Reklama

Nowy Testament

Łowca smoków

2017-03-15 09:27

Z Witoldem Gadowskim rozmawiała Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2017, str. 10-12

Archiwum Witolda Gadowskiego

O reporterskim tropieniu duchowego zła z Witoldem Gadowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Gdy przeanalizuje się Pana zawodowe dokonania, można powiedzieć, że uprawia Pan tak rzadko dziś spotykane wszechstronne i pisarsko – a nawet poetycko – pogłębione dziennikarstwo, ze szczególnym uwzględnieniem dziennikarstwa śledczego; od niepokornych felietonów na blogu „chuligana”, po reportaże, wywiady i książki sięgające do korzeni współczesnego terroryzmu. Wreszcie przyszedł czas na „Łowcę smoków”... Dlaczego akurat ten autorski cykl reportaży telewizyjnych jest dla Pana teraz tak ważny?

WITOLD GADOWSKI: – Dlatego, że zarówno moje dotychczasowe doświadczenie, jak i obserwacja bieżących wydarzeń podpowiadają mi, iż czas najwyższy pokazywać ludziom te najbardziej ukrywane i maskowane – niestety także przez media – przyczyny zła dziejącego się w dzisiejszym świecie.

– Chodzi o dziennikarskie śledztwo w sprawie upodmiotowionego zła, o tropienie „złego”?

– Tak. Ten dziennikarski projekt narodził się w 2010 r., kiedy w Izraelu realizowaliśmy zdjęcia do filmu „Mitzvah” (o kulisach międzynarodowego handlu ludzkimi organami). Wtedy z Maćkiem Grabysą – jakby porażeni niezwykłością Ziemi Wybranej – zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie uruchomić takiego myślenia dziennikarsko-filmowego, w którym pytamy o rzeczy najważniejsze...

– Czyli o sprawy religijno-duchowe?

– Tylko religijno-duchowe! Aspekt podróżniczo-konkretny mało nas interesował. Wyobraziliśmy sobie wtedy katolickiego księdza jako naszego „łowcę smoków”, który będzie jeździł po całym świecie i konfrontował swoje widzenie świata z różnymi duchowościami: z Tybetem, z Chinami, z Iranem. Zrobiliśmy pierwsze zdjęcia zapowiadające serial i wtedy zdarzyło się coś bardzo złego – nasz „duchowy łowca smoków” nagle porzucił stan duchowny... Zaraz potem drobiazgowo przez nas przygotowany projekt – z pomysłem na narrację, nawet na muzykę – już zaakceptowany przez TVP1 po opanowaniu telewizji publicznej przez PO został odrzucony. Wtedy Maciek Grabysa we współpracy z salezjanami zaczął robić filmy o prześladowaniu chrześcijan (seria „Prześladowani, zapomniani”). W końcu wspólnie udało nam się zrobić film o tzw. Państwie Islamskim... Ale ja ciągle miałem niedosyt.

– Niedosyt „Łowcy smoków”?

– Tak, dlatego postanowiłem, może zbyt śmiało, że sam będę to robił, że będzie to naprawdę mocny cykl o zmaganiu się dobra i zła w dzisiejszym świecie. Oczywiście, natychmiast pojawiło się mnóstwo problemów z telewizją, mimo danego mi przez nowe władze TVP w 2016 r. zielonego światła. Do tej pory udało mi się zrobić sześć odcinków.

– Pierwszy z nich poświęcił Pan mafii sycylijskiej, Ndranghecie. Dlaczego?

– Dlatego, że Ndrangheta jest największą mafią w Europie, najbogatszą, najbardziej brutalną i wpływową – zajmuje się najbardziej spektakularną działalnością przestępczą, przemytem narkotyków, handlem bronią, a ostatnio przemytem uchodźców – a przy tym bardzo silnie, oczywiście wyłącznie deklaratywnie, zrośniętą z katolicyzmem. Chciałem zgłębić ten fenomen zła, ale nie przez zwykłe dziennikarskie chodzenie utartymi ścieżkami – postanowiłem dotrzeć do mafiosów. W Kalabrii odkryłem biedne, zacofane, choć piękne Włochy, okolice San Luca z bardzo twardą kulturą Ndranghety.

– Twardym złem? Widać je tam gołym okiem?

– Zło zazwyczaj bywa tym groźniejsze, im mniej je widać, im bardziej zamaskowane. W San Luca 80 proc. mężczyzn należy do Ndranghety. Rozmawiałem z „żołnierzem” mafii, który, mimo że sporo już odsiedział, nadal działa w Ndranghecie, jest przy tym bardzo religijny, byłem z nim na Mszy św. Wysłuchałem skarg mafijnego przedsiębiorcy, któremu w wyniku śledztwa akurat zabrano hotel. Dotarłem też do jednego z przywódców Ndranghety, którego jednakże mogłem nagrać tylko ukrytą kamerą... Powstał film pt. „Diabeł zatrzymał się w Kalabrii”.

– Wbrew poprawności politycznej odważył się Pan nazwać zło po imieniu?!

– Tak, w tym filmie pytam wprost o diabła – nie wstydzę się religijnych pytań o dobro i zło. I wszędzie, gdzie jestem, staram się pytać o diabła. Pytam wszystkich, czy jest szatan, czy go nie ma, jak go pojmują...

– Jak odpowiadają?

– Włosi w Kalabrii odpowiadali tak, jak my byśmy odpowiadali... Mają, rzecz jasna, swój dość ciasny sposób rozumienia honoru i religii. Byliśmy w sanktuarium Ndranghety w górach – Santa Maria di Polsi, gdzie raz do roku odbywają się ogromne pielgrzymki mafii z całego świata.

– Pański film nie jest jednak zachwytem nad mafijną religijnością?

– Jest o pewnym rozdwojeniu, o tym, że można być religijnym tak jak oni i być zwiedzionym przez szatana. Tym pierwszym filmem z serii duchowych reportaży ze świata chciałem pokazać, że szatan działa także w Kościele katolickim, a Ndrangheta to szatan wcielony w społeczeństwo kalabryjskie.

– Czy takie filmowe dotykanie szatana napawa Pana pesymizmem?

– To by świadczyło, że on jest skuteczny. Ale, oczywiście, wszystkim naszym działaniom towarzyszą jakieś dziwne, nieoczekiwane zdarzenia, złe i dobre. Gdy po doświadczeniach kalabryjskich bardzo smutni wracaliśmy przez Neapol – który też nas przygnębił, jako że jest już zupełnie nieeuropejski – na lotnisku spotkaliśmy pielgrzymów z całego świata, udających się do Polski na Światowe Dni Młodzieży.

– Powiało nadzieją?

– Tak. Cały samolot śpiewał i modlił się. Wtedy zrozumiałem, że nie ma przypadków – wydostaliśmy się z ciemnej strony i znowu dotknęliśmy prawdziwej wiary w Jezusa Chrystusa, który był obecny między tymi ludźmi... Potem w Krakowie przeżyłem niezwykłe doświadczenie Dni Młodzieży i wtedy pomyślałem, że Chrystus nie pozwala mi odpocząć. Misją „Łowcy smoków” ma być pomaganie ludziom w odkrywaniu mechanizmów działania szatana, przypominanie miejsc zapomnianych przez media, w których zło wciąż grasuje.

– Dlaczego wybór „Łowcy smoków” padł na Tadżykistan?

– Dlatego, że tam żyją ludzie zapomniani, których świat omija... To biedny kraniec świata, kraj rządzony przez postsowieckiego dyktatora i przez swoisty miks islamu z sowietyzmem. Mam wrażenie, że tam dotknęliśmy materii, w której diabeł działa w dwójnasób. Kapusie, szpicle, tajna policja, łapówki na każdym kroku, niemal totalna erozja systemu islamskich wartości religijnych, atrofia zupełna. Spotkaliśmy bardzo ostro pijących muzułmanów, co świadczy o tym, że człowiek sowiecki wziął górę nad religijnym...

– Jaki jest więc tamtejszy islam?

– Większość to sunnici, ale ten ich islam jest bardzo zdegenerowany, taki „na dwoje babka wróżyła”. Jest tam też odmiana islamu wywodząca się z korzeni uzbeckich, a więc islam walczący, islam dżihadu i tzw. Państwa Islamskiego. Tadżykowie znani są z tego, że są dobrymi żołnierzami, zawsze chętnie zasilali szeregi tzw. Państwa Islamskiego. Ponadto – i to kolejny dowód na wyjątkową aktywność diabła – tamtędy wiedzie największy w świecie szlak przemytników heroiny, którym stale przepływa ponad 3 tys. ton tego narkotyku z Afganistanu. Tadżykistan był dla mnie naprawdę fizycznym doświadczeniem czegoś bardzo złego. Wyjeżdżając stamtąd, czułem ulgę.

– Potem był Irak... Dlaczego?

– Interesował nas sufizm, mistyczny odłam islamu, właśnie jako ścieżka duchowa; chcieliśmy spróbować przyjrzeć się mu od środka, uczestniczyliśmy w obrzędzie bractwa Quadriya, bardziej radykalnego z dwu istniejących tam bractw sufickich.

– Jakim cudem było to możliwe?

– W czasie realizacji filmu „Insha Allah. Krew męczenników” poznaliśmy wielu Kurdów i to dzięki ich pomocy byliśmy tam traktowani jako swoi, mogliśmy się znaleźć na bardzo wewnętrznych obrzędach i na własne oczy oglądać niesamowite zjawiska – przebijanie się na wylot, zjadanie pochodni...

– Pojawiło się pytanie o moc szatana?

– Polski sufi Andrzej Saramowicz tłumaczył mi, że to właśnie ta niezwykła ścieżka duchowa daje człowiekowi nadludzką odporność. Mnie zastanawia jednak, skąd pochodzi ta odporność – od dobrego czy jednak od złego, bo przecież dobro nie wymaga od człowieka samookaleczania się. Z tym pytaniem zostawiłem widzów, pokazując im tę właśnie najbardziej pokojową tradycję islamską...

– Po mistycznych przeżyciach Wschodu „Łowca smoków” zderza widzów z brutalnością dzisiejszej Europy. Dlaczego Berlin?

– Dlatego, że jest to najlepsze miejsce, by pokazać obraz inwazji nowych przybyszów z krajów islamskich. W dniu naszego wyjazdu z Berlina zdarzył się tam pierwszy zamach; ciężarówka – zginął w niej polski kierowca – wjechała w tłum na jarmarku, który odwiedzaliśmy codziennie z kamerami. I to była brutalna odpowiedź na wcześniejsze pytania kolegów z ekipy: „Ale o czym ty robisz ten film?”... Niestety, taki był epilog tego „europejskiego” odcinka „Łowcy smoków”. To był film o zagrożeniu, które wisi w powietrzu, które jest wciąż bagatelizowane.

– Bo nie zauważa się duchowego zła...?

– Dlatego właśnie chcemy ostrzegać Polaków, aby byli bardziej uważni w tych duchowych sprawach. Realizując „Łowcę smoków”, chciałem – powiem nieskromnie – stworzyć nowy rodzaj reportażu, reportaż duchowy. Chciałbym pokazywać, że istnieje duchowość, że ona jest taką samą realnością jak to, co nas fizycznie dotyka. Najlepszym tego przykładem był nasz reportaż z Iranu; wprawdzie opisuje bardzo odległą od naszej, szyicką tradycję duchową, jednak warto zwrócić uwagę, że wszyscy nasi rozmówcy powtarzają jedno: bez moralności, bez religii świat zginie. Pokazujemy – ku refleksji – że taki właśnie jest język debaty politycznej w dzisiejszym Iranie.

– Politycy nie wstydzą się mówić o duchowym wymiarze życia?

– Tam nawet w ekonomii mówi się o duchowości... Ogłaszając nowy etap w ekonomii państwa, nazwali go „epicką ekonomią”.

– To jedyne i ostatnie takie miejsce na świecie?

– Spośród tych, które odwiedziłem, na pewno jedyne, gdzie osoby publiczne tak wprost zwracają uwagę na znaczenie pierwiastka duchowego. Wsiąkaliśmy w tę irańską atmosferę z coraz większą fascynacją. Iran to wciąż kraj poetów, niezwykłej sztuki i kultury, tam ludzie nawet nie krzyczą na siebie... Chciałbym, żeby w Polsce było choć jedno środowisko, które tak traktuje sztukę i artystów, jak robią to w Iranie. Tam wszędzie widać ludzi czytających książki, obładowanych książkami. Widać kult kultury i nauki.

– I dzieje się to w kraju przez zachodni świat uznawanym za siedlisko szatana...

– Wyobrażamy sobie Iran zasnuty czarną chmurą proroka Chomeiniego, tymczasem wolność, swoboda życia jest tam zaskakująca. Kobiety są bardzo aktywne społecznie, wykształcone, są ważnym motorem życia Iranu. W tej islamskiej republice obowiązują, rzecz jasna, pewne restrykcje polityczne, jednak być może właśnie dzięki jej fenomenowi Iran jest dziś jednym z nielicznych niepodległych krajów na świecie... Idzie własną drogą, nie tak jak my... A jego wpływy tworzą „korytarz irański” aż do Arabii Saudyjskiej. Jednak z Iranu nie wychodzą te złe prądy, które objawiają się dziś na Bliskim Wschodzie. W Iranie zrozumiałem, że diabłem Bliskiego Wschodu jest Arabia Saudyjska.

– Przez swoje nieprzyzwoite bogactwo?

– Tak. To ona hojnie finansuje terroryzm wahabicki. Chciałbym tam pojechać i zrobić film, ale to jest chyba niemożliwe...

– Co więc dalej na drodze „Łowcy smoków”?

– Bardzo chciałbym pojechać do Indii, choć bardzo boję się tego kraju „anty-Dekalogu”, w którym wszystkie nasze przykazania są zanegowane. Reportaż duchowy z Indii – skąd na zachód płynęły w XX wieku duchowe fascynacje – mógłby być finałem naszego cyklu.

– Nie reportaż duchowy z Polski?

– Polska ma być bohaterem jednego z odcinków i zapewne będzie to jeden z ostatnich reportaży cyklu, bo właśnie kończy mi się umowa z TVP... A z Polską mamy też wielki duchowy kłopot; wydaje się, że ma wreszcie wielką szansę – której nie docenia – że może wreszcie pójść własną drogą, bo jest jednym z nielicznych realnie katolickich krajów w Europie. Jeżeli nie zrezygnujemy z tego naszego pierwiastka duchowego, ale go pogłębimy, to będą do nas przyjeżdżać Europejczycy, by oddychać nieskażonym duchowym powietrzem...

– „Łowca smoków” się rozmarzył?

– Niezupełnie. Już dziś spotykam Belgów, Duńczyków, Holendrów, którzy mówią mi, że Polska jest dla nich nadzieją. Mówią: jeżeli się nie poddacie biurokracji europejskiej, nie wpuścicie islamu w takim zakresie, jak to się stało w Europie, to będziecie ostoją normalności i spokoju. Bezpieczeństwo i spokój stają się najważniejszym towarem Polski, także gospodarczą nadzieją. A co do marzeń, to chciałbym po prostu robić te reportaże duchowe, by ludzie wiedzieli, że jest Bóg i jest też szatan.

– Sądzi Pan, że ludzie naprawdę chcą to jeszcze wiedzieć?

– Przyznaję, że czasem szatan każe mi wątpić... W środowisku dziennikarskim jestem non stop krytykowany, władze telewizji zaczynają kręcić nosem, że nie ma komercyjnych wyników oglądalności. Słyszę pytania: O czym to jest?! Dla kogo to jest?! Kogo to interesuje?! Właśnie dlatego muszę, powinienem to robić.

* * *

Witold Gadowski
Dziennikarz, poeta, autor reportaży (m.in. wraz z Przemysławem Wojciechowskim cyklu o współczesnym terroryzmie pt. „Tragarze śmierci”), produkcji filmowych i telewizyjnych, opowiadań, wierszy, piosenek, publikacji internetowych oraz powieści ( „Wieża komunistów”, „Smak wojny”). Laureat licznych nagród.

Tagi:
wywiad rozmowa

Ekumenicznie w Genewie

2018-06-20 14:48

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Ojciec Święty Franciszek odbędzie 21 czerwca 2018 r. pielgrzymkę ekumeniczną do Genewy, głównie w celu odwiedzenia Światowej Rady Kościołów, która w tym roku obchodzi jubileusz 70-lecia istnienia – powstała w 1948 r. Przez swoją wizytę Franciszek pragnie wyrazić uznanie Kościoła katolickiego dla wkładu, który ŚRK wniosła do międzynarodowego ruchu ekumenicznego. Jest to również pielgrzymka wdzięczności za bogatą i owocną współpracę, którą Kościół katolicki rozwija z ŚRK od ponad półwiecza. Główne punkty wizyty to modlitwa ekumeniczna w kaplicy ŚRK, prowadzona przez przedstawicieli ŚRK, z udziałem katolików.

Włodzimierz Rędzioch

Ojciec Święty wygłosi przemówienie i udzieli zgromadzonym błogosławieństwa. Podczas jubileuszowej sesji komitetu centralnego ŚRK Franciszek skieruje specjalne przesłanie ekumeniczne. Wizyta zakończy się Mszą św. z udziałem przeszło 40 tys. uczestników – katolików ze Szwajcarii i pielgrzymów ze świata oraz przedstawicieli innych Kościołów i wspólnot kościelnych. Papież odwiedzi również Instytut Ekumeniczny w Bossey, ok. 17 km za miastem, który jest ważnym centrum studiów i formacji ekumenicznej należącym do ŚRK. Obok tych głównych punktów programu zaplanowane jest również kurtuazyjne spotkanie z prezydentem Konfederacji helweckiej oraz przedstawicielami władz.

Z ks. dr. Andrzejem Choromańskim – kapłanem diecezji łomżyńskiej, teologiem i ekumenistą, od 2014 r. pracownikiem Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Czym jest Światowa Rada Kościołów?

KS. DR ANDRZEJ CHOROMAŃSKI: – Zgodnie ze swoją bazą doktrynalną Światowa Rada Kościołów jest wspólnotą Kościołów, które wyznają wiarę w Trójcę Świętą oraz w Jezusa Chrystusa jako Boga i Człowieka i starają się wspólnie dążyć do pełnej i widzialnej jedności Kościoła, o którą modlił się Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy (zob. J 17, 21). ŚRK skupia obecnie 350 Kościołów reprezentujących różne tradycje chrześcijańskie – takie jak tradycja prawosławna, anglikańska oraz wiele odłamów protestantyzmu – i jest największą na świecie organizacją ekumeniczną, która reprezentuje ok. 600 mln chrześcijan na wszystkich kontynentach. ŚRK nie jest ani nie zamierza być Kościołem Jezusa Chrystusa na ziemi ani żadnym „super-Kościołem” złożonym z kościołów członkowskich; jest ona po prostu pewną strukturą ekumeniczną o charakterze światowym, która ma za zadanie promocję różnych form współpracy między Kościołami członkowskimi oraz ich ekumenicznymi partnerami w celu doprowadzenia do całkowitego zjednoczenia wszystkich chrześcijan.

– Pracuje Ksiądz w Papieskiej Radzie ds. Popierania Jedności Chrześcijan, dlatego jest Ksiądz osobą najbardziej kompetentną, by wyjaśnić, jakie są stosunki między Kościołem katolickim i Światową Radą Kościołów. Jak te stosunki układają się w ciągu ostatnich dziesięcioleci, tzn. od Soboru Watykańskiego II?

– Rzeczywiście, od czterech lat pracuję w Papieskiej Radzie ds. Popierania Jedności Chrześcijan, w której jestem odpowiedzialny m.in. za nasze relacje z ŚRK. Od czasów Soboru Watykańskiego II stosunki Kościoła katolickiego w ŚRK bardzo się rozwinęły. Obejmują one obecnie wiele form współpracy i przynoszą pozytywne rezultaty.

Szczególnej dynamiki nabrały one za obecnego pontyfikatu. Franciszek zachęca wszystkich chrześcijan do tzw. ekumenizmu wspólnej drogi, który oznacza modlitwę – tę wspólną i tę jedni za drugich – wzajemną pomoc między Kościołami oraz współpracę wszędzie tam, gdzie Kościoły mogą robić coś razem dla dobra społeczeństwa i całej planety, nie będąc jeszcze w pełni zjednoczone. Taka wizja ekumenizmu jest również bliska ŚRK i z tej racji nasze relacje wciąż się rozwijają i pogłębiają.

– Kiedy powstała i jakie są zadania wspólnej grupy roboczej?

– Wspólna grupa robocza powstała w 1965 r. jako jeden z pierwszych owoców ekumenicznych Soboru Watykańskiego II. Jako że Kościół katolicki nie jest członkiem ŚRK, rada ma na celu

podtrzymywanie i monitorowanie stałej współpracy między dwoma partnerami. Po Zgromadzeniu Ogólnym ŚRK w Busan (Korea Południowa) w 2013 r. grupa, w swojej zreformowanej formie, rozpoczęła dziesiątą już fazę współpracy, której koniec przewidziany jest na 2021 r. Obecnie grupa przygotowuje dwa dokumenty o charakterze duszpasterskim. Pierwszy z nich dotyczy współpracy ekumenicznej w dziedzinie promocji pokoju i rozwiązywania konfliktów, drugi zaś – współpracy na rzecz migrantów i uchodźców.

W ciągu przeszło pięćdziesięciu lat istnienia wspólna grupa robocza podejmowała wiele zagadnień ważnych dla Kościołów, jak np. młodzież, rodzina, edukacja, pokój, sprawiedliwość społeczna, ochrona stworzenia i inne. Powstało wiele cennych dokumentów i raportów. Niestety, są one wciąż za mało znane i przede wszystkim za mało wcielane w życie przez Kościoły. Mówimy tu o bardzo złożonej i trudnej kwestii recepcji dokumentów ekumenicznych w kontekście lokalnym życia Kościołów.

– Jakie są najważniejsze pola współdziałania Kościoła katolickiego i Światowej Rady Kościołów?

– Wiele dykasterii Kurii Rzymskiej oraz różne organizacje katolickie współpracują w różnych dziedzinach z ŚRK. Dzisiaj współpraca ta dotyczy szczególnie takich obszarów, jak: wspólne działania na rzecz prześladowanych chrześcijan w różnych miejscach świata, współpraca na rzecz pokoju – szczególnie w sytuacjach konfliktów czy wojen – wspólne programy pomocy uchodźcom i migrantom, ochrona środowiska, edukacja i formacja ekumeniczna duchownych i świeckich liderów chrześcijańskich i inne.

Jeżeli chodzi o naszą papieską radę, to współpraca ta obejmuje różne działania, których bezpośrednim celem jest promocja jedności między Kościołem katolickim i Kościołami zrzeszonymi w ŚRK. Obejmuje to dialog ekspertów na tematy doktryny i moralności, które wciąż nas dzielą, współpracę w dziele ewangelizacji i misji, współpracę w dziedzinie edukacji i formacji ekumenicznej czy też wspólne przygotowywanie materiałów na doroczny tydzień modlitw o jedność chrześcijan.

– Kościoły protestanckie coraz bardziej oddalają się od nauki Kościoła katolickiego dotyczącej moralności, etyki i małżeństwa. Jaki ma to wpływ na stosunki ekumeniczne?

– Po Soborze Watykańskim II dialog ekumeniczny koncentrował się na zagadnieniach doktrynalnych, takich jak sakramenty (szczególnie chrzest i Eucharystia), rola duchownych w strukturze i misji Kościoła, rozumienie Kościoła jako takiego i warunków jego jedności etc. W tych kwestiach osiągnięto znaczące zbliżenie stanowisk. Jedną z zasadniczych kwestii spornych wciąż pozostaje posługa duchowna, szczególnie po wprowadzeniu przez niektóre wspólnoty kościelne ordynacji kobiet na księży i biskupów.

W ciągu mniej więcej dwóch dekad pojawiły się nowe problemy w dialogu ekumenicznym dotyczące całej sfery moralności. Wchodzą tu w grę takie zagadnienia, jak początek i koniec ludzkiego życia (aborcja i eutanazja, samobójstwo), małżeństwo i rodzina (kolejne związki osób już rozwiedzionych oraz związki jednopłciowe). Ocena moralna tych zjawisk jest różna w różnych Kościołach, a dialog ekumeniczny w tych dziedzinach jest trudny. Niemniej jednak zagadnienia te są podejmowane i to na szczeblu zarówno dialogu międzynarodowego, jak

i w wielu dialogach ekumenicznych na poziomie poszczególnych krajów. Brak wspólnej nauki w dziedzinie moralnej jest nową i poważną przeszkodą na drodze do jedności, która musi mobilizować Kościoły do intensyfikacji dialogu, a nie do zamykania oczu na kwestie sporne.

– Na zakończenie chciałbym zadać pytanie, które stawia sobie wiele osób: dlaczego Kościół katolicki nie należy do ŚRK?

– Sprawa przynależności Kościoła katolickiego do ŚRK jest tak stara jak sama rada – pojawiła się ona już w czasie jej zakładania. Z wielu powodów Kościół katolicki zdecydowanie odmówił wówczas swego udziału w ŚRK. Według dominującej wówczas eklezjologii typu jurydycznego uważano bowiem, że widzialne granice Kościoła katolickiego w pełni pokrywają się

z granicami Kościoła Chrystusa na ziemi, a jedyną metodą na przezwyciężenie podziałów miał być powrót „heretyków” (protestantów) i „schizmatyków” (prawosławnych) do Kościoła katolickiego. Trzeba również pamiętać, że w tamtej epoce sam ruch ekumeniczny, który narodził się i rozwija głównie wśród protestantów, miał także swój mocny rys antykatolicki.

Kwestia powróciła w nowej optyce w czasie Soboru Watykańskiego II, który otworzył Kościół katolicki na ruch ekumeniczny. Przeprowadzono wówczas istotne konsultacje wśród teologów i ekumenistów w tej sprawie. Po poważnym rozeznaniu zagadnienia postanowiono, że Kościół katolicki nie będzie aplikował o formalne członkostwo w radzie, ale podejmie współpracę przez wspólną grupę roboczą, udział w niektórych komisjach ŚRK (Wiara i Ustrój, Komisja ds. Misji i Ewangelizacji, Komisja ds. Edukacji i Formacji Ekumenicznej) oraz uczestnictwo we wspólnych projektach, takich jak Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan i inne wspólne inicjatywy.

Można wymienić dwa typy powodów, dla których Kościół katolicki wybrał taką drogę. Po pierwsze, chodzi o kwestie praktyczne, takie jak liczba członków katolickich w różnych strukturach ŚRK czy też kwestia sposobu podejmowania decyzji. Kościół katolicki, który uważa się za jeden i ten sam Kościół na całym świecie, liczy ok 1,2 bln członków, czyli ok. dwa razy więcej niż wszystkie Kościoły zrzeszone w ŚRK. Wejście tak ogromnego Kościoła do ŚRK musiałoby prowadzić do znaczących zmian w samej koncepcji rady oraz w jej funkcjonowaniu.

Z punktu widzenia doktryny pozostaje wciąż kwestia samorozumienia się Kościoła katolickiego i jego jedności, szczególnie zaś miejsca papieża w Kościele. Zgodnie z nauką Soboru Watykańskiego II Kościół katolicki wierzy, że Chrystus założył jeden Kościół, którego „pełna” aktualizacja i kontynuacja na ziemi znajduje się w Kościele katolickim, który zachował pełnię prawdy objawionej i środków zbawienia. Do tego Kościoła, którego widzialne granice nie pokrywają się z granicami mistycznymi, przynależą w różny sposób wszyscy chrześcijanie, również ci, którzy otrzymali chrzest w innym Kościele czy we wspólnocie kościelnej. Paradoks sprzecznej z wolą Bożą sytuacji podzielonego chrześcijaństwa polega właśnie na tym,

że w łonie jedynego Kościoła Chrystusowego na ziemi znajdują się również ci chrześcijanie, którzy nie są z nim jeszcze w pełnej jedności widzialnej. Poza tym Kościół wierzy, że biskup Rzymu jako następca św. Piotra otrzymał od Chrystusa szczególną odpowiedzialność za jedność Kościoła. Papież jest głową nie jednego z wielu Kościołów chrześcijańskich, ale jedynego i niepodzielnego w swej istocie Kościoła Chrystusowego. Trudno byłoby widzieć go jako jednego z wielu przywódców Kościołów chrześcijańskich.

Pomimo tych zastrzeżeń ewentualne członkostwo Kościoła katolickiego w ŚRK nie możne być wykluczone a priori, lecz wydaje się, że nie jest ono obecnie rozważane przez żadną ze stron. Koncentrujemy się na rozwijaniu i pogłębianiu dobrze układającej się współpracy oraz na wspólnym podejmowaniu wyzwań obecnego czasu. Zgodnie z dewizą papieskiej pielgrzymki do Genewy chcemy „iść, modlić się i pracować razem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Abp Gądecki, abp Ryś i bp Solarczyk będą reprezentować Episkopat Polski na październikowym Synodzie Biskupów

2018-06-22 11:42

BP KEP / abd / Warszawa (KAI)

Ojciec Święty Franciszek potwierdził wybór reprezentantów Konferencji Episkopatu Polski i ich zastępców na XV zgromadzenie ogólne synodu biskupów w Rzymie. Wybór został dokonany przez polskich biskupów podczas zebrania plenarnego w dniach 13-14 marca 2018 roku.

Mazur/episkopat.pl

Reprezentantami Konferencji Episkopatu Polski na Synodzie będą:

Abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki i przewodniczący Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji

Bp Marek Solarczyk, biskup pomocniczy warszawsko-praski i przewodniczący Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży

Ponadto Ojciec Święty Franciszek potwierdził również wybór zastępców członków Synodu, w razie gdyby któryś z nich nie mógł być obecny. Zastępcami członków Synodu są:

Bp Damian Bryl, biskup pomocniczy poznański i członek Komisji Wychowania Katolickiego

Bp Damian Muskus, biskup pomocniczy krakowski i członek Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży

XV zgromadzenie ogólne synodu biskupów w Rzymie odbędzie się w dniach 3-28 października 2018 r. Synod będzie obradował wokół tematu „Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zapowiedzi przedślubnych nie można publikować w internecie ani w gazetce parafialnej

2018-06-22 20:10

rm / Radom (KAI)

Nie można zapowiedzi przedślubnych publikować w internecie ani w gazetce parafialnej, chyba że za zgodą obojga zainteresowanych - przypomina o tym księżom z diecezji radomskiej ks. Piotr Kroczek, Kościelny Inspektor Danych Osobowych.

Antonioguillem / Fotolia.com

Kuria diecezji radomskiej obszerną informację na ten temat zamieściła w swoim Biuletynie. Sprawa ma związek sygnalizowanymi licznymi nieprawidłowościami w przestrzeganiu dekretu ogólnego w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim, wydanego przez Konferencję Episkopatu Polski 13 marca 2018 roku.

Ks. Kroczek przypomniał, że zapowiedzi przedślubne mogą być ogłaszane bez zgody nupturientów, czyli osób mających zawrzeć związek małżeński. Podstawą przetwarzania tych danych jest bowiem prawo kanoniczne.

Ks. Kroczek zwraca uwagę, że sposób ogłaszania zapowiedzi nie jest dowolny. Zgodnie z Instrukcją Konferencji Episkopatu Polski o przygotowaniu do zawarcia małżeństwa w Kościele katolickim z 5 września 1986 r., zapowiedzi należy ogłosić przez umieszczenie ich na piśmie w gablocie ogłoszeń parafialnych w ciągu 8 dni, tak by były tam uwidocznione przynajmniej przez dwie niedziele lub niedzielę i święto obowiązujące. Ten sam obowiązek można spełnić przez dwukrotne ogłoszenie ustne podczas liczniej uczęszczanych nabożeństw parafialnych, w niedzielę lub święto obowiązujące (nr 95). - Oznacza to, że nie można zapowiedzi publikować przez Internet ani w gazetce parafialnej, chyba że za zgodą obojga zainteresowanych - powiedział ks. Kroczek.

Zgodnie z Dekretem KEP w sprawie ochrony danych osobowych osób fizycznych (art. 6 ust. 1 pkt 3), treść zapowiedzi należy ograniczyć do niezbędnych danych osobowych, pozwalających na wypełnienie funkcji zapowiedzi, czyli np. przedstawić tylko imię, nazwisko i parafię zamieszkania każdego z nupturientów, chyba że na upublicznienie innych danych zezwolą sami zainteresowani.

W przypadku konieczności uzyskania zgody (np. na ogłoszenie zapowiedzi w Internecie lub podanie szerszych danych nupturientów) należy uzyskać zgodę od obojga narzeczonych i przekazać narzeczonym klauzulę informacyjną.

W przypadku, gdy proboszczowie uzyskali stosowne zgody (np. na umieszczenie zapowiedzi w Internecie), sugeruję umieszczenie obok danych notki informacyjnej: „Administrator danych osobowych informuje, że dane osobowe dotyczące zapowiedzi przedślubnych zawarte na stronie parafii (nazwa parafii) umieszczone zostały za zgodą osób, których dane dotyczą”.

"Takim działaniem można przyczynić się do większej jasności sytuacji prawnej, co z kolei przynieść może pewność u osób bezpośrednio zainteresowanych lub osób trzecich, co do tego, że dane osobowe są przez parafie jako administratorów przetwarzane zgodnie z prawem - wyjaśnił ks. Piotr Kroczek, Kościelny Inspektor Danych Osobowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem