Reklama

Paradyż to moja miłość

2017-01-04 11:25

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 2/2017, str. 4-5

Karolina Krasowska
Ks. dr Ryszard Tomczak

Z ks. dr. Ryszardem Tomczakiem rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – Co było inspiracją do tego, że zaczął Ksiądz pisać książki?

KS. DR RYSZARD TOMCZAK: – Początek pracy naukowej związanej z pisaniem książek i artykułów dokonał się w Paradyżu. Byłem redaktorem „Studiów paradyskich”, których wówczas powstało kilkanaście tomów. Każdego roku trzeba było wydać nowy tom, siedzieć nad treścią, szukać różnego rodzaju tematów. Co roku w seminarium w Paradyżu organizowaliśmy przynajmniej kilka sympozjów, z których materiały trzeba było publikować. W ten sposób powstawały książki czy artykuły w „Studiach paradyskich”. Ponieważ nigdy wcześniej nie miałem tego rodzaju doświadczenia, było to dla mnie pewną zawodową koniecznością, jednak życie uczy, że trzeba to robić i podejmować tego rodzaju wyzwania. W tamtych czasach istniały głód i potrzeba książek, były problemy finansowe czy te związane z drukiem. Było ciężko, ale mimo wszystko to robiliśmy. Ówczesne „Studia paradyskie” miały swoją rangę – znajdowały się właściwie w każdej bibliotece naukowej, a ludzie często je cytowali. Cieszyłem się, widząc fragmenty naszych „Studiów” w pracach profesorów czy wykładających na uczelniach kolegów. Stanowiło to dla mnie zachętę do dalszej pracy; wiedziałem, że warto to robić, że nie stawia się tego na półki, tylko że dalej ktoś się tym zajmuje i do tego sięga. Jakiś czas temu, aby będąc na parafii nie być oderwanym od życia naukowego, podjąłem decyzję, aby powołać do życia „Studia i szkice witnickie”, co jest dzisiaj drugą częścią mojego życia publicystycznego. Pierwszy tom pt. „Bezdroża New Age” poświęciłem ruchowi, który wciąż się rozszerza i pozostaje aktualnym problemem dzisiejszego świata. Książka „Parafia Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Witnicy” jako tom drugi została poświęcona historii wspólnoty parafialnej, w której aktualnie posługuję. Z kolei moje wspomnienia związane z paradyskim seminarium składają się na tom trzeci i noszą tytuł „Paradyż. Moja miłość”. Jest to początek serii, którą mam zamiar kontynuować. Jestem otwarty na nowych autorów i nowe tematy, które na pewno będą się skupiały wokół problematyki Kościoła, teologii, filozofii, a także publicystyki i biografii. Chcę to robić i jest to dla mnie mobilizacja do pracy.

– Pierwszy tom traktuje – tak jak Ksiądz wspomniał – o ruchu New Age. Czy mógłby Ksiądz trochę przybliżyć to środowisko?

– Problem New Age to problem dzisiejszego świata. Ponieważ ludzie współcześnie często chwytają się pewnych areligijnych czy pozareligijnych motywów, dlatego chciałem pokazać, że religia ma sens tylko wtedy, kiedy jest właściwie wyznawana; że jest relacją człowieka do Boga. Religia staje się dziwnym tworem, jeśli dodaje się do niej różne tradycje pozareligijne. Dlatego podjąłem w tej książce problemy związane np. z naturalizmem, feminizmem, reinkarnacją, spirytyzmem czy liczbą 666. Ktoś, kto zajmuje się tym na poważnie, wpada w areligijność, która wiąże się z błędnym, wręcz skrajnym szukaniem dopracowania swojej wiary. Weźmy dla przykładu wegetarianizm. Dobrze, jeżeli ktoś nie je mięsa, ponieważ uważa, że zwierząt nie powinno się zabijać. To jest jego sprawa i to należy szanować. Gorzej, jeżeli wiąże się to z przekonaniem, że w mięsie zabitego zwierzęcia jest jakiś mój przodek i że jedząc to mięso, jem swojego przodka. Dosłownie tak czasem jest. Stąd w Indiach czasem bardziej szanuje się zwierzęta niż ludzi, z tą myślą właśnie. Dlatego powstała ta książka, będąca opisem pewnych sytuacji, pewnego ruchu, który istnieje w świecie, rozszerza się, stanowi zagrożenie i – co najważniejsze – nie jest żadną religią. Wprowadza ludzi w błąd, zbierając w różnych religiach wszystko to, co jest ciekawe i frapujące. Religia jest wyznaniem wiary, ale także pewną drogą, czasem trudną. Natomiast New Age wybiera z religii wszystko to, co jest piękne, łatwe i przyjemne. Trzeba bardzo uważać, zachowując przy tym pewną skromność, dystans, ale przede wszystkim roztropność, żeby się nie pogubić w tym wszystkim.

– Tom drugi przybliża Czytelnikowi parafię w Witnicy...

– Pomyślałem, że warto swoim parafianom powiedzieć troszkę więcej o źródłach i historii parafii w Witnicy. Są osoby, które zajmują się historią, wiedzą wiele, ale na ogół ludzie nie wiedzą nic albo wiedzą niewiele o historii swojej wspólnoty parafialnej. Dlatego chciałem pokazać, kiedy powstała parafia, kto tutaj pracował jako duchowny czy świecki i jakie są grupy parafialne. Przedstawiłem historię zarówno kościoła, jak i miasta Witnica, historię filii, które należą do parafii, po to, aby pokazać, że jest to żywa wspólnota, w której dokonują się pewne piękne doświadczenia religijne; że tu tętni życie i tak powinno być. Książka pokazuje życie parafii przed i po 1945 r. do dnia dzisiejszego. Pomyślałem ją jako prezent dla każdej rodziny. W sumie mieszkańcy parafii otrzymali 1160 książek, aby mając je w swoich domowych biblioteczkach, dowiedzieli się czegoś więcej o historii i życiu swojej parafii. Ostatnie strony książki nie zostały zadrukowane. Zostały natomiast przeznaczone na najważniejsze wydarzenia rodzinne, takie jak: urodziny, chrzest, przyjmowanie sakramentów, śmierć w rodzinie, ważniejsze wyjazdy czy odwiedziny w rodzinie. Mieszkańcy mogą dopisać w tym miejscu daty i wydarzenia związane z historią ich własnego życia, zostawiając najbliższym swego rodzaju rodzinną kronikę. Osobiście uważam, że jest to bardzo pozytywne. Z tego, co wiem, to parafianie już mówią, że wpisują sobie w tym miejscu pewne rzeczy. Jest to swego rodzaju podręcznik do życia parafii, dlatego szczególnie cieszę się, że udało się to wydać. Parafianie wzięli ją chętnie, komentarze były również pozytywne. O to mi chodziło. My dostajemy od nich prezenty, parafianie nas wspomagają, dlatego my też coś zróbmy dla ludzi.

– Przez wiele lat był Ksiądz związany z Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu i tej relacji została też poświęcona trzecia publikacja. Co ona zawiera?

– Trzecia książka nosi taki dosyć frapujący, być może nawet zawłaszczający tytuł, który brzmi: „Paradyż. Moja miłość”. We wstępie wyjaśniam, dlaczego tak nazwałem tę publikację. Życie w Paradyżu realizowałem jako wychowawca kleryków, wicerektor i rektor, którym byłem przez 12 lat pracy w seminarium. Uważam, że predestynuje mnie to do tego, abym mógł napisać na temat Paradyża coś od siebie; tym bardziej że mieszkałem tam prawie 19 lat. Był to dla mnie czas pewnych doświadczeń – relacji do kleryków i profesorów, do świeckich i sióstr zakonnych, a nawet budynków. Zresztą powiem skromnie, że obecny wygląd seminarium to moje dzieło, któremu ofiarowałem część swojego życia i zdrowia. Łączyłem remonty, formację kleryków, a także pracę naukową – te trzy rzeczy razem. Dlatego tytuł książki ma tutaj dla mnie tak osobiste znaczenie. Jeśli ktoś kocha Paradyż, szanuje go i dla niego dużo zrobił, to jest jego miłość, dlatego do dnia dzisiejszego uważam, że Paradyż to moja miłość. Poprosiłem wielu ludzi, aby napisali swoje wspomnienia o relacji do tego miejsca. Znajdują się one w ostatniej części książki. Pierwsza część książki traktuje natomiast o historii Paradyża, przedstawia dzieje seminarium, wracając do cysterskich czasów, a na współczesnych kończąc. Wymieniam tu wielu ludzi, którzy pracowali w seminarium, przedstawiam, jak wyglądała struktura, piszę też o sobie i mojej działalności wobec kleryków. Moją osobistą relację stanowią natomiast trzy ostatnie rozdziały. Znajdują się tutaj wystąpienia, które miałem, oraz moje doświadczenie Paradyża jako rektora, wychowawcy, dzisiejszego dojeżdżającego wykładowcy i tego, który był w seminarium jako kleryk. Chciałem pokazać, że zawsze ta moja relacja do Paradyża była pozytywna, miła, że Paradyż był dla mnie zarówno jako budynek, jak i instytucja miejscem wspaniałym, i tak uważam do dnia dzisiejszego. Ostatni rozdział to wspomnienia zarówno moje, jak i innych osób. Generalnie ta książka jest pozytywnym obrazem seminarium. Piszę o sobie tylko dlatego, że miałem i mam relację do Paradyża, piszę o relacji ja – Paradyż. Uważam, że autorytet tego miejsca daje poczucie, że robi się coś więcej dla Kościoła.

– Jak pośród obowiązków duszpasterskich udaje się Księdzu znaleźć czas zarówno na realizację swoich pasji, jak i na pisanie?

– Poza działalnością duszpasterską, której nie unikam i robię naprawdę to, co trzeba, próbuję się angażować w życie parafialne. Poza tym jak już człowiek osiąga pewien wiek, to chciałby się podzielić z innymi swoim życiowym doświadczeniem. Mnie udało się znaleźć chwilę i powiedziałem sobie, że trzeba to zrobić. Więc zachęcam wielu ludzi do tego, żeby również to uczynili. Pewnie, że trzeba łapać czas. Ja łapię go między wykładami, spotkaniami z ludźmi, życiem duszpasterskim, a także życiem kulturalnym, które również prowadzę. Jeżeli się chce, to da się to zrobić. Pracuję nocami, chodzę spać o godzinie 2 nad ranem. Mam ten czas spokojny, bez telefonów, dlatego wtedy można więcej zrobić. Są to książki popularnonaukowe. Nie są stricte naukowe, bo dzisiaj czytelnik naukowy to jest czytelnik bardzo niewielki, a chciałem, żeby te książki trafiły pod strzechy. Pisałem je w ciągu ostatniego roku, będąc proboszczem i nie zaniedbując przy tym innych rzeczy, mając czas na żużel, który lubię, mecze piłki nożnej i spacery, które uwielbiam.

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Post z ks. Dolindo

2018-02-19 17:34

Agnieszka Bugała

Autorka bestselleru pt. „Jezu, Ty się tym zajmij! o. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda” Joanna Bątkiewicz-Brożek nie zawiodła i na Wielki Post przygotowała prawdziwą perłę: rozważania drogi krzyżowej z ks. Dolindo. Książka powstała na podstawie przekładu nieznanych w Polsce, włoskich dzieł Padre z Neapolu, czerpie z zapisków jego lokucji wewnętrznych.


Autorka w kilku miejscach podkreśla zgodność przekazu ks. Dolindo z wizjami bł. Katarzyny Emmerich, niemieckiej stygmatyczki i wizjonerki, której w mistycznych widzeniach dane było uczestniczyć w bolesnej Męce Jezusa Chrystusa – ks. Dolindo w trakcie rozmów z Matką Bożą otrzymywał takie zapewnienie.

W życiu ks. Dolino umiłowanie Jezusowego Krzyża nie było literalnym wyznaniem, ale rzeczywistym podążaniem za Mistrzem, w Jego upokorzeniu, odrzuceniu i doświadczeniu pogardy, również od ludzi Kościoła. Fizyczne i duchowe cierpienia własne ks. Dolindo łączył z brutalnym ukrzyżowaniem Jezusa, podkreślając jednak miłość Pana i przebaczenie płynące dla oprawców z Krzyża. Rozważania Drogi Krzyżowej z ks. Dolindo są dla tych, którzy w ciszy (najlepiej przed Najświętszym Sakramentem) chcą podążać za Chrystusem w Jego Męce i adorować sercem Tego, który oddał za nas życie.

Książka wpisuje się w wielkopostną akcję „Niedzieli” pod hasłem „Odejdź od ekranu, idź się pokaż Panu!”. Idź, stań przed nim z Drogą Krzyżową wg ks. Dolindo i zanurz się w adoracji Jego Męki.

Przeczytaj także: Odejdź od ekranu, idź się pokaż PANU!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Marek Jędraszewski Człowiekiem Roku "Tygodnika Solidarność"

2018-02-22 18:36

Biuro prasowe archidiecezji krakowskiej / Kraków (KAI)

Abp Jędraszewski wspominał, że w dekalogu jest napisane, by „czcić ojca swego i matkę swoją", dlatego też Kościół ma prawo angażować się w życie publiczne, wskazując drogę, jaką społeczeństwo powinno podążać - mówiła Izabela Kozłowska z „Tygodnika Solidarność" w Polskim Radiu 24. „Tygodnik Solidarność” wybrał Człowiekiem Roku 2017 metropolitę krakowskiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Izabela Kozłowska z „Tygodnika Solidarność" w rozmowie w Polskim Radiu 24 wskazała na zasadnicze powody, dla których arcybiskup Jędraszewski został wybrany Człowiekiem Roku 2017. - Po pierwsze ks. arcybiskup zawsze był, jest i mam nadzieję będzie przyjacielem „Solidarności". (...) Po drugie arcybiskup Jędraszewski mocno wspierał nie tylko „Solidarność", ale i komitet ustawodawczy w sprawie ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Dodawał otuchy, że warto walczyć do samego końca i nie poddawać się, pomimo różnych trudności - mówiła Kozłowska.

Dziennikarka podkreśliła także, że metropolita krakowski upomina się o najsłabszych i, widząc niesprawiedliwość społeczną, odważnie reaguje, co nierzadko spotyka się z krytyką. - Arcybiskup Marek Jędraszewski, mimo że jest wielokrotnuie krytykowany, pozostaje wierny nauczaniu Pana Jezusa i Ewangelii i temu co pozostawili wielcy papieże, przede wszystkim św. Jan Paweł II - mówiła Kozłowska. Zaznaczyła także, że nauczanie metropolity krakowskiego przesiąknięte jest nauczaniem Jana Pawła II.

Jednym z tematów, w obrębie którego metropolita spotyka się z krytyką, jest prawo do życia, gdzie wypowiada się bezkompromisowo. Obecnie wspiera tych, którzy walczą o zaprzestanie aborcji eugenicznej w Polsce. Podobnie, co podkreśliła Izabela Kozłowska, było w przypadku wolnych niedziel, gdzie „Solidarność" otrzymała silne poparcie metropolity, który mówił bez ogródek: „Lament, który wywołało wprowadzenie ograniczenia w handlu pokazuje, że pozwoliliśmy na pewne zniewolenie siebie. Niewątpliwie po 1989 roku z polskim społeczeństwem stało się coś złego. W imię sukcesu zawodowego i powodzenia ekonomicznego bardzo łatwo odeszliśmy od najbardziej podstawowych zasad wypływających z dekalogu, a w konsekwencji od zasad dotyczących podstawowej solidarności społecznej".

Metropolita krakowski wielokrotnie zabierał głos w sprawie rodziny, dając tym samym znać, że zdaje sobie sprawę z kryzysu relacji, na co wpływa wiele czynników. Wskazywał także na Ewangelię, jako najtrwalszy fundament, na którym można i trzeba budować. Arcybiskup Jędraszewski dał się poznać także jako człowiek wzywający nie tylko do wierności Ewangelii, ale także ojczyźnie. - W wywiadzie arcybiskup Jędraszewski wspominał, że w dekalogu jest napisane, by „czcić ojca swego i matkę swoją", dlatego też Kościół ma prawo angażować się w życie publiczne, wskazując drogę jaką społeczeństwo powinno podążać. Ojczyzna w tym kontekście rozumiana jest jako matka. Dlatego też „Bóg, Honor, Ojczyzna" to nie są tylko puste słowa w życiu arcybiskupa Jędraszewskiego - podkreśliła Izabela Kozłowska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem