Reklama

Duszpasterz odpowiada

Pytania wokół chrztu

2017-04-11 10:22

Ks. Jan Abrahamowicz
Edycja małopolska 16/2017, str. 3

mylu/fotolia.com

CZYTELNICZKA „NIEDZIELI MAŁOPOLSKIEJ”: – Jak postąpić w sytuacji, gdy dziecko, ze względu na stan zdrowia, zostało ochrzczone w szpitalu? Czy powinno się powtórzyć sakrament w kościele, gdy już niemowlę wyzdrowieje? I jeszcze jedno pytanie: czy chrzestny musi być obecny w czasie tego obrzędu?

KS. DR JAN ABRAHAMOWICZ: – Chrztu w nagłych przypadkach udziela się natychmiast. Wobec zagrażającej komuś śmierci ochrzcić może każdy człowiek, nie tylko ksiądz, ale także rodzice, pielęgniarka czy zupełnie obca osoba. Ba, nawet niewierzący może ważnie udzielić chrztu, byle to uczynił zgodnie z zasadami i w imieniu Kościoła.
Chrzest w szpitalu to tzw. chrzest z wody, czyli uproszczona formuła chrztu świętego. Składają się na nią polanie wodą i wymówienie słów: „N. (imię dziecka), ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Nie ma żadnych dodatkowych obrzędów.
Należy pamiętać, że gdy minie już zagrożenie, należy „chrzest z wody” uzupełnić w kościele o brakujące elementy, jak znak krzyża, egzorcyzm, namaszczenie Krzyżmem świętym, nałożenie białej szaty, przekazanie zapalonej świecy czy uroczyste błogosławieństwo. Tego dopełnienia może dokonać jedynie kapłan (biskup, prezbiter lub diakon) na podstawie przedłożonego zaświadczenia o chrzcie udzielonym w szpitalu. Obrzęd w kościele ma miejsce w obecności rodziców chrzestnych, którzy zobowiązują się do wspierania rodziców dziecka w wypełnianiu ich obowiązku, a czasem ich zastępują. Dziecko zostaje zapisane wówczas w parafialnej księdze ochrzczonych. Nie ma zwyczaju powtarzania samego chrztu. Gdyby nawet ktoś został ochrzczony w innej niż katolicka wspólnocie chrześcijańskiej, a później sam wybrał Kościół katolicki, wtedy również nie powtarza się chrztu, a jedynie składa nowe wyznanie wiary.
Prawo kanoniczne przewiduje sytuację, w której mamy do czynienia z jednym bądź dwojgiem chrzestnych, którzy wraz z rodzicami przedstawiają dziecko do chrztu. Tym samym uczestniczą oni w obrzędzie chrztu. W wyjątkowym przypadku dopuszcza się „zastępstwo”, gdy z ważnych przyczyn losowych chrzestny, zapisany wcześniej w dokumentach, nie mógł stawić się osobiście na chrzest dziecka.

Pytania do rubryki można przesyłać za pośrednictwem redakcji. Dane kontaktowe na str. VIII. Zapraszamy!

Tagi:
rozmowa

Dziecko trzeba przygotować na śmierć

2018-10-24 10:41

Ze Sławomirem Świerzyńskim, liderem zespołu Bayer Full, rozmawia Rafał Węglewski
Niedziela Ogólnopolska 43/2018, str. 46-47

Archiwum zespołu Bayer Full
Sławomir Świerzyński podczas nagrania w studiu w Harbinie, Chiny

Rafał Węglewski: – Czym dla Pana jest wiara, jaką rolę odgrywa Bóg?

Sławomir Świerzyński: – Najpierw wyjaśnijmy – który Bóg? To jest bardzo ważne. Zawsze, gdy się modlę, wymawiam słowa: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego Boże w Trójcy Przenajświętszej, aby była jasna sytuacja, że chodzi o tego jednego, jedynego prawdziwego Boga. Wierzeń w świecie jest obecnie wiele, tak samo bóstw. Jak jeżdżę po świecie, widzę, że każdy ma swojego boga, mnie też niektórzy starają się wciągnąć w te wierzenia – np. konfucjańskie obrzędy i oddawanie hołdu. Zawsze wtedy chronię się modlitwą, np. „Pod Twoją obronę”. Tak, jestem osobą wierzącą, wierzę w Jezusa Chrystusa, Boga w Trójcy Przenajświętszej.

– Muzycznie również odniósł się Pan do wartości chrześcijańskich.

– Tak, to prawda, ukazała się płyta pod tytułem „Któż jak Bóg”. Zamieściłem tam wiele tekstów religijnych. To mój manifest i przekaz. Płyta doczekała się bardzo mocnej krytyki z ust dziennikarzy, Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego. Były to prześmiewcze głosy, że jest to „katopolo”. Jak to możliwe, że to ma rację bytu?

– Ale chyba przyzwyczaił się Pan do krytyki tzw. salonu.

– Im chodziło przede wszystkim o moje poglądy nt. aborcji. Odpowiedziałem, że jeśli dziecko nie może być bezpieczne pod sercem matki, to gdzie może być bezpieczne? Od 22 lat na każdym koncercie śpiewamy przynajmniej jedną piosenkę religijną. Ostatnio zaśpiewaliśmy „Wspaniała Matko” w intencji pielgrzymów, którzy szli na Jasną Górę.

– Rodzina jest dla Pana...

– Na pierwszym miejscu jest, oczywiście, Pan Bóg, a zaraz za Nim rodzina. Tu, na ziemi, rodzina jest najważniejsza.

– W Pańskim życiu były również bardzo trudne chwile. Czy były chwile zwątpienia?

– Nie było miejsca na zwątpienie, absolutnie. Był to czas zawierzenia i całkowitego oddania się Panu Bogu. Miałem trudny czas w życiu, byłem osobą grzeszącą i zbuntowaną, nałożyło się na to także porwanie mojego syna. Dało mi to bardzo dużo do myślenia.

– Jak, z perspektywy czasu, porwanie syna wpłynęło na Pańskie życie?

– Nie ma perspektywy czasu, jeśli chodzi o porwanie dziecka – ono jest zawsze, zawsze jest teraz. Ilekroć oglądam wydarzenia związane ze śmiercią obcego dziecka czy porwaniem, zawsze się zastanawiam, czy rodzice zdążyli przygotować to dziecko na śmierć. Każdy mówi: będzie dobrze. Mamo, idę na dyskotekę, będzie fajnie, będzie dobrze. Zawsze zadaję pytanie, czy przygotowałaś to dziecko na śmierć. Ono wychodzi z domu i nie wiadomo, czy wróci! Rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, życie dzisiaj jest kruche i niebezpieczne. Mówi się: przygotowałem dziecko do życia – a na śmierć? Dziennikarze mówią: jak Pan tak może? Ja mogę, mogę zadawać takie pytania, ja przez to przeszedłem. Wiem, co myślą rodzice w momencie, kiedy ktoś porywa im dziecko, tego się nie da opisać w żaden sposób.

– Łączy Pan pasję z pracą. Czy nadal muzyka – nagrywanie płyt, koncertowanie przynoszą taką radość jak te dwadzieścia czy trzydzieści lat temu?

– Nawet większą niż kiedyś! W tym momencie, kiedy się spotkaliśmy, pisałem piosenkę. Nie znam jeszcze tytułu. Najwdzięczniejszy temat to relacja między kobietą a mężczyzną. Trzeba w formie, załóżmy, ośmiu wersów zawrzeć takie emocje i puentę w refrenie, by składało się to na całość, i trzeba to zaśpiewać. Pisanie piosenek przynosi mi cały czas wiele radości. Piszę ich bardzo dużo, dla siebie i dla innych. Jeśli to siedzi w człowieku i jest niewymuszone, to piosenki się sypią jak z rękawa.

– W jakich okolicznościach najlepiej się Panu tworzy muzykę?

– Z reguły odbywa się to tak po prostu... jak pstryknięcie palcami. Gdy piszę muzykę, potrzebuję tylko miejsca skupienia, takiego, gdzie nikt mi nie przeszkadza. Jestem w otoczeniu pianina i komputera i wtedy tworzę.

– Wiele eksperymentuje Pan z muzyką...

– Wygląda to tak, że niektóre piosenki muszą się mieścić w kanonach disco polo, czyli muszą być odpowiedni rytm i zagrywka. Okazuje się jednak, że czasami trzeba coś zmienić, dokonać frazowania całej piosenki, choćby była oparta na czterech czy sześciu akordach, by była zupełnie inna, ale nadal ciekawa. Eksperymentowanie z nurtami i stylami muzycznymi daje bardzo ładny efekt. Rozszerzają się horyzonty, wprowadzamy elementy innej muzyki, zmieniamy tempo, stosujemy inne riffy gitarowe, inne zagrywki na pianinie. Słucham bardzo dużo muzyki, przeróżnej. Zawsze jednak staram się wybrać kilka akordów i zagrywek dla siebie. Wystarcza mi to w sensie inspiracji, aby stworzyć coś nowego.

– Czy Sławomir Świerzyński jest ojcem disco polo i biesiady?

– Jeżeli chodzi o biesiadę, zgadzam się w pełni, w stu procentach. Prawda jest taka, że biesiadę wymyśliłem jako słowo, brzmienia, jako formułę i prowadzenie imprez. Pierwszy zrobiłem biesiadę. Jeśli chodzi o biesiadę weselną, to już w ogóle można powiedzieć, że temat mam w małym placu. Natomiast co do disco polo, już nie do końca. Samo słowo wymyślił Witek Waliński. Byłem przy tym, jak to powstawało w małym pokoju w Regułach.

– W początkowej fazie muzyki disco polo nie określano jej tą nazwą...

– Tak, to była piosenka chodnikowa, po prostu. Uważam, że to jest najładniejsza nazwa. Naturalna polska nazwa „chodnikowa” – od tego, że kasety sprzedawano na chodnikach z łóżek polowych. To było wychodzone, te piosenki, przeboje były wychodzone przez publiczność. Nie było Internetu, żadne radio tego nie grało, żadna telewizja tego nie emitowała, a nam, zespołowi Bayer Full, udało się sprzedać 17,6 mln kaset i płyt CD w Polsce.

– Mało który artysta dzisiaj może się pochwalić takim sukcesem tylu sprzedanych albumów.

– Postawmy sprawę jasno. Teraz jest tak, że Internet to zabił. Ktoś ma jedną piosenkę, umówmy się, że artyści wydają jedną piosenkę na rok. Wrzucają ją na YouTube. Każdy może to pobrać, więc po co ma kupować. Kiedyś dziennikarz zadał mi takie pytanie: Po co Pan to robi? Mówię – z przyjemnością to robię, ale tak dokładnie – dla przyjemności. Ale też chcę z tego coś mieć.

– A jak jest z frekwencją na koncertach?

– Ostatnio, gdy graliśmy w Janowie Lubelskim, było około dwudziestu tysięcy ludzi. Piszę piosenki i tworzę, a publiczność wali na nasze koncerty drzwiami i oknami. Prowadzę koncerty w swój wyjątkowy sposób, w zupełnie inny niż inni. Zapowiadam każdą piosenkę jakimś dowcipem. Do każdej mam ułożony tekst, który trzeba powiedzieć.

– Jak rozpoczęła się przygoda z Chinami?

– Napisano do mnie w sprawie spotkania odnośnie do zespołu polsko-chińskiego, śpiewania po chińsku. Nie odpowiedziałem, uznałem to za żart. Po dwóch tygodniach ponownie dostałem maila w tej sprawie. Uznałem, że coś jest na rzeczy. Spotkałem się z przedstawicielami Chińskiego Radia w Polsce. Mieli pomysł, aby przed Expo pojawił się temat polsko-chińskiego zespołu śpiewającego polsko-chińskie piosenki. Nikt tego nie chciał zrobić mimo ogłoszonych konkursów.

– Pan się odważył.

– Stwierdziłem, że pojedziemy po bandzie... (śmiech). Jesteśmy w Chinach od dziesięciu lat, poznaliśmy wszystkich pierwszych sekretarzy, którzy tam urzędują, i wszystkich ambasadorów w Polsce. Przyjaźnimy się z niektórymi Chińczykami. Jesteśmy dla nich bardzo bezpiecznym zespołem, bo nie wchodzimy w politykę.

– A jak się nazywacie po chińsku?

– Nasza nazwa po chińsku – „Baj fu” znaczy: dający sto szczęść. Ludzie w Polsce chcą, żebyśmy śpiewali piosenki w języku chińskim, robimy to jednak jako egzotyczną ciekawostkę. Trzeba było, oczywiście, nauczyć się języka chińskiego, na początku podstaw, należy jednak pamiętać, że śpiewany znacznie się różni od mówionego. Dla nas to niesamowita przygoda.

– W jaką stronę zmierza muzyka disco polo?

– Zmierza najzwyczajniej do kąta! Jeżeli nowi artyści się nie otrząsną i nie zaczną robić czegoś fajnego, w sensie właśnie eksperymentowania z muzyką, i nie zaczną być młodzi i świeży, w sensie muzycznym, to nie przewiduję niczego dobrego. Obecna telewizja zabija całe disco polo. Zespoły nie mają możliwości zaprezentowania się. Jest tak dużo wykonawców, że osoby, które decydują, co ma iść na antenę, robią to według swojego uznania. Im się podoba np. zespół Piękni i Młodzi, który jest grany do bólu, ewentualnie Zenek (Zenon Martyniuk, zespół Akcent – przyp. red.), któremu robią krzywdę, bo go grają non stop. W czasie programu „Disco Relax”, który trwał godzinę, poświęcono po półtorej minuty na artystę. Wtedy wylansowano piosenkę „Jesteś szalona”. Przygotowujemy teraz międzynarodowy Festiwal Piosenki Tanecznej w Kielcach z telewizją publiczną. Robię wszystko, żeby to nie był kolejny festiwal jakichś tam kolejnych przebojów, które zostały wylansowane dwadzieścia lat temu. Artysta zaśpiewa swój przebój, aby widz mógł go utożsamić z utworem, ale ma też zaśpiewać swoją nową piosenkę, do tej pory nielansowaną.

– Czy będzie to discopolowe Opole?

– Myślę, że lepiej jak Opole. Dlatego że w Opolu zabrakło już melodii, zabrakło refrenów. W Opolu jest totalna polityka. Tam się gender spiera z rockiem, rock z hip-hopem. Wszyscy tam myślą, jak daleko jesteśmy od zachodniej Europy, czy my już dotarliśmy z wielkimi opolskimi przebojami do tej Europy, czy jeszcze nie. A my mamy swoje piosenki, śliczne piosenki, śpiewane w języku polskim, które kiedyś były wykonywane również w Opolu.

– Pasjami Sławomira Świerzyńskiego są?

– Moją pasją są konie. Posiadam stadninę. Specjalizuję się w skupowaniu, renowacji, tworzeniu nowych powozów konnych. Dobrze się na tym znam, bo już przez wiele lat się tym zajmuję. Uwielbiam sporty wodne – od kajaków po żagle i jachty motorowe. Jednak moją największą pasją są książki i czytanie.Uwielbiam czytać!

– A ulubiona pozycja?

– Od dwudziestu lat nie rozstaję się z „Poematem Boga-Człowieka” Marii Valtorty. Książka o życiu Pana Jezusa. Czytam ją non stop, codziennie. Choćby mały fragment, nie trzeba nic więcej. Jak to Papież powiedział, kto przeczyta, ten zrozumie.

– A z modlitwą jest Pan za pan brat?

– Przed koncertem zawsze się modlę słowami: „Panie Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Ciebie, kocham Ciebie i ufam Tobie. Wybacz wszystkim tym, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie wielbią i Tobie nie ufają. Amen”. Wychodzę na scenę. Koncert jest zawsze ofiarowany Panu Bogu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Siarkowska: Odwlekanie rozprawy ws. aborcji nie ma uzasadnienia

2018-11-14 14:47

Artur Stelmasiak

Ponad rok temu grupa 106. posłów podpisała się pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie niekonstytucyjności przesłanki zezwalającej na aborcję eugeniczną. Jednak do tego czasu nie wyznaczono nawet daty rozprawy. - Moim zdaniem Trybunał zwleka z wydaniem wyroku w tej sprawie. Upłynęło już wystarczająco wiele czasu, aby można było nasz wniosek rozpoznać i wyznaczyć termin rozprawy - mówi "Niedzieli" poseł Anna Maria Siarkowska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu na Rzecz Prawa do Życia.

Poseł Siarkowska uważa, że sprawa aborcji eugenicznej jest już zbadana pod względem merytorycznym. - I teraz rolą prezes Trybunału Konstytucyjnego pani Julii Przyłębskiej jest wyznaczenie terminu rozprawy. Dalsze przeciąganie w czasie nie ma bowiem żadnego merytorycznego uzasadnienia i jest działaniem na szkodę wiarygodności Trybunału Konstytucyjnego- podkreśla przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu na Rzecz Prawa do Życia.

Posłowie są coraz bardziej zniecierpliwieni, bo wiedzą, że ich skarga do Trybunału Konstytucyjnego podlega zasadzie dyskontynuacji, czyli wygasa wraz z końcem obecnej kadencji Sejmu. - Jeżeliby do tego doszło, to mielibyśmy przykład celowego ograniczenia konstytucyjnego prawa posłów o wnioskowanie zbadania przez Trybunał zgodności przepisów z Konstytucją. Nadszedł już czas, by żądać od prezes Trybunału, aby realizowała to co jest jej obowiązkiem, czyli wyznaczyła wreszcie termin rozprawy - podkreśla Siarkowska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: ambasada Polski zorganizowała konferencję nt. stulecia niepodległości Polski i innych państw europejskich

2018-11-14 19:44

kg (KAI) / Watykan

Rok 1918, gdy zakończyła się I wojna światowa i rozpadł się dotychczasowy układ polityczny w Europie, sprzyjał nie tylko odzyskaniu niepodległości przez Polskę, ale także powstaniu wielu innych niezależnych państw na naszym kontynencie. Mówiono o tym na konferencji międzynarodowej, zorganizowanej 14 listopada z okazji stulecia naszej niepodległości przez ambasadę Polski przy Stolicy Apostolskiej wraz z Papieskim Uniwersytetem Gregoriana, który gościł uczestników tego wydarzenia.

Grzegorz Gałązka

Po powitaniu obecnych oraz otwarciu spotkania przez ambasadora RP Janusza Kotańskiego i rektora uczelni o. prof. Nuno da Silva Gonçalvesa SJ, sekretarz Stolicy Apostolskiej ds. stosunków z państwami abp Paul R. Gallagher przedstawił watykańską perspektywę ruchu niepodległościowego w krajach Europy i w tym kontekście omówił politykę i rolę Kościoła katolickiego wobec narodów z dążeniami niepodległościowymi. Przypomniał, że Stolica Apostolska wspierała te procesy, choć nie zawsze było jasne, w jakim kierunku będą się one rozwijać.

Z kolei o. prof. Jan Mikrut SJ przypomniał pokrótce ówczesną sytuację międzynarodową w Europie i na świecie a amb. J. Kotański - polską drogę do niepodległości. Stosunkowo mało u nas znany temat odzyskania niepodległości przez Irlandię przedstawił pochodzący z tego kraju ks. prał. Joseph Murphy - szef Protokołu Dyplomatycznego Stolicy Apostolskiej.

W drugiej części konferencji, poświęconej sprawom historycznym, dzieje swoich państw bądź regionów przedstawili ich ambasadorzy przy Stolicy Apostolskiej: Petras Zapolskas z Litwy mówił o tym, jak to było w wypadku jego kraju oraz Łotwy i Estonii, Tomaž Kunstelj ze Słowenii - o utworzeniu w owym czasie Jugosławii, Václav Kolaja za Czech i Marek Lisánsky ze Słowacji - o powstaniu w 1918 Czechosłowacji a Tetiana Iżewska z Ukrainy - o nieudanych próbach wybicia się na niepodległość jej ojczyzny i Białorusi. Wystąpienie ambasador Gruzji Tamary Grdzelidze, która z powodu choroby nie mogła przybyć osobiście na to spotkanie, odczytał szef polskiej placówki. Przedmiotem jej rozważań była (nieudana, jak się miało niebawem okazać) walka narodów Zakaukazia o niepodległość.

Myślą przewodnią wszystkich referatów i wystąpień była próba znalezienia odpowiedzi na pytanie:

dlaczego właśnie w roku 1918 tyle państw europejskich niepodległość odzyskało, jak Polska, Litwa, Finlandia i Irlandia (tzw. narody historyczne) lub stało się krajami wolnymi po raz pierwszy w swej historii na gruzach imperium rosyjskiego: Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Ukraina, Łotwa i Estonia lub Austro-Węgier: Czechosłowacja i Jugosławia w kilka lat później. Wskazywano, że wpłynęły na to nie tylko I wojna światowa a zwłaszcza jej zakończenie, ale także wcześniejsze o rok rewolucje w Rosji - marcowa i październikowa (bolszewicka).

Nałożyły się na również czynniki gospodarcze, związane z polityką międzynarodową prezydenta USA Woodrowa Wilsona, zapoczątkowany wówczas (choć jeszcze daleki od zakończenia) rozkład imperium brytyjskiego itd. Zastanawiano się ponadto nad tym, dlaczego jednym krajom, np. Polsce, Czechosłowacji czy nadbałtyckim, udało się zachować swą niepodległość przynajmniej do wybuchu II wojny światowej, inne zaś jak Ukraina, Białoruś czy na Zakaukaziu, szybko ją straciły.

Oczywiście najwięcej uwagi organizatorzy poświęcili setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, skupiając się na 4 aspektach: duchowym (religijnym)- w tym kontekście mówiono o roli Stolicy Apostolskiej w tym procesie, politycznym, zbrojnym (wojskowym) i artystycznym.

Spotkanie krótko podsumował i zamknął ambasador Kotański, po czym wyświetlono film o niepodległości Polski.

W krótkiej rozmowie z KAI szef polskiej placówki dyplomatycznej wyraził radość, że udało się zaprosić na to wydarzenie ambasadorów wszystkich zainteresowanych krajów a także wielu przedstawicieli zarówno tych państw, jak i Stolicy Apostolskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem