Reklama

Sklep sakralny

Bóg robi sobie we mnie miejsce

2017-01-25 09:38

Rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 5/2017, str. 8-9

Bożena Sztajner/Niedziela

Najpierw spalił się jej dom, rok później utopił się syn, a parę lat później, gdy wydawało się, że cała pula nieszczęść została wyczerpana, drugi syn w wypadku stracił rękę i nogę. Mimo wszystko Urszula Mela nadal wierzy, że Bóg jest Miłością. Rozmowa, którą z nią przeprowadziła Agnieszka Porzezińska, jest zapisem spotkania zorganizowanego w ramach Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Czy z betlejemskiej stajni płynie dla Ciebie dobra nowina?

URSZULA MELA: – Przed naszym spotkaniem postałam sobie przed szopką w kościele. Patrzyłam na żłóbek, który jest przecież dużo bardziej zadbany niż ten prawdziwy. Tutaj nie pachnie brzydko, świecą się kolorowe lampki. Zastanawiałam się, gdzie jest tutaj dla mnie miejsce i co dla mnie znaczy bycie dobrą matką.

– Co znaczy?

– Miałam dużo wyobrażeń na temat tego, jaką dobrą będę matką, a potem dużo więcej doświadczeń świadczących o tym, że jest zupełnie inaczej. Ciągle widziałam, czego nie potrafię, czego nie jestem w stanie zrobić. Po urodzeniu pierwszego dziecka popatrzyłam na nie: było takie bezbronne, kruche, i przeraziłam się, bo zobaczyłam równocześnie swoją słabość, nieporadność.

– Może Maryja także wyobrażała sobie, co powinna dać swojemu dziecku, co chciałaby dać...

– Ja chciałabym dać mój czas, moją cierpliwość, opiekę, troskę, pracowitość, moje wszystko... A widzę, że tego nie mam. Dzisiaj, gdy patrzyłam na stajenkę, pomyślałam, że to jest idealny obraz dla mnie. Jezus urodził się w jednych z najgorszych okoliczności, jakie można sobie wyobrazić. Nie miał nic.

– To znaczy, że świat nas okłamuje. Twoje dziecko musi mieć to, to i to, żeby się dobrze rozwijać, a Ty musisz być taka, siaka i owaka, żeby to dziecko dobrze wychowywać...

– Dokładnie. A Ewangelia pokazuje, że te wszystkie „musisz” i „powinnaś”, czyli wyobrażenia, nie są Bogu do niczego potrzebne. Gdy trzymałam swoje małe dzieci na rękach, jeszcze nie słyszałam o tym, że naszym zadaniem jest uczyć się widzieć w twarzy drugiego człowieka twarz Chrystusa; w twarzy drugiego człowieka – a więc i we własnych dzieciach. Ten mały człowiek, moje dziecko, ma również jakąś historię przewidzianą przez Boga i niekoniecznie jest to historia, którą ja dla niego wymyślam.

– Nie realizować życia dzieciom zgodnie z własną wizją, która wydaje nam się bardzo dobra, jest bardzo ciężko. Naturalne jest, że w stosunku do dzieci pojawiają się jakieś marzenia, wyobrażenia...

– To straszna bieda je mieć. Ja się bardzo starałam nie mieć, bo wiedziałam, jakim cierpieniem była dla mnie próba sprostania oczekiwaniom mojego taty. Chciałam tego dzieciom oszczędzić, ale oczywiście zafundowałam im inną jazdę...

– Czy uważasz, że każdy rodzic jest skazany na krzywdzenie swoich dzieci? Zdecydowana większość nie ma przecież takich intencji...

– Tak. Każda matka jest kiepską matką, a każdy ojciec jest kiepskim ojcem.

– Mówisz serio?

– Może ktoś się zbulwersuje. Tylko że to nie jest zarzut. Gdy już tak sobie powyliczałam, co jest ze mną nie tak i jak bardzo nie nadaję się na matkę, bardzo ważnym odkryciem były dla mnie słowa proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię” (1, 5). Jak to do mnie dotarło, to poczułam ogromną ulgę. Nie dość, że Bóg mnie stworzył, to jeszcze wcześniej wymyślił? Z tą całą moją słabością, z moją biedą? Od samego początku dużo lepiej niż ja wiedział, jaka jestem.

– Wiedział, jaka jesteś, i Ci te Twoje dzieci dał...

– Dokładnie. Zdecydował się dać mi czworo dzieci. Cztery osoby pod opiekę...

– A Bóg zawsze wie, co robi...

– Skoro Bóg dał, to musiał uznać, że wystarczy, kim jestem, żeby Jego plany mogły się realizować. Moim zadaniem jest jak najmniej przeszkadzać Bogu, czyli Jemu oddać dzieci, które urodziłam. To jest następna, bardzo trudna tajemnica Ofiarowania – nie trzymać dzieci w garści. Zgodzić się na to, czego nie można im dać, o co same będą musiały zawalczyć. Ostatnio usłyszałam pytanie: Jak wychować takie dzielne dziecko jak Jasiek? Nie mam pojęcia. Wrzucić do transformatora? Zabić mu brata? Przepraszam, że tak mówię, ale wiesz... To nie ja wychowałam dzielne dziecko. To Bóg dopuścił okoliczności, które wymusiły na nas to, żeby zacząć myśleć, zacząć się zastanawiać, o co w życiu chodzi, co jest ważne...

– Wiesz już?

– Po iluś latach widzę, że każde z naszych trudnych doświadczeń przyniosło coś bardzo dobrego. Ale nie od razu.

– Czy kiedy przeżywałaś kolejne trudne doświadczenia, wypominałaś Bogu, że nie kocha, że jest okrutny?

– Byłam przekonana, że to kara, że pewnie mi się należała, że nie zasługuję na nic lepszego. Dobrą nowiną jest dla mnie to, że Pan Bóg się mną nie gorszy. Ja mogę stanąć w stajni, którą jest moje życie, z bałaganem – nie tylko fizycznym, z moimi porażkami, i mogę zobaczyć, że Bóg przychodzi do tej stajni i chce się w niej narodzić.

– Właśnie ją wybiera, to ona jest wyjątkowa...

– Nie przychodzi dlatego, że jestem taka świetna, ale dlatego, że mnie kocha. Po prostu. I moje dzieci też kocha. Na pewno lepiej i mądrzej niż ja. Czy któraś matka ma szansę stać się matką pokroju Maryi? Dobra nowina jest taka, że my wcale nie musimy. Możemy oddać Jej całą naszą biedę. Ja tak to czuję. Mogę oddać Maryi moje wszystkie dzieci i sama być przy Niej dzieckiem.

– Jak Ty to robisz, że sobą nie przysłaniasz dzieciom świata i pozwalasz Bogu działać?

– Jak ja to robię? Ano tak, że przez wiele lat zawsze ładowałam się na pierwsze miejsce – między Boga a moje dzieci, między męża a dzieci, bo ja wiedziałam wszystko najlepiej, a inni wszystko robili źle.

– A jak radzisz sobie z lękiem, że gdy się usuniesz, to stanie się coś złego i Twoje dzieci będą cierpieć? Wiele matek nosi w sobie ten lęk...

– Szybko się przekonałam, że nie jestem w stanie upilnować dzieci. To po pierwsze. Chyba że będę je trzymać na smyczy. Mój syn Jan, gdy pierwszy raz samodzielnie poszedł na spacer do lasu, na którego skraju mieszkaliśmy, miał 2,5 roku.

– Wypuściłaś go dobrowolnie?! Chciałaś, żeby się szybko usamodzielnił?

– Chyba zwariowałaś! Wyszedł z łóżeczka i po prostu smyrgnął sobie do lasu. Myślałam, że zwariuję. Biegałam po lesie, potem po mieście, potem znowu po lesie, i tak w kółko. Wykończona i zrozpaczona spotkałam mojego synka na drodze, którą wracał do domu, bo mu się zachciało pić. I nie była to jego ostatnia ucieczka, mimo różnych moich perswazji. Pierwszy raz jedynkę wybił sobie w wieku 9 miesięcy, bo szedł po prostej drodze do babci, ale trzymał w rękach kamyczki i gdy się przewrócił, to tymi kamyczkami pac sobie w ząbki. Wyobrażasz sobie, jak musiał wyglądać?
Tego lata, póki nie zdarzył się wypadek, Jasiek jeździł po poligonach z kolegami, kąpał się w stawikach. A to było już po śmierci Piotrusia, który się utopił. Do wypadku nigdy nic złego się nie stało. Raz został na placu przy domu i wtedy była ta burza, otwarty transformator...

– Po tych wszystkich trudnych doświadczeniach nie miałaś kłopotu, żeby ufać Bogu? Dalej wierzyłaś, że jest Miłością?

– Zadawałam sobie takie pytania, oczywiście. Miałam w sobie ogromny lęk, ale nie taki, który ostrzega, chroni, tylko taki potworny, niszczący. Budziłam się z nim i zasypiałam, był ze mną stale, niezależnie od okoliczności. Bardzo ciężko było mi z nim żyć. Myślałam, że oszaleję. Żeby przeżyć, musiałam zacząć się kłócić z Bogiem. W miarę równolegle dostałam Słowo...

– Urodziłaś się poza Kościołem. Chrzest przyjęłaś już jako dorosła, 22-letnia osoba...

– Do Boga przychodziłam przez rozum. Chciałam zrozumieć świat, wiedzieć, o co w nim chodzi. Przekopywałam się przez różne historie, zeny nie zeny, magiczne historie...

– I dlaczego w końcu wybrałaś Jezusa?

– Bo od dzieciństwa miałam pragnienie poznania Prawdy. Jak ma na imię Prawda?

– Jezus Chrystus. On powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14, 6).

– Ja tego przez bardzo długi czas nie wiedziałam, ale Edyta Stein powiedziała, że jak ktoś szuka Prawdy, i szuka uporczywie, to zawsze trafi na Boga.

– Możesz przywołać konkretny moment swojego nawrócenia?

– Było wiele takich momentów. Najpierw Pan Bóg przywołał mnie do Kościoła, a potem, żeby mnie ratować – do wspólnoty neokatechumenalnej.

– Poszłaś tam dla siebie czy dla męża?

– Skąd wiesz? Dla męża i dla znajomych, żeby się w końcu odczepili. I zostałam na próbę...

– Która trwa już 14 lat?

– No właśnie. We wspólnocie dostałam doświadczenie spotkania ze Słowem, doświadczenie pytania Boga i otrzymywania odpowiedzi. Pan Bóg uratował moje życie, zbudował od nowa moje małżeństwo. Wszyscy, którzy nas znają i znali wcześniej, mogą zaświadczyć. Dzisiaj z przyjemnością wracam do domu. Wiele razy dziennie słyszę, że jestem kochana. To zrobił Bóg, nie ja. Ja się tylko zgodziłam, żeby coś się zmieniło. Musiałam dojść do przepaści i skoczyć, żeby się przekonać, że Bóg mnie uratuje.

– Hasło Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych brzmi: „Moja Mama jest Królową”. Co te słowa dla Ciebie znaczą? Jakie budzą skojarzenia?

– Ja miałam duży kłopot z Maryją. Nie wyobrażałam sobie, że mogę mieć z Nią żywą relację. Ale pamiętam pierwszy moment, kiedy Ją poczułam. To było po śmierci Piotrusia – synka, który się utopił, gdy miał 7 lat, prawie na naszych oczach. Osoba w tym wizerunku była jedyną, której mogłam patrzeć w oczy. Ja wiedziałam, że Ona rozumie, że Ona wie. Dla mnie Ona była wtedy kotwicą trzymającą przy życiu. Wszystko mi się wtedy rozsypało, ale te oczy były kotwicą. Cała nasza relacja była zamknięta w tym spojrzeniu.

– Starasz się, żeby było w Tobie więcej Boga?

– Ja się w ogóle nie staram, bo z mojego starania nic nigdy nie wychodziło. Ja Boga słucham. Przyglądam się, co On we mnie robi, i... jestem zdumiona, bo dostaję łaski, np. łaskę modlitwy za wrogów, czyli za tych, których bardzo chce mi się sądzić. Jezus mówi: zrób. Ja robię i to się okazuje ogromnym błogosławieństwem. Czuję, że Pan Bóg robi sobie we mnie miejsce. Jaka to niesamowita ulga, że mogę mówić: tak. Bogu wszystko wychodzi wspaniale.

* * *

„Moja Mama jest Królową” to cykl 9 Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które od listopada 2016 r. do lipca 2017 r. odbywają się na Jasnej Górze w 8. dniu każdego miesiąca. Tematami tych spotkań są kolejne tajemnice różańcowe. 8 stycznia 2017 r. gościem wieczoru była Urszula Mela. Uczestnicy spotkania rozważali tajemnicę Bożego Narodzenia. Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny, zaplanowany na 8 lutego 2017 r., skupi się na tajemnicy Ofiarowania. Publikujemy zapis rozmowy, którą w Sali Rycerskiej na Jasnej Górze Agnieszka Porzezińska przeprowadziła z Urszulą Melą.

Tagi:
wywiad Jasna Góra Wieczory Maryjne

XVIII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę

2018-10-18 12:49

Irmina Warmiak

Hasło tegorocznej XVIII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę – „Promieniowanie ojcostwa” – połączyło 11 października 2018 r. na jasnogórskich błoniach ponad 14 tysięcy pielgrzymów z ponad 300 szkół z Polski i z Białorusi. Modlono się w intencji ojczyzny, młodzieży oraz dziękowano za pontyfikat Jana Pawła II.

Irmina Warmiak

Tegoroczna pielgrzymka dla wielu pielgrzymów zaczęła się 10 października 2018 r. Przed cudownym obrazem Matki Boskiej już od 20.30 młodzież z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej im. Jana Pawła II w Radomiu wraz z opiekunami prowadziła rozważania pod hasłem „Cały zawierzam się Maryi”. Padły ważne słowa: o patronie Janie Pawle II, o patronie młodzieży świętym Stanisławie Kostce, o zawierzeniu młodzieży Maryi. Poważne zdania przeplatane były pieśniami Maryjnymi. O 21 czuwanie rozpoczął biskup radomski Henryk Tomasik – krajowy duszpasterz Rodziny Szkół im. Jana Pawła II. Pieśń „Bogurodzica” połączyła wszystkich obecnych w jasnogórskim sanktuarium.

Zobacz zdjęcia: Szkoły Jana Pawła na Jasnej Górze

Czwartkowa Msza św. o godz. 11 została odprawiona przez arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, biskupa radomskiego Henryka Tomasika oraz ks. Dariusza Kowalczyka. W jej trakcie uczniowie wypuścili w niebo białe i żółte balony ze swoimi intencjami, podziękowaniami i prośbami.

Abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, wieloletni sekretarz papieża Polaka przyznał w homilii, że Jan Paweł II był ojcem zwłaszcza dla młodych ludzi, o których bardzo się troszczył, ale którym stawiał też trudne zadania. „Uczył życia nie na skróty, ale według porządku i harmonii, jaka wyszła z zamysłu Stwórcy. Uczył życia w odpowiedzialności za siebie i za innych, a takie życie odrzuca postawę egoistycznego pragnienia i działania tylko po to, by zaspokoić swoje życiowe marzenia”. Arcybiskup podkreślał, że „nauka św. Jana Pawła II ma być zapisana nie tylko na sztandarach, ale przede wszystkim w naszych sercach, umysłach i postępowaniu. Życzmy sobie, by św. Jan Paweł II żył w nas i działał przez nas”.

Na koniec mszy został odczytany Akt zawierzenia Maryi oraz list do papieża Franciszka. Piękną oprawę muzyczną pielgrzymki zapewnili uczniowie, nauczyciele oraz rodzice z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej im. Jana Pawła II w Radomiu.

Tradycyjnie Rodzina Szkół im. Jana Pawła II włączyła się w organizację XVIII Dnia Papieskiego, który w tym roku odbywa się 14 października. Jego widocznym znakiem jest zbiórka na fundusz stypendialny Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Środki finansowe będące materialnym efektem pielgrzymki zostaną przekazane do dyspozycji abpa Mieczysława Mokrzyckiego oraz za pośrednictwem Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej na pomoc dla najbardziej potrzebujących powstańców warszawskich.

Pielgrzymka ma dla jej uczestników bardzo wielkie znaczenie duchowe. Dodatkowo jest to możliwość spotkania się uczniów, opiekunów, dyrektorów i rodziców z szkół mających imię Jana Pawła II w celu wymiany doświadczeń.

Nauczyciele, rodzice i uczniowie Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej im. Jana Pawła II Radomiu cieszą się, że mogli brać udział w tej wyjątkowej Ogólnopolskiej Pielgrzymce Rodziny Szkół im. Jana Pawła II na Jasną Górę. I że za rok będą tam znowu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Kiedy kanonizacja bł. ks. Popiełuszki? - konferencja prasowa w KAI

2018-10-17 15:54

rl (KAI) / Warszawa

Kiedy możemy się spodziewać kanonizacji bł. ks. Jerzego Popiełuszki i co dokładnie wiemy na temat okoliczności jego męczeńskiej śmierci? - na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy konferencji prasowej zorganizowanej w Centrum Medialnym KAI w Warszawie. Okazją do dyskusji była promocja najnowszej książki Mileny Kindziuk „Jerzy Popiełuszko. Biografia”. Autorka dotarła w niej do niepublikowanych wcześniej materiałów archiwalnych, ale również listów ks. Jerzego. Konferencja odbyła się też z okazji 34. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego, która przypada 19 października.

Archiwum

Dr Milena Kindziuk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego przypomniała, że ks. Popiełuszko został porwany 19 października 1984 r. wracając z Bydgoszczy, skąd wyruszył ok. godz. 21.00. W okolicach Górska koło Torunia około godz. 21.45 został zatrzymany przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa przebranych za milicjantów. „Od 22 do 24 trwała męczeńska droga ks. Jerzego. Był on bity, został związany sznurami w taki sposób, że pętla zaciskała mu szyję, a w ustach miał knebel i zamknięty był w bagażniku” - opisywała Kindziuk. Na postoju, około godz. 23.00, kapłan odzyskał na chwilę przytomność i próbował uciec oprawcom. Ci znów go bili, szczególnie po twarzy i ponownie umieścili w bagażniku samochodu.

Około północy porywacze zawieźli ks. Jerzego do Włocławka, na tamę na Wiśle. „Nie wiadomo czy żywego czy martwego wrzucili do Wisły, z ważącym 10 kg workiem kamieni przywiązanym do nóg” - powiedziała red. Kindziuk. Jak podkreśliła, nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że ks. Jerzy był przez kilka dni przetrzymywany, przewieziony do Kazunia. „Z badań i dokumentów na dzień dzisiejszy jasno wynika, że męczeństwo i śmierć ks. Jerzego nastąpiły między godz. 22 a 24 19 października 1984 roku” - podkreśliła autorka. Dodała, że nie ma podstaw, by podważać oficjalną datę śmierci ks. Popiełuszki.

W książce Mileny Kindziuk „Jerzy Popiełuszko. Biografia” przedstawiono nowe informacje dotyczące ucieczki kierowcy ks. Jerzego - Waldemara Chrostowskiego. Ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW, notariusz procesu kanonizacyjnego bł. ks. Popiełuszki powiedział, że w 2005 r. pojawiła się hipoteza jakoby ks. Popiełuszko zmarł dopiero 25 października 1984 w efekcie kilkudniowych tortur w bunkrach w Kazuniu. Jednym z argumentów dla potwierdzenia tej teorii - przypomniał ks. Naumowicz - jest fakt, że Chrostowski, który wyskoczył z samochodu porywaczy, miał mieć pociętą nożem milicyjnym marynarkę. Miałoby to wskazywać, że kierowca ks. Jerzego nie wyskoczył z samochodu.

Jak powiedział ks. Naumowicz, dzięki badaniom Mileny Kindziuk udało się dotrzeć do akt przesłuchań Waldemara Chrostowskiego oraz oględzin jego ciała, podczas których zrobiono również fotografie. „Marynarka pękła na szwie, rozdarty jest łokieć. Nie można twierdzić na podstawie zachowanych zdjęć, że została przecięta nożem milicyjnym” - podkreślił ks. Naumowicz. Przypomniał, że lekarz milicyjny stwierdził, że obrażenia ciała Waldemara Chrostowskiego mogły powstać w wyniku wyrzucenia lub wyskoczenia z jadącego samochodu.

„Nie można powtarzać twierdzenia, że marynarka Chrostowskiego została przecięta i że nie doznał on żadnych obrażeń. Kierowca nadwyrężył wtedy także kręgosłup, co skutkowało przeprowadzeniem - po latach - operacji w USA” - powiedział ks. Naumowicz.

Dr Rafał Łatka z Biura Badań Historycznych IPN poinformował, że w zasobach Instytutu wciąż istnieją dokumenty, które wymagają kwerendy i analizy, a które dotyczyć mogą ks. Popiełuszki. Przede wszystkim są to materiały po Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Inne ważne dokumenty pochodzą ze śledztwa prokuratorskiego dotyczącego uprowadzenia i zabójstwa ks. Jerzego. W opinii historyka równoczesna analiza obu rodzajów dokumentów może dostarczyć jakiś nowych informacji.

Mówiąc o swojej książce „Jerzy Popiełuszko. Biografia” Milena Kindziuk powiedziała, że udało się jej dotrzeć do wielu świadków życia ks. Jerzego z każdego okresu życia, jak również wielu archiwów, zarówno kościelnych jak i państwowych. Dzięki temu udało się odnaleźć np. oryginał listu hutników, którzy chcieli ks. Jerzego skierować na studia do Rzymu, by ocalić jego życie. Powszechnie sądzono, że list adresowany był do kard. Józefa Glempa. Tymczasem adresatem jest ówczesny Sekretarz Episkopatu Polski abp Bronisław Dąbrowski.

W trakcie konferencji zastanawiano się także, kiedy możemy się spodziewać kanonizacji ks. Popiełuszki, który beatyfikowany został w 2010 r. Ks. prof. Józef Naumowicz przypomniał, że zakończyło się już badanie, na etapie diecezjalnym, domniemanego cudu. Wydarzyć się on miał 14 września 2012 w Créteil pod Paryżem. Chodzi o uzdrowienie mężczyzny doświadczonego chorobą nowotworową. Proces na etapie diecezjalnym w Créteil toczył się od września 2014 do września 2015.

Obecnie dokumenty zostały przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tam odbywa się najpierw badanie sprawy przez lekarzy, którzy mają potwierdzić, że poprawa zdrowia jest niewytłumaczalna z punktu widzenia medycznego oraz trwała. Następnie komisja teologów musi zatwierdzić przekonanie, że uzdrowienie to dokonało się za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. „Procesy te toczą się niekiedy wiele lat” - podkreślił ks. Naumowicz. Dodał jedna, że być może w tym roku doczekamy się ostatecznej decyzji. W opinii ks. Naumowicza dobrze się dzieje, że stawiane jest pytanie o kanonizację ks. Popiełuszki. Jest to bowiem okazja do przypominania jego osoby.

Jutro UKSW organizuje sympozjum „Wiara i patriotyzm. Msze za Ojczyznę bł. ks. Jerzego Popiełuszki”. Jak powiedział rektor Uniwersytetu ks. prof. Stanisław Dziekoński „właśnie z wiary i miłości ks. Popiełuszko czerpał najgłębszą motywację do swego działania, co widać w jego nauczaniu”. Przypomniał, że kapłan odegrał ogromnie ważną rolę jeśli chodzi o formowanie ludzi młodych, ich umysłów.

W programie konferencji przewidziane są wystąpienia znanych historyków i znamienitych znawców tematu, m.in. prof. Jana Żaryna z UKSW, senatora RP, ks. prof. Józefa Naumowicza z UKSW, notariusza procesu kanonizacyjnego bł. Ks. Popiełuszki, dr Mileny Kindziuk z UKSW, autorki najnowszej książki o ks. Jerzym pt. „Popiełuszko. Biografia”, dr. Rafała Łatki z Biura Badań Historycznych IPN, prof. Pawła Skibińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wydana przez krakowską oficynę "Znak" monumentalna księga, licząca ponad 900 stron jak do tej pory jest najobszerniejszą i najbardziej aktualną biografią błogosławionego męczennika. Autorka książki z dokładnością dziennikarza śledczego rekonstruuje życie, mechanizmy represji i prześladowań oraz okoliczności jego śmierci. Dociera do świadków, przeprowadza wiele rozmów, zdobywa zdjęcia, dokumenty, ustala fakty, aby jak najdokładniej wyjaśnić przebieg zdarzeń. Jest ona jednocześnie barwną i ciekawie napisaną historią człowieka, który odegrał ważną rolę w najnowszej historii Polski, i o czasach, w których żył – okresie terroru, inwigilacji, brutalnych metod działania bezpieki, ciągłego strachu, a jednocześnie nadziei, wiary i solidarności. Ten zwyczajny młody kapłan – chorowity i raczej nieśmiały, nie mający w sobie nic z herosa – stał się w pewnym momencie ikoną walki Polaków o godność i wolność.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odwaga papieża dodawała odwagi do przeciwstawiania się złu

2018-10-18 21:00

rk / Kraków (KAI)

„Odwaga Jana Pawła II dodawała odwagi do przeciwstawiania się złu całym systemom, ale bez stosowania przemocy” – wskazał bp Roman Pindel, który 18 października przewodniczył Mszy św. w krakowskim Centrum Jana Pawła II. W Eucharystii w sanktuarium udział wzięli m.in. przedstawiciele Ochotniczych Hufców Pracy, przeżywający inaugurację roku szkoleniowego, instytucje promujące dziedzictwo Jana Pawła II, a także zarząd i pracownicy Portu Lotniczego im. Jana Pawła II w Krakowie-Balicach.

Ricardo77/ pl.wikiepdia.org

Biskup przywołał ewangeliczne czytanie dnia i podkreślił, że kard. Karol Wojtyła przeżywał „niezwykłą świadomość powołania”. Według duchownego, Jana Pawła II można określić jako „człowieka powołania, świadomego posłania od Boga, ale też umacniającego i zachęcający wierzących do dawania odpowiedzi na Boże powołanie”.

Biskup nawiązał do papieskich słów z Mszy inaugurującej pontyfikat Jana Pawła II – słynnego wezwania „non abbiate paura” (nie lękajcie się) – zachęcającego do otwarcia serca na samego Chrystusa, który pomaga pozbyć się lęku przed każdym zagrożeniem i każdą trwogą.

„Takie wezwanie jest konieczne dla tego, kto przyjmuje słowa dzisiejszej Ewangelii: «Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki»” – zwrócił uwagę biskup i przypomniał, że Jan Paweł II wielokrotnie występował w sytuacji, „gdy pozostawał bezbronny, a jego adwersarz dowiódł już wcześniej swoich zamiarów i swoich potężnych możliwości”.

„Dosłownie był jak bezbronna owca w otoczeniu drapieżników, dysponujących różnymi środkami nacisku, takiej czy innej machiny przemocy i zniszczenia” – stwierdził kaznodzieja, przywołując postawę papieża po zamachu 13 maja 1981 roku, gdy nie wiedząc, kim jest zamachowiec, wypowiedział słowa: „Modlę się za brata, który zadał mi cios, i szczerze mu przebaczam”.

„Odwaga papieża dodawała odwagi do przeciwstawiania się złu całym systemom, ale bez stosowania przemocy. Wskazywał drogi naprawienia zła i niesprawiedliwości: przez przebaczenie i prośbę o przebaczenie za własne i nie własne winy, przez wspaniałomyślność i miłosierdzie, osobistą odwagę i wytrwałość. Naprawdę, mamy wiele do nauczenia się od Jana Pawła II w tej dziedzinie” – zaznaczył bp Pindel i zwrócił uwagę, że dziedzictwem Jana Pawła II jest także wielkie wołanie o nową ewangelizację.

„Nowa także dlatego, że jej miejsce jest przede wszystkim w krajach, w których ewangelizacja dokonała się przed wiekami, gdzie po okresie dominacji chrześcijaństwa w danym środowisku, szerzy się niewiara, laicyzacja, kultura nihilizmu i śmierci” – wyjaśnił kaznodzieja i przyznał, że dziś coraz szybciej przekonujemy się o potrzebie nowej ewangelizacji w Polsce.

„Coraz wyraźniej widać potrzebę głoszenia Ewangelii młodym, którzy nie przejmują wiary w domu, nawet gdy ich rodzice są wierzący i praktykujący. Wyraźnie też widzimy, że nie da się tak łatwo powiedzieć, gdzie w naszym życiu, zwłaszcza społecznym, jest widoczne panowanie Chrystusa. Naprawdę zbyt często musimy powiedzieć: oddaliło się od nas Królestwo Boże. Dlatego trzeba nam się nawracać i przyjąć z wiarą tę samą Ewangelię, którą głosił Chrystus i Apostołowie, a którą i my mamy głosić” – wezwał.

W homilii ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej nawiązał także do hasła przyświecającego kolejnemu dniowi obchodów 40-lecia wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża – „Papież nauki, kultury i sportu”. W tym kontekście zauważył, że pierwszym drukowanym tekstem Karola Wojtyły był ten zamieszczony w 1933 roku w gazecie „Dzwonek”. Autorem był 13-letni wówczas wadowicki uczeń i ministrant. Przyszły teolog i papież opisał w nim pożegnanie, jakie ks. Kazimierzowi Figlewiczowi zgotowali ministranci wadowiccy, gdy ten odchodził z ich parafii.

Zdaniem biskupa, słowa młodego Wojtyły, w których wyraził nadzieję, że nie ludzie, a Bóg sam doceni i nagrodzi gorliwego kapłana, opiekuna ministrantów, stanowią zapowiedź jego przyszłych dokonań naukowych, działań na rzecz kultury oraz jego sposobu promocji sportu.

Trzeci dzień krakowskich obchodów 40-lecia wyboru kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową przebiegał pod hasłem „Papież nauki, kultury i sportu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem