Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Na tej choince była cała Polska

2016-12-20 10:11

Rozmawia Adam Łazar
Niedziela Ogólnopolska 52/2016, str. 18-19

Arturo Mari
„Życzę Ci, Mieciu, żebyś ty ze mną jeszcze wytrzymał” – papieskie życzenia wypowiedziane podczas jednej z wieczerzy wigilijnych abp Mieczysław Mokrzycki pamięta do dziś

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim, byłym drugim sekretarzem Ojca Świętego Jana Pawła II o świętach Bożego Narodzenia rozmawia Adam Łazar

ADAM ŁAZAR: – Święta Bożego Narodzenia poprzedza Adwent. Jak ten czas oczekiwania na przyjście Pana Jezusa na ziemię wykorzystywał Ojciec Święty Jan Paweł II?

ABP MIECZYSŁAW MOKRZYCKI: – W czasie Adwentu Ojciec Święty Jan Paweł II jadł mniej niż zwykle. Podczas śniadań unikał wędlin. „Wiara bez uczynków jest martwa – powtarzał. Ten post był jednym z takich uczynków. W bibliotece, w której przyjmował audiencje, pojawiał się wieniec adwentowy: kilka gałązek jodły, wstążki, małe bombki i cztery świece, każda na jedną niedzielę Adwentu. Oprócz tych zewnętrznych znaków były rekolekcje i medytacje. Ojciec Święty wysoko cenił rekolekcje głoszone przez kaznodzieję o. Raniera Cantalamessę, charyzmatycznego kapucyna. Rozważania i medytacje prowadzone były w każdy piątek Adwentu. Jan Paweł II, który miał dużo obowiązków, nigdy tych rekolekcji nie opuszczał. Słuchając, robił notatki jak student podczas wykładów. Ta forma przygotowania się na Boże Narodzenie była dla niego bardzo ważna. Po każdych rekolekcjach była audiencja, podczas której Ojciec Święty dziękował za głoszone słowo Boże. Każda sobotnia Msza św. była roratnią. Przy ołtarzu była świeca z białą wstęgą, która symbolizowała Matkę Bożą. Ojciec Święty z Maryją miał swoje tajemnice. To Ona była jego przewodniczką w oczekiwaniu na Boże Narodzenie. Była dla niego matką, którą wcześnie stracił, czułą i wymagającą, Matką idealną. Przypominał, że bez „tak” Maryi nie byłoby Bożego Narodzenia. Po południu 8 grudnia Ojciec Święty jechał na plac Hiszpański w Rzymie, by złożyć kwiaty przed kolumną z figurą Niepokalanej, zawierzyć Jej problemy świata i Kościoła. Prosił, by była ostoją odwagi i wierności. Przypominał, że w Adwencie „wszyscy jesteśmy zaproszeni do głębokiego rachunku sumienia” i że powinniśmy „prostować ścieżki do Pana”. Żeby Nowonarodzonego spotkać, musimy się nawrócić.

– Przed świętami odwiedza nas św. Mikołaj. Czy i z czym przychodził do papieża Jana Pawła II?

– Św. Mikołaj w apartamentach papieskich był zaskoczeniem. Raczej po kolacji nikt nas nie odwiedzał. A tu nagle 6 grudnia w refektarzu odezwał się dzwonek i wszedł św. Mikołaj z aniołkami. Oczywiście, z workiem prezentów. Nim je nam wręczył, coś każdemu powiedział, pytał, kto był grzeczny, a kto nie. Zabawna i humorystyczna była rozmowa Ojca Świętego ze św. Mikołajem. Każdy z nas – tzn. papież Jan Paweł II, my, jego sekretarze, siostry zakonne – otrzymał jakiś prezent. Były to praktyczne drobiazgi: szalik, rękawiczki, koszulka, sweter, skarpetki, owoce, słodycze, które Ojciec Święty lubił. Ta tradycja mikołajkowa była podtrzymywana co roku i sprawiała Ojcu Świętemu radość. Była wspomnieniem z lat dzieciństwa. Prezentów pod choinką nie było.

– Na święta wysyłamy kartki z życzeniami. A jak to wyglądało w Watykanie?

– Papież wpadł na pomysł, by każdego roku Watykan drukował bożonarodzeniowy obrazek. Na każdym z nich były wypisane własnoręcznie przez Ojca Świętego słowa. Na pierwszym były to słowa kolędy: „Podnieś rączkę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą”. Ten obrazek pokazuje, jak Jan Paweł II tęsknił do Polski, jak o Polsce i Polakach pamiętał. Czasem pisał: „Słowo stało się ciałem”, „Do Betlejem pełni radości, śpieszmy się powitać Jezusa małego”. Na ostatnim – „Adoro Te devote”, cytat z hymnu śpiewanego podczas adoracji eucharystycznych. Wysyłał te obrazki do głów państw, do przyjaciół i znajomych. O każdym pamiętał. Oprócz obrazków dołączał osobiście napisany krótki list i wigilijny opłatek. Był myślami z ludźmi, których znał, lubił, kochał. Papież nie tylko kartki wysyłał, ale też dostawał od wiernych z całego świata. Najmilsze były te od dzieci, z rysunkami. Każdy, kto wysłał do Papieża życzenia, otrzymywał odpowiedź z pieczątką watykańską „Widziane przez Papieża”, by wysyłający wiedział, że Ojciec Święty te życzenia widział.

– Papież Polak wprowadził zwyczaj stawiania na Placu św. Piotra choinki...

– Uczynił to po raz pierwszy w 4. roku swojego pontyfikatu. W Rzymie była to zupełna nowość. Nigdy wcześniej ani w domach, ani na Placu św. Piotra nie stawiało się choinek. Papież z Polski postawił choinkę i – ruszyła lawina. Ten zwyczaj pokochali Włosi. Stawiają je teraz nie tylko w domach, ale i na ulicach, i na placach. W każdym pomieszczeniu apartamentu papieskiego stały też choinki: w bibliotece, sypialni, refektarzu... Papież uwielbiał zapach świerku. Mówił podczas spotkania młodych w Rzymie: „Muszę wam powiedzieć, że ja osobiście, chociaż już mam wiele lat, nigdy się nie mogę doczekać, kiedy przyjdzie Boże Narodzenie i kiedy mi to drzewko postawią w mieszkaniu. Jest w tym wszystkim głęboka wymowa, która jednoczy nas bez względu na wiek, zarówno starzec, jak i dziecko reagują tutaj podobnie, chociaż na innym poziomie świadomości”. Choinki do Papieża przywozili górale z Zakopanego. Potem przybywały z innych państw. Czasami tydzień przed świętami, a nawet wcześniej. Często z dużą choinką przyjeżdżało kilkadziesiąt drzewek, część do papieskich pomieszczeń, pozostałe dla kardynałów mieszkających w Watykanie. Trzymano je do 2 lutego. Choinkę dla Papieża przystrajały siostry: bombkami, piernikami, owocami, światełkami, elementami ludowymi, na których malowane były polskie zabytki z Krakowa, klasztor z Jasnej Góry i inne kościoły. Ojciec Święty przypatrywał się, jak jego choinka jest coraz piękniejsza, jak na niej wisi „cała Polska”. Światło na choince na Placu św. Piotra zapalał sam albo któryś z kardynałów. „I stała się światłość” – mówił Ojciec Święty. Jedna z choinek po świętach posadzona została – i przyjęła się – w Ogrodach Watykańskich.

– Z choinką nieodłącznie związana jest szopka...

– Na Placu św. Piotra oprócz choinki stawiano szopkę, z figurami naturalnej wielkości. Wrosła ona w krajobraz Rzymu. Ojciec Święty ilekroć przechodził koło niej, przystawał i modlił się przy żłóbku. A w późniejszym wieku kilka razy dziennie podchodził do okna i spoglądał z niego na szopkę. Ona była dla niego czymś więcej niż wspomnieniem z dzieciństwa. Była zgłębianiem tajemnicy Bożego Narodzenia. Przybliżała klimat i środowisko, w którym przyszedł na świat nasz Zbawiciel. Podczas Pasterki Dzieciątko leżało w żłóbku w centralnym miejscu Bazyliki św. Piotra, nad Nim umieszczony był ewangeliarz. Po Pasterce Jan Paweł II przenosił figurkę Jezusa do żłóbka w stajence na placu. Żłóbek okadzał, a potem zatapiał się w modlitwie. Dzieci uwielbiają tę szopkę. Pielgrzymi też przybywają, by się przy niej pomodlić. Oprócz tej centralnej szopki stała też szopka w papieskich apartamentach na korytarzu. Co roku inna. Przygotowywali ją pracownicy Watykanu. Szopki te były raczej proste, gdyż Papieżowi nie chodziło o formę, ale o betlejemskie przesłanie. Sporo szopek dostawał Jan Paweł II z różnych krajów. Kiedy wychodziliśmy do szpitala, parafii, a tam była szopka, Papież zatrzymywał się przy niej na chwilę i modlił się. Szopka była dla Papieża centrum Bożego Narodzenia. Apelował, by patrząc na szopkę, nie zgubić w niej Tego, który w niej leży – Jezusa.

– Wspomnijmy teraz, jak wyglądała wieczerza wigilijna. Kto w niej uczestniczył? Jakie podawano potrawy?

– Od rana obowiązywał post, aż do wieczerzy. Kiedy zbliżał się jej czas, Ojciec Święty szedł do kaplicy, aby polecić Bogu wszystkich biednych, opuszczonych, bezdomnych, którzy tego wieczoru nie mogli cieszyć się ciepłem rodzinnego ogniska. Wigilia wyglądała tak, jak u nas w Polsce. Biały obrus, pod nim sianko na stole, na jego środku skromny stroik. Stół na co dzień był złożony, na Wigilię się go rozkładało, by wszyscy goście mogli się przy nim zmieścić. Gdy brakowało krzeseł, dostawialiśmy kuchenne taborety. Stawiano nakrycie dla nieznajomego, który może zapukać do drzwi w czasie wieczerzy. Takiej sytuacji jednak nie pamiętam. Siostry Germana i Fernanda, pracujące w kuchni, miały więcej pracy niż codziennie. Musiały przygotować posiłek dla ok. 20 osób, czasem i więcej. Trudno wymienić wszystkich, którzy przez 9 lat mojego posługiwania uczestniczyli w tych wieczerzach. Wspomnę niektórych: pięć naszych sióstr sercanek, nas dwóch sekretarzy – ks. Stanisław Dziwisz i ja, kard. Andrzej Deskur, ks. prof. Tadeusz Styczeń, czasami kard. Stanisław Ryłko i bp Józef Kowalczyk, papieski kamerdyner, ks. prał. Paweł Ptasznik, który spisywał papieskie dokumenty, dwie zaproszone rodziny z tzw. krakowskiego środowiska. Z wypieków pojawiały się na stole wigilijnym: tort, przeważnie orzechowy, kruche pierniki w kształcie gwiazdeczek, makowiec i sernik. Były też smażone pączki. Nie było dwunastu dań. Najpierw były przystawki – ryba w galarecie i sałatka jarzynowa. Potem był barszcz z uszkami, karp smażony z surówką z kapusty, były też gołąbki z kaszą i sosem grzybowym, kluski z makiem i kompot z suszonych gruszek. Niektóre smakołyki przyjeżdżały z Polski, jak zawijane makowce, tort orzechowy, a nawet herbata owocowa z owoców leśnych – malin, dzikiej róży. Wigilia rozpoczynała się o godz. 17, czasem trochę później, ale przed godz. 18. Na początku były modlitwa i czytanie fragmentów Pisma Świętego. Potem Ojciec Święty składał nam życzenia i łamaliśmy się opłatkiem. Każdy z każdym. Pamiętam, że Ojciec Święty raz powiedział do mnie: „Życzę Ci, Mieciu, żebyś ty ze mną jeszcze wytrzymał”. Ja życzyłem mu zdrowia i sił i też, by wytrzymał z nami. Przy Wigilii czułem u Ojca Świętego większą radość niż zawsze. O godz. 18 w oknie biblioteki zapalał świecę. Uczynił to po raz pierwszy w 1981 r., po ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego. To miał być znak łączności i solidarności z Polakami. Stan wojenny się skończył, komunizm upadł, a zwyczaj pozostał. Bo Ojciec Święty w ten wigilijny wieczór ciepło myślał o Polakach. Po wieczerzy było kolędowanie. Na to najbardziej czekał Ojciec Święty w ten wieczór. On te polskie kolędy uwielbiał! Śpiewał głośno i radośnie. Z pamięci. Zaczynał od „Wśród nocnej ciszy”, potem były kolejne, z ulubioną „Bóg się rodzi”, a kończył pastorałką „Oj, maluśki, maluśki”. Ku radości wszystkich, na poczekaniu dodawał zwrotki ułożone przez siebie. O przyjaciołach, o tych, którzy siedzieli przy stole. Dbaliśmy o to, by Ojca Świętego nie przemęczać tym kolędowaniem tego wieczoru, bo czekała go Pasterka o północy i pracowity dzień Bożego Narodzenia. Wigilia była jednak początkiem wielkiego kolędowania w Watykanie i w Castel Gandolfo. Ojcu Świętemu od czasów krakowskich towarzyszył ponadstuletni śpiewnik, liczący 520 stron, z mocno wyblakłą okładką. Był to największy i najzupełniejszy zbiór kolęd z nutami. Za moich czasów już tego śpiewnika nie potrzebował, bo znał kolędy na pamięć. Polecał go tym, którzy nie znali wszystkich zwrotek kolęd. A kolędowaliśmy od Wigilii do Trzech Króli, codziennie. Ojciec Święty na kolędowanie zapraszał księży będących w Rzymie. Kolędowało się na audiencjach, podczas spotkań opłatkowych.
Papież Jan Paweł II wyczekiwał górali z Polski, którzy do Watykanu przywozili nie tylko świerki i swojską kiełbasę oraz siano na wigilijny stół. Przywozili oni to „coś”, za czym Jan Paweł II tak bardzo tęsknił – zapach rodzinnego polskiego domu, ukochanych Tatr, kolędowania na góralską nutę. Śniegu z Podhala przywieźć mu nie mogli... W mojej pamięci pozostała każda Wigilia ze św. Janem Pawłem II w Watykanie!

Tagi:
Jan Paweł II Boże Narodzenie

Pielgrzymka Archidiecezji Częstochowskiej do grobów św. Jana Pawła II i św. Ojca Pio (28.09 – 07.10.2018)

2018-06-20 18:45

Archidiecezja Częstochowska

WENECJA – PADWA - MANOPPELLO – LANCIANO – SAN GIOVANI ROTONDO – MONTE SANT'T ANGELO – RZYM – WATYKAN – ORVIETTO – ASYŻ

o. Waldemar Gonczaruk CSsR

1 DZIEŃ: PT 28.09.2018

CZĘSTOCHOWA , godz. 15.00 podstawienie autokaru na parking przed Kościołem - godz. 15.30 – odjazd. Przejazd non stop przez Czechy , Austrię . Po drodze przyjazd do WIEDNIA – Wjazd na KAHLENBERG skąd ujrzymy nocną panoramę tego wspaniałego miasta – objazd Ringu – dalsza podróż do Włoch. W trakcie podróży jeden dłuższy postój na posiłek / prowiant własny uczestników /

2 DZIEŃ: SO 29.09.2018

Przyjazd do WENECJI na parking Tronchetto - rejs wynajętą łodzią po Lagunie Weneckiej. Po rejsie piesze zwiedzanie. Spacer rozpoczynamy od Placu Św. Marka – zdaniem Napoleona Bonaparte „najpiękniejszego salonu świata”. Następnie Bazylika Św. Marka - sanktuarium skrywające relikwie Św. Marka i najcenniejsze dzieło jubilerskie zwane Pala d’Oro - Złotym Ołtarzem, sprowadzone z podbitego w 1204 roku Konstantynopola. Będziemy również podziwiać Pałac Dożów oraz Most Westchnień. Spacer malowniczymi uliczkami do Mostu Rialto, czas wolny na posiłek. Przejazd do PADWY - nawiedzenie sanktuarium Św. Antoniego. Msza Św. w Bazylice. Przejazd do hotelu w okolicy Rimini. – Zakwaterowanie w hotelu Obiadokolacja, nocleg.

3 DZIEŃ: N 30.09.2018

Śniadanie. Przejazd do MANOPPELLO. Nawiedzenie kościoła Kapucynów gdzie od XVI wieku przechowywany jest Volto Santo - Cudowne Oblicze Jezusa Chrystusa, który, jak głosi miejscowa legenda, trafił do tego zapomnianego zakątka Włoch za sprawą "cudownej interwencji Niebios". około południa Msza Św. Przejazd do LANCIANO gdzie nawiedzimy miejsce pierwszego w historii chrześcijaństwa Cudu Eucharystycznego. W trakcie zwiedzania czas wolny na posiłek Przejazd do hotelu w SAN GIOVANI ROTONDO – Zakwaterowanie w hotelu Obiadokolacja, nocleg.

4 DZIEŃ: PN 01.10.2018

Śniadanie. Pobyt SAN GIOVANI ROTONDO . Nawiedzenie Sanktuarium Św. Ojca Pio z Pietrelciny – wizyta w muzeum mu poświęconym. Czas na modlitwę . W trakcie tego dnia przejedziemy do MONTE SANT'T ANGELO . Nawiedzenie Sanktuarium Świętego Michała Archanioła – jednego z najstarszych sanktuariów chrześcijańskich na świecie gdzie początki kultowi Świętego Michała Archanioła na górze Gargano dały cudowne wydarzenia, związane z objawieniami Świętego Michała jakie dokonały się w tym miejscu. Powrót do hotelu - Obiadokolacja, nocleg.

5 DZIEŃ: WT 02.10.2018

Śniadanie. W godzinach porannych msza św. w sanktuarium Św.Ojca Pio po której udamy się w dalszą drogę do MONTE CASSINO - chwila zadumy na Cmentarzu Żołnierzy Polskich. Następnie zwiedzimy Opactwo Benedyktynów, które założył Benedykt z Nursji w roku 529. Strategiczne położenie budowli, niedaleko ważnej drogi łączącej Rzym z Neapolem, sprawiało, że wielokrotnie klasztor stawał się celem prób zdobycia. Przejazd do hotelu we FIUGGI. – Zakwaterowanie w hotelu Obiadokolacja, nocleg.

6 DZIEŃ: SR 03.10.2018

Śniadanie. Przejazd do Stolicy Apostolskiej na Audiencję Generalną będącą spotkaniem głowy kościoła rzymsko-katolickiego z wiernymi w formie katechezy. Po zakończeniu audiencji udamy się na zwiedzanie Na spacer aby zobaczyć Fontannę di Trevi oraz Plac i Schody Hiszpańskie. Przejazd metrem do Bazyliki Matki Boskiej Większej zwanej również Bazyliką Matki Boskiej Śnieżnej. Następnie przejście do Bazyliki Św. Jana na Lateranie przy której znajdują się Święte Schody które według tradycji zostały sprowadzone z Ziemi Świętej do Rzymu przez św. Helenę – matkę cesarza Konstantyna. Msza. Św w Bazylice Św .Jana na Lateranie. Powrót do hotelu we FIUGGI. – Obiadokolacja, nocleg.

7 DZIEŃ: CZW 04.10.2018

Śniadanie. Przejazd do RZYMU - zwiedzanie rozpoczniemy mszą św. w Kościele Św. Ducha położonego w pobliżu WATYKANU. Następnie udamy się do Bazyliki św. Piotra w celu nawiedzenia grobu Św. Jana Pawła II i podziękowania Bogu za Jego kanonizację - wspólną modlitwą. Następnie rozpoczniemy zwiedzanie Bazyliki Św. Piotra - największego kościoła rzymskokatolickiego na świecie wybudowanego w miejscu w którym od 2 tyś lat chrześcijaństwa spoczywają doczesne szczątki namiestnika Chrystusa na Ziemi, pierwszego papieża - Św. Piotra. W bazylice będziemy również podziwiać najcenniejsze dzieła sztuki okresu odrodzenia i baroku. Wśród nich baldachim z brązu wykonany przez G.L. Berniniego i słynna Pieta M. Anioła - "najpiękniejsza rzeźba przeszłości, teraźniejszości i przyszłości." Po wyjściu z bazyliki udamy się pod Zamek Św. Anioła i rozpoczniemy spacer po „Wieczym Mieście” Na trasie naszego spaceru: Piazza Navona z fontanną „Czterech Rzek” Berniniego. Panteon – perełka architektoniczna wybudowana w I połowie II wieku n.e., jedyna antyczna pozostałość stojącą po dziś dzień w całości. Następnie przejdziemy na Plac Wenecki przy którym stoi pomnik przypominającym o wielkim dziele zjednoczenia państwa włoskiego w latach 1860-1870 i przedstawiający pierwszego jego króla Wiktora Emanuela II. Dalsze zwiedzanie miasta: przejście na Kapitol - miejsce od czasów antycznych uważane za serce duchowe , polityczne i kulturalne Rzymu. Z trasu widokowego na Kapitolu ujrzymy antyczne Forum Romanum a następnie dotrzemy pod najsłynniejszy amfiteatr świata - Koloseum.. Powrót do hotelu we FIUGGI. – Obiadokolacja, nocleg

8 DZIEŃ: PT 05.10.2018

Śniadanie. Przejazd do RZYMU. Przejazd na Via Appia – antyczną drogę przy której znajdują Katakumby. Zwiedzanie podziemnych cmentarzysk oraz msza Św w Katakumbach. Po mszy nawiedzenie kościółka Quo Vadis. Następnie nawiedzimy Bazylikę Św. Pawła za Murami. Wyjazd do ORVIETO. Nawiedzenie gotyckiej katedry w której przechowywane są relikwie Cudu Eucharystycznego z roku 1263 po którym rok później papież Urban IV ogłosił Święto Bożego Ciała. Przejazd od hotelu w okolicy CHIUSII – Zakwaterowanie w hotelu - Obiadokolacja, nocleg.

9 DZIEŃ: SO 06.10.2018

Śniadanie. Przejazd do ASYŻU . Nawiedzimy Kościół i grób Św. Klary .Następnie spacer przez centrum miasta W trakcie zwiedzania przerwa na obiad .Następnie złożymy wizytę w Bazylice Św. Franciszka. W bazylice nawiedzimy grób Św. Franciszka oraz będziemy podziwiać min. cykl 24 fresków mistrza Giotto. Msza Św. w Bazylice Św. Franciszka po której udamy się do Bazyliki S.Maria degli Angeli z Kaplicą Porcjunkuli – miejsca będącego kolebką zakonu franciszkańskiego a także miejsce śmierci świętego. W godz. popołudniowych wyjazd w drogę powrotną do Polski .

10 DZIEŃ: N 07.10.2018

Przejazd przez Czechy, Austrię, Niemcy. Po drodze jeden dłuższy postój na kolację / prowiant własny uczestników /. Powrót do CZĘSTOCHOWY w godz. popołudniowych. Zakończenie pielgrzymki

ŚWIADCZENIA :

ZAKWATEROWANIE:

7 noclegów w hotelach ** i *** pokoje 2,3 os. z łazienkami: 1 nocleg w okolicy Rimini, 2 noclegi w San Giovanni Rotundo , 3 noclegi w okolicy Rzymu, 1 nocleg w okolicy Chiusi ,

WYŻYWIENIE:

7 śniadań wzmocnionych, 7 kolacji składających się z 2 dań na ciepło, deseru i wody mineralnej + dodatkowy obiad w Asyżu

TRANSPORT:

Autokar z klimatyzacją, toaletą, video i barkiem

UBEZPIECZENIE:

Signal Iduna S. A.

CENA : 960,00 zł + 320Euro

Cena obejmuje : Zakwaterowanie , wyżywienie , transport , ubezpieczenie , pilota

Cena obejmuje poniższy program :

rejs w Wenecji

bilety na metro w Rzymie

Przewodnicy + słuchawki w Rzymie , Asyżu

bilety na autobus w SGR , kolejkę w Orvietto

bilety do Katakumb

dodatkowa obiadokolacja w Asyżu w dniu wyjazdu do Polski

słuchawki - system Alma Tour Guide *

* system Alma Tour Guide ( bezprzewodowy elektroniczny system komunikowania się pomiędzy pilotem / przewodnikiem a uczestnikami wycieczki powodujący , że podczas zwiedzania cały czas uczestnicy słyszą zarówno przewodnika jak i pilota grupy )

Informacje praktyczne

W zwiedzanych obiektach sakralnych obowiązuje odpowiedni ubiór (długie spodnie i spódnice oraz zakryte ramiona). Cena ewentualnych dodatkowych posiłków w trakcie zwiedzania we Włoszech ok. 12 EUR ( płatne przez uczestników indywidualnie ). Napoje do kolacji płatne dodatkowo: ok. 2-3 EUR na os.

UWAGA :

Organizatorzy zastrzegają sobie prawo możliwości zmiany kolejności zwiedzanych obiektów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Urodził się jako święty

2018-06-06 10:32

Rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 12-14

Archiwum
Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie o bliskości Chrystusa i sile zaufania: „Jezu, Ty się tym zajmij!”

LIDIA DUDKIEWICZ: – Wydaje się, że zaczyna do nas docierać głos św. Jana Pawła II, który uważał, iż święci uratują świat. Dziś coraz bardziej zaludnia się kontynent cyfrowy – ludzie przenoszą się do przestrzeni wirtualnej – świat się laicyzuje, a jednocześnie biografia nieznanego wcześniej kapłana z Neapolu błyskawicznie staje się bestsellerem. Jak to wytłumaczyć? Skąd, zdaniem Księdza Profesora, bierze się dziś nadzwyczajna popularność ks. Dolindo Ruotolo?

KS. PROF. ROBERT SKRZYPCZAK: – Zaraz po Soborze Watykańskim II powstało poczucie ogromnego kryzysu chrześcijaństwa na Zachodzie. Było to związane z podziałami, które nastąpiły w Kościele. Z jednej strony stanęli wówczas zwolennicy szybkich zmian, podążania za postępem, dostosowania Kościoła do zmieniającego się świata, z drugiej – zwolennicy włączenia biegu wstecznego, powrotu do tradycji. A przy tym wszystkim mieliśmy pustoszejące kościoły, seminaria, zakony, kryzys zainteresowania modlitwą, kryzys spowiedzi – w związku z tym również odczuwania grzechu – kontestację nauczania Kościoła, wszystko, co przyniosła rewolucja seksualna w 1968 r. To naprawdę przerażało wielu obserwatorów, pasterzy i teologów zamiast dostarczać radość nowej wiosny Kościoła. Kard. Joseph Ratzinger w swojej głośnej książce „Raport o stanie wiary” napisał, że jeśli w Kościele nie pojawią się owoce świętości, to odbije on w sobie cały kryzys pokolenia. Tylko święci mogą ratować Kościół. I gdy przypatrujemy się historii chrześcijaństwa, widzimy, że kiedy dochodziło do zamętu, braku jedności, pesymizmu, Bóg budził wybitne jednostki – świętych, którzy ratowali Kościół. W wiekach średnich, gdy rozkwitały herezje, był to m.in. św. Dominik. Spójrzmy na ogromny wysyp świętych po Soborze Trydenckim – od mistyków hiszpańskich przez Ignacego Loyolę, Karola Boromeusza po Andrzeja Bobolę. Tak samo jest po Soborze Watykańskim II. Bóg wychodzi naprzeciw – a czasami uprzedza znaki kryzysu, wzbudzając świętych. W Polsce jesteśmy szczęściarzami – w zlaicyzowanym świecie wciąż stanowimy wyspę żywej wiary. Wciąż są u nas ludzie, którzy chętnie przychodzą do kościoła, biorą udział w pielgrzymkach, w rekolekcjach i w nabożeństwach, przystępują do sakramentów i chcą się nawracać.

– Z czego to wynika?

– Przez długi czas przeżywaliśmy ucisk wiary, prześladowanie, a poza tym jesteśmy pokoleniem dotkniętym zasiewem świętości, o którym wspomniałem. Jesteśmy pokoleniem, które miało wielkiego świętego – Jana Pawła II. I myślę, że duchowo to odczuwamy – nawet jeśli ktoś się zagubi, odłączy od praktykowanej wiary, gdzieś w głębi duszy ten posiew zostaje. Polacy są także bardzo wrażliwi na św. Faustynę, na św. Szarbela i podobnie teraz bardzo dobrze zareagowali na postać świętego kapłana z Neapolu.

– Czy mógłby Ksiądz Profesor przybliżyć duchową sylwetkę ks. Dolindo? Jego najbliższa żyjąca krewna twierdzi, że urodził się już jako święty.

– Myślę, że ks. Dolindo przemawia do nas bardzo mocno swoją postawą wewnętrznej radości w przeciwnościach. Oznacza to, że znalazł on prawdziwe oparcie w życiu. To bardzo ważne – dziś wielu ludzi nie ma na co ani na kogo liczyć. W związku z tym liczą na samych siebie i wpadają w przewlekły stres czy przerażenie, mówiąc: wszystko jest na mojej głowie, nikt mi nie pomaga. Tymczasem ks. Dolindo jest świadkiem szukania oparcia w miłości Boga, w Chrystusie. Nawet jeśli ktoś jeszcze nie poznał samej postaci kapłana z Neapolu, to zapewne słyszał wcześniej o modlitwie „Jezu, Ty się tym zajmij!”. To jest kwintesencja takiej postawy zaufania. Oczywiście, wymaga ona wyjaśnienia, nie wszyscy właściwie ją rozumieją. Łatwo można pomyśleć, że jest to pewien rodzaj spychologii, że przez ten akt zawierzenia wyznacza się Chrystusowi powinności, którymi sam nie mam ochoty się zająć. Nie o to chodzi. „Jezu, Ty się tym zajmij!” to akt radykalnego zaufania. Ks. Dolindo często mówił, że ludzie nie widzą Boga właśnie dlatego, że Mu nie ufają. Tymczasem Boga możesz zobaczyć, kiedy obdarzysz Go zaufaniem. Wywodzi się to wprost z Ewangelii – gdy ludzie przychodzili do Chrystusa ze swoimi sprawami, prosili Go o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, o uwolnienie od demona, Jezus często zaczynał od pytania o wiarę. Uzależniał spotkanie z Jego mocą od wiary człowieka, który do Niego przychodził. I nie chodziło o wiarę jako światopogląd religijny, ale o osobiste otwarcie, często wbrew oczywistym, namacalnym faktom.

– Jak realizowało się to w życiu ks. Dolindo?

– Została po nim potężna autobiografia pt. „Dolindo znaczy ból”. Opisuje on tam swoje życie – i rzeczywiście, jest to prawdziwe pasmo bólu i nieszczęść, które rozpoczęły się już w dzieciństwie. Jego rodzice się rozwiedli. Wcześniej jego ojciec, Rafaele, sadystycznie wychowywał swoje dzieci. Mały Dolindo nieraz był bity, za drobne przewinienia trafiał na długie godziny do komórki ze szczurami. Wtedy klękał i modlił się za tatę. W tak strasznych warunkach budziły się w nim miłość i zaufanie do Chrystusa! Później, jako chłopak, przeżywał niepowodzenia w szkole – co z pewnością było efektem wieloletniego udręczenia i zamknięcia. Został wysłany do prestiżowego liceum w Neapolu – był z niego dwukrotnie wyrzucony, następnie wstąpił do mniejszego seminarium duchownego – dostawał same dwóje, jedna po drugiej... Aż do momentu, kiedy pewnego dnia zwrócił się ze łzami do Matki Bożej: Maryjo, jeśli chcesz, żebym został księdzem, pomóż mi, żebym nie był takim kretynem – on tak często o sobie mówił... Sam nie mógł nic zrobić, oddał się w ręce Maryi i prosił o wstawiennictwo – i to był moment zaufania. Zerwał się nagły podmuch wiatru, aż obrazek, który stał na półce, niespodziewanie znalazł się na jego czole. I ten symboliczny moment go odblokował. Okazało się, że w chłopcu drzemie ogromny intelekt. Już jako młody kapłan rozpoczął coś, co dzisiaj moglibyśmy nazwać duszpasterstwem akademickim, ówcześnie zupełnie nieznanym. Ponieważ cechowała go ogromna miłość do Pisma Świętego, zaczął studiować język hebrajski, dużo czytał i modlił się. Szybko stał się słynny z powodu swoich biblijnych katechez, które głosił w kościołach i w domach – a to gromadziło wokół niego wielu studentów, młodych ludzi. Znajdowali oni w ks. Dolindo niezwykłego ewangelizatora, spowiednika i ojca duchowego. To, oczywiście, budziło w wielu ludziach coś odwrotnego: zazdrość, zawiść, pomówienia, próby wplątania go w lokalne afery... Jak wiemy, te doprowadziły ks. Dolindo do postawienia go przed Świętym Oficjum, oskarżenia o herezję i, ostatecznie, do lat suspensy. Ks. Dolindo cierpiał, ale nigdy nie odpłacił złem za zło. Nie słyszano, żeby kiedykolwiek narzekał, pomstował czy kogoś krytykował. Nie pozwalał także innym ludziom na szemranie przeciwko Kościołowi czy pasterzom. Zawsze powtarzał, że Kościół to Jezus. To była jego ulubiona definicja. Jednocześnie jest to serce Dobrej Nowiny: w Kościele pośród ludzkich grzechów i mimo ludzkiej słabości działa Chrystus – nieskończenie potężniejszy od nas. Ks. Dolindo doskonale to rozumiał i wiedział, że trzeba przede wszystkim ufać Jezusowi.

– Biografia ks. Dolindo cieszy się wielkim zainteresowaniem zwłaszcza wśród księży. Świadectwo jego życia dla wielu z nich stanowi umocnienie w powołaniu... Dlaczego? Co kapłani odkrywają w życiu księdza z Neapolu?

– Często spotykam się z kapłanami, którzy chętnie rozmawiają na temat ks. Dolindo, pytają o niego, czasem piszą do mnie z prośbą o więcej jego pism w języku polskim. Wiem, że także niektórzy księża biskupi są poruszeni postacią kapłana z Neapolu. Ostatnio zostałem nawet poproszony, by w jednej z diecezji poprowadzić dzień formacyjny dla kapłanów właśnie na temat ks. Dolindo. Słyszę świadectwa, że ks. Dolindo uratował już niektórych kapłanów z sytuacji kryzysowych, wątpliwości, cierpień, które zamieniały się w zniechęcenie. Są także kapłani, którzy w tej intencji pojechali do Neapolu – modlić się przy grobie ks. Dolindo, by powierzać tam swoje kapłaństwo... Ks. Dolindo rzeczywiście jest dużym wsparciem w tym powołaniu. Dlaczego? Myślę, że wszyscy jesteśmy w kruchym momencie zaburzenia tożsamości i jest to generalny powód duchowego cierpienia wielu ludzi. Coraz mniej oczywista staje się odpowiedź na pytanie, co to znaczy być kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, małżonkiem... To dotyka również kapłanów, którzy często tracą z oczu jednolity model bycia pasterzem, wpadają w myślenie, że bycie dobrym księdzem oznacza bycie menadżerem, organizatorem pielgrzymek, turniejów sportowych, bycie dobrym psychologiem czy budowniczym... Wtedy pomija się to, co dla każdego księdza powinno być najbardziej smakowite – głoszenie ludziom Ewangelii i dawanie Chrystusa w sakramentach. Z tego płyną miłość, pokora, prostota – to jest jako pierwsze kojarzone z byciem człowiekiem Boga i tego przede wszystkim oczekują od nas wierni. Właśnie taki model kapłaństwa pokazuje ks. Dolindo. Wystarczy dzisiaj pojechać do Neapolu i spytać tamtejszych mieszkańców o „padre Dolindo” – natychmiast się ożywiają i zaczynają opowiadać o jego dobroci. Tymczasem dzisiaj księża starają się być profesjonalistami w konkretnych świeckich dziedzinach, a to często jest przyczyną wewnętrznego znerwicowania i w konsekwencji prowadzi do kryzysów. Ks. Dolindo wiedział, że chodzi o to, by mieć w sobie dobroć samego Chrystusa.

– „Nic, co wyszło spod pióra ks. Dolindo, ani jedno słowo, nie może być zaprzepaszczone. Święty to kapłan” – powiedział św. Ojciec Pio. Ksiądz Profesor sprawił, że Polacy otrzymali porcję dzieł ks. Dolindo pt. „W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa”. Co znajdziemy w tej książce?

– Bardzo się cieszę, że ta książka mogła się ukazać w Polsce. To zaledwie pierwsza próbka dzieł ks. Dolindo. Jego dziedzictwo jest naprawdę imponujące, bo zostawił on m.in. 33 tomy komentarzy do Pisma Świętego, autobiografię, która liczy ponad 2 tys. stron, ogromną liczbę listów do kapłanów... Moim marzeniem jest, by móc je udostępnić polskim księżom. Osobiście jestem już 20 lat po święceniach i dość trudno mnie zaskoczyć, ale kiedy czytałem listy ks. Dolindo do kapłanów, nieraz miałem gęsią skórkę. Poza tym jest wiele jego prac teologicznych o życiu Jezusa, o Duchu Świętym, są teksty na temat Matki Bożej. Swoją ostatnią książkę poświęcił właśnie Jej – żył z Nią w dużej bliskości, przez większość życia odczuwał Jej obecność, towarzyszyła mu we wszystkich trudnych momentach aż do ostatnich lat – ciężkiej choroby, udaru i jego skutków. Właśnie w takiej sytuacji podjął się napisania wielkiego dzieła o Maryi, w którym, jak mówi, Ona sama przekazywała mu rzeczy, które powinien był napisać. Doznawał przy tym ogromnych ataków ze strony złego ducha, demon bardzo nie chciał, by ta książka powstała. Chciałbym, by te wszystkie prace dotarły do jak najszerszego grona. Było to zresztą także życzenie ks. Dolindo, które wyraził w swoim testamencie. Proszę czytelników o modlitwę, by to było możliwe. Sama książka „W twej duszy jest niebo” zawiera natomiast bezcenne świadectwo Enziny Cervo, jednej z duchowych córek ks. Dolindo, kobiety, która opiekowała się nim w ostatnim okresie życia. Druga część to próbka zakosztowania konferencji na temat Bożej miłości, które ks. Dolindo wygłaszał w różnych częściach Neapolu – czasem nawet po osiem razy dziennie – w kościołach i w domach... Czytelnik wreszcie może posmakować słów ks. Dolindo i odkryć, co było pociągające w jego sposobie głoszenia.

– A skąd tytuł książki?

– Tytuł jest diagnozą, którą św. Ojciec Pio postawił ks. Dolindo. Ojciec Pio znał ks. Dolindo, odsyłał nawet do niego swoich penitentów. Gdy nieraz do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali neapolitańczycy, pytał ich: – Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie świętego u siebie! Do spotkania tych dwóch mistyków doszło w 1958 r. – 10 lat przed śmiercią Ojca Pio. Ks. Dolindo pojechał do niego razem z biskupem pomocniczym Neapolu. Gdy przyjechali do San Giovanni Rotondo i udało im się spotkać z Ojcem Pio, a ks. Dolindo poprosił go o spowiedź, ten spojrzał na niego i powiedział: – Chcesz się wyspowiadać? Przecież ty cały jesteś błogosławiony! Kiedy potem się żegnali, Ojciec Pio powiedział do ks. Dolindo właśnie te słowa: – W twej duszy jest niebo. Wszystkich to bardzo poruszyło, pytali potem ks. Dolindo, co to znaczy. Pomyślałem, że to diagnoza, którą stawiają sobie nawzajem święci, by dodać odwagi, umocnić się, dać świadectwo, które płynie od samego Ducha Świętego. Myślę, że to był właśnie taki moment, dotyczący identyfikacji tego świętego kapłana. Jaka nauka płynie z tego dla nas? Ludzie nieraz szukają nieba w zaświatach, w wyobraźni, myślą o tym, że niebo będzie po śmierci... A można je nosić w sobie.

– Ks. Dolindo jeszcze nie został oficjalnie wyniesiony na ołtarze. Jak wygląda jego proces beatyfikacyjny? Czy prawdziwa jest opinia, że ostatnio Polacy wpłynęli na przyspieszenie procesu?

– Ks. Dolindo zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany na cmentarzu parafialnym. Po dwóch latach na prośbę wielu wiernych, którzy nieustannie gromadzili się tam na modlitwie, dokonano ekshumacji jego ciała. Został przeniesiony do kościoła pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa przy Via Salvatore Tommasi w Neapolu, gdzie służył za życia. Proces beatyfikacyjny – zbieranie materiałów, świadectw, dokumentacji – rozpoczął się bardzo szybko, zaraz po śmierci ks. Dolindo. Niestety, pierwszy postulator zmarł, a drugi, który zajmował się tą sprawą, w pewnym momencie ze względu na trudną sytuację zgromadzenia zakonnego, do którego należy, został zablokowany. Siłą rzeczy sam proces również zablokowano. Jest on na poziomie uznania heroiczności cnót ks. Dolindo – co oznacza, że ks. Dolindo ma tytuł sługi Bożego. Rzeczywiście – pod wpływem licznie przyjeżdżających pielgrzymów z Polski proboszcz parafii, w której spoczywa ks. Dolindo, postanowił napisać świadectwo do kardynała Neapolu. W odpowiedzi neapolitańska Kuria podjęła decyzję o reaktywacji procesu beatyfikacyjnego. Na nowo jesteśmy proszeni o zbieranie świadectw dotyczących pomocy ks. Dolindo, czekamy na świadectwa cudów fizycznych, uzdrowień, które dokonały się za jego wstawiennictwem. Kiedy usłyszeliśmy tę odpowiedź kardynała Neapolu zawartą w liście przeczytanym podczas Mszy św. odprawionej w rocznicę śmierci ks. Dolindo w ubiegłym roku, bardzo wzruszona Grazia, jego bratanica, powiedziała: „Wy, Polacy, doprowadzicie ten proces do końca”. Dzięki temu, że ks. Dolindo został zaprezentowany, doświadczamy w Polsce przebudzenia, otwarcia się na jego przesłanie. Mam nadzieję, że jeśli uda się przetłumaczyć publikacje na inne języki, duchowość tego kapłana zacznie dotykać serca ludzi na całym świecie. Osobiście jestem przekonany, że Bóg w tym pokoleniu postanowił zapalić dwa wielkie reflektory. Jednym jest to, co zostało przekazane światu dzięki ubogiej i pokornej zakonnicy z Polski – s. Faustynie Kowalskiej. To pokolenie bardzo potrzebowało przesłania o Bożym Miłosierdziu, odkrycia na nowo tego, zapomnianego nieco, aspektu Dobrej Nowiny. Przyjęli je ludzie, którzy zostali zmasakrowani przemocą, bestialstwem, okropnością grzechu i podłości, które pojawiły się w postaci wojen, totalitaryzmów, nazizmu i komunizmu, tego ogromnego zła i cierpienia. Natomiast drugi reflektor, moim zdaniem, Bóg zapalił w Neapolu. To jest inny aspekt Ewangelii – przesłanie o obdarzeniu Chrystusa całkowitym zaufaniem i objawienie się Boga poprzez zewnętrzne doświadczenie Jego czułości. Ks. Dolindo szczególnie przemawia do ludzi w dzisiejszych czasach: zmęczonych, zagubionych, będących w nieustannej gonitwie... Trafia do ludzi, którzy nie dają rady pogodzić wszystkich obowiązków, do tych, którzy są nieustannie przytłoczeni życiowymi okolicznościami, świadomością wziętych kredytów i koniecznością ich spłaty, do ludzi, którzy są zmuszani do całkowitej dyspozycyjności w wielkich korporacjach... Niestety, nieraz za cenę oddalenia się od modlitwy, sakramentów, Kościoła – to jest haracz, który postnowocześni ludzie składają bożkowi cywilizacji. W związku z tym odczuwają wewnętrzne wyjałowienie, duchowy głód. Ks. Dolindo udziela odpowiedzi, na którą od dawna czekali – możliwości zaznania dotyku Boga, Jego miłości i czułości, a także ogromnej siły, która płynie z wiary. Jezu, Ty się tym zajmij!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mówią ci, którzy widzą więcej - artyści

2018-06-21 23:20

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
"Chrystus w Koronie Cierniowej" Ludwiki Ogorzelec

Artyści przekazali swoje prace, aby uczcić 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości i 40. rocznicę wyboru Jana Pawła II na Stolicę Apostolską. Dzieła 32.twórców, nie tylko z Wrocławia i Dolnego Śląska, ale też z Krakowa i innych miast zawisły i stanęły (rzeźby) we wnętrzu kolegiaty. Wystawę otworzył jej honorowy patron, abp Józef Kupny. Artystyczne spotkanie poprzedziła Msza św. sprawowana przez ks. prof. Mariusza Rosika.

- Wystawa nawiązuje do dwóch ważnych wydarzeń w historii naszego kraju – odzyskania niepodległości przez Polskę oraz wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolice Piotrową. Nie można patrzeć na nie jedynie za pomocą narzędzi, jakie niosą nauki historyczne. Wpisały się niewątpliwie w dzieje naszego narodu, jednak człowiek wierzący chce dostrzec w nich coś więcej, mianowicie Boże wskazania, przestrogi, wyzwania, napomnienia. Do tego, by pozwalać człowiekowi widzieć więcej służy sztuka – napisał wrocławski metropolita we wstępie do katalogu wystawy.

Artyści eksponują swoje prace w kolegiacie Św. Krzyża po raz piąty – winszował im tej niezłomności i małego jubileuszu Kornel Morawiecki, marszałek senior Sejmu VIII kadencji. Z wdzięcznością mówią o gościnności ks. Pawła Cembrowicza, proboszcza świątyni, ks. Mirosława Kiwki, który wspiera ich modlitwą, prof. Aleksandra M. Zyśki, który jest rzeczywistym organizatorem ekspozycji i Artura Lobusa, który przygotowuje do druku katalogi towarzyszące kolejnym wystawom.

Autorzy dzieł: Teresa Buczyńska, Jacek Dłużewski, Joanna Domaszewska, Alina Dorada – Krawczyk, Krystyna Dyrda – Kortyka, Stanisław Gnacek, Barbara Gulbinowicz, Andrzej Jackiewicz, Jerzy Jakubów, Anna Janusz – Strzyż, Zuzanna Kociołek, Małgorzata Korenkiewicz, Zofia Król, Krzysztof Kułacz Karpiński, Michał Matuszczyk, Grzegorz Niemyjski, Ludwika Ogorzelec, Danuta Pałka – Szyszka, Ewa Maria Poradowska – Werszler, Honorata Ręblisz – Werszler, Piotr Romiński, Jakub Strzyż, Iwona Felicyta Szewczyk CSSE, Marta Szymczakowska, Zdzisław Szyszka, Ewa walczak – Jackiewicz, Jerzy Werszler, Rafał Werszler, Andrzej Winiarz, Aleksander Marek Zyśko, Marek Zyśko, Anna Żukowska – Zyśko.

Zobacz zdjęcia: Wystawa „Polska jesień 1918, 1978, 2018”

Organizatorem wystawy jest Fundacja im. Alfredy Poznańskiej, która od 2015 r. działa we Wrocławiu. Zajmuje się krzewieniem, wspieraniem i promocją kultury i sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem sztuki chrześcijańskiej. Wspiera aktywność artystyczną twórców chrześcijańskich, środowisk młodzieży akademickiej i szkół artystycznych.

Ekspozycję można oglądać do 31 sierpnia. Wystawie towarzyszy katalog, opisujący każde z prezentowanych dzieł i jego twórcę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem