Reklama

Porto wraca do normy

2016-11-30 10:25

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 49/2016, str. 55

W kryzys wpada się szybko, ale wychodzi powoli. To także przypadek Portugalii, której w wyjściu na prostą bardzo pomaga rozkwit turystyki. Już wiadomo, że w tym roku odwiedzi ten kraj ponad 10 proc. osób więcej

Informacje Międzynarodowego Funduszu Walutowego z wiosny były optymistyczne: Polska jest już bogatsza od Grecji. Skłaniało do tego porównanie dochodów na mieszkańca przy uwzględnieniu siły nabywczej walut narodowych. Fundusz oceniał, że będziemy coraz bogatsi i za dwa lata możemy pokonać pod względem zamożności kolejny kraj starej Unii – Portugalię.

Możemy, ale nie musimy, bo swój sukces zawdzięczamy nie tylko stałemu rozwojowi, lecz załamaniu się gospodarek Grecji i Portugalii w czasie kryzysu finansowego. Dogonienie kolejnych krajów Unii będzie już o wiele trudniejsze, a władze Portugalii też nie próżnują.

Zaciskanie pasa

Jeszcze trzy lata temu wydawało się, że Portugalia to główny kandydat do tego, aby stać się drugą Grecją. Złe wyniki gospodarcze, silny spadek PKB na początku dekady, wysoki dług publiczny zbliżały te dwa kraje. Ale w ostatnich trzech latach nastąpiła wyraźna zmiana i, zdaniem wielu ekonomistów, Portugalia wychodzi na prostą. Lepszy jest wskaźnik PKB, dług publiczny nie narasta.

Reklama

Ważne było zredukowanie bezrobocia. Rekordowy poziom to ponad 16 proc. w 2013 r. (przy 4 proc. pięć lat wcześniej), a obecny spadek do ok. 12 proc. jest względnym sukcesem. Względnym, bo przez ostatnie lata co roku opuszczało Portugalię ponad 100 tys. osób. Emigrowali do Anglii, Francji i Niemiec.

Ekonomiści sukces przypisują nie tylko surowej polityce zaciskania pasa, zmniejszeniu wydatków na administrację, poprawieniu ściągalności podatków, ale również taniemu euro czy niskiej cenie ropy. Teraz dochodzi do tego rozkwit turystyki. Już wiadomo, że w tym roku odwiedzi ten kraj ponad 10 proc. osób więcej niż przed rokiem. Sprzyjała temu pogoda, bo w tym roku lato było tu wyjątkowo długie, a jesień szczególnie ciepła. Najwięcej turystów odwiedziło Lizbonę i Porto.

Euro w Porto

Porto – leżące w dolinie rzeki Duero – to miasto wina, żeglarzy, złotych plaż i zabytkowych kamienic. Urzeka pięknem starówki, która została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, bogatym wystrojem katedry, nowoczesną architekturą, galeriami sztuki oraz licznymi winiarniami, zlokalizowanymi w Vila Nova de Gaia. To tu od wieków wytwarza się najlepsze wino na świecie, a na pewno najlepsze... porto. Tu urodził się podróżnik – książę Henryk Żeglarz.

Podobnie jak Lizbona, Porto rozciąga się na wzgórzach ponad rzeką, ale na tym podobieństwa się kończą. W odróżnieniu od Lizbony Porto sprawia wrażenie typowego miasta północnoeuropejskiego z granitowymi wieżami kościołów, solidnymi ciemnymi budynkami, wąskimi ulicami i ukrytymi perłami architektury barokowej.

Rywalizacja między miastami trwa od lat. Jako porażkę odebrano w Porto przyznanie stolicy organizacji Expo 1998 i związane z tym inwestycje. Ale w 2001 r., gdy Porto mianowano Europejską Stolicą Kultury, fundusze z UE pomogły miastu wejść w XXI wiek. Niestety, potem nastąpił kryzys...

Najgorsza trasa

W czasie najgorszych lat kryzysu w Porto wymyślono „the worst tours” – zwiedzanie miasta najgorszą trasą. Prowadziła przez najbardziej zaniedbane dzielnice, których próżno szukać w folderach. Inicjatorami przedsięwzięcia było kilku bezrobotnych architektów, którzy zachęcali: warto zejść z utartego szlaku, bo właśnie wtedy zobaczymy prawdziwe oblicze metropolii.

Na reprezentacyjną Rua de Santa na drogie zakupy wpadają bogatsi turyści odwiedzający miasto. Ale i tu znajdziemy sypiące się budynki, często „ozdobione” kolorowym praniem. W najgorszym stanie jest chyba jednak stara portowa Ribeira. Jest bardzo chętnie odwiedzana przez turystów, dlatego wzdłuż brzegu Duero znajduje się mnóstwo drogich restauracji i straganów z pamiątkami, a kamienice są remontowane. Głębiej jednak dzielnica skrywa sypiące się, opuszczone w ostatnich latach domy.

Puby, kafejki i restauracje w tym roku najbardziej zapełniały się w czasie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Zdobycie mistrzostwa przez reprezentację Portugalii zapewniło gospodarce tego kraju prawie 700 mln euro. Najwięcej korzyści impreza przyniosła handlowi detalicznemu oraz barom, kawiarniom, restauracjom, a władze w Lizbonie mogły mówić o kolejnych rekordach pobitych w turystyce i planować następne w przyszłym roku.

Tagi:
turystyka

Pińsk, Dawna stolica Polskiej Marynarki Wojennej

2018-09-19 10:33

Mirek i Magda Osip-Pokrywka
Edycja rzeszowska 38/2018, str. VII

Mirek i Magda Osip-Pokrywka
Pińsk

W przedostatnim odcinku tegorocznego kresowego cyklu zapraszamy do stolicy Polesia. W I Rzeczpospolitej Pińsk leżał w województwie brzesko-litewskim, a w II RP w województwie poleskim (nawet początkowo była tu siedziba władz woj.). Naturalne położenie miasta, wśród trudno dostępnych rozlewisk i sieci rzecznych połączeń, dawało powody ku temu, by w latach międzywojennych zaczęto tu urzeczywistniać polskie marzenia o wodnej potędze militarnej.

Miasto zostało stolicą Polskiej Marynarki Wojennej. Cumowała tu setka wojskowych jednostek pływających. W mieście była Komenda Portu Wojennego, koszarowce dla marynarzy, schrony i hangary lotnicze, doki i hale warsztatowe oraz biura i zakłady konstrukcyjne, już za rzeką Piną znajdowały się bazy paliwowe i składy amunicji. Marynarze byli barwnym elementem miejskiej społeczności, mieli swoją drużynę piłkarską „Kotwica – Pińsk” i Teatr Marynarski. Flotylla Pińska miała strzec wschodnich granic II Rzeczypospolitej, operując na tzw. Morzu Pińskim. Po sowieckiej agresji 17 września 1939 r. sytuacja stała się dramatyczna. Wyjątkowo suche lato spowodowało powstanie wielu płycizn uniemożliwiających ewakuację największych jednostek, wobec czego podjęto decyzję o zatopieniu statków, a mniejsze wycofano w kierunku zachodnim. Po zablokowaniu jedynej drogi odwrotu 21 września 1939 r. na Kanale Królewskim pod Kuźliczynem podjęto decyzję o samozatopieniu reszty jednostek Flotylli Pińskiej. Przeszeregowani do piechoty marynarze utworzyli batalion morski, który wszedł w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”, dowodzonej przez gen. Franciszka Kleeberga. Większość z zatopionych statków Sowieci wydobyli i wcielili do floty radzieckiej. Po pińskich marynarzach zachowało się niewiele, przypomina o nich tablica wmurowana pod chórem w ścianie pińskiej katedry.

Kościół katedralny Wniebowzięcia NMP jest jedną z najstarszych świątyń katolickich na Kresach wschodnich. Jego fundatorem jako kościoła klasztornego zakonu Franciszkanów był w 1396 r. Zygmunt Kiejstutowicz, książę piński i turowski. Świątynia zniszczona w czasie wojen szwedzkich, obecną swoją bryłę z barokową fasadą otrzymała w pierwszej połowie XVIII wieku. Katedra jest budowlą bazylikową, trójnawową, z przybudowanymi kaplicami i półkoliście zamkniętym prezbiterium. Dzięki temu, że kościół był nieprzerwanie czynny (od 1925 stając się świątynią katedralną), można dziś podziwiać bezcenne wyposażenie i dekoracje, m.in.: siedem barokowych XVIII-wiecznych ołtarzy, kompletne działające organy z początku XIX wieku, złoconą ambonę, oryginalne konfesjonały i blisko sto figur i barokowych ornamentów. W jednym z bocznych ołtarzy znajduje się wizerunek Matki Bożej nazywany Pińską Madonną, namalowany pod koniec XIX wieku przez Alfreda Romera. W krypcie przy katedrze w 2011 r. został pochowany bp Kazimierz Świątek, wieloletni administrator apostolski diecezji pińskiej.

Charakterystycznym obiektem Pińska, który bezpowrotnie odszedł do historii, była wyniosła bryła jezuickiego kościoła św. Stanisława Biskupa. Świątynia przylegająca do dawnego kolegium jezuickiego (obecnie muzeum), uszkodzona w czasie II wojny światowej, została w 1956 r. wysadzona w powietrze. Wraz z kościołem odszedł w zapomnienie również targ wodny, który odbywał się na przystani u podnóża klasztornych murów.

Przewodniki po Kresach
Więcej o Pińsku oraz o innych miasteczkach kresowych zapisanych na kartach polskiej historii, znaleźć można w cyku przewodników historycznych autorów artykułu Magdy i Mirka Osip-Pokrywka „Polskie ślady na: Ukrainie, Białorusi oraz Litwie i Łotwie” wydanych nakładem Wydawnictwa BOSZ.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda na KUL: nie możemy być krajem montowni

2018-10-21 17:50

dab / Lublin (KAI)

Nie możemy być krajem montowni, ale musimy się stawać krajem ośrodków badawczych i transferu wiedzy. Nikt nie przyniesie nam na tacy Polski silnej, sprawiedliwej i nowoczesnej – powiedział Andrzej Duda. Prezydent RP wygłosił wykład podczas uroczystej 101. inauguracji roku akademickiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

Zwracając się do uczestników uroczystości Prezydent zauważył, że w Lublinie w 1918 r. miały miejsce dwa przełomowe wydarzenia związane z odzyskiwaniem przez Polaków niepodległości. Pierwszym z nich było założenie przez ks. Idziego Radziszewskiego uczelni, drugim zawiązanie Tymczasowego Rządu Ludowego, na którego czele stanął Ignacy Daszyński.

– Te dwa wydarzenia były na dwóch ideowych antypodach: katolicka uczelnia kształcąca duchownych i socjalistyczny rząd. W tamtej epoce te przeciwności wydawały się nie do pokonania. Dziś wiemy, że nie były przeciwne, ale w wielu punktach zbieżne. Wiemy to dzięki jednemu z najwybitniejszych wykładowców tej uczelni, kard. Karolowi Wojtyle – powiedział mówca.

Zwrócił uwagę, że pomimo zawirowań historycznych, katolicka uczelnia była miejscem, gdzie można było uprawiać naukę w sposób nieskrępowany i otwarty.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

– KUL był enklawą wolnej myśli, odpowiedzią na wyzwanie rzucone Polakom przez narzuconą władzę PRL. To właśnie tu pomimo szykan i nacisków propagandy, trwała wolna polska nauka. Każdy kto tu przybył, mówił, że wizyta w tym miejscu jest jak oddech świeżego powietrza – wymieniał Andrzej Duda.

Prezydent zaznaczył, że obchodzenie setnej rocznicy odrodzenia państwa polskiego jak i powstania KUL, nie może być czasem patrzenia w przeszłość, ale dalekosiężnym spojrzeniem w przyszłość i zadawaniem pytań o to, co nieznane.

– Wszyscy mamy poczucie, że żyjemy w świecie tak bardzo dynamicznym, jak nie był nigdy dotąd. Świat Zachodu wkroczył w czas „nowej niepewności”. Spektrum zagrożeń jest szersze jak chyba nigdy wcześniej. Nie wiemy jaki świat wyłoni się z niewyobrażalnego rozwoju technologii cyfrowej, sieci społecznościowych, sztucznej inteligencji – wymieniał prezydent.

Prelegent zastanawiał się czy „nowa niepewność” jest stanem przejściowym czy nową normą. – Być może nowa dynamika rozwoju, a zwłaszcza rewolucja cyfrowa, prowadzi Polskę i wiele innych państw do głębokiego zerwania ciągłości. Ciągłości struktur społecznych, wzorców kulturowych, kryteriów prawdy i fałszu, sposobów rozróżniania dobra od zła – mówił.

Zauważył, że ludzkość doszła do tego miejsca, w którym jest, właśnie dzięki kreatywnemu ludzkiemu umysłowi, który potrafi zerwać ową ciągłość, przełamując i kwestionując zastygłe struktury. – To oczywiste, że poprzez naukę ta ciągłość była zrywana. Ale nigdy nie działa się w takim tempie i na tak wielu równoległych polach, co dziś – stwierdził Andrzej Duda.

Zdaniem Prezydenta kluczowe jest dzisiaj pytanie o relację między tradycją a progresywizmem, między wartościami zakorzenionymi w historii a oczekiwaniami zbudowania nowego lepszego świata, a w nim lepszego człowieka. – Pod presją znalazły się takie wymiary ciągłości jak rodzina, narody i religia. Nie możemy zagubić tego, co przekazujemy z pokolenia na pokolenie – wezwał.

Andrzej Duda wyraził nadzieję, że odpowiedzi na naglące pytania i sposoby rozwiązania problemów będą płynąć od środowisk akademickich. Stwierdził, że rocznica odzyskania niepodległości jest okazją do refleksji nad kondycją Polski. – Z naszej trudnej historii wiemy, że wolność nie jest dana darmo ani na zawsze. Moc państwa płynie z patriotyzmu. Musimy traktować Rzeczpospolitą jako dobro wspólne. Jak ważne jest kształtowanie poczucia odpowiedzialności i postawy służby publicznej – tłumaczył.

Jako jeden z kluczowych elementów rozwoju państwa wymienił silną, konkurencyjną gospodarkę, opartą na własnych zasobach. – Nie możemy być krajem montowni, ale musimy się stawać krajem ośrodków badawczych i transferu wiedzy. Potrzeba sposobów na najaktywniejsze uruchamianie rodzimego kapitału. Nikt nie przyniesie nam na tacy Polski silnej, sprawiedliwej i nowoczesnej – mówił.

Zauważył, że tzw. „Konstytucja dla nauki” kreuje nową rzeczywistość funkcjonowania uczelni w Polsce, która niesie ze sobą ryzyko. – Wdrażanie reformy wymaga monitorowania. Tworząc wielkie i silne ośrodki akademickie nie możemy doprowadzić do marginalizacji uczelni, które pełnią ważne funkcje w swoich regionach. Jeśli do tego dopuścimy, będzie to zaprzeczenie sprawiedliwości i równego rozwoju – powiedział Prezydent RP.

Na koniec Andrzej Duda wyraził nadzieję, że wśród obecnych młodych naukowców jest przyszły laureat Nagrody Nobla, który swoje badania będzie prowadził na polskich uczelniach. Zauważył, że niezbędne do osiągnięcia tego celu jest finansowanie i odwaga badawcza. – Uwierzmy w to, że jesteśmy gotowi podołać temu zadaniu. Będzie to dla nas skok nie tylko na miarę XXI wieku, ale i następnego stulecia – zakończył mówca.

Przed swoim wystąpieniem, Prezydent wręczył odznaczenia Orderu Odrodzenia Polski i Krzyża Zasługi dziewięciu pracownikom naukowym KUL, którzy w szczególny sposób przyczynili się do rozwoju nauki. Wśród wyróżnionych znaleźli się filozof prof. Piotr Gutowski oraz bibliści ks. prof. Stefan Szymik MSF i prof. Krzysztof Mielcarek.

Wizytę na uniwersytecie Andrzej Duda rozpoczął od złożenia kwiatów przed pomnikiem Papieża św. Jana Pawła II i Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Prezydentowi towarzyszyli Podsekretarz Stanu w KPRP Wojciech Kolarski oraz Kapelan Prezydenta ks. Zbigniew Kras.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp Gądecki: z optymizmem oczekuję na dokument końcowy synodu

2018-10-21 18:00

pb (KAI Rzym) / Rzym

Po zakończeniu dyskusji nad trzema częściami Instrumentum laboris – dokumentu roboczego zgromadzenia Synodu Biskupów nt. młodzieży, rozpoczyna etap prac nad jego dokumentem końcowym. Abp Stanisław Gądecki z optymizmem oczekuje finalnych efektów obrad synodalnych.

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

W rozmowie z KAI metropolita poznański wskazał, że tekst dokumentu końcowego „jest ponoć już gotowy”. Musi on teraz uwzględnić propozycje, które zostały przedstawione w czasie dyskusji nad Instrumentum laboris.

– Nie ma takiej możliwości, żeby uwzględnić je wszystkie. Zazwyczaj włącza się do dokumentu końcowego jakąś syntezę cenniejszych uwag, które zostały wniesione i z tego powstaje nowa jakość. Jak dokument będzie wyglądał, trudno więc jeszcze powiedzieć. Uważam, że nie może on zasadniczo uciec od głównych linii, które zostały wytyczone przez Instrumentum laboris. Jest na pewno możliwość jakiegoś ich doskonalenia, poszerzenia czy pogłębienia, natomiast trudno byłoby mi sobie nawet wyobrazić, żeby teraz nagle przygotowano dokument w tenorze całkowicie odmiennym od zaproponowanego w Instrumentum laboris. Chociaż zawsze istnieje możliwość podkreślenia czegoś, co zostało przedstawione w propozycjach ojców synodalnych – wyjaśnił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Dodał, że „wszystko będzie potem poddane pod głosowanie i to, co nie jest przyjęte przez Kościół powszechny, przez wszystkie kontynenty, będzie musiało odpaść”. – Trudno przypuszczać, że to, co jest nie do przyjęcia na przykład w Afryce (a Afrykanie stanowią poważną część tego zgromadzenia), zostanie przyjęte przez 268 członków synodu – zauważył hierarcha. Podkreślił, że „to, wokół czego nie ma zgody wśród ojców synodalnych jest korygowane i zasadniczo nikt nie prze do sformułowań, które odpowiadałyby tylko części ojców”. Dlatego abp Gądecki z optymizmem oczekuje końcowych efektów obrad synodu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem