Reklama

Francja i laicki dżihad

2017-02-08 10:02

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 7/2017, str. 10-11

Włodzimierz Rędzioch
kard. Paul Poupard

O walczącej laicyzacji we Francji z kard. Paulem Poupardem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Ksiądz Kardynał był obecny 20 grudnia 2007 r. w pałacu na Lateranie i mógł osobiście usłyszeć przemówienie prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego podczas ceremonii nadania mu tytułu Honorowego Kanonika Bazyliki św. Jana. Dzisiaj, z perspektywy minionych lat, rodzi się pytanie: dlaczego Francja nie poszła w kierunku wskazanym przez Sarkozy’ego i stała się znowu krajem walczącej laicyzacji?

KARD. PAUL POUPARD: – Spotkałem się z prezydentem Sarkozym kilka miesięcy przed uroczystością u św. Jana na Lateranie, podczas pogrzebu kard. Jeana-Marie Lustigera, który odbył się w katedrze Notre Dame w Paryżu 10 sierpnia 2007 r.
Ponieważ mnie znał, po wygłoszeniu przemówienia podszedł do mnie i zapytał: „Co Eminencja sądzi o mojej wypowiedzi?”. Powiedziałem mu, że jako potomek ofiar z Wandei (Wandea – region w zachodniej Francji, nad Atlantykiem, w którym pod koniec XVIII wieku armia republikańska dokonała masakry miejscowej ludności – przyp. W. R.), jestem mu wdzięczny, iż publicznie przyznał, że moi przodkowie byli ofiarami Republiki Francuskiej. Jeśli chodzi o jego wypowiedź, chciałbym podkreślić jedną rzecz – uznano jej treść za nowość, ale tak nie było. Gdy Jan Paweł II przyjął Jacques’a Chiraca 20 stycznia 1996 r., prezydent powiedział: „Kiedy w obecności Jego Świątobliwości będziemy obchodzić 1500. rocznicę chrztu Chlodwiga, króla Franków (Papież miał odwiedzić Francję we wrześniu tego samego roku – przyp. W. R.), wydarzenie to pokaże siłę i bogactwo więzi między Stolicą Piotrową i Francją, najstarszą córką Kościoła”. Wcześniej jeszcze gen. de Gaulle mówił o tym związku, kiedy złożył wizytę papieżowi Janowi XXIII – 27 czerwca 1959 r.

– Dlaczego Francja nazywana jest najstarszą córką Kościoła?

– Gdy papież Aleksander VI w 1495 r. przyjął Karola VIII, powitał go jako „króla Francji, pierworodnego syna Kościoła”. Przez wieki papieże zwracali się do królów Francji w ten właśnie sposób. A następnie od „pierworodnego syna” przeszliśmy do wyrażenia „najstarszej córki Kościoła”, które odnosiło się do Francji.

– Ale po prezydenturze Sarkozy’ego „najstarsza córka Kościoła” zaczęła wyraźnie walczyć z Kościołem i katolicyzmem, aby wyeliminować te wartości z przestrzeni publicznej...

– W tym momencie trzeba by powiedzieć o skomplikowanej historii „dwóch Francji” (deux Frances): Francji o chrześcijańskich korzeniach i Francji oświecenia. Te dwie Francje walczyły ze sobą na przestrzeni wieków. Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Parlamencie Europejskim 11 października 1988 r. powiedział: „Odkąd na jej (Europy) terenie rozwinęły się w epoce nowożytnej prądy myślowe czyniące Boga coraz bardziej niezrozumiałym dla świata i człowieka, dwie przeciwstawne sobie wizje podtrzymują napięcie między punktem widzenia wierzących i zwolenników humanizmu agnostycznego, a czasem wręcz ateistycznego. Pierwsi uważają, że posłuszeństwo Bogu stanowi źródło prawdziwej wolności, a ona, nie będąc nigdy ani arbitralna, ani bezcelowa, jest wolnością prowadzącą ku prawdzie i dobru, czyli dwóm wartościom, których całkowite przyswojenie nie leży w granicach czysto ludzkich możliwości. Ta zasadnicza postawa wyraża się na płaszczyźnie etycznej przez akceptację zasad i norm postępowania dyktowanych przez rozum lub płynących z powagi słowa Bożego, których człowiek – jako jednostka i jako zbiorowość – nie może dowolnie unieważnić pod wpływem mody czy zmiennych interesów. Druga postawa polega na tym, że odrzuciwszy wszelką zależność stworzenia od Boga czy od transcendentnego porządku dobra i prawdy, uważa się człowieka samego w sobie za początek i koniec wszystkich rzeczy, a społeczeństwo – z jego normami, prawami i praktycznymi rozwiązaniami – za absolutnie suwerenne dzieło tegoż człowieka. Etyka nie ma wówczas żadnego fundamentu poza umową społeczną, a wolność jednostki – innych hamulców niż te, które społeczeństwo uważa za potrzebne do ochrony wolności innych jednostek. Według pewnych opinii, swobody obywatelskie i polityczne wywalczone niegdyś w drodze obalenia starego porządku, opartego na wierze religijnej, i dziś wiążą się nieodłącznie z marginalizacją, tzn. zwalczaniem religii, w której chętnie widzi się system alienacji”.
We Francji mamy wciąż do czynienia z tymi dwiema przeciwstawnymi wizjami świata i człowieka. A ponieważ do władzy dochodzą na przemian różne ugrupowania, po Sarkozym przybył nowy prezydent, Hollande, a wraz z nim ludzie, którzy mają inne poglądy na rzeczywistość.

– Dla tej ekipy rządzącej historia Francji rozpoczęła się od rewolucji francuskiej...

– Ci ludzie zapominają, że nie można wymazać historii. Kto tak twierdzi, ma ideologiczną wizję historii. Niestety, pewne kręgi w imieniu laickości promowały i nadal promują laicyzm, a są to dwie różne rzeczy. Według mnie, laickość jest gwarancją prawną wolności sumienia wszystkich obywateli, a laicyzm jest przyjęciem ideologii i koncepcji życia, które wykluczają wszelkie inne. Niestety, ludzie, którzy są obecnie u władzy we Francji, zapominają również, że pierwszym zadaniem polityka jest działanie na rzecz jedności narodu, a nie podsycanie antagonizmów.

– Francja powstała jako świeckie państwo w wyniku rewolucji francuskiej, której hasłem i symbolem były słowa: wolność, równość, braterstwo („Liberté”, „Égalité”, „Fraternité”). Ale te górnolotne ideały kontrastowały z metodami ich wprowadzania w życie, a rewolucjoniści dopuścili się już na samym początku straszliwej zbrodni, która uważana jest za pierwsze ludobójstwo w czasach współczesnych. Robespierre i inni członkowie Komitetu Ocalenia Publicznego zaplanowali eksterminację Wandejczyków, postrzeganych jako katolików i monarchistów. Ponad 20 proc. mieszkańców Wandei – w tym kobiety w ciąży, dzieci, starcy i księża – zostało zgładzonych w bestialski sposób (np. byli masowo topieni w Loarze). Ksiądz Kardynał – jak wspomniał – jest potomkiem ofiar z Wandei, więc dobrze zna tę historię. Jak to ludobójstwo, grzech pierworodny rewolucji, a także słynne powiedzenie Robespierre’a: „Nie ma wolności dla jej wrogów”, zaważyły na losach laickiej Francji?

– Do niedawna książki z historii ukazywały fakty związane z wojną w Wandei tylko w kategoriach politycznych i wojskowych. Ale ja, na 200. rocznicę tamtych wydarzeń, napisałem książki, w których udowadniam, że motywacje ludobójstwa Wandejczyków były zasadniczo religijne. Gdy badałem archiwa mojej rodziny, odkryłem, że moi przodkowie na początku, tak jak wielu innych ludzi, byli za rewolucją, ponieważ rolnicy chcieli niższych podatków i większej swobody. Ale sytuacja się zmieniła, gdy część księży „ugięła się”, złożyła przysięgę na konstytucję cywilną i przestała uznawać papieża. Ludzie nie chcieli tych kapłanów. Kobieta w mojej wsi została ścięta na gilotynie, ponieważ nie chciała „nowych księży, ale tych starych”, to znaczy, że nie chciała kapłanów, którzy zdradzili papieża. Jestem wdzięczny Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II za to, że beatyfikował tę kobietę.
Dzieje Wandei to także historia mojej rodziny, bo Jacques Cathelineau, nazywany „świętym z Anjou”, który rozpoczął bunt przeciwko republikanom, był przodkiem mojej cioci. Zbuntowali się prości ludzie, którym brakowało broni, ale którzy mieli wielką wiarę. Napoleon nazwał wojnę w Wandei wojną gigantów; twierdził, że gdyby wojsko Wandejczyków nie zatrzymało się w Nantes i poszło na Paryż, obaliłoby Republikę.

– Nie przez przypadek przypomniałem historię rewolucji. Po Sarkozym doszedł do władzy Hollande, który wybrał na ministra edukacji Vincenta Peillona, autora książki „La Revolution française n’est pas terminée” (Rewolucja francuska nie jest zakończona), w której stwierdza m.in.: „Zrobiliśmy zasadniczo rewolucję polityczną, ale nie moralną i duchową. Dlatego zostawiliśmy moralność i duchowość Kościołowi katolickiemu. Musimy to zmienić (...). Musimy stworzyć religię republikańską, a ta nowa religia to laickość”. I kontynuuje: „Rewolucja oznacza zapomnienie tego wszystkiego, co ją poprzedza. Dlatego ważną rolę odgrywa szkoła, która musi wyrwać dziecko z jego wszystkich przedrepublikańskich więzi i nauczyć je, jak stać się obywatelem. To jest jak nowe narodzenie, jak transsubstancjacja, która dokonuje się w szkole, jak nowy Kościół z jego nowymi pasterzami, jego nową liturgią i nowymi Tablicami Prawa”. Czy nie niepokoi Księdza Kardynała ta idea „stworzenia obywatela” Republiki Francuskiej, która przypomina próbę stworzenia „homo sovieticus” w komunistycznym Związku Sowieckim?

– Jednym z haseł rewolucji było: „W imię wolności można zabijać wrogów wolności”. To właśnie takie myślenie jest źródłem totalitaryzmu. Tak było później w przypadku gułagów – wszyscy historycy wskazują na związek między rewolucją francuską i rewolucją bolszewicką – ale także obozów koncentracyjnych. Niektórzy politycy uważają, że ponieważ naukowy pogląd na świat jest jedynym ważnym, ci, którzy tego nie akceptują, są chorzy i trzeba ich zmusić do milczenia. Zatem wybór ideologa Peillona na ministra edukacji był czymś strasznym. We Francji od 1905 r. obowiązuje słynne prawo rozdziału państwa i Kościoła, ale dla rewolucjonistów wszystkich czasów najważniejsze jest oddzielenie Kościoła od szkoły, dlatego że to szkoła ma uformować „nowego człowieka”. Tragiczne jest to, że po dwóch wiekach od rewolucji francuskiej, po dziesiątkach milionów ofiar tego błędnego poglądu na świat wraca laicki totalitaryzm. To, czego nie udało się zrealizować komunizmowi, próbuje ponownie osiągnąć laicyzm.

– Wielu obserwatorów francuskiej sceny politycznej wskazuje, że za „rewolucją kulturalną” socjalistów stoją loże masońskie. Dlaczego życie publiczne we Francji jest pod tak silnym wpływem masonerii?

– Należy przypomnieć trochę historii. Masoneria powstała w Anglii i początkowo miała charakter duchowy – czczono Najwyższą Istotę. W krajach anglosaskich są też loże wierzących. Francuska masoneria jest natomiast w większości antyklerykalna, a także antychrześcijańska. Była kiedyś ukrytą władzą, ale teraz jest tak silna, że już się nie ukrywa – ministrowie Republiki otwarcie przedstawiają się jako masoni. Niektórzy z nich – wolałbym nie wymieniać nazwisk – są zdania, że trzeba wyeliminować wrogów wolności, czyli nas, katolików. Ale historia się nie skończyła i zobaczymy, co się stanie w przyszłości. Dzięki Bogu, naród francuski pozostał z dala od tych ideologii. Świadczą o tym manifestacje w obronie tradycyjnej rodziny, gdy na ulice francuskich miast wyszło ponad 2 mln ludzi.

– Ludzie są dalecy od ideologii laicyzmu, ale często są rządzeni właśnie przez laickie „elity”...

– Tak często bywa. Są to perwersyjne skutki demokracji. Jak wytłumaczyć, że w kraju takim jak Malta Dom Mintoff, wybrany na premiera przez obywateli, z których 95 proc. to katolicy, prześladował Kościół? Nawet w katolickim Meksyku władze jeszcze do niedawna prześladowały ludzi wierzących. Pamiętam, że przed wizytą Jana Pawła II w Meksyku władze tego kraju poprosiły go o paszport, by przybić wizę. Papież, oczywiście, nie miał paszportu, a gdy przybył do Meksyku, prezydent wygłosił najkrótszą mowę powitalną, jaką kiedykolwiek słyszałem: „Dzień dobry panu. Życzę powodzenia wśród wyznawców pana religii”.

– W mieście Ploërmel został usunięty pomnik Jana Pawła II, ponieważ rzekomo naruszał prawo o świeckości państwa, a w miejscowości Publier w Górnej Sabaudii sąd administracyjny nakazał usunąć z publicznego parku statuę Madonny. Do tego rodzaju decyzji administracyjnych trzeba dodać akty wandalizmu wobec miejsc kultu, symboli chrześcijańskich, a także wobec księży. Teraz mówi się otwarcie o próbie wyeliminowania wszystkich symboli chrześcijańskich ze sfery publicznej. W artykule, który pojawił się na ten temat w dzienniku „Le Figaro”, Delphine de Mallevoüe nazwała to zjawisko „laickim dżihadem”. Co mamy myśleć o tym wszystkim?

– Ludzie, którzy utożsamiają się z tą absurdalną ideologią, korzystają z każdej okazji, aby zamanifestować swój laicyzm, tzn. zabronić jakiegokolwiek ukazywania treści religijnych w sferze publicznej. Ale są też pozytywne sygnały. Gdy w niektórych miastach zabroniono wystawienia żłóbka, francuska Rada Państwa (Conseil d’État) uznała, że szopka jest częścią naszej kultury, dlatego może być wystawiona jako element kulturowy. Również we Włoszech były próby usunięcia krzyży ze szkół i szpitali, ale Trybunał w Strasburgu uznał, że krzyż jest elementem tradycji, która nie może nikogo razić. Wojna jednak toczy się nadal i musimy być tego świadomi!

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Marek Jędraszewski Człowiekiem Roku "Tygodnika Solidarność"

2018-02-22 18:36

Biuro prasowe archidiecezji krakowskiej / Kraków (KAI)

Abp Jędraszewski wspominał, że w dekalogu jest napisane, by „czcić ojca swego i matkę swoją", dlatego też Kościół ma prawo angażować się w życie publiczne, wskazując drogę, jaką społeczeństwo powinno podążać - mówiła Izabela Kozłowska z „Tygodnika Solidarność" w Polskim Radiu 24. „Tygodnik Solidarność” wybrał Człowiekiem Roku 2017 metropolitę krakowskiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Izabela Kozłowska z „Tygodnika Solidarność" w rozmowie w Polskim Radiu 24 wskazała na zasadnicze powody, dla których arcybiskup Jędraszewski został wybrany Człowiekiem Roku 2017. - Po pierwsze ks. arcybiskup zawsze był, jest i mam nadzieję będzie przyjacielem „Solidarności". (...) Po drugie arcybiskup Jędraszewski mocno wspierał nie tylko „Solidarność", ale i komitet ustawodawczy w sprawie ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Dodawał otuchy, że warto walczyć do samego końca i nie poddawać się, pomimo różnych trudności - mówiła Kozłowska.

Dziennikarka podkreśliła także, że metropolita krakowski upomina się o najsłabszych i, widząc niesprawiedliwość społeczną, odważnie reaguje, co nierzadko spotyka się z krytyką. - Arcybiskup Marek Jędraszewski, mimo że jest wielokrotnuie krytykowany, pozostaje wierny nauczaniu Pana Jezusa i Ewangelii i temu co pozostawili wielcy papieże, przede wszystkim św. Jan Paweł II - mówiła Kozłowska. Zaznaczyła także, że nauczanie metropolity krakowskiego przesiąknięte jest nauczaniem Jana Pawła II.

Jednym z tematów, w obrębie którego metropolita spotyka się z krytyką, jest prawo do życia, gdzie wypowiada się bezkompromisowo. Obecnie wspiera tych, którzy walczą o zaprzestanie aborcji eugenicznej w Polsce. Podobnie, co podkreśliła Izabela Kozłowska, było w przypadku wolnych niedziel, gdzie „Solidarność" otrzymała silne poparcie metropolity, który mówił bez ogródek: „Lament, który wywołało wprowadzenie ograniczenia w handlu pokazuje, że pozwoliliśmy na pewne zniewolenie siebie. Niewątpliwie po 1989 roku z polskim społeczeństwem stało się coś złego. W imię sukcesu zawodowego i powodzenia ekonomicznego bardzo łatwo odeszliśmy od najbardziej podstawowych zasad wypływających z dekalogu, a w konsekwencji od zasad dotyczących podstawowej solidarności społecznej".

Metropolita krakowski wielokrotnie zabierał głos w sprawie rodziny, dając tym samym znać, że zdaje sobie sprawę z kryzysu relacji, na co wpływa wiele czynników. Wskazywał także na Ewangelię, jako najtrwalszy fundament, na którym można i trzeba budować. Arcybiskup Jędraszewski dał się poznać także jako człowiek wzywający nie tylko do wierności Ewangelii, ale także ojczyźnie. - W wywiadzie arcybiskup Jędraszewski wspominał, że w dekalogu jest napisane, by „czcić ojca swego i matkę swoją", dlatego też Kościół ma prawo angażować się w życie publiczne, wskazując drogę jaką społeczeństwo powinno podążać. Ojczyzna w tym kontekście rozumiana jest jako matka. Dlatego też „Bóg, Honor, Ojczyzna" to nie są tylko puste słowa w życiu arcybiskupa Jędraszewskiego - podkreśliła Izabela Kozłowska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dzień Modlitwy i Postu o Pokój: wyznawcy różnych religii odpowiadają na apel Papieża

2018-02-22 19:00

Radio Watykańskie

Wojciech Woźny/PAH
W Sudanie każda kropla wody jest na wagę złota

„Świadomość tego, że nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu i bólu, że wyznawcy różnych religii są z nami i wspierają nas w naszym dążeniu do pokoju i pojednania, znaczy dla nas bardzo wiele”. Tymi słowami przewodniczący Sudańskiej Rady Kościołów, ojciec James Oyet Latansio, odniósł się do informacji o szerokim odzewie na mający odbyć się jutro, w piątek, dzień modlitwy i postu w intencji pokoju, szczególnie w Demokratycznej Republice Konga i w Południowym Sudanie. Na apel Ojca Świętego odpowiedziały m.in. wspólnoty anglikańskie, prawosławne i muzułmańskie.

Do udziału w inicjatywie zaproszał wiernych także prefekt Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. „Modlitwa wszystkich chrześcijan w tym dniu o dar pokoju byłaby autentycznym znakiem solidarności i bliskości z tymi, którzy cierpią, szczególnie z wieloma chrześcijanami z różnych Kościołów” - stwierdził kard. Kurt Koch.

O wielkim znaczeniu ogłoszonego przez Papieża dnia modlitwy i postu mówi hiszpańska zakonnica Yudith Pereira Rico, od lat posługująca w ogarniętym wojną Sudanie Południowym. „Post i modlitwa to klucz do rozwiązania wielu problemów” -podkreśla.

„Nie zapominajcie o nas: o to błagają ludzie. Nie proszą o pieniądze, ani nawet o jedzenie. Papież nie zapomina, a jego apele pomagają nie zapomnieć także innym - twierdzi siostra. Co możemy zrobić, a czego nie robimy? Post i modlitwa zaproponowane przez Papieża są odpowiedzią na to pytanie” - dodaje. Według niej post, uwalniając nas od rozkojarzeń i wszystkich innych rzeczy, które zajmują nasze serca, nasze życie i nie pozwalają być wolnymi, czyni nas świadomymi konieczności pomagania innym. Jałmużna, w ten sam sposób, uczy nas dzielenia się. Wszystko to pomaga w zmniejszeniu ogromnej różnicy między dwoma stanami: mieć wszystko a nie mieć nic. Modlitwa natomiast otwiera serca na Boga i na bliźnich” - podkreśla.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem