Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Łowiectwo to nie anachronizm

2017-03-22 09:37


Niedziela Ogólnopolska 13/2017, str. 36-37

Artur Stelmasiak
Prof. Jan Szyszko, minister środowiska

O polowaniu, drzewach, żubrach dla Europy i sposobach zapewniania bezpieczeństwa ekologicznego kraju z min. Janem Szyszko rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Łowiectwo, polowanie w polskiej tradycji było zawsze szczególnie mocno związane z warstwami rządzącymi, nawet w PRL-u. Współcześni politycy natomiast, nawet jeśli pasjonują się polowaniem, to się do tego raczej nie przyznają. Bronisław Komorowski w początkach swej kariery polityczno-rządowej chętnie podkreślał, że polowanie należy do jego rodzinnych tradycji, ale w końcu, pod naciskiem poprawności politycznej i dziennikarskiej krytyki, wyparł się tego ulubionego zajęcia, mówiąc, że owszem, bierze udział w polowaniach – na które był wciąż zapraszany przez leśników i myśliwych – ale jedynie z obiektywem fotograficznym. Pan Minister nie ucieka się do takich wybiegów i nie kryje swej admiracji dla łowiectwa...

MIN. JAN SZYSZKO: – O ile wiem, to pan prezydent Komorowski nadal poluje... Ja natomiast mogę powiedzieć, że niezmiennie – bez żadnych przerw wymuszonych przez poprawność polityczną – jestem pełen uznania dla polskiego modelu łowiectwa, które ma w Polsce ogromne zasługi w dziedzinie ochrony przyrody.

– Polowanie i ochrona przyrody – w dominującej dziś dość powszechnie wyobraźni – brzmi jak sprzeczność sama w sobie, Panie Ministrze!

– Wobec tego podam konkretny przykład. Gdy tuż po I wojnie światowej w zamieszaniu wywołanym przez przemieszczające się wojska na terenie Puszczy Białowieskiej zabito ostatniego żubra, to właśnie myśliwy i naukowiec Jan Sztolcman zainicjował akcję ratowania tego gatunku. Dzięki jego zabiegom w 1929 r. do puszczy wypuszczono ponownie pierwsze osobniki tego gatunku. A w tej chwili mamy już problem z ich nadmiarem – ponad 1200 żubrów w hodowli otwartej, co roku przybywa ok. 150 sztuk, a zatem wkrótce wyczerpie się naturalna pojemność środowiska.

– Znowu myśliwi zostaną poproszeni o ratunek, czyli o odstrzał nadprogramowych „królewskich zwierząt”?

– Być może zajdzie i taka konieczność, że trzeba będzie regulować liczebność populacji przez odstrzał osobników chorych, niezdolnych do rozrodu, odrzuconych przez stado. Ale można również rozpocząć akcję – i taka już została przez nas zaproponowana – reintrodukcji tego gatunku na teren całej Europy, jako że kiedyś występował on przecież na całym naszym kontynencie.

– Czy to jest jeszcze możliwe, by przywrócić ten gatunek w środowisku tak bardzo już przez człowieka zmienionym?

– Tak, trzeba tylko spróbować, tam, gdzie to możliwe, odtworzyć to przychylne żubrom środowisko. Polska zaproponowała Europie tego rodzaju eksperyment przyrodniczy, właśnie na wzór tego, co zrobiliśmy w Puszczy Białowieskiej.

– Komu konkretnie złożono tę propozycję i jak ona została przyjęta?

– Nasza propozycja została przedstawiona w ubiegłym roku na jednym z posiedzeń Rady Ministrów Środowiska UE. Przyjęto ją z dużym aplauzem; niektóre kraje – Bułgaria, Rumunia – złożyły już konkretne zamówienia, inne natomiast – Niemcy, Holandia – zdecydowanie odmówiły. Wychodzimy z założenia, że skoro Unia tak dużą wagę przywiązuje do odtwarzania siedlisk przyrodniczych, i to na całym świecie, np. wykazuje wielką troskę o rafy koralowe, to dlaczego nie zatroszczyć się o żubra... Polska zaoferowała tu konkretną pomoc, także naukową, a nawet finansową.

– Nie dość, że Pan Minister jest myśliwym, to jeszcze chce wpuścić żubry do nowoczesnej Europy! Czy to nie dlatego polska totalna opozycja mówi, że ma Pan anachroniczne podejście do ekologii...?

– Tym „nieanachronicznym” ekologom, którzy zarzucają mi upartą obronę polskiego modelu łowiectwa, staram się tłumaczyć, że polowanie jest najbardziej humanitarną metodą pozyskiwania dobrego, zdrowego mięsa – w przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju przemysłowych tuczarni i ubojni zwierząt. Szkoda tylko, że niemal cała pozyskana w Polsce dziczyzna – to 11 z 15 tys. ton – jest niezwykle tanio eksportowana na Zachód...

– Niedawno zarzucono Panu Ministrowi „rzeź bażantów” na jednym z polowań... O co chodzi?

– Dziennikarze pisali nawet, że Szyszko poluje na bażanty wypuszczane z klatek...

– Podobno tego dnia ustrzelił Pan aż 400 sztuk?

– Muszę powiedzieć, że nieźle strzelam, ale jednak nieco przeceniono moje możliwości... A co do wypuszczania bażantów z klatek, to rzeczywiście są one przewożone w klatkach – jako ptaki sztucznie hodowane – i wypuszczane na obszarze polowań komercyjnych. Chodzi oczywiście o bażancie koguty, których w każdej hodowli jest zawsze wielokrotnie za dużo. Poza tym warto wiedzieć, że bażanty nie są naszym gatunkiem rodzimym, pochodzą z Azji, a w Polsce pojawiły się za sprawą myśliwych, którzy początkowo hodowali je – taką hodowlę prowadziło w swoim czasie wiele kół łowieckich, dziś robią to tylko 3 specjalne ośrodki hodowlane Polskiego Związku Łowieckiego – w specjalnych bażantarniach, w wolierach, po czym jeszcze młode, ale odpowiednio silne i wyrośnięte, wypuszczali na wolność.

– Aż doczekali się krytyki, bo to przecież taki ładny ptak, że nie powinno się go zabijać...

– A jednak, skoro już wpuścili ten nowy gatunek kuraków na łono przyrody, to musieli też zadbać o redukcję liczby samców. Jeśli chce się mieć prężną populację bażancią, to trzeba polować na koguty! Należy jednak przyznać, że liczba wolno żyjących bażantów maleje z uwagi na zmieniające się warunki przyrodnicze, zwłaszcza rolnicze. Bażantowi bardzo odpowiada tradycyjna polska wieś – małe gospodarstwa, szachownica pól, zarośla.

– Pan Minister nieustannie podkreśla ważną rolę łowiectwa w gospodarce kraju, faktem jednak pozostaje, że od dawna – już od czasów późnego PRL-u – myśliwi nie cieszą się dobrą opinią. Czy tylko dlatego, że kojarzą się z zabijaniem zwierząt?

– Moim zdaniem, nieprzypadkowo to nasilenie krytyki zbiega się ze znaczącym wzrostem liczby myśliwych. Dziś mamy już w PZŁ ponad 120 tys. myśliwych, a każdy z nich ma średnio 3 sztuki broni – to całkiem spora armia ludzi potrafiących nieźle strzelać do ruchomych celów... Ci ludzie docierają do ok. 80 proc. powierzchni kraju, dobrze znają i kontrolują teren, stanowią więc wielki potencjał samoobrony kraju. A w dodatku rośnie zainteresowanie polskiej młodzieży łowiectwem. Być może komuś to bardzo przeszkadza, stąd ta zmasowana krytyka... Najgorsze, że przy tym tak bardzo bagatelizuje się gospodarczą rolę polskich myśliwych. Nikt nie docenił choćby tego, że na zarządzenie służb weterynaryjnych kraju wobec zagrożenia tzw. afrykańskim pomorem świń (ASF) w ciągu ostatnich 4 lat odstrzelili oni 1,2 mln dzików, przy czym okazało się, że nosicielami tej choroby było zaledwie 198 osobników...

– Niepotrzebna więc była ta rzeź dzików?

– Moim zdaniem, niepotrzebne było tak drastyczne przerzedzenie populacji dzików, do którego doszło pod pretekstem ASF, ale przede wszystkim na skutek nacisków ze strony tych, którzy opanowali w Polsce skup dziczyzny. Można się domyślać, że właśnie te grupy interesu marzą wciąż o przejęciu terenów łowieckich, by swobodnie prowadzić na nich swoją eksploatację. Stąd dążenie do rozbicia Polskiego Związku Łowieckiego na wiele małych organizacji, do wymuszenia prawa dzierżawy terenów łowieckich przez podmioty zagraniczne.

– Niewątpliwie jest Pan obecnie jednym z najbardziej krytykowanych ministrów – media donoszą, że jest Pan wielkim latyfundystą, posiadaczem gruntów o powierzchni Małopolski! Naprawdę?

– Naprawdę to w moim oświadczeniu majątkowym metry kwadratowe pomylono z hektarami, a więc naprawdę jestem szczęśliwym właścicielem ok. 172 hektarów w Tucznie, które kupiłem w stanie przyrodniczo zdewastowanym, a teraz są to moje własne powierzchnie doświadczalne, które udostępniam także innym naukowcom; powstają tam prace magisterskie, doktorskie, habilitacyjne... Ten obiekt doświadczalny doczekał się już kilkuset publikacji naukowych, jak również nagrody „Nauka dla Pokoju”.

– Na czym polegają prowadzone tam badania i obserwacje naukowe?

– Wszystko zaczęło się od tego, że przed laty w Tucznie zastałem leżące odłogiem grunty (ponad 68 ha), zabagnione przez ścieki odprowadzane tam z tego miasteczka. Wpadłem na pomysł, że gdybym te bagna kupił, to mógłbym umożliwić samorządowi zbudowanie dobrej oczyszczalni ścieków, a wtedy te bagna można by renaturalizować i w ten sposób uruchomić powierzchnie doświadczalne. Teraz mamy już bagna oczyszczone, przywrócone naturze, obserwujemy już nawet nowe gatunki ptaków. Wykupiłem też tereny wokół tych bagien, na których badamy to, w jaki sposób, odpowiednio stymulując pochłanianie dwutlenku węgla, można powodować pojawianie się określonych gatunków.

– Dziennikarze wciąż ekscytują się Pana „pałacem” w Tucznie...

– A jest to po prostu wyremontowana dawna stodoła, przystosowana do moich potrzeb – są sale wykładowe, pomieszczenia dla przeogromnych zbiorów literatury dotyczącej przedmiotu moich entomologicznych zainteresowań, czyli biegaczowatych. Za nagrodę „Nauka dla Pokoju” dobudowałem – zgodnie z wszelkimi wymogami prawno-konserwatorskimi – nową salę wykładową i salę muzealną. I to jest ta moja „luksusowa” willa!

– Ostatnio jest Pan Minister wyjątkowo mocno atakowany za nowe przepisy w ustawie o ochronie środowiska, umożliwiające każdemu swobodną wycinkę drzew na własnym terenie, które ponoć już doprowadziły do kolejnej „rzezi” – tym razem drzew. Czy to Pana nie martwi?

– To była ustawa poselska, nie jestem jej autorem, ale ją popieram. Jest ona odpowiedzią na postulaty naszych wyborców; zobowiązaliśmy się zmienić prawo wprowadzone tuż po stanie wojennym, które nakładało absurdalny obowiązek uzyskania urzędowych pozwoleń na wycięcie nawet własnoręcznie posadzonych drzew lub krzewów. Sądzę, że jednak nie doszło do takiej „rzezi drzew”, o jakiej donoszą nieprzychylne rządowi media. Wierzę w to, że ludzie w Polsce traktują stare drzewa jako pamięć swoich przodków i naprawdę pozbywają się tylko tych, które im w jakiś sposób przeszkadzają lub zagrażają.

– Uważa Pan Minister, że jeśli ludzie tak po prostu nie chcą mieć swojskich drzew – i wolą mieć przy domu zagraniczne cyprysy – to nie należy ich do drzew przekonywać?

– Tak, moim zdaniem, należy to uszanować.

– Nawet jeśli to szkodzi i dobru wspólnemu, i pośrednio samym właścicielom owych drzew?

– Jako minister, który ma zapewnić bezpieczeństwo ekologiczne państwa – czyli dobre powietrze, dobrą wodę i trwałość występujących gatunków – mogę zapewnić rodaków, że o ile będziemy mieć 30 proc. powierzchni kraju pokryte lasami nastawionymi na ochronę gatunków i ochronę środowiska, o ile będziemy gospodarką wodną zarządzać w układzie zlewniowym oraz o ile będę miał również możliwość wpływu na plany zagospodarowania przestrzennego na szczeblu krajowym i regionalnym, to Polacy mogą czuć się ekologicznie bezpieczni.

– Z gospodarką przestrzenną jest w Polsce chyba najgorzej i – co niepojęte – od dziesięcioleci nie ma szans na jej unormowanie.

– To, niestety, prawda. W Polsce nie mamy planowania przestrzennego, choć było ono wielką, jeszcze przedwojenną polską tradycją, zwłaszcza urbanistyczną...

– Dlaczego te dobre plany gdzieś przepadły?

– Wystarczy się przyjrzeć Warszawie, która do dziś nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, i zadać retoryczne, niestety, pytanie, dlaczego przedwojenny plan, zakładający kliny napowietrzające miasto, z odpowiednią infrastrukturą zieleni, został bezmyślnie lub interesownie zniszczony na rzecz zabudowy.

– Na szczęście Minister Środowiska może mieć jeszcze wpływ – czego wielu mu zazdrości – na polskie lasy...

– ...na które także wciąż są zakusy, które wciąż pozostają łakomym kąskiem. Jeszcze opierają się nieustannie ożywającym tendencjom prywatyzacyjnym, jeszcze znakomicie pełnią funkcje ochronne, a przy okazji same się finansują. To wielu bardzo boli, do tego stopnia, że nie zostawiają suchej nitki na bogatych Lasach Państwowych, a zwłaszcza na tych, którzy nimi zarządzają. Własność państwowa lasów jest bezwzględnie potrzebna do zachowania bezpieczeństwa ekologicznego kraju. I to dlatego Polska jest w Europie krajem unikalnym – mamy wciąż 100 proc. rodzimych gatunków roślin i zwierząt.

* * *

Jan Szyszko
Profesor nauk leśnych, polityk, poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji, minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie Jerzego Buzka (1997-99), minister środowiska w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego (2005-07), minister środowiska w rządzie Beaty Szydło

Tagi:
wywiad ministerstwo

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jedyny, który jest Miłością

2018-05-23 10:40

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 33

Graziako

Stawianie pytań jest dowodem rozumności i wolności natury ludzkiej, która „wyszła z rąk Boga”. Już na kartach Starego Testamentu Izrael nie może się nadziwić miłości Boga Stwórcy. Dobrze ujął to psalmista w Psalmie 33, który odpowiada na odwieczne pytania człowieka:

„Ziemia jest pełna Jego łaski.
Przez słowo Pana powstały niebiosa,
wszystkie gwiazdy przez tchnienie ust Jego.
Bo przemówił, i wszystko się stało,
sam rozkazał, i zaczęło istnieć”.

Bóg mówi przez istnienie wszechświata – kosmosu, który podtrzymuje aktem stwórczej woli. Mówi przez sens ludzkiej historii, w której wszystko zmierza ku swej pełni, ku objawieniu swej największej tajemnicy jedności Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Bóg mówi do nas przez Ducha Świętego, który jest Trzecią Osobą Bożą, w której „spotykają się i miłują” Ojciec i Syn. Duch Boży jest dla całego stworzenia źródłem harmonii i ładu, wolności i miłości. To On daje człowiekowi możliwość poznawania Boga, prowadzenia życia religijnego, wiążąc nasze życie z Jezusem. Jak mocno zaznaczył św. Paweł w Liście do Rzymian: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»”.

Ten sam Duch Święty buduje wspólnotę Kościoła Chrystusa, jest jego Duszą ożywiającą, od początku zaistnienia aż do końca historii ziemskiej, przygotowuje go do pełni królestwa Bożego. Niezmiennie ważne dla Kościoła jest spełnienie słów Chrystusa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Te słowa mógł wypowiedzieć tylko On, Syn Boga i Człowiek, który jest dla nas Drogą do Ojca, Prawdą Odwieczną i Życiem, które się nie kończy. Dlatego miał prawo powiedzieć do Apostołów: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Czyńcie uczniami tych, którzy słyszą to słowo. Żaden bowiem człowiek nie jest poza zasięgiem Jego prawdy i łaski, chyba że sam się oddala, nie chce słyszeć prawdy i rezygnuje z łaski, którą wnosi Chrystus.

Wiara w tę najtrudniejszą tajemnicę, a zarazem w prawdę objawioną – jest dogmatem najwyższej radości dla nas. To Bóg Trójjedyny sprawia, że nikt z nas już dzisiaj nie może się czuć samotny, że jesteśmy ukierunkowani ku przyszłości i wspólnocie z Nim samym. Wiara w Boga stanowi dla nas wezwanie do odnowienia i zadzierzgnięcia więzi społecznych: Bóg jest Wspólnotą Osób w Miłości, Wspólnotą tętniącą życiem. Dlatego pozostaje dla człowieka wierzącego niedościgłym wzorem społecznego zaangażowania się i odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka.

Przyjmijmy w zakończeniu zadania postawione przez autora Księgi Powtórzonego Prawa: „Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie wypełniać; by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, Bóg twój”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

30. lat Święta Matki w Jeleniej Górze-Cieplicach

2018-05-27 21:03

Ks. Piotr Nowosielski

Parafia Matki Bożej Miłosierdzia w Jeleniej Górze-Cieplicach, po raz 30. zorganizowała obchód Święta Matki. Dwudniowe wydarzenia, dają czas na modlitwę, refleksję i radość podczas festynu rodzinnego, z daru naszych matek.

Ks. Piotr Nowosielski

Również w bieżącym roku, Święto Matki zgromadziło wielu niezwykłych gości. Zaproszeni zostali m.in.: ludzie nauki, filmu, świata medycyny, sportu i muzyki. O bogactwie wydarzeń świadczy program na stronie internetowej poświęconej temu świętu (www.swietomatki.pl).

- Trzeba dziękować Panu Bogu, że człowiek w tym natłoku zajęć może uporządkować jakoś różne rzeczy i że nie jesteśmy sami, Święto Matki, jest dowodem na to, że kiedy życie społeczne trochę idzie na bok, kiedy pojawia się egoizm, kiedy niektórzy myślą tylko o sobie, można jeszcze coś zrobić. Ale idea musi być czysta, bezinteresowna – mówi ks. prał. Józef Stec, inicjator tego parafialnego święta - Od trzydziestu już lat, w trosce o przyszłość wspólnego życia w rodzinach, organizujemy to wychowawcze Święto Matki z pomocą dużej grupy aktywnych ludzi - dodaje.  

W programie tegorocznego Święta Matki, jako pierwsza wymieniona była pielgrzymka 20 maja (niedziela) na Jasną Górę i udział o godz. 21.00 w Apelu Jasnogórskim..

Zobacz zdjęcia: 30. lat Święta Matki w Jeleniej Górze-Cieplicach

Kolejnym dniem związanym z tym Świętem, był 26 maja (sobota), zaplanowany jako poświęcony w części sprawom naukowym, ale powiązanym z występami artystycznymi przedszkolaków i młodzieży szkolnej, a następnie jako Koncert Pieśni Patriotycznych „Historia – Pamięć – Tożsamość”, którego wykonawcami były zaproszone chóry i zespoły z solistami.

Główne uroczystości odbyły się w niedzielę, 27 maja i rozpoczął je Marsz Niepodległości, w którym od rynku miejskiego do kościoła, przemaszerowali uczestnicy wydarzenia. Wśród nich znaleźli się m.in.: przedszkolaki i dzieci szkolne z rodzinami, zaproszone orkiestry dęte z gminy Tryńcza i Kopalni Węgla Kamiennego Katowice Murcki-Staszic, kombatanci, sybiracy, weterani misji ONZ, Grupa gimnastyczna, taneczna i pokazowa Mażonetki z Trynieckiego Centrum Kultury, Straż Grobowa „Turki” z Tryńczy, i Gwardia Matki Bożej Miłosierdzia z Cieplic. Te dwie ostatnie formacje zaprezentowały się w mustrze paradnej, a ponadto Gwardia Matki Bożej z Cieplic, zatańczyła wraz ze swymi małżonkami poloneza.

List gratulacyjny, przysłała także do organizatorów i uczestników, Pierwsza Dama RP Agata Kornhauser-Duda. Odczytała go, obecna na uroczystości wiceminister Marzena Machałek

Uczestników spotkania, powitał w imieniu proboszcza ks. dr Tomasz Biszko, zapraszając do wspólnej dziękczynnej modlitwy.

Jubileuszowej Eucharystii, przewodniczył bp Antoni Długosz z Częstochowy.

- Każdy dziś wspomina swoje matki. Matka zazwyczaj bierze na siebie najwięcej obowiązków w rodzinie, oczywiście nie umniejszając niczego ojcom – mówił w homilii bp Długosz - Nie jest też łatwo żyć, kiedy to serce matki przestaje bić. Ale wtedy staje przed nami Pan Jezus i mówi: nie martwcie się, przypomnijcie sobie Mój testament. To właśnie przed śmiercią na krzyżu myślę o was. Kiedy moja Matka, cenny skarb Mojego życia stoi pod krzyżem, współuczestnicząc w cierpieniu ze Mną, wskazuję na nią i mówię do was: Niech Ona będzie waszą Matką i stałą towarzyszką życia. W dzisiejszy dzień poświęcony Trójcy Świętej, dziękujemy Chrystusowi, za Matkę. Maryja mówi nam: Jestem z wami.

Nawiązał też do osoby głównego organizatora tego wydarzenia: - Nie jest kwestią przypadku, że ks. dr Józef, eksponuje maryjność. Bo pamiętajmy, że więź z Maryją sprawia, że życie nabiera kolorów. Dziś kiedy obchodzimy w tym miejscu, 30. rocznicę dni poświęconych matce, na pierwszym miejscu dziękujmy za tę Matkę, która wszystko zrozumie i która nawet obejmuje miłością tych, którzy w Jej Syna nie wierzą. Ale do Niej się przytulają i proszą o pomoc. A także dziękujmy za nasze matki, nawet jeśliby ktoś zauważał w ich postawie pewne niekonsekwencje w życiu, to nieważne. Matek nie wybieramy. Ale obok ojców są darem od Boga. Pomyślmy o naszych matkach. Także wszystkim tu obecnym matkom, składam gratulacje za piękny charyzmat macierzyństwa.

- mówił biskup Antoni.

On też dokonał odsłonięcia i poświęcenia 2 tablic pamiątkowych. Jedna z nich dedykowana jest Weteranom Sił Pokojowych ONZ z Polski, Czech, Francji i Słowacji, a druga, jako wotum wdzięczności Matce Bożej za XXX-lecie Święta Matki.

Po Mszy św., odbył także koncert w jego wykonaniu, poświęcony miłości Ojczyzny oraz matkom.

Pod znakiem zapytania stała obecność pomysłodawcy tego wydarzenia, proboszcza parafii, ks. prał. Józefa Steca, który w ostatnim czasie ma kłopoty ze zdrowiem. Pojawił się jednak, aby raz jeszcze przypomnieć istotę tego święta i podziękować za pamięć o nim w modlitwach.

Popołudniowa cześć, obejmowała prezentację orkiestr, występ mażonetek, międzynarodową rowerową paradę retro, oraz bogaty program artystyczny.

Równolegle trwał festyn rodzinny, na który składały się m.in. bloki tematyczne: sportowy, wystawowy, zdrowotny, kulturalny, prezentacji różnych firm i usług, miasteczko zabaw dla dzieci i in.

Te i wiele innych niespodzianek czekały na wszystkich, którzy zechcieli odwiedzić to miejsce, aby uczcić i świętować radość z tego, że Pan Bóg dał ludzkości matki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem