Reklama

Młodzi dla środowiska

Uczciwe pożyczanie

2017-02-22 10:32

Ireneusz Wilk
Niedziela Ogólnopolska 9/2017, str. 46-48

singkham/fotolia.com

„Czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając” (Łk 6, 35)

Jak pokazuje życie, pożyczka, która kiedyś odczytywana była jako akt miłosierdzia, w dzisiejszych czasach może być wykorzystana jako podstęp. W ostatnich miesiącach, zwłaszcza w środkach masowego przekazu: telewizji, radiu, prasie, Internecie, na bilbordach, widzimy nasilającą się walkę firm pożyczkowych o klienta. Jedne poszukują potencjalnego pożyczkobiorcy w ramach zdrowej, legalnej działalności gospodarczej, inne wykorzystują ostatni moment swojej działalności przed całkowitym zniknięciem z rynku. Moją intencją jest, abyśmy w zalewie reklam firm, wśród których nie jesteśmy w stanie odróżnić rzetelnych podmiotów pożyczkowych od lichwiarzy, w poszukiwaniu dla siebie najlepszych rozwiązań wybrali to, co wartościowe, a odrzucili to, co niewiele warte, bezwartościowe, wręcz niebezpieczne.

W tym miejscu dobrze będzie przywołać przypowieść o chwaście z Ewangelii według św. Mateusza (13, 24-30). Na rynku jest kilka rzetelnych firm pożyczkowych, ale nie ukrywajmy – są również przysłowiowe chwasty. Czas porządkowania rynku zapowiedziany projektem Ministerstwa Sprawiedliwości nadchodzi szybkimi krokami – czas odsiewu ziarna od plew. Niemało jest, niestety, wśród nas osób, które znalazłszy się w trudnej sytuacji życiowej, wynikającej z braku środków finansowych na życie, zmuszone były do zaciągnięcia pożyczki. Najczęściej pożyczki zaciągamy w bankach, u rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Gorzej jednak, gdy ratunku szukamy u obcych, przypadkowych osób, w niesprawdzonych i niewiarygodnych firmach lub instytucjach parabankowych. Decyzje, które wydaje nam się, że rozwiązują nasze problemy i mają nam pomóc, w dłuższej perspektywie okazują się z reguły katastrofą. Sytuacje związane z działalnością nieuczciwych firm pożyczkowych do niedawna pokazywały nam, jak niewydolne były wymiar sprawiedliwości i organy ścigania, jak bezradne było państwo w obronie swoich obywateli, którzy w starciu często ze zorganizowanymi grupami mafijnymi tracili dorobek życia i całych pokoleń.

Potrzeba rozliczenia lichwiarzy i prokuratorów

Wiele postępowań cywilnych i karnych dla poszkodowanych i pokrzywdzonych w wyniku nieprzemyślanych decyzji zaciągnięcia pożyczek kończyło się niekorzystnie. Sprawy były umarzane, a do opinii publicznej trafiały bulwersujące fakty, np. takie jak sprawa z Olsztyna – matka, która pożyczyła 600 zł na Komunię św. dziecka, straciła ziemię i dom. Inna kobieta pożyczyła 30 tys. zł, a musiała oddać mieszkanie za 300 tys. zł. Sędzia po godzinach pracy zajmował się lichwą, grupa lichwiarzy oszukała 100 rodzin itp. – długo można by wymieniać. Osobiście, jako adwokat reprezentujący pokrzywdzonych w sprawach przeciwko parabankom i lichwiarzom, nie mogłem uwierzyć, jak nieliczni notariusze, mający rozeznanie stanu faktycznego i wykorzystywania przymusowego położenia dłużnika, mogli z czystym sumieniem sporządzać akty notarialne. Nie mogę też zapomnieć prokuratorów, którzy opowiadali się po stronie lichwiarzy, pozostając obojętnymi na osoby pokrzywdzone w nieszczęściu, które je spotkało. W wielu regionach naszego kraju do dziś działają wysoko wyspecjalizowane grupy przestępcze, składające się często z byłych urzędników wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. To one „załatwiają sprawy”– ludzi, ich rodziny, domy, dobytek. Nie wiem, czy jesteśmy choć w części zdolni opisać tragedię, ból, cierpienie pokrzywdzonych albo odpowiedzieć, ilu z nich targnęło się na swoje życie. Dziś, po latach, warto by było powrócić do tych spraw i podjąć na nowo umorzone postępowania przygotowawcze, bo do tej pory pozostaje nieprzemijające poczucie niesprawiedliwości i krzywdy, wynikające z działalności lichwiarzy. Lichwa (łac. „usura”, staropol. „lihwa”) jest utożsamiana z nieetycznymi pożyczkami, które przez zawyżone i niewspółmierne odsetki powodują czerpanie korzyści ze słabszej pozycji dłużnika. Co prawda Kodeks karny w art. 304 penalizuje zachowanie osoby, która wykorzystując przymusowe położenie innej osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, zawiera z nią umowę, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym – podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, ale jak na skalę lichwy w Polsce spraw karnych było dotychczas niewiele. Lichwę jako brak miłosierdzia potępiono zarówno w Starym Testamencie (zakaz ograniczono do „synów Izraela”), jak i w Nowym. Według encykliki Benedykta XIV o lichwie i innych nieuczciwych zyskach, ogłoszonej 1 listopada 1745 r., pobieranie lichwy było grzechem powodowanym chciwością, polegającym na dążeniu do osiągnięcia zysków wykraczających poza kwotę pożyczki. Niemniej jednak żadne zakazy prawne, moralne i religijne – jak pokazuje doświadczenie – nie wyeliminowały zjawiska lichwy, bo nie wszyscy ludzie są w stanie poradzić sobie z codziennością, z ubóstwem, w którym się znaleźli czasami nie z własnej winy.

Reklama

To obowiązek państwa

Przeciwdziałanie lichwie – w tym w sposób szczególny udzielaniu pożyczek prywatnych osobom fizycznym przez inne osoby fizyczne – to obowiązek państwa, bo tylko silne prawo może wygrać z nieuczciwymi pożyczkodawcami. Ich ulubione metody to niewspółmierne zabezpieczenia, np. pod zastaw nieruchomości, pożyczki poświadczane notarialnie, pożyczki zabezpieczone wekslami, przewłaszczenia mieszkań, sprawy, w które zaangażowani byli nieuczciwi notariusze itp. Do tej pory państwo z tego obowiązku nie wywiązywało się wystarczająco. Dziś to zadanie w sposób wyjątkowo pozytywny realizuje rząd RP premier Beaty Szydło, a zwłaszcza minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Projekt Ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw z dnia 7 grudnia 2016 r. wychodzi naprzeciw oczekiwaniom i postulatom wielu środowisk pokrzywdzonych przez lichwę. Jest rozwiązaniem pożądanym i zasadnym. Natomiast nie jest to jeszcze rozwiązanie ostateczne. Niektóre proponowane zmiany prawa wymagają poszerzonej analizy skutków ich wprowadzenia, gdyż mogą wpłynąć negatywnie na sektor legalnie działających już podmiotów pożyczkowych z sektora finansowego. Mówimy tu jednak o detalach, bo kierunek zmian jest słuszny. Jak zatem odróżnić lichwiarzy kryjących się w firmach parabankowych i pożyczkowych od rzetelnych firm pożyczkowych?

Na początku należy przybliżyć zasady funkcjonowania branży pożyczkowej w Polsce. Mamy więc rynek pożyczek sektora bankowego uregulowany przepisami prawa bankowego i innych ustaw oraz sektor pożyczek pozabankowych. Te drugie firmy różnią się od banków przede wszystkim tym, że nie zabierając depozytów, ryzykują wyłącznie własne pieniądze. Nadzór nad nimi jest więc ograniczony. Co nie oznacza, że nie są one regulowane. Na mocy Ustawy z dnia 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz niektórych innych ustaw instytucje pożyczkowe mają obowiązek działać w formie spółki z o.o. lub SA z minimalnym kapitałem zakładowym wynoszącym 200 tys. zł, w całości pokrytym ze środków pieniężnych. Niespełnienie tych kryteriów przy jednoczesnym prowadzeniu działalności kredytowej grozi grzywną do 500 tys. zł i karą pozbawienia wolności do lat 2. Członkiem zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej lub prokurentem instytucji pożyczkowej może być wyłącznie osoba, która nie była prawomocnie skazana za przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi lub za przestępstwo skarbowe.

3 mln klientów, 5 mld zł

Ustawa z dnia 5 sierpnia 2015 r. o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym w art. 32.1 wskazuje, iż: Rzecznik Finansowy w drodze decyzji może nałożyć karę do 100 tys. zł na podmiot rynku finansowego, który np. nie dochowa terminu odpowiedzi na reklamację klienta. Regulowany jest też maksymalny koszt pożyczki. Zgodnie z regulacjami obowiązującymi od marca 2016 r. koszt kredytu nie może przekroczyć 25 proc. kwoty kredytu plus 30 proc. kwoty za każdy rok trwania umowy. Całkowita suma kosztów nie może zaś przekroczyć 100 proc. pożyczanej kwoty. Ograniczono koszty windykacyjne w oparciu o stopę referencyjną NBP – obecnie nie mogą one przekroczyć 14 proc. w skali roku.

Jak bardzo te regulacje były potrzebne, pokazuje wielkość rynku. Wartość całego sektora pożyczek pozabankowych w Polsce szacowana jest na ok. 5,5 mld zł, z tego sektor pożyczek internetowych wart jest 2,1 mld zł. Jest to wprawdzie tylko 5 proc. całego rynku pożyczek konsumenckich, z bankami włącznie, jednak korzysta z nich ok. 3 mln osób. To grupa, której z jednej strony nie można pozbawić dostępu do finansowania, a z drugiej – musi to być oferta bezpieczna i uczciwa. W 2015 r. liczba pożyczek udzielonych w Internecie szacowana była na 3 mln. Ze statystyk Biura Informacji Kredytowej wynika, że w okresie styczeń – listopad 2016 r. banki i firmy pożyczkowe udzieliły finansowania w kredytach konsumpcyjnych i pożyczkach na łączną kwotę 74,6 mld zł. Aby branża ta mogła funkcjonować, firmy pożyczkowe zatrudniają łącznie ok. 20 tys. osób i współpracują z ok. 10 tys. osób m.in. z sieci agencyjno-brokerskich. Odprowadzają do budżetu ok. 1 mld zł rocznie z tytułu płaconych podatków – to niemal tyle, ile wynosi podatek bankowy albo planowany podatek od hipermarketów. Wielkości te mogą przyprawić nas o zawrót głowy.

Obecnie na rynku w Polsce działa ok. 100 firm pożyczkowych. Największe z nich to międzynarodowe instytucje finansowe działające na wielu rynkach. Dlaczego pożyczamy w firmach pożyczkowych? Odpowiedź jest prosta: pożyczki udzielane przez firmy z sektora pozabankowego trafiają najczęściej do klientów „podwyższonego ryzyka”, tj. takich, którzy nie mają szans na zaciągnięcie zobowiązania w banku, nie zawsze ze swojej winy. Na przeszkodzie może stanąć np. brak stałej umowy o pracę, co nie oznacza, że są to osoby niewypłacalne. Banki nie oferują też z reguły kwot niższych niż 3-5 tys. zł na 12 miesięcy. Związane jest to z kosztem stałym oceny ryzyka pożyczkowego, czyli sprawdzenia klienta w bazach danych.

W moim przekonaniu, stosunkowo najbezpieczniejsze dla klienta są instytucje pożyczkowe działające w sektorze internetowym, pod warunkiem, że wzory umów pożyczkowych oraz warunki udzielania i promocji pożyczek znajdują się na ogólnie dostępnej witrynie internetowej firmy. Ich oferta jest prostsza do skontrolowania, co powinno być podstawowym kryterium dla organów nadzoru. Trzeba pamiętać, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na podstawie Ustawy z dnia 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz niektórych innych ustaw może wydać decyzję o zaniechaniu stosowania praktyk/produktu zagrażającego zbiorowym interesom konsumentów, tzn. może arbitralnie wycofać produkt z rynku. Wprowadza też instytucję tzw. Tajemniczego Klienta, który ma zbierać dowody w sprawie niedozwolonych praktyk naruszających interes konsumenta.

Firmy internetowe rzetelniej badają też zdolność kredytową potencjalnego pożyczkobiorcy, dokładnie sprawdzając jego sytuację finansową m.in. w BIK-u – odsetek pożyczek niespłacanych jest tam na poziomie poniżej 10 proc. Robią to z prostego powodu – źle pożyczone pieniądze bez kontaktu z klientem trudno jest odzyskać. Z tych powodów mniej niż połowa wniosków o pożyczkę zostaje rozpatrywanych pozytywnie. Zasadą jest też wypłata i spłata pożyczki wyłącznie w formie bezgotówkowej, co powinno być standardem na całym rynku. Tematem wywołującym bardzo ożywione dyskusje jest roczna rzeczywista stopa oprocentowania. To wskaźnik, który pokazuje stosunek kosztu pożyczki do kwoty pożyczki w skali roku, niesłusznie jednak mylony z oprocentowaniem. Nieprawdą jest, że mikropożyczka o wysokim wskaźniku RRSO może wygenerować dług o wartości dziesiątek tysięcy złotych. Jeżeli klient nie spłaci pożyczki w terminie, to maksymalne koszty windykacyjne wynoszą jedynie 14 proc. w skali roku. Ustawodawca zadbał, by były takie same jak w banku. Czy w tych warunkach, zaciągnąwszy małą pożyczkę, można stracić dom i oszczędności życia? Nie jest to możliwe, jeżeli skorzystamy z usług legalnie działającej firmy. Mikropożyczki nie są uwarunkowane podpisaniem weksla lub zabezpieczeniem. Kiedy firma pożyczkowa proponuje nam podpisanie dokumentów zabezpieczających pożyczkę wekslem lub zabezpieczeniem na nieruchomości, powinno nam się włączyć czerwone światło, bo to nie jest rzetelna firma, a właśnie rozmawiamy z lichwiarzami.

Nie jesteśmy i nie będziemy w stanie skutecznie wyeliminować zjawiska lichwy, możemy je jedynie ograniczać. Niestety, jesteśmy narodem na dorobku, sytuacja ekonomiczna wielu Polaków zmusza ich do zaciągania pożyczek. Ważne jest, aby prawo chroniło obywateli przed pazernością podziemia pożyczkowego. Z tego względu państwo powinno wzmocnić ochronę praw klientów niebankowych instytucji pożyczkowych.

Oddzielić ziarna od plew

Jak należy to zrobić? W krajach europejskich poradzono sobie w różny sposób z tym problemem. Funkcjonują dobre wzorce, z których można zaczerpnąć. W kilku krajach, np. w Niemczech czy we Włoszech, wszystkie instytucje pożyczkowe podlegają pełnemu nadzorowi finansowemu. W innych krajach, np. Węgry czy Słowacja, nadzór jest ograniczony, ale instytucje te w określonym zakresie podlegają nadzorowi finansowemu. W Polsce nadzór finansowy nie obejmuje obecnie działalności instytucji pożyczkowych. Ich działalność podlega kontroli UOKiK, Rzecznika Finansowego oraz Generalnego Inspektora Danych Osobowych. W tym celu, jak powiedziano, zasadne jest objęcie tej działalności nadzorem Komisji Nadzoru Bankowego. Zasadne jest wprowadzenie przez firmy pożyczkowe obowiązku udzielania pożyczek jedynie w formie bezgotówkowej, bezpośrednio na konto bankowe pożyczkobiorcy. Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości wychodzący naprzeciw słusznym postulatom obywateli pokrzywdzonych w wyniku lichwy wymaga analizy, aby znaleźć złoty środek między tym, co dobre i słuszne, a tym, co zakazane. Niewątpliwie państwo nie może ograniczać dostępu do legalnych pożyczek. Dotyczy to przede wszystkim grupy klientów o niższych dochodach, którym pieniądze często potrzebne są w krótkim czasie, bez konieczności dopełniania dodatkowych formalności. W rezultacie osoby najniżej uposażone, bez historii kredytowej, pozostaną de facto pozbawione legalnych źródeł finansowania. Popyt na pożyczki będzie w dalszym ciągu istniał, co wynika ze struktury ekonomicznej ludności Polski. Jedyna różnica polegałaby na tym, że zamiast do legalnie działających firm, monitorowanych przez państwo, duża część ludzi byłaby zmuszona udać się do lombardu i zastawiać cenne przedmioty za ułamek ich wartości, ewentualnie korzystać z „usług” nie tyle podmiotów z szarej strefy, ile grup przestępczych. Pozostałyby im bowiem tylko nielegalne pożyczki z umową niespełniającą żadnych standardów. Niezbędne jest zatem ujęcie w projekcie ustawy działalności lombardów i podobnych instytucji wykorzystujących model działania, w którym stosowanie się do wymogów ustawy o kredycie konsumenckim nie jest konieczne. W Polsce istnieje ok. 15 tys. lombardów. Część z nich, by uniknąć nowych regulacji, działa pod szyldem komisów.

Powstanie publicznego rejestru instytucji pożyczkowych jest dobrym rozwiązaniem, leżącym w interesie instytucji pożyczkowych i ich klientów, pozwoli bowiem na wyeliminowanie z rynku przedsiębiorstw „parafinansowych” i parabankowych, które nie spełniają kryteriów ustawowych do prowadzenia działalności pożyczkowej w oparciu o ustawę o kredycie konsumenckim, oraz skutecznie poprawi ochronę konsumentów, ponieważ konsument w prosty sposób będzie mógł zweryfikować, czy instytucja, z której usług zamierza skorzystać, działa legalnie i spełnia ustawowe kryteria. Krokiem w dobrą stronę jest także ustawowe pozbawienie instytucji pożyczkowych możliwości udzielania pożyczek hipotecznych i pozostawienie tego uprawnienia tylko bankom i Spółdzielczym Kasom Oszczędnościowo-Kredytowym.

Za regulacjami cywilnoprawnymi muszą podążać przepisy wprowadzające sankcje za ich nierespektowanie. Z tego punktu widzenia pozytywnie należy ocenić propozycje zmian w przepisach karnych odnoszące się do działalności instytucji pożyczkowych, ponieważ nic nie działa tak demoralizująco, jak złamanie obowiązującej normy prawnej bez żadnych konsekwencji. Nie jest przypadkiem, że od przeszło 25 lat istnienia wolnej Polski państwo nie może systemowo uporać się z problemem lichwy. Jest to obszar trudny do uporządkowania, w którym granica między tym, co legalne i etyczne, a tym, co jest wyzyskiem, nie wszędzie jest prosta do wyznaczenia. Poprzednie próby regulacji tej kwestii napotykały opór różnych środowisk. Pojawia się niepowtarzalna szansa kompleksowego uregulowania tego zagadnienia. Choć prace nad projektem nie są jeszcze zakończone, to już widać, że idą w dobrym kierunku: rozwiązują ludzkie problemy.

* * *

Mec. Ireneusz Wilk
Adwokat, w przeszłości m.in. Główny Inspektor Informacji Finansowej, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów odpowiedzialny za walkę z praniem brudnych pieniędzy; prezes Fundacji Niedziela. Instytut Mediów.

Puste Noce za duszę śp. Pawła Adamowicza

2019-01-16 18:34

dg / Warszawa (KAI)

W piątek, wieczorem przed pogrzebem śp. Pawła Adamowicza, w Gdańsku i Warszawie odbędą się tradycyjne kaszubskie obrzędy Pustych Nocy. Aleksandra Dulkiewicz, zastępczyni śp. Pawła Adamowicza, w poruszającym wspomnieniu o Zmarłym napisała: "Jest w tradycji Pomorza, w tradycji Kaszub, coś takiego jak Pusta Noc. Kiedy jest się przy zmarłym. Trwa przy nim. Bądźmy przy naszym Prezydencie tej nocy".

TVP INFO

– Pusta noc to niezwykły i wciąż żywy na Kaszubach obyczaj. Jest to ostatnia noc przez pogrzebem zmarłego, która się odbywa w domu nieboszczyka. Przybyłe osoby rozpoczynają obrzęd różańcem po czym odmawiają modlitwy w intencji zmarłego. Po odmówieniu modlitw zgromadzeni nie odchodzą do swoich domów, tylko pozostają w domu żałoby, aby śpiewać nabożne pieśni pustonocne. Śpiewom tym przewodził śpiewak lub też grupa śpiewaków, którzy przejmowali swoją rolę z ojca na syna, parając się tym wręcz zawodowo. Rodzina nieboszczyka przygotowywała zaś poczęstunek dla czuwających przy nim uczestników Pustej Nocy. Dawniej takie spotkania odbywały się nad trumną zmarłego, przechowywaną w domu. Obecnie Pustą Noc przenosi się do salek, kaplic lub kościołów, a czuwanie skrócono do kilku godzin. Pusta Noc ma przede wszystkim na celu godne pożegnanie zmarłego. Zwyczaj pełnił także funkcję integracyjną. Wzmacniał więzi lokalnej społeczności skupionej wokół bliskiego zmarłego – wyjaśnia w rozmowie z KAI Łukasz Richert, dyrektor Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Aleksandra Dulkiewicz, zastępczyni śp. Pawła Adamowicza, w poruszającym wspomnieniu o Zmarłym napisała: "Jest w tradycji Pomorza, w tradycji Kaszub, coś takiego jak Pusta Noc. Kiedy jest się przy zmarłym. Trwa przy nim. Bądźmy przy naszym Prezydencie tej nocy: modlitwą, myślą, wspomnieniem, postanowieniem na przyszłość ale i uśmiechem".

W piątek, 18 stycznia, o godz. 20 w Centrum św. Jana przy ul. Świętojańskiej 50 w Gdańsku odbędzie się obrzęd Pustej Nocy za duszę śp. Pawła Adamowicza, na który zaprasza Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. "Niech nasza obecność będzie dowodem wdzięczności dla Niego za wszystko, co zrobił dla kaszubsko-pomorskiej społeczności. Zapraszamy do wspólnego czuwania i modlitwy" - piszą organizatorzy.

Pustonocne śpiewy zabrzmią również w Warszawie.

– Dzięki życzliwości ks. Aleksandra Seniuka, rektora kościoła sióstr wizytek przy Krakowskim Przedmieściu, będziemy mogli włączyć się w pustonocne czuwanie. Od 18:30 będziemy śpiewać ze Śpiewnika Pelplińskiego dawne pieśni eschatologiczne, za dusze czyśćcowe, w wariantach melodycznych z różnych rejonów kraju. Przygotuję dla zebranych wydrukowane teksty. Pieśni są raczej długie, więc po kilku zwrotkach każdy będzie mógł śmiało dołączyć się do wspólnego śpiewania – mówi inicjator wydarzenia, Dawid Gospodarek, dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Cierpienie można przyjąć tylko wiarą

2019-01-16 21:37

Justyna Walicka/Archidiecezja Krakowska

- To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą - o cierpieniu mówił abp Marek Jędraszewski podczas kolędowej wizyty duszpasterskiej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Jaonna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Wicedyrektor szpitala lek. med. Andrzej Bałaga przywitał metropolitę i podziękował za kolejną wizytę, która, jak zaznaczył, jest wsparciem zarówno dla personelu w podejmowaniu nierzadko trudnych decyzji, jak i dla małych pacjentów w ich powrocie do zdrowia.

Prof. Szymon Skoczeń w imieniu zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego szpitala poprosił arcybiskupa o błogosławieństwo.

Delegacja dzieci również przywitała metropolitę krakowskiego i złożyła wierszowane życzenia. Młodzi pacjenci zapewnili arcybiskupa o swej pamięci modlitewnej w ich szpitalnej kaplicy.

Metropolita wyjaśnił, że dzisiejsze czytania mówiące o tym jak Chrystus wyrzuca złe duchy i uzdrawia, dopełniają tego, co zaczęło się w Betlejem.

– Bo chodziło o to, żeby Chrystus się światu objawił jako Boży Syn. Jako Ten, który zrodzony przed wiekami z Ojca stał się z Jego woli człowiekiem po to, aby nam przynieść zbawienie.

Arcybiskup podkreślił, że w dzisiejszej Ewangelii jest także mowa o tym, że Chrystus udał się w odosobnione miejsce, by się modlić. I na słowa Apostoła, że wszyscy Go szukają, odpowiedział, że trzeba iść dalej, do kolejnej miejscowości nauczać o Bogu.

W Liście do Hebrajczyków natomiast słyszymy dziś przypomnienie tego, że Chrystus stał się do nas podobny we wszystkim – oprócz grzechu. Metropolita szczególnie podkreślił, że Pan Jezus stał się do nas podobny we wszystkim i stał się jednym z nas. Metropolita zacytował zdanie: „W czym bowiem sam cierpiał, będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” – Ludzie są poddawani próbom. Ludzie są doświadczani cierpieniem i to miejsce jest szczególnym nagromadzeniem ludzkiego cierpienia. Nie w postaci abstrakcyjnej, nie w postaci ksiąg o cierpieniu czy o tym jak z cierpienia ludzi wydobywać. To jest miejsce, w którym cierpienie przybiera kształt konkretnego człowieka, konkretnego dziecka. I jest to dla nas wszystkich jakaś ogromna tajemnica.

Metropolita zaznaczył, że Chrystus stał się jednym z nas także w cierpieniu, bo On naprawdę cierpiał. I pokazał jak trzeba to cierpienie przyjąć – z całkowitym zaufaniem wobec Boga, nawet, jeśli jest to niezwykle trudne.

– Bo na krzyżu Golgoty (…) było poczucie osamotnienia, była ogromna boleść, ale było też oddanie wszystkiego swemu Ojcu. I była tam także, co trzeba bardzo mocno podkreślić, błogosławiona obecność tych, którzy Pana Jezusa kochali i pozostali Mu wierni aż do końca. Zwłaszcza Jego Przenajświętsza Matka, zwłaszcza Jego najbardziej spośród wszystkich ukochany uczeń Jan. Byli przy Nim i swoją obecnością pokazywali – nie jesteś sam, kochamy Ciebie. Arcybiskup powiedział także, że zdaje sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć, że mamy przyjmować cierpienie. Szczególnie jeśli chodzi o cierpienia dziecka, wobec którego jesteśmy kompletnie bezradni.

– To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą. Bo jeśli On przeszedł przez bramę cierpienia do pełni życia, to i my ufamy, zmierzając także do Dzieciątka narodzonego w Betlejem, że nas rozumie, że nas swoją miłością ubogaci, że swoim ubóstwem podniesie i że przy wszystkich nierozumieniach tego czym jest cierpienie, a zwłaszcza czym jest cierpienie dziecka, będziemy, będąc blisko Niego, mogli z całą głębią wiary powtarzać słowa wyśpiewywane w Betlejem przez aniołów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Bożego upodobania, pokój ludziom dobrej woli”.

Po Mszy św. arcybiskup niosąc słowa otuchy odwiedził małych pacjentów w szpitalnych oddziałach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem