Reklama

Cuda dzieją się po cichu

Grudniowy zamach

2016-12-07 13:52

Zdzisław Dudek
Edycja częstochowska 50/2016, str. 7

Zdzisław Dudek
Cmentarz w Niedośpielinie. Kwiaty na grobie Andrzeja Pełki poległego w czasie pacyfikacji kopalni „Wujek”

W kolejną rocznicę stanu wojennego przywołajmy wspomnienie grudniowych wydarzeń. Od dnia haniebnych decyzji władz PRL-u mija właśnie 35 lat

Ranek 13 grudnia 1981 r. Tzw. Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego pod przewodnictwem Wojciecha Jaruzelskiego ogłosiła na terenie całego kraju stan wojenny. Podawały to zgodnie wszystkie stacje radiowe i telewizyjne, także i te zachodnie, polskojęzyczne nadawały częste relacje z kraju. Jak doszło do decyzji niweczącej nadzieje Polaków? Jakie były ostateczne skutki solidarnościowego zrywu? Trzeba przypomnieć, że Polska – jak wiele innych państw środkowej Europy – w wyniku jałtańskich kontraktów od roku 1945 znajdowała się w orbicie sowieckich wpływów. Nie mogliśmy liczyć na jakąkolwiek niezależność. Edward Gierek, ówczesny sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, 29 sierpnia 1980 r. powiedział: – Co się tyczy wolnych związków zawodowych, coraz więcej ludzi się za nimi opowiada. Ja jestem przeciw. Ale jest określona sytuacja, w kraju grozi nam strajk generalny. Może trzeba wybrać mniejsze zło i z tego jakoś wybrnąć.

Sekretarze partii zawsze wybierali między mniejszym a większym złem. Dobro było poza zasięgiem ich wyobraźni i praktycznego działania. Tej samej argumentacji używał Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny. Już 16 sierpnia 1980 r. minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak wydał rozporządzenie nr 031/80 w sprawie zwalczania niezależnego ruchu związkowego. Formalnie NSZZ „Solidarność” powołana została do życia 17 września 1980 r. 4 listopada 1980 r., a więc na 13 miesięcy przed ogłoszeniem stanu wojennego dyrektor biura śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych kieruje do podległych jednostek rozporządzenie w sprawie przygotowania do izolacji list osób kwestionujących podstawy ustroju PRL-u. Od tej daty zaczyna się systematyczne działanie milicji i Służby Bezpieczeństwa przeciwko legalnej, wpisanej w polski porządek prawny organizacji związkowej. Metody, jakie stosowała SB, godne są wykonawców – szantaż, zastraszanie, werbunek konfidentów, intrygi, kuszenie obietnicami awansów. Wszystko to pod wspólną z pozoru niewinną nazwą – gry operacyjne.

Niezależny ruch społeczno-zawodowy, robotniczy, rolniczy, studencki nie mieścił się w formule wasalnego państwa. Stan wojenny był więc przede wszystkim wojskowym zamachem na rodzącą się niezależność. Skutki tej decyzji okazały się tragiczne dla narodowej gospodarki. Stagnacja, marazm, pogłębiający się z każdym rokiem kryzys to jedyny rezultat poczynań wojskowych reformatorów. A do tego odradzające się podziemie opozycyjne.

Reklama

W moim rodzinnym mieście Radomsku także działała podziemna formacja opozycyjna i to już od pierwszych dni po grudniowym zamachu. Własną determinacją odtwarzaliśmy to, co zburzyły wojenne dekrety. Świadomi w pełni zagrożeń, zdawaliśmy sobie sprawę z otaczającej nas rzeczywistości. Angażowaliśmy się w działalność opozycyjną w przekonaniu, że wolnej Polski doczekają być może nasze wnuki. Oczywistym też dla nas było, że miasta tej wielkości co Radomsko nie są miejscem decydujących rozstrzygnięć historycznych. Możemy tylko poprzez własne działanie udzielić wsparcia większym ośrodkom. W tym celu nawiązaliśmy kontakty z Częstochową i Wrocławiem. Zakonspirowana opozycyjna działalność trwała do października roku 1988. W wyniku ogólnopolskiej akcji 16 października tegoż roku wyprowadzamy z podziemia zakonspirowane struktury. Działalność opozycyjna staje się jawna, najbliższe tygodnie są czasem przesilenia. Każdego nurtuje pytanie, jak zachowa się władza? Kontaktujemy się między sobą codziennie, by mieć pewność, że nikogo nie „zapuszkowali”. Trwa to kilka miesięcy. Odprężenie przynosi wiadomość o propozycjach rozmów przy okrągłym stole. Okrągły, bo ma być bez kantów – tak wtedy żartowaliśmy.

Nie wszystkie rozwiązania, jakie zapadły przy tym historycznym meblu, nas satysfakcjonowały. Generalnie był to jednak milowy krok do przodu, zamiast aresztowań rozmowy z opozycją. Na naszych oczach bankrutował system zwany socjalistycznym. Po bankrucie zwykle zostają długi i masa upadłościowa. Taki też spadek odziedziczyła wolna Polska po PRL-u, a w tym niedoinwestowany, przestarzały przemysł, niedowartościowane rolnictwo, oświata na parapetowym poziomie.

W podsumowaniu posłużę się historyczną skalą. Minione dwa wieki Polską wstrząsały wszystkie większe eksplozje, europejskie i światowe. Na ten czas straciliśmy wolność, a każdy niemal zryw niepodległościowy – mimo bohaterstwa i heroizmu – kończył się narodową tragedią. Wyjątki w tym paśmie nieszczęść stanowią dwa okresy. Lata 1918-20, kiedy to po wiekowej niewoli zerwaliśmy pęta zaborczych kajdan. Duch narodu wzniósł się w tym czasie na takie wyżyny, że pokonaliśmy sowieckich interwentów. Drugim okresem udanego zrywu były lata 80. XX wieku, z wysoką oceną zdawaliśmy w tym czasie egzamin z patriotyzmu. Słowa, jakie wypowiedział na placu Zwycięstwa św. Jan Paweł II, wydały obfity plon. Ich rezultatem był robotniczy protest w Gdańsku. Zapoczątkowane zmiany w ciągu jednej dekady przekształciły gruntownie obraz politycznej mapy Europy. Polska, a w ślad za nią kilka innych państw, uzyskały suwerenność. Upadł Związek Radziecki, wolnymi stały się narody: litewski, łotewski, estoński, białoruski, ukraiński.

Dziś na europejskich salonach usilnie lansuje się pogląd, że początkiem geopolitycznych przemian w Europie był upadek berlińskiego muru. To kolejne poważne wypaczenie w ocenie historycznych zdarzeń XX wieku. I o tym w rocznicę tragicznych wydarzeń sprzed 35 lat ośmielam się także przypomnieć. Nie dajmy sobie odbierać tego, co wywalczyliśmy. Pamięć o grudniowej tragedii roku 1981 winniśmy sobie i następnym pokoleniom. A nade wszystko ofiarom grudniowego zamachu.

Tagi:
rocznica stan wojenny

36. rocznica wprowadzenia stanu wojennego

2017-12-27 11:10

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 53/2017, str. II

Powiatowe obchody 36. rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego odbyły się 13 grudnia w sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju

Joanna Ferens
Okolicznościowa akademia w wykonaniu młodzieży

Uroczystości rozpoczęły się od montażu słowno-muzycznego w wykonaniu uczniów biłgorajskiego „Elektryka”, w którym zostały przywołane tragiczne wydarzenia z 13 grudnia 1981 r.

Powtórka z historii

Młodzi ludzie przypomnieli, że na polecenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, której przewodniczył gen. Wojciech Jaruzelski, wprowadzony 13 grudnia 1981 r. na terenie całej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej stan wojenny był niezgodny z Konstytucją PRL. Wprowadzono go na mocy podjętej niejednogłośnie uchwały Rady Państwa. Przypomniano wiersze i piosenki oddające tragedię tamtego czasu. Mówiono w szczególności o tym, że w ciągu pierwszego tygodnia trwania stanu wojennego w więzieniach i ośrodkach internowania znalazło się ok. 5 tys. osób. W okresie trwania stanu wojennego, w 49 ośrodkach internowania na terenie całego kraju, zostało internowanych ogółem ok. 10 tys. osób, w tym ok. 300 kobiet. Byli to głównie przywódcy NSZZ „Solidarność”, doradcy Związku i związani z nim intelektualiści oraz działacze opozycji demokratycznej. Już 24 grudnia 1981 r. 4 tys. osób, głównie przywódcom oraz uczestnikom strajków i protestów, przedstawiono zarzuty prokuratorskie i osądzono, zwykle na kary więzienia.

Pamięć trwa

Centralnym punktem obchodów była Msza św. sprawowana w intencji Ojczyzny. Już na wstępie ks. dziekan Witold Batycki podkreślał, iż wielką wagę ma nasza pamięć od tamtych wydarzeniach przekazywana kolejnym pokoleniom. – Gromadzimy się, aby pomodlić się w intencji Ojczyzny i Polaków, o praworządność, o sprawiedliwy podział dóbr, o to, by z Bogiem żyło nam się szczęśliwie i w dostatku. To dzisiejsze święto i nasza obecność zobowiązuje nas także do dawania czytelnego świadectwa przywiązania do Boga, Polski i naszej historii – wskazał.

W homilii ks. Batycki nawiązywał do słów św. Jana Pawła II i mówił o krzyżu jako znaku polskości. – Dzisiejsza rocznica, kiedy wspominamy wprowadzenie przed 36 laty stanu wojennego, kiedy wspominamy czas, gdy Polak stanął naprzeciw Polakowi, skłania nas do refleksji, ale także uczy, że będziemy zwycięzcami i wolnym narodem tylko wtedy, gdy nie zrezygnujemy z hasła: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska będzie Polską, a Polak – Polakiem!”. Z głębi dziejów, jak wołał św. Jan Paweł II, z naszego jestestwa, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, zaufajmy krzyżowi, jak wielu naszych szlachetnych rodaków. Pójdźmy przed siebie z krzyżem, tą kotwicą naszej nadziei. I choć nieraz jest bardzo ciężko, to miejmy nadzieję, że w krzyżu jest prawdziwa miłość, wytrwanie i zwycięstwo – podkreślał kaznodzieja.

W uroczystościach udział wzięli przedstawiciele środowisk związanych z „Solidarnością”, osoby represjonowane w stanie wojennym, poczty sztandarowe, organizacje kombatanckie, przedstawiciele władz samorządowych oraz mieszkańcy Biłgoraja. Jest to wydarzenie szczególne zwłaszcza dla młodego pokolenia, które ma okazję dowiedzieć się, jak wyglądały czasy komunizmu, zniewolenia i zagrożenia kolejną wojną.

Jedna z młodych uczestniczek wydarzenia podkreślała, iż uroczystości skłoniły ją do poważnych refleksji. – Myślę, że my, młodzi, nie doceniamy tej wolności, którą dziś mamy. Dzięki takim spotkaniom, jak dzisiejsze, lepiej rozumiem wartość wolności i cieszę się, że mogę żyć w wolnym kraju, a także czuję, że moim obowiązkiem jest pamięć o bohaterach tamtych czasów.

Nie tylko 1981

Na obchody 36. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego złożył się również wykład profesora Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie Zbigniewa Osińskiego, który w auli Liceum Ogólnokształcącego im. ONZ w Biłgoraju przypomniał młodym ludziom genezę, przebieg i skutki wprowadzenia stanu wojennego. – Lata 1981-83 to nie jedyny okres natężenia przemocy ze strony autorytarnej władzy wobec społeczeństwa. Warto przypomnieć również wcześniejsze konflikty z lat: 1956, 1968, 1970, 1976 i 1980 roku – mówił prof. Osiński.

***

Organizatorami wydarzenia byli Starostwo Powiatowe, sanktuarium św. Marii Magdaleny oraz Regionalne Centrum Edukacji Zawodowej w Biłgoraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

W ciszy słychać najlepiej

2018-04-18 11:44

Agnieszka Dziarmaga
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 26-29

Miejsce pod Łysicą w pobliżu źródełka św. Franciszka, przytulone do pachnącej żywicą ściany Puszczy Jodłowej. Turyści i pielgrzymi wchodzą tędy na owiany tajemnicą Łysiec w Górach Świętokrzyskich. Święta Katarzyna –to miejsce wybrały sobie ponad 200 lat temu bernardynki klauzurowe. A może legendarne uroczysko wybrało sobie mniszki za osadniczki?

T. D.
Matka przełożona dogląda plonów w przyklasztornym ogrodzie

Wiosną, gdy przekwitną leszczyny i zazielenią się łąki, zaludnia się szlak na Łysicę. Niektórzy mają szczęście podpatrzeć mniszki pracowicie gracujące grządki w ogrodzie (który rozsławił je w okolicy), a nawet sprawnie jeżdżące na traktorze. Gospodarstwo sióstr to rzecz wymagająca. Jednak istotą tego pracowitego życia, spędzanego w klasztornych murach i otaczającym je ogrodzie do ostatniego oddechu, pozostaje modlitwa. I więź z Jezusem, której wciąż i wciąż im za mało.

Z Drzewicy do puszczańskiego eremu

Bernardynki posługują wyłącznie w Polsce, a w Świętej Katarzynie od 1815 r. Obowiązująca klauzura konstytucyjna nakłada na to skromne, pracowite i przemodlone życie określone reguły. Oficjalna nazwa zakonu brzmi: Mniszki Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu.

Korzenie duchowości i historii bernardynek to Trzeci Zakon św. Franciszka. Powstanie bernardynek jest związane z działalnością w Polsce św. Jana Kapistrana. Siostry były najpierw tercjarkami. Wspólnotowe życie zamknięte, jeszcze nie w pełni klauzurowe, podjęły w 1459 r. w klasztorze na krakowskim Stradomiu. W XVI wieku istniało już ponad 30 domów żeńskich w Polsce. W 1561 r. Pius II dla pierwszych sióstr żyjących w klauzurze nadał pierwsze ustawy połączone ze ślubami. Nowelizacje ustawowe następowały z nadania kolejnych papieży – Mikołaja IV i Leona X. Początki klasztoru drzewickiego – macierzystego dla św. Katarzyny – to z kolei 1626 r. Gdy klasztor w Drzewicy spłonął, siostry tułały się po dworach szlacheckich i doświadczały z całym narodem klęsk powstańczych; były to trudne czasy popowstaniowe. 19 lipca 1815 r. decyzją kapituły w Paradyżu i z nadania biskupa de Boża Wola Górskiego siostry osiedliły się w Świętej Katarzynie. Do klasztoru pod Łysicą przybyło 8 sióstr. Miejsce było niezwykłe, na poły owiane legendą. Nazywały je eremem. Pierwszy kościół miał wznieść, z pomocą bernardynów, Włocławek – dawny rycerz Jagiełły, który zapragnął życia pustelniczego, a zarazem szukał schronienia dla figurki św. Katarzyny, którą przywiózł z Ziemi Świętej. Kościół i klasztor Bernardynów erygował bp Jan Rzeszewski w 1478 r. Zabudowania niejednokrotnie niszczyły pożary, m.in. w 1847r., co wymuszało przebudowę obiektu.

„Partyzantka”, oświata, nowinki

Bernardynki osiadłe w Świętej Katarzynie, pomimo nękających ich dom pożarów, nie opuściły nowej siedziby i odbudowały klasztor z kościołem. W 1864 r. klasztor został uznany za etatowy – we wspólnocie mogło być do 14 sióstr. W 1905 r. wraz z ukazem tolerancyjnym otwarto nowicjat dla 6 sióstr. W 1920 r. było ich już 20.

Do II wojny światowej klasztor utrzymywał się z jałmużny oraz z posagów, które wnosiły kandydatki pochodzące ze szlacheckich lub mieszczańskich rodzin. Siostry na co dzień oddawały się przede wszystkim modlitwie, wykonywały prace domowe, specjalizowały się w hafcie, natomiast sprawy gospodarcze prowadzili tercjarze przy klasztorze.

II wojna światowa nie ominęła klasztoru, który po części, od strony gospodarczej, zajęli Niemcy. M. Bernarda Karmańska, doskonale władająca niemieckim, potrafiła stworzyć pozory względnie poprawnych relacji, które były przykrywką dla udzielania pomocy partyzantom. I tak tercjarki, idąc po wodę do źródełka św. Franciszka, w konewkach dostarczały zupę polskim partyzantom... Klasztor nie uniknął represji, w tym rewizji. Czasy PRL-u stwarzały kolejne zagrożenia, ale powoli do zakonu wkraczały nowinki – m.in. podłączenie energii elektrycznej w latach 50. ubiegłego wieku wniosło spore zmiany w codzienne życie sióstr.

W okresie powojennym siostry z pomocą tercjarek prowadziły szkołę dla dziewcząt, która funkcjonowała jeszcze w latach 60. XX wieku. Placówka stanowiła kontynuację inicjatyw przedwojennych i łączyła się z misją bernardynek. – Bernardynki, gdy przybyły do eremu pod Łysicą, przywiozły ze sobą kilka dziewcząt, którym udzielały nauki w Drzewicy. Tutaj liczba ich wzrosła do dziewięciu – wyjaśnia s. Krystyna. O formalnej szkole można mówić w zasadzie od 1925 r. Uczennice – dziewczęta głównie z chłopskich rodzin – uczyły się prac domowych: gotowania, szycia, haftu, materiałoznawstwa, poznawały podstawy języka polskiego i, co może najważniejsze – uczyły się budować relacje międzyludzkie, żyć wiarą. Siostry do dzisiaj wspominają imiona nauczycielek zapisanych w dziejach szkoły: s. Emanuela, s. Asumpta, s. Piusa, s. Koleta, s. Hiacynta czy niezapomniany nauczyciel historii Bolesław Skrzeczyna. Doskonale pamięta tamte czasy 91-letnia dziś s. Piusa, która pracowała w księgowości i pomagała w szkole.

Gdy otworzono świecką szkołę w Świętej Katarzynie, placówka sióstr została zamknięta (1962 r.), ale jeszcze do dzisiaj zjawiają się u furty dawne wychowanki, by dziękować i ciepło wspominać pobierane tutaj nauki, tak jak p. Maria, mieszkanka Michniowa, która zachowuje w pamięci jasełka, przedstawienia. Stanisław Rembowiecki (obecnie mieszkaniec Nowej Soli) wspomina gospodarskie i kulinarne talenty swojej mamy – absolwentki szkoły sióstr, która wspaniale potrafiła ugotować coś z niczego.

Wpływ na klasztorne życie miały także zmiany posoborowe, skutkujące z jednej strony reformą liturgii – wprowadzeniem do niej języka polskiego, ale i rezygnacją z wyposażania kandydatek w wiano, wreszcie udoskonalaniem warunków życia w klasztorze (rewolucją było choćby założenie centralnego ogrzewania; w klasztorze w całości zbudowanym z kamienia utrzymywała się przejmująca wilgoć, opał był drogi, pomieszczenia – wciąż niedogrzane).

Świat puka do furty

Czy krata odgrodziła siostry od świata i jego spraw? Absolutnie, znają je jak mało kto, jak wytrawne socjolożki i psycholożki, bo dzisiejszy, zapędzony i goniący za sukcesem świat wciąż wyrzuca na margines tych, którzy nie nadążają. Jest ich dużo, bardzo dużo, coraz więcej. To oni dzwonią do klasztoru i proszą o chwilę rozmowy, pukają do furty, gdzie cierpliwie wysłuchuje ich s. Krystyna, piszą maile. Młodzi, coraz więcej młodych. Problemy? Siostra przełożona Tadeja Strona wylicza wszelkiego rodzaju uzależnienia, które ich uwięziły: od alkoholu, narkotyków i używek po zniewolenie przez seks i Internet. Wiele młodych małżeństw prosi także o wymodlenie wyczekiwanego poczęcia dziecka. Wielu rozmówców tak niewiele sobie obiecywało po wizycie w klasztorze, wielu trafiło tutaj niespodziewanie, a potem dziwią się, że doznali uzdrowienia, że „tego rodzaju rzeczy można usłyszeć u sióstr”...

W Polsce nadal panuje silna wiara w skuteczność modlitwy sióstr bernardynek. – Choć żyjemy za kratą, poza światem – dla Pana Jezusa i z jak najczęstszą modlitwą, której tak bardzo pragniemy – to zewnętrzny świat przychodzi do nas z intencjami, rozmowami, w listach. Szczególnie młodzi ludzie tak bardzo potrzebują kontaktu, uwagi, rozmowy – mówi matka przełożona.

Siostry poznają także ten zewnętrzny świat przez kościół klasztorny pw. św. Katarzyny, w którym modlą się parafianie i turyści. Przypatrują się im z klauzurowego chóru. Są organistkami, zakrystiankami, dbają o kwiaty i bieliznę kościelną, starają się sprostać zainteresowaniu ze strony turystów. W świecie poza murami klasztoru mniszki są w pewnym sensie obecne przez owoce swojej pracy: słynne na całą Polskę hafty, kwiaty z ogrodu, sad i warzywniak (obdarzają one mnóstwem plonów, które są potem przerabiane w klasztornej kuchni), miody z własnej pasieki. Jedna z sióstr jest absolutną specjalistką w harmonijnej współpracy z pszczołami. Dzisiaj ogród – w którym gościłam nie raz i rozkoszowałam się widokiem kolekcji róż, podziwiałam wypieszczone szklarnie, czereśniowe drzewa, zagony bobu i szpinaku – to gospodarstwo na własne potrzeby, choć jeszcze do lat 80. XX wieku funkcjonowała tu szklarnia z pomidorami i nowalijkami. Pamiętam, jak śp. bp Kazimierz Ryczan opowiadał, jaki to specjał: zsiadłe mleko i placki ziemniaczane z klasztornej kuchni...

Tajemnica i zaproszenie

W Świętej Katarzynie posługuje dziś 26 sióstr w wieku od 33 do 91 lat. Potrzeba im młodych, modlą się o powołania, których spadek dotyka większość zakonów i zgromadzeń, tak jak niż demograficzny dotyka polskie szkoły. A powołanie? To zawsze zaproszenie i tajemnica, to wybór – jak mówią – „większej miłości”.

S. Kamila, góralka, od dawna czuła, że to jest to; przez znajomego księdza i jego opowieści poznawała charyzmat i to tajemnicze, z pozoru inne życie. Nudne? – Każdą minutę mamy zagospodarowaną, każda jest na wagę złota, tym bardziej że nas tak ciągnie do Pana Jezusa... Każda z nas jest nabrzmiała tymi intencjami, ludzkimi prośbami, a że mamy to szczęście, iż Jezus jest w zasięgu naszych rąk, to biegniemy do Niego – opowiada matka przełożona.

– „Pójdź za Mną, jeśli chcesz” – te słowa Jezus nieustannie zasiewa w ludzkim w sercu, zasiał je również w moim. Dla mnie być powołaną to być w drodze, na której wybieram bycie z Jezusem, mając pewność, że On mnie uprzedza – tłumaczy s. Kamila. – Uprzedza mnie swoim słowem, które codziennie kształtuje moją tożsamość i posłannictwo w życiu klauzurowym. Jego gesty miłości, które odkrywam, pochylając się nad słowem Bożym, przemieniają mnie i zanurzają w pięknie Jezusowego człowieczeństwa. Ukazują mi, że 30 lat ukrytego życia Jezusa to ukłon Boga Ojca w stronę mojej codzienności, która również jest niewidoczna dla świata, jest cicha, prosta, ukryta za murami – wyjaśnia.

Codzienne życie

Pobudka jest o godz. 5 rano, 20 minut później siostry w kaplicy modlą się Liturgią Godzin i modlitwą myślną. Po półgodzinnej przerwie – Msza św., którą odprawia ksiądz kapelan. Po śniadaniu mniszki rozchodzą się do swoich prac: w pralni, prasowalni, kuchni, na furcie  w zakrystii, w infirmerii, ogrodzie, sadzie, gospodarstwie, przy hafcie i w sekretariacie. Praca trwa do 11.45. W południe – „Anioł Pański”, Liturgia Godzin, Koronka do Miłosierdzia Bożego, intencje danego dnia. Od 12 do 12.30 trwa odbywany w milczeniu obiad (milczenie znoszą tylko święta kościelne lub imieniny którejś z sióstr). Potem poobiednie prace do ok. 16.25. Wówczas rozpoczyna się blok modlitw popołudniowych.

Już o godz. 16.30 siostry gromadzą się na Nieszpory i półgodzinną medytację. O 17.30 jest kolacja, zaś o 18 – nabożeństwo z modlitwą różańcową lub Msza św. w kościele. Kompleta – modlitwa na zakończenie dnia trwa mniej więcej do godz. 19. Wszelkie zajęcia indywidualne kończą się o 21 i nad wspólnotą klauzurową zapada cisza nocna.

Od kilku lat w ten cykl siostry włączyły codzienną godzinną, odbywaną indywidualnie, adorację Najświętszego Sakramentu oraz intencje Kościoła, Ojca Świętego, wskazania roku duszpasterskiego i te indywidualne, ludzkie. Dużo tej modlitwy...

Za murami klasztoru czas płynie inaczej. W ciszy, rytmicznie, z określoną dyscypliną. Jakąś cząstką siebie każdy z nas zazdrości tego czasu wygospodarowanego na modlitwę, tej szansy na spojrzenie w głąb siebie, tego ogrodu pięknego jak marzenie wiosną i latem, a zimą przygarniającego wszelkie ptactwo z Puszczy Jodłowej. Zazdrościmy zdrowej kuchni bez ulepszaczy, normalnego czasu pracy, odpoczynku, snu. I ciszy. I zespolenia z Jezusem, najwyższym Dobrem, i niewahającej się przed niczym – pewności. Siostry wybrały najlepiej.

Kontakt:
Klasztor sióstr Bernardynek klauzurowych
ul. Kielecka 2, Święta Katarzyna, 26-010 Bodzentyn
tel. 41 311 22 19, e-mail: sbernardynki@gmail.com, https://bernardynkiklauzur.wixsite.com/swietakatarzyna

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bible-ing w Częstochowie

2018-04-22 17:58

Ks. Mariusz Frukacz

„Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”, pod takim hasłem na zakończenie Tygodnia Biblijnego odbył się 22 kwietnia w archidiecezji częstochowskiej Bible-ing, czyli medytacja Słowa Bożego na ulicach miasta.

Ks. Mariusz Frukacz

Organizatorem tegorocznego Bible-ingu był m.in. Zespół ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

W Częstochowie w wydarzeniu wzięło udział ponad 50 osób, które najpierw o godz. 15. 00 spotkały się na modlitwie na placu przykościelny przy parafii św. Jakuba, by następnie udać się w różne miejsca w centrum miasta.

Zobacz zdjęcia: Bible-ing w Częstochowie

Bible-ing to piętnastominutowa medytacja Pisma Świętego w zupełnej ciszy. W rozmowie z „Niedzielą” Karol Jakubczyk, który uczestniczył w Bible - ngu po raz pierwszy zaznaczył, że to dla niego bardzo ciekawe doświadczenie. - Uważam, że Pismo Święty ma duży wpływ na nasze życie. Czasem odnajduję w nim coś, co naprawdę chwyta za serce – powiedział Karol Jakubczyk.

Natomiast siostra Ewelina Dudzik, zmartwychwstanka, dodała: „Obecność nasza z Pismem Świętym w centrum miasta jest jakimś znakiem dla tych, którzy przechodzą obok nas. Jest to niezwykła okazja do dania świadectwa o obecności Chrystusa w tej przestrzeni, w której żyjemy na co dzień. Ludzie przechodzący zatrzymują się i czasem pytają o naszą wiarę”.

- Każdego roku w Bible-ingu uczestniczą nowe osoby i jest ich coraz więcej. Ci, którzy wcześniej doświadczyli czegoś ważnego podczas Bible-ingu w poprzednich latach przyprowadzają tutaj swoich bliskich, znajomych i przyjaciół – podkreśliła Agnieszka Armacińska, rzeczniczka Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

Zdaniem Agnieszki Armacińskiej „to jest niezwykła atmosfera działania Słowa Bożego”. - Radością dla nas jest również to, że osoby, które przechodzą obok nas to czasem się zatrzymują, by wspólnie pomodlić się, albo też porozmawiać o wierze – dodała rzeczniczka Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Częstochowskiej.

Również ks. Michał Krawczyk z Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji powiedział, że „to, co rozważamy i czym chcemy żyć, to trzeba z tym słowem iść do innych i nim ich obdarować”.

Uczestnicy Bible-ingu w Częstochowie rozważali Ewangelię o Dobrym Pasterzu (J 10, 11-18).

Wydarzenie odbyło się również w Radomsku (Plac 3-go Maja), Wieluniu (Plac Legionów) i Zawierciu ( ul. Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego 2 - przy fontannach).

M. in. w Bible-ingu w Wieluniu wziął udział również bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Pierwszy raz Bible-ing odbył się na ulicach Częstochowy 20 kwietnia 2013 r. z inicjatywy nazaretanki, siostry Goretti Jach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem