Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Cały Twój i... cała twoja

2016-12-15 10:01

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 51/2016, str. 4-5

Archiwum autora
Każdy z nas bez względu na swój stan, wykształcenie czy status społeczny może stać się „Totus Tuus”

Z Andrzejem Moszczyńskim o szerzeniu idei doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej rozmawia ks. Adrian Put

KS. ADRIAN PUT: – „Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” jest dziełem znanym i cenionym. Wiele wydawnictw katolickich ma jego wydania w swojej ofercie. Skąd zatem pomysł na nową redakcję?

ANDRZEJ MOSZCZYŃSKI: – Pomysł zrodził się podczas krzewienia tego nabożeństwa w naszej diecezji, polegającego na docieraniu do ludzi, opowiadaniu o treści „Traktatu...” i ogromnych łaskach płynących z zastosowania praktyk w nim zawartych. Rozprowadzaliśmy również same książeczki. Okazało się, że „Traktaty...” dostępne na rynku są wydawane po trosze bez myślenia o odbiorcy, tylko dla samego faktu ich wydania i zysków komercyjnych. Nie mówię tu oczywiście o wszystkich edycjach, ale w wielu jest tylko treść samego „Traktatu...”, bez wprowadzenia, modlitewnika, poza tym są napisane małą czcionką. Natchnienie przyszło z Nieba, ponieważ w dwóch wydawnictwach, z których korzystaliśmy, nakłady się skończyły. Wykupiliśmy je całe. Zbieraliśmy też uwagi krytyczne od czytelników. Swoje uwagi dodał podczas rozmowy ze mną bp Paweł Socha. Okazało się, że mimo dużej liczby wydań nie ma takiego, które spełniałoby wszystkie oczekiwania. Podczas wizyty w Niepokalanowie, gdzie byliśmy po relikwie św. Maksymiliana dla parafii pw. św. Franciszka, rozmawiając o powyższych sprawach z ojcem wicegwardianem, z jego strony padła sugestia, że może byśmy wydali „Traktat...” sami, z uwzględnieniem wszystkich uwag. Oczywiście podjęliśmy tę inicjatywę, pragnąc przede wszystkim, aby było to wydanie na chwałę Dziewicy Maryi, a nikt z tych, którzy się do tego dzieła przyłożą, nie czerpał żadnych zysków. Wówczas obficie wylało się Boże błogosławieństwo na realizację tego zadania. W przedziwny sposób zaczęły się otwierać wszystkie drzwi oraz pojawili się ludzie, którzy sami nieodpłatnie zaproponowali swoją pomoc.

– Dlaczego ta mała książeczka jest tak ważna dla naszej duchowości?

– Jest to najpiękniejsze i najdoskonalsze dzieło na przestrzeni dziejów Kościoła, dotyczące Najświętszej Maryi Panny i sposobu praktykowania nabożeństwa do Niej, które prowadzi nas najkrótszą, najdoskonalszą i najprostszą drogą do zjednoczenia z Jezusem. Zarazem pokazuje, jak w najdoskonalszy sposób naśladować naszego Pana Jezusa Chrystusa, który przecież przez 90 procent czasu przebywania na ziemi prowadził życie ukryte, będąc całkowicie poddanym i posłusznym swojej Dziewiczej Matce. Oddał tym większą chwałę Bogu, niż gdyby przez te 30 lat głosił Słowo, czynił cuda i nawrócił do siebie wszystkich grzeszników.

– Czy w dziedzinie szerzenia doskonałego nabożeństwa macie już jakieś doświadczenie?

– Do tej pory dzięki naszemu apostolstwu na przestrzeni mijającego roku do rąk wiernych trafiło ponad 2 tys. egzemplarzy „Traktatów...”. Wiemy również, że świadectwo naszego życia, które dajemy, a dotyczące bardzo licznych cudów, które się wokół nas dzieją za wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki, zachęca ludzi do podjęcia próby pójścia tą drogą. Drogą przez Maryję do Jezusa. Najpiękniejszą dla naszego zbawienia.

– W naszej diecezji pojawiała się myśl nowej edycji „Traktatu...”. Proszę powiedzieć, czym różni się to wydawnictwo od innych, wcześniej wydanych?

– Jest oparte na najlepszym tłumaczeniu. Zawiera specjalnie napisany dla nas wstęp dr. Wincentego Łaszewskiego, dotyczący polskich związków z „Traktatem...”, i słowo zachęty od bp. Tadeusza Lityńskiego. Znajdują się w nim bogate objaśnienia, jak wykorzystać skarby zawarte w „Traktacie...”. Jest wydrukowane dużą czcionką w pięknej sztywnej poręcznej oprawie. Patronką wydania jest Pani z Rokitna, której Cudowny Wizerunek znajduje się na pierwszej stronie. Dodatkowo „Traktat...” zawiera w sobie, zgodnie z sugestią bp. Pawła Sochy, bogaty modlitewnik. Jednym z powodów, dla których chcieliśmy mieć swoje wydanie, to cena, która miała być jak najniższa dla odbiorcy. Dzięki Bogu i Maryi nasz „Traktat...” może trafić w ręce czytelnika za 10 zł.

– Treści „Traktatu...” były znane dla wielu świętych. Którzy z nich są Panu szczególnie bliscy?

– Wymienię tylko tych polskich oraz papieży, którzy propagowali to nabożeństwo. Św. o. Maksymilian Kolbe cały oddany Maryi i pragnący zdobyć cały świat dla Niej, św. Jan Paweł II, który przez całe swoje życie kultywował nabożeństwo do Najświętszej Pani, właśnie według tego „Traktatu...”. Dwóch największych prymasów Polski, słudzy Boży August Hlond i Stefan Wyszyński, obaj zawierzeni według „Traktatu...”, oraz papieże: Leon XIII, św. Pius X, Pius XI, Pius XII.

– Z dziełem wydania „Traktatu...” związana jest konkretna wspólnota, a dokładnie wspólnota czcicieli Niepokalanej Matki Miłosierdzia. Po co nam kolejna wspólnota w Kościele? Co nowego możecie wnieść w życie wierzących?

– Jeszcze kilka lat temu każdy z nas był bardzo daleko od Kościoła. Wszyscy doświadczyliśmy ogromu łaski Bożej, wyproszonej nam przez Maryję, oraz wiele cudów w życiu naszym i naszych bliskich, związanych z naszym zawierzeniem i oddaniem się Jej w całości. To Ona wyciągnęła nas z piekła i to Ona pokazała nam, co mamy robić. Za mało miejsca, by o tym opowiadać, może przyjdzie na to czas. Wiemy, że mamy się tymi doświadczeniami dzielić i mówić o Niepokalanej, gdzie się tylko da. Służyć ma to przede wszystkim większej chwale Bożej i ratowaniu dusz.

– Jak wygląda wasza wspólnota? Ile osób ją tworzy, czy spotyka się z wami kapłan i chyba najważniejsze pytanie: czy macie aprobatę Księdza Biskupa dla waszej działalności?

– Tworzy ją ośmiu mężczyzn. Mamy dwóch ojców opiekunów. Bp Tadeusz Lityński stwierdził, że nasza posługa jest dziełem Bożym. Udzielił nam błogosławieństwa, napisał pełnomocnictwo oraz zapewnił o wsparciu i modlitwie. Błogosławił nam i wspiera nas także bp Paweł Socha.

– Jakie dzieła apostolskie podejmujecie w naszej diecezji? Czy są jakieś obszary życia religijnego, za które szczególnie chcecie podjąć odpowiedzialność?

– Krzewienie nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny poprzez dawanie świadectwa i rozprowadzanie „Traktatu...”, który tak naprawdę jest doskonałą receptą na życie wieczne. Od niedawna uczestniczymy w dekanalnych spotkaniach modlitewnych pierwszych sobót miesiąca w Rokitnie. Tam mówimy o nas i – co najważniejsze – o nabożeństwie do Maryi. Jesteśmy obecni również w innych miejscach. Mamy już zaproszenia spoza naszej diecezji i chętnie zjawimy się tam, gdzie możemy, aby mówić o Maryi.

– Jak dzisiaj można żyć przesłaniem św. Ludwika w życiu codziennym? Czy nie są to wymagania zbyt trudne dla nas, współczesnych chrześcijan?

– W 26. punkcie „Traktatu...” św. Ludwik pisze, że dzieło to kieruje do ludzi prostych, mających więcej wiary niż wielu uczonych. Na tyle, na ile człowiek ma wiarę, na tyle wykorzysta skarby tego dzieła. Tak jak św. Jan Paweł II kierował się dewizą „Totus Tuus”, czyli cały Twój, a to zawołanie zaczerpnął z „Traktatu...” św. Ludwika i uczynnił mottem swojego życia. Dowodem na to niech będzie moja rozmowa z kard. Stanisławem Dziwiszem w Krakowie 4 grudnia podczas dziękczynienia za beatyfikację bł. Zbigniewa i Michała – męczenników z Peru. Opowiedziałem mu o naszym apostolacie i w odpowiedzi usłyszałem, że Papież nie rozstawał się z tą książeczką. Wyraźnie wzruszony Ksiądz Kardynał pobłogosławił nam to dzieło i życzył powodzenia. Błogosławieństwa udzielił nam również przebywający tam prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato. Każdy z nas bez względu na swój stan, wykształcenie czy status społeczny może stać się „Totus Tuus” i na tyle, na ile się takim stanie, na tyle Niepokalana stanie się „Tota Tua”, czyli cała twoja, i udzieli dostępu do swojej pełni łask. Każdy więc na miarę swojego zaangażowania i otwartości może być świętym jak Jan Paweł II, czego sobie i Wam życzę. Jest jeszcze jeden aspekt dotyczący tego pytania. Otóż św. Ludwik napisał „Traktat...” w 1715 r. Zawarł w nim proroctwo, że książeczka zaginie na wiele lat. Tak też się stało. Rękopis został odnaleziony w 1846 r. Jednak początkowo nie zdobył popularności. Zaczął być szeroko publikowany dopiero w XX wieku. Również kanonizacja św. Ludwika odbyła się w 1947 r., a więc i Kościół postawił jego duchowość za wzór całkiem niedawno. Można wnioskować, że jego treść kierowana jest głównie do odbiorców żyjących obecnie. Co ciekawe, w tekście autor kilkakrotnie pisze o apostołach czasów ostatecznych. W dwa lata po odnalezieniu rękopisu ma miejsce uznane przez Kościół objawienie Matki Bożej w La Salette. Maryja używa tam tego samego zwrotu, mówiąc do ludzkości: „Wreszcie wzywam apostołów czasów ostatecznych... Wy, mała reszto, która widzicie, bo to jest czas czasów i koniec końców”. Z „Traktatu...” dowiadujemy się, jak zostać takowym apostołem. Czy nie jest to więc wołanie Boga i Jego Matki do nas, ludzi XXI wieku, aby podjąć zwycięską walkę – jak pisał Ludwik w „Traktacie...” – „z diabłem, światem i zepsutą naturą ludzką”.

Tagi:
wywiad

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Australia: abp Wilson postanowił ustąpić ze stanowiska

2018-05-23 10:24

st (KAI) / Adelajda

Arcybiskup Adelajdy w Australii, Philip Wilson uznany wczoraj przez Sąd w Newcastle, w Nowej Południowej Walii winnym ukrywania przestępstw pedofilii ogłosił, że w najbliższy piątek ustąpi ze stanowiska.

Episkopat.pl

Abp Wilson nie wskazał, czy odwoła się od wyroku. 67-letni hierarcha został uznany winnym zatajenia nadużyć, jakich dopuścił się ks. James Fletcher w stanie Nowej Południowej Walii w latach siedemdziesiątych. Ks. Fletcher zmarł w więzieniu w 2006 r., rok po tym, jak uznano go za winnego ośmiu przypadków molestowania ministrantów i skazano na 10 lat pozbawienia wolności.

Sąd w Newcastle orzekł we wtorek 22 maja, że chłopcy powiedzieli ks. Wilsonowi o molestowaniu i że nie zgłosił tego, ponieważ chciał chronić reputację Kościoła. Oczekuje się, że wyrok w sprawie abp Wilson zostanie wydany w czerwcu b.r. Grozi jemu kara do dwóch lat więzienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Szewczuk: świat zapomniał o wojnie na Ukrainie

2018-05-23 17:09

vaticannews.va / Rzym (KAI)

O wojnie trwającej na Ukrainie od 4 lat przypomniał także zwierzchnik tamtejszego Kościoła greckokatolickiego w liście do biskupów włoskich dziękując za bliskość i wsparcie.

pl.wikipedia.org

Abp Światosław Szewczuk wskazał, że wojna ta nie widziała nigdy prawdziwego zawieszenia broni.

Nazwał ją „wojną zapomnianą” toczoną w sercu Europy, która ciągle sieje śmierć i ogromny kryzys humanitarny. Stwierdził, że niczym nie różni się ona od innych wojen, które toczą się w świecie. Spowodowała już śmierć ponad 10 tys. osób; 1,8 mln ludzi musiało opuścić swoje miejsca zamieszkania i przebywa w innych częściach Ukrainy, a cztery miliony ludzi, w tym milion dzieci potrzebuje natychmiastowej pomocy humanitarnej. Oprócz nich wzrasta też ciągle liczba Ukraińców, którzy emigrują do innych krajów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem