Reklama

Czas na walkę z oszczercami

2016-12-07 11:09

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 50/2016, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Maciej Świrski

O „zupie aksjologicznej” i znaczeniu dobrego imienia kraju dla jego bezpieczeństwa z Maciejem Świrskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Kilka lat temu „z wściekłości na obrażanie dobrego imienia Polski” powstała Reduta Dobrego Imienia. Co ostatecznie zadecydowało o tym, że postanowił Pan powołać tego rodzaju obywatelską inicjatywę nie tylko sprzeciwu, ale też aktywnej obrony dobrego imienia Polski?

MACIEJ ŚWIRSKI: – Dobrze pamiętam ten konkretny moment, 27 listopada 2012 r., gdy pod wpływem obejrzenia filmu „Pokłosie” stwierdziłem: dość tego, sprawy zaszły już za daleko – ten film nie tylko fałszuje historię Polski, ale także zakłamuje współczesną polską rzeczywistość! Polacy do tej pory nie przeciwstawiali się temu zdecydowanie, do tego dochodziła lękliwość w mówieniu o tej kwestii – uznałem, że czas to przerwać.

– A właśnie takie filmy jak „Pokłosie” rozjątrzały jeszcze traumę wojenną...

– Nie tylko takie filmy. Żeby ta trauma przestała boleć, powinna być uczciwie opowiedziana. Jako naród nie przeszliśmy odpowiedniej terapii, bo prawdziwej opowieści o tych naszych polskich losach z paroma wyjątkami do tej pory nie było.

– Nie można do niej zaliczyć mnóstwa „wojennych” książek i produkcji filmowych?

– Trudno tak potraktować „Stawkę większą niż życie” czy „Czterech pancernych i psa” oraz mnóstwo innych zakłamanych filmów i książek. „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy zyskał popularność tylko dlatego, że dawał złudne wytchnienie, bo pokazywał pokolenie Armii Krajowej, natomiast już to, jak zakłamuje prawdę o AK, było mniej ważne. Literatura emigracyjna była za żelazną kurtyną i twórczość np. Józefa Mackiewicza nie miała wpływu na przepracowanie traumy przez Polaków. Dopiero teraz zaczyna on być szerzej znany.

– Po 1989 r. natomiast zaczęto nam wmawiać, że niepotrzebnie pielęgnujemy narodową martyrologię.

– Zawsze zbyt wiele dajemy sobie wmówić. Po 1989 r. wszyscy, którzy przekazywali tę boleśnie prawdziwą polską opowieść – jak np. Józef Mackiewicz – byli wyklęci i wyszydzeni przez silne w III RP środowisko kreujące tzw. pedagogikę wstydu, która sprawiała, że Polacy prawie zupełnie przestali się bronić przed wszelkimi zniesławieniami. W polskiej rzeczywistości społecznej w sferze wartości powstawało coś, co nazywam postmodernistyczną „zupą aksjologiczną”; wszystko stawało się relatywne – bohaterskie obalenie komunizmu przez naród, Solidarność, będąca szczytem polskiej samoorganizacji społecznej, jest już tylko wyśmiewanym „styropianem”... Wyśmiewana wiara, postaci bohaterskich kapłanów... Polacy po 1989 r. tracili wszystkie ważne punkty odniesienia.

– Tuż po utworzeniu Reduty, która miała bronić dobrego imienia Polski w świecie, mówił Pan, że ma ogrom pracy wewnątrz kraju.

– Tak, dlatego że trzeba wciąż przeciwdziałać „pedagogice wstydu”, która jest narzędziem tych, którym jest na rękę utrzymanie statusu Polski jako kraju zależnego, niemogącego zabierać głosu nawet we własnej obronie, któremu można sprzedać tandetne paciorki, czyli choćby produkty gorszej jakości niż na Zachodzie, opatrzone tą samą uznaną marką. Pierwszorzędnym zadaniem takich organizacji jak Reduta jest więc budzenie Polaków do tego, aby nie godzili się na to gorsze traktowanie. Chodzi nam nie tylko o to, aby nie zniesławiano Polski, ale też o podwyższenie ogólnego statusu narodu polskiego, o poczucie godności i pełnowartościowości. W statucie Reduty zapisaliśmy utrwalanie tożsamości i poczucia dumy narodowej. Tu chodzi o pewne poczucie wewnętrznej siły u ludzi, którzy wiedzą, że mają własne państwo, którzy je budują, rządzą nim i go bronią. Tak jak było w I Rzeczypospolitej.

– W jaki konkretnie sposób Reduta realizuje dziś swoje działania statutowe?

– Pierwszą dużą akcję podjęliśmy w związku z antypolskim, wręcz rasistowskim filmem „Nasze matki, nasi ojcowie”; oprócz demonstracji pod warszawską siedzibą niemieckiej stacji ZDF złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury – sprawa jest w sądzie. Reduta stara się monitorować wszelkie przejawy prowadzonej od kilkudziesięciu lat niemieckiej polityki historycznej, która odwraca uwagę od zbrodni Niemców, a z Polaków stara się zrobić współwinowajców. Niestety, do tej pory – także z powodu bierności Polaków, uzależnienia młodych polskich elit poprzez rozmaite niemieckie stypendia itp. – skutecznie udało się Niemcom puścić w świat określenie „polskie obozy śmierci”.

– Ten termin nie wynika tylko z niewiedzy lub z bezmyślności?

– Według informacji, które pojawiły się kilkanaście lat temu w dzienniku „Bild”, na początku lat 50. ubiegłego wieku w Organizacji Gehlena powstała „Agencja 114”, zatrudniająca dwóch byłych esesmanów, którzy jako specjaliści od wywiadu i dezinformacji wymyślili termin „polskie obozy zagłady”. Jest to prawdopodobne, ponieważ Niemcy, którzy przygotowywali się wtedy do wejścia do NATO, próbowali wybielić swój obraz. Do dziś skutecznie prowadzą politykę „dzielenia się winą”. Z opisu niemieckich zbrodni skreślono – i to na całym świecie – słowo „niemieckie” i zastąpiono je słowami „nazistowskie” i „hitlerowskie”.

– Reduta zamierza konsekwentnie rozliczać polsko-niemieckie zaszłości?

– Tak, oczywiście w taki sposób, jaki jest dziś możliwy. Trzeba przede wszystkim głośno i odważnie mówić o tym, że Niemcy nie rozliczyli się ze swej historii. Dotychczas zostało ukaranych zaledwie 5-7 proc. wojennych zbrodniarzy; większość sprawców zbrodni popełnionych na polskich obywatelach nie została ukarana.

– Czy zaproponowana przez Redutę akcja zamiany tablic upamiętniających zbrodnie II wojny światowej w celu wskazania Niemców jako winnych zbrodni ma w dzisiejszej Polsce szansę powodzenia?

– Tak, moim zdaniem – wymaga tylko woli politycznej. Jeśli chodzi o Warszawę i tzw. tablice Tchorka, to koszt wymiany napisów szacujemy na ok. 1 mln zł. Dysponentem warszawskich tablic jest miasto, a więc dopóty, dopóki PO będzie rządziła stolicą, nie będzie to możliwe.

– Wydaje się, że od roku Reduta może już działać pełną parą...

– To prawda, ale okazuje się, że jednak nie zawsze i nie w każdej sprawie. Z pewnością udało nam się sprawę obrony dobrego imienia wyartykułować w taki sposób, że stała się ona elementem agendy politycznej rządu. Oczywiście, były i przedtem działania oraz myślenie na ten temat, jak chociażby książki prof. Jerzego Roberta Nowaka, działalność mec. Lecha Obary, jego kancelarii i Stowarzyszenia Patria Nostra, a jeszcze wcześniej akcja „Rzeczpospolitej”... Wydaje mi się, że udało się sformułować argumentację polityczną, która przemówiła do polityków i dzięki temu znalazła się w agendzie politycznej.

– Obrona dobrego imienia wymaga specjalnych uzasadnień?!

– To uzasadnienie muszą usłyszeć przede wszystkim ci, którzy godzili się i nadal godzą na zniesławianie Polski. Im trzeba jasno wytłumaczyć, jak silny jest związek dobrego imienia kraju z jego bezpieczeństwem. Otóż to politycy krajów NATO będą decydować o ewentualnym udzieleniu Polsce sojuszniczej pomocy wynikającej z art. 5 Traktatu NATO. A te decyzje oceniać będą wyborcy, zatem nie jest bez znaczenia to, jaki jest stosunek obywateli państw członkowskich Sojuszu do Polski i Polaków. Tymczasem niewiele brakuje, by w oczach Europejczyków Polacy zostali uznani za spadkobierców katów z Auschwitz... Politycy podejmujący decyzje o udzieleniu Polsce pomocy w przypadku agresji będą na to patrzyli przez pryzmat własnego interesu politycznego. Jeśli wyborcy nie będą darzyli sympatią Polaków – to decyzji o pomocy nie będzie. Jak widać, obrona dobrego imienia Polski jest więc niezwykle ważnym elementem zabezpieczenia polskiej niepodległości i bezpieczeństwa narodowego.

– A zatem nie chodzi wyłącznie o tę urażoną dumę ani o rzekome polskie przewrażliwienie, które często się nam wytyka?

– Ani nawet o znieważony patriotyzm, bo tego akurat nikt na świecie nie bierze pod uwagę. A i nie dla wszystkich Polaków tego rodzaju „duchowa” motywacja jest przekonująca; trafia do nich jedynie twarda argumentacja dotycząca bezpieczeństwa.

– Dobre imię kraju to dziś rodzaj twardej waluty?

– Z pewnością wizerunek państwa jest jednym z ogniw łańcucha bezpieczeństwa narodowego. Oprócz silnego wojska musimy mieć silne dobre imię, żeby inne narody chciały z nami współdziałać i nas nie lekceważyły. Te dwa czynniki się uzupełniają. Przede wszystkim jednak powinniśmy się zbroić. Wreszcie powstają Wojska Obrony Terytorialnej.

– Tymczasem im bardziej walczymy o to dobre imię, tym częściej spotykamy się z krytyką i niezrozumieniem świata – tak przynajmniej twierdzą polscy politycy opozycyjni. Długa droga przed nami?

– Długa i niełatwa. Jesteśmy na jej początku, na etapie diagnozy. RDI prowadzi stałe skanowanie Internetu za pomocą specjalnego narzędzia, które opracowaliśmy w celu wykrycia naruszeń dobrego imienia Polski i Polaków, i oczywiście reaguje na nie w sposób adekwatny i na miarę, niestety skromnych, możliwości. Mimo że Reduta jest instytucją walczącą na pierwszej linii, to jednak potrzebne są znacznie szersze działania. To państwo powinno – i wreszcie zamierza – aktywnie działać na rzecz wizerunku Polski w świecie.

– Co wynika ze skanowania naruszeń dobrego imienia Polski i jakie są ich główne źródła?

– Oprócz niemieckiego są jeszcze dwa główne źródła oszczerstw, wynikające z bardzo konkretnych interesów. Przede wszystkim rosyjskie; Rosji chodzi o osłabienie pozycji Polski w NATO. Trzecim źródłem są pewne środowiska żydowskie, które starają się wydobyć z Polski pieniądze – tzw. roszczenia.

– Wydaje się, że wobec tak potężnych wrogów skromna organizacja społeczna musi być bardzo bezradna...

– Zwyciężają ci, którzy nie wiedzą, że czegoś nie można zrobić. I się nad tym nie zastanawiają, tylko robią. Poza tym państwo nie wszystko może zrobić na tym polu.

– To znaczy?

– Gdy pewne wydawnictwo w Kanadzie używa sformułowania „polskie SS” w odniesieniu do sprawy związanej z białostockim gettem, to niekoniecznie musi interweniować polski ambasador, podając sprawę do sądu. Istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że przegra – a w ten sposób przegra państwo polskie. W takiej sytuacji lepszy byłby pozew skierowany właśnie przez uprawnioną organizację społeczną lub osobę prywatną.

– Reduta robi to z lepszym skutkiem?

– Chodzi o to, że taka przegrana państwa nie jest dobra dla wizerunku Polski. Prawnicy Reduty – mec. Lech Obara i mec. Monika Brzozowska – dopracowali się doktryny prawnej dotyczącej dobrego imienia narodu respektowanej przez polskie sądy, pozwalającej tego rodzaju sprawy sądzić w Polsce. Będziemy teraz pozywać przed polskie sądy tych oszczerców, którzy działają na terenie Europy – niemieckie gazety, polityków – żeby wyegzekwować od nich sprostowania.

– Reduta przymierza się też do tropienia żyjących jeszcze oprawców wojennych. Jak zamierzacie to robić?

– To cały duży kompleks spraw zaniechanych przez państwo polskie i sabotowanych przez państwo niemieckie. Teraz nadal trudno się do nich zabrać, ponieważ sprawy zbrodniarzy wojennych tkwią w archiwach i jako akta prokuratorskie do niedawna były tajne. Dopiero po ich odtajnieniu można wobec jeszcze żyjących zbrodniarzy przynajmniej występować o zadośćuczynienie. Praca nad upowszechnianiem materiałów źródłowych na temat terroru niemieckiego w Polsce właśnie się zaczęła – robi to niedawno założony przy Ministerstwie Kultury Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego.

– Niektórzy powiedzą, że można by już zostawić w spokoju tych 90-letnich staruszków...

– Żydzi ścigają konsekwentnie esesmanów z załóg obozów koncentracyjnych, nawet takich, którzy byli telefonistami czy księgowymi. Polacy powinni robić to samo. Na pewno żyją jeszcze uczestnicy pacyfikacji Zamojszczyzny, mordercy z Wehrmachtu i SS. Dowódcy już nie żyją, ale najmłodsi z nich tak – szeregowcy, którzy palili wsie i strzelali.

– Reduta korzysta z Internetu, z mediów społecznościowych, dzięki nim organizuje i kształtuje opinię publiczną, jednak teraz musi iść z nimi na wojnę, właśnie z powodu spraw, o które walczy.

– Tak trzeba! Niedawno Onet – portal należący do niemiecko-szwajcarskiego wydawnictwa Ringier Axel Springer opublikował zdjęcie kobiet prowadzonych przez niemieckich żołnierzy, a obok napisał o prostytucji Polek z Niemcami podczas II wojny światowej. Wystąpiliśmy przeciwko Onetowi w imieniu Krystiana Brodackiego, który rozpoznał na tym zdjęciu swoją matkę tuż przed rozstrzelaniem w Palmirach... Facebook natomiast dopuszcza profile zniesławiające św. Jana Pawła II i likwiduje te o charakterze religijnym, zwłaszcza chrześcijańskim, oraz narodowo-patriotycznym. Globalne media coraz częściej pozwalają sobie na tego rodzaju manipulacje i oszczerstwa – teraz spotkają się ze zdecydowanym sprzeciwem.

– Czy jako prezes RDI nie czuje się Pan jednak zbyt bezradny w tej zagęszczającej się „zupie aksjologicznej”?

– Mamy do czynienia z bardzo silnym, sprawnym i przemyślnym przeciwnikiem. Reduta Dobrego Imienia nie na darmo nazywa się „Dobrego Imienia”! Nawiązuje w sposób świadomy do XVI-wiecznego „Nomen bonum nomen Iesu”. 3 stycznia mamy święto patronalne Reduty – Najświętszego Imienia Jezus.

* * *

Maciej Świrski
Publicysta, prezes Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom, członek Rady Dyplomacji Historycznej przy MSZ

Tagi:
wywiad rozmowa

Ogień Ewangelii

2018-02-07 10:50

Z ks. patrykiem Chocholskim i ks. Tomaszem Nowakiem rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 24-25

Z okazji jubileuszu 200-lecia przybycia św. Jana Marii Vianneya do Ars, które miało miejsce 11 lutego 1818 r., z ks. Patrykiem Chocholskim, kustoszem tamtejszego sanktuarium, którego dziadek był Polakiem, oraz z ks. Tomaszem Nowakiem, kustoszem sanktuarium tego świętego w Mzykach w archidiecezji częstochowskiej – rozmawia ks. Jacek Molka

Bożena Sztajner/Niedziela
Ks. Patryk Chocholski i ks. Tomasz Nowak w studiu telewizyjnym „Niedzieli”

KS. JACEK MOLKA: – Księże Patryku, czy w związku z jubileuszem przewidziane są w Ars jakieś szczególne religijne wydarzenia?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Uroczystości będą trwały cały rok. Zaczną się one 11 lutego br. pod przewodnictwem kard. Beniamina Stelli, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, który odprawi Mszę św. na ich rozpoczęcie.

Drugim ważnym wydarzeniem będą rekolekcje kapłańskie dla duchownych z całego świata. Odbędą się one w dniach 24-29 września br. Chcemy pochylić się nad nauczaniem św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów, by z niego czerpać inspirację do posługi kapłańskiej w dzisiejszym zmieniającym się świecie.

– Kto wygłosi te rekolekcje?

– Zaprosiliśmy, za zgodą Kongregacji ds. Duchowieństwa, o. Enza Bianchiego, jednego z watykańskich doradców ds. ekumenizmu i znawców świętego proboszcza z Ars, by powiedział kapłanom, co znaczył dla św. Jana Marii Vianneya zwrot „ogień Ewangelii”. To też jest hasło rekolekcji.

– Ksiądz Kustosz ma polskie korzenie. Można więc powiedzieć, że Ars jest w jakimś sensie polskim sanktuarium...

– W pewnym sensie można tak powiedzieć, bo po raz pierwszy kustosz ma polskie nazwisko. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że większość pielgrzymów, którzy przybywają do Ars, to właśnie Polacy.

– A propos pielgrzymów. Jak wygląda ruch pielgrzymkowy w Ars?

– Pątnicy przybywają indywidualnie i w zorganizowanych grupach. Pielgrzymują księża, siostry zakonne i osoby świeckie. Nie tylko do Ars, ale również do Lourdes czy Fatimy. Podkreślę, że prawie codziennie przybywa przynajmniej jeden autokar z Polski. Warto tam pielgrzymować. Warto dosłownie skosztować tego miejsca. Serdecznie zapraszam do Ars.

– W Mzykach na uroczystościach związanych z jubileuszem św. Jana Marii Vianneya gościł niedawno kustosz sanktuarium w Ars...

KS. TOMASZ NOWAK: – 14 stycznia br. w parafii w Mzykach Mszy św. przewodniczył ks. Patryk Chocholski. W Eucharystii uczestniczyło wielu wiernych. Odbył się też okolicznościowy koncert. Ks. Patryk przybliżył nam duchowość św. Jana Marii Vianneya, dosłownie porwał słuchaczy. Było to bardzo głębokie duchowe przeżycie.

– Księże Patryku, skoro mówimy o duchowości, to co takiego ma dziś do zaoferowania współczesnemu światu św. Jan Maria Vianney? Jak sprawić, by ów „ogień Ewangelii” zapłonął?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Duchowość św. Jana Marii Vianneya polegała na tym, że odkrywał ciągle, na nowo, miłosierdzie Boże we własnym życiu. I dzielił się tym swoim odkryciem ze wszystkimi, z parafianami i z pielgrzymami. Pytał np. wiernych, czy dziś się kąpali. I wyjaśniał zaraz, że on czuje się zanurzony w miłości Trójcy Świętej. Był on więc człowiekiem, który sam był dobrą nowiną, był ogniem Ewangelii.

– Można zatem powiedzieć, że był takim mistykiem, który w swoim życiu pokazywał tę wewnętrzną radość życia Trójcy Przenajświętszej.

– Tak. I wyrażał to w relacjach z innymi ludźmi, m.in. w różnych dziełach, które powstawały w Ars, jak np. dom opieki dla dziewcząt. Miał niezwykłą umiejętność postrzegania ludzi dokładnie takimi, jakimi byli. Rozumiał ich, szczególnie podczas spowiedzi. Potrafił wczuć się w ich życiowe sytuacje. Nie wszyscy jego parafianie uczęszczali na niedzielne Msze św., ale on potrafił ich zaangażować w działalność na rzecz Kościoła.

– Zaczynał od garstki parafian, a potem było ich tysiące. Jak obecnie wyglądają Księdza parafia i sanktuarium?

– Co roku sanktuarium nawiedza ok. pół miliona pielgrzymów. W niedziele frekwencja też jest wysoka. Ludzie się angażują. Francja przeżywa pewien kryzys ze względu na sekularyzację. Brakuje też księży. Ale można powiedzieć, że sanktuarium i parafia w Ars promienieją. Jeszcze raz podkreślę, że parafianie włączają się w życie wspólnoty.

– Księże Tomaszu, czy w Mzykach jest podobnie?

KS. TOMASZ NOWAK: – Mzyki to przede wszystkim sanktuarium modlitwy za kapłanów i osoby konsekrowane. Pielgrzymuje tu wielu księży, nie tylko z archidiecezji częstochowskiej. Ruch pielgrzymkowy obejmuje także osoby świeckie, które przyjeżdżają, by się pomodlić. Jako kustosz miejsca, w którym są relikwie patrona proboszczów, prawie każdego dnia, kiedy pielgrzymi są obecni, doświadczam takiego wielkiego świadectwa ogromnej miłości i przywiązania wiernych do kapłanów. Ta modlitwa, którą ludzie tam zanoszą, przynosi owoce. Wiele razy pielgrzymi proszą o to, by mogli dłużej zostać w sanktuarium na adoracji Najświętszego Sakramentu, na modlitwie w intencjach, z którymi przybywają.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Dodam jeszcze do tego, co powiedział ks. Tomasz, że w obecnej sytuacji w Europie to Polska jest znakiem nadziei. Przecież większość zagranicznych pielgrzymów w Ars to właśnie Polacy. Mnie się wydaje, że w Polsce widać tę duchowość św. Jana Marii Vianneya w życiu duchowieństwa i świeckich. Dlatego takie sanktuaria proboszcza z Ars, jak to w Mzykach, mają sens i wielkie znaczenie.

– To prawda. Warto też wiedzieć, że w Mzykach Ksiądz Proboszcz podejmuje pielgrzymów specyficznym posiłkiem – zapiekanymi ziemniakami. To danie symboliczne, które nawiązuje do posiłków św. Jana Marii Vianneya...

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – To genialna idea. Już dwa razy je jadłem z ks. Tomaszem. I one naprawdę w Mzykach smakują inaczej.

KS. TOMASZ NOWAK: – Wszyscy pielgrzymi, którzy przyjeżdżają do sanktuarium, dostają propozycję spożycia takiego posiłku. Zwykle opowiadam historię tych ziemniaków – o tym, jak św. Jan się nimi posilał. One były przypleśniałe, niekiedy już stare i dzieci – szczególnie małe – gorąco w to wierzą i mają taki lęk przed ich spożyciem, że i te oferowane w Mzykach są takie same. Ale są zawsze świeże i zdrowe. To dobry posiłek.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Jeszcze raz bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do Ars.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Florczyk: Igrzyska mają coś z religii, coś z Boga

2018-02-22 16:51

dziar / Kielce (KAI)

Igrzyska są świętem, bo mają coś z religii, coś z Boga – mówi KAI bp Marian Florczyk, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Sportowców. Wspiera on duchowo sportowców, towarzysząc im podczas XXIII Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu, które trwają od 9 do 25 lutego.

Bartkiewicz / Episkopat.pl
bp Marian Florczyk

Na to „wyjątkowe święto, jakimi są Igrzyska”, jak podkreśla kielecki biskup pomocniczy, składają się współzawodnictwo, szlachetność, wzajemny szacunek, pokój, radość i inne wartości. Wśród całego systemu wartości trzeba zauważyć ważną rolę religii i wiary.

- Igrzyska są świętem, bo mają coś z religii, coś z Boga - zauważa bp Florczyk i wyjaśnia, że „już sam początek Igrzysk – zapalenie ognia olimpijskiego – odwołuje się do pierwiastka boskiego. Jest to święty ogień, którego się strzeże jak największej świętości. Igrzyska odbywają się na ziemi, ale przed obliczem Boga. Taka była koncepcja pierwszych igrzysk. Wymiar religijny i duchowy jest obecny w toku całych Igrzysk. To jest ten duch sportu, o którym często mówimy, i który czyni sport wielką wartością dla poszczególnego człowieka i społeczności”.

Podkreśla także dobre przygotowanie logistyczne w Pjongczangu dla kultu religijnego, odbywania modlitwy, wspólnotowych spotkań. - W każdej wiosce olimpijskiej są miejsca przygotowane na modlitwę przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski, a są to specjalnie wyposażone pomieszczenia dostosowane do wspólnej modlitwy lub rozważania Pisma Świętego, co najczęściej praktykują protestanci. W Pjongczangu jest kilka takich pomieszczeń. MKOl dba o to, aby podczas Igrzysk uwzględnić potrzeby duchowe sportowców. Poszczególne ekipy przyjeżdżają ze swoimi duszpasterzami, kapelanami reprezentacji narodowych. U nas taka praktyka rozpoczęła się po 2004 r. Zadaniem duszpasterza jest troska o godność sportowca i sportu - zaznacza hierarcha.

Podkreśla także, że celem nie jest sam sukces, sukces za wszelką cenę. - Sport to cały wymiar etyczny, to budowanie siły ducha i ciała. To jest ta nierozłączna jedność. To jest złe, że koncentrujemy się na sprawności i sile fizycznej, zapominając o sprawności duszy – zauważa bp Florczyk, podając przykład wykluczenia rosyjskich zawodników z Igrzysk, czy załamania wewnętrzne wśród niektórych sportowców.

- W tym święcie sportu, jakimi są igrzyska, chodzi o harmonię, o sprawność duszy i ciała, to jest jedność. Taką jednością, całością, jest przecież człowiek. Jeśli zaniedba się jeden z elementów, rodzi się poważny problem. Chrześcijaństwo strzeże ducha sportu, strzegąc wartości duchowych – stwierdza delegat KEP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem