Reklama

By lepiej poznać parafian

2017-01-04 11:24

Agnieszka Busz
Edycja rzeszowska 2/2017, str. 6-7

Archiwum Państwa Perłowskich
Ks. Kamil Sowa z rodziną Państwa Perłowskich

Z ks. Kamilem Sową o wizycie duszpasterskiej rozmawia Agnieszka Busz

AGNIESZKA BUSZ: – Skąd wziął się zwyczaj wizyty duszpasterskiej?

KS. KAMIL SOWA: – Trzeba zacząć od tego, że tzw. kolęda jest jedną z form duszpasterskich, stosowaną w wielu kościołach chrześcijańskich. W Kościele katolickim wizyta taka określona jest dodatkowo prawem kanonicznym, które niejako zachęca, aby kapłani wypełniając funkcję pasterską, starali się dobrze poznać swoich wiernych, a przez to starać się bardziej owocnie uczestniczyć w ich codziennym życiu. Trudno sobie wyobrazić, aby być dobrym pasterzem, jeśli się nie zna swoich owiec. Wizyta duszpasterska to doskonała okazja na lepsze poznanie swoich parafian, z którymi w ciągu roku bardzo często ma się kontakt tylko podczas niedzielnej Eucharystii.
Jeśli natomiast chodzi o czas wizyty księdza w domu swoich parafian, to akurat Kościół katolicki w Polsce przyjął ten czas na okres po świętach Bożego Narodzenia i trwający do święta Ofiarowania Pańskiego (2 lutego).

– Stare polskie przysłowie mówi „Gość w dom, Bóg w dom”. Jak więc powinniśmy się przygotować do „kolędy”?

– Dla mnie osobiście i myślę, że również dla wielu księży bardzo ważne jest to, aby wizyty księdza w swoim domu nie traktować jak jakiegoś nadzwyczajnego wydarzenia, do którego potrzeba wiele czasu na przygotowania. Oczywiście, że proboszcz czy wikariusz odwiedzają domy swoich parafian zazwyczaj raz w roku (właśnie w czasie wizyty duszpasterskiej) i wierni w związku z tym chcą się do tego wydarzenia przygotować jak najlepiej, ale naprawdę nie potrzeba wiele. Wystarczy przygotować: Biblię, krzyż, świece, wodę święconą (choć kapłan nosi zawsze przy sobie kropidło). O wiele ważniejsze w przygotowaniu się do kolędy jest właściwe nastawienie, tzn. aby wykorzystać czas pobytu kapłana w swoim domu na owocną rozmowę.

– Odwiedziny księdza na „kolędzie” to dobry czas na poruszanie i rozwiązywanie spraw rodzinnych?

– Z założenia kolęda ma służyć lepszemu poznaniu siebie nawzajem i poruszeniu wielu spraw, zwłaszcza dotyczących naszej wiary. Myślę, że bardzo ważne jest dla księdza, aby w czasie swojej wizyty lepiej poznał swoich parafian, ale z pewnością jest to doskonała okazja, aby też dać się samemu poznać. Tak jak mówiłem – najczęściej kapłani mają kontakt z wiernymi tylko podczas niedzielnej Mszy św. W czasie Eucharystii oczywiście nie ma możliwości spokojnie porozmawiać. Owszem, po Eucharystii jest możliwość rozmowy ze swoim kapłanem, ale zazwyczaj mało osób korzysta z niej.
W czasie wizyty duszpasterskiej naprawdę poruszane są różne tematy. Bardzo wiele zależy od tego, na jaki temat dana rodzina chce porozmawiać. Jedni pytają o sprawy wiary, inni chcą porozmawiać na temat domowników, bardzo często padają pytania o sprawy parafialne itd. Ważne jest, aby być autentycznym w czasie kolędy, nie bać się zadawać pytań księdzu (również trudnych), a nie tylko czekać na inicjatywę w rozmowie, wychodzącą od duszpasterza. Jeśli będzie zaufanie ze strony tej rodziny i faktyczne skorzystanie z tego, że niejako ma się księdza „na wyciągnięcie ręki”, to jestem przekonany, że wizyta duszpasterska przyniesie oczekiwane skutki.

– Czasami problemy, które dotyczą nas lub naszych najbliższych, wywołują takie poczucie wstydu i lęku, że drzwi przed księdzem pozostają nieotwarte…

– Tak, zdarzają się i takie sytuacje, że dana rodzina nie życzy sobie odwiedzin księdza. Takich domów nie jest jednak wiele. Pytając o motywy związane z zamknięciem drzwi przed duszpasterzem, myślę, że można wskazać ich bardzo wiele. Czasami to problem alkoholizmu panujący w tej rodzinie. Zdarza się i tak (obecnie coraz częściej), że osoby żyjące w związku niesakramentalnym obawiają się reakcji księdza. Niektórzy bardzo rzadko uczęszczają na Mszę św. i w ogóle nie praktykują swojej wiary, stąd nie mają w ogóle potrzeby rozmowy z kapłanem. Ale na pewno nie można generalizować, bo częściej drzwi przed duszpasterzem pozostają otwarte, nawet gdy panuje jakiś problem w tej rodzinie. Trzeba mieć świadomość, że właśnie odwiedziny księdza mogą niejednokrotnie pomóc go rozwiązać.

– Wiele kontrowersji budzi temat dawania „kopert” w czasie wizyty duszpasterskiej. To obowiązek parafian?

– Jest przyjęty zwyczaj, że parafianie z racji wizyty duszpasterskiej mogą składać dobrowolne ofiary. Nie ma natomiast mowy o żadnym obowiązku nałożonym na wiernych. Akurat w naszej diecezji, jeśli jakaś rodzina ma chęć złożenia takiej ofiary, to może to uczynić w czasie Mszy św. na tacę.

– Pamięta Ksiądz jakieś sytuacje zabawne i nietypowe związane z kolędą?

– W czasie wizyty duszpasterskiej, jak to bywa w życiu, zawsze mogą się pojawić sytuacje zabawne i nietypowe. Akurat jestem młodym księdzem i takich sytuacji nie miałem za wiele. Na wioskach domy mogą być znacznie oddalone od siebie, co może być powodem zabawnych sytuacji. Ja osobiście tego nie przeżyłem, ale mój kolega – ksiądz opowiadał, że zdarzyło mu się pomylić domy, bo był pierwszy rok na parafii i nie znał jeszcze dobrze domów swoich wiernych. Udając się do kolejnego domu, oddalonego dość daleko, zapukał do innego, w którym nie było ministrantów. Zapanowało wielkie poruszenie i zdziwienie wtedy w tej rodzinie, ale wszystko skończyło się dobrze i wizyta się odbyła. Bardzo różnie jest z posługą ministrantów w czasie kolędy. Zazwyczaj po wspólnej modlitwie ministranci udają się do kolejnego domu i zapowiadają przybycie księdza. W zależności od miejscowych zwyczajów, czasami wracają po księdza do domu, w którym aktualnie przybywa lub zostają na miejscu.

Tagi:
wywiad wizyta

Kandydaci do kapłaństwa odzwierciedlają nasze społeczeństwo

2018-04-20 17:57

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Kandydaci do kapłaństwa w sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce - mówi KAI ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. W wywiadzie mówi m.in. o spadku powołań, profilu kandydatów do kapłaństwa oraz o formacji seminaryjnej. 22 kwietnia, w Niedzielę Dobrego Pasterza, obchodzony będzie Światowy Dzień Modlitw o Powołania.

B.M. Sztajner/Niedziela

Dawid Gospodarek (KAI): Mówi się często o kryzysie powołań. Czy rzeczywiście da się dostrzec niepokojący spadek?

Ks. Wojciech Wójtowicz: Nie używałbym tu słowa „kryzys”, ale właśnie „spadek”. Porównajmy na przykład pielgrzymki seminariów na Jasną Górę. W 1999 roku była pierwsza taka pielgrzymka i uczestniczyło w niej dokładnie dwa razy tyle alumnów, co podczas tegorocznej, która odbyła się w minionym tygodniu. Wtedy w seminariach było prawie 7 tysięcy kleryków, dzisiaj nieco ponad 3 tysiące.

- Dlaczego więc nie mówić o „kryzysie”?

- – Słowo „kryzys” wydaje mi się niezbyt adekwatne, dlatego że poza pewnymi oczywistymi problemami wewnątrzkościelnymi, problemami z religijnością młodzieży, mamy do czynienia również z czynnikiem socjologicznym – ostatnich latach demografia załamała się bardzo mocno. Spadek i doświadczenie braku w niektórych diecezjach czy wspólnotach zakonnych są dość mocno odczuwalne. Przyczyny są jednak wieloaspektowe. W perspektywie ogólnopolskiej „kryzys” wydaje się zbyt dużą kategorią.

- Jacy mężczyźni pukają dziś do seminaryjnych furt?

- – Mężczyźni tacy, jakie jest dzisiejsze społeczeństwo, dzisiejszy świat. Czyli bardzo różni – z nadziejami i pragnieniami takimi, jakie występują w świecie i Kościele. Motywowani ewangelicznie, ale też z bagażem trudności, trosk i problemów charakterystycznych dla współczesnego świata. W sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają oni nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce.

- Można wskazać na jakieś cechy wspólne?

- – Gdyby poszukać wspólnego mianownika, można zauważyć, że duża część z kandydatów do kapłaństwa odbywała formację w różnych wspólnotach kościelnych. W większości polskich diecezji to wspólnoty, ruchy czy stowarzyszenia apostolskie są miejscami, w których rodzą się nowe powołania kapłańskie.

- Czy dzisiejsi kandydaci różnią się czymś od tych z poprzednich pokoleń?

- – Osobiście uważam, że są to mężczyźni być może nawet piękniejsi w sferze motywacji niż dawniej. Dzisiaj kandydaci zdają sobie sprawę, że idą do świata, który jest bardzo często wrogo nastawiony do Ewangelii, kontestacyjny. Mimo świadomości, że misja kapłańska, apostolska, którą wybierają, nie jest łatwa - oni przychodzą.

- Wspomniał Ksiądz o trudnościach, z którymi przychodzą kandydaci. Może Ksiądz podać jakieś przykłady?

- – One są często wyniesione po prostu z życia rodzinnego. Znamy kondycję polskiej rodziny, która jest często bardzo poraniona. Jeśli klerycy wychowywali się w rodzinach niepełnych, w rodzinach targanych różnymi trudnymi życiowymi doświadczeniami, niosą to w sobie – w postaci trudnej do określenia własnej tożsamości osobowościowej, w postaci lęków, napięć. W końcu noszą też te wszystkie symptomy typowe dla współczesnego młodego pokolenia, takie jak oddziaływanie mediów, bardzo duża i bardzo aktywna obecność w przestrzeni świata wirtualnego – czasem młodzi potrafią być bardziej w świecie wirtualnym niż realnym.

- Jak naprzeciw tym problemom wychodzą formatorzy seminaryjni?

- – Jeśli chodzi o tego typu kwestie, mamy do czynienia z całą paletą formacyjną. Trzeba pamiętać, że seminarium zawsze oferuje na początku drogi formację ludzką, bo dużo problemów, z którymi młodzi przychodzą, dotyczy właśnie tej ludzkiej sfery. Dlatego oprócz kierownictwa duchownego i pracy z ojcem duchownym, w wielu seminariach, jeśli jest taka potrzeba, zapewniona jest możliwość pracy psychologicznej. Ale coraz częściej seminaria otwierają się na różnego rodzaju formy warsztatowe.

- A jak to jest w seminarium, któremu Ksiądz szefuje?

- – U nas dobrze przyjęły się właśnie takie warsztaty. Na roku propedeutycznym są warsztaty rozwoju osobowościowego, komunikacji interpersonalnej, także warsztaty relacji z kobietami czy budowania własnej tożsamości męskiej. Paleta takich propozycji rozwoju psychopedagogicznego jest naprawdę bardzo duża, w różnych formach występuje także w wielu innych polskich seminariach.
***
Ks. dr Wojciech Wójtowicz – rektor Wyższego Seminarium Duchownego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwycięska miłość pasterza

2018-04-18 11:44

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 32-33

Graziako

Wszystkie teksty biblijne dzisiejszej Liturgii domagają się od nas – z pomocą Ducha Świętego – „głębokiego zanurzenia w życie Jezusa”. Wiara opiera się na usłyszanym słowie Bożym, ale trzeba byłoby mieć zamknięte uszy, żeby nie słyszeć wyjątkowych roszczeń Jezusa. On jest Jedynym Dobrym Pasterzem, który życie swoje oddaje za owce. Dlatego miał prawo powiedzieć: „Nikt Mi go [życia] nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać” (J 10, 18).

Tę niepodzielność prawdy i miłości Bożej wobec człowieka Jezus potwierdził samym sobą. To On sprawił, że ludzkość nie została pozbawiona Pasterza i Przewodnika na swoich drogach. I chociaż niejednokrotnie przechodzimy przez ciemność zła, z powodu – jak podkreśla św. Jan Apostoł – „nieznajomości Chrystusa”, to nie możemy się lękać, bo On zwycięża świat swoją śmiercią i zmartwychwstaniem. Dla Niego nie jesteśmy bezimiennym tłumem. Jego miłość jest konkretna, zaadresowana do każdego, bez wyjątku, człowieka. Jezus ma prawo być wobec nas wymagający. Trzeba Go uznać i przyjąć, bo jak zaznaczy św. Piotr napełniony Duchem Świętym: „Nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12).

Ten sam Apostoł w dniu Zesłania Ducha Świętego, by ukazać miłość Chrystusa, zwycięskiego Pasterza, wskaże nam cztery konkretne drogi. Pierwsza z nich to nawrócenie i odejście od sposobów myślenia i życia według „tego świata”, który odrzuca Jezusa. Druga droga to przyjęcie daru chrztu św. w imię Jezusa, które oznacza: „Bóg zbawia”. Trzecia to otwartość na działanie Ducha Świętego i Jego dary: mocy, mądrości, rozumu, rady, umiejętności, bojaźni Bożej i prawdziwej pobożności. I wreszcie czwarta droga to współuczestnictwo we wspólnocie Kościoła, który nie jest wymysłem ludzkim, lecz dziełem Chrystusa prowadzonym przez Ducha Świętego. Niezmiernie ważna w tym dziele jest obietnica Zbawiciela wypowiedziana do Piotra Apostoła: „Na tobie zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą” (por. Mt 16, 18).

Kościół w swojej apostolskiej działalności realizuje zbawcze pragnienie Chrystusa „przyprowadzenia do Boga owiec, które nie są z Jego zagrody” (por. J 10, 16). W ten sposób Jezus nawiązuje do misji, którą powierzył Mu Ojciec wobec całej ludzkości, aby zgromadzić rozproszone owce i obdarzyć je zwycięską miłością.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bible-ing w Częstochowie

2018-04-22 17:58

Ks. Mariusz Frukacz

„Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”, pod takim hasłem na zakończenie Tygodnia Biblijnego odbył się 22 kwietnia w archidiecezji częstochowskiej Bible-ing, czyli medytacja Słowa Bożego na ulicach miasta.

Ks. Mariusz Frukacz

Organizatorem tegorocznego Bible-ingu był m.in. Zespół ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

W Częstochowie w wydarzeniu wzięło udział ponad 50 osób, które najpierw o godz. 15. 00 spotkały się na modlitwie na placu przykościelny przy parafii św. Jakuba, by następnie udać się w różne miejsca w centrum miasta.

Zobacz zdjęcia: Bible-ing w Częstochowie

Bible-ing to piętnastominutowa medytacja Pisma Świętego w zupełnej ciszy. W rozmowie z „Niedzielą” Karol Jakubczyk, który uczestniczył w Bible - ngu po raz pierwszy zaznaczył, że to dla niego bardzo ciekawe doświadczenie. - Uważam, że Pismo Święty ma duży wpływ na nasze życie. Czasem odnajduję w nim coś, co naprawdę chwyta za serce – powiedział Karol Jakubczyk.

Natomiast siostra Ewelina Dudzik, zmartwychwstanka, dodała: „Obecność nasza z Pismem Świętym w centrum miasta jest jakimś znakiem dla tych, którzy przechodzą obok nas. Jest to niezwykła okazja do dania świadectwa o obecności Chrystusa w tej przestrzeni, w której żyjemy na co dzień. Ludzie przechodzący zatrzymują się i czasem pytają o naszą wiarę”.

- Każdego roku w Bible-ingu uczestniczą nowe osoby i jest ich coraz więcej. Ci, którzy wcześniej doświadczyli czegoś ważnego podczas Bible-ingu w poprzednich latach przyprowadzają tutaj swoich bliskich, znajomych i przyjaciół – podkreśliła Agnieszka Armacińska, rzeczniczka Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

Zdaniem Agnieszki Armacińskiej „to jest niezwykła atmosfera działania Słowa Bożego”. - Radością dla nas jest również to, że osoby, które przechodzą obok nas to czasem się zatrzymują, by wspólnie pomodlić się, albo też porozmawiać o wierze – dodała rzeczniczka Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

Również ks. Michał Krawczyk z Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji powiedział, że „to, co rozważamy i czym chcemy żyć, to trzeba z tym słowem iść do innych i nim ich obdarować”.

Uczestnicy Bible-ingu w Częstochowie rozważali Ewangelię o Dobrym Pasterzu (J 10, 11-18).

Wydarzenie odbyło się również w Radomsku (Plac 3-go Maja), Wieluniu (Plac Legionów) i Zawierciu ( ul. Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego 2 - przy fontannach).

M. in. w Bible-ingu w Wieluniu wziął udział również bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Pierwszy raz Bible-ing odbył się na ulicach Częstochowy 20 kwietnia 2013 r. z inicjatywy nazaretanki, siostry Goretti Jach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem