Reklama

Jestem od poczęcia

Cały Twój i... cała twoja

2016-12-15 10:01

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 51/2016, str. 4-5

Archiwum autora
Każdy z nas bez względu na swój stan, wykształcenie czy status społeczny może stać się „Totus Tuus”

Z Andrzejem Moszczyńskim o szerzeniu idei doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej rozmawia ks. Adrian Put

KS. ADRIAN PUT: – „Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” jest dziełem znanym i cenionym. Wiele wydawnictw katolickich ma jego wydania w swojej ofercie. Skąd zatem pomysł na nową redakcję?

ANDRZEJ MOSZCZYŃSKI: – Pomysł zrodził się podczas krzewienia tego nabożeństwa w naszej diecezji, polegającego na docieraniu do ludzi, opowiadaniu o treści „Traktatu...” i ogromnych łaskach płynących z zastosowania praktyk w nim zawartych. Rozprowadzaliśmy również same książeczki. Okazało się, że „Traktaty...” dostępne na rynku są wydawane po trosze bez myślenia o odbiorcy, tylko dla samego faktu ich wydania i zysków komercyjnych. Nie mówię tu oczywiście o wszystkich edycjach, ale w wielu jest tylko treść samego „Traktatu...”, bez wprowadzenia, modlitewnika, poza tym są napisane małą czcionką. Natchnienie przyszło z Nieba, ponieważ w dwóch wydawnictwach, z których korzystaliśmy, nakłady się skończyły. Wykupiliśmy je całe. Zbieraliśmy też uwagi krytyczne od czytelników. Swoje uwagi dodał podczas rozmowy ze mną bp Paweł Socha. Okazało się, że mimo dużej liczby wydań nie ma takiego, które spełniałoby wszystkie oczekiwania. Podczas wizyty w Niepokalanowie, gdzie byliśmy po relikwie św. Maksymiliana dla parafii pw. św. Franciszka, rozmawiając o powyższych sprawach z ojcem wicegwardianem, z jego strony padła sugestia, że może byśmy wydali „Traktat...” sami, z uwzględnieniem wszystkich uwag. Oczywiście podjęliśmy tę inicjatywę, pragnąc przede wszystkim, aby było to wydanie na chwałę Dziewicy Maryi, a nikt z tych, którzy się do tego dzieła przyłożą, nie czerpał żadnych zysków. Wówczas obficie wylało się Boże błogosławieństwo na realizację tego zadania. W przedziwny sposób zaczęły się otwierać wszystkie drzwi oraz pojawili się ludzie, którzy sami nieodpłatnie zaproponowali swoją pomoc.

– Dlaczego ta mała książeczka jest tak ważna dla naszej duchowości?

– Jest to najpiękniejsze i najdoskonalsze dzieło na przestrzeni dziejów Kościoła, dotyczące Najświętszej Maryi Panny i sposobu praktykowania nabożeństwa do Niej, które prowadzi nas najkrótszą, najdoskonalszą i najprostszą drogą do zjednoczenia z Jezusem. Zarazem pokazuje, jak w najdoskonalszy sposób naśladować naszego Pana Jezusa Chrystusa, który przecież przez 90 procent czasu przebywania na ziemi prowadził życie ukryte, będąc całkowicie poddanym i posłusznym swojej Dziewiczej Matce. Oddał tym większą chwałę Bogu, niż gdyby przez te 30 lat głosił Słowo, czynił cuda i nawrócił do siebie wszystkich grzeszników.

– Czy w dziedzinie szerzenia doskonałego nabożeństwa macie już jakieś doświadczenie?

– Do tej pory dzięki naszemu apostolstwu na przestrzeni mijającego roku do rąk wiernych trafiło ponad 2 tys. egzemplarzy „Traktatów...”. Wiemy również, że świadectwo naszego życia, które dajemy, a dotyczące bardzo licznych cudów, które się wokół nas dzieją za wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki, zachęca ludzi do podjęcia próby pójścia tą drogą. Drogą przez Maryję do Jezusa. Najpiękniejszą dla naszego zbawienia.

– W naszej diecezji pojawiała się myśl nowej edycji „Traktatu...”. Proszę powiedzieć, czym różni się to wydawnictwo od innych, wcześniej wydanych?

– Jest oparte na najlepszym tłumaczeniu. Zawiera specjalnie napisany dla nas wstęp dr. Wincentego Łaszewskiego, dotyczący polskich związków z „Traktatem...”, i słowo zachęty od bp. Tadeusza Lityńskiego. Znajdują się w nim bogate objaśnienia, jak wykorzystać skarby zawarte w „Traktacie...”. Jest wydrukowane dużą czcionką w pięknej sztywnej poręcznej oprawie. Patronką wydania jest Pani z Rokitna, której Cudowny Wizerunek znajduje się na pierwszej stronie. Dodatkowo „Traktat...” zawiera w sobie, zgodnie z sugestią bp. Pawła Sochy, bogaty modlitewnik. Jednym z powodów, dla których chcieliśmy mieć swoje wydanie, to cena, która miała być jak najniższa dla odbiorcy. Dzięki Bogu i Maryi nasz „Traktat...” może trafić w ręce czytelnika za 10 zł.

– Treści „Traktatu...” były znane dla wielu świętych. Którzy z nich są Panu szczególnie bliscy?

– Wymienię tylko tych polskich oraz papieży, którzy propagowali to nabożeństwo. Św. o. Maksymilian Kolbe cały oddany Maryi i pragnący zdobyć cały świat dla Niej, św. Jan Paweł II, który przez całe swoje życie kultywował nabożeństwo do Najświętszej Pani, właśnie według tego „Traktatu...”. Dwóch największych prymasów Polski, słudzy Boży August Hlond i Stefan Wyszyński, obaj zawierzeni według „Traktatu...”, oraz papieże: Leon XIII, św. Pius X, Pius XI, Pius XII.

– Z dziełem wydania „Traktatu...” związana jest konkretna wspólnota, a dokładnie wspólnota czcicieli Niepokalanej Matki Miłosierdzia. Po co nam kolejna wspólnota w Kościele? Co nowego możecie wnieść w życie wierzących?

– Jeszcze kilka lat temu każdy z nas był bardzo daleko od Kościoła. Wszyscy doświadczyliśmy ogromu łaski Bożej, wyproszonej nam przez Maryję, oraz wiele cudów w życiu naszym i naszych bliskich, związanych z naszym zawierzeniem i oddaniem się Jej w całości. To Ona wyciągnęła nas z piekła i to Ona pokazała nam, co mamy robić. Za mało miejsca, by o tym opowiadać, może przyjdzie na to czas. Wiemy, że mamy się tymi doświadczeniami dzielić i mówić o Niepokalanej, gdzie się tylko da. Służyć ma to przede wszystkim większej chwale Bożej i ratowaniu dusz.

– Jak wygląda wasza wspólnota? Ile osób ją tworzy, czy spotyka się z wami kapłan i chyba najważniejsze pytanie: czy macie aprobatę Księdza Biskupa dla waszej działalności?

– Tworzy ją ośmiu mężczyzn. Mamy dwóch ojców opiekunów. Bp Tadeusz Lityński stwierdził, że nasza posługa jest dziełem Bożym. Udzielił nam błogosławieństwa, napisał pełnomocnictwo oraz zapewnił o wsparciu i modlitwie. Błogosławił nam i wspiera nas także bp Paweł Socha.

– Jakie dzieła apostolskie podejmujecie w naszej diecezji? Czy są jakieś obszary życia religijnego, za które szczególnie chcecie podjąć odpowiedzialność?

– Krzewienie nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny poprzez dawanie świadectwa i rozprowadzanie „Traktatu...”, który tak naprawdę jest doskonałą receptą na życie wieczne. Od niedawna uczestniczymy w dekanalnych spotkaniach modlitewnych pierwszych sobót miesiąca w Rokitnie. Tam mówimy o nas i – co najważniejsze – o nabożeństwie do Maryi. Jesteśmy obecni również w innych miejscach. Mamy już zaproszenia spoza naszej diecezji i chętnie zjawimy się tam, gdzie możemy, aby mówić o Maryi.

– Jak dzisiaj można żyć przesłaniem św. Ludwika w życiu codziennym? Czy nie są to wymagania zbyt trudne dla nas, współczesnych chrześcijan?

– W 26. punkcie „Traktatu...” św. Ludwik pisze, że dzieło to kieruje do ludzi prostych, mających więcej wiary niż wielu uczonych. Na tyle, na ile człowiek ma wiarę, na tyle wykorzysta skarby tego dzieła. Tak jak św. Jan Paweł II kierował się dewizą „Totus Tuus”, czyli cały Twój, a to zawołanie zaczerpnął z „Traktatu...” św. Ludwika i uczynnił mottem swojego życia. Dowodem na to niech będzie moja rozmowa z kard. Stanisławem Dziwiszem w Krakowie 4 grudnia podczas dziękczynienia za beatyfikację bł. Zbigniewa i Michała – męczenników z Peru. Opowiedziałem mu o naszym apostolacie i w odpowiedzi usłyszałem, że Papież nie rozstawał się z tą książeczką. Wyraźnie wzruszony Ksiądz Kardynał pobłogosławił nam to dzieło i życzył powodzenia. Błogosławieństwa udzielił nam również przebywający tam prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato. Każdy z nas bez względu na swój stan, wykształcenie czy status społeczny może stać się „Totus Tuus” i na tyle, na ile się takim stanie, na tyle Niepokalana stanie się „Tota Tua”, czyli cała twoja, i udzieli dostępu do swojej pełni łask. Każdy więc na miarę swojego zaangażowania i otwartości może być świętym jak Jan Paweł II, czego sobie i Wam życzę. Jest jeszcze jeden aspekt dotyczący tego pytania. Otóż św. Ludwik napisał „Traktat...” w 1715 r. Zawarł w nim proroctwo, że książeczka zaginie na wiele lat. Tak też się stało. Rękopis został odnaleziony w 1846 r. Jednak początkowo nie zdobył popularności. Zaczął być szeroko publikowany dopiero w XX wieku. Również kanonizacja św. Ludwika odbyła się w 1947 r., a więc i Kościół postawił jego duchowość za wzór całkiem niedawno. Można wnioskować, że jego treść kierowana jest głównie do odbiorców żyjących obecnie. Co ciekawe, w tekście autor kilkakrotnie pisze o apostołach czasów ostatecznych. W dwa lata po odnalezieniu rękopisu ma miejsce uznane przez Kościół objawienie Matki Bożej w La Salette. Maryja używa tam tego samego zwrotu, mówiąc do ludzkości: „Wreszcie wzywam apostołów czasów ostatecznych... Wy, mała reszto, która widzicie, bo to jest czas czasów i koniec końców”. Z „Traktatu...” dowiadujemy się, jak zostać takowym apostołem. Czy nie jest to więc wołanie Boga i Jego Matki do nas, ludzi XXI wieku, aby podjąć zwycięską walkę – jak pisał Ludwik w „Traktacie...” – „z diabłem, światem i zepsutą naturą ludzką”.

Tagi:
wywiad

Święci otwierają nam niebo

2018-10-16 11:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Ks. Krzysztof Hojzer zaprasza na Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych

Kamil Krasowski: – Od kilku lat nasza Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio organizuje 31 października tzw. Wieczór Wszystkich Świętych. W tym roku będzie on szczególny, gdyż jego ranga urosła do głównego tego rodzaju wydarzenia w mieście. Jak zatem zapowiada się tegoroczny Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych? Jacy święci w znaku relikwii będą obecni?

Ks. Krzysztof Hojzer: – W tę szczególną noc, rozważając ewangelijne błogosławieństwa, które ukazują nam duchowy wizerunek Jezusa i wyrażają Jego misterium – tajemnicę śmierci i zmartwychwstania, pragniemy w obecności Wszystkich Świętych i za ich wstawiennictwem głębiej wniknąć w życie Boga. Człowiek zatopiony w Bogu bardzo konkretnie czerpie z tych niezwykłych głębin życia Bożego. Każdego roku widzimy, jak wielka to łaska. Święci tej nocy wypraszają nam głębsze rozumienie i doświadczenie miłości Boga. Mamy bardzo wiele świadectw pięknych nawróceń. Święci swymi modlitwami otwierają nam tej nocy niebo na oścież. Dlatego chcemy tej łaski dla całego miasta i nie tylko. W modlitwie zawierzenia i adoracji u stóp Jezusa tej nocy modlą się z nami i orędują m.in.: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Ignacy Loyola, św. Ojca Pio, św. Faustyna, św. Jan Paweł II, św. Franciszek i Hiacynta, św. Matka Teresa z Kalkuty, bł. ks. Jerzy Popiełuszko...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Urodziny Eminencji Gulbinowicza

2018-10-19 02:33

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Kard. Gulbinowicz całuje portret rodziców

W Hali Stulecia spotkali się najważniejsi mieszkańcy miasta – były władze miejskie, samorządowe, ale też przedstawiciele duchowieństwa, zgromadzeń zakonnych i liczna grupa kleryków z MWSD z księdzem rektorem na czele. W imieniu metropolity wrocławskiego przemawiał ordynariusz świdnicki bp Ignacy Dec. Krok po kroku podsumowywał działalność Kardynała wskazując liczne osiągnięcia na przestrzeni lat, które nie tylko wzmacniały wrocławski Kościół, ale promowały Wrocław poza granicami kraju. Prezydent Wrocławia przytoczył kilka anegdot, które mimo, iż opowiadane wcześniej, za każdym razem wywołują salwę śmiechu i burzę oklasków, bo ich bohater, kard. Gulbinowicz, odsłania się jako ten, który ceni ludzi i umie zdobywać ich serca.

- Dwadzieścia kilka lat temu, krótko po ślubie odwiedzałem wielokrotnie ówczesnego arcybiskupa metropolitę wrocławskiego, jeszcze nie kardynała, księdza Henryka Gulbinowicza – opowiadał prezydent. Wizytom towarzyszyły zabawne rozmowy, powtarzane jak rytuał, które niniejszym przytaczam: - I jak tam, dzieci już masz? Wówczas jeszcze nie mieliśmy dzieci, więc odpowiadałem niezmiennie: Ekscelencja przecież wie, że jeszcze nie. - Przyjdź do mnie, dam ci krople. - Jakie krople? - Litewskie, pomagają w tych sprawach.

Prezydent przypomniał również historię przechowywanych przez Eminencję pieniędzy „Solidarności”: Otóż w 1982 r. zjawiliśmy się u arcybiskupa Gulbinowicza: Tesia Szostek i ja, aby - któryś już raz - zaczerpnąć ze słynnych 80 milionów złotych, które tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego Dolnośląska Solidarność zdeponowała u metropolity. Zaczerpnąć na potrzeby podziemnej Solidarności. Ksiądz arcybiskup chciał nam przekazać pieniądze w obecności świadka i poprosił do siebie księdza biskupa Dyczkowskiego. Ponieważ jednak wszyscy obawiali się wówczas podsłuchów, to, kiedy biskup Dyczkowski wszedł do gabinetu, arcybiskup wskazując Tesię i mnie powiedział do Adama: "Księże biskupie, siostry przyszły do nas z prośba o pieniądze na ochronkę". Harnaś nie zorientował się jednak, o co chodzi i rozpostarłszy ramiona ruszył w moim kierunku mówiąc: "Witam drogi Rafale!" Na co zirytowany Gulbinowicz trzasnął dłonią w biurko i zirytowany rzucił: "Nie Rafał, tylko siostry, siostry mówię!" – konkludował prezydent pośród oklasków.

Niespodzianką dla Jubilata był podarowany przez prezydenta Wrocławia portret rodziców. Na płótnie, obok Walerii i Antoniego Gulbinowiczów artysta namalował małego Henia z gołymi stopami. I choć Kardynał kilkakrotnie podkreślał, że nic nie słyszy i nie widzi, serdecznie ucałował osoby na płótnie…

Zobacz zdjęcia: 95. urodziny kard. Henryka Gulbinowicza

Sam Jubilat przemawiał dwa razy: błogosławiąc gościom i zapewniając o swojej modlitwie: „Nie myślcie, że przyszedłem z niczym, już Mszę za was odprawiłem”. I po raz drugi, na zakończenie, gdy wzruszony pięknem wieczoru zapewnił, że bardzo się cieszy i chciałby pożyć jeszcze przynajmniej dwa lata, ale jest zobowiązany zaprosić wszystkich…na pogrzeb. Oczywiście, zaproszenie, wypowiedziane z wileńską swadą, wywołało burzę oklasków i uśmiech na twarzy Jubilata.

Sercem świętowania był koncert orkiestry NFM, chóru i solistów pod dyrekcją Agnieszki Franków – Żelazny. Zabrzmiały Pieśni i arie z oper Moniuszki, a występ otworzyła "Litania ostrobramska" skomponowana na cześć Najświętszej Marii Panny z ostrej Bramy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Arturo Mari do redaktorów „Niedzieli”: waszym zadaniem jest nieść prawdę o św. Janie Pawle II

2018-10-19 16:10

Ks. Mariusz Frukacz

Magda Nowak/Niedziela

„Waszym zadaniem, jako dziennikarzy jest zanieść dalej, do innych prawdę o św. Janie Pawle II, o tym co zrobił dla Polski, dla świata i dla nas wszystkich” powiedział 19 października Arturo Mari do dziennikarzy i pracowników tygodnika katolickiego „Niedziela”. Znany fotograf papieski, wraz z żoną Coriną byli gośćmi redakcji „Niedzieli” w Częstochowie.

„Bardzo się cieszymy, że ponownie jest z nami wielki świadek pontyfikatu św. Jana Pawła II. Dzięki tej obecności jest z nami także Jan Paweł II” – podkreślił na początku spotkania Lidia Dudkiewicz redaktor naczelna „Niedzieli”.

Podczas spotkania Arturo Mari opowiedział o początkach swojej przyjaźni z Janem Pawłem II. Zaznaczył, że już w czasie Soboru Watykańskiego II, gdy przyjaźnił się z kard. Stefanem Wyszyńskim zapoznał się z abp. Karolem Wojtyłą. - Poznałem go jako młodego biskupa w czasie Soboru Watykańskiego II. Przedstawił mi młodego biskupa krakowskiego wielki Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński, którego znałem wcześniej. Na Soborze Karol Wojtyła objawił się jako człowiek o jasnych i klarownych ideach, człowiek, który chciał otwarcia Kościoła na dialog ze współczesnym światem - wspominał fotograf.

Arturo Mari wspomniał również pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r. - To była bardzo ważna pielgrzymka. Pamiętam dwa momenty z Mszy św. na pl. Zwycięstwa w Warszawie, kiedy Jan Paweł II zatrzymał się przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Położył swoją rękę na płycie grobu i powiedział: "Dlaczego moja Ojczyzna musiała przelać tyle krwi?". A potem był ważny moment w homilii, kiedy upomniał się o obecność Chrystusa w życiu społecznym Polski. Wtedy też pierwszy raz powiedział: Ja, Jan Paweł II, papież”. - mówił Mari.

- Jan Paweł II był człowiekiem wielkiej pokory i miłości – kontynuował Artiro Mari i dodał: „To dzięki Janowi Pawłowi II Polska się zmieniła”.

Znany fotograf podkreślił że szczególnie podczas podróży po świecie widać było miłość Jana Pawła II do drugiego człowieka. - Podczas podróży do Zairu odwiedził szpital dla dzieci, w którym panowały trudne warunki. Jan Paweł wziął na ręce dziecko, którego stan wydawał się tragiczny. Kołysał je, głaskał po twarzy i ku wielkiemu zdziwieniu, maluch zaczął ruszać ramionami, otworzył oczy i uśmiechał się. Obok stali jego rodzice. Mama widząc, co się dzieje, popłakała się ze szczęścia, zaś ojciec dziecka całował ręce papieża. Nagle spod łóżka wyszła piątka dzieci, które zaczęły bawić się i tańczyć z Ojcem Świętym. Wychodząc ze szpitala, papież zatrzymał się przy siostrach zakonnych, które były pielęgniarkami. Klęknął przed nimi, całował ich ręce i mówił: „W imieniu Pana Boga błogosławię wam, dziękuję!” - wspominał A. Mari.

Arturo Mari opowiedział również, że w dzień swoich urodzin, 18 maja, Jan Paweł II wizytował jedną z rzymskich parafii pw. Chrystusa Króla. Arturo Mari jak zwykle robił zdjęcia. W pewnym momencie poczuł, że pomiędzy nogami przechodzi mu niewielki chłopiec, który podszedł do Ojca Świętego i zapytał: „Cześć, jak się czujesz?”. Papież odpowiedział: „Dobrze. A ty?”. Na to chłopiec stwierdził, że tylu ludzi pilnuje bezpieczeństwa papieża, a on dzięki swemu sprytowi przedostał się do niego pomiędzy nogami fotografa. Papież spojrzał na niego i stwierdził, że nie powinien robić takich rzeczy. Na to chłopiec zapytał bardzo bezpośrednio: „Znasz kobiety”. Jan Paweł II odpowiedział: „No, trochę znam”. Na to chłopiec: „Moja mama, jak wszystkie kobiety, przez 2 godziny przygotowywała się do wyjścia na to spotkanie: malowała się, czesała. Mogło się zdarzyć, że nie mógłbym cię zobaczyć, dlatego uciekłem z domu”. Papież: „Jak to uciekłeś? Przecież mama na ciebie czeka”. „Jest do tego przyzwyczajona”. Po czym chłopiec stwierdził, że choć jest mały i biedny, przyniósł Ojcu Świętemu prezent. Włożył rękę do kieszeni, wyciągnął coś i włożył do ręki Jana Pawła II. Kiedy papież zobaczył, co mu sprezentował chłopiec, pocałował tę rzecz. To był cukierek. Papież powiedział do chłopca: „Dziękuję, nie zasługuję na to”.

- Jan Paweł II często mówił: „Dziękuję, nie zasługuję na to” – dodał A. Mari

Fotograf wspomniał także swoją ostatnią wizytę w Białym Domu z racji spotkania nt. Ronald Regan i Jan Paweł II, 40 lat później - To, co usłyszałem w Białym Domu pokazuje jak ważną postacią dla współczesnego świata był Jan Paweł II. To dzięki Janowi Pawłowi II Polska się zmieniła. To był wielki dyplomata, który połączył Ronalda Regana i Michaiła Gorbaczowa w budowaniu pokoju na świecie – kontynuował Mari.

Po spotkaniu Arturo Mari wraz z żoną kilka minut pomodlili się w kaplicy redakcyjnej pw. Matki Słowa i św. Jana Pawła II.

Arturo Mari był fotografem sześciu papieży, od marca 1956 r. Fotografował Piusa XII, św. Jana XXIII, bł. Pawła VI, Jana Pawła I, św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. Podczas pontyfikatu Jana Pawła II wykonał blisko sześć milionów zdjęć.

Podczas obecnego pobytu w Polsce Arturo Mari jest gościem II Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi” oraz spotkał się z mieszkańcami Częstochowy w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem