Reklama

Akademia Ignatianum w Krakowie

Odbijanie historii

2017-01-11 10:15

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 3/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Andrzej Anusz

O roli polityki w pokazywaniu historycznej prawdy i procesie odzyskiwania historii dla społeczeństwa z dr. Andrzejem Anuszem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Czym jest pamięć historyczna dla narodu – pytam Pana jako historyka, socjologa i politologa – czym jest dziś dla nowego pokolenia, które wyrosło w czasie, gdy historia była lekceważona, uznana za niepotrzebną?

DR ANDRZEJ ANUSZ: – Zawsze i dla wszystkich pokoleń jest tym samym – nieodzownym warunkiem istnienia narodu. Wielcy Polacy – od Józefa Piłsudskiego po kard. Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II – upominali nas, że naród bez pamięci nie ma prawa bytu. Gdy Polacy byli zniewoleni przez zaborców, a później przez rządy komunistyczne, to właśnie pamięć historyczna niejako zastępowała funkcje własnego państwa.

– I ta „prywatna ucieczka w historię” była zawsze ważniejsza od każdego oficjalnego przekazu historycznego?

– Czas pokazał, że tak było. W latach 1944-89 cała przedsolidarnościowa opozycja polityczna wyłoniła się przede wszystkim właśnie z walki o prawdziwą historię Polski. Pojawiły się wydawnictwa tzw. drugiego obiegu odkłamujące i przywracające tę prawdziwą historię. Niezwykle ważną rolę odegrała tu polska emigracja – działalność rządu londyńskiego i paryskiej „Kultury”, które to instytucje dbały, by polski przekaz historyczny był w narodzie zawsze obecny. To dzięki temu „drugiemu obiegowi” ruch „Solidarności” mógł bazować na pamięci historycznej i dlatego w dużym stopniu był ruchem o charakterze moralnym.

– Jednak po roku 1989 Polacy chyba po raz pierwszy w historii z własnej woli odłożyli na bok historię…?

– Niestety, tak się stało. Duża część środowisk opozycyjnych i społeczeństwa uznała, że w momencie odzyskania przez Polskę suwerenności już nie trzeba się tak bardzo interesować historią, że można ją już zostawić specjalistom – „niech ją sobie odkłamują”.

– A naród zaczynał tracić swój instynkt historyczny?

– Można tak powiedzieć. Bardzo bolało to Jana Pawła II, czemu dał wyraz w swym przesłaniu do rodaków podczas pielgrzymki do Polski w 1991 r. Niestety, Polacy nie rozumieli – nie potrafili lub nie chcieli zrozumieć – tego przesłania.

– Właściwie dlaczego?

– Zapewne dlatego, że spora część społeczeństwa po 1989 r. zachłysnęła się już szczęściem z powodu zbliżenia się do „idealnego” zachodniego świata z jego opowieścią o „końcu historii”. Polacy szybko ulegli przekonaniu, że należy już zostawić swoją starą historię, swoje obciążenia, swoją tożsamość, bo demokracja liberalna załatwia wszystkie problemy i nie będzie już w historii ludzkości lepszego systemu politycznego i ekonomicznego.

– To dziwne, że Polacy, zaprawieni we wcześniejszych bojach o historię, tak łatwo ją przekreślili i ulegli nowym, nieznanym mrzonkom…

– Może ulegli dlatego, że tak bardzo potrzebowali już jakiejś konkretnej wizji przyszłości ostatecznie przełamującej złą przeszłość... Faktem jest, że w oczach Polaków z kretesem przegrała komunistyczna narracja historyczna. Przegrała opowieść o martyrologii II wojny światowej, podkreślająca, że z racji wielkiej ofiary krwi Armii Czerwonej Polska musi pozostawać w nierozerwalnym związku ze Związkiem Radzieckim. Przegrało też straszenie rewizjonizmem niemieckim – przede wszystkim dzięki Listowi biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r., który zapoczątkował całkiem nowy proces historyczny, a przyniósł owoce dopiero w 1989 r. To, że u schyłku XX wieku powstała „Solidarność”, że w 1989 r. doszło do odrzucenia systemu komunistycznego, w dużym stopniu bierze się z postępującego powoli procesu, w którym świadome historycznie społeczeństwo odrzuca interpretację historii narzucaną przez komunistów.

– W III RP to świadome historycznie społeczeństwo zdaje się jednak odrzucać swoją historię...

– Zwłaszcza w pierwszych latach po 1989 r.można było zaobserwować pewien kryzys; oprócz zauroczenia demokracją liberalną dało się zauważyć również poczucie pewnego zmęczenia społeczeństwa tym wcześniejszym podejściem do historii, nastrojonym na wysokie C... Pouczające głosy środowisk intelektualnych, że pewne sprawy z naszej historii, z naszej tożsamości mogą być teraz przeszkodą do dobrego funkcjonowania w nowoczesnym świecie, padają więc na podatny grunt.

– To wtedy pojawia się pojęcie zaściankowości katolickiej Polski?

– Tak. W dodatku na to przekłada się bardzo istotny spór polityczny. Dość nagle kończy się sojusz z Kościołem części dotychczasowej opozycji demokratycznej. Szeroko pojęty obóz „Solidarności” dzieli się wewnętrznie m.in. także na podstawie relacji do historii. środowiska, które są dalej wierne idei ważności historii i opowiadają się za rozliczeniem systemu komunistycznego, są zakrzyczane i wyśmiane przez te, które mówią, że „gospodarka jest najważniejsza”, że umowy Okrągłego Stołu należy traktować niemal jak konstytucję nowego państwa polskiego. Ten nurt „chowania polskiej historii” zaczął dominować już na początku lat 90. ubiegłego wieku i dominował przez wiele lat, zanim doszło do próby odbicia historii...

– Czy można określić dokładniej moment i bezpośrednie przyczyny tego „odbicia historii”?

– Wydaje się, że proces odzyskiwania historii dla społeczeństwa wiąże się z powstaniem w 2000 r. – po dużej walce i politycznych oporach – Instytutu Pamięci Narodowej. Jednakże wkrótce po dojściu do władzy postkomunistycznego SLD mamy znów próbę kontrrewolucji – postulat likwidacji IPN, wymazywanie narracji historycznej. Około połowy pierwszej dekady XXI wieku w Europie i na świecie zmienia się już klimat intelektualny – analitycy i politolodzy zaczynają twierdzić, że to koniec „końca historii” Fukuyamy, że mamy raczej „zderzenie cywilizacji” opisywane w tym czasie przez Huntingtona. A i Polacy zatęsknili już do podkreślania swojej tożsamości, co zostało wzmocnione przez politykę historyczną, podjętą przez rząd PiS w latach 2005-07. Wtedy pojęcie polityki historycznej pojawiło się w polskiej debacie publicznej. Następnie przez osiem lat pozostawało w zawieszeniu – w czasie rządów PO-PSL doszło nawet do ograniczenia nauki historii w szkołach. Teraz wróciło z całą mocą, rząd PiS znów nadrabia straty.

– Przyglądając się „historii historii” w III RP, możemy się przekonać – na przykładzie Lecha Kaczyńskiego – jak wielkie znaczenie dla historii mogą mieć działania jednego tylko człowieka.

– Dokładnie tak. I to wielki wstyd, że w III RP – jak nigdy wcześniej! – tych, którzy walczyli o historię, zaczęto nazywać oszołomami! Gdy stworzone dzięki uporowi Lecha Kaczyńskiego – wbrew naprawdę potężnym oporom lewicowo-liberalnych środowisk – Muzeum Powstania Warszawskiego okazało się ogromnym sukcesem, nastąpił „historyczny” przełom. Zaskakujące przebudzenie młodego pokolenia III RP dało znać o sobie także w związku z obchodami 60. rocznicy Powstania Warszawskiego zorganizowanymi właśnie przez ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego...

– ...bo okrągła – 50. rocznica, gdy prezydentem Polski był Lech Wałęsa, przeszła bez echa...

– To, niestety, prawda. A przecież już wtedy miało i mogło powstać to muzeum!

– Widać tępiciele polskiej historii wiedzieli, że to dla nich groźna instytucja!

– Rzeczywiście, Muzeum Powstania Warszawskiego zdecydowanie pomogło przełamywać tę zaszczepianą młodym Polakom niechęć do historii. Jego sukces miał charakter wzorcotwórczy dla innych tego typu instytucji. Można też mówić, że to właśnie wtedy zaczęła się nowa narracja w kulturze, czego dowodem jest choćby serial „Czas honoru”.

– Inny od innych filmów o wojnie?

– Można o nim mówić jako o fenomenie społecznym, choć profesjonalni analitycy tego nie dostrzegli... Ten serial przez kilka lat cieszył się ogromną popularnością, odkłamywał wojenną historię, naprawiał to, co w swoim czasie niszczyły równie popularne – bo jedyne w jednej telewizji – komunistyczne hity: „Stawka większa niż życie”, „Czterej pancerni i pies”. Ten ostatni serial był tak chętnie oglądany przez młodzież, ponieważ pokazywał losy jej rówieśników. Jako koproducent filmu „Kamienie na szaniec” mogę zaświadczyć, że dzisiejsza młodzież lubi takie wojenno-historyczne kino – szuka w nim siebie.

– Można chyba nawet powiedzieć, że to właśnie polska młodzież pierwsza zatęskniła do historii...

– Jak najbardziej. Nagle okazało się, że młode pokolenie wolnej Polski jednak łaknie patriotycznych treści, że zaczyna ich szukać, co było szokiem dla wszystkich tych, którzy dążyli do wykreślenia historii z edukacji.

– A wtedy oni po prostu zaostrzyli swoją kampanię dezawuowania historii i patriotyzmu...

– Ta „druga strona” nie mogła sobie odpuścić wpływu na młode pokolenie, musiała się jakoś odnieść do tych nowych, niepokojących ją zjawisk społeczno-kulturowych. Próbowała więc nadawać im swoje interpretacje, zasiewać wątpliwości, nawet podważać fakty historyczne. W „Gazecie Wyborczej” przeciwstawiano Powstanie Warszawskie Powstaniu w Getcie Warszawskim, rozjątrzono dyskusję wokół Żołnierzy Wyklętych itp., itd. Nie było to już jednak, jak wcześniej, totalne przeciwstawianie się narracji historycznej, nie było już prób wymazywania pewnych faktów z najnowszej historii Polski, co najwyżej pomniejszano ich znaczenie, pokazywano od ciemnej strony.

– Tak naprawdę dopiero od roku nadrabiamy w pośpiechu zaległości w dziedzinie polityki historycznej, chcielibyśmy też pokazać światu historyczne zasługi Polski. Jak to zrobić najskuteczniej?

– Do ludzi współczesnych najlepiej przemawiają obrazy. Prezes Jarosław Kaczyński mówił o potrzebie nakręcenia polskich filmów historycznych w stylu wręcz hollywoodzkim. Ministerstwo Kultury rozpisało już konkurs na scenariusze. Mam nadzieję, że za kilka lat powstanie także kilka filmów o fenomenie „Solidarności”, o stanie wojennym i o tym, co działo się w Polsce w 1989 r.

– Przed nami 100. rocznica odzyskania niepodległości w 1918 r.

– Zawsze boję się tego myślenia wyłącznie rocznicowego... Nie znamy jeszcze szczegółów uroczystości planowanych przez rząd. Wiadomo, że powołano specjalnego pełnomocnika ds. obchodów stulecia niepodległości, że będzie otwarte Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Wiadomo, że są też rozmaite obywatelskie, prywatne inicjatywy. W wydawnictwie „Akces” wydaliśmy niedawno reprint „Pism zbiorowych” Józefa Piłsudskiego, które po 1989 r. nigdy nie były wznowione; wydano je w PRL, oczywiście z tendencyjnymi i złośliwymi komentarzami. Teraz można mieć nadzieję, że naszym reprintem zainteresują się instytucje kulturalne, szkoły.

– Wkrótce także 100-lecie, ważnej nie tylko dla samej Polski, Bitwy Warszawskiej. Czy to nie najlepsza okazja, aby wreszcie pokazać światu znaczenie polskiego wysiłku zbrojnego?

– Zrealizowany kilka lat temu film „Bitwa warszawska” był już jakąś jaskółką, ale przed nami – mam nadzieję – filmy związane z tą rocznicą, z fenomenem Józefa Piłsudskiego, z fenomenem II Rzeczypospolitej, która jako 20-letnie państwo, odrodzone po 123-letniej niewoli, była w stanie w czasie II wojny światowej stworzyć Armię Krajową i państwo podziemne przeciwko dwóm totalitaryzmom, których etos pozwolił nam później przetrwać lata komunizmu. Widzę jasną kontynuację, ciągłość między AK i „Solidarnością”. Tak, to wszystko trzeba wreszcie pokazać.

– Co dzisiejszej Polsce jeszcze stoi na przeszkodzie, by całą historię pokazywać w prawdzie?

– Największym problemem są trudności w rozliczaniu najnowszej historii. Gdy mówimy o potrzebie pokazania szczególnej roli „Solidarności” w upadku komunizmu, trzeba powiedzieć wprost, że dużym historycznym kłopotem staje się sprawa Lecha Wałęsy. Trudno jest pokazywać rolę „Solidarności” w całej prawdzie, nie odnosząc się do niejednoznacznej przeszłości jej przywódcy, ale też trudno o tym mówić, zwłaszcza poza Polską... To najlepszy przykład na to, jak bardzo zaangażowanie polityków i polityki w proces historyczny może utrudniać pokazanie historycznej prawdy. Niewątpliwie trzeba jednak rozliczyć nawet te najtrudniejsze sprawy z historii. Dopiero wtedy można będzie je dumnie pokazywać całemu światu.

* * *

Andrzej Anusz
Doktor nauk humanistycznych (UKSW), działacz opozycji antykomunistycznej, były poseł, autor kilkunastu książek z dziedziny politologii i historii najnowszej. Współproducent filmu „Kamienie na szaniec” w reżyserii Roberta Glińskiego (2014), wydawca reprintu „Pism zbiorowych” Józefa Piłsudskiego (2016).

Tagi:
polityka

Nie taka prosta sprawa

2018-05-23 10:40

Michał Karnowski
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 35

Artur Stelmasiak

Historia pod tytułem „Nowoczesna”, o formacji politycznej założonej przez Ryszarda Petru, nadawałaby się na niejeden scenariusz. Mógłby to być sensacyjny film o tym, jak grupy oligarchiczne dysponujące milionami i wpływami w mediach potrafiły z niczego wykreować nowy polityczny byt. Ale można by też nakręcić optymistyczny obraz o nieprawdopodobnie szybkich, w stylu amerykańskich, karierach kilkunastu osób, które z nieznanych postaci przekształciły się w pierwszoplanowych polityków. A jeśli komuś mało, to może jeszcze zamówić komedię, bo są w tej historii także silne elementy humorystyczne.

Jak by jednak na to nie patrzeć, na naszych oczach kończy się ambitna próba wejścia do poważnej politycznej gry dużej grupy ludzi ze świata biznesu, korporacji, finansów. Wrażenie, które po trzech latach działania sprawia to środowisko, jest fatalne. Założyciel partii odchodzi z niej, rzucając w mediach gorzkie słowa o niedawnych podwładnych, miotając oskarżenia; nie umie powściągnąć osobistego żalu. Oni mu się rewanżują, ale kłócą się też między sobą. Wielkie długi partii wydają się nie do spłacenia. Obraz całości jest paskudny. Finał – też przewidywalny, bo skończy się pewnie na zasileniu szeregów Platformy Obywatelskiej, wobec której .Nowoczesna miała być alternatywą.

Warto zapamiętać historię partii Ryszarda Petru. Jest ona przestrogą dla wszystkich, którzy w życiu publicznym szukają cudownych recept i nowych, jak to się mówi, „twarzy”. Wbrew pozorom to wszystko nie jest takie proste. Dlaczego? Bo polityka przyciąga ludzi straszliwie ambitnych, a kierowanie zespołem składającym się z więcej niż trzech takich osób to zadanie dla silnej osobowości. Bo polityka to walka o władzę nad innymi, a władza oznacza ogromne ciśnienie, napięcie i ciągłe przesilenia. Trzeba tu wyjątkowej odporności psychicznej, to nie jest dla każdego, bo w polityce także życie osobiste jest elementem ocenianym przez opinię publiczną i łatwo tu o kompromitację. I wreszcie – bo tu liczą się nie tylko chęci, ale też zasoby w postaci silnej organizacji, pieniędzy, wpływów w mediach, osobistych umiejętności, nabywanych zwykle z czasem.

Wszystko to prowadzi do wniosku, że w demokracji zarówno politycy, jak i ich wyborcy zawsze funkcjonują w świecie pełnym ograniczeń i zwykle są w stanie zrealizować zaledwie część celów. Nie ma żadnej gwarancji, że nowa ekipa, nawet przychodząca całkowicie spoza świata starych partii, poradzi sobie z tym lepiej. Jeśli więc zależy nam na realizacji w życiu publicznym bliskich nam wartości, musimy umieć połączyć presję na bliską nam partię ze zrozumieniem ograniczeń, które ona napotyka. To postawa czasami trudna, ale jak widać na przykładzie partii .Nowoczesna i Ryszarda Petru – oszczędzająca czasami jeszcze bardziej gorzkich doświadczeń.

Michał Karnowski, publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Były żołnierz w Afganistanie: Jezus do mnie mówił, że oddał za mnie życie

2018-05-24 14:52

kana / Kraków (KAI)

To Jezus do mnie mówił, że oddał za mnie życie - mówił w środowy wieczór ppor. Karol Cierpica, były żołnierz w Afganistanie. Świadectwem swojego ocalenia dzielił się podczas kolejnego spotkania „Gość na Polach” organizowanego przez Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Andrzej Hrechorowicz / KPRP
Ppor. Karol Cierpica i rodzice śp. sierż. Michaela Ollisa

Karol Cierpica opowiadał o tym, jak wyglądało jego życie przed nawróceniem. – Nie liczyłem się z ludźmi, traktowałem ich przedmiotowo. Ja byłem w centrum. Wiedziałem o Bogu, o Jezusie, ale to ja byłem na tronie swojego życia, swojego serca - mówił.

Jak podkreślił, od maleńkości miał w sobie pragnienie robienia czegoś wielkiego. – Dziś wiem, że potrzebę robienia wielkich rzeczy wzbudza w nas Jezus - mówił żołnierz. Wyjaśnił, że służba ojczyźnie i drugiemu człowiekowi zaprowadziła go do wojska.

Niestety, liczba trudnych wydarzeń, które spotkały go podczas służby wojskowej, ciągły stres, życie w napięciu doprowadziły go do depresji. – Moja choroba była tak poważna, że chciałem odebrać sobie życie. Przez wiele miesięcy nie spałem, miałem fobię społeczną - mówił. Jego zdaniem choroba była częścią Bożego planu. – Bóg wiedział, że kiedy mnie złamie przez tę chorobę, to zacznę go szukać. Dziś dziękuję mu za każdy mroczny dzień swojego życia - dodał.

Cierpica zwrócił się do słuchaczy: – Jeśli jesteś dziś chory, sfrustrowany, martwisz się o przyszłość, to zostaw to wszystko. Bóg chce tylko powiedzieć, żebyś mu zaufał. Zostaw to wszystko. On chce Twojej całkowitej ufności, ufności dziecka - powiedział.

Podczas spotkania nie zabrakło wspomnienia wydarzeń z Afganistanu. – Michael to był 24-letni chłopak z Nowego Jorku. Ciągle się uśmiechał. 28 sierpnia broniliśmy bazy polsko-amerykańskiej. Kilkunastu terrorystów z pasami szahida znalazło się wewnątrz bazy. Wjechała ciężarówka, baza była ostrzeliwana, terroryści biegali - opowiadał żołnierz. W pewnym momencie zobaczył, że za jego plecami znajduje się Michael Ollis. Zaczęli działać razem, „jakby się znali całe życie”. – Ostatni z terrorystów wysadził się za moimi plecami. A tam był Michael. On był jak mój Mistrz, jak Jezus. Był gotowy, by oddać życie za drugiego człowieka. Dziś to wiem - powiedział.

– Miesiąc później zobaczyłem się z jego rodzicami. Bałem się tego spotkania. A oni mnie przytulili i powiedzieli: „dziękujemy ci za twoją służbę. Witaj w rodzinie”. - wspominał Cierpica. Słowa wypowiedziane przez rodziców swojego wybawcy odczytał jako słowa samego Jezusa. – To Jezus do mnie mówił, że oddał za mnie życie - wyjaśnił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo: poprzez kapłańskie serce i ręce łączyć niebo z ziemią

2018-05-24 18:33

Ks. Mariusz Frukacz

Ks. Mariusz Frukacz

„Kapłaństwo jest tajemnicą Najświętszego Serca Jezusa. Dzisiaj dziękujemy Bogu za dar święceń kapłańskich” – mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 24 maja przewodniczył Mszy św. odpustowej w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Uroczysta Eucharystia była dziękczynieniem z racji przypadającej w tym roku 40. rocznicy święceń kapłańskich abp Wacława Depo, 60. rocznicy święceń kapłańskich abp. seniora Stanisława Nowaka i 25. rocznicy święceń kapłańskich bp. Andrzeja Przybylskiego, biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej.

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. abp senior Stanisław Nowak, bp senior Antoni Długosz, bp Andrzej Przybylski, neoprezbiterzy z archidiecezji częstochowskiej i diecezji sosnowieckiej, przełożeni i profesorzy seminarium.

Zobacz zdjęcia: Okrągłe jubileusze kapłańskie biskupów z Częstochowy

Na Mszy św. obecni byli przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń archidiecezji częstochowskiej: Bractwo Męki Pańskiej z Kalwarii w Praszce, Rycerze Kolumba, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej, przedstawiciele mediów z Lidią Dudkiewicz redaktor naczelną „Niedzieli” oraz przedstawiciele kapituł archidiecezji częstochowskiej i osoby życia konsekrowanego.

W homilii abp Depo zwracając się do abp. seniora Stanisława Nowaka powiedział: „Połączyła nas poprzez sukcesję apostolską osoba abp. Eugeniusza Baziaka. Przedziwne są tajemnice Opatrzności Bożej.”

Zobacz także: Homilia jubileuszowa

Metropolita częstochowski odnosząc się do tajemnicy kapłaństwa podkreślił, że „zawsze w nas jest jakaś pokorna prośba zanoszona do Boga, kiedy przypominamy sobie postawę lezącą krzyżem na posadzce katedralnej.” - Przyzywaliśmy wówczas szczególnego wstawiennictwa wszystkich świętych Pańskich. Tak było i tak zawsze jest. To jest aktualne wołanie o wierność przymierzu, o którym mówił prorok Jeremiasz, że zostanie wypisane „głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach.” – dodał metropolita częstochowski.

Nawiązując do słów Ewangelii „Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” abp Depo podkreślił, że „słowa te wskazują na naszą tożsamość. Jesteśmy wybrani, namaszczeni, pobłogosławieni, połamani i rozdani.”

- Te słowa Jezusa kształtują nasze życie w kluczu eucharystycznym – podkreślił abp Depo i powtórzył za abp. seniorem Stanisławem Nowakiem, że „trzeba być szczęśliwym, że jest się kapłanem nawet gdyby bolało. Mam być szczęśliwy, że pracuję dla ludzi. Trzeba dać się złamać i nie bać się łamania w duchu słów: benedixit, fregit deditque, błogosławił, łamał i dawał.”

Arcybiskup przypomniał również za pismem „Didache”: „Strzeżcie się ludzi, którzy chcą robić interes na Chrystusie.”

- Budowanie życia na Jezusie jest zawsze związane z tajemnicą Jego krzyża, z tajemnicą zmartwychwstania i łaski. Z tajemnicą jego Kościoła, w którym występują łaska i grzech, świętość i słabość.- kontynuował abp Depo.

- Trzeba poprzez kapłańskie serce i ręce łączyć niebo z ziemią, tak jak rozpięty jest Chrystus pomiędzy niebem i ziemią z wysokości krzyża – przypomniał arcybiskup i pytał: „Czyż rozpowszechniona dzisiaj tak zwana poprawność polityczna nie przekształca się również na naszych oczach w poprawność religijną?

- Czyż nie dostrzegamy tego zjawiska, które możemy nazwać wirusem wiary, że w imię wolności trzeba odłączyć sprawy wiary w Boga, w Chrystusa od Kościoła. – dodał arcybiskup.

- W zmaganiach świata z Bogiem zostały przeciwstawione dwie wartości wolność i prawo. Zostały odłożone na bok sumienie i dekalog, i prawo naturalne. Dzisiaj cały spór o tajemnicę wierności wartościom chrześcijańskim stał się sporem politycznym, odrzucając nawet tajemnicę grzechu pierworodnego. Dlatego wolność oznacza dzisiaj „będziecie jako bogowie”. Trybunały i parlamenty wydają wyroki ostateczne. To jest pomieszanie pojęć. To jest w chodzenie w kategorię Boga – mówił duchowny.

- Centrum i mocą naszego kapłańskiego życia była jest i będzie wierność Chrystusowi poprzez codzienną Eucharystię, poprzez nasze współuczestnictwo w ofierze Chrystusa. – przypomniał arcybiskup.

- To nie jest tylko uczta braterska. Tak jak chcieliby nasi bracia na Zachodzie, którzy chcą dopuścić do Eucharystii wszystkich, i nawet tych, którzy z Kościołem nie mają nic wspólnego. To są groźne antyświadectwa poprawności religijnej – zaznaczył arcybiskup i zawołał: „Maryjo prowadź nas w głębię tajemnic Twojego Syna.”

Składając życzenia jubilatom bp Andrzej Przybylski wskazał na trzy słowa: powrót do źródeł, dziękczynienie i komunia.

- Wy dzisiaj wracacie do źródeł swoje kapłaństwa, ale te źródła nie są tylko dla Was. One stały się źródłem łaski dla bardzo wielu ludzi w miejscach waszej posługi. I to są też źródła dla nas, dla Kościoła częstochowskiego – mówił bp Przybylski.

- Kiedy dziękujemy, to wtedy widzimy ile otrzymaliśmy dobra. Dziękujemy, że tę komunię tworzyliście i tworzycie - kontynuował biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Na ręce jubilatów kilkudziesięciu kardynałów, arcybiskupów i biskupów przesłało życzenia.

Abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce w liście do abp Depo napisał m. in. „Niech wszyscy pod przewodem swojego metropolity postępują ad Christum Redemptorem hominis.” Natomiast w liście do abp. seniora Stanisława Nowaka nuncjusz apostolski podkreślił, że „Iuxta crucem Tecum stare oznacza znajdować się w samym centrum chrześcijańskiej wiary, bo krzyż i zmartwychwstanie są ze sobą istotowo połączone.”

Również abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP w liście do abp Depo zaznaczył, że „rocznica święceń kapłańskich zachęca, aby sięgnąć myślami do obrazu Chrystusa Dobrego Pasterza, który powołał nas do swojej służby i który nieustannie ukazuje przykład troski i oddania życia za powierzony sobie Lud Boży.” Z kolei w liście do abp seniora Stanisława Nowaka przewodniczący episkopatu Polski przypomniał, że wielorakie dokonania pasterskie abp Nowaka „są dowodem otwartości wobec natchnień Odwiecznej Mądrości, będących inspiracją do realizacji ciągle nowych przedsięwzięć.”

Przed końcowy błogosławieństwem swoją refleksją nt. kapłaństwa podzielił się abp senior Stanisław Nowak - Dziękujemy Chrystusowi Kapłanowi za to, że jesteśmy my biedni i mali kapłanami. Chrystus Jedyny Kapłan jest w nas, jest we wszystkich kapłanach. On w nas działa. Kapłaństwo jest wielkie, święte. To świętość wielka, która przez Ducha Świętego została rozlana w sercach naszych - mówił abp senior Stanisław Nowak.

- Każdy chrześcijanin mówi sobie w sercu i ma prawo powiedzieć „żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus.” Zjednoczenie z Chrystusem przez chrzest i bierzmowanie jest ogromne, ale przez kapłaństwo jest szczególnie intensywne. Najpierw z racji na funkcje kapłańskie, czynności kapłańskie, a później z racji na potęgę zapodmiotowania się Chrystusa i Ducha Świętego w duszy kapłana – kontynuował arcybiskup senior.

- Msza św. to coś niepojęcie wielkiego. Jak wielkie jest to, że kapłan odprawia Mszę św. Przez kapłaństwo osiągamy wiele miłości Bożej. Ta miłość się tak zgęszcza w wyjątkowy sposób, gdy kapłan Mszę św. odprawia – podkreślił abp Nowak i wskazując na słowa „in Persona Chisti”, w Osobie Chrystusa przypomniał, że „kapłan kiedy sprawuje Mszę św. to nie tak tylko zastępując Go, ale jako alter ego Christi.”

- Rozważajcie to, że w czasie Mszy św. mówicie „to jest Ciało moje, to jest kielich mojej Krwi”. Wy wypowiadacie te słowa w jedyny sposób. A gdy spowiadacie mówicie „ja ciebie rozgrzeszam” – przypomniał za Benedyktem XVI arcybiskup senior.

- W kapłanie jest potężna Chrystusowość. Jakaż to wielka odpowiedzialność. Dlatego dziękujemy za kapłaństwo, ale serce drży odpowiedzialnością. Dziękujemy za duchowość w sensie bycia narzędziem wobec Ducha Świętego, alter Spiritus – kontynuował jubilat.

Zwracając się do obecnych wiernych abp senior zaapelował: „Dziękujcie za kapłanów. Oni przynoszą Mękę Pana Jezusa, Zmartwychwstanie i miłosierdzie do końca. Błagajcie, by ich nie brakowało.”

Za teologią Ojców Kościoła duchowny przypomniał, że „Bóg mówi do człowieka: „Przyjmij Ducha, ale daj krew.” - Przyjęliśmy Ducha. Trzeba, żebyśmy dawali krew. Nie jest łatwo dać krew Bogu, oddać wszystko. Nie jest tani Pan Jezus dla kapłana. Nie jest łatwy. Trzeba Mu dać krew- mówił abp Nowak.

- Nikt nie jest tak bliski kapłanowi jak Matka Boska. Jej się zawierzamy i błagamy, żebyśmy wytrwali do końca – kontynuował arcybiskup senior i zwracając się do kleryków powiedział: „ Kochajcie kapłaństwo. jesteście już kapłanami in desiderio i czujcie się odpowiedzialni za to powołanie. Bolesne jest to, że młodzi ludzie lekceważą to, gdy Pan ich woła.”

Na zakończenie Mszy św. abp Depo zwierzył wszystkich kapłanów Maryi. Następnie neoprezbiterzy udzielili prymicyjnego błogosławieństwa.

Po Mszy św. w Auli św. Jana Pawła II neoprezbiterzy otrzymali absolutoria i dyplomy magisterskie.

Abp Wacław Depo święcenia kapłańskie przyjął 3 czerwca 1978 roku z rąk Sługi Bożego biskupa Piotra Gołębiowskiego.

Abp senior Stanisław Nowak święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1958 r. z rąk abp Eugeniusza Baziaka. Natomiast bp Andrzej Przybylski otrzymał święcenia kapłańskie otrzymał z rąk metropolity częstochowskiego abp. Stanisława Nowaka 30 maja 1993 r.

Kościół seminaryjny pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie uroczyście poświęcił 7 czerwca 1996 r. metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem