Reklama

Matka Boża przemówiła

2017-03-15 09:27

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 12/2017, str. 14-15

Fabio Gregori
O. Flavio Ubodi OFMCap

We włoskim mieście Civitavecchia 22 lata temu z figurki Matki Bożej przywiezionej z Medjugorie zaczęły spływać krwawe łzy. Z o. Flavio Ubodim, kapucynem, rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Dokładnie 22 lata temu w portowym mieście Civitavecchia, 70 km od Rzymu, miało miejsce „naukowo niewytłumaczalne” łzawienie figurki Matki Bożej przywiezionej z Medjugorie. Figurka „płakała” krwawymi łzami 13 razy w dniach 2-6 lutego 1995 r. w obecności kilkorga świadków, przede wszystkim członków rodziny Gregorich – jej właścicieli, a następnie po raz ostatni 15 marca w rękach biskupa miasta Girolama Grilla (bp Grillo zmarł 22 sierpnia 2016 r.). Gdy figurka została zarekwirowana przez władze, które rozpoczęły dochodzenie w sprawie „domniemanych łzawień”, kard. Andrzej Maria Deskur podarował Gregorim drugą, identyczną, przywiezioną również z Medjugorie. Z czasem z drugiej figurki zaczął wypływać pachnący olej, który pojawił się również na liściach bluszczu pokrywającego niszę w ogrodzie Gregorich, gdzie postawiono figurę Madonny. Fakty te są dobrze znane, ale nie każdy wie, że zjawiskom tym towarzyszyły objawienia Matki Bożej, która ukazywała się członkom rodziny Gregorich (ojcu, matce i trójce ich dzieci), by przekazać im swe orędzie. Część przesłań Maryi miała charakter publiczny, inne – czysto prywatny i dotyczyły samych widzących. Aby porozmawiać o objawieniach Madonny i orędziu, które chciała przekazać ludzkości u schyłku XX wieku, skontaktowałem się z o. Flavio Ubodim, włoskim kapucynem – teologiem, wiceprzewodniczącym Komisji Diecezjalnej, która badała zjawisko łzawień. Kapłan ten, obecnie przełożony klasztoru Kapucynów w Orvieto, z polecenia bp. Grilla otoczył duszpasterską opieką rodzinę Gregorich, będącą w centrum cudownych wydarzeń w Civitavecchia. O. Ubodi jest autorem publikacji na temat łzawień i objawień Matki Bożej.
W. R.

* * *

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Kiedy miały miejsce objawienia Matki Bożej w Civitavecchia, którym towarzyszyły Jej przesłania?

O. FLAVIO UBODI OFMCAP: – Przesłania Madonny związane są z cyklem objawień, które rozpoczęły się 2 lipca 1995 r., a zakończyły 17 maja 1996 r. (data ostatniego przesłania o charakterze publicznym). Objawienia prywatne rodzina Gregorich miała jeszcze w kolejnych latach. W okresie objawień odwiedzałem rodzinę widzących, tak jak mi to zlecił bp Grillo, ale nigdy nie byłem ich bezpośrednim świadkiem. Opowiadano mi o nich, a Fabio Gregori przekazywał mi na piśmie treść objawień.

– Ile jest przesłań, które mają charakter publiczny?

– Ponad 90.

– W jaki sposób można sprawdzić prawdziwość objawień?

– To złożona sprawa. W rzeczywistości łzawienia czy „pocenie się” figurki to zjawiska, które mogą być postrzegane przez wszystkich i badane naukowo. Objawienia i przesłania pozostają natomiast w sferze subiektywnej, dlatego są trudniejsze do zweryfikowania.

– Jak więc można analizować przesłania Madonny?

– Przede wszystkim można sprawdzić, czy są one zgodne z doktryną katolicką, natomiast jeśli zawierają proroctwa, trzeba czekać, aby stwierdzić, czy się one spełniają. Oczywiście, nikt nie ma obowiązku wierzyć w orędzie Madonny z Civitavecchia, tak jak to jest w przypadku Pisma Świętego czy Magisterium Kościoła. Należy jednak podkreślić, że przesłania te dotyczą nas wszystkich i że się spełniają.

– Jak można streścić publiczne orędzie Matki Bożej?

– Matka Boża już w 1995 r. przestrzegała przed diabelskim planem, który obejmował: atak i zniszczenie rodziny; wielką apostazję; skandale w Kościele; poważne uchybienia hierarchów, stąd zdecydowany apel do biskupów, aby zjednoczyli się wokół Jana Pawła II, ukazywanego jako wzór i dar Madonny na dzisiejsze czasy; rzeczywiste ryzyko III wojny światowej między Zachodem a Wschodem.

– Czy mógłby Ojciec powiedzieć coś więcej na temat ataku na rodzinę, o którym mówiła Madonna?

– Decydujący atak szatana na rodzinę jest tłem całej historii objawień w Civitavecchia. W przesłaniu np. z dnia 16 lipca 1995 r. Madonna wyjawia: „Szatan chce zniszczyć rodzinę”. Zniszczyć rodzinę oznacza zniszczyć podstawową komórkę społeczeństwa, tak jakby „zarazić” społeczeństwo rakiem, aby doprowadzić do jego rozpadu. Tę troskę Matki Bożej można lepiej zrozumieć w ostatnich latach, gdy odnotowujemy rozpad rodzin, rozwody, separacje, współżycie przedmałżeńskie, tzw. małżeństwa jednopłciowe, poligamię... Atak na rodzinę pojawił się również wewnątrz Kościoła podczas ostatniego synodu biskupów, gdy zaistniało ryzyko, że dojdzie do zanegowania nierozerwalności sakramentu małżeństwa. Przesłania, które w Civitavecchia Madonna nieprzypadkowo przekazała właśnie rodzinie, przewidywały to prawdziwe „trzęsienie ziemi” i wzywały do budowania rodziny na bazie wartości chrześcijańskich i do pielęgnowania małżeńskiej miłości, wierności, nierozerwalności oraz jedności. Madonna pojawia się tutaj m.in. jako „Matka i Królowa rodziny”, a jest wiele par, które dzięki modlitwie do Madonny z Civitavecchia uratowały lub wzmocniły swój związek małżeński.

– Madonna mówiła również o ryzyku apostazji w Kościele.

– O „wielkiej apostazji” Matka Boża mówi w przesłaniu z 8 września 1995 r., a obecnie przeżywamy tę straszną rzeczywistość. Wydaje się, że o apostazji mówi także część tajemnicy fatimskiej. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Ecclesia in Europa” – ukazała się ona po wydarzeniach w Civitavecchia – napisał: „Europejska kultura sprawia wrażenie «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. W samym Kościele odnotowuje się zjawisko utraty wiary i kwestionowania wielu prawd dogmatycznych. W poszukiwaniach teologicznych pojawiają się tendencje niekatolickie w ocenie podstawowych elementów wiary. Jest to spowodowane również niepokojącą infiltracją masonerii i ateistycznego komunizmu.
Świat, jak zauważył papież Benedykt XVI, wybrał drogę relatywizmu: nie ma niczego, co miałoby charakter absolutny i niezmienny – wszystko jest „względne” i zależy od chwili, od miejsca, od ludzi żyjących w konkretnych sytuacjach. Ta wizja prowadzi do utraty wiary w odwieczne prawdy zawarte w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła. Ale mamy też do czynienia z „relatywizmem etycznym”, to znaczy z zachowaniami, które w żadnej mierze nie uwzględniają zasad i norm moralnych opartych na prawie naturalnym i prawie Bożym. Relatywizm zaprzecza ważności moralności naturalnej i jakiejkolwiek normy etycznej o naturze religijnej. Mając takie przekonania, ludzkość stoi na ruchomych piaskach, które mogą ją wchłonąć.

– Jak te niepokojące zjawiska wpływają na życie Kościoła?

– W przesłaniu z 30 lipca 1995 r. Matka Boża mówi: „Szatan już prawie zawładnął całą ludzkością, a teraz stara się zniszczyć Kościół Boży, także przez wielu kapłanów. Nie pozwólcie mu na to! Pomagajcie Ojcu Świętemu”. Obawy Madonny okazały się prawdziwe, gdyż byliśmy świadkami zaskakującej serii skandali, których nikt nie mógł sobie wyobrazić w czasie objawień w Civitavecchia. Zaczęło się od smutnej historii bp. Emmanuela Milingo, następnie pojawił się problem księży pedofilów, aż do dzisiejszych skandali. W 1995 r. nikt nie mógł przewidzieć, że w Kościele jest tak dużo „brudu”, jak powiedzieli kard. Ratzinger, a następnie papież Franciszek.

– Co Madonna mówiła o Janie Pawle II?

– W przesłaniu z 19 września 1995 r. Madonna zwraca się do biskupów, mówiąc: „Biskupi, waszym zadaniem jest kontynuowanie wzrostu Kościoła Bożego... Bądźcie jednym sercem pełnym prawdziwej wiary i pokory z moim synem Janem Pawłem II, największym darem, który moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa”. Przesłanie to ukazuje, że istnieje podział w hierarchii Kościoła i nie ma harmonii i jedności z Papieżem. Jednocześnie Matka Boża wskazała na Jana Pawła II jako na Jej największy dar dla naszych czasów. Jeśli potraktujemy poważnie objawienie Tej, która w Civitavecchia prezentuje się również jako „Matka i Królowa Kościoła”, możemy zrozumieć, jak bardzo życie i nauczanie tego świętego Papieża może być punktem odniesienia dla Kościoła – nie tylko dzisiaj, ale także w przyszłości.

– Jan Paweł II śledził uważnie to, co działo się w Civitavecchia...

– Jan Paweł II głęboko wierzył w to wszystko, co wydarzyło się w Civitavecchia. Chciał mieć figurkę Matki Bożej z Civitavecchia u siebie w Watykanie, modlił się przed nią i umieścił na głowie Madonny złotą koronę. Papież podpisał też ważny dokument przygotowany przez bp. Grilla.

– Co to za dokument?

– To list w dwóch częściach, w którym bp Grillo przypomina swoją wizytę z figurką u Jana Pawła II i pisze o rozwijającym się nabożeństwie do Madonny z Civitavecchia. Druga część zawiera ponowione świadectwo biskupa i ujawnia, że Akt zawierzenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał Papież 8 października 2000 r., był również odpowiedzią na jego konkretną prośbę. List został podpisany przez Ojca Świętego 20 października 2000 r.

– Wspomniał Ojciec, że w przesłaniu mówi się również o ryzyku III wojny światowej między Wschodem a Zachodem...

– Tego argumentu dotyczy przesłanie z 19 maja 1995 r.: „Ludzkości zagraża straszna tragedia, która się zbliża. Nie zdaje sobie sprawy, że grozi jej rozpoczęcie wojny światowej, która jednak może być zatrzymana”. Obawiam się, że to przesłanie w jakiś sposób realizuje się na naszych oczach. Wielu szefów państw stwierdziło, że jesteśmy w stanie wojny. A i Papież mówi o „trzeciej wojnie światowej w kawałkach”. Mówi się o możliwych atakach chemicznych i bakteriologicznych. Przesłanie sugeruje, że chodzi o wojnę nuklearną, która może mieć nieobliczalne konsekwencje. Jednak Madonna zostawia furtkę otwartą na nadzieję: „Wojna może być zatrzymana”.

– O co trzeba prosić Matkę Bożą, aby zatrzymać wojnę?

– Niebo ma swoją „broń”. Madonna, aby zatrzymać wojnę, wskazała na miłość, modlitwę – w szczególności Różaniec, pokorę, autentyczne nawrócenie, poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu. Ale przede wszystkim na wielką zażyłość z Jezusem, którą można osiągnąć dzięki Komunii św., adoracji eucharystycznej i częstej spowiedzi. W przesłaniu z 25 sierpnia 1995 r. Matka Boża mówi: „Moją wolą jest, abyście poświęcili się memu Niepokalanemu Sercu, abym mogła poprowadzić wszystkich do Jezusa... Nawracajcie się, bądźcie pokornego serca, miłosierni, znów stańcie się prawdziwym ludem Bożym (...)”. Również 26 sierpnia 1995 r. powtarza: „Poświęćcie się mojemu Niepokalanemu Sercu”; i znowu: „Módlcie się, nie ustawajcie nigdy w modlitwie. Miłujcie się, ponieważ miłość w Chrystusie, moim Synu, jest kluczem, aby przejść przez wąskie drzwi, które prowadzą do królestwa Bożego”.

– W tym roku przypada 100. rocznica objawień fatimskich. Jaki jest związek między przesłaniem Matki Bożej w Fatimie i tym w Civitavecchia?

– Madonna w przesłaniu z 19 września 1995 r. mówi: „Ciemności szatana przesłaniają już teraz cały świat, także Kościół Boży. Przygotujcie się, aby przeżyć to, co objawiłam moim małym córkom w Fatimie”. Następnie Matka Boża wyjawiła Jessice (jedno z dzieci Gregorich – przyp. W. R.) trzecią tajemnicę fatimską, którą widząca zachowuje w całkowitej tajemnicy. Treść objawień z Civitavecchia pokrywa się w dużej mierze z przesłaniem z Fatimy: zaproszenie do nawrócenia i poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi; odmawianie Różańca jako broń, by pokonać wroga Boga, ciemności szatana, które przesłaniają świat i Kościół, z ryzykiem wojny nuklearnej; przekazanie trzeciej tajemnicy; odniesienie do apostazji, ale także zachęcające zapewnienie, że Niepokalane Serce Maryi zatriumfuje.

– Na zakończenie chciałbym zadać istotne pytanie: Kiedy Ojciec, jako kapłan i teolog badający fakty, które miały miejsce w Civitavecchia, nabrał przekonania, że objawienia i towarzyszące im przesłania są wiarygodne?

– Przekonanie to dojrzewało stopniowo, wraz z głęboką analizą wydarzeń i zeznań różnych świadków. Przyczyniły się do tego także powaga i spokojna siła ducha rodziny Gregorich, mimo że byli oni przedmiotem nieuzasadnionych ataków z różnych stron; ich posłuszeństwo Kościołowi – indywidualnie i jako rodzina. Wreszcie: brak błędów teologicznych i etycznych w przesłaniu oraz wiele innych ustaleń dokonanych osobiście.

Tagi:
wywiad rozmowa

Ogień Ewangelii

2018-02-07 10:50

Z ks. patrykiem Chocholskim i ks. Tomaszem Nowakiem rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 24-25

Z okazji jubileuszu 200-lecia przybycia św. Jana Marii Vianneya do Ars, które miało miejsce 11 lutego 1818 r., z ks. Patrykiem Chocholskim, kustoszem tamtejszego sanktuarium, którego dziadek był Polakiem, oraz z ks. Tomaszem Nowakiem, kustoszem sanktuarium tego świętego w Mzykach w archidiecezji częstochowskiej – rozmawia ks. Jacek Molka

Bożena Sztajner/Niedziela
Ks. Patryk Chocholski i ks. Tomasz Nowak w studiu telewizyjnym „Niedzieli”

KS. JACEK MOLKA: – Księże Patryku, czy w związku z jubileuszem przewidziane są w Ars jakieś szczególne religijne wydarzenia?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Uroczystości będą trwały cały rok. Zaczną się one 11 lutego br. pod przewodnictwem kard. Beniamina Stelli, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, który odprawi Mszę św. na ich rozpoczęcie.

Drugim ważnym wydarzeniem będą rekolekcje kapłańskie dla duchownych z całego świata. Odbędą się one w dniach 24-29 września br. Chcemy pochylić się nad nauczaniem św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów, by z niego czerpać inspirację do posługi kapłańskiej w dzisiejszym zmieniającym się świecie.

– Kto wygłosi te rekolekcje?

– Zaprosiliśmy, za zgodą Kongregacji ds. Duchowieństwa, o. Enza Bianchiego, jednego z watykańskich doradców ds. ekumenizmu i znawców świętego proboszcza z Ars, by powiedział kapłanom, co znaczył dla św. Jana Marii Vianneya zwrot „ogień Ewangelii”. To też jest hasło rekolekcji.

– Ksiądz Kustosz ma polskie korzenie. Można więc powiedzieć, że Ars jest w jakimś sensie polskim sanktuarium...

– W pewnym sensie można tak powiedzieć, bo po raz pierwszy kustosz ma polskie nazwisko. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że większość pielgrzymów, którzy przybywają do Ars, to właśnie Polacy.

– A propos pielgrzymów. Jak wygląda ruch pielgrzymkowy w Ars?

– Pątnicy przybywają indywidualnie i w zorganizowanych grupach. Pielgrzymują księża, siostry zakonne i osoby świeckie. Nie tylko do Ars, ale również do Lourdes czy Fatimy. Podkreślę, że prawie codziennie przybywa przynajmniej jeden autokar z Polski. Warto tam pielgrzymować. Warto dosłownie skosztować tego miejsca. Serdecznie zapraszam do Ars.

– W Mzykach na uroczystościach związanych z jubileuszem św. Jana Marii Vianneya gościł niedawno kustosz sanktuarium w Ars...

KS. TOMASZ NOWAK: – 14 stycznia br. w parafii w Mzykach Mszy św. przewodniczył ks. Patryk Chocholski. W Eucharystii uczestniczyło wielu wiernych. Odbył się też okolicznościowy koncert. Ks. Patryk przybliżył nam duchowość św. Jana Marii Vianneya, dosłownie porwał słuchaczy. Było to bardzo głębokie duchowe przeżycie.

– Księże Patryku, skoro mówimy o duchowości, to co takiego ma dziś do zaoferowania współczesnemu światu św. Jan Maria Vianney? Jak sprawić, by ów „ogień Ewangelii” zapłonął?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Duchowość św. Jana Marii Vianneya polegała na tym, że odkrywał ciągle, na nowo, miłosierdzie Boże we własnym życiu. I dzielił się tym swoim odkryciem ze wszystkimi, z parafianami i z pielgrzymami. Pytał np. wiernych, czy dziś się kąpali. I wyjaśniał zaraz, że on czuje się zanurzony w miłości Trójcy Świętej. Był on więc człowiekiem, który sam był dobrą nowiną, był ogniem Ewangelii.

– Można zatem powiedzieć, że był takim mistykiem, który w swoim życiu pokazywał tę wewnętrzną radość życia Trójcy Przenajświętszej.

– Tak. I wyrażał to w relacjach z innymi ludźmi, m.in. w różnych dziełach, które powstawały w Ars, jak np. dom opieki dla dziewcząt. Miał niezwykłą umiejętność postrzegania ludzi dokładnie takimi, jakimi byli. Rozumiał ich, szczególnie podczas spowiedzi. Potrafił wczuć się w ich życiowe sytuacje. Nie wszyscy jego parafianie uczęszczali na niedzielne Msze św., ale on potrafił ich zaangażować w działalność na rzecz Kościoła.

– Zaczynał od garstki parafian, a potem było ich tysiące. Jak obecnie wyglądają Księdza parafia i sanktuarium?

– Co roku sanktuarium nawiedza ok. pół miliona pielgrzymów. W niedziele frekwencja też jest wysoka. Ludzie się angażują. Francja przeżywa pewien kryzys ze względu na sekularyzację. Brakuje też księży. Ale można powiedzieć, że sanktuarium i parafia w Ars promienieją. Jeszcze raz podkreślę, że parafianie włączają się w życie wspólnoty.

– Księże Tomaszu, czy w Mzykach jest podobnie?

KS. TOMASZ NOWAK: – Mzyki to przede wszystkim sanktuarium modlitwy za kapłanów i osoby konsekrowane. Pielgrzymuje tu wielu księży, nie tylko z archidiecezji częstochowskiej. Ruch pielgrzymkowy obejmuje także osoby świeckie, które przyjeżdżają, by się pomodlić. Jako kustosz miejsca, w którym są relikwie patrona proboszczów, prawie każdego dnia, kiedy pielgrzymi są obecni, doświadczam takiego wielkiego świadectwa ogromnej miłości i przywiązania wiernych do kapłanów. Ta modlitwa, którą ludzie tam zanoszą, przynosi owoce. Wiele razy pielgrzymi proszą o to, by mogli dłużej zostać w sanktuarium na adoracji Najświętszego Sakramentu, na modlitwie w intencjach, z którymi przybywają.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Dodam jeszcze do tego, co powiedział ks. Tomasz, że w obecnej sytuacji w Europie to Polska jest znakiem nadziei. Przecież większość zagranicznych pielgrzymów w Ars to właśnie Polacy. Mnie się wydaje, że w Polsce widać tę duchowość św. Jana Marii Vianneya w życiu duchowieństwa i świeckich. Dlatego takie sanktuaria proboszcza z Ars, jak to w Mzykach, mają sens i wielkie znaczenie.

– To prawda. Warto też wiedzieć, że w Mzykach Ksiądz Proboszcz podejmuje pielgrzymów specyficznym posiłkiem – zapiekanymi ziemniakami. To danie symboliczne, które nawiązuje do posiłków św. Jana Marii Vianneya...

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – To genialna idea. Już dwa razy je jadłem z ks. Tomaszem. I one naprawdę w Mzykach smakują inaczej.

KS. TOMASZ NOWAK: – Wszyscy pielgrzymi, którzy przyjeżdżają do sanktuarium, dostają propozycję spożycia takiego posiłku. Zwykle opowiadam historię tych ziemniaków – o tym, jak św. Jan się nimi posilał. One były przypleśniałe, niekiedy już stare i dzieci – szczególnie małe – gorąco w to wierzą i mają taki lęk przed ich spożyciem, że i te oferowane w Mzykach są takie same. Ale są zawsze świeże i zdrowe. To dobry posiłek.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Jeszcze raz bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do Ars.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w filmie „Klecha”

2018-02-20 20:56

rm / Radom / KAI

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w powstającym filmie fabularnym „Klecha”. Wcześniej w tej roli występował Ireneusz Czop, który musiał opuścić plan filmowy. Premiera obrazu zaplanowana została na 17 października 2018 roku, w 90. rocznicę urodzin niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu i jednocześnie dzień po 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyła na Stolicę Piotrową.

Sławek/pl.wikipedia.org

Realizowane zdjęcia dotyczą wydarzeń z protestu Radomskich Robotników w czerwcu 1976 r. Jednym z bohaterów tego zrywu był ks. Roman Kotlarz, który był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa i zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców".Mirosław Baka przyznał, że pierwszy raz zagra księdza przed kamerą. - Wychowywałem się w rodzinie katolickiej.

Cała moja młodość to było bycie ministrantem. A więc wiele chwil spędziłem przy ołtarzu. Poznałem wielu księży w swoim życiu. To obserwacje, które zapamiętałem. Nie jest trudno zagrać księdza, ale trudne jest zagrać tego konkretnego księdza, wspaniałego człowieka, jakim był Roman Kotlarz – mówił gość Radia Plus Radom.Według niego ks. Kotlarz to postać nietuzinkowa. - Ten człowiek w sutannie był kimś, kto wyprzedził w czasie ks. Jerzego Popiełuszkę. Już w latach 70. ubiegłego wieku ks. Kotlarz stawał w obronie robotników. Trzeba tu również wspomnieć jego batalię ze Służbą Bezpieczeństwa. Oni nie przebierali w środkach. W tym filmie musimy tchnąć jak najwięcej życia i prawdy. Szersza widownia zasługuje, by poznać ks. Kotlarza – przekonywał Mirosław Baka.Przed aktorem jest zagranie roli w największej scenie z udziałem tysiąca statystów. Będzie to moment błogosławienia protestujących robotników przez ks. Romana Kotlarza ze schodów kościoła św. Trójcy w Radomiu. - Najważniejsze to wejść w skórę mojego bohatera – mówi aktor.Mirosław Baka jest kojarzony głównie z ról tzw. czarnych charakterów.

- Tym bardziej rola ks. Romana Kotlarza będzie dla mnie wyzwaniem. Jest ciekawa dla mnie jako aktora - przyznał. Reżyser filmu Jacek Gwizdała przyznał, że Mirosław Baka był jego pierwszym wyborem. - Spotkaliśmy się w marcu ubiegłego roku. Scenariusz filmu bardzo mu się spodobał. Okazało się, że miał zaplanowany duży serial i nie mógł wziąć udziału w naszym przedsięwzięciu. Cieszę się, że mogłem wrócić do Mirosława Baki. Mam nadzieję, że będzie to dobry ruch dla naszego filmu. Z kolei Ireneusz Czop musiał wrócić do wcześniejszych zobowiązań filmowych. Gra bowiem w filmie o polskich himalaistach. Po prostu nałożyły się terminy realizacji zdjęć do obu filmów – wyjaśnił reżyser „Klechy”.

Kuria Diecezji Radomskiej jest koproducentem filmu, który powstaje na bazie scenariusza autorstwa Wojciecha Pestki. W ostatnich tygodniach Polski Instytut Sztuki Filmowej podjął decyzję, ze przekaże 2 mln złotych na realizację filmu.Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 r., pobłogosławił idących w proteście. Był potem nachodzony i dotkliwie bity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Kapłan zmarł 18 sierpnia 1976 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Felicjanki wspaniałe

2018-02-21 22:06

Ks. Robert Nęcek

Życie Sióstr Felicjanek doskonale wpisuje się w służbę społeczeństwu polskiemu, a realizacja papieskiego przesłania o miłości społecznej wyraża się w trosce o maluczkich. W ten sposób „miłość – według Franciszka – jest miarą wiary, a wiara jest duszą miłości”. Ich pracę wyznaczają: dom dla bezdomnych, rodzinne domy dla seniorów, zaangażowanie w ochronę porzuconych dzieci i troska o dzieci chore.

Arch.

Dom dla bezdomnych przy ul. Smoleńsk w Krakowie

Niezwykle ważnym wydarzeniem w działalności Sióstr Felicjanek było podjęcie współpracy z Ojcami Kapucynami i uruchomienie w roku 2013 ośrodka pomocy bezdomnym przy ul. Smoleńsk. Dzieło to staje się istotnym wkładem w pomoc biednym i bezdomnym. Szacuje się, że w Krakowie przebywa rocznie od 2 do 3 tysięcy bezdomnych. W nowym budynku osoby ubogie i bezdomne mogą skorzystać z kompleksowej pomocy, między innymi z łaźni, jadłodajni, ambulatorium medycznego, doradztwa psychologicznego i zawodowego. Nowoczesny budynek ma 2,5 tys. m2. Całkowity koszt budowy i wyposażenia Dzieła to ponad 15 mln zł, które w całości zostało sfinansowane z wpływów z 1% podatku. Obydwie redakcje podkreślają fakt, że nowoczesny obiekt przy ul. Smoleńsk znajduje się na działce należącej do Sióstr Felicjanek. W piwnicy budynku znajduje się łaźnia dla bezdomnych, samoobsługowa pralnia i magazyn odzieży. W łaźni jest pięć kabin prysznicowych, w tym jedna przystosowana dla potrzeb osób niepełnosprawnych, brodziki do mycia nóg i umywalki z lustrami. Każda osoba korzystająca z łaźni dostaje ręcznik, zestaw środków do mycia i czyste ubranie. Na parterze umieszczona została jadłodajnia z nowoczesnym zapleczem kuchennym. Ciepły posiłek będzie mogło tu zjeść codziennie ponad 300 osób. To kontynuacja działalności Kuchni Społecznej siostry Samueli, którą od 140 lat prowadzi Zgromadzenie Sióstr Felicjanek. Opisany przez prasę fakt otwarcia ośrodka dla bezdomnych nie tylko zyskał uznanie w świecie medialnym i w społeczeństwie, ale nade wszystko jest promocją chrześcijańskiej antropologii, doskonale wpisuje się w nauczanie społeczne papieża Franciszka i jest wyraźnym otwarciem się na peryferie ludzkiego życia.

Sposób życia sióstr jest stylem zapraszającym, a zaproszenie – według Franciszka – posiada trzy cechy: bezinteresowność, rozmach i powszechność. Dlatego zaproszeni to „ludzie zwykli, ubodzy, opuszczeni i pozbawieni środków do życia, a nawet dobrzy i źli – również źli są zaproszeni – bez różnicy. I sale zapełniają «wykluczeni». Ewangelia odrzucona przez kogoś znajduje nieoczekiwane przyjęcie w wielu innych sercach”.

Rodzinne domy dla seniorów

Papież Franciszek, zachęcając do angażowania się w pomoc bliźnim, podkreślił, że „Ewangelia nie jest workiem ołowiu, który trzeba mozolnie wlec, lecz źródłem radości, która napełnia Bogiem serce i skłania je do służenia braciom!”. To właśnie w tym duchu Siostry Felicjanki podjęły dzieło tworzenia kameralnych domów pomocy społecznej.

Pierwszy dom rodzinny dla seniorów prowadzony przez felicjanki powstał w 2008 r. przy ul. Dziewiarzy. Niby wszystko jest takie proste, ale w tej prostocie panuje solidarność i radość. Cztery kobiety mieszkają w dwuosobowych pokojach. Siostry sprzątają, piorą, pomagają w załatwianiu spraw urzędowych, robią zakupy odzieży i leków, a także gotują dla swoich podopiecznych zgodnie z zaleceniami lekarza. Tego typu domy stanowią coraz mocniejszą alternatywę dla wielkich placówek. Fachowcy są pewni, że jest to o wiele lepsza forma opieki nad samotnymi emerytami. Taki sposób posługiwania jest stylem Ewangelii. W tym duchu właśnie Franciszek zauważył, że „trzeba doceniać zalety, być blisko i uczestniczyć w cierpieniach ostatnich i najbardziej potrzebujących; wyrażać wdzięczność wszystkim”.

Zaangażowanie w ochronę porzuconych dzieci i troska o dzieci chore

Papież Franciszek opiekę nad dziećmi porzuconymi i niepełnosprawnymi nazwał charyzmatem. Na audiencji generalnej zapytał zgromadzone wspólnoty chrześcijańskie o ten charyzmat – „czy żyję nim wielkodusznie, wykorzystując go w służbie wszystkich, czy też go zaniedbuję i o nim zapominam?”. Na papieskie pytanie Siostry Felicjanki już dawno odpowiedziały, co więcej w Szczecinie, 14 stycznia 2009 r. w kościele św. Krzyża w zamożnej dzielnicy Pogodno zaopiekowały się porzuconym na klęczniku konfesjonału niemowlakiem, a 30 marca 2009 r. w Nowym Sączu otworzyły przy ul. Długosza 53 „okno życia” imieniem bł. s. Marii Angeli Truszkowskiej. Siostra Irenea – zaznaczyła, że dziecko było cieplutkie i zadbane, ale na wszelki wypadek zostało również ochrzczone. Imię Piotr nadał mu sam proboszcz, a chrzestnymi zostali wyruszający w pierwszy patrol: policjantka i policjant. Dziełem Sióstr jest „okno życia” będące miejscem, w którym z różnych przyczyn można zostawić nowonarodzone dziecko. Głównym pomysłodawcą „okna” w Polsce jest kardynał Stanisław Dziwisz. To właśnie metropolita krakowski przypomniał, że „okno życia” jest wyraźną aktualizacją „tu i teraz miłości, której człowiek potrzebuje”. Jednocześnie nie jest ono szczytem duszpasterskich marzeń, gdyż trudno porzucanie dzieci nazwać wiosną chrześcijaństwa. Dodatkowo idea „okna” uświadamia, że kobieta nigdy nie posunęłaby się do takich kroków, gdyby swój egzamin z ojcostwa zdał mężczyzna. Okno” nie jest więc rozwiązaniem sprawy, lecz zwróceniem uwagi na problem dzieci niechcianych i porzucanych w XXI wieku.

Warto również zauważyć pozytywny obraz pracy Felicjanek w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Krakowie. Należy podkreślić, że jest to jedyny w Polsce od ponad 50 lat sztab specjalistów, zajmujący się terapią zaburzeń mowy u dzieci z afazją. Afazja jest całkowitą lub częściową utratą zdolności posługiwania się językiem, a wynika z uszkodzenia niektórych struktur mózgowia i śródmózgowia. Jakże pięknie brzmi w tej perspektywie zdanie wypowiedziane przez bł. Marię Angelę Truszkowską – „pragnę mieć tę miłość bezwyjątkową, ogólną, bo szczególnie na mnie robią wrażenia te słowa św. Pawła, że był wszystkim dla wszystkich”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem