Reklama

Kto się boi demokracji?

2017-03-29 10:06

Z min. Zbigniewem Ziobrą rozmawiał Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 14/2017, str. 26-28

Archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości
Dzięki zmianom, które proponuję, szeregowi sędziowie nie tylko zachowają niezależność, ale jeszcze zyskają – mówi min. Zbigniew Ziobro

Demokracji najbardziej boją się ci, którzy mają nią wypełnione usta, ale nie głowy. Z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – Po przemianach w 1989 r. w sądach, z wyjątkami, pracowali sędziowie, którzy skazywali jeszcze w procesach z lat 50. XX wieku, m.in. Żołnierzy Wyklętych. Orzekało również wielu sędziów z lat 80. Dlaczego sądownictwo nie zostało do tej pory radykalnie zreformowane?

ZBIGNIEW ZIOBRO: – Niektórzy wierzą, że był to tylko efekt naiwności i braku rozsądku, ale moim zdaniem, było to zamierzone i zaplanowane działanie. Co prawda mieliśmy demokratycznie wybierany parlament i prezydenta, ale władza sądownicza pozostała poza demokratyczną kontrolą. W skład Krajowej Rady Sądownictwa, utworzonej w 1989 r., wchodzili sędziowie powołani przez komunistyczną Radę Państwa, a później prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, mający duże zaufanie ówczesnej władzy. Cała struktura sądownictwa do dziś jest zakorzeniona w czasach PRL-u. Przyjęto bowiem naiwne założenie, że środowisko sędziowskie zreformuje się i oczyści samo.

– Z jakim skutkiem?

– Nie jest przypadkiem, że po upadku komunizmu złożone z sędziów sądy dyscyplinarne usunęły z tego zawodu zaledwie jednego sędziego, który sprzeniewierzył się sprawiedliwości w okresie rządów komunistów. Był to sędzia, który w stanie wojennym skazał na więzienie Adama Michnika, Władysława Frasyniuka i Bogdana Lisa. A przecież drastyczne sądowe wyroki wobec działaczy demokratycznej opozycji, wydawane nawet z pogwałceniem obowiązującego wówczas prawa, były regułą aż do końca PRL-u. Komunistyczne sądy skazały na śmierć ponad 3 tys. polskich patriotów, uczestników niepodległościowego podziemia – wśród nich takie osoby, jak rtm. Witold Pilecki, który dobrowolnie dał się uwięzić w niemieckim obozie Auschwitz, żeby dać światu świadectwo o dokonywanych tam zbrodniach.
Mimo to wprowadzenie w demokratycznej Polsce przepisów, które umożliwiłyby weryfikację sędziów, szło jak po grudzie. Kolejne projekty kwestionował Trybunał Konstytucyjny. Dopiero w końcu 1998 r. Sejm uchwalił Ustawę o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1944-89 sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej. Co znamienne, okres jej obowiązywania ograniczono tylko do końca 2002 r.
Liczbę sędziów, którzy zasłużyli na wydalenie, oceniano wtedy nawet na 500. Ostatecznie do Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Najwyższym trafiły sprawy ponad 50 sędziów, a z zawodu został wydalony tylko ten jeden, o którym wspomniałem. Jednocześnie sądy powszechne nie rozliczyły większości komunistycznych zbrodni, np. Wojciech Jaruzelski nigdy nie został skazany – ani za stan wojenny, ani za masakrę robotników na Wybrzeżu w 1970 r.

– Dlaczego mówi Pan Minister, że „niektórzy wierzą”, iż zaniechanie reformy sądownictwa i nierozliczenie sędziów było skutkiem tylko braku rozsądku i naiwności?

– Można to tłumaczyć tylko naiwnością ówczesnej opozycji solidarnościowej, ale oni dali się ograć Czesławowi Kiszczakowi, co by o nim nie mówić – inteligentnemu przeciwnikowi, który zagwarantował brak zmian w wymiarze sprawiedliwości. Kiszczak i jego ludzie, cyniczni gracze, doskonale wiedzieli, że to była gwarancja ich bezkarności. I dobrze to wykalkulowali, bo przecież ani Kiszczak, ani Jaruzelski nie ponieśli żadnych konsekwencji swoich działań. Proszę też spojrzeć na finał wielkich gospodarczych afer z lat 90. i późniejszych – alkoholowej, paliwowej, FOZZ, Laboratorium Frakcjonowania Osocza i innych. Słyszał Pan o surowych wyrokach? Nawet niedawno sąd uniewinnił głównych oskarżonych w aferze związanej z ustawianiem przetargów na budowę dróg i autostrad. Wniosłem w tej sprawie o kasację.
Przymykano oko i umarzano na masową skalę takie sprawy, a jeśli już były procesy, to mieliśmy do czynienia z zaskakująco łagodnymi wyrokami w aferach, na których państwo polskie i zwyczajni Polacy tracili miliardy złotych. W tamtych latach „wybito zęby” wymiarowi sprawiedliwości, co pozwoliło stosować zasadę, że pierwszy milion można ukraść. Nie tylko nie odnowiono moralnie organów ścigania, lecz wręcz doprowadzono do ich degeneracji. Skorzystali na tym ludzie powiązani z aparatem komunistycznym, zbili fortuny na przejmowaniu za bezcen państwowego majątku. Podobny mechanizm był w czasach rządów PO-PSL. Myśli Pan, że doszłoby do afery Amber Gold, gdyby sądy, sądowi kuratorzy i prokuratorzy nie wykazywali zadziwiającej pobłażliwości wobec właściciela tej firmy, który był już karany za oszustwa?
To samo dotyczy gigantycznej afery reprywatyzacyjnej w Warszawie, w wyniku której w prywatne ręce przeszły nieruchomości warte miliardy złotych. Wszystkie zawiadomienia wyrzucanych na bruk ludzi prokuratorzy umarzali albo w ogóle odmawiali ich przyjęcia. Afera mogła się rozwijać m.in. także dlatego, że sądy przydzielały kuratorów osobom mającym rzekomo nawet 140 lat, bez sprawdzenia, czy te osoby rzeczywiście żyją. Na tej podstawie fałszywi kuratorzy bezprawnie odzyskiwali mienie w imieniu byłych właścicieli albo ich spadkobierców.
To sprawy, które dopiero teraz są wyjaśniane. Na moje polecenie reprywatyzacją intensywnie zajęła się prokuratura – jest już ponad 150 śledztw. Trwają też prokuratorskie postępowania dotyczące afery Amber Gold – w tym najważniejsze, mające wyjaśnić, kto naprawdę stał za tym oszukańczym procederem. Działa już sejmowa komisja śledcza. A jeśli zostanie powołana kolejna, żeby wyjaśnić miliardowe oszustwa na podatku VAT, to jej ustalenia mogą być jeszcze bardziej szokujące niż w przypadku Amber Gold.
Na podstawie wiedzy, którą dysponuję jako prokurator generalny, mam więc powody, aby podejrzewać, że pobłażliwość i nieskuteczność wymiaru sprawiedliwości wobec afer mogły nie być wyłącznie przypadkiem. Ale dajmy czas prokuratorom, żeby mogli przedstawić na to niepodważalne dowody.

– W porównaniu z niewielkimi zmianami, które jednak przeprowadzono w sądownictwie III RP, obecna reforma to rewolucja. Spodziewał się Pan Minister takiego oporu?

– Oporu – tak, ponieważ uderzam w potężne interesy potężnego środowiska. Ale nie spodziewałem się takiej demagogii i arogancji ze strony jego przedstawicieli. Te wszystkie opowieści o sędziach jako o „nadzwyczajnej kaście ludzi” już nie tylko są gorszące, ale też dowodzą, że sędziowskie elity naprawdę mają zwyczajnych ludzi w pogardzie i uważają, iż sędziowie są poza demokratyczną kontrolą.
Ja za niespełna 3 lata znów stanę do wyborów. Polacy ocenią, czy jestem godzien, żeby dalej sprawować mandat posła. To skuteczna demokratyczna kontrola. Takich ludzi, jak np. były szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski, który umawiał się z biznesmenami na cmentarzu, żeby uzgadniać szemrane interesy, nie ma już w parlamencie. Ale urząd sędziego nadal sprawuje prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, choć w sprawie afery Amber Gold deklarował podejmowanie decyzji pod dyktando ówczesnego premiera Donalda Tuska, którego syn pracował w firmie oszusta.
Albo inny przykład. Jeśli czytelnicy tygodnika „Niedziela” chcą wiedzieć, ile zarabiam i czego się w życiu dorobiłem, mogą to sprawdzić w moim oświadczeniu majątkowym na stronie internetowej Sejmu. A ujawnianie oświadczeń majątkowych sędziów, które udało mi się przeforsować, spotkało się z gigantycznymi oporami z ich strony.
To kto tu jest na bakier z demokracją? I kto się boi demokratycznej kontroli? Pamiętajmy, że wśród sędziów są też ludzie uczciwi i rzetelni, ale to nie oni zabierają dzisiaj głos w imieniu swojego środowiska.

– O sędziach jako o „nadzwyczajnej kaście ludzi” mówiła prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis” – sędzia Irena Kamińska. Pierwsza prezes Sądu Najwyższego – sędzia prof. Małgorzata Gersdorf uważa natomiast, że za „10 tys. zł brutto to można dobrze żyć tylko na prowincji”. To jakaś szczególna ignorancja przedstawicieli świata sędziowskiego czy raczej oderwanie od rzeczywistości?

– Obawiam się, niestety, że są to wypowiedzi szczere i wynikające z głębokiego przekonania o własnej wyjątkowości. Sala wypełniona sędziami zareagowała na kompromitujące słowa o nadzwyczajnej kaście gromkimi oklaskami. Nikt z prominentnych przedstawicieli sędziowskiego środowiska tak naprawdę się od tych wypowiedzi nie zdystansował. Wstyd to nawet komentować, bo w tych słowach kryją się i pogarda dla innych ludzi, którzy pracują ciężko, ale nie zarabiają 10 tys. zł, i lekceważenie wobec mieszkańców prowincji.
Ale moją uwagę zwróciło jeszcze coś innego. Proszę sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach padały te gorszące słowa. Sędziowskie gremia, wyjątkowo liczne – w ostatnim spotkaniu w Katowicach wzięło udział kilkuset sędziów – spotykały się akurat w momencie, gdy wyszła na jaw monstrualna afera w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie.
To rzecz bez precedensu w ostatnich latach, a chyba nawet w ogóle w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości – z uwagi na skalę i zaangażowane w nią osoby. W sądzie, który powinien stać na straży prawa, to prawo ostentacyjnie łamano. Sąd stał się przestępczym eldorado. Jak ustaliła prokuratura, zorganizowana grupa przestępcza wyłudziła z niego co najmniej 17 mln zł. Ten proceder trwał latami – co najmniej od 2013 r. Według dotychczasowych ustaleń prokuratury, brali w nim udział dyrektor sądu, jego pracownicy, ale też – i to jest najbardziej szokujące – prezes Sądu Apelacyjnego, czyli jedna z najwyżej postawionych w sędziowskiej hierarchii osób.
Sprawą absolutnie oczywistą dla każdego środowiska, które poważnie traktuje szacunek wobec prawa czy swoją zawodową etykę, byłoby napiętnowanie nieuczciwego procederu i odcięcie się od „czarnych owiec” w swoim gronie. Czy podczas sędziowskich spotkań padło na ten temat jakieś słowo? Ani jednego! Ich uczestnicy w ten sposób sami sobie wystawili świadectwo – bardzo złe świadectwo i nad tym ubolewam. Tak jak nad faktem, że prawie połowa Polaków nie ufa wymiarowi sprawiedliwości. Dlatego jestem zdeterminowany, żeby dokonać reformy.

– To jeszcze nie wszystko. Z doniesień prasowych wyłania się obraz sędziów skorumpowanych, jeżdżących po pijanemu, dokonujących kradzieży w sklepach i innych gorszących czynów. Sędziowie, np. rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek, odpowiadają jednak, że zarzuty dotyczą wąskiego grona, kilkudziesięciu osób. Czy ma rację?

– Załóżmy nawet, że sędzia Żurek ma rację, iż przypadki, o których Pan wspomina, to margines. Jeśli tak, to środowisko sędziowskie powinno reagować na nie tym bardziej zdecydowanie. Tymczasem w latach 2011-15 do sądów dyscyplinarnych dla sędziów trafiło 310 wniosków, a z urzędu „złożono” tylko 12 przedstawicieli tego zawodu.
Wielu Polaków ma, niestety, wrażenie, że główną troską sądów dyscyplinarnych jest zamiatanie niewygodnych spraw pod dywan, a nie pryncypialne egzekwowanie konsekwencji. I jest na to wiele przykładów. Spójrzmy chociażby na drobniejsze sprawy. Jakiś czas temu sąd dyscyplinarny umorzył sprawę sędziego z Puław, który „po godzinach” zajmował się lichwiarstwem – łamiąc prawo, udzielał pożyczek na 40 proc. Podobnie zakończyła się sprawa pani sędzi z Sopotu, która w prowadzonych przez siebie sprawach wyznaczała na biegłego swojego konkubenta, a później męża, by dać mu zarobić. Jeszcze inny sędzia kłamał, nie chcąc przyjąć mandatu w wysokości 100 zł za przekroczenie prędkości, a Sąd Najwyższy uznał, że miał prawo mówić nieprawdę w swojej obronie, i go uniewinnił. I to ma być sprawiedliwość? Gdzie tu jest etyka zawodu?
Chcę przy tym podkreślić, że mam olbrzymi szacunek dla tych sędziów, którzy uczciwie wykonują swoją pracę. Jeśli jednak ich koledzy, według wysoce prawdopodobnych dotychczasowych ustaleń, dopuszczają się już nawet kradzieży w sklepach czy – jak ostatnio jeden sędzia – kradną z lady na stacji benzynowej 50 zł, to mam również obowiązek bić na alarm. Bo – parafrazując Szekspira – „źle się dzieje w państwie sędziowskim”.

– Sędziowie narzekają jednocześnie na niskie zarobki i nadmiar pracy...

– Dlatego powinni poprzeć proponowaną przeze mnie reformę. Jednym z jej głównych założeń jest, by wszyscy sędziowie zajęli się przede wszystkim tym, czym powinni, a więc orzekaniem. Stąd pomysł ograniczenia sądowej biurokracji, a także łączenia sądowych wydziałów i ograniczenia stanowisk funkcyjnych, które dziś piastuje ponad 4 tys. z 10 tys. sędziów w Polsce. Chcę też skierować do orzekania dużą część sędziów wizytatorów. To wszystko pozwoli odciążyć tych sędziów, którzy dziś rzeczywiście mają wiele pracy. Problemem jest bowiem zła organizacja sądów i ich struktura, a nie zbyt mała liczba sędziów. Na 100 tys. mieszkańców naszego kraju przypada 27 sędziów, we Francji – 7, a we Włoszech czy w Hiszpanii – 10.
Chciałbym też, by sędziowie byli zadowoleni ze swoich zarobków, ale biorąc pod uwagę płace w Polsce, nie można demonizować problemu wynagrodzeń sędziów. Zarobki początkujących sędziów, w przeliczeniu na średnią krajową, są u nas dwukrotnie wyższe niż w Niemczech. A sędzia sądu okręgowego razem z dodatkami zarabia dziś prawie 15 tys. zł miesięcznie.
W ciągu ostatnich 10 lat nakłady na sądownictwo wzrosły dwukrotnie. Sporą część tych pieniędzy przeznaczono na asystentów, którzy wspierają sędziów w ich obowiązkach. Ich liczba się podwoiła.

– Przeciwnicy reformy mówią, że dąży się przez nią do podważenia niezawisłości sędziów i podporządkowania ich politykom.

– To proszę ich o konkrety, bo na razie są to tylko puste hasła. Nie planujemy żadnego rozwiązania, którego nie byłoby w innych demokratycznych krajach. Powiem więcej – w takich państwach jak Niemcy, Belgia, Austria, Szwecja czy Dania wpływ władzy wykonawczej na powoływanie sędziów jest decydujący. A my nie idziemy tak daleko. Intencją reformy jest przywrócenie sądów Polakom i rzeczywista demokratyczna kontrola nad władzą sądowniczą. Taka, jaką Polacy mają nad pozostałymi władzami, zwłaszcza ustawodawczą.
Nie wszystko zresztą można tak łatwo zmienić. Czy potrafi Pan sobie wyobrazić, jaki rwetes podniósłby się, gdybym zaproponował likwidację immunitetu sędziowskiego? Byłbym odsądzany od czci i wiary, posądzany o zamach na sądownictwo. A tymczasem immunitet sędziowski to domena postkomunistycznych państw. Funkcjonuje w Albanii, Armenii, Azerbejdżanie, Rosji, Bułgarii, w państwach bałtyckich, ale – poza Portugalią – nie ma go w krajach zachodniej Europy ani w Stanach Zjednoczonych. Czy to znaczy, że tam brakuje praworządności, a sądy są podporządkowane politykom?

– Szczególnie mocno są krytykowane zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa, która miałaby być wybierana przez Sejm. Zdaniem sędziów, to niezgodne z konstytucją.

– Nie popadajmy w absurd. Na tej zasadzie można by uznać, że sprzeczne z konstytucją jest też powoływanie przez Sejm np. premiera. Gdyby przy wyłanianiu szefa rządu zastosować praktykę przyjętą przy wyborze sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, to musiałoby go powoływać jakieś „Zgromadzenie Ogólne Dożywotnich Polityków Polskich”, bez względu na to, jakim poparciem społecznym cieszą się ci politycy. Bo przecież sędziów do KRS powołują zgromadzenia ogólne złożone z ich kolegów po fachu, którzy w przeszłości zostali wprawdzie powołani na swój urząd przez prezydenta czy wcześniej przez Radę Państwa, ale pełnią go dożywotnio i nie przechodzą weryfikacji w powszechnych demokratycznych wyborach. Kto ma więc większe prawo decydować o składzie Rady – Sejm, który dysponuje demokratycznym, odnawianym co 4 lata mandatem, czy jakiekolwiek gremium sędziowskie?
Zarzuty, o których Pan wspomina, są, niestety, dowodem na to, że demokracji najbardziej boją się ci, którzy mają tą demokracją wypełnione usta, ale nie głowy. Czują, że nadchodzi kres „nadzwyczajnej kasty” i jej przywilejów. Mają rację, ponieważ wprowadzamy przejrzyste reguły, równe dla wszystkich sędziów – także tych na dole sędziowskiej hierarchii.
Dzięki zmianom, które proponuję, szeregowi sędziowie nie tylko zachowają niezależność, ale jeszcze zyskają. Równe szanse na wybór do Krajowej Rady Sądownictwa dostaną wszyscy przedstawiciele tego zawodu, bez względu na szczebel sądu, w którym orzekają. Nie tak jak dziś, gdy sędziowskie koterie wybierają kandydatów ze swojego grona. Przez ćwierć wieku funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa zasiadało w niej zaledwie 2 sędziów sądów rejonowych – gdzie rozpatrywana jest największa liczba spraw – którzy najlepiej znają z praktyki problemy sądownictwa. Tak właśnie wyglądała ta „sędziowska demokracja”.

Tagi:
wywiad rozmowa

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polska i środowiska polonijne solidaryzują się z Alfiem Evansem

2018-04-26 14:11

abd / Warszawa (KAI)

W wielu polskich miastach, w środowiskach polonijnych i w internecie Polacy wyrażają solidarność z Alfiem Evansem i jego rodzicami. Msze św., pokojowe pikiety i wspólna akcja polskich kierowców tirów - to niektóre spośrod inicjatyw podejmowanych dziś w Polsce.

Alfie Evans/facebook.com

- Alfie jest przesłaniem dla świata: wezwanie do tego, by zastanowić się, dokąd zmierzamy, w Polsce i na świecie. Albo postępujemy zgodnie z ideą solidarności i wówczas silniejsi troszczę się o słabszych, albo działamy w myśl zasady: "homo homini lupus est". Wówczas silniejsi likwidują słabszych, ale to nie jest już człowieczeństwo. Ten chłopiec przypomina nam, byśmy rozsiewali miłość, a nie eliminowali słabych ludzi - mówi KAI ks. prof. Andrzej Muszala, kierownik Poradni Bioetycznej przy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. W krakowskim kościele pw. św. Marka, w którym posługuje ks. Muszala, o godz. 18.30 zostanie dziś odprawiona Msza św. w intencji Alfiego.

Modlitwy i spotkania będące wyrazem solidarności z chłopcem i jego rodzicami, organizowane są także w innych polskich miastach, a także w środowiskach polonijnych. Informuje o nich m.in. Wojciech Cejrowski za pośrednictwem mediów społecznościowych.

O godz. 10.00 przed łódzkim Konsulatem Wielkiej Brytanii z inicjatywy Prawicy RP zebrali się mieszkańcy Łodzi by wyrazić poparcie dla starań podejmowanych przez rodziców chłopca i złożyć podpisy pod petycją o zgodę na jego transport do Włoch.

O godz. 18.00 na poznańskim pl. Wolności odbędzie się druga w tym mieście pikieta osób solidaryzujących się z Alfiem i jego rodziną. Także w Poznaniu, o godzi. 21.00 zostanie w jego intencji odprawiona Msza św. w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

Z kolei warszawianie po raz kolejny spotkają się przed Ambasadą Wielkiej Brytanii. O godz. 17.30 odbędzie się tam modlitwa różańcowa zainicjowana przez ruch Krucjaty Młodych. O godz. 22.00 kolejne już spotkanie zainspirowane przez Fundację Mamy i Taty.

Gdańszczanie będą modlić się w intencji Alfiego o godz. 18.00 w bazylice archikatedralnej w Gdańsku-Oliwie. O tej samej porze mieszkańcy Rzeszowa rozpoczną modlitwę w kościele pw. Opatrzności Bożej. W tej godzinie modlić się będą także mieszkańcy Koszalina, zebrani przy pomniku Jana Pawła II.

Między godz. 19.00 i 20.00 zbiorą się także mieszkańcy Szczecina, którzy przy pomniku św. Jana Pawła II na Jasnych Błoniach będą modlić się w tej intencji. "Zabierzcie kartki z napisami #FreeAlfie #SaveAlfie #ProLife oraz znicze" - zachęcają organizatorzy. Podobne wydarzenie odbędzie się równolegle w Toruniu, pod pomnikiem Mikołaja Kopernika.

Do modlitw i spotkań wyrażających solidarność z Alfiem Evansem dołączają także środowiska polonijne m.in. w Brukseli, Londynie, Reykjavíku, Dublinie i Nowym Jorku.

Przez cały dzień kierowcy tirów wyjeżdżają na trasę z hasłem #SaveAlfieEvans umieszczonym za przednią szybą. O godz. 12.00 zatrzymali się na znak protestu i solidarności z rodziną chłopca.

Internauci dołączają też do akcji "Minutka dla Alfiego", zainspirowanej przez duszpasterzy młodzieży z Libanu, którzy zaproponowali modlitwę w intencji chłopca za wstawiennictwem św. Charbela. Informacje o akcji można znaleźć pod adresem: facebook.com/events/374057756441991/

Z kolei dziś o godz. 21.00, a więc w czasie Apelu Jasnogórskiego internauci z grupy "Polska dla Alfiego Evansa" zapraszają do zapalenia świecy w geście solidarności z chłopcem. "Wspieramy Rodzinę Alfiego w staraniach o pozwolenie na transport chłopca do Włoch. Nie zgadzamy się na mordowanie Alfiego i brak poszanowania ludzkiego życia! Niech ta świeczka płonie w godzinach 21.00-21.30 w oknach naszych domów, z każdej strony świata! Zapraszajmy znajomych, udostępniajmy to wydarzenie! Dzięki ludzie dobrej woli!" - piszą.

Internauci mogą też podpisywać się pod petycjami w obronie chłopca. Pierwszą z nich, adresowaną do władz szpitala Alder Hey, przygotowała organizacja CitizenGo, która zebrała już blisko 245 tys. podpisów (jej treść dostępna jest na stronie: www.citizengo.org/pl/lf/148038-ratujmy-alfiego-evansa). Kolejną, adresowaną do królowej Elżbiety II przygotowali internauci w imieniu ojca Alfiego, Thomasa Evansa (www.change.org/p/the-queen-we-want-her-majesty-the-queen-to-urgently-intervene-in-the-alfie-evans-case).

Wczoraj wieczorem Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił dwie apelacje złożone oddzielnie przez ojca i matkę Alfiego Evansa. Tym samym pozbawił rodziców możliwości przetransportowania chłopca do watykańskiego szpitala Bambino Jesu, który podjął się dalszej opieki nad nim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Siła różańca

2018-04-27 09:02

Weź do ręki, noś go przy sobie, odmawiaj go a nie zginiesz, co więcej, uratujesz innych ludzi.


Czy rzeczywiście żyjemy w epoce Maryi? Czy ludzie, którzy gromadzą się wokół Niej, z najlepszą bronią – różańcem, są zdolni przemieniać teraźniejszość i walczyć o lepszą przyszłość pod znakiem Niepokalanej?

W drugiej części „Siły Różańca” odsłaniamy kolejne Boże komunikaty, zawarte w tej pięknej i prostej modlitwie.



- Ta modlitwa gwarantuje nam wysłuchanie każdej modlitwy. Ale to Pan Bóg wybiera czas – przypomina br. Grzegorz Filipiek OFMCap.

Być może, jak zauważa Grzegorz Kasjaniuk, dla niektórych jest to zbyt bajkowe. Biorę koraliki, paciorki i prowadzę innych do zbawienia? - Tak, bo moje serce jest wypełnione wtedy modlitwą. Nie modlę się ustami, ale sercem. Bo różaniec to modlitwa serca – przekonuje znany dziennikarz muzyczny.

Jest jednak ktoś, komu, jak wskazuje Wincenty Łaszewski, ten różaniec straszliwie nie pasuje i zrobi wszystko, abyśmy go nie odmawiali. W jednym z egzorcyzmów diabeł krzyknął: „gdyby ludzie wiedzieli, jaką różaniec ma moc, byłoby po mnie”. A czy ty już wiesz, jaką różaniec ma moc?

Zapraszamy do obejrzenia drugiego odcinka „Siły Różańca”, produkcji zrealizowanej przez Fundację Holy Mary Team.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem