Reklama

Biały Kruk 1

Biskup Pluta nie tylko od święta

2016-12-21 09:59

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 52/2016, str. 4-5

Katarzyna Krawcewicz
Ks. Dariusz Gronowski

Z ks. Dariuszem Gronowskim rozmawia Katarzyna Krawcewicz

KATARZYNA KRAWCEWICZ: – Czy zgłębiając wspomnienia o bp. Wilhelmie Plucie, natknął się Ksiądz na opowieści z okresu okołoświątecznego?

KS. DARIUSZ GRONOWSKI: – Owszem, jest kilka takich historii. Jedna sięga czasów wojny. Ks. Pluta był wtedy proboszczem w Leszczynach. Przed świętami Bożego Narodzenia odwiedziła go siostra Bronisława, zatrzymała się oczywiście na plebanii. W nocy nie mogła zasnąć. Odkryła wtedy, że brat też nie śpi – najpierw coś pisał, potem się modlił. W pewnej chwili ktoś zapukał w okno. Ks. Pluta powiedział siostrze, żeby się nie bała, bo on idzie do chorego. Po latach okazało się, że poszedł wtedy spowiadać partyzantów, swoich parafian, którzy chcieli przystąpić do sakramentu pojednania przed świętami. Już jako biskup opowiadał: „To byli moi parafianie i ja musiałem się o ich rodziny troszczyć. Tym wszystkim, co mi się udało na czarno zabić, to żywiłem ich dzieci, bo ojców nie było w domu”.
Drugie wspomnienie świąteczne dotyczy kościoła w Kostrzynie. Trzeba wiedzieć, że była to szczególna świątynia. Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła był pierwszym w diecezji kościołem wybudowanym po wojnie od podstaw. Nasze ziemie bardzo się rozwijały, było coraz więcej ludzi, powstawały nowe osiedla, a kościołów brakowało. Władze komunistyczne nie chciały wyrażać zgody na budowę nowych świątyń. Dopiero na początku lat 70. udało się zdobyć pierwsze pozwolenie na budowę bardzo potrzebnego kościoła w Kostrzynie. Więcej pozwoleń władze wydały dopiero w okresie, gdy św. Jan Paweł II został papieżem. Prace nad kostrzyńskim kościołem trwały od 1974 do 1978 r. W 1975 r., dokładnie w Wigilię, bp Pluta poświęcił ukończony kościół dolny. Świątynia konsekrowana została 19 listopada 1983 r.
We wspomnieniach bp. Pawła Sochy i sióstr zakonnych, które za czasów bp. Pluty posługiwały w domu biskupim w Gorzowie, zachował się niezwykły sylwester. Było to w 1985 r., na krótko przed śmiercią bp. Pluty. Zaprosił wtedy domowników na czuwanie modlitewne przed Najświętszym Sakramentem. Było to wyjątkowo długie nabożeństwo. O północy bp Pluta pobłogosławił cały dom, idąc do każdego kącika. Za oknami trwało noworoczne szaleństwo, wybuchały fajerwerki, on zaś powiedział: „Niech tam strzelają, a my pomódlmy się jeszcze godzinę”. Może to długie nabożeństwo było konsekwencją tego, że jakoś przeczuwał, że już niedługo będzie pasterzował diecezji? Później, z okazji przypadających 10 stycznia imienin, odwiedzili go biskupi. Każdemu z nich indywidualnie dziękował, każdemu poświęcił ok. 10 minut przemowy – to się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Po jego śmierci biskupi uświadomili sobie, że to było swoiste pożegnanie z jego strony.
Bp Wilhelm Pluta miał też taki zwyczaj, że w styczniu i w lutym odwiedzał księży w poszczególnych dekanatach, w ramach tzw. kolędy. Księża bardzo cenili sobie te jego wizyty, dawały im poczucie wsparcia w trudnych czasach. Z tego powodu spotkania te nie były dobrze widziane przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Spotkanie rozpoczynało się adoracją Najświętszego Sakramentu i konferencją bp. Pluty, a potem wszyscy spotykali się przy stole. Dodam, że właśnie na takie kolędowe spotkanie do Gubina jechał bp Pluta, kiedy zginął w wypadku.

– Z opowieści o bp. Plucie wyłania się obraz człowieka bardzo rodzinnego.

– To prawda. Rodzina odwiedzała go przy różnych okazjach, również na Boże Narodzenie. Bp Pluta miał taki zwyczaj, że swoich gości prowadził najpierw do kaplicy. A później było już normalne, rodzinne spotkanie, na którym bp Wilhelm zawsze tryskał humorem i potrafił cały wieczór bawić gości swoimi wicami. Leokadia Pluta tak wspomina: „Dziś po latach rysuję obraz Wujka Biskupa z tych spotkań od rozmodlonego, zatopionego wręcz w modlitwie pokornego kapłana, poprzez pełnego powagi i dostojeństwa biesiadnika przy stole, po rozbawionego, tryskającego radością i śmiechem – po prostu Wujka”.
Gabriela Malec opowiada, że zdarzało się, że na spotkaniach rodzinnych biskup śmiał się do łez: „Wtedy jego słynna górna złota piątka błyszczała. Wujek bardzo często się uśmiechał, a gdy się serdecznie śmiał, łzy mu ciurkiem kapały spod okularów”.

– Taka rodzinna atmosfera charakteryzowała chyba wszystkie miejsca, w których mieszkał.

– Już jako proboszcz na Śląsku starał się, by na plebanii zawsze panowała rodzina atmosfera. Jego siostry, Klara i Bronisława, opowiadały, jak na plebanii w Wirku zawsze troszczył się o to, by wikariusz miał wszystko, czego potrzebuje, żeby był dobrze traktowany, mimo że zaraz po wojnie panowała naprawdę wielka bieda. Z kolei w Załężu mówił siostrze jadwiżance zajmującej się kuchnią, by spiżarnia nigdy nie była zamknięta zarówno dla współpracowników, jaki i dla księży uczących się w tamtejszym kolegium. Mówił: „To są nasi domownicy, mają się wszyscy tutaj czuć jak w rodzinie, bo to jest ich dom”. Nic dziwnego, że księża współpracownicy bardzo go lubili, a on sam zaś twierdził, że nigdy nie miał złego wikariusza.

– Stąd już tylko krok do zatroskania o wszystkie rodziny w diecezji.

– Odnowa życia w rodzinie bardzo mu leżała na sercu. Widział wyraźnie symptomy kryzysu rodziny. Jeszcze będąc kapłanem na Śląsku, wiele lat poświęcił na opracowanie materiałów do prowadzenia kursu przedmałżeńskiego. Z tym przyszedł do diecezji gorzowskiej. Już 1 lutego 1960 r. wydał rozporządzenie w sprawie kursów przedmałżeńskich i nauczania przedślubnego, w którym ustalił m.in., że „w każdej parafii musi się odbywać dłuższe szkolenie przedmałżeńskie, przynajmniej jedno na 2 lata dla młodzieży żeńskiej od lat 15, dla męskiej od lat 18”. W trosce o rodzinę podkreślał, że przygotowanie do życia w małżeństwie powinno właściwie zacząć się już od dziecka. Mówił również o potrzebie specjalnego duszpasterstwa dla młodych małżeństw. Nie ograniczał się do wydawania rozporządzeń, ale dbał o przygotowanie osób do zajęcia się tą sferą duszpasterstwa. Polecił otwierać przy parafiach poradnie rodzinne.
Należy podkreślić, że w tamtych czasach były to działania pionierskie. Nic dziwnego, że zostały zauważone i docenione na płaszczyźnie ogólnopolskiej. W konsekwencji poproszono go o tworzenie Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Rodzin.
Bardzo zależało mu na tym, żeby powstawały zdrowe katolickie rodziny. W swoich listach niejednokrotnie poruszał taką tematykę, jak: dbałość o miłość małżeńską, ofiarna miłość w rodzinie, obchodzenie niedziel i świąt, modlitwa w rodzinie, katolickie wychowanie dzieci, troska o rodziny wielodzietne i zaniedbane, a także obrona życia nienarodzonych.

– W jeszcze jednej sferze dał się szczególnie zapamiętać. Chodzi o dobroczynność. Jego zatroskanie o biednych objawiało się nie tylko od święta.

– Tu warto znów wrócić na plebanię w Wirku. Po wojnie było tam tak biednie, że gdyby nie pomoc dobrych ludzi, ks. Pluta miałby naprawdę ciężko. A mimo to próbował zawsze coś zaoszczędzić z tacy czy odłożyć z tego, co mu przyniesiono, i podzielić się z biednymi. Jego siostra Bronisława opowiada: „Wiedział, w których domach panowała bieda, choroby, gdzie ojcowie nie wrócili z wojny lub byli w obozach. Kupowałam zawsze 10 bochenków chleba i brat wieczorami chodził ze mną do ubogiej dzielnicy Wirku i ja zanosiłam chleby do osób potrzebujących. W domu nie ma, a my chodzimy do obcych – tak sobie myślałam. A brat czuł, że tak myślę, i mówił wtedy do mnie: Popatrz, tutaj jest tyle dzieci, ojciec nie wrócił z wojny; tutaj jest gruźlica i sami chorzy. I to tak trwało długo, jak długo tam był”.
Jako biskup troszczył się o rozwój duszpasterstwa dobroczynnego. W latach 60. i 70. nadał mu nowy kształt. Wydawał różne rozporządzenia, m.in. o planowaniu pracy charytatywnej w parafii. Akcentował tworzenie zespołów charytatywnych. Zależało mu na tym, żeby rozbudzić ducha czynnej miłości bliźniego w każdej parafii. Dawał konkretne wskazówki, np. zachęcał do zaopiekowania się dziećmi, których matka jest chora, a także prosił o umożliwienie dzieciom z biednych rodzin wyjazdu na wakacje. To również on jest pomysłodawcą umieszczania w kościołach skarbonek z napisem „Mój 1 zł miesięczny dla najbiedniejszych”. Również bp. Plucie diecezja zawdzięcza utworzenie Domu Samotnej Matki.
Do końca życia osobiście angażował się w pomoc bliźniemu. Ks. Władysław Sygnatowicz, jego bliski współpracownik, pisał: „Najbardziej ma na sercu tych, którzy cierpią, potrzebujących pomocy, także materialnej. Nikt od niego nie odszedł bez wsparcia. Wiedzą o tym rodziny wielodzietne, ubogie dzieci przystępujące do I Komunii św., klęską żywiołową dotknięci itp. Przy skromnym swoim osobistym życiu każdy grosz zaoszczędzony śle na cele dobroczynne, a czyni to dyskretnie, bez rozgłosu, tak że najbliżsi współpracownicy przypadkowo tylko o tej hojności się dowiadują”.

– Czego bp Pluta życzyłby nam na Boże Narodzenie?

– Może tego, by każdy z nas potrafił wiernie realizować swoje powołanie do świętości, patrząc, jak to było w Świętej Rodzinie z Nazaretu.

Tagi:
wywiad

Kandydaci do kapłaństwa odzwierciedlają nasze społeczeństwo

2018-04-20 17:57

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Kandydaci do kapłaństwa w sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce - mówi KAI ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. W wywiadzie mówi m.in. o spadku powołań, profilu kandydatów do kapłaństwa oraz o formacji seminaryjnej. 22 kwietnia, w Niedzielę Dobrego Pasterza, obchodzony będzie Światowy Dzień Modlitw o Powołania.

B.M. Sztajner/Niedziela

Dawid Gospodarek (KAI): Mówi się często o kryzysie powołań. Czy rzeczywiście da się dostrzec niepokojący spadek?

Ks. Wojciech Wójtowicz: Nie używałbym tu słowa „kryzys”, ale właśnie „spadek”. Porównajmy na przykład pielgrzymki seminariów na Jasną Górę. W 1999 roku była pierwsza taka pielgrzymka i uczestniczyło w niej dokładnie dwa razy tyle alumnów, co podczas tegorocznej, która odbyła się w minionym tygodniu. Wtedy w seminariach było prawie 7 tysięcy kleryków, dzisiaj nieco ponad 3 tysiące.

- Dlaczego więc nie mówić o „kryzysie”?

- – Słowo „kryzys” wydaje mi się niezbyt adekwatne, dlatego że poza pewnymi oczywistymi problemami wewnątrzkościelnymi, problemami z religijnością młodzieży, mamy do czynienia również z czynnikiem socjologicznym – ostatnich latach demografia załamała się bardzo mocno. Spadek i doświadczenie braku w niektórych diecezjach czy wspólnotach zakonnych są dość mocno odczuwalne. Przyczyny są jednak wieloaspektowe. W perspektywie ogólnopolskiej „kryzys” wydaje się zbyt dużą kategorią.

- Jacy mężczyźni pukają dziś do seminaryjnych furt?

- – Mężczyźni tacy, jakie jest dzisiejsze społeczeństwo, dzisiejszy świat. Czyli bardzo różni – z nadziejami i pragnieniami takimi, jakie występują w świecie i Kościele. Motywowani ewangelicznie, ale też z bagażem trudności, trosk i problemów charakterystycznych dla współczesnego świata. W sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają oni nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce.

- Można wskazać na jakieś cechy wspólne?

- – Gdyby poszukać wspólnego mianownika, można zauważyć, że duża część z kandydatów do kapłaństwa odbywała formację w różnych wspólnotach kościelnych. W większości polskich diecezji to wspólnoty, ruchy czy stowarzyszenia apostolskie są miejscami, w których rodzą się nowe powołania kapłańskie.

- Czy dzisiejsi kandydaci różnią się czymś od tych z poprzednich pokoleń?

- – Osobiście uważam, że są to mężczyźni być może nawet piękniejsi w sferze motywacji niż dawniej. Dzisiaj kandydaci zdają sobie sprawę, że idą do świata, który jest bardzo często wrogo nastawiony do Ewangelii, kontestacyjny. Mimo świadomości, że misja kapłańska, apostolska, którą wybierają, nie jest łatwa - oni przychodzą.

- Wspomniał Ksiądz o trudnościach, z którymi przychodzą kandydaci. Może Ksiądz podać jakieś przykłady?

- – One są często wyniesione po prostu z życia rodzinnego. Znamy kondycję polskiej rodziny, która jest często bardzo poraniona. Jeśli klerycy wychowywali się w rodzinach niepełnych, w rodzinach targanych różnymi trudnymi życiowymi doświadczeniami, niosą to w sobie – w postaci trudnej do określenia własnej tożsamości osobowościowej, w postaci lęków, napięć. W końcu noszą też te wszystkie symptomy typowe dla współczesnego młodego pokolenia, takie jak oddziaływanie mediów, bardzo duża i bardzo aktywna obecność w przestrzeni świata wirtualnego – czasem młodzi potrafią być bardziej w świecie wirtualnym niż realnym.

- Jak naprzeciw tym problemom wychodzą formatorzy seminaryjni?

- – Jeśli chodzi o tego typu kwestie, mamy do czynienia z całą paletą formacyjną. Trzeba pamiętać, że seminarium zawsze oferuje na początku drogi formację ludzką, bo dużo problemów, z którymi młodzi przychodzą, dotyczy właśnie tej ludzkiej sfery. Dlatego oprócz kierownictwa duchownego i pracy z ojcem duchownym, w wielu seminariach, jeśli jest taka potrzeba, zapewniona jest możliwość pracy psychologicznej. Ale coraz częściej seminaria otwierają się na różnego rodzaju formy warsztatowe.

- A jak to jest w seminarium, któremu Ksiądz szefuje?

- – U nas dobrze przyjęły się właśnie takie warsztaty. Na roku propedeutycznym są warsztaty rozwoju osobowościowego, komunikacji interpersonalnej, także warsztaty relacji z kobietami czy budowania własnej tożsamości męskiej. Paleta takich propozycji rozwoju psychopedagogicznego jest naprawdę bardzo duża, w różnych formach występuje także w wielu innych polskich seminariach.
***
Ks. dr Wojciech Wójtowicz – rektor Wyższego Seminarium Duchownego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Watykan: obraduje Rada Kardynałów (K-9)

2018-04-23 13:27

st (KAI) / Watykan

Na swojej 24. sesji obraduje w Watykanie Rada Kardynałów – poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Jej prace trwać będą do środy 25 kwietnia. Została ona ustanowiona 13 kwietnia 2013 roku celem wypracowania reformy Kurii Rzymskiej i pomocy papieżowi w zarządzaniu Kościołem powszechnym. Watykański komunikat nie podaje tematyki obrad. Jak ujawnił niedawno koordynator tego gremium, kard. Oscar Rodríguez Maradiaga Nowa konstytucja apostolska o Kurii Rzymskiej jest już „niemal gotowa”.

Reuters/RV

Jednocześnie honduraski purpurat zaznaczył, że w pracach nad tym dokumentem konieczny jest jeszcze etap konsultacji z poszczególnymi dykasteriami oraz rewizji i udoskonaleń. Jedną z kwestii które trzeba jeszcze dopracować jest sprawa roli nuncjuszy w doborze kandydatów do biskupstwa. Kard. Rodríguez zastrzegł, że tak poważny dokument nie można wypracowywać w pośpiechu. „Prosimy Boga, aby można ją było opublikować w ciągu roku” – zaznaczył.

Jak zauważa portal vaticaninsider w związku z obowiązującą normą, mianowania na poszczególne stanowiska w Kurii Rzymskiej na okres pięcioletni, a także faktem, iż niektórzy z purpuratów mają więcej niż 75 lat można niebawem oczekiwać zmian w składzie tego gremium.

W skład Rady Kardynałów wchodzą obecnie:

75 letni kard. Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga (Honduras) będący jednocześnie koordynatorem Rady, Również 75 letni kard. Giuseppe Bertello (Watykan/Włochy), 84 - letni kard. Francisco Javier Errázuriz Ossa (Chile); 73 letni kard. Oswald Gracias (Indie; 64- letni Reinhard Marx (Niemcy); 78-letni Laurent Monsengwo Pasinya (Demokratyczna Republika Konga); 73- letni Sean O’Malley (USA); 76 - letni George Pell (Watykan/Australia) i 63 letni sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, kard. Pietro Parolin (Watykan/Włochy). Ponadto sekretarzem Rady, nie będącym jednak jej członkiem, jest 70-letni bp Marcello Semeraro (Włochy).

Zdaniem watykanistów możliwe zmiany dotyczą zastąpienia przede wszystkim kardynałów Francisco Javiera Errázuriza oraz Georga Pella. Ale zmiany personalne w tym gremium mogą być szersze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Przybylski: św. Wojciech uczy nas tego, że Polska będzie taka, jaka będzie wiara Polaków

2018-04-24 07:17

Ks. Mariusz Frukacz

„Św. Wojciech uczy nas tego, że Polska będzie taka, jaka będzie wiara Polaków. Jeśli Polacy stracą wiarę, to bardzo szybko stracą wolność, niepodległość, tożsamość. To bardzo szybko może Polski nie być” – mówił bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który wieczorem 23 kwietnia przewodniczył Mszy św. odpustowej ku czci św. Wojciecha w parafii pod wezwaniem tego świętego w Częstochowie. Podczas Eucharystii modlono się za Ojczyznę oraz nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego.

Paweł Kmiecik/Radio Fiat

Mszę św. z biskupem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej koncelebrowali m. in. ks. kan. Jarosław Ginter, wicedziekan dekanatu św. Wojciecha, o. Jan Poteralski, podprzeor Jasnej Góry, ks. Włodzimierz Szuba z Kościoła Greckokatolickego Eparchii Wrocławsko-Gdańskiej w Częstochowie.

Paweł Kmiecik/Radio Fiat

Na Mszę św. przybyło wielu kapłanów. Obecne były siostry zakonne i rzesza wiernych. Obecni byli przedstawiciele rzemiosła częstochowskiego oraz Rycerze Kolumba. Uroczystościom towarzyszyła m. in. orkiestra jasnogórska.

„Modlimy się dzisiaj za Ojczyznę, o powołania kapłańskie i zakonne, aby z ziarna męczeństwa św. Wojciecha wyrosły nowe owoce duchowe dla nas” - mówił na początku Mszy św. ks. prał. Stanisław Iłczyk, proboszcz parafii św. Wojciecha w Częstochowie.

Paweł Kmiecik/Radio Fiat

W homilii bp Przybylski przypomniał, że św. Wojciech nie miał łatwego życia, mimo, że urodził się w książęcej rodzinie. - Po sześciu latach biskupiej posługi wierni wygonili go niemal z diecezji. I wreszcie, ci, którzy słuchali głoszonej przez niego Ewangelii zadali mu kilka śmiertelnych ciosów w serce – mówił bp Przybylski.

- Spełnia się w nim to, co Jezus mówi w Ewangelii, że ziarno rzucone w ziemie musi obumrzeć. I kiedy jest zdatne do umierania dopiero wyda owoce. Paradoksalnie największe sukcesy i największe owoce przyszły dopiero po śmierci św. Wojciecha. Walczono i kupowano jego ciało. To do jego relikwii przychodzili prości ludzie i władcy ówczesnej Europy. To przy jego martwym ciele w relikwiarzu klękali książęta i królowie ówczesnej Europy, z cesarzem Ottonem na czele – kontynuował bp Przybylski.

- To wreszcie jakby jego pośmiertna obecność dała początek strukturom Kościoła w Polsce. Tak mocno wpłynęła na naszą tożsamość chrześcijańską – dodał biskup.

Bp Przybylski podkreślił, że „za życia św. Wojciech obumierał najpierw dla samego Chrystusa”. - Oddawał Mu bez reszty całe swoje życie. Stał się kapłanem i biskupem bardzo ascetycznym i bardzo ubogim. Obumierał dla siebie, żeby żyć dla Boga – mówił bp Przybylski.

- Co się więc takiego stało, że nawet najbardziej pobożni ludzie w jego diecezji nie tolerowali św. Wojciecha i drażnił ich. Dlaczego go odrzucali i musiał uciekać ze swojej diecezji? – pytał biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

- Św. Wojciech wiedział, że nie może milczeć, tam gdzie milczeć nie wolno. Nie może udawać, że nie ma grzechu, tam gdzie ludzie grzeszą. I to było przyczyną tego, że ten pobożny i świątobliwy biskup nie był tolerowany. Był nie lubiany przez swoich współbraci w kapłaństwie. A jeszcze bardziej drażnił tych wszystkich, którzy rozwalali swoje rodziny. Bronił świętości rodziny – odpowiedział biskup i dodał: „A jeszcze bardziej narażał się możnowładcom i politykom, bo też im potrafił powiedzieć prawdę. Potrafił ich pytać, czy chodzi im o pieniądze, zaszczyty i stołki, czy o dobro społeczne i dobro ludzi. Musiał uciekać właśnie za to, że był pasterzem, który nie bał się mówić prawdy”.

- Trzydzieści lat po chrzcie przybył św. Wojciech na ziemie polskie i przypominał, że nie wystarczy przyjąć chrzest i żyć Ewangelią. Nie wystarczy przyjąć chrzest osobiście i jako naród, że ten chrzest zobowiązuje. I za to stał się ziarnem, które wrzucone w ziemie obumierało i było zabijane. I w tym najbardziej naśladował Chrystusa, że głosił miłość, prawdę, był dobry dla ubogich - przypomniał duchowny.

Bp Przybylski pytał również, czego nas chce św. Wojciech ciągle uczyć? - Może właśnie tej prawdy w zasięgu osobistym, wspólnym i narodowym, że nie wystarczy przyjąć chrzest, ale trzeba tym chrztem żyć. Nie wystarczy mówić, że jestem chrześcijaninem, ale trzeba to pokazać w życiu, w codzienności – przypomniał wiernym biskup.

- Nawet naród nie może się szczycić tym, że jest narodem ochrzczonym jeśli nie żyje chrztem. Po chrzcie każdemu z nas potrzebna jest jeszcze ewangelizacja, życie Ewangelią – kontynuował biskup.

- Potrzebni byli i potrzebni są ludzie tacy jak św. Wojciech. Prawdziwi a nie fałszywi prorocy. Nie tacy prorocy, którzy głaskają grzech. Potrzebni są dzisiaj i tacy pasterze i tacy świadkowie Ewangelii pobożni, radykalni, ascetyczni, ale też i odważni, którzy nie boją się powiedzieć prawdy, kiedy ją powiedzieć trzeba – zaznaczył biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej i dodał: „Św. Wojciech uczy nas tego, że wiara ma wpływ nie tylko na nasze osobiste życie, ale na życie naszych wspólnot i naszych narodów, że narody są takie, jaka jest wiara ich obywateli.”

- To jak wierzymy jest potrzebne nam Polakom i naszej umiłowanej Rzeczypospolitej. Im słabiej wierzymy, im bardziej ta nasza wiara jest pełna kompromisów, to więcej jest w Polsce kompromisów z grzechem, zdrad narodowych. I dlatego dbajmy o swoją wiarę, bo to jest pierwszy nasz patriotyczny obowiązek wobec Ojczyzny – zaapelował do wiernych bp Przybylski.

Na zakończenie bp Przybylski przypomniał zdarzenie z życia prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, który wspominał, jak już po upadku Powstania Warszawskiego do wojskowego szpitala frontowego koło Izabelina wróciła grupa oficerów niemieckich - lekarzy, którzy tam pracowali. Oto jeden z nich zatrzymał ks. Wyszyńskiego, który szedł z posługa do chorych. Oficer nakazał księdzu Wyszyńskiemu oglądać jakąś fotografię. A ten rzucił na nią okiem. Ale Niemiec nadal nalegał: Zobacz i zobacz.

- Pry¬mas Tysiąclecia wspominał: Przyglądam się i cóż widzę? To Chrystus z fronto¬nu kościoła św. Krzyża w Warszawie, leżący na bruku ulicznym. Chrystus, leżący na bruku warszawskim, dłonią - przedziwnym zbiegiem okoliczności za¬chowaną - pokazywał w kierunku kościoła. Dłoń ta kierowała się na napis, który pozostał nietknięty na cokole: Sursum Corda. – kontynuował biskup.

- I Ksiądz Prymas po latach dodał, że nie mógł zrozumieć, czego od niego chciał ów niemiecki lekarz-żołnierz. W pewnym momencie z ust Niemca wyrywają się słowa: „Polska jeszcze nie zginęła”. Po chwili po¬deszło bliżej jeszcze kilku oficerów. Jeden z nich zawołał sursum corda! sursum corda! Obalony Chrystus, leżał na swym krzyżu, ale dłonią pokazywał zburzonej Stolicy niebo, aby nie przestała wierzyć, iż może się odrodzić. I tak się też stało! – zakończył bp Przybylski.

Uroczystości zakończyły się procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowaniem relikwii św. Wojciecha.

Parafia pw. św. Wojciecha w częstochowskiej dzielnicy Tysiąclecie została erygowana 20 stycznia 1969 r. przez bp Stefana Barełę. Pierwszym administratorem parafii został mianowany ks. Józef Słomian, w latach następnych budowniczy kościoła i plebanii. Po wielu staraniach bp Bareły, Kurii diecezjalnej i ks. Józefa Słomiana, w które włączył się także na ostatnim etapie abp Luigi Poggi, nuncjusz apostolski do specjalnych poruczeń, 6 października 1976 r. władze komunistyczne wyraziły zgodę na budowę kościoła. Budowę kościoła rozpoczął ks. Józef Słomian w roku 1978. 20 października 1985 r. odbyła się uroczystość poświęcenia (konsekracji) kościoła przez bp Stanisława Nowaka, abp Luigiego Poggiego i bp Franciszka Musiela. W pomieszczeniach przykościelnych przez wiele lat miało swoją siedzibę duszpasterstwo akademickie oraz Katolickie Radio „FIAT".

23 kwietnia 1997 r. (rok tysiąclecia męczeńskiej śmierci św. Wojciecha) w czasie uroczystej procesji, której przewodniczyli abp Stanisław Nowak, metropolita częstochowski i abp Henryk Muszyński, metropolita gnieźnieński, przyniesiono do kościoła i umieszczono w bocznym ołtarzu relikwie św. Wojciecha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem