Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Berlin potrzebuje Warszawy

2017-02-15 09:52

Atrur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 8/2017, str. 18-19

Artur Stelmasiak
„Niemcy nie mogą nigdy więcej porozumiewać się z Rosją ponad głowami Polaków i na ich koszt” – napisał Stefan Ulrich w „Süddeutsche Zeitung”

Wizyta Angeli Merkel w Warszawie nie była dla niej łatwa. Skończyły się czasy, gdy Warszawa przyklaskiwała na każdą propozycję Berlina

Polsko-niemieckie spotkania na szczycie odbywały się w dobrej atmosferze, ale podczas każdej z odbytych rozmów wyraźnie zarysowana była różnica zdań. Kanclerz Angela Merkel musiała słuchać krytyki unijnych instytucji, które doprowadziły do obecnego kryzysu wspólnoty europejskiej.

Mimo wszystko wizyta szefowej niemieckiego rządu może przynieść oczekiwane efekty współpracy z poszanowaniem interesów obydwu stron. Zapowiedzią zmiany postrzegania Polski pod wodzą PiS mogą być komentarze na łamach niemieckiej prasy, wśród których po raz pierwszy od wielu miesięcy dominowały pozytywne opinie. „Niemcy nie mogą nigdy więcej porozumiewać się z Rosją ponad głowami Polaków i na ich koszt” – napisał Stefan Ulrich w „Süddeutsche Zeitung”. – Przy wszystkich sporach z Warszawą, które zapewne potrwają jeszcze długo, jedno musi być jasne: każda agresja Rosji przeciwko Polsce byłaby agresją na Niemcy i w ten sposób zostałaby potraktowana”.

Co łączy, a co dzieli?

Już w pierwszych słowach podczas konferencji prasowej zarysowała się różnica pomiędzy stanowiskiem rządu Polski i stanowiskiem Niemiec. O ile wspólnym celem jest troska o przyszłość Unii Europejskiej i zahamowanie dalszego procesu jej rozpadu, to jednak koncepcja tego, jaka powinna być wspólnota, znacząco się różni. Dla Polski istotne jest wzmocnienie parlamentów narodowych, by wszystkie państwa członkowskie wiedziały, że są traktowane na równych zasadach. W ocenie premier Beaty Szydło zmiany są konieczne i widzą to dziś wszystkie kraje w UE. – Do Brexitu doszło z określonych powodów. Musimy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się stało, i próbować rozwiązać te problemy tak, by więcej do takich decyzji nie dochodziło. Polska jest zdania, że powinniśmy być nastawieni na rozwój UE, scalanie UE, ale z poszanowaniem, wzmocnieniem państw narodowych – oświadczyła Beata Szydło.

Reklama

Gdy poruszyła kwestię przyszłości UE, kanclerz Merkel nie użyła sformułowania „unia dwóch prędkości”, ale mówiła, że już teraz są różnice pomiędzy krajami członkowskimi, bo nie wszystkie należą do strefy euro i nie wszystkie do strefy Schengen. – Każde państwo członkowskie powinno mieć możliwość podejmowania współpracy na nowym polu, ale nie może być tak, że są jakieś ekskluzywne kluby, do których inni nie mogą się dołączyć –wskazała Merkel. Słowa te można odebrać jako stwierdzenie, że różne prędkości integracji europejskiej są już faktem. Niektóre kraje są drugiej prędkości, ale na własne życzenie i zawsze mogą pretendować do tego elitarnego klubu.

Merkel zwróciła uwagę, że Polska i Niemcy w kwestiach spraw unijnych mają takie same wyobrażenie co do wspólnego rynku, unii energetycznej, obronności czy zabezpieczenia granic. W tym aspekcie pojawiała się ważna dla Polski sprawa kolejnego gazociągu na dnie Bałtyku. – Podkreśliłam w naszej rozmowie, że nie do zaakceptowania jest realizacja inwestycji Nord Stream 2 – oświadczyła Beata Szydło. Choć szczegóły nie są jeszcze znane, to wiadomo, że podczas wspólnych rozmów kanclerz Merkel zgodziła się na ustępstwa ws. gazociągu.

Nie poprzemy Tuska

Oprócz przychylnych komentarzy nt. wizyty kanclerz nad Wisłą w niemieckich mediach pojawiło się wiele opinii, które nie przystają do rzeczywistości. Tak jak wmawiano Niemcom, że w Polsce rządzą nacjonaliści, tak teraz straszy się nowym prezydentem USA. Według telewizji ZDF, Polska potrzebuje wsparcia bezpieczeństwa ze strony Niemiec dosłownie „przeciwko USA, które przestały być siłą chroniącą przed Rosją”.

Do tego problemu odniósł się prezydent Andrzej Duda. Jego rozmowa z kanclerz Merkel w cztery oczy trwała dłużej, niż zaplanowano. Tematy dotyczyły głównie bezpieczeństwa i stosunków transatlantyckich. Prezydent wskazał, że trudno na razie oceniać politykę międzynarodową Trumpa, bo ten dopiero zaczyna ją prowadzić. – Niezachowywanie pewnych reguł rozsądku, którymi trzeba się posługiwać w polityce i dyplomacji, jest, moim zdaniem, działaniem zdumiewającym. Zwłaszcza w sytuacji, gdy są to osoby, które reprezentują nie tylko swoje państwo, nie tylko siebie, ale i inne państwa – podkreślił Andrzej Duda.

Ważnym tematem spotkania za zamkniętymi drzwiami była sytuacja na Ukrainie i sankcje gospodarcze wobec Rosji. Angela Merkel jasno dała do zrozumienia, że warunki porozumienia z Mińska nie zostały zrealizowane i dlatego nie ma mowy o zniesieniu sankcji.

W polsko-niemieckich rozmowach przewijał się również temat osoby przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Prezes PiS powiedział, że stanowisko Polski będzie neutralne. Jarosław Kaczyński oświadczył, że nie poprzemy Tuska, ale też nie będzie sprzeciwu.

Upadł mit

Najważniejszym tematem rozmów była przyszłość Unii Europejskiej po wyjściu z niej Wielkiej Brytanii. To był też główny przedmiot rozmowy szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego z kanclerz Merkel.

Polacy stoją na stanowisku, że Bruksela powinna uczynić krok w tył i dać więcej swobody parlamentom narodowym oraz Radzie Europejskiej. Kaczyński miał sugerować, że takie stanowisko, jak przewodniczący Rady, w ogóle nie jest potrzebne. – Potrzebujemy takich zmian, które w większym stopniu upodmiotowią państwa członkowskie. Koncepcja dwóch prędkości albo dalsza centralizacja władzy doprowadzą do rozpadu Unii – powiedział po spotkaniu prezes Kaczyński. – Myślę, że kanclerz Merkel nie chce zakończyć kariery, patrząc, jak wspólnota się rozpada.

Polskie postulaty można określić jako propozycje kroku w tył, co – zdaniem polityków PiS – powstrzymałoby nastroje antyunijne w Europie. – Brexit może być tylko wierzchołkiem góry lodowej wobec tego, co czeka nas w niedalekiej przyszłości. W Europie rosną w siłę ruchy antyunijne – zwrócił uwagę prof. Ryszard Legutko, który towarzyszył Jarosławowi Kaczyńskiemu w rozmowach.

Szef PiS domaga się również ograniczenia kompetencji Komisji Europejskiej, która nie ma żadnego demokratycznego mandatu, a jednak coraz mocniej ingeruje w wewnętrzną politykę państw członkowskich. – Trzeba zmienić albo przynajmniej uszczelnić traktaty, aby państwa narodowe miały więcej wolności. Obecnie mamy sytuację, w której Komisja Europejska buduje swoją władzę z pominięciem litery i ducha prawa traktatowego – dodał prof. Legutko.

Wizyta Angeli Merkel w Warszawie zasiała umiarkowany, ale jednak optymizm wśród polityków obozu rządzącego. Przesilenie w UE, USA oraz w polityce wewnętrznej Niemiec zmusiło kanclerz do szukania sojusznika nad Wisłą. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii i niepewność przyszłości powyborczej Francji sprawiają, że Polska staje się twardym, ale stabilnym partnerem. Przy okazji upadł też mit podsycany przez krajową opozycję oraz europejskie salony, że Polska jest na marginesie polityki międzynarodowej. Okazało się, że Angela Merkel spotyka się osobiście z Jarosławem Kaczyńskim już kolejny raz w ciągu ostatnich miesięcy. Niemieckie media natomiast nagle zaczęły pokazywać Polskę i prezesa Kaczyńskiego w lepszym świetle, bo są zdezorientowane i chyba nie wiedzą, co pisać.

Tagi:
polityka wizyta

Watykan: wizyta ad limina biskupów Federacji Rosyjskiej

2018-01-30 17:33

RV / Watykan (KAI)

Katoliccy biskupi z Federacji Rosyjskiej rozpoczęli wizytę ad limina. Wczoraj zostali przyjęci przez papieża Franciszka.

Tama66/pixabay.com

„Uderzyła nas serdeczność, wrażliwość i otwartość, którą papież nam okazał. Spotkanie było bardzo długie. Przez dwie godziny prowadziliśmy dialog z Ojcem Świętym. Papież bardzo się interesował, przede wszystkim naszym życiem osobistym, życiem pasterzy, chciał wiedzieć, jak wygląda nasza działalność duszpasterska. Podjęty został również temat naszej bliskości względem ludzi, w jaki sposób wypełniać naszą misję dla Ludu Bożego i wraz z nim” – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Paolo Pezzi z Moskwy, przewodniczący Episkopatu Rosji.

Mówiąc o sytuacji Kościoła katolickiego w Rosji, abp Pezzi zwrócił uwagę na znaczące ożywienie relacji ekumenicznych z Patriarchatem Rosyjskim. Jest to konsekwencją spotkania Franciszka i patriarchy Cyryla, które miało miejsce przed dwoma laty na Kubie. Pogłębiła się współpraca zwłaszcza na polu działalności społecznej i prorodzinnej – powiedział moskiewski arcybiskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Jasna Góra: już wkrótce specjalne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących

2018-02-22 10:05

it / Częstochowa (KAI)

Już wkrótce na Jasnej Górze pojawią się specjalne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących. - To wyjście naprzeciw potrzebom pielgrzymów i turystów, także tych starszych wiekiem - przekonują paulini. Chodzi również o zwiększenie dostępności i bezpieczeństwa. Troska o niepełnosprawnych w różnych obiektach użyteczności publicznej jest coraz bardziej widoczna. Jeśli chodzi o zabytki, są to rozwiązania innowacyjne.

Mazur/episkopat.pl
Jasna Góra

Jerzy Jóźwik, koordynujący projekt wyjaśnia, że już niebawem w kilku miejscach Jasnej Góry m.in. w Kaplicy Matki Bożej zostaną umieszczone specjalne tablice tyflograficzne a więc dotykowe dla niewidomych. Będzie można jednak z nich korzystać, jak ze zwykłych planów. Pojawią się także oznaczenia poziome, które również będą uniwersalne, bo „sygnalizujące” np. rozpoczynające się schody czy progi.

- Jasną Górę odwiedza coraz więcej osób, w skali roku to ok. 4 mln. Ojcowie paulini przez swoją gościnność, wychodząc naprzeciw potrzebom pielgrzymów, stwarzają warunki, by z tego wyjątkowego miejsca mogły korzystać wszystkie osoby, również te wykluczone z powodu niepełnosprawności - powiedział Jerzy Jóźwik. Dodał, że chodzi głównie o to, by „poprawić bezpieczeństwo i pomóc niedowidzącym i niewidomym w tym, żeby poruszali się po Jasnej Górze wiedząc, gdzie się znajdują, dokąd mogą pójść, jak się układają ścieżki, przejścia w kolejnych etapach zwiedzania czy bytności w Sanktuarium”.

- Jest to inicjatywa klasztoru, która wynika z potrzeby uniwersalnego projektowania i uwzględnienia potrzeb wszystkich pielgrzymów. Tego typu rozwiązania są coraz częściej stosowane w różnych obiektach użyteczności publicznej, natomiast w skali zabytku są to rozwiązania innowacyjne - podkreśla inny z przedstawicieli koordynatorów Sławomir Ochman.

Oznakowania zostały dostosowane do zabytkowego charakteru częstochowskiego sanktuarium. To najważniejsze, ponieważ obiekt znajduje się pod szczególną opieką konserwatorską. Tablice zostały wykonane w mosiądzu, jak różnego rodzaju inne tablice na Jasnej Górze. Dwie ogólne z nich zostaną umieszczone przy wejściach na teren klasztoru. Cztery inne obejmą miejsca będące w zakresie realizowanego teraz projektu: Salę Jana Pawła II, która niebawem po remoncie zostanie oddana do użytku, Bastion św. Rocha, w którym znajduje się Skarbiec Pamięci Narodu i tzw. atrium w Kaplicy Matki Bożej.

- Wszystkie elementy będą na tyle uniwersalne, że będą użyteczne dla każdego. Osoby w pełni sprawne, które np. z zamyślenia nie zwrócą uwagi na zbliżające się schody, zostaną ostrzeżone dotykiem, co może uchronić je przed kontuzjami - dodaje Sławomir Ochman.

Wyczuwalno-wizualne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących powstają we współpracy z przedstawicielami Polskiego Związku Niewidomych. To kolejny etap projektu realizowanego w ramach trwających prac remontowych z środków unijnych „Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko”.

Wkrótce do użytku oddane zostaną także kolejne udogodnienia dla osób niepełnosprawnych ruchowo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mój Krzyż codzienny

2018-02-23 14:41

Joanna Warońska, Częstochowa

Mój krzyż nie jest wielki. Ot, połączone dwa kawałki drewna. Od razu zwróciłam uwagę, że nie ma na nim Chrystusa, a przecież w dzieciństwie było to dla mnie niezwykle ważne. Tak jakbym potrzebowała portretu Zbawcy. Mojego Zbawcy. Później dostrzegłam powszechność braku tego wizerunku.

congerdesign/pixabay.com

Otaczały mnie miliony przewrażliwionych i rozdętych ego, wpychających się w moje oczy, uszy, zabierających moją przestrzeń. I każde z nich chciało wciągnąć mnie w swoją orbitę. Miałam stać się ich częścią i potwierdzać ich wielkość. Nic więc dziwnego, że i pusty krzyż stawał się dla nich wygodną alegorią cierpienia w ogóle, która sprowadzała pokusę zbyt łatwego płaczu nad sobą. Mogli poczuć przez chwilę jedność z cierpiącym Bogiem. To był etap pierwszy. Potem pojawiało się rozpamiętywanie swojego losu i wiele pytań: Dlaczego ja? Dlaczego mnie? Czy to fatum? Czy może Bóg o mnie zapomniał?

Ale istota krzyża nie może przecież wyczerpywać się w cierpieniu. Albo przynajmniej takie doświadczenie nie może kończyć się licytacją, czyj ból jest większy, kogo bardziej uszlachetnił i kto w opinii innych był bardziej przekonujący. Wszak cierpienie towarzyszy każdemu, a określenie jego wielkości jest często wrażeniem subiektywnym. Trzeba by uwzględnić zbyt wiele czynników nieporównywalnych, by wreszcie ustalić prawdziwą hierarchię cierpiących. Dlatego krzyż to raczej zawierzenie, pokora, które pozwalają piąć się ku niebu, i miłość obejmująca cały świat. Gdy myślę o krzyżu, zawsze wspominam wiersz niezwykle wrażliwej poetki młodopolskiej Marii Komornickiej:

W noc chmurami złowieszczymi ciemną

Leżałam jak zwalony krzyż

A duchy mocowały się nade mną

O mnie…

Poczuć się zwalonym krzyżem to doświadczenie niemal tragiczne, wzmagające odczucie cierpienia. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy złowieszczą noc i rozgrywającą się nad głową bohaterki walkę o jej duszę. To podważenie prawdy celu wędrówki, zakwestionowanie wszelkich wyborów. To zwielokrotnione odczucie zwątpienia i samotności w przerażająco niezrozumiałym świecie. To brak woli walki w odwiecznej konfrontacji dobra i zła. A wystarczyłaby może czyjaś pomocna dłoń, by duchy pełzające po ziemi stały się zbyt odległe. Wówczas ich kuszący głos nie dosięgnąłby naszych uszu. Sytuacja tak silnie doświadczona przez Komornicką jest codziennością każdego, choć przyzwyczajenie nauczyło nas jej nie dostrzegać.

Mój krzyż nie jest wielki. Nie pozwala mi wzrastać w swoim cieniu, nie kształtuje mojego poglądu na świat, a nawet nie buduje wokół mnie wspólnoty rozumiejącego współczucia. Na co dzień nie jest zbyt uciążliwy i prawie udaje mi się o nim zapomnieć. Ot, żyję jak wszyscy. A może nawet są tacy, co patrzą na mnie z zazdrością, ponieważ jestem tą, której się udaje. Przynajmniej czasami. Ale przychodzą takie dni, zwłaszcza w czasie przedświątecznych porządków, gdy ponaglana dawnym obyczajem zaglądam w każdy kąt, pod szafy i do niemal zapomnianych szuflad, i wówczas z przerażeniem stwierdzam, że on wciąż tam jest, tylko może w ostatnim roku trochę bardziej przykrył go kurz. I po raz kolejny próbuję przyrównać do niego swoje życie…

Rozpoczynam rachunek sumienia pod odnalezionym także w swoich wspomnieniach krzyżem. Rozpoczynam swoje indywidualne rekolekcje. W ostatnim roku coraz bardziej upodabniam się do punktu, choć dla niektórych równie niewygodnego jak kamień w bucie; kurczę się w przestrzeni świata, zwijam się w sobie zamiast wzrastać, staję się odrzuconym ziarnem… A może dopiero zbieram siły, by kiedyś wreszcie zakorzenić się w próchnicy społeczeństwa i zadziwić innych swoją potrzebą wzrostu. To pokrzepiające… Tylko bez decyzji o wydaniu plonu pozostanę na zawsze dobrze zapowiadającą się potencją.

Po owocach ich poznacie… A co będzie moim owocem? Mój krzyż nie jest wielki. Każdego dnia poszukuję… Różnych rzeczy: bezinteresownego uśmiechu, także w sobie, wskazówek, gestów, które potwierdzą słuszność moich wyborów oraz słów, gdy tak jak teraz poddaję je próbie znaczenia. Wszak nie jest ważne, by były, lecz by były to te najwłaściwsze. Jak już ginąć, to spektakularnie? Na Golgocie w obecności tłumów, a zwłaszcza dziejopisów – Jana, Mateusza, Marka i Łukasza? Czy trzeba sobą zapełnić cenny czas antenowy, by poczuć się spełnionym? Ale Chrystus w momencie śmierci nie myśli o tym, czy dobrze wygląda.

Dla Niego liczy się przecież cel, a nie droga… On sam chce, by Jego krzyż stał się „Drogą, Prawdą i Życiem”. W ten sposób krzyż zaczyna funkcjonować jako znak ostateczny, do niczego nieodsyłający, znak, którego znaczenie nie jest konwencją, więc nie wymaga akceptacji. On sam jest znaczeniem.

Krzyż dla mnie oznacza Boga, a Bóg – krzyż, ale z tego nie wynika, że krzyż jest cierpieniem. Wszak Bóg nie jest cierpieniem, lecz miłością.

Mój krzyż nie jest wielki, może dlatego w natłoku wydarzeń i spraw codziennych tak łatwo zapominam, co jest naprawdę ważne w życiu, a wówczas świat, igrając moim sentymentalizmem, zmusza mnie do łez. W tym przypadkowym płaczu nieświadomie żałuję swoich straconych szans i możliwości.

Odczuwam dziś boleśnie swoje niespełnienie. Spowodowane brakiem czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem