciwko podstawowym zasadom religii katolickiej, wypadki te wołają o pomstę do nieba, na to nie ma rozgrzeszenia ani przebaczenia tym bardziej, że nie ma żadnych przyczyn do takich wystąpień, jak również brak obecnie w Polsce obiektywnych podstaw dla szerzenia antysemityzmu. To jest prawdziwie szaleństwo tych, którzy ciągle konspirują, siedzą w lasach. Wydaje się im, że robią politykę, że napadając na Żydów zwalczają rząd. Potępiam działalność ich jako katolik i jako Polak”.

Prawie z niedowierzaniem przyjmujemy dziś śmiałą odpowiedź Kardynała na postawione jemu pytanie dotyczące statusu Palestyny, i to w 1948 roku. Na pytanie prof. Zylberga: „Jaki jest pogląd Jego Eminencji na sprawę Palestyny?”, Prymas Hlond odpowiedział: „Niepodległość państwa żydowskiego jest sprawą pierwszorzędnej wagi. Naród żydowski odrodzi się wtedy w pełnym blasku po latach nieszczęść i tragedii. Nie wiem jak wygląda kwestia pojemności Palestyny. Podobno może w obecnej chwili przyjąć do miliona Żydów. To byłoby świetne. Życzę Wam ze szczerego serca powodzenia w waszych staraniach. W sprawie miejsc świętych dojdziemy z pewnością do porozumienia.”

Spotkanie z prof. Zylbergiem kard. Hlond zakończył słowami: „Cieszę się, że Pan mnie odwiedził. Niech Pan powtórzy swym siostrom i braciom słowa otuchy. W ich wielkiej tragedii i w dniach radosnych jestem wam sercem bliski. Pamiętajcie, że w tragicznych chwilach jedynie wiara może uchronić od zagłady i katastrofy”[29].

Dotychczas miałem okazję w różnych miejscach i środowiskach przedstawiać stanowisko kardynała Hlonda w tak ważnych kwestiach, dziś od nowa szczególnie aktualnych. W obliczu poważnych oskarżeń Kardynała jest ważne, byśmy mogli poznać możliwie obiektywną prawdę w sprawach, o które jest oskarżany. Cieszę się, że mogłem przypomnieć niektóre fakty i wydarzenia z jego życia w środowisku i Archidiecezji, w której pełnił przez wiele lat swoją pasterską posługę. Żywię nadzieję, że może uda się sprostować niejedną fałszywą i krzywdzącą w stosunku do niego opinię.

Abp Henryk Muszyński

1. W skróconej formie stanowisko kard. Hlonda wobec Żydów zostało przedstawione w Collectanea Theologica 1991, nr 3, s. 81-87 oraz w londyńskiej polonijnej Gazecie Niedzielnej, rok 51, nr 9/2639 z 28.02.1999 r., s. 1, 3-4.

2. B. Kołodziej, O Kardynale Auguście Hlondzie, w: Kardynał August Hlond. Kazania i mowy, Poznań 2009, s. 5.

3. T. Walichowski, Izrael a NRF, Warszawa 1967 r., s.176; zob. także Wypowiedź Jana Rogiera w: Acta Hlondiana (Dokumentacja Kardynała Augusta Hlonda), t. 6, cz.3, s.160.

4. Cyt. za: D. Olszewski, Polski antysemityzm w czasie okupacji i po wojnie, w: Znaki Czasu 7(3)/1987, s.91-92.

5. D. Olszewski, tamże.

6. Por. M. Hillel, Le massacre des survivants. Eu Pologne apres l`Holocauste, 1945-1947, Paris 1985, s.63-64, 126-127, 184, 233-234, 250.

7. Oba dokumenty w: Czy Żydzi mają diabła za ojca? t. 3, ks. M. Czajkowski, Warszawa 2016, s. 346-348, 355-357oraz w: Co Kościół myśli o Żydach i judaizmie. Co Żydzi myślą o Kościele?, Kielce 2017, s. 38-46. Zob. też St. Krajewski, w: Tajemnica Kościoła a tajemnica Izraela, Warszawa 2007, s. 139.

8. Co Kościół myśli o Żydach i judaizmie…, s. 43.

9. Proces beatyfikacyjny został otwarty w Archikatedrze św. Jana w Warszawie przez ks. Kard. Józefa Glempa, prymasa Polski dnia 9 stycznia 1992 r. 21 maja 2018 r. papież Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności cnót kard. A. Hlonda.

10. http://www.rp.pl/Kosciol/180529592-Amerykanscy-zydzi-protestuja-ws-beatyfikacji-polskiego-kardynala-Augusta-Hlonda.html [dostęp 29.05.2018].

11. August Kard. Hlond, O katolickie zasady moralne, w: Listy Pasterskie, Poznań 1936, s.192-193, zob. także O katolickie zasady moralne w: Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172-173.

12. Tamże, List Pasterskie, s.192, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172.

13. Tamże, Listy Pasterskie, s.192, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172.

14. Tamże, Listy Pasterskie, s.192, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172.

15. Tamże, Listy Pasterskie, s.192-193, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172-173.

16. Tamże, Listy Pasterskie, s.193, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.173.

17. S. Kosiński, August Hlond 1926-1948 w: Na stolicy Prymasowskiej w Gnieźnie i w Poznaniu. Szkice o Prymasach Polski w okresie niewoli narodowej i w II Rzeczpospolitej, Poznań 1982, s.363.

18. E. Guz, Kardynał Hlond kłopotliwy dla III Rzeszy, w: Słowo Powszechne 1992, nr 9, s. 4.

19. Por. D. Olszewski, Polski antysemityzm w czasie okupacji i po wojnie, w: Znaki Czasu 1987, nr 7/3 s. 91-93.

20. S. Kosiński, August Kard. Hlond Prymas Polski w służbie Boga i Ojczyzny. Wybór pism i przemówień 1922-1948, Warszawa 1988, s.214, zob. także: Uwagi wobec dziennikarzy amerykańskich w: Acta Hlondiana, t.2, cz. 2, s.259.

21. Sobór Watykański II, Konstytucje, dekrety, deklaracje, Poznań 2002, s. 336.

22. S. Kosiński, tamże, s. 214; Acta Hlondiana, t. 2, cz. 2, s. 259-260.

23. A. Michnik, Pogrom Żydów. Dwa rachunki sumienia, w: Przeciw antysemityzmowi 1936-2009 t. 2, Kraków 2010 , s. 176.

24. A. Michnik, tamże, s.152.

25. A. Michnik, tamże, s.169.

26. S. Kosiński, August Kard. Hlond Prymas Polski w służbie Boga i Ojczyzny. Wybór pism i przemówień 1922-1948, Warszawa 1988, s. 214-215; zob. także Uwagi wobec dziennikarzy amerykańskich w: Acta Hlondiana, , t. 2, cz. 2, s. 259.

27. S. Kosiński, tamże, s. 215.

28. Wiadomości Katolickiej Misji Polskiej w Londynie, R. 8, nr 9 (1946) s. 12 (maszynopis), zob. także Uwagi wobec dziennikarzy amerykańskich w: Acta Hlondiana, t.2, cz.2, s. 260.

29. Maszynopis wywiadu otrzymany od ks. S. Kosińskiego, por. Dziennik Powszechny, Radom-Kielce, r. II: 1946 s. 2 z 22.I.1946, zob. także: Wywiad z prof. Michałem Zylbergiem w: Acta Hlondiana t. 2, cz. 2, s. 257-258.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tyniec: Kard. Stanisław Ryłko pobłogosławił nową sukienkę Matki Bożej Śnieżnej

2018-06-24 19:34

Małgorzata Czekaj

W czasie Mszy św. w uroczystość odpustową śś. Apostołów Piotra i Pawła w Opactwie Tynieckim archiprezbiter Bazyliki MB Większej w Rzymie, ks. kard. Stanisław Ryłko, pobłogosławił nową suknię Matki Bożej Śnieżnej, czczonej tam od XVII w. W homilii Hierarcha mówił m.in. o kwestiach dotyczących świadectwa wiary, jakie dają nam święci, i jak cennym jest skarbem jest wiara w obliczu dawnych i współczesnych prześladowań Kościoła oraz obecnego głębokiego kryzysu, zagubienia sensu i laicyzacji życia.

Małgorzata Czekaj

Obraz Tynieckiej Pani został uznany za zaginiony w XX w.; odnaleziony, odnowiony i ponownie poświęcony przez Metropolitę Krakowskiego w 2017 r. Od tamtej pory Maryja znów czeka na pielgrzymów udających się po łaski do tynieckiego kościoła pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła.

Pełna relacja z wydarzenia ukaże się w "Niedzieli" małopolskiej na 8 lipca 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Po mistrzostwach pozostaną złe wspomnienia

2018-06-25 15:00

Ślepy los albo inaczej mówiąc przypadek sprawił, że w ostatnim czasie tematem naszych - Polaków - rozmów stał się Senegal, Kolumbia i Japonia. Owszem o Japonii mówiliśmy pewnie wcześniej od czasu do czasu. Tęskniliśmy choćby za ich poziomem rozwoju, szczególnie technologicznego.

Robert Lewandowski/Facebook

Byli nawet tacy politycy, którzy obiecywali nam, że staniemy się drugą Japonią, ale niewielu w to wierzyło, a na pewno możemy powiedzieć, że nic z tego nie wyszło.

Kolumbię i Kolumbijczyków przeciętny Polak utożsamiał i prawdopodobnie nadal utożsamia z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi, a najbardziej znanym Kolumbijczykiem pozostaje Pablo Escobar, bo premiowany w 1982 r. Noblem z literatury Gabriel José de la Concordia García Márquez ma na bank mniejszą rozpoznawalność nad Wisłą.

Senegal z kolei – chyba się nie mylę - nie interesował nas absolutnie nigdy. Przeciętny Polak, w tym ja, nie miał żadnego powodu aby o Senegalu myśleć i mówić, chyba, że przy okazji skojarzeń z rajdem Paryż - Dakar. Mówiąc nieco brutalnie. Do tej pory Senegal był dla większości z nas zupełną egzotyką. Teraz mamy okazję i powód aby o Senegalu, Kolumbii i Japonii mówić częściej, bo drużyny z tych państw były – Japonia jeszcze będzie - rywalami naszej reprezentacji w grupie na piłkarskich mistrzostwa świata w Rosji. Połączyła nas piłka. Zrealizowało się hasło pod którym od jakiegoś czasu występuje Polski Związek Piłki Nożnej.

Zacząłem pisać ten tekst jeszcze przed meczem z Kolumbią. Dla wszystkich było już jasne, że Senegal nie zapisze się w pamięci Polaków tak samo jak równie egzotyczne w swoim czasie Haiti z którymi na Mundialu w NRF w 1974 r. wygraliśmy 7:0 czy choćby Peru, które nasza reprezentacji pokonała osiem lat później także wysoko. Z Senegalem po 2018 r. związane będą złe wspomnienia, bo przegraliśmy i to z jedną ze słabszych drużyn turnieju. Przegraliśmy także z Kolumbią. Na pewno jest to drużyna lepsza od pierwszego przeciwnika, ale na to, że zdobędzie mistrzostwo świata bałbym się postawić nawet małe pieniądze. Po laniu, które spuścili nam Rodriguez, Falcao, Cuadrado i spółka dla wielu kibiców sama myśl o Kolumbii na długo będzie się wiązała z bolesnymi wspomnieniami. Został jeszcze mecz z Japonią, ale nie spodziewałbym się, że w spadku po nim zostanie w naszych głowach przekonanie, że może Japończycy mają wspaniała technologię, ale w piłkę potrafią kopać lepiej nasi nad Wisłą.

Chcę docenić, że po meczu z Kolumbią i trener i zawodnicy mówili szczerze. Nawet nie to, że Kolumbia była lepsza – bo była, ale że my nie tyle, że nie trafiliśmy z formą, ale, że po prostu piłkarsko jesteśmy o wiele, wiele słabsi. Tego się nie dało ukryć. To po prostu było widać, słuchać i czuć. Mam tylko jedną pretensję i to wielką. Po co było tak bardzo podgrzewać atmosferę, pompować balon nadziei, roztaczać wizję sukcesu, prężyć muskuły skoro kto jak kto, ale oni na pewno wiedzieli o tym wcześniej? Czy nie uczciwiej byłoby od czasu do czasu studzić co bardziej rozpalone głowy. Może byłyby straty w audience, ale i rozczarowanie mniejsze. Naród byłby zdrowszy. Rozumiem też, że większe zainteresowanie ludu było atutem przy podpisywaniu kontraktu reklamowego. Szkopuł w tym, że w istocie jego płatnikami tych kontraktów były miliony Kowalskich i Nowaków, którzy przez długie miesiące dali się robić, bo świadomie byli robieni w konia. „Wydaliśmy” tę kasę, bo mieliśmy nadzieję. Mieliśmy nadzieję, bo siłą nam wmówiono, że powinniśmy ją mieć. Krótko: Orżnięto nas na grube miliony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem