Reklama

Jestem od poczęcia

Watykan bliżej Moskwy?

2017-01-11 10:14

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 3/2017, str. 20-23

Fotolia.com

Na wzajemne relacje ekumeniczne Kościoła zachodniego i wschodniego nakładają się 1000-letnia oddzielna tradycja, kultura, polityka, ale przede wszystkim nabrzmiałe spory w łonie samego prawosławia

Wizyta Papieża w Moskwie od dziesięcioleci jest tematem licznych komentarzy i spekulacji prasowych. Odżyły one na łamach zwłaszcza włoskich gazet po zeszłorocznym spotkaniu patriarchy Cyryla z papieżem Franciszkiem na Kubie.

W tym kontekście interpretuje się też nominację doświadczonego dyplomaty abp. Celestino Migliorego na nuncjusza apostolskiego w Federacji Rosyjskiej.

Znaczące jest także duże zaangażowanie włoskich duchownych w rozmowy z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. – Po wizycie papieża Franciszka w Polsce jest czas na kolejny krok w stronę Europy Wschodniej. Wierzę, że Papież zawita w końcu do Rosji czy na Białoruś – mówił podczas Światowych Dni Młodzieży abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski, który przez wiele lat posługiwał w Moskwie.

Reklama

Rok 2017 jest symboliczny i bardzo ważny. Władza na Kremlu i Patriarchat Moskiewski będą musiały w jakiś sposób odnieść się do 100. rocznicy rewolucji bolszewickiej. To wówczas doszło do największych w historii prześladowań chrześcijan. W tym roku obchodzimy także 100. rocznicę objawień fatimskich, w których Matka Boża prosi o modlitwę i pokutę w intencji nawrócenia Rosji. „Jeżeli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, [kraj ten] rozpowszechni swe błędy po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła świętego. (...) Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, i będzie dany światu na pewien czas pokój” – czytamy w objawieniach fatimskich.

Patriarcha „zdradził prawosławie”

Spotkanie Franciszka z Cyrylem na Kubie było zaskoczeniem dla świata. Widać było, że to raczej strona rosyjska podyktowała miejsce i warunki, na jakich mogło dojść do historycznego wydarzenia, a Watykan wszystko zaakceptował.

Jednak kilka tygodni później to patriarchat znalazł się w sporych kłopotach, a nie Papież. Spotkanie wywołało w Rosji lawinę krytyki ze strony wiernych, duchowieństwa, a nawet niektórych prawosławnych biskupów. Cyryl I oskarżany był o „zdradę prawosławia” i bycie „kryptounitą”.

Warto przypomnieć, że na Wschodzie przez wieki katolicyzm traktowano jako schizmę, analogicznie jak na Zachodzie prawosławie. Uważano więc, że misją prawosławnych jest doprowadzenie „schizmatyków i heretyków” do jedności z ich Kościołem. W świetle tej wizji poza prawosławiem nie jest możliwe zbawienie.

Sytuację w rosyjskim prawosławiu można porównać do tego, co działo się po Soborze Watykańskim II na Zachodzie, kiedy to zwolennicy abp. Marcela Lefèbvre’a doprowadzili do podziału w Kościele katolickim. Na Wschodzie, a zwłaszcza w Rosji, takich prawosławnych „lefebrystów” jest znacznie więcej. Przez długie wieki tożsamość państwowo-kościelna budowana była w oparciu o antykatolickość. Proces otwarcia na dialog wymaga długotrwałych zmian mentalnych, pojedyncze gesty tego nie zmienią.

Na pewno patriarcha Cyryl I jest bardziej otwarty na kontakty z Watykanem niż jego poprzednik Aleksy II. Nie oznacza to jednak, że może podejmować kroki, nie licząc się z wolą innych biskupów. – Patriarcha musi się liczyć zarówno z biskupami i duchowieństwem, jak i z władzą na Kremlu. On nie jest suwerenny w podejmowaniu decyzji, bo nie może i najprawdopodobniej nie chce wywoływać konfliktu z władzą świecką, ale musi także dbać o to, by nie doszło do podziałów w rosyjskim prawosławiu – mówi „Niedzieli” Krzysztof Tomasik, szef działu zagranicznego Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Nie jest też tajemnicą, że ogromny wpływ na decyzje Patriarchatu Moskiewskiego ma Kreml. Wystarczy tylko wspomnieć, że Władimir Putin cieszy się w Rosji 85-procentowym zaufaniem publicznym, a patriarcha Cyryl ma tylko 5 proc. Można więc domniemywać, że prezydent Rosji ma o wiele większe od patriarchy poparcie także wśród duchowieństwa. – Jeżeli Putin uzna, że wizyta Franciszka w Rosji jest mu potrzebna, to zaprosi Papieża i nikt mu w tym nie przeszkodzi – uważa Tomasik. – Ewentualne zbliżenie Moskwy z Watykanem będzie miało zarówno wymiar religijny, jak i polityczny. W Rosji tych dwóch rzeczywistości nie da się oddzielić.

Wojna o Ukrainę

Rosja od wieków rozgrywa sprawy religijne Kościoła prawosławnego na użytek swojej wielkomocarstwowej polityki, a bizantyjska tradycja doskonale do tego modelu pasuje. Idea Moskwy jako stolicy światowego prawosławia sięga korzeniami XVI wieku, kiedy to książę moskiewski Iwan Groźny koronował się na cara, a kilkadziesiąt lat później utworzono Patriarchat Moskwy i Całej Rusi.

Od tamtej pory zaczął się rodzić swoisty rosyjski mesjanizm, w którym to Moskwa miała być obrońcą całego prawosławia i tzw. III Rzymem. Dzięki temu cele władzy świeckiej i kościelnej stały się ze sobą tożsame, bo tuż za carskim wojskiem poszerzało się terytorium rosyjskiego Kościoła. Niestety, w tej kwestii niewiele się zmieniło, co najlepiej widać na przykładzie wojny na Ukrainie.

Władimir Putin zaatakował zbrojnie niepodległe państwo, aby podporządkować je sobie. Analogiczne kroki na niwie kościelnej od początku lat 90. ubiegłego wieku prowadzi Patriarchat Moskiewski, który nie zgadza się na uznanie niezależności tzw. autokefalii Kościoła ukraińskiego. Patriarcha nie zgadza się na to, bo dla Moskwy oznaczałoby to koniec marzeń o III Rzymie. Efekt tej imperialnej polityki sprawił, że na Ukrainie doszło do wielu religijnych podziałów i obecnie są aż trzy odłamy prawosławia. Pojednanie mogłoby nastąpić tylko wtedy, gdyby Kościół uzyskał pełną niezależność (autokefalię) wobec Moskwy.

Wszystkie konflikty wewnątrz Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego są odbiciem konfliktów politycznych i sprawiają, że dialog Watykanu z patriarchatem jest bardzo trudny. Do tego dochodzą oskarżenia o katolicki prozelityzm i działalność Kościoła greckokatolickiego. – Rozmawiając z Moskwą, zawsze trzeba mieć na uwadze grekokatolików, którzy przecież są częścią naszego Kościoła – mówi Krzysztof Tomasik. – Ale Papież jest doskonale poinformowany o sytuacji na Ukrainie, bo obecny zwierzchnik grekokatolików jest jego przyjacielem z Argentyny. Gdy kard. Bergoglio był metropolitą Buenos Aires, abp Swiatosław Szewczuk opiekował się ukraińską diasporą w Argentynie.

Pierwszy sobór od 1200 lat

Patriarcha Moskwy nie jest prawosławnym papieżem, a dialog z Moskwą nie jest dialogiem z całym prawosławiem. Stosunki ekumeniczne z pozostałymi autokefalicznymi Kościołami najczęściej są znacznie lepsze i wolne od obciążeń natury politycznej.

Największym problemem w dialogu z całym chrześcijańskim Wschodem są jednak ich wewnętrzne podziały. Często można odnieść wrażenie, że niektórym delegacjom Kościołów wschodnich łatwiej porozumieć się z katolikami niż między sobą. – Choć jest w tym sporo prawdy, to jednak nie należy się z tego cieszyć, bo taka sytuacja utrudnia i spowalnia naszą drogę do jedności – mówi „Niedzieli ks. prof. Sławomir Pawłowski, dyrektor Instytutu Ekumenicznego KUL.

Wierni Kościoła prawosławnego ostatnio mogli obserwować gorszące spory podczas Soboru Wszechprawosławnego. Pierwotnie zjazd delegacji miał się odbyć w Stambule, czyli w stolicy dawnego Cesarstwa Wschodniego, które jest kolebką chrześcijaństwa obrządku bizantyjskiego. Po tym, gdy Turcja zestrzeliła samolot rosyjski, postanowiono uniknąć sporów politycznych i przeniesiono sobór do Grecji – na Kretę. Niewiele to jednak pomogło, bo w ostatniej chwili wycofały się delegacje bułgarska i rosyjska, a wcześniej antiochijska i gruzińska. – Przez wieki nie mieliśmy takiego synodu. Mieliśmy spotkania zwierzchników z inicjatywy patriarchy Bartłomieja I, który rzeczywiście włożył dużo wysiłku w zacieśnienie więzów między zwierzchnikami. To okazja, byśmy przemówili jednym głosem, a odmowa jest smutna i rozczarowująca – mówił na łamach greckiej prasy bp Jerzy Pańkowski, który z ramienia Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego uczestniczył w pracach przygotowujących sobór.

Sytuacja rzeczywiście jest gorsząca, bo sobór był przygotowywany przez wszystkie z 14 kanonicznych Kościołów od ponad 50 lat. Wiele delegacji zrezygnowało dosłownie w przededniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego, kiedy to sobór się rozpoczął. To miał być dowód na działanie Ducha Świętego, jedność i powszechność Kościoła prawosławnego, którego immanentną cechą jest właśnie soborowość, jednak zamiast jedności sobór może być źródłem nowych podziałów na prawosławnych uznających 8 soborów powszechnych i na tych, którzy uznają ich tylko 7.

Prawdziwi prawosławni

Rezygnacja kilku delegacji w przededniu soboru na Krecie skłania do postawienia pytania: Jakie były prawdziwe przyczyny próby zerwania jedności w prawosławiu? Wystarczy zacytować kilka oficjalnych argumentów, podanych np. przez Patriarchat Bułgarski, aby stwierdzić, że niektórych powodów raczej szukano na siłę. Wśród nich znalazł się bowiem niewłaściwy porządek miejsc zajmowanych przez zwierzchników Kościołów lokalnych w sali obrad, niewłaściwe rozlokowanie gości i obserwatorów soboru oraz zbyt duże i niczym nieusprawiedliwione koszta uczestnictwa w soborze.

Prawdziwego powodu próby zerwania pierwszego od 1200 lat soboru prawosławnego należy szukać w napięciu między Konstantynopolem i Moskwą, czyli II i III Rzymem. Patriarchat Moskiewski nie chciał uczestniczyć w soborze, który zorganizował patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I. Moskwa jest zainteresowana zdobyciem kontroli nad całym światem prawosławnym, a główną przeszkodę na tej drodze stanowi odwieczny konkurent – Patriarchat Konstantynopola i wszystkie jego inicjatywy mające na celu doprowadzenie do odnowy prawosławia.

Na ten spór o przywództwo nakładają się jeszcze dwa dominujące nurty obrządku wschodniego – grecki i słowiański. Problem w tym, że zarówno Grecy uważają się za jedynych prawdziwie prawosławnych, jak i Rosjanie – myślą tak samo o swojej roli w prawosławiu. Paradoksalnie różnice kulturowe i rywalizacja między tymi kulturami jest bardzo podobna do tej, która niegdyś dzieliła łaciński Rzym i grecki Konstantynopol.

Głównym celem Soboru Wszechprawosławnego jest rzeczywiste przywrócenie powszechności (katolickości, soborowości) prawosławia. We wschodniej eklezjologii jest to bardzo ważny wymiar życia Kościoła, który był martwym zapisem od 12 wieków. Jeśli chodzi o rosyjskich duchownych – trzeba wziąć również pod uwagę ich strach przed tym, że decyzje dotyczące rosyjskiego Kościoła mogą być podejmowane na zewnątrz, wspólnie z biskupami z innych krajów. Wydaje się, że obecnie przekracza to ich możliwości otwarcia na powszechność prawosławia.

Ekumeniczny cel

Po zakończeniu Soboru Wszechprawosławnego teologowie przekonywali, że na 7 soborach pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa również dochodziło do absencji delegacji przedstawicieli różnych Kościołów. I mimo tego sobory zostały uznane za ważne. – To, co dzisiaj dzieje się poprzez święty i wielki sobór, jest widzialnym przejawem jedności Kościoła. Proszę zwrócić uwagę, że jedność nie jest zachowana w momencie, kiedy to my odrzucamy kogoś, nie zaś wtedy, kiedy ktoś sam decyduje o tym, by odejść i nie brać udziału w synodzie. Dlatego ten sobór zapisze się na stałe w nowoczesnej historii i w życiu wszystkich lokalnych Kościołów prawosławnych – mówił tuż po zakończeniu soboru abp Chryzostom z Aten, kierownik Katedry Historii Dogmatów Uniwersytetu Ateńskiego.

Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I oznajmił, że uchwały i postanowienia, jakie zapadły w czasie soboru, są ważne i obowiązujące dla całego świata prawosławnego. Uczestnicy soboru pozostawili otwarte drzwi dla nieobecnych Kościołów, aby mogły one później podpisać się pod jego ustaleniami.

Niestety, nie trzeba było długo czekać, aby synod rosyjskiego Kościoła wydał oświadczenie, że nie uznaje soboru na Krecie. Z drugiej strony Patriarcha Konstantynopola wydał komunikat, w którym ostrzega duchownych krytykujących sobór i jego autorytet przed ekskomuniką.

Nie można dziś przewidzieć, jakie będą dalsze losy recepcji postanowień soborowych w lokalnych Kościołach, ale dla jedności chrześcijan ich akceptacja jest pożądana. Powstał wreszcie dokument, który afirmuje ruch ekumeniczny i jasno mówi, że przywrócenie jedności chrześcijan jest także jednym z celów Kościoła prawosławnego. Podobnie jak w nauczaniu Kościoła katolickiego prawosławni ojcowie soborowi zastrzegli, że dialog nigdy nie może oznaczać kompromisu w sprawach wiary. – Dobrze by było, gdyby nauczanie soboru utrwaliło się w Kościołach lokalnych. To jest pierwszy dokument tej rangi, który daje nadzieję na rozwój dalszego dialogu – mówi ks. prof. Sławomir Pawłowski.

Katolicko-prawosławna droga

Mimo tych wszystkich trudności dialog w komisjach teologicznych między Kościołem rzymskokatolickim i Kościołami prawosławnymi posuwa się do przodu. Ostatnie dokumenty o prymacie i synodalności w Kościele zostały podpisane przez przedstawicieli prawie wszystkich prawosławnych Kościołów partykularnych. Prac tych nie bojkotuje nawet Moskwa, co się w przeszłości zdarzało. – Choć prace teologiczne nie są tak bardzo spektakularne, jak np. spotkanie Papieża z Patriarchą Moskwy, to jednak cały czas posuwają się naprzód – mówi ks. prof. Pawłowski. – W tym roku udało się opracować wspólny dokument o synodalności i prymacie w pierwszym tysiącleciu Kościoła. A więc badamy czasy, kiedy Kościół nie był jeszcze podzielony. Z dokumentów wynika, że Kościoły na Wschodzie zawsze były obdarzone dużą samodzielnością.

Pod dokumentami komisji katolicko-prawosławnej podpisują się wszystkie lokalne Kościoły autokefaliczne. – Małymi krokami dochodzimy do wyjaśnienia różnic i rozbieżności nt.: Wyznania wiary, dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Wniebowzięciu i Czyśćcu – tłumaczy ks. Pawłowski. – Widzimy, że nasze drogi schodzą się, ale ich zetknięcie jeszcze jest poza naszym horyzontem. Jesteśmy przekonani, że wspólna droga jest naszą przyszłością, ale nie wiemy, kiedy, gdzie i jak to się stanie.

Kościół prawosławny rządzi się swoimi specyficznymi prawami. Z jednej strony jest bogaty w piękną tradycję, a z drugiej – podzielony i często niezdolny do podejmowania decyzji, które obowiązują wszystkich wiernych. Porównując go do Kościoła katolickiego, na którego czele jest autorytet i władza papieska, widać bardzo duże różnice. Dobrze ilustruje to dowcip opisujący rozmowę kapłana prawosławnego z katolickim. – Wy to macie dobrze, bo u was jest tylko jeden papież, a u nas każdy biskup zachowuje się tak, jakby był papieżem – mówi ksiądz prawosławny.

Choć jest wiele różnic historycznych, kulturowych i organizacyjnych, to jednak Kościół prawosławny jest Kościołem, który zachował eklezjologię z pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa i ma ważne wszystkie sakramenty. Kościół katolicki ma więc najbliżej do prawosławia, bo wystarczy, że katoliccy teologowie wytłumaczą, iż nauczanie z drugiego tysiąclecia Kościoła było twórczym rozwinięciem, a nie zmianą nauki Chrystusa.

Tagi:
Watykan

Nadchodzą trudne lata dla Gwardii Szwajcarskiej

2018-04-20 09:13

ts / Watykan (KAI)

W najbliższej przyszłości watykańskiej Gwardii Szwajcarskiej trudno będzie pozyskać nowych kandydatów. Liczy się z tym odpowiedzialny za rekrutację do papieskiej formacji szwajcarski menadżer ds. personalnych Bernhard Messmer. Były gwardzista i właściciel firmy ds. zarządzania kadrami przyznał w wywiadzie dla szwajcarskiego portalu kath.ch, że wprawdzie aktualnie Gwardia nie ma jeszcze takich problemów, ale „nadchodzą dla nas trudne lata”.

Grzegorz Gałązka

Messmera martwi przede wszystkim znaczny spadek narodzin w Szwajcarii. Jego zdaniem, rolę odgrywa także rozwój gospodarczy. „Jeśli gospodarka będzie kulała, to może będzie nam łatwiej pozyskiwać kandydatów”, powiedział 56-letni były gwardzista. Zwrócił uwagę, że dziś człowiekowi kończącemu naukę z dobrymi wynikami pracodawcy oferują zarobki, z którymi nie może konkurować Gwardia Szwajcarska. Ponadto młodzi urodzeni w latach 1995-2010 często mają inne wartości i inne wyobrażenia, niż ich poprzednicy, zauważył Messmer dodając, że dla nich np. jest ważne równoważenie czasu pracy i czasu wolnego, a pod tym względem organizacje militarne tracą na atrakcyjności.

Do Gwardii Szwajcarskiej poszukiwani są nie tylko młodzi ludzie sympatyzujący z wojskiem, ale tacy, którzy jednocześnie prowadzą aktywne życie religijne. „Żyjemy naszą wiarą i w każdą niedzielę uczęszczamy na Mszę św. Idzie każdy z nas i o tym nie dyskutujemy”, podkreśla menadżer.

Do Rzymu przybywa „cały świat”, mówi Messmer. Jako gwardzista mogę uczestniczyć w wydarzeniach, w jakich później nie będzie mi dane, wspomina służbę w Watykanie dawny gwardzista, który w ochronie papieży służył w latach 1982-1984. Przyznaje, że ten czas był dla niego „najlepszą szkołą życia, jaka kiedykolwiek istniała”.

Gwardia Szwajcarska służy papieżom od 1506 r. Obecnie liczy 110 członków. Mogą do niej kandydować wyłącznie młodzi katolicy szwajcarscy w wieku 19-30 lat, którzy w swoim kraju muszą najpierw odbyć służbę wojskową. W Watykanie służą co najmniej 25 miesięcy, a zaprzysiężenie rekrutów odbywa się rokrocznie 6 maja na pamiątkę tzw. „sacco di Roma”, czyli splądrowania Rzymu przez wojska cesarza Karola V w dniu 6 maja 1527 r. Zginęło wówczas 147 szwajcarskich żołnierzy, broniących Klemensa VII (1523-1534). Obecnie większość rekrutów zobowiązuje się do służby w Gwardii Szwajcarskiej przez okres dwóch lat. Gwardziści odpowiadają za osobistą ochronę papieża oraz kontrolują wejścia do Watykanu. Ochrona Domu św. Marty, w którym mieszka papież, sprawowana jest częściowo przez gwardzistów, a częściowo przez żandarmerię watykańską.

W styczniu na specjalnie przygotowanym na YouTube nagraniu wideo Papieska Gwardia Szwajcarska zachęcała młodych rodaków do wstąpienia w jej szeregi. 10-minutowy film informuje o zasadniczym przygotowaniu, pokazuje nową centralę komendantury oraz relacje z życia tej formacji watykańskiej czuwającej nad bezpieczeństwem papieża. Ważnym elementem filmu jest też informacja o warunkach, jakie musi spełniać kandydat do tej służby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Niedziela Dobrego Pasterza

2015-04-23 11:06

Przemysław Awdankiewicz
Edycja świdnicka 17/2015, str. 1, 4-5

IV Niedziela Wielkanocna jest obchodzona w Kościele jako Niedziela Dobrego Pasterza – dzień szczególnej modlitwy o powołania. Podczas Eucharystii czytany jest fragment Ewangelii wg św. Jana, w którym Jezus nazywa siebie dobrym pasterzem (J 10,1-10). Ma on wyjątkowy wymiar duszpasterski

Bożena Sztajner / Niedziela

Praktykę modlitwy Kościoła w intencji powołań do stanu kapłańskiego i życia zakonnego ustanowił w 1964 r. papież Paweł VI. Od tamtego czasu jedna z niedziel okresu wielkanocnego, zwana Niedzielą Dobrego Pasterza, poświęcona jest na modlitwę w intencji powołań.

Trzeba prosić Boga, aby udzielił wielu młodym osobom daru powołania. Trzeba modlić się za młodych, aby odważnie odpowiedzieli na Boże wezwanie. Trzeba prosić, aby nie zabrakło pasterzy; dobrych pasterzy, którzy będą oddawać życie za owce. Niemniej jednak nie zapomnijmy o tych, którzy już zostali powołani do bycia pasterzami. O kapłanach, o zakonnikach. Oni już odpowiedzieli na Boże wezwanie i kroczą za Jezusem – Dobrym Pasterzem. Oni – jak Jezus – oddają życie. Każdego dnia w zaciszu plebanii lub klasztoru ofiarują swoje cierpienie, swoją samotność, walkę duchową, za ciebie. Kroczą za Dobrym Pasterzem i oddają życie za owce.

– „My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga (...) Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny” – uczy nas św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 3,9.4,1-2). Jan Paweł II pomagał nam w odczytaniu tych słów Apostoła Narodów, zachęcając do rozważenia zaproszenia, które Chrystus kieruje do każdego z nas: „Idźcie i wy...” – mówi biskup świdnicki Ignacy Dec.

Przypatrzcie się powołaniu

Św. Grzegorz Wielki przypomina o tym w kazaniu komentującym przypowieść o robotnikach winnicy: „Popatrzcie, najmilsi bracia, jak żyjecie, i sprawdźcie, czy już jesteście robotnikami Pana. Niech każdy oceni to, co czyni i osądzi, czy pracuje w winnicy Pańskiej” (Jan Paweł II, adhortacja apostolska „Christifideles laici”, 2). Natomiast Ojciec Święty Paweł VI doda: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (adhortacja apostolska „Evangelii nuntiandi”, 41). Zakłada to wielką troskę o formację kapłańską każdego, kto został włączony w misję Chrystusa, Najwyższego Kapłana.

Dar i tajemnica

– Pamiętam słowa, które Pan Jezus nam powtarza: „Pójdź za Mną!”. To było na początku naszego powołania. Ale Pan Jezus niejako w każdym dniu nas na nowo powołuje, byśmy byli przy Nim, byśmy szli za Nim dokładniej – zaznacza bp Ignacy Dec. – Dawcą powołania jest Bóg. Najpierw tym pierwszym darem powołaniowym jest nasze istnienie, i potem mamy powołanie do bycia w Kościele przez chrzest święty. Znaleźliśmy się za sprawą wiary rodziców w gronie członków Kościoła i potem przyszło powołanie kapłańskie jako wielki dar. Papież Jan Paweł II, gdy obchodził pięćdziesiątą rocznicę święceń kapłańskich, swoje kapłańskie złote gody, to nam przygotował książkę. Dał jej tytuł „Dar i tajemnica”. I spojrzał na swoje powołanie jako na wielki dar i na tajemnicę. Za Papieżem powiadamy, że to powołanie jest darem i tajemnicą, można też powiedzieć: darem i zadaniem. Jest darem: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15,16). Słowa te nigdy nie powinny zniknąć z naszej pamięci, powinniśmy do nich wracać, mówią bowiem o spojrzeniu Pańskim na każdego z nas. W Ewangelii wg św. Marka czytamy: „Potem [Jezus] wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego” (Mk 3,13). Pan powołał nie tych, którzy chcieli, ale tych, których On sam chciał. Dlatego do końca nie rozumiemy, dlaczego Bóg wybrał akurat nas. Wielu kolegów pozostało w świecie, byli może zdolniejsi, może moralnie lepsi od nas, a jednak poszli innymi drogami, a nas Pan Bóg skierował na drogę życia kapłańskiego. Oko Pańskie spojrzało na nas i pozostanie to do końca wielką tajemnicą. Przypomnijmy, że swoje powołanie kapłańskie otrzymaliśmy ze względu na innych. To nie jest tylko osobiste wyróżnienie, lecz dar dla Kościoła.

Ksiądz Biskup podkreśla, że powołanie szczególne, jakim jest powołanie kapłańskie, wiąże się zawsze z jakimś wyrzeczeniem.

– Pan od Abrahama zażądał opuszczenia rodzinnego kraju. I my też, gdy idziemy za Panem, gdy odpowiadamy na słowa: „Pójdź za Mną!”, zostawiamy nasze rodzinne strony, zostawiamy rodziców w jakimś sensie, strony rodzinne, wioskę, miasto, miasteczko, opuszczamy dawnych kolegów, koleżanki. Jednym słowem: idę za Chrystusem. Trzeba opuścić w jakimś sensie rodzinny dom, kraj swojego dzieciństwa i młodości, tak jak to miało miejsce w przypadku Abrahama i uczniów Pańskich, tych pierwszych wybrańców Syna Bożego – mówi Ordynariusz diecezji świdnickiej.

Warunki i wymagania

Powołanie zawsze jest dane w Kościele i za pośrednictwem Kościoła. Jak Jan Paweł II napisał w adhortacji „Pastores dabo vobis”, Kościół rozpoznaje i uznaje powołanie. Stąd też Kościół stawia powołanym warunki i wymagania potrzebne do jego realizacji. Czasem klerycy mają z tym kłopoty, ponieważ noszą w sobie własną wizję powołania, trzeba więc niekiedy naprowadzić ich na wizję eklezjalną, Chrystusową. Jest to wielki dar i zarazem wielkie zadanie, jako że powołanie odkryte i przyjęte staje się wielkim zadaniem do wypełnienia.

Jest wolą Kościoła, aby na drodze odczytywania powołania do kapłaństwa każdy z kandydatów przeszedł właściwy dla siebie okres formacji ludzkiej, duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej.

– Przygotowanie do kapłaństwa w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Świdnickiej obejmuje modlitwę i studia, które przenikają się wzajemnie w sześcioletnim cyklu – wylicza rektor ks. dr Tadeusz Chlipała. – Pierwszym etapem tego przygotowania są dwuletnie studia filozoficzne. Drugi etap, w którym alumni przygotowują się w sposób bezpośredni do święceń kapłańskich, to czteroletnie studia teologiczne. W toku tej formacji alumni stopniowo przechodzą stopnie przygotowania do święceń. Podstawą wszystkich wysiłków pracy nad sobą jest formacja duchowa, która zmierza do ukształtowania w kandydacie do kapłaństwa tożsamości sługi Chrystusa. Alumni przez codzienną modlitwę, lekturę duchową, medytację Słowa Bożego, a przede wszystkim Eucharystię starają się jak najpełniej uformować swoje serce na wzór Mistrza.

Owocność propozycji powołaniowych zależy najpierw od inicjatywy i działania Boga, ale – jak to potwierdza doświadczenie duszpasterskie – jest wspierana także jakością i bogactwem świadectwa osobistego i wspólnotowego tych, którzy już odpowiedzieli na wołanie Pana do podjęcia posługi kapłańskiej czy do życia konsekrowanego. Ich świadectwo może pomóc innym, by i oni zapragnęli z wielkodusznością odpowiedzieć na głos Chrystusa.

Modlitwa za powołanych

Dlatego w Niedzielę Dobrego Pasterza seminarzyści odwiedzą różne parafie i będą dzielić się świadectwem swojego powołania.

Warto podkreślić, że Tydzień Modlitw o Powołania obejmuje nie tylko powołania do kapłaństwa, ale i życia konsekrowanego. Sama modlitwa o powołania także nie ogranicza się do tego jednego tygodnia w ciągu roku.

– Dziękujmy za wielki dar powołania, za to wyróżnienie, i prośmy Chrystusa w czasie tych świętych dni, żeby nam pomógł nową miłością pokochać nasze powołanie i je jak najlepiej przy pomocy Ducha Świętego wypełniać – kończy bp Ignacy Dec.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Życzenia przewodniczącego Episkopatu dla bp. Janusza Ostrowskiego

2018-04-21 15:21

BP KEP / Warszawa (KAI)

Kościół w Polsce łączy się dzisiaj z Waszą Ekscelencją oraz z całą archidiecezją warmińską, wyrażając swoją wdzięczność Boga za dar pasterza, który z sercem mądrym, ofiarnym i roztropnym wspierać będzie biskupa diecezjalnego w jego posłudze - napisał przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki w liście z życzeniami do bp. Janusza Ostrowskiego, który przyjął dziś, 21 kwietnia, sakrę biskupią. Życzenia podczas uroczystości odczytał bp Artur Miziński.

EPISKOPAT.PL

Przewodniczący Episkopatu życzył nowemu biskupowi pomocniczemu archidiecezji warmińskiej, aby swoją pasterską posługę odczytywał najpierw jako drogę własnego uświęcenia i aby osobista bliskość z Jezusem rozpalała w nim pragnienie prowadzenia powierzonego sobie Ludu Bożego do świętości.

Publikujemy tekst życzeń:

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Biskupie,

W imieniu Konferencji Episkopatu Polski, chciałbym przekazać serdeczne życzenia z okazji przyjęcia sakry biskupiej.

Kościół w Polsce łączy się dzisiaj z Waszą Ekscelencją oraz z całą archidiecezją warmińską, wyrażając swoją wdzięczność Boga za dar pasterza, który z sercem mądrym, ofiarnym i roztropnym wspierać będzie biskupa diecezjalnego w jego posłudze.

Chciałbym życzyć Księdzu Biskupowi, aby swoją pasterską posługę odczytywał Ksiądz Biskup najpierw jako drogę własnego uświęcenia. «Misja ta znajduje pełny sens w Chrystusie i można ją zrozumieć jedynie rozpoczynając od Niego» – uczy w swojej ostatniej adhortacji Ojciec Święty Franciszek. «W swej istocie świętość, to przeżywanie w zjednoczeniu z Nim tajemnic swojego życia. Polega ona na złączeniu się ze śmiercią i zmartwychwstaniem Pana w sposób wyjątkowy i osobisty, w nieustannym umieraniu i powstawaniu z martwych wraz z Nim».

Po wtóre, chciałbym życzyć, aby osobista bliskość z Jezusem rozpalała w Księdzu Biskupie ojcowskie pragnienie prowadzenia powierzonego sobie Ludu Bożego do tej świętości, której jedynym źródłem jest Trójjedyny. Niech kapłani, podziwiając pasterski zapał Waszej Ekscelencji, sami zapalają się do jeszcze gorliwszej pracy dla zbawienia dusz. Niech osoby życia konsekrowanego, widząc prawdę biskupiej konsekracji, sami zapragną jeszcze bardziej upodobnić się do Jezusa – naszego Pana. Niech osoby świeckie, widząc umiłowanie Mistycznego Ciała Chrystusa – którym jest Kościół, sami pragną pogłębiać tę miłość, w którą – na mocy sakramentu chrztu świętego – zostali włączeni. Niech członkowie rodzin, widząc cierpliwą i wyrozumiałą miłość Księdza Biskupa do kapłanów, uczą się niemniejszej cierpliwości wobec siebie nawzajem.

Życie i posługę Księdza Biskupa powierzam Bogu przez wstawiennictwo Pani Jasnogórskiej – Królowej Polski.

Na wypełnienie zadań, zleconych przez Ducha Świętego, z serca błogosławię

Abp Stanisław Gądecki Metropolita Poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

__________________ Jego Ekscelencja Ks. Bp Janusz Ostrowski Biskup Pomocniczy Archidiecezji Warmińskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem