Reklama

Donald Trump na straży granic

2017-03-15 09:27

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 12/2017, str. 36-37

Stephen Crowley/East News

Prezydent Donald Trump znajduje się właśnie w budynku Pentagonu, gdzie podpisuje swój dekret imigracyjny. Jest 27 stycznia 2017 r. Jak się niebawem okaże, nowe obostrzenia wywołają liczne kontrowersje oraz napotkają zdecydowany opór części społeczeństwa. Chociaż amerykańskie sądy doprowadzą ostatecznie do blokady prezydenckiego dekretu, rząd USA nie zaprzestanie starań o jego przywrócenie. Czy Biały Dom postawi na swoim?

Dekret Donalda Trumpa wprowadzający ograniczenia imigracyjne stał się urzeczywistnieniem obietnic wyborczych, które kandydat Republikanów umieścił na swoich sztandarach jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej. Jego obrońcy dziwią się zatem, że lewica ma pretensje do nowego prezydenta o to, iż dotrzymuje słowa danego Amerykanom. Uszczelnienie granic czy wycofanie Waszyngtonu z programu przyjmowania uchodźców z Syrii nie były koncepcją wygłaszaną jedynie przez nowojorskiego miliardera. Wielu pozostałych republikańskich kandydatów – w tym teksański senator Ted Cruz, najpoważniejszy rywal Donalda Trumpa w wyścigu po nominację GOP – podzielało przekonanie o konieczności takiego posunięcia.

– Osobiście uważam, że prezydent Trump posunął się za daleko, dyktując, że nawet posiadacze zielonej karty, czyli rezydenci USA, mieli mieć zabroniony powrotny wjazd do USA – kraju, w którym mieszkają, pracują, z którym związali swoje życie – mówi „Niedzieli” mec. Natalia Teper, adwokat imigracyjny z amerykańskiej kancelarii Teper Law Firm.

Faktycznie, początkowo wystąpiło pewne zamieszanie wokół posiadaczy zielonych kart. Ostatecznie jednak żadnemu z nich nie odmówiono wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych. Nowa administracja popełniła błąd, jednak szybko został on skorygowany. Już 1 lutego br. Donald McGahn – radca prawny Białego Domu wydał specjalne memorandum, w którym poinformowano szefów Departamentu Stanu, Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego oraz Departamentu Sprawiedliwości, że dekret imigracyjny nie dotyczy posiadaczy zielonych kart.

Reklama

Murem za Trumpem?

Pomimo protestów na amerykańskich lotniskach i w dużych miastach oraz pomimo olbrzymiej krytyki ze strony lewicowych mediów amerykańska opinia publiczna wydaje się w większości popierać założenia polityki imigracyjnej nowego prezydenta. Według badania przeprowadzonego przez sondażownię Morning Consult/Politico, 55 proc. Amerykanów wyraziło swoją aprobatę wobec prezydenckiego dekretu zakazującego wjazdu do USA obywatelom kilku krajów muzułmańskich. Przeciwnych było zaledwie 38 proc. respondentów. Wśród wyborców deklarujących się jako zwolennicy Republikanów Trump wypadł jeszcze lepiej, poparło go bowiem aż 82 proc. badanych. To pokazuje, że nawet mimo pewnych głosów krytyki, płynących np. ze strony republikańskich senatorów Johna McCaina czy Lindseya Grahama, na amerykańskiej prawicy działania Donalda Trumpa spotykają się generalnie z bardzo przychylnym odbiorem. Spiker Izby Reprezentantów – republikanin Paul Ryan stwierdził, że obowiązkiem numer jeden jest ochrona Stanów Zjednoczonych, i tym samym wyraził swoje poparcie dla kontrowersyjnego dekretu prezydenta Trumpa.

– Tego typu dekrety czerpią moc z II Artykułu Konstytucji USA. Dekret nie tworzy nowego prawa, bo to jest domeną Kongresu, za to pozwala prezydentowi dyktować instytucjom federalnym, w jaki sposób mają wykonywać swoje zadania w ramach ustaleń wyznaczonych przez Kongres i konstytucję – wyjaśnia mec. Teper.

Mimo że amerykańska lewica dwoi się i troi, by przedstawić Donalda Trumpa w możliwie najbardziej negatywnym świetle, Amerykanie zauważają i doceniają jego determinację w realizacji przedwyborczych obietnic. Według Instytutu Gallupa, 62 proc. Amerykanów jest zdania, że prezydent dotrzymuje swoich obietnic (uważa tak odpowiednio: 91 proc. zwolenników Republikanów i 36 proc. wyborców Demokratów – przyp. red.), z kolei „silnego i zdecydowanego przywódcę” w nowym prezydencie widzi 59 proc. obywateli USA.

Dyskryminacja muzułmanów?

Dekret Donalda Trumpa miał w swoim założeniu chronić Stany Zjednoczone przed przedostawaniem się na ich terytorium stanowiących olbrzymie zagrożenie islamskich terrorystów. – Są dziesiątki przypadków, w których imigranci z tych 7 krajów (Iraku, Syrii, Iranu, Sudanu, Libii, Somalii i Jemenu – przyp. red.) dokonali ataków terrorystycznych lub zostali złapani w trakcie przygotowań do nich. Żadna osoba przy zdrowych zmysłach nie będzie sugerować, że Stany Zjednoczone powinny wpuszczać takich bandytów do kraju i zajmować się nimi dopiero, kiedy popełnią jakąś zbrodnię – mówi mi republikanin Randy Mott, przewodniczący organizacji Republicans in Poland, która reprezentuje amerykańską Partię Republikańską w naszym kraju. – Proces sprawdzania musi zostać ulepszony, a zgodę na wjazd powinniśmy wydawać dopiero wtedy, kiedy otrzymamy wystarczające gwarancje, że wiemy, z kim mamy do czynienia, co do osoby, która się o nią ubiega – dodaje.

Mój rozmówca zwraca również uwagę, że tak kluczowe kwestie bezpieczeństwa zupełnie umknęły krytykom prezydenckiego dekretu, którzy zamiast tego pogrążyli się w histerycznych reakcjach.

– Najważniejszym zadaniem każdego rządu jest dbanie o bezpieczeństwo jego obywateli – przekonuje Randy Mott.

Środowiska lewicowe oraz np. wpływowa organizacja American Civil Liberties Union twierdzą zgodnie, że poprzedni dekret Donalda Trumpa był wymierzony w muzułmanów i w związku z tym łamał Konstytucję Stanów Zjednoczonych, która zakazuje dyskryminacji na tle religijnym.

– W kampanii wyborczej (Donald Trump – przyp.) wielokrotnie zapowiadał, że jako prezydent z miejsca wprowadzi „zakaz muzułmanów” – „Muslim ban”. Nie dziwi więc, że przeszedł od słów do czynów – uważa Karolina Zbytniewska, redaktor naczelna portalu EurActiv.pl .

Trump kontra sądy

Prezydenckie rozporządzenie bardzo szybko zostało jednak zablokowane przez władzę sądowniczą. Już 3 lutego br. James Robart – sędzia federalny z Seattle – wstrzymał wykonywanie kluczowych postanowień dekretu w skali całego kraju. Sprawa dotyczyła pozwu złożonego przeciwko administracji Donalda Trumpa przez znany ze swoich silnie lewicowych preferencji stan Waszyngton.

Został wydany tzw. „temporary restraining order”, który w amerykańskim systemie prawnym oznacza krótkotrwałe zablokowanie np. konkretnych działań rządu, co do których mogą istnieć obawy o ich niezgodność z prawem. Jego ideą jest zapobieganie sytuacji, w której do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy w sądzie działania rządu mogłyby wyrządzić szkody trudne do zrekompensowania, np. ogólnokrajowe pozwy sądowe i wynikające z nich olbrzymie odszkodowania.

Część komentatorów źródła sądowej porażki administracji Trumpa upatruje nie tylko w silnie lewicowych preferencjach sędziów, którzy orzekali w tej sprawie – zwraca się również uwagę, że pracownicy Departamentu Sprawiedliwości byli w tamtym czasie ludźmi pochodzącymi jeszcze z czasów kadencji Baracka Obamy. Istnieje zatem uzasadniona obawa, że mogli oni celowo sabotować rządową obronę przed sądem federalnym, by nie pozwolić na zwycięstwo nowej administracji. Warto taką ewentualność rozważyć, szczególnie wobec pojawiających się zarzutów, że prawnik reprezentujący rząd USA przed sądem federalnym nie wywiązywał się należycie z własnych obowiązków. Zarzuca się mu słabe przygotowanie do procesu sądowego. Przykładowo nie potrafił on udzielić odpowiedzi na pytanie, ilu terrorystów z 7 krajów dotkniętych zakazem wjazdu do USA przez ich obywateli przedostało się na teren tego kraju.

Donald Trump mógł poczekać na zakończenie procesu sądowego, jednak oznaczałoby to, że do tego czasu jego dekret nie będzie obowiązywał. Biały Dom zdecydował się więc na zupełnie inne rozwiązanie, które przynajmniej w teorii dawało szansę na szybsze przywrócenie dekretu – odwołanie się do okręgowego Sądu Apelacyjnego w San Francisco w Kalifornii. Stany Zjednoczone podzielone są na 13 okręgów apelacyjnych, a ponieważ stan Waszyngton podlega pod Dziewiąty Okręg Sądowy Sądu Apelacyjnego w San Francisco, sprawa kontrowersyjnego dekretu trafiła właśnie tam. Decyzja o odrzuceniu apelacji rządu USA była jednogłośna i dokonała się wynikiem 3 do 0.

– Do czasu podjęcia dalszych działań przez sąd ten wyrok sądu jest wiążący i wszystkie osoby, bez względu na narodowość, mogą ubiegać się o wizy i wpuszczenie do Stanów Zjednoczonych – tłumaczy mec. Teper.

Sąd Apelacyjny w San Francisco dla Dziewiątego Okręgu Sądowego ma opinię bardzo lewicowego. Można więc przypuszczać, że Demokraci umyślnie pokierowali całym procesem tak, żeby ewentualna apelacja rządu USA musiała trafić właśnie tam. Znacznie zwiększało to szanse na niekorzystny wyrok dla republikańskiej administracji Donalda Trumpa.

Dekret a prawo

Donald Trump powołał się na przepisy, które w oczywisty sposób uprawniają prezydenta do wprowadzenia niemalże dowolnych ograniczeń imigracyjnych. Wynikają one z prawa znanego jako „Immigration and Nationality Act” z 1952 r. Stanowi ono m.in., że prezydent może przez proklamację ustanowić dowolne ograniczenia imigracyjne dla obywateli obcych państw, jeżeli według niego ich przyjazd byłby niedobry dla interesów USA. Co więcej, prezydent może zakazać wjazdu obcym obywatelom na tak długi okres, jaki uzna za stosowny. Z kolei zwolennicy teorii o rzekomej niezgodności prezydenckiego dekretu z prawem USA szukają potwierdzenia swojej tezy w przepisach imigracyjnych z 1965 r. Czytamy w nich, że żadna osoba nie może być dyskryminowana ze względu na jej rasę, płeć, narodowość czy też miejsce urodzenia przy ubieganiu się o wizę imigracyjną. Zapis ten dotyczy jednak wyłącznie ubiegania się o prawo stałego pobytu, a więc nie dotyczy ruchu turystycznego, przyjmowania uchodźców czy np. wiz studenckich.

Zwolennicy Donalda Trumpa zwracają uwagę, że decyzja prezydenta była podyktowana nie chęcią dyskryminacji ze względu na narodowość, a wyłącznie kwestiami bezpieczeństwa. Nie można zatem doszukiwać się tutaj dyskryminacji, której zakazuje prawo imigracyjne z 1965 r.

– Przykładowo Stany Zjednoczone mogłyby być z jakimś krajem w stanie wojny i uniemożliwić komuś wjazd na podstawie jego narodowości, która byłaby tożsama z wrogim państwem. Nie byłaby to jednak decyzja ze względu na narodowość, lecz z uwagi na kwestię bezpieczeństwa – wyjaśnia Randy Mott.

Co dalej?

Jak łatwo można było przewidzieć, wyrok sądu apelacyjnego nie spodobał się prezydentowi Trumpowi. „Spotkamy się w sądzie, stawką jest bezpieczeństwo naszego kraju!” – napisał na Twitterze, za pomocą którego uwielbia komunikować się z Amerykanami. Prezydentowi chodziło o amerykański Sąd Najwyższy, który miałby ostatecznie rozstrzygnąć losy dekretu imigracyjnego i jego zgodność z Konstytucją USA. Na konferencji prasowej w Białym Domu Donald Trump oświadczył, że blokada jego dekretu przez sąd okręgowy oraz sąd apelacyjny jest decyzją czysto polityczną, którą zamierza zakwestionować w Sądzie Najwyższym. Dodał również, że jego zdaniem, sprawa jest wygrana, nie było to jednak tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, wnioskując po prezydenckich wypowiedziach. Obecnie w amerykańskim Sądzie Najwyższym zasiada tylko 8 sędziów – 4 z nich mianowali prezydenci lewicowi, a 4 – konserwatywni. Przy założeniu, że sędziowskie głosy rozłożyłyby się zgodnie z podziałem światopoglądowym, dzielącym amerykańską scenę polityczną na Demokratów i Republikanów, moglibyśmy spodziewać się wyniku patowego, czyli 4 do 4. Zgodnie z amerykańskim prawem remis oznaczałby, że w mocy utrzymany zostaje wyrok sądu apelacyjnego. Szalę zwycięstwa na stronę Donalda Trumpa mógłby przechylić 9. sędzia Sądu Najwyższego, jego zatwierdzenie przez Senat blokują jednak Demokraci.

Prezydent, nie chcąc czekać na koniec batalii sądowej, podpisał nowy, nieco bardziej liberalny dekret imigracyjny.

Otwartym pytaniem pozostaje to, jak zareagują na niego dotychczasowi przeciwnicy polityki imigracyjnej Donalda Trumpa. Czas pokaże... Biały Dom udowodnił jednak, że nie zamierza uginać się pod naporem lewicowej opozycji, i jednocześnie pokazał gotowość do pewnych kompromisów. To dobry znak na przyszłość.

Rozszerzona wersja tekstu na: www.niedziela.pl

* * *

Tomasz Winiarski
Student dziennikarstwa, amerykanista, dziennikarz dla Polonii w Stanach Zjednoczonych

Tagi:
polityka Donald Trump

Pokusa cynizmu

2018-03-28 10:29

Michał Karnowski
Niedziela Ogólnopolska 13/2018, str. 35

Artur Stelmasiak

Dziwnie wygląda scena polityczna tej wiosny. Właściwie nikt nie jest z siebie zadowolony, wszyscy mają poczucie, że nie idzie im tak, jak by chcieli. Opozycja wciąż nie ma programu, a zawiązana na siłę koalicja Platformy i .Nowoczesnej do sejmików wojewódzkich potwierdza bezideowość tych środowisk. Godzinami rozmawiają o tym, kto, gdzie, z kim, ale ani słowem nie wspomną, po co. Jaki projekt dla Polski się za tym kryje? No, chyba że chodzi o to, by było, jak było. Także w wyborach na prezydentów miast w wielu przypadkach nawet mocno skompromitowani liderzy dostają kolejną szansę.

Po stronie obozu dobrej zmiany pomysłów za to aż nadto. Najwyraźniej niektórzy znudzili się sukcesem stabilnej prospołecznej polityki prowadzonej przez ostatnie dwa lata, nawiązaniem dobrej więzi z milionami Polaków, wreszcie dobrą atmosferą, wynikającą ze zrozumienia, że jedność i wzajemna solidarność są dużymi wartościami. Zaczęły się jakieś niedobre kombinacje, próba wyparcia dobrego jeszcze lepszym, wzajemne podjazdy i podgryzanie.

Dobrym przykładem jest awantura o nagrody, które poprzednia premier Beata Szydło przyznała swoim ministrom i wiceministrom. Jest prawdą, że są to kwoty dla przeciętnego człowieka, dla mnie także, bardzo duże. Jest oczywiste, że trzeba spokojnie i precyzyjnie wyjaśnić, dlaczego zostały przyznane. Jest nieuniknione, że media niemieckie wydawane dla Polaków użyją tego tematu do zaatakowania rządu, bo przecież godną pensję mogą mieć wyłącznie niemieccy politycy. Źle się jednak stało, że ekipa rządowa poddała się temu dyktatowi. Mechaniczne zmniejszenie liczby wiceministrów, czyli ludzi, którzy w każdym rządzie wykonują najważniejszą pracę, i zapowiedź, że nie będzie już żadnych nagród, nie tylko nie powściągnęły agresji mediów, ale wręcz je rozbestwiły. Buduje się nieprawdziwy przekaz o zachłanności ludzi dziś rządzących. Lepszą ścieżką byłaby ta zaproponowana przez premier Beatę Szydło, która wskazała, że rząd Zjednoczonej Prawicy odzyskał dla budżetu kilkadziesiąt miliardów złotych i że ludzie, którzy to wprowadzili, zasłużyli na docenienie. Warto pamiętać, że politycy opozycji też brali nagrody, gdy rządzili, nie tylko te oficjalne, ale w postaci zegarków i innych prezentów od biznesu.

Niepokoi także coraz większe uwiarygodnianie przez niektórych polityków dobrej zmiany mediów obozu III RP. Tam płyną dziś informacje, o ich względy się zabiega, tam się kieruje ogromne pieniądze. Czasami w poszukiwaniu sławy, niekiedy w złudnej nadziei, że da się tego potwora ugłaskać, pozyskać, przekonać lub przekupić. O naiwności! Gdy tylko siły patriotyczne osłabną, te same media rzucą się do ataku. Już zresztą się rzucają. Jednocześnie nikt nawet nie pomyśli o zwiększeniu pluralizmu przez przyznanie koncesji nowym nadawcom, nikt nie rozważa, w jaki sposób wesprzeć te niezależne ośrodki, które już na multipleksie nadają. Przestrzegam: ten medialny flirt z obozem III RP źle się skończy.

Politycy dobrej zmiany muszą pamiętać, że wygrali nie dzięki zasobom finansowym, nie dzięki poparciu biznesu i oligarchii medialnej, ale dzięki zapałowi i zaangażowaniu zwykłych ludzi, często sporo ryzykujących w swoich środowiskach. Pokusa oparcia się na możnych ze świata III RP, pragnienie podlizania się dominującym w mediach środowiskom są zapewne wielkie. Na krótką metę dają złudzenie sukcesu, ale w dłuższej perspektywie podmywają moralne fundamenty dobrej zmiany.

Jeśli Polacy dostaną na końcu wybór między cyniczną opozycją a cynicznym obozem dziś rządzącym, wszystko się rozsypie. Już dziś tę demobilizację widać w sondażach. Ludzie nie są ślepi i dostrzegają relatywizm. Dobrze by było, by wraz z przyjściem lata zostały wyciągnięte wnioski.

Michał Karnowski, publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W tym roku zginęło już 10 kapłanów w 8 krajach

2018-04-19 16:48

kg (KAI/ilsismografo) / Warszawa

W ciągu 108 dni bieżącego roku (do 18 kwietnia włącznie) w 8 krajach Afryki, Ameryki Łacińskiej, Azji i Europy zginęło już 10 kapłanów, czyli statystycznie średnio 1 duchowny na niecałych 11 dni. Gdyby ta smutna tendencja utrzymała się do końca br., oznaczałoby to, że zginie ok. 35 kapłanów. W ostatnich latach na szczęście liczba księży – ofiar przemocy, choć nadal duża, nie przekracza 30: w 2017 było ich 23, w 2016 – 28, w 2015 – 22 i w 2014 – 26.

дзроман / Foter.com / CC BY

Od wielu lat niechlubny prymat w tej smutnej statystyce dzierży najbardziej katolicki kontynent, czyli Ameryka Łacińska, a na jej terenie zwłaszcza dwa kraje: Meksyk i Kolumbia. W tym roku zginęła tam połowa zamordowanych kapłanów – 5, z czego aż trzech przypada na Meksyk. Tam też doszło do ostatniego, jak na razie, zabójstwa: 18 kwietnia w mieście Cuautitlán Izcalli koło stolicy zginął 50-letni ks. Rubén Alcántara Vásquez Jiménez.

W Afryce śmierć ponieśli trzej kapłani – po jednym w Malawi, Republice Środkowoafrykańskiej i Demokratycznej Republice Konga oraz – również po jednym – w Azji (w Indiach) i w Europie (Niemcy).

Przyczyny mordowania duchownych są różne, choć najczęściej mają podłoże rabunkowe, ale zdarza się, że księża giną z powodu swego zaangażowania społecznego, np. występując w obronie biednych, których bogaci właściciele ziemscy usiłują pozbawić ich własności.

Oto wykaz tegorocznych ofiar przemocy wymierzonej w duchowieństwo katolickie:

Afryka – 3 osoby

Ks. Tony Mukomba (Malawi; zginął 18 stycznia) Ks. Joseph Désiré Angbabata (Republika Środkowoafrykańska; 22 marca) Ks. Etienne Nsengiunva (Demokratyczna Republika Konga; 8 kwietnia)

Ameryka – 5 osób

Ks. Germain Muñiz García (5 lutego) Ks Iván Añorve Jaimes (5 lutrego) Ks. Rubén Alcántara Díaz (18 kwietnia) – wszyscy z Meksyku Ks. Dagoberto Noguera (Kolumbia; 10 marca Ks. Walter Osmir Vásquez Jiménez (Salwador; 29 marca)

Azja – 1 kapłan

Ks. Xavier Thelakkat (Indie; 1 marca)

Europa – 1 duchowny

Ks. Alain-Florent Gandoulou (Niemcy; 22 lutego)

Ponadto w Republice Środkowoafrykańskiej znaleziono 2 marca zwłoki ks. Florenta Mbulanthie Tulantshiedi (znanego też jako Florent Tula), a chociaż na jego ciele stwierdzono oczywiste ślady tortur, nie uznano go za ofiarę zabójstwa.

Trzeba również pamiętać, że 20 marca utonął w Oceanie Indyjskim u wybrzeży Tanzanii polski misjonarz, niespełna 35-letni o. Adam Bartkowicz ze Zgromadzenia Misji Afrykańskich. Jego śmierć, choć także gwałtowna, nie była jednak spowodowana zabójstwem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Papież w Alessano: Ewangelia wzywa często do niewygodnego życia

2018-04-20 10:58

tlum. st (KAI) / Alessano

Na znaczenie zrozumienia ubogich i budowania Kościoła świadczącego, że Bóg jest jedynym prawdziwym dobrem zwrócił dziś uwagę papież Franciszek modląc się przy grobie biskupa Antonia Bello w Alessano, który bywa uważany za prekursora duszpasterskiego stylu Ojca Świętego. Dzisiaj przypada 25 rocznica śmierci tego Sługi Bożego.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Przybyłem jako pielgrzym na tę ziemię z której pochodził Sługa Boży, Tonino Bello. Przed chwilą modliłem się przy jego grobie, który nie wznosi się monumentalnie w górę, ale jest całkowicie zanurzony w ziemi: Don Tonino, zasiany w swej ziemi zdaje się nam mówić, jak bardzo ukochał ten region. Chciałbym się nad tym zastanowić, przywołując przede wszystkim jego słowa wdzięczności: „Dziękuję, moja ziemio, mała i uboga, która zrodziłaś mnie ubogim, jak ty, ale która właśnie dlatego obdarzyłaś mnie niezrównanym bogactwem zrozumienia ubogich i tym, że mogę im dzisiaj służyć”[1].

Zrozumienie biednych było dla niego prawdziwym bogactwem. Miał rację, ponieważ ubodzy są naprawdę bogactwem Kościoła. Przypomina nam o tym stale don Tonino, w obliczu powracającej pokusy, by dojść do porozumienia z możnymi chwili obecnej, dążenia do przywilejów, samozadowolenia w wygodnym życiu. Ewangelia – zazwyczaj przypominał to na Boże Narodzenie i na Wielkanoc - wzywa często do niewygodnego życia, ponieważ ten, kto idzie za Jezusem kocha ubogich i pokornych. Tak czynił Nauczyciel, tak głosiła jego Matka, chwaląc Boga, bo On „Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych” (Łk 1,52). Kościół, który troszczy się o ubogich zawsze będzie dostrojony do kanału Boga, nigdy nie traci częstotliwości Ewangelii i czuje, że musi powrócić do tego, co istotne, aby konsekwentnie wyznawać, że Pan jest jedynym prawdziwym dobrem.

Don Tonino wzywa nas, byśmy nie teoretyzowali na temat bliskości wobec ubogich, ale byli blisko nich, tak jak to czynił Jezus, który będąc bogatym, dla nas stał się ubogim (por. 2 Kor 8,9). Don Tonino odczuwał potrzebę naśladowania Go, angażując się osobiście, aż do wyzbycia się siebie. Nie przeszkadzały jemu prośby, bolała go obojętność. Nie obawiał się braku pieniędzy, ale martwił się niepewnością pracy, problemem, który jest dziś tak aktualny. Nie tracił okazji, aby powiedzieć, że na pierwszym miejscu stoi pracownik z jego godnością, a nie zysk ze swoją chciwością. Nie stał z założonymi rękoma: działał lokalnie, aby siać pokój na całym świecie, w przekonaniu, że najlepszym sposobem, aby zapobiec przemocy i wszelkiego rodzaju wojnom jest zatroszczenie się o potrzebujących i krzewienie sprawiedliwości. Jest tak naprawdę, bo jeśli wojna rodzi ubóstwo, to także ubóstwo wywołuje wojnę [2]. Zatem pokój budowany jest począwszy od domów, ulic, warsztatów, gdzie osobistym wysiłkiem kształtuje się komunia. Don Tonino pełen nadziei powiedział: „Od zakładu, tak jak kiedyś od warsztatu z Nazaretu, wyjdzie słowo pokoju, które wytyczy drogę ludzkości spragnionej sprawiedliwości, ku nowym celom”[3].

Drodzy bracia i siostry, to powołanie pokoju należy do waszej ziemi, do tej wspaniałej ziemi pogranicza - finis-terrae – którą don Tonino nazywał „terra-finestra” [„ziemia- okno”], bo z południa Włoch otwiera się na południe świata, gdzie „najubożsi są coraz liczniejsi, a bogaci stają się coraz bogatsi i jest ich coraz mniej” [4]. Jesteście „otwartym oknem, w którym można obserwować całe ubóstwo ciążące na historii” [5], ale jesteście przede wszystkim oknem nadziei, aby Region Śródziemnomorski, historyczny basen cywilizacji, nigdy nie był napiętym łukiem walki, ale gościnną arką pokoju” [6].

Don Tonino jest człowiekiem swojej ziemi, bo na tej ziemi dojrzewało jego kapłaństwo. Tutaj rozkwitło jego powołanie, które uwielbiał nazywać ewokacją: przywoływaniem tego, jak szalenie Bóg miłuje szczególnie, każde po kolei nasze kruche życie; echo Jego głosu miłości, który przemawia do nas każdego dnia; wezwanie, aby zawsze iść naprzód, by odważnie marzyć, zdecentralizować nasze życie, by służyło innym; zaproszenie, by zawsze ufać Bogu, jedynemu, który potrafi przemienić życie w święto. Takim właśnie jest powołanie według don Tonino: powołanie, by stawać się nie tylko pobożnymi wiernymi, ale w pełnym tego słowa znaczeniu rozmiłowanymi w Panu, z żarliwością marzenia, porywem daru, śmiałością, by nie poprzestawać na półśrodkach. Gdy bowiem Pan rozpala serce, to nie można zgasić nadziei. Kiedy Pan prosi o nasze przyzwolenie, nie możemy odpowiedzieć „być może”. Warto, by nie tylko młodzi, ale my wszyscy, poszukujący sensu życia, byśmy słuchali i usłyszeli na nowo słowa don Tonino.

Na tej ziemi Antonio urodził się jako Tonino i stał się don Tonino. To proste i bliskie imię, które czytamy na jego grobie, wciąż do nas przemawia. Mówi o jego pragnieniu, by stać się maluczkim, żeby być blisko, by skracać dystanse, by zaoferować pomocną dłoń. Zachęca do prostej i autentycznej otwartości Ewangelii. Don Tonino bardzo to zalecał, zostawiając w spadku swoim kapłanom. Mawiał: „Miłujmy świat. Bądźmy dla niego życzliwi. Weźmy go pod ramię. Okazujmy miłosierdzie. Nie przeciwstawiajmy się jemu w obliczu rygorów prawa, jeśli wcześniej nie łagodziliśmy ich dawkami czułości” [7]. Są to słowa, które ukazują pragnienie Kościoła dla świata: nie światowego, ale dla świata. Niech Pan da nam tę łaskę Kościoła nie światowego służącego światu! Kościoła nie światowego, ale dla świata. Kościoła oczyszczonego z samoodniesienia i „ekstrawertycznego, wychylonego, nie owiniętego wokół samego siebie” [8]; nie czekającego aż otrzyma, ale udzielającego pierwszej pomocy; nigdy nie uśpionego w nostalgii za przeszłością, ale rozpalonego miłością do dnia dzisiejszego, na wzór Boga, który „tak umiłował świat” (J 3,16).

Imię „don Tonino” mówi nam także o jego zdrowej alergii na tytuły i zaszczyty, jego pragnieniu, by pozbawiać się wszystkiego dla Jezusa, który ogołocił się ze wszystkiego, jego odwadze, by uwolnić się od tego, co mogłoby przypominać oznaki władzy, aby uczynić miejsce dla mocy znaków[9]. Don Tonino z pewnością nie czynił tego dla wygody lub poszukując aprobaty, ale pobudzony wzorem Pana. W miłości do Niego możemy znaleźć siłę do porzucenia szat, które wstrzymują krok, by przyoblec się w służbę, aby być „Kościołem w fartuchu, jedyną szatą kapłańską odnotowaną przez Ewangelię” [10].

Co jeszcze mógłby nam powiedzieć don Tonino z tej swojej ukochanej ziemi? Ten wierzący z nogami na ziemi i oczyma skierowanymi ku niebu, a szczególnie z sercem, które łączyło niebo i ziemię, ukuł, wśród wielu innych, oryginalne słowo, które przekazuje każdemu z nas wielką misję. Lubił mówić, że my, chrześcijanie, „musimy być kontempl-aktywni, czyli ludźmi, którzy wychodzą z kontemplacji a następnie pozwalają, by ich dynamizm, ich zaangażowanie zaowocowało w działaniu” [11]., ludźmi, którzy nigdy nie oddzielają modlitwy i działania. Drogi don Tonino, przestrzegałeś nas od ponurzenia się w wir obowiązków bez siedzenia przed tabernakulum, byśmy się nie łudzili pracując na próżno dla królestwa Bożego[12]. A moglibyśmy zadać sobie pytanie, czy wychodzimy od tabernakulum, czy od nas samych. Mógłbyś nas również zapytać, czy gdy wyszliśmy - idziemy: czy podobnie jak Maryja, kobieta pielgrzymująca, wstajemy, aby dotrzeć i służyć człowiekowi, każdemu człowiekowi. Gdybyś o to zapytał, powinniśmy się wstydzić naszego bezruchu i naszych stałych usprawiedliwień. Przywrócić nas do naszego wzniosłego powołania; pomóż nam być coraz bardziej Kościołem kontemplacyjnym, rozmiłowanym w Bogu i namiętnie kochającym człowieka!

Drodzy bracia i siostry, w każdym czasie Pan stawia na drodze Kościoła świadków, którzy uosabiają dobrą wieść Wielkanocy, proroków nadziei dla przyszłości wszystkich. Z waszej ziemi Bóg zrodził jednego, jako dar i proroctwo dla naszych czasów. A Bóg pragnie, aby Jego dar został przyjęty, aby Jego proroctwo zostało zrealizowane. Nie zadowalajmy się spisaniem pięknych wspomnień, nie dajmy się powstrzymać tęsknotami za przeszłością ani nawet leniwą gadaniną chwili obecnej czy też obawami o przyszłość. Naśladujmy don Tonino, dajmy się porwać jego młodzieńczej gorliwości chrześcijańskiej, usłyszmy jego usilne wezwanie do życia Ewangelią bez taryfy ulgowej. Jest to mocne zaproszenie skierowane do każdego z nas i dla nas jako Kościoła. Niech nam pomoże szerzyć dziś wonną radość Ewangelii.

PRZYPISY:

1.„Grazie, Chiesa di Alessano», La terra dei miei sogni. Bagliori di luce dagli scritti ugentini, 2014, 477. 2.Por. ŚW. JAN PAWEŁ II, „Jeśli pragniesz pokoju, wyjdź naprzeciw ubogim, Orędzie na XXVI Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1993. 3.La terra dei miei sogni, 32. 4.“Il pentalogo della speranza”, Scritti vari, interviste aggiunte, 2007, 252. 5.“La speranza a caro prezzo”, Scritti di pace, 1997, 348. 6.Por. „La profezia oltre la mafia”, tamże, 280. 7.“Torchio e spirit”. Omelia per la Messa crismale 1993», Omelie e scritti quaresimali, 2015, 97. 8.“Sacerdoti per il mondo”, Cirenei della gioia, 2004, 26. 9.“Dai poveri verso tutti”, tamże, 122 ss. 10.“Configurati a Cristo capo e sacerdote”, tamże, 61. 11. Tamże, 55. 12.Por. “Contempl-attivi nella ferialità quotidiana”, Non c’è fedeltà senza rischio, 2000, 124; “Soffrire le cose di Dio e soffrire le cose dell’uomo”, Cirenei della gioia, 81-82.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem