Reklama

Nowy Testament

Polscy kapucyni w Sofii (1)

2017-01-12 10:01

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 3/2017, str. 6-7

Leszek Wątróbski
O. Jarosław Babik OFMCap (z lewej) i o. Zbigniew Tęcza OFMCap

W VI wieku na terenach dzisiejszej Bułgarii zaczęły osiedlać się pasterskie plemiona słowiańskie, które zostały podbite około roku 680 przez Protobułgarów. Bułgaria została założona przez Asparucha w roku 681. Chan Borys I został ochrzczony przez duchowieństwo greckie w przeddzień Zielonych Świąt 25 maja 866 r. i otrzymał na cześć swojego ojca chrzestnego imię Michał. Powstało potężne państwo ze stolicą w Plisce, które przetrwało do 1018 r. Od 1018 r. tereny Bułgarii zostały ostatecznie podbite przez Bizancjum i pozostawały pod ich władzą do roku 1185. W latach 1186-1398 istniało drugie państwo Bułgarów, po czym jego terytorium stało się częścią tureckiego państwa osmańskiego.

Niepodległość uzyskana w 1878 r. (w pełni dopiero w 1908 r.) zapoczątkowała ścieraniem się wpływów niemieckich i rosyjskich. Na skutek wojen bałkańskich (1912-13) Bułgaria uzyskała mniej terytorium, niż oczekiwała, dlatego też przystąpiła do I wojny światowej po stronie państw centralnych. W następstwie utraciła część wcześniejszych zdobyczy. Najboleśniej odczuła utratę dostępu do Morza Egejskiego.

W II wojnie światowej opowiedziała się (wraz m.in. z Węgrami, Rumunią i Finlandią) po stronie państw Osi. W rezultacie otrzymała niewielkie tereny we wschodniej Jugosławii oraz terytorium wokół Salonik i Trację Zachodnią (bez prefektury Evros). Zajęcie w 1944 r. Bułgarii przez Armię Czerwoną wywołało obalenie monarchii i ustanowienie republiki ludowej w 1946 r., po czym władzę objęła Bułgarska Partia Komunistyczna.

Reklama

Obrządki

Bułgarię zamieszkuje ludność wyznania prawosławnego. Są też i katolicy stanowiący dziś ok. 1% mieszkańców kraju. Katolicy należą do dwóch obrządków: rzymskokatolickiego (łacińskiego) i bizantyjsko-słowiańskiego (wschodniego). Wśród pierwszych misjonarzy katolickich znaleźli się m.in. bracia kapucyni, którzy prowadzą dziś katedralną parafię pw. św. Józefa w Sofii, istniejącą od 1870 r.

– Kto był w Sofii, ten zapamiętał, że w centrum tej półtoramilionowej aglomeracji znajdują się w bliskim sąsiedztwie 4 świątynie: największa w Europie synagoga żydowska, katedra prawosławna, meczet muzułmański oraz kościół katolicki – wspomina o. Krzysztof Kurzok OFMCap.

– O ile trzy pierwsze świątynie stanowią piękne w stylu i wystroju obiekty, o tyle kościół św. Józefa, nazwany konkatedrą, mieścił się w skromnej sali teatralnej. Po przepięknej katedrze św. Józefa, wybudowanej w 1880 r., pozostała dziura w ziemi. Została ona bowiem zburzona podczas bombardowania przez Amerykanów w 1944 r. (tak było do 2006 r., kiedy to katolicy sofijscy otrzymali swoją nową, piękną świątynię). A wszystko zaczęło się w 1875 r. w Płowdiw, kiedy proboszczem katedry był o. Tymoteusz z Biela (Włochy). To właśnie jemu ówczesny biskup diecezji sofijsko-płowdiwskiej Francesco Reinaudi zlecił zaopiekowanie się katolikami w Sofii. W tym czasie w stolicy Bułgarii rozpoczęła się budowa kolei Sofia – Istambuł (ostatnia część słynnego Orient Expressu), przy której pracowali ludzie różnych narodowości. Najwięcej było Włochów, Albańczyków, Chorwatów z Dubrownika, zajmujących się handlem i złotnictwem, obywateli Austro-Węgier i wielu Polaków.

Sofijska parafia

Robotnicy ci dosyć szybko przyjęli Bułgarię za swoją nową ojczyznę, ściągając tu swoje rodziny, a ci, którzy ich nie mieli, zakładali je na miejscu. W ten sposób przybyły do Sofii w 1875 r. o. Tymoteusz. W tymże samym roku, w maju, położył kamień węgielny pod nowy kościół parafialny. Parafia katolicka liczyła już wtedy blisko 50 osób. Pięć lat później, w 1880 r. kościół parafialny św. Józefa w Sofii został konsekrowany. Parafia rozrastała się dosyć szybko i po kilku latach liczyła ponad 1500 dusz. O. Tymoteusz oprócz kościoła i klasztoru kapucyńskiego (tak biskup, jak i wszyscy kapłani pracujący w diecezji byli kapucynami) wybudował także dwie szkoły: męską i żeńską i obie poświęcił św. Józefowi. Następnie otrzymał z urzędu miasta teren i wybudował międzynarodowy szpital poświęcony księżnej Klementynie, nazywany do dzisiaj „Klementyńska bolnica” (szpital Klementyński). I chociaż wybudowano go dla obcokrajowców, służył wszystkim mieszkańcom Sofii i okolic. O. Tymoteusz zmarł w 1894 r., ale jego poświęcenie przyniosło owoce. Tworzyły się grupy parafialne, nadając parafii św. Józefa charakter „wspólnoty wspólnot”. W latach 30. w sąsiedztwie kościoła został wybudowany 2-piętrowy dom – centrum pastoralne i salon teatralny poświęcony św. Franciszkowi z Asyżu. W tym czasie duszpasterzowało w Sofii 12 kapucynów, którzy swoją opieką ogarnęli rozrastające się miasto. Przy parafii zostało również stworzone przez ojców kapucynów Wydawnictwo „Dobrija Peczat” (Dobry Druk), które wydawało gazetę „Istina” i „Kalendarz św. Cyryla i Metodego”. Burze dziejowe dzięki polityce cara Borysa III omijały Sofię. Na podstawie umowy z Niemcami Bułgaria nie została włączona do III Rzeszy. Za to po śmierci cara w 1943 r., kiedy alianci usuwali wojska niemieckie z Grecji, rozpoczęły się bombardowania stolicy Bułgarii przez wojska amerykańskie. 30 marca 1944 r. w czasie jednego z pierwszych nalotów bomba amerykańska zburzyła kościół św. Józefa w Sofii. Katolicy sofijscy dosyć szybko jednak otrząsnęli się z tego i od razu przystąpili do zbierania środków na odbudowę katedry.

– Niestety, nikt nie przewidział, że zdarzy się coś gorszego niż bombardowanie – wspominał dalej ojciec Krzysztof. – Konto w banku, otworzone przez Towarzystwo św. Józefa, którego celem było odbudowanie zniszczonej katedry i klasztoru, miało już prawie kwotę wystarczającą do rozpoczęcia prac, kiedy we wrześniu 1944 r. czerwona rewolucja wstrząsnęła Bułgarią bardziej niż amerykańskie bomby. Władza ludowa od razu przejęła „opiekę” nad własnością innych. 5 grudnia 1944 r. sala teatralna św. Franciszka została konsekrowana na tymczasowy kościół parafialny św. Józefa, przejmując równocześnie tytuł konkatedry. Tym to sposobem świątynia sztuki stała się świątynią Pańską i pełni tę funkcję do dzisiaj. Z biegiem lat sala teatralna zmieniała swój wygląd, przypominając swoim wnętrzem coraz bardziej świątynię ducha, a nie sztuki. Ze zbombardowanej katedry pozostały w stanie nienaruszonym dwie figury: Matki Bożej Lurdzkiej i św. Józefa. Nowe państwo ludowe, gdy już przejęło „opiekę” nad wszystkimi środkami materialnymi, postanowiło zatroszczyć się i o stan duchowy swoich obywateli, oczyszczając dusze z wszelkich idei innych niż leninowsko-stalinowska wizja świata. W latach 1952-54 urządzono pokazowe procesy sądowe, które oskarżały duchowieństwo katolickie o współpracę z imperializmem i szpiegowanie na rzecz Watykanu. Wielu duchownych poniosło śmierć męczeńską za wiarę, a z nimi ich wierni. Chociaż nigdy nie zamknięto kościoła św. Józefa, to świecił on pustkami, niewielu było bowiem wiernych, którzy znaleźli odwagę, aby pomodlić się w świątyni. W czasach demokracji ludowej zlikwidowano wszelką działalność intelektualną i kulturalną Kościoła. Jedynie o. Franc Nonov w świeckim ubraniu przemierzał stolicę Bułgarii, odszukując wiernych w ich domach. Od świtu do nocy katechizował i udzielał sakramentów. Ponieważ oni nie mogli przyjść do kościoła, Kościół przyszedł do nich. Dzięki jego pracy, mimo planowego ateizowania ludzi, udało się w wielu sercach zachować wiarę. Dlatego w 1989 r., kiedy system totalitarny upadł, wielu wiernych szybko znalazło drogę do parafialnej świątyni – dziś wspaniałej konkatedry. W 1992 r. na autostradzie z Płowdiw do Sofii zginęło w wypadku samochodowym 4 kapucynów, czyli 50% stanu duchowieństwa diecezji. Dlatego też rok później z pomocą przyjechali do Sofii kapucyni z Polski, z Krakowskiej Prowincji Braci Mniejszych Kapucynów.

Wątek polski

W historii parafii sofijskiej był również wątek polski. Świadczą o nim liczne groby polskie znajdujące się na katolickim stołecznym cmentarzu. I do dzisiaj mieszkają w Sofii Polacy. Są wśród nich muzycy, malarze i znani artyści. Wielu Polaków zatrzymało się tu w czasie II wojny światowej, kiedy uciekało z kraju zajętego przez hitlerowców. Potem były lata domeny komunistycznej. Obcokrajowcy, a wśród nich Polacy, mieli wówczas zdecydowanie więcej swobody niż Bułgarzy i mogli uczestniczyć w życiu parafialnym. W zupełnie innej sytuacji byli sami Bułgarzy, którym zabraniano wręcz chodzić do kościoła, prześladując ich i strasząc w pracy, że mogą zostać z niej wyrzuceni. Tak było w okresie powojennym, aż do 1990 r.

Wiele też Polek, przybywając do Bułgarii w czasach komunistycznych, lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku, zdążyło się w Bułgarii nawrócić i ponownie odnaleźć Boga.

– Wielu naszych braci było wówczas wzywanych przez milicję na przesłuchania. Dwóch z nich zabito, kilku internowano. Były to czasy naprawdę trudne dla Kościoła. Nie łatwo mieli też wierni gromadzący się wokoło parafii – wspomina o. Zbigniew Tęcza OFMCap, proboszcz parafii św. Józefa z Sofii.

– Tak było do 2002 r. – tzn. do czasu przyjazdu do Bułgarii papieża Jana Pawła II. Po dawnej protokatedrze nie zostało najmniejszego śladu. Teren całkowicie uprzątnięto i wyczyszczono. Wierni i kapłani szybko wykorzystali pozwolenie na budowę nowej świątyni. Włącza się do tego również i Polonia. Do jej poświęcenia doszło w 2006 r. Dziś na terenie parafii obok naszej świątyni odkopywane są pozostałości zachodniej bramy starożytnego grodu Serdika. Rozmawiałem z ludźmi tam pracującymi, którzy powiedzieli, że dużo wcześniej, jeszcze przed prokatedrą zbombardowaną w czasie II wojny światowej, był tam inny kościół katolicki, wzniesiony w XVII wieku.

Trudne początki

Polscy ojcowie kapucyni przyjechali do Sofii, bo w okresie komunistycznym obowiązywał tu zakaz wstępowania do zakonu dla Bułgarów. Brakowało więc kandydatów do stanu duchownego, a co za tym idzie i miejscowych duchownych. Ci zaś, którzy studiowali na Zachodzie, nie mogli powrócić do kraju. Wielu więc wykształconych Bułgarów zostawało na Zachodzie.

Sytuacja zmieniła się dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Tutejszy biskup poprosił naszego prowincjała (z prowincji krakowskiej), aby wysłać tu kilku naszych ojców i braci i aby kontynuować dawną tradycję kapucyńską na ziemiach bułgarskich. Od tego też czasu nasi bracia zaczęli duszpasterzować w Sofii. To był rok 1993.

Tagi:
duszpasterstwo Polonia kapucyni Bułgaria Sofia

Polscy kapucyni w Sofii (2)

2017-01-18 14:09

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 4/2017, str. 6-7

Leszek Wątróbski
Polonia sofijska przed prokatedrą

Pierwszego roku przyjechało nas trzech, drugiego dwóch – mówi o. Zbigniew Tęcza OFMCap, proboszcz parafii św. Józefa z Sofii. – Prowincja krakowska zaczęła prowadzić tu pracę duszpasterską. Dziś jest nas w Bułgarii 7 braci. W tej liczbie jest jeden rodzynek bułgarski, przygotowujący się przez wiele lat w Krakowie do duszpasterskiej posługi w ojczyźnie. W Bułgarii nie ma bowiem żadnego seminarium katolickiego. Klerycy wysyłani są za granicę, najczęściej do Włoch, Słowacji i Polski.

Największa parafia

Sofijska parafia jest zadziwiająco duża. Sięga od granicy z Serbią – aż do granicy z Grecją, czyli blisko 200 km. Jest to największa katolicka parafia w Bułgarii. Nominalnie jest tu około 5 tys. parafian, praktykujących zaś 3 tys. Liczba wiernych od lat powoli rośnie. Dzieje się tak z powodu trudnej sytuacji gospodarczej kraju. Nadal jest spore bezrobocie i brakuje pracy. Szczególnie trudna sytuacja panuje na prowincji. Ludzie w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia przyjeżdżają do stolicy. Kiedy je znajdą i kiedy już się trochę dorobią, to zaczynają rozglądać się za kościołem. Chcą, aby ich dzieci posiadły formację duchową. Zaczynają je także wysyłać na katechezę. Dla nas jest to niepowtarzalna okazją do kontaktu z rodzicami.

Ciekawa jest także struktura narodowościowa parafii. Największą grupę stanowią miejscowi wierni, czyli Bułgarzy. Jest ich 70-80%. To widać najlepiej w uczestnictwie w niedzielnych liturgiach. Polaków jest zdecydowanie mniej. Rano, o dziewiątej, na polskiej Mszy św. zjawia się ich około 70-80 naszych rodaków. O godz. 10.30 na Mszy św. bułgarskiej kościół pęka w szwach. Bułgarów przychodzi z roku na rok coraz więcej.

Są też sympatycy Mszy św. łacińskiej, którzy zjawiają się na Eucharystii o godz. 12. Jest też Msza św. odprawiana po angielsku w kaplicy obok Biblioteki Narodowej, a wieczorem druga Msza św. po bułgarsku. Polacy tu mieszkający, ze względu na dobrą znajomość bułgarskiego, uczestniczą też w nabożeństwach w różnych, dogodnych dla nich porach.

Są także parafianie pochodzenia hiszpańskiego, włoskiego, chorwackiego, libańskiego. Wierni ci korzystają też z łacińskiej liturgii. Dyplomaci zaś, Afrykańczycy czy Azjaci, korzystają z nabożeństwa po angielsku w kaplicy. Wieczorem zaś o godz. 18 przychodzą do nas na Msze św. zwykle ludzie młodzi, studenci wracający z aktywnego wypoczynku.

– Do kościoła mogłoby przychodzić trochę więcej Polaków – uważa o. Jarosław Babik OFMCap, proboszcz z Burgas oraz przełożony regularny Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Bułgarii. – Są oni natomiast najbardziej zdyscyplinowanymi parafianami i po Bułgarach najliczniejszą grupą narodową. Dla nich obecność na porannej, niedzielnej Mszy wraz z rodziną jest zawsze miłym obowiązkiem. Tak zostali przecież wychowani. Dla Bułgarów zaś ranny udział w nabożeństwie jest raczej trudny. Oni chcą odpocząć w domu po tygodniu pracy. Polacy są też przywiązani do tradycyjnych form pobożności. Chcę pochwalić wspólnotę polską, bo Polacy spotykają się ze sobą i nami, duszpasterzami, po niedzielnym nabożeństwie w kawiarence parafialnej, mieszczącej się w naszych piwnicach, w centrum pastoralnym. Polacy chcą tam pobyć razem i porozmawiać po polsku o imprezach kulturalnych organizowanych przez Instytut Kultury Polskiej czy Ambasadę Polską w Sofii.

W działalności Polonii ważne miejsce zajmują też doroczne pielgrzymki do sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Małko Tyrnowo w południowo-wschodniej Bułgarii nad granicą z Turcją. Szczególnie dużo pielgrzymów przybywa tam z Sofii ze stołecznej parafii.

– Problem cerkwi w Bułgarii jest bardzo złożony – mówi dalej o. Jarosław Babik OFMCap. – Tutejsza cerkiew prawosławna była przez ponad 500 lat pod panowaniem tureckim. W tym czasie wiara stała się czymś skrytym. W środowisku muzułmańskim chrześcijanie musieli się ukrywać albo przynajmniej nie obnosić ze swoimi wierzeniami. Karierę mogli robić wówczas tylko wyznawcy islamu. Ludzie musieli uważać, aby nie manifestować swojej wiary w społeczeństwie tureckim. Ośrodkami wspierającymi bułgarską kulturę i język były wówczas wyłącznie prawosławne klasztory. One skupiały chrześcijan i były ośrodkami życia duchowego w okupowanej Bułgarii.

Czasy komunizmu w Bułgarii wyrządziły przez minione lata ogromne szkody i spustoszenie w wierze. Większe niż 500-letnie panowanie Turków. Turcy pozwalali naszym braciom kapucynom na pracę duszpasterską od czasu, kiedy tu przybyli – tzn. od roku 1841. To były końcowe lata panowania Imperium Osmańskiego w Bułgarii.

Wyznania w Bułgarii

Muzułmanie mieli szacunek do wszystkich duchownych. Tego, niestety, nie da się powiedzieć o komunistach bułgarskich. Obecna sytuacja nie jest też dobra. Ludzie coraz bardziej zachwycają się konsumpcjonizmem i kapitalizmem. Mamy tu do czynienia z materializmem praktycznym.

Katolicy sofijscy żyją w morzu prawosławia, które dopuszcza do 3 rozwodów. Sakrament małżeński i obietnica małżeńska, że nie zostawię cię aż do śmierci, jaką składa się w Kościele katolickim, ma duży wpływ na kształtowanie naszej moralności.

Kolejna sprawa to zubożenie narodu. Nie jest przecież tajemnicą, że według europejskiego urzędu statystycznego północna część Bułgarii jest na ostatnim miejscu finansowym w rankingu 28 państw Unii Europejskiej, zaraz po Rumunii. Trzeba mieć świadomość kryzysu, który jest bardzo odczuwalny w tej części Europy. To też ma wpływ na wierzących, którzy aby rozmawiać o Bogu, muszą najpierw coś zjeść, a potem w coś się jeszcze ubrać. Muszą też zatroszczyć się o swoje dzieci. Potrzeba religijności spychana jest więc na dalszy plan. Paradoksem jest, że siostry Matki Teresy, które mają w Bułgarii 3 wspólnoty i 13 sióstr, nikogo nie pytają o to, czy jest wierzący, czy nie, tylko pomagają wszystkim.

W całej Bułgarii prowincja dziś zdecydowanie ubożeje. Rozwijają się wyłącznie duże ośrodki. Rozwija się więc stolica Sofia i nasza stołeczna parafia. Duży procent bułgarskiego społeczeństwa wyemigrował za granicę. Tam się napatrzyli i zrozumieli, że pieniądze to nie wszystko. Stąd chcą czegoś zupełnie innego. Wrócić jednak nie jest łatwo. Zacząć bowiem od nowa w Bułgarii jest rzeczą trudną. Nie jest też wcale łatwo wystartować z małym biznesem. Zbliżają się więc do Kościoła, gdzie czują się bardziej wolni i potrzebni.

Wiele rodzin prawosławnych przyprowadza do nas swoje dzieci na katechezę. Chcą integrować się z Polakami, których traktują jako osoby bardziej zdyscyplinowane. Polacy w środowisku bułgarskim budzą respekt i prestiż. Proces asymilacji dokonuje się jednak i w naszym środowisku i nie ma od niego odwrotu. Jednocześnie przebiega tu integracja. I nasi parafianie też jej ulegają. Pomógł w tym zasadniczo Rok Wiary. I osoba polskiego duchownego, nuncjusza apostolskiego abp. Janusza Bolonka, który obdarzony jest darem znajomości języków. Arcybiskup dużo podróżował po Bułgarii. Odwiedzając bułgarskie i polskie środowiska kościelne, integrował je latami.

Na pytanie: czym się różni katolicyzm bułgarski od polskiego ojcowie kapucyni odpowiedzieli: pielęgnujemy tu wiele polskich tradycji. Tak jest np. w okresie Wielkiego Postu, w czasie którego modlimy się przy grobach Pańskich. Tak jest we wszystkich ośrodkach w Bułgarii, w których duszpasterzujemy. Może Polacy patrzą głębiej na tę symbolikę, ale i Bułgarzy przed świętami zadają nam pytanie: gdzie jest wystrój świąteczny?

Tu w Bułgarii spotkanie kapłana z wiernymi jest bardziej personalne. W Polsce natomiast, może ze względu na liczbę wiernych, bardziej masowe – a zdecydowanie mniej indywidualne. Tutaj się zdobywa poszczególne dusze. Tutaj trzeba poświęcić więcej czasu na każdego parafianina, jego rodzinę i jego indywidualne problemy.

Podobnie indywidualnie wygląda tu kolęda. Dziennie można odwiedzić tylko kilku parafian. Z każdym przy tej okazji trzeba dłużej porozmawiać. Kolęda trwa więc przez wiele miesięcy i kończy się praktycznie dopiero przed Wielkanocą. W Bułgarii kolęda „ekspresowa” – po kilkanaście minut na rodzinę, jest nie do przyjęcia. Przypuszczam, że podobnie dzieje się w innych krajach Europy, w których katolicy stanowią mniejszość.

Nasza znajomość języka bułgarskiego jest konieczna do pracy duszpasterskiej.

Jesteśmy jednak nadal Polakami i nie wyzbywamy się myślenia i ducha polskiego. Dlatego też podczas niektórych świąt liturgicznych pewne ich fragmenty czy części prowadzimy dla Polonii po polsku. Nie chcemy zupełnie rezygnować ze swojej polskości.

Wyzwania duszpasterskie

– Jestem tu od 2000 r. – opowiada o. Zbigniew Tęcza OFMCap. – Z kazaniami weszliśmy tu z tradycją austriacką. Jeśli kazanie nie zostało wcześniej przygotowane i napisane na kartce, to znaczy, że kapłan jest do niego nieprzygotowany. Staramy się unikać takich sytuacji i szanować parafian. A czy ksiądz korzysta z tej kartki, więcej czy mniej, to już tylko jego sprawa.

Język bułgarski należy do wielkiej rodziny języków słowiańskich i Polakom zdecydowanie łatwiej się go uczyć niż np. Włochom. Język bułgarski jest uboższy, bo nie ma w nim przypadków oraz jednocześnie bogatszy, bo ma więcej czasów.

W Bułgarii wierni poczuwają się do odpowiedzialności, aby współtworzyć liturgię niedzielną. Osoby dorosłe pełnią np. z radością funkcję lektorów oraz chętnie służą przy ołtarzu, podając ampułki czy ręczniczek. Prowadzą też śpiew, intonując pieśni w czasie nabożeństwa. Zbierają wreszcie chętnie ofiary. W parafii mamy też czterech organistów, którzy grają społecznie, nie biorąc za to ani grosza. Nasza parafia sofijska jest jedną z największych parafii katolickich w Bułgarii. Ma też najwięcej grup, o których warto byłoby powiedzieć. Są tu wspólnoty: neokatechumenalna (3 grupy), trzeci zakon franciszkański, grupa modlitewna o. Pio, „Comunione e Liberazione”, modlitewna grupa biblijna, chór parafialny (2 grupy), ministranci, młodzieżowa grupa sportowa, polska misja katolicka, parafialna grupa charytatywna, redakcja gazety „Głos Kościoła”, grupa anonimowych alkoholików, grupa anonimowych narkomanów czy grupa anonimowych hazardzistów.

Katechizacja odbywa się na terenie parafii i w szkole polskiej oraz wśród dzieci anglojęzycznych. Przychodzi do nas też sporo innowierców. Głównie są to bracia prawosławni, czasem także bracia muzułmanie czy osoby poszukujące Boga.

W okresie komunistycznego reżimu katolików spychano na margines społecznego. Ludzie podający się za katolików nie mogli się wykształcić. Traktowano ich jak ludzi drugiej kategorii. Tak było do 1993 r. Po wejściu Bułgarii do Unii Europejskiej tutejsi obywatele zauważyli, że świat prawosławny szybko się kończy; że w całej zjednoczonej Europie panuje kultura zachodnia. Świat zachodni zyskał bardzo w oczach Bułgarów. Jak się dziś rozmawia z prawosławnymi, to oni już nie śmieją się z katolików i spoglądają na nich z respektem. Boją się też wchodzić do naszych kościołów. Zdarza się, że pytają nas, czy mogą wejść do środka i pomodlić się.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Nadchodzą trudne lata dla Gwardii Szwajcarskiej

2018-04-20 09:13

ts / Watykan (KAI)

W najbliższej przyszłości watykańskiej Gwardii Szwajcarskiej trudno będzie pozyskać nowych kandydatów. Liczy się z tym odpowiedzialny za rekrutację do papieskiej formacji szwajcarski menadżer ds. personalnych Bernhard Messmer. Były gwardzista i właściciel firmy ds. zarządzania kadrami przyznał w wywiadzie dla szwajcarskiego portalu kath.ch, że wprawdzie aktualnie Gwardia nie ma jeszcze takich problemów, ale „nadchodzą dla nas trudne lata”.

Grzegorz Gałązka

Messmera martwi przede wszystkim znaczny spadek narodzin w Szwajcarii. Jego zdaniem, rolę odgrywa także rozwój gospodarczy. „Jeśli gospodarka będzie kulała, to może będzie nam łatwiej pozyskiwać kandydatów”, powiedział 56-letni były gwardzista. Zwrócił uwagę, że dziś człowiekowi kończącemu naukę z dobrymi wynikami pracodawcy oferują zarobki, z którymi nie może konkurować Gwardia Szwajcarska. Ponadto młodzi urodzeni w latach 1995-2010 często mają inne wartości i inne wyobrażenia, niż ich poprzednicy, zauważył Messmer dodając, że dla nich np. jest ważne równoważenie czasu pracy i czasu wolnego, a pod tym względem organizacje militarne tracą na atrakcyjności.

Do Gwardii Szwajcarskiej poszukiwani są nie tylko młodzi ludzie sympatyzujący z wojskiem, ale tacy, którzy jednocześnie prowadzą aktywne życie religijne. „Żyjemy naszą wiarą i w każdą niedzielę uczęszczamy na Mszę św. Idzie każdy z nas i o tym nie dyskutujemy”, podkreśla menadżer.

Do Rzymu przybywa „cały świat”, mówi Messmer. Jako gwardzista mogę uczestniczyć w wydarzeniach, w jakich później nie będzie mi dane, wspomina służbę w Watykanie dawny gwardzista, który w ochronie papieży służył w latach 1982-1984. Przyznaje, że ten czas był dla niego „najlepszą szkołą życia, jaka kiedykolwiek istniała”.

Gwardia Szwajcarska służy papieżom od 1506 r. Obecnie liczy 110 członków. Mogą do niej kandydować wyłącznie młodzi katolicy szwajcarscy w wieku 19-30 lat, którzy w swoim kraju muszą najpierw odbyć służbę wojskową. W Watykanie służą co najmniej 25 miesięcy, a zaprzysiężenie rekrutów odbywa się rokrocznie 6 maja na pamiątkę tzw. „sacco di Roma”, czyli splądrowania Rzymu przez wojska cesarza Karola V w dniu 6 maja 1527 r. Zginęło wówczas 147 szwajcarskich żołnierzy, broniących Klemensa VII (1523-1534). Obecnie większość rekrutów zobowiązuje się do służby w Gwardii Szwajcarskiej przez okres dwóch lat. Gwardziści odpowiadają za osobistą ochronę papieża oraz kontrolują wejścia do Watykanu. Ochrona Domu św. Marty, w którym mieszka papież, sprawowana jest częściowo przez gwardzistów, a częściowo przez żandarmerię watykańską.

W styczniu na specjalnie przygotowanym na YouTube nagraniu wideo Papieska Gwardia Szwajcarska zachęcała młodych rodaków do wstąpienia w jej szeregi. 10-minutowy film informuje o zasadniczym przygotowaniu, pokazuje nową centralę komendantury oraz relacje z życia tej formacji watykańskiej czuwającej nad bezpieczeństwem papieża. Ważnym elementem filmu jest też informacja o warunkach, jakie musi spełniać kandydat do tej służby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olsztyn: ks. Janusz Ostrowski przyjął sakrę biskupią

2018-04-21 15:13

BP KEP/tk/dg / Olsztyn (KAI)

W konkatedrze św. Jakuba w Olsztynie święcenia biskupie przyjął ks. Janusz Ostrowski. Głównym konsekratorem był metropolita warmiński abp Józef Górzyński, współkonsekratorami nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio i arcybiskup senior archidiecezji warmińskiej Edmund Piszcz. Poprzednia taka uroczystość w archidiecezji warmińskiej miała miejsce 24 lata temu.

Episkopat.pl
Bp Janusz Ostrowski

Uroczystości rozpoczęły się się o godz. 11.00 w konkatedrze warmińskiej w Olsztynie. Przewodniczył im i homilię wygłosił metropolita warmiński abp Józef Górzyński, główny konsekrator. Współkonsekratorami byli nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio i arcybiskup senior Edmund Piszcz.

W homilii abp Górzyński odnosząc się do święceń powiedział, że uczestniczymy w przekazaniu Chrystusowej mocy warmińskiemu kapłanowi Januszowi, po czym odczytał nauczanie zawarte w rytuale święceń biskupich.

Ostatnia uroczystość święceń biskupich w archidiecezji warmińskiej miała miejsce 24 lata temu, kiedy sakrę przyjmował bp Jacek Jezierski.

Dewizą nowego biskupa Janusza Ostrowskiego oraz programem jego biskupiej posługi są słowa „Jesu in Te confido” – „Jezu ufam Tobie”. W jego herbie na zielonym tle znalazło się srebrne przedstawienie Jezusa jako Dobrego Pasterza.

Uroczystości transmitowano na żywo na stronie archidiecezji warmińskiej (www.archwarmia.pl) oraz na antenie Radia Plus Olsztyn i Polskiego Radia Olsztyn.

*** Bp Janusz Ostrowski urodził się 16 listopada 1964 r. w Olsztynie. Święcenia kapłańskie przyjął w dniu 25 maja 1991 r. w Olsztynie. Po dwóch latach pracy wikariuszowskiej (1991-1993) w parafii św. Katarzyny w Braniewie rozpoczął studia specjalistyczne z prawa kanonicznego w Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, ukończone doktoratem w 1997 r.

Po studiach mianowany sędzią Metropolitalnego Sądu Archidiecezji Warmińskiej i notariuszem Kurii Metropolitalnej oraz duszpasterzem pomocniczym w parafii akademickiej św. Franciszka w Olsztynie, a następnie wicerektorem w Wyższym Warmińskim Seminarium Duchownym „Hosianum”. W 1999 r. wyjechał do pracy misyjnej do Afryki, gdzie pracował jako misjonarz „Fidei donum” w Togo do 2006 r. Po powrocie do Polski kontynuował pracę duszpasterską jako wikariusz w parafii św. Wojciecha w Olsztynie (2006-2008) oraz jako sędzia Sądu Biskupiego. W latach 2007-2011 pełnił zadania postulatora diecezjalnego dwóch procesów beatyfikacyjnych o męczeństwo 46 ofiar hitleryzmu i komunizmu z okresu II wojny światowej z terenów dawnej diecezji warmińskiej.

W 2008 r. mianowany kanonikiem gremialnym Kapituły Kolegiackiej w Lidzbarku Warmińskim, a w 2011 r. wiceoficjałem Trybunału Warmińskiego. Tego samego roku rozpoczął pracę jako adiunkt na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie na kierunku prawa kanonicznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem