Reklama

Francja i laicki dżihad

2017-02-08 10:02

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 7/2017, str. 10-11

Włodzimierz Rędzioch
kard. Paul Poupard

O walczącej laicyzacji we Francji z kard. Paulem Poupardem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Ksiądz Kardynał był obecny 20 grudnia 2007 r. w pałacu na Lateranie i mógł osobiście usłyszeć przemówienie prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego podczas ceremonii nadania mu tytułu Honorowego Kanonika Bazyliki św. Jana. Dzisiaj, z perspektywy minionych lat, rodzi się pytanie: dlaczego Francja nie poszła w kierunku wskazanym przez Sarkozy’ego i stała się znowu krajem walczącej laicyzacji?

KARD. PAUL POUPARD: – Spotkałem się z prezydentem Sarkozym kilka miesięcy przed uroczystością u św. Jana na Lateranie, podczas pogrzebu kard. Jeana-Marie Lustigera, który odbył się w katedrze Notre Dame w Paryżu 10 sierpnia 2007 r.
Ponieważ mnie znał, po wygłoszeniu przemówienia podszedł do mnie i zapytał: „Co Eminencja sądzi o mojej wypowiedzi?”. Powiedziałem mu, że jako potomek ofiar z Wandei (Wandea – region w zachodniej Francji, nad Atlantykiem, w którym pod koniec XVIII wieku armia republikańska dokonała masakry miejscowej ludności – przyp. W. R.), jestem mu wdzięczny, iż publicznie przyznał, że moi przodkowie byli ofiarami Republiki Francuskiej. Jeśli chodzi o jego wypowiedź, chciałbym podkreślić jedną rzecz – uznano jej treść za nowość, ale tak nie było. Gdy Jan Paweł II przyjął Jacques’a Chiraca 20 stycznia 1996 r., prezydent powiedział: „Kiedy w obecności Jego Świątobliwości będziemy obchodzić 1500. rocznicę chrztu Chlodwiga, króla Franków (Papież miał odwiedzić Francję we wrześniu tego samego roku – przyp. W. R.), wydarzenie to pokaże siłę i bogactwo więzi między Stolicą Piotrową i Francją, najstarszą córką Kościoła”. Wcześniej jeszcze gen. de Gaulle mówił o tym związku, kiedy złożył wizytę papieżowi Janowi XXIII – 27 czerwca 1959 r.

– Dlaczego Francja nazywana jest najstarszą córką Kościoła?

– Gdy papież Aleksander VI w 1495 r. przyjął Karola VIII, powitał go jako „króla Francji, pierworodnego syna Kościoła”. Przez wieki papieże zwracali się do królów Francji w ten właśnie sposób. A następnie od „pierworodnego syna” przeszliśmy do wyrażenia „najstarszej córki Kościoła”, które odnosiło się do Francji.

– Ale po prezydenturze Sarkozy’ego „najstarsza córka Kościoła” zaczęła wyraźnie walczyć z Kościołem i katolicyzmem, aby wyeliminować te wartości z przestrzeni publicznej...

– W tym momencie trzeba by powiedzieć o skomplikowanej historii „dwóch Francji” (deux Frances): Francji o chrześcijańskich korzeniach i Francji oświecenia. Te dwie Francje walczyły ze sobą na przestrzeni wieków. Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Parlamencie Europejskim 11 października 1988 r. powiedział: „Odkąd na jej (Europy) terenie rozwinęły się w epoce nowożytnej prądy myślowe czyniące Boga coraz bardziej niezrozumiałym dla świata i człowieka, dwie przeciwstawne sobie wizje podtrzymują napięcie między punktem widzenia wierzących i zwolenników humanizmu agnostycznego, a czasem wręcz ateistycznego. Pierwsi uważają, że posłuszeństwo Bogu stanowi źródło prawdziwej wolności, a ona, nie będąc nigdy ani arbitralna, ani bezcelowa, jest wolnością prowadzącą ku prawdzie i dobru, czyli dwóm wartościom, których całkowite przyswojenie nie leży w granicach czysto ludzkich możliwości. Ta zasadnicza postawa wyraża się na płaszczyźnie etycznej przez akceptację zasad i norm postępowania dyktowanych przez rozum lub płynących z powagi słowa Bożego, których człowiek – jako jednostka i jako zbiorowość – nie może dowolnie unieważnić pod wpływem mody czy zmiennych interesów. Druga postawa polega na tym, że odrzuciwszy wszelką zależność stworzenia od Boga czy od transcendentnego porządku dobra i prawdy, uważa się człowieka samego w sobie za początek i koniec wszystkich rzeczy, a społeczeństwo – z jego normami, prawami i praktycznymi rozwiązaniami – za absolutnie suwerenne dzieło tegoż człowieka. Etyka nie ma wówczas żadnego fundamentu poza umową społeczną, a wolność jednostki – innych hamulców niż te, które społeczeństwo uważa za potrzebne do ochrony wolności innych jednostek. Według pewnych opinii, swobody obywatelskie i polityczne wywalczone niegdyś w drodze obalenia starego porządku, opartego na wierze religijnej, i dziś wiążą się nieodłącznie z marginalizacją, tzn. zwalczaniem religii, w której chętnie widzi się system alienacji”.
We Francji mamy wciąż do czynienia z tymi dwiema przeciwstawnymi wizjami świata i człowieka. A ponieważ do władzy dochodzą na przemian różne ugrupowania, po Sarkozym przybył nowy prezydent, Hollande, a wraz z nim ludzie, którzy mają inne poglądy na rzeczywistość.

– Dla tej ekipy rządzącej historia Francji rozpoczęła się od rewolucji francuskiej...

– Ci ludzie zapominają, że nie można wymazać historii. Kto tak twierdzi, ma ideologiczną wizję historii. Niestety, pewne kręgi w imieniu laickości promowały i nadal promują laicyzm, a są to dwie różne rzeczy. Według mnie, laickość jest gwarancją prawną wolności sumienia wszystkich obywateli, a laicyzm jest przyjęciem ideologii i koncepcji życia, które wykluczają wszelkie inne. Niestety, ludzie, którzy są obecnie u władzy we Francji, zapominają również, że pierwszym zadaniem polityka jest działanie na rzecz jedności narodu, a nie podsycanie antagonizmów.

– Francja powstała jako świeckie państwo w wyniku rewolucji francuskiej, której hasłem i symbolem były słowa: wolność, równość, braterstwo („Liberté”, „Égalité”, „Fraternité”). Ale te górnolotne ideały kontrastowały z metodami ich wprowadzania w życie, a rewolucjoniści dopuścili się już na samym początku straszliwej zbrodni, która uważana jest za pierwsze ludobójstwo w czasach współczesnych. Robespierre i inni członkowie Komitetu Ocalenia Publicznego zaplanowali eksterminację Wandejczyków, postrzeganych jako katolików i monarchistów. Ponad 20 proc. mieszkańców Wandei – w tym kobiety w ciąży, dzieci, starcy i księża – zostało zgładzonych w bestialski sposób (np. byli masowo topieni w Loarze). Ksiądz Kardynał – jak wspomniał – jest potomkiem ofiar z Wandei, więc dobrze zna tę historię. Jak to ludobójstwo, grzech pierworodny rewolucji, a także słynne powiedzenie Robespierre’a: „Nie ma wolności dla jej wrogów”, zaważyły na losach laickiej Francji?

– Do niedawna książki z historii ukazywały fakty związane z wojną w Wandei tylko w kategoriach politycznych i wojskowych. Ale ja, na 200. rocznicę tamtych wydarzeń, napisałem książki, w których udowadniam, że motywacje ludobójstwa Wandejczyków były zasadniczo religijne. Gdy badałem archiwa mojej rodziny, odkryłem, że moi przodkowie na początku, tak jak wielu innych ludzi, byli za rewolucją, ponieważ rolnicy chcieli niższych podatków i większej swobody. Ale sytuacja się zmieniła, gdy część księży „ugięła się”, złożyła przysięgę na konstytucję cywilną i przestała uznawać papieża. Ludzie nie chcieli tych kapłanów. Kobieta w mojej wsi została ścięta na gilotynie, ponieważ nie chciała „nowych księży, ale tych starych”, to znaczy, że nie chciała kapłanów, którzy zdradzili papieża. Jestem wdzięczny Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II za to, że beatyfikował tę kobietę.
Dzieje Wandei to także historia mojej rodziny, bo Jacques Cathelineau, nazywany „świętym z Anjou”, który rozpoczął bunt przeciwko republikanom, był przodkiem mojej cioci. Zbuntowali się prości ludzie, którym brakowało broni, ale którzy mieli wielką wiarę. Napoleon nazwał wojnę w Wandei wojną gigantów; twierdził, że gdyby wojsko Wandejczyków nie zatrzymało się w Nantes i poszło na Paryż, obaliłoby Republikę.

– Nie przez przypadek przypomniałem historię rewolucji. Po Sarkozym doszedł do władzy Hollande, który wybrał na ministra edukacji Vincenta Peillona, autora książki „La Revolution française n’est pas terminée” (Rewolucja francuska nie jest zakończona), w której stwierdza m.in.: „Zrobiliśmy zasadniczo rewolucję polityczną, ale nie moralną i duchową. Dlatego zostawiliśmy moralność i duchowość Kościołowi katolickiemu. Musimy to zmienić (...). Musimy stworzyć religię republikańską, a ta nowa religia to laickość”. I kontynuuje: „Rewolucja oznacza zapomnienie tego wszystkiego, co ją poprzedza. Dlatego ważną rolę odgrywa szkoła, która musi wyrwać dziecko z jego wszystkich przedrepublikańskich więzi i nauczyć je, jak stać się obywatelem. To jest jak nowe narodzenie, jak transsubstancjacja, która dokonuje się w szkole, jak nowy Kościół z jego nowymi pasterzami, jego nową liturgią i nowymi Tablicami Prawa”. Czy nie niepokoi Księdza Kardynała ta idea „stworzenia obywatela” Republiki Francuskiej, która przypomina próbę stworzenia „homo sovieticus” w komunistycznym Związku Sowieckim?

– Jednym z haseł rewolucji było: „W imię wolności można zabijać wrogów wolności”. To właśnie takie myślenie jest źródłem totalitaryzmu. Tak było później w przypadku gułagów – wszyscy historycy wskazują na związek między rewolucją francuską i rewolucją bolszewicką – ale także obozów koncentracyjnych. Niektórzy politycy uważają, że ponieważ naukowy pogląd na świat jest jedynym ważnym, ci, którzy tego nie akceptują, są chorzy i trzeba ich zmusić do milczenia. Zatem wybór ideologa Peillona na ministra edukacji był czymś strasznym. We Francji od 1905 r. obowiązuje słynne prawo rozdziału państwa i Kościoła, ale dla rewolucjonistów wszystkich czasów najważniejsze jest oddzielenie Kościoła od szkoły, dlatego że to szkoła ma uformować „nowego człowieka”. Tragiczne jest to, że po dwóch wiekach od rewolucji francuskiej, po dziesiątkach milionów ofiar tego błędnego poglądu na świat wraca laicki totalitaryzm. To, czego nie udało się zrealizować komunizmowi, próbuje ponownie osiągnąć laicyzm.

– Wielu obserwatorów francuskiej sceny politycznej wskazuje, że za „rewolucją kulturalną” socjalistów stoją loże masońskie. Dlaczego życie publiczne we Francji jest pod tak silnym wpływem masonerii?

– Należy przypomnieć trochę historii. Masoneria powstała w Anglii i początkowo miała charakter duchowy – czczono Najwyższą Istotę. W krajach anglosaskich są też loże wierzących. Francuska masoneria jest natomiast w większości antyklerykalna, a także antychrześcijańska. Była kiedyś ukrytą władzą, ale teraz jest tak silna, że już się nie ukrywa – ministrowie Republiki otwarcie przedstawiają się jako masoni. Niektórzy z nich – wolałbym nie wymieniać nazwisk – są zdania, że trzeba wyeliminować wrogów wolności, czyli nas, katolików. Ale historia się nie skończyła i zobaczymy, co się stanie w przyszłości. Dzięki Bogu, naród francuski pozostał z dala od tych ideologii. Świadczą o tym manifestacje w obronie tradycyjnej rodziny, gdy na ulice francuskich miast wyszło ponad 2 mln ludzi.

– Ludzie są dalecy od ideologii laicyzmu, ale często są rządzeni właśnie przez laickie „elity”...

– Tak często bywa. Są to perwersyjne skutki demokracji. Jak wytłumaczyć, że w kraju takim jak Malta Dom Mintoff, wybrany na premiera przez obywateli, z których 95 proc. to katolicy, prześladował Kościół? Nawet w katolickim Meksyku władze jeszcze do niedawna prześladowały ludzi wierzących. Pamiętam, że przed wizytą Jana Pawła II w Meksyku władze tego kraju poprosiły go o paszport, by przybić wizę. Papież, oczywiście, nie miał paszportu, a gdy przybył do Meksyku, prezydent wygłosił najkrótszą mowę powitalną, jaką kiedykolwiek słyszałem: „Dzień dobry panu. Życzę powodzenia wśród wyznawców pana religii”.

– W mieście Ploërmel został usunięty pomnik Jana Pawła II, ponieważ rzekomo naruszał prawo o świeckości państwa, a w miejscowości Publier w Górnej Sabaudii sąd administracyjny nakazał usunąć z publicznego parku statuę Madonny. Do tego rodzaju decyzji administracyjnych trzeba dodać akty wandalizmu wobec miejsc kultu, symboli chrześcijańskich, a także wobec księży. Teraz mówi się otwarcie o próbie wyeliminowania wszystkich symboli chrześcijańskich ze sfery publicznej. W artykule, który pojawił się na ten temat w dzienniku „Le Figaro”, Delphine de Mallevoüe nazwała to zjawisko „laickim dżihadem”. Co mamy myśleć o tym wszystkim?

– Ludzie, którzy utożsamiają się z tą absurdalną ideologią, korzystają z każdej okazji, aby zamanifestować swój laicyzm, tzn. zabronić jakiegokolwiek ukazywania treści religijnych w sferze publicznej. Ale są też pozytywne sygnały. Gdy w niektórych miastach zabroniono wystawienia żłóbka, francuska Rada Państwa (Conseil d’État) uznała, że szopka jest częścią naszej kultury, dlatego może być wystawiona jako element kulturowy. Również we Włoszech były próby usunięcia krzyży ze szkół i szpitali, ale Trybunał w Strasburgu uznał, że krzyż jest elementem tradycji, która nie może nikogo razić. Wojna jednak toczy się nadal i musimy być tego świadomi!

Tagi:
wywiad

Misjonarzem jest Chrystus

2018-04-18 12:13

Maria Palica
Edycja szczecińsko-kamieńska 16/2018, str. I-II

Maria Palica
Ks. Robert Gołębiowski z Relikwiami Krzyża Świętego, za nim ministranci z Krzyżem św. Ottona

Z członkiem grupy misyjnej, ks. kan. Robertem Gołębiowskim, o „Misjach u stóp Krzyża” rozmawia Maria Palica.

Maria Palica: – Parafie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej od ponad 7 lat przeżywają „Misje u stóp Krzyża”. Tuż przed Wielkanocą zakończyły się w dekanacie Goleniów, 26 kwietnia rozpoczną w dekanacie Kołbaskowo. Jaki jest główny cel tych Misji?

Ks. Robert Gołębiowski: – Impulsem do zorganizowania „Misji u stóp Krzyża” były wydarzenia wokół Krzyża, jaki stanął przed Pałacem Prezydenckim po tragedii smoleńskiej w kwietniu 2010 r. Przeżyliśmy wtedy półtoramiesięczne rekolekcje przy Krzyżu. Były tam przykłady pięknych świadectw wiary, ale także liczne profanacje Krzyża, a media non stop o tym mówiły. Abp Andrzej Dziega po tych wydarzeniach w gronie kilkunastu kapłanów zastanawiał się, czy i jak tę sytuację wykorzystać do działań duszpasterskich. Pytał, czy nie wyjść z Krzyżem do ludzi, żeby – i to jest główny cel tych Misji – zadośćuczynić za grzechy, które są popełniane wobec Krzyża. Ale żeby też był to jednocześnie czas refleksji nad znaczeniem Krzyża w życiu człowieka wierzącego. I tak zrodziła się myśl przeprowadzenia „Misji u stóp Krzyża” we wszystkich parafiach archidiecezji. Ksiądz Arcybiskup zaproponował, aby odbywały się one przy Relikwiach Krzyża Świętego z katedry kamieńskiej i Krzyżu św. Ottona.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Powstaje film o św. siostrze Faustynie „Miłość i Miłosierdzie”

2018-04-18 11:42

pgo, ks.mf, kolbe.org.pl / Warszawa (KAI)

„Teraz można będzie dostrzec, jak wiele elementów układa się w całość i jak dobry Bóg pięknie to wszystko wymyślił” – mówi Michał Kondrat reżyser filmu o św. s. Faustynie „Miłość i Miłosierdzie”. Premierę filmu zaplanowano na 5 października 2018 roku w Watykanie - w 80. rocznicę śmierci świętej. Z kolei dziś - 18 kwietnia- mija 25 lat od beatyfikacji św. s. Faustyny.

Materiały prasowe

Właśnie trwają zdjęcia do filmu „Miłość i Miłosierdzie”, który, jak zapowiadają twórcy, rzuci nowe światło na prawdę o potędze Bożego Miłosierdzia.

Grupa ekspertów wraz z reżyserem Michałem Kondratem odnalazła nieznane dotąd listy bł. ks. Michała Sopoćki – wieloletniego spowiednika polskiej wizjonerki. Penetrując zapomniane archiwa odkryli nieznane powszechnie dziś dokumenty, których ujawnienie pozwoli światu poznać, jak prawda o Bożym Miłosierdziu wpłynęła i dalej wpływa na jego losy. Postanowili swoje odkrycie nagłośnić i tak zrodził się pomysł realizacji dokumentu fabularyzowanego o roli jaką bł. ks. Sopoćko odegrał w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu.

„Teraz można będzie dostrzec, jak wiele elementów układa się w całość i jak dobry Bóg pięknie to wszystko wymyślił” – powiedział reżyser, Michał Kondrat o odkrytych dokumentach.

Zdjęcia dokumentalne do filmu kręcone będą w Polsce, USA, Litwie, Białorusi, Kolumbii oraz we Włoszech. W zdjęciach fabularnych udział wezmą wybitni polscy aktorzy. Premiera filmu przewidziana jest na 5 października 2018 roku w Watykanie - w 80. rocznicę śmierci św. s. Faustyny Kowalskiej.

Wsparcia produkcji można udzielić poprzez Fundację Filmową im. św. Maksymiliana Kolbe, której strona znajduje się pod adresem: www.kolbe.org.pl

Św. s. Faustyna (Helena Kowalska) urodziła się 25 sierpnia 1905 r. we wsi Głogowiec koło Łodzi. W 1925 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia Bożego. W zakonie przyjęła imię Maria Faustyna. Pracowała jako kucharka, ogrodniczka i furtianka w kilku domach Zgromadzenia w Warszawie, Płocku, Wilnie, Krakowie.

Zwykłym obowiązkom zakonnym towarzyszyły wizje i objawienia (po raz pierwszy 22 lutego 1931 r. w Płocku).W kolejnych objawieniach Jezus polecił jej namalowanie obrazu Pana Jezusa Miłosiernego z napisem "Jezu, ufam Tobie", chciał, aby założyła zgromadzenie, które będzie wypraszać dla świata Boże miłosierdzie, przekazał jej tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia, chciał też aby czcić moment Jego konania na krzyżu w Godzinie Miłosierdzia, i aby pierwsza niedziela po Wielkiejnocy była obchodzona w Kościele powszechnym jako Święto Miłosierdzia Bożego.

Swoje wizje i rozmowy z Jezusem opisuje s. Faustyna w "Dzienniczku" - jednym z najwybitniejszych dzieł mistyki chrześcijańskiej. Zmarła na gruźlicę 5 października 1938 r. w klasztorze Zgromadzenia w Łagiewnikach. 18 kwietnia 1993 r. papież Jan Paweł II beatyfikował, a 30 kwietnia 2000 r. kanonizował apostołkę miłosierdzia Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Papież w Alessano: Ewangelia wzywa często do niewygodnego życia

2018-04-20 10:58

tlum. st (KAI) / Alessano

Na znaczenie zrozumienia ubogich i budowania Kościoła świadczącego, że Bóg jest jedynym prawdziwym dobrem zwrócił dziś uwagę papież Franciszek modląc się przy grobie biskupa Antonia Bello w Alessano, który bywa uważany za prekursora duszpasterskiego stylu Ojca Świętego. Dzisiaj przypada 25 rocznica śmierci tego Sługi Bożego.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Przybyłem jako pielgrzym na tę ziemię z której pochodził Sługa Boży, Tonino Bello. Przed chwilą modliłem się przy jego grobie, który nie wznosi się monumentalnie w górę, ale jest całkowicie zanurzony w ziemi: Don Tonino, zasiany w swej ziemi zdaje się nam mówić, jak bardzo ukochał ten region. Chciałbym się nad tym zastanowić, przywołując przede wszystkim jego słowa wdzięczności: „Dziękuję, moja ziemio, mała i uboga, która zrodziłaś mnie ubogim, jak ty, ale która właśnie dlatego obdarzyłaś mnie niezrównanym bogactwem zrozumienia ubogich i tym, że mogę im dzisiaj służyć”[1].

Zrozumienie biednych było dla niego prawdziwym bogactwem. Miał rację, ponieważ ubodzy są naprawdę bogactwem Kościoła. Przypomina nam o tym stale don Tonino, w obliczu powracającej pokusy, by dojść do porozumienia z możnymi chwili obecnej, dążenia do przywilejów, samozadowolenia w wygodnym życiu. Ewangelia – zazwyczaj przypominał to na Boże Narodzenie i na Wielkanoc - wzywa często do niewygodnego życia, ponieważ ten, kto idzie za Jezusem kocha ubogich i pokornych. Tak czynił Nauczyciel, tak głosiła jego Matka, chwaląc Boga, bo On „Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych” (Łk 1,52). Kościół, który troszczy się o ubogich zawsze będzie dostrojony do kanału Boga, nigdy nie traci częstotliwości Ewangelii i czuje, że musi powrócić do tego, co istotne, aby konsekwentnie wyznawać, że Pan jest jedynym prawdziwym dobrem.

Don Tonino wzywa nas, byśmy nie teoretyzowali na temat bliskości wobec ubogich, ale byli blisko nich, tak jak to czynił Jezus, który będąc bogatym, dla nas stał się ubogim (por. 2 Kor 8,9). Don Tonino odczuwał potrzebę naśladowania Go, angażując się osobiście, aż do wyzbycia się siebie. Nie przeszkadzały jemu prośby, bolała go obojętność. Nie obawiał się braku pieniędzy, ale martwił się niepewnością pracy, problemem, który jest dziś tak aktualny. Nie tracił okazji, aby powiedzieć, że na pierwszym miejscu stoi pracownik z jego godnością, a nie zysk ze swoją chciwością. Nie stał z założonymi rękoma: działał lokalnie, aby siać pokój na całym świecie, w przekonaniu, że najlepszym sposobem, aby zapobiec przemocy i wszelkiego rodzaju wojnom jest zatroszczenie się o potrzebujących i krzewienie sprawiedliwości. Jest tak naprawdę, bo jeśli wojna rodzi ubóstwo, to także ubóstwo wywołuje wojnę [2]. Zatem pokój budowany jest począwszy od domów, ulic, warsztatów, gdzie osobistym wysiłkiem kształtuje się komunia. Don Tonino pełen nadziei powiedział: „Od zakładu, tak jak kiedyś od warsztatu z Nazaretu, wyjdzie słowo pokoju, które wytyczy drogę ludzkości spragnionej sprawiedliwości, ku nowym celom”[3].

Drodzy bracia i siostry, to powołanie pokoju należy do waszej ziemi, do tej wspaniałej ziemi pogranicza - finis-terrae – którą don Tonino nazywał „terra-finestra” [„ziemia- okno”], bo z południa Włoch otwiera się na południe świata, gdzie „najubożsi są coraz liczniejsi, a bogaci stają się coraz bogatsi i jest ich coraz mniej” [4]. Jesteście „otwartym oknem, w którym można obserwować całe ubóstwo ciążące na historii” [5], ale jesteście przede wszystkim oknem nadziei, aby Region Śródziemnomorski, historyczny basen cywilizacji, nigdy nie był napiętym łukiem walki, ale gościnną arką pokoju” [6].

Don Tonino jest człowiekiem swojej ziemi, bo na tej ziemi dojrzewało jego kapłaństwo. Tutaj rozkwitło jego powołanie, które uwielbiał nazywać ewokacją: przywoływaniem tego, jak szalenie Bóg miłuje szczególnie, każde po kolei nasze kruche życie; echo Jego głosu miłości, który przemawia do nas każdego dnia; wezwanie, aby zawsze iść naprzód, by odważnie marzyć, zdecentralizować nasze życie, by służyło innym; zaproszenie, by zawsze ufać Bogu, jedynemu, który potrafi przemienić życie w święto. Takim właśnie jest powołanie według don Tonino: powołanie, by stawać się nie tylko pobożnymi wiernymi, ale w pełnym tego słowa znaczeniu rozmiłowanymi w Panu, z żarliwością marzenia, porywem daru, śmiałością, by nie poprzestawać na półśrodkach. Gdy bowiem Pan rozpala serce, to nie można zgasić nadziei. Kiedy Pan prosi o nasze przyzwolenie, nie możemy odpowiedzieć „być może”. Warto, by nie tylko młodzi, ale my wszyscy, poszukujący sensu życia, byśmy słuchali i usłyszeli na nowo słowa don Tonino.

Na tej ziemi Antonio urodził się jako Tonino i stał się don Tonino. To proste i bliskie imię, które czytamy na jego grobie, wciąż do nas przemawia. Mówi o jego pragnieniu, by stać się maluczkim, żeby być blisko, by skracać dystanse, by zaoferować pomocną dłoń. Zachęca do prostej i autentycznej otwartości Ewangelii. Don Tonino bardzo to zalecał, zostawiając w spadku swoim kapłanom. Mawiał: „Miłujmy świat. Bądźmy dla niego życzliwi. Weźmy go pod ramię. Okazujmy miłosierdzie. Nie przeciwstawiajmy się jemu w obliczu rygorów prawa, jeśli wcześniej nie łagodziliśmy ich dawkami czułości” [7]. Są to słowa, które ukazują pragnienie Kościoła dla świata: nie światowego, ale dla świata. Niech Pan da nam tę łaskę Kościoła nie światowego służącego światu! Kościoła nie światowego, ale dla świata. Kościoła oczyszczonego z samoodniesienia i „ekstrawertycznego, wychylonego, nie owiniętego wokół samego siebie” [8]; nie czekającego aż otrzyma, ale udzielającego pierwszej pomocy; nigdy nie uśpionego w nostalgii za przeszłością, ale rozpalonego miłością do dnia dzisiejszego, na wzór Boga, który „tak umiłował świat” (J 3,16).

Imię „don Tonino” mówi nam także o jego zdrowej alergii na tytuły i zaszczyty, jego pragnieniu, by pozbawiać się wszystkiego dla Jezusa, który ogołocił się ze wszystkiego, jego odwadze, by uwolnić się od tego, co mogłoby przypominać oznaki władzy, aby uczynić miejsce dla mocy znaków[9]. Don Tonino z pewnością nie czynił tego dla wygody lub poszukując aprobaty, ale pobudzony wzorem Pana. W miłości do Niego możemy znaleźć siłę do porzucenia szat, które wstrzymują krok, by przyoblec się w służbę, aby być „Kościołem w fartuchu, jedyną szatą kapłańską odnotowaną przez Ewangelię” [10].

Co jeszcze mógłby nam powiedzieć don Tonino z tej swojej ukochanej ziemi? Ten wierzący z nogami na ziemi i oczyma skierowanymi ku niebu, a szczególnie z sercem, które łączyło niebo i ziemię, ukuł, wśród wielu innych, oryginalne słowo, które przekazuje każdemu z nas wielką misję. Lubił mówić, że my, chrześcijanie, „musimy być kontempl-aktywni, czyli ludźmi, którzy wychodzą z kontemplacji a następnie pozwalają, by ich dynamizm, ich zaangażowanie zaowocowało w działaniu” [11]., ludźmi, którzy nigdy nie oddzielają modlitwy i działania. Drogi don Tonino, przestrzegałeś nas od ponurzenia się w wir obowiązków bez siedzenia przed tabernakulum, byśmy się nie łudzili pracując na próżno dla królestwa Bożego[12]. A moglibyśmy zadać sobie pytanie, czy wychodzimy od tabernakulum, czy od nas samych. Mógłbyś nas również zapytać, czy gdy wyszliśmy - idziemy: czy podobnie jak Maryja, kobieta pielgrzymująca, wstajemy, aby dotrzeć i służyć człowiekowi, każdemu człowiekowi. Gdybyś o to zapytał, powinniśmy się wstydzić naszego bezruchu i naszych stałych usprawiedliwień. Przywrócić nas do naszego wzniosłego powołania; pomóż nam być coraz bardziej Kościołem kontemplacyjnym, rozmiłowanym w Bogu i namiętnie kochającym człowieka!

Drodzy bracia i siostry, w każdym czasie Pan stawia na drodze Kościoła świadków, którzy uosabiają dobrą wieść Wielkanocy, proroków nadziei dla przyszłości wszystkich. Z waszej ziemi Bóg zrodził jednego, jako dar i proroctwo dla naszych czasów. A Bóg pragnie, aby Jego dar został przyjęty, aby Jego proroctwo zostało zrealizowane. Nie zadowalajmy się spisaniem pięknych wspomnień, nie dajmy się powstrzymać tęsknotami za przeszłością ani nawet leniwą gadaniną chwili obecnej czy też obawami o przyszłość. Naśladujmy don Tonino, dajmy się porwać jego młodzieńczej gorliwości chrześcijańskiej, usłyszmy jego usilne wezwanie do życia Ewangelią bez taryfy ulgowej. Jest to mocne zaproszenie skierowane do każdego z nas i dla nas jako Kościoła. Niech nam pomoże szerzyć dziś wonną radość Ewangelii.

PRZYPISY:

1.„Grazie, Chiesa di Alessano», La terra dei miei sogni. Bagliori di luce dagli scritti ugentini, 2014, 477. 2.Por. ŚW. JAN PAWEŁ II, „Jeśli pragniesz pokoju, wyjdź naprzeciw ubogim, Orędzie na XXVI Światowy Dzień Pokoju, 1 stycznia 1993. 3.La terra dei miei sogni, 32. 4.“Il pentalogo della speranza”, Scritti vari, interviste aggiunte, 2007, 252. 5.“La speranza a caro prezzo”, Scritti di pace, 1997, 348. 6.Por. „La profezia oltre la mafia”, tamże, 280. 7.“Torchio e spirit”. Omelia per la Messa crismale 1993», Omelie e scritti quaresimali, 2015, 97. 8.“Sacerdoti per il mondo”, Cirenei della gioia, 2004, 26. 9.“Dai poveri verso tutti”, tamże, 122 ss. 10.“Configurati a Cristo capo e sacerdote”, tamże, 61. 11. Tamże, 55. 12.Por. “Contempl-attivi nella ferialità quotidiana”, Non c’è fedeltà senza rischio, 2000, 124; “Soffrire le cose di Dio e soffrire le cose dell’uomo”, Cirenei della gioia, 81-82.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem