Reklama

Pomagamy katolikom za wschodnią granicą

2016-11-30 10:25

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 49/2016, str. 20-21

Pomoc Kościołowi w Potrzebie/www.pkwp.org

Tradycyjnie od 2000 r. druga niedziela Adwentu to czas modlitwy w intencji Kościoła na Wschodzie. To także dzień zbierania funduszy, by nieść pomoc materialną mieszkającym tam katolikom

Warto na początku przypomnieć, że już od 1989 r. przy Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski istnieje Zespół Pomocy Kościołowi na Wschodzie. Powołanie tego typu instytucji było odpowiedzią polskiego Kościoła na swoiste społeczno-polityczne „znaki czasu”, m.in. rozpad ZSRR. Celem zespołu jest organizowanie oraz niesienie pomocy duchowej i materialnej katolikom na Wschodzie we wszystkich diecezjach w następujących krajach: Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Rosja, Mołdawia, Kazachstan, Armenia, Azerbejdżan, Tadżykistan, Kirgizja, Uzbekistan i Gruzja. – Bazę finansową zespołu stanowią zbiórka do puszek w drugą niedzielę Adwentu we wszystkich polskich diecezjach i na niektórych placówkach polonijnych oraz ofiary i darowizny wpłacane bezpośrednio na konto zespołu. Ten przyjmuje i rozpatruje projekty, potwierdzone przez miejscowego biskupa, które napływają z różnych wspólnot i organizacji ze Wschodu – wyjaśnia ks. Leszek Kryża, chrystusowiec, dyrektor biura ZPKnW przy SKEP.

Każdego roku realizowanych jest ok. 400 projektów, które opiewają na sumę 2,5-3 mln zł (wszystko zależy od wielkości zbiórki). Z tych pieniędzy dotowane są budowy nowych świątyń, odbudowy i renowacje kościołów, plebanii oraz sal katechetycznych. Wspierane są również wakacyjne wyjazdy dzieci i młodzieży, działalność charytatywna, stołówki i kuchnie, które zazwyczaj prowadzą siostry i bracia zakonni. – Niesiemy też pomoc przez zakup dla konkretnych parafii wyposażenia: tabernakulów, kielichów mszalnych, monstrancji, paschałów, systemów nagłośnienia itp., a także modlitewników czy śpiewników – precyzuje ks. Kryża.

Dzień Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie to wydarzenie wyjątkowe dla wielu Polaków. Przecież właśnie tam nadal mieszkają nasi rodacy. Stąd też pomoc Kościoła katolickiego z Polski świadczona katolikom na Wschodzie ma charakter przede wszystkim personalny. Trzeba wyraźnie odnotować, że obecnie Kościołowi za naszą wschodnią granicą służy: 250 kapłanów diecezjalnych, 450 kapłanów zakonnych, 401 sióstr zakonnych, 23 braci zakonnych oraz bardzo wiele osób świeckich właśnie z Polski.

Reklama

Inne formy pomocy

W pomoc Kościołowi i Polakom mieszkającym na Wschodzie włącza się też wiele organizacji i fundacji. Jedną z nich jest Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, która powstała w 1992 r. jako narzędzie realizowania polityki naszego państwa wobec środowisk polskich i polonijnych na terytorium byłego ZSRR. – Celem fundacji jest wspieranie Polonii i Polaków mieszkających w krajach byłego ZSRR, a także byłego bloku komunistycznego w Europie Środkowej i Wschodniej – wyjaśnia Ewa Ziółkowska, wiceprezes zarządu fundacji. – Upowszechniamy znajomość języka polskiego, polskiej kultury i tradycji narodowych, pomagamy poprawić sytuację społeczną, zawodową i materialną mieszkających tam rodaków, budujemy więzi z krajem oraz tworzymy pozytywny wizerunek Polski przez pogłębienie więzi między środowiskami polskimi i narodami, pośród których mieszkają Polacy – dopowiada p. Ziółkowska.

Warto odnotować, że w 2016 r. fundacja realizuje 614 projektów finansowanych przez Senat RP w 18 krajach. Wspiera m.in. edukację polską na Litwie i Białorusi. Wspomaga hospicja, szkoli polskich i polonijnych dziennikarzy, samorządowców i przyszłych przedsiębiorców, pomaga domom dziecka, klubom sportowym itd. – Obszar działalności fundacji rozciąga się od Brześcia nad Bugiem po Syberię, od Estonii po Bałkany – precyzuje pani wiceprezes. We współpracy z fundacją realizowane są również kościelne inwestycje, jak np.: roboty instalacyjne w Sobotniej Szkole Języka Polskiego w Żółkwi (Zgromadzenie Sióstr św. Dominika), zewnętrzna konserwacja drewnianego kościoła w Wierszynie na Syberii czy budowa dachu Międzynarodowego Centrum Integracji Międzykulturowej w Mostach k. Jabłonkowa na Zaolziu.

Kościół i Polacy na Wschodzie

Trudno o konkretne dane statystyczne, które jasno precyzowałyby, ilu katolików i Polaków zamieszkuje dawne Kresy Wschodnie I i II Rzeczypospolitej. W każdym razie można odwołać się do badań przynajmniej w niektórych krajach. Według „Annuario Pontificio” z 1997 r., na Białorusi było 1 mln 240 tys. katolików, a na Ukrainie – 970 tys. – Znaczna większość z nich, według badań z 2000 r. na Ukrainie i z 2003 r. na Białorusi, utożsamiała się z narodowością polską. W obydwu krajach istnieje więc charakterystyczne zjawisko: mniejszości narodowe są w nich większością w Kościele katolickim – wyjaśnia ks. prof. Roman Dzwonkowski, pallotyn i socjolog. – Na Kresach bycie Polakiem często oznacza bycie katolikiem. Przez kilka stuleci Kościół katolicki obrządku łacińskiego na Białorusi był nazywany polskim. Określenie „katolik” oznaczało to samo, co „Polak”, a „Polak” równało się: „katolik”. Tworzyło to wielką siłę oporu przeciwko rusyfikacji – dopowiada ks. Roman Foksiński, dyrektor Centrum Pastoralnego przy Konferencji Biskupów Białorusi.

Zachowaniu polskości na Kresach bez wątpienia służyły też różnego rodzaju sanktuaria, m.in. maryjne, jak np. to w Latyczowie na Podolu. – Sanktuaria w dziejach narodu polskiego zawsze stanowiły ważne ogniwo w kształtowaniu ducha narodu, postaw patriotycznych, w szerzeniu oświaty i kultury, w podtrzymywaniu polskości – podsumowuje ks. Adam Przywuski, kustosz sanktuarium.

Polskie dziedzictwo

Polska nie zapomina o rodakach i Kościele na Wschodzie. Wyrazem tej pamięci jest m.in. konferencja pt. „Polskie dziedzictwo duchowe i kulturowe na Wschodzie w 1050. rocznicę Chrztu Polski”, którą władze zorganizowały 10 listopada br. w Senacie RP. Podczas tego spotkania przedstawiciele instytucji państwowych, organizacji społecznych i duchowieństwa mówili o słusznej potrzebie opieki nad spuścizną I i II Rzeczypospolitej, która obecnie znajduje się za wschodnią granicą naszego kraju.

Na konferencji głos zabrało wielu mówców, m.in. wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin, który omówił działania podejmowane przez resort w celu ochrony i rewaloryzacji dóbr kultury znajdujących się za wschodnią granicą – w tym także zabytków sztuki sakralnej.

O znaczeniu Kościoła katolickiego na Wschodzie jako instytucji, która jest ostoją polskości i tradycji, mówili m.in. biskup senior Antoni Pacyfik Dydycz z Drohiczyna i bp Witalij Skomarowski – ordynariusz łaciński diecezji łuckiej na Ukrainie.

Po konferencji w Belwederze miała miejsce szczególna uroczystość – wręczenie 33 osobom odznaczeń za wybitne zasługi dla Kościoła i polskości na Wschodzie, za krzewienie polskiej kultury i tradycji narodowych oraz działalność na rzecz polskich mniejszości narodowych. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP został odznaczony bp Jan Purwiński – emerytowany ordynariusz kijowsko-żytomierski, a Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP – bp Bronisław Bernacki – ordynariusz odesko-symferopolski oraz bp Cyryl Klimowicz z Irkucka.

Wypowiedzi cytowane w tekście pochodzą z materiałów ze spotkania w Senacie RP. Był do nich dołączony również tekst ks. Ireneusza Skubisia pt. „Czy Polakom potrzebny jest modlitewnik narodowy?”.

Tagi:
Kościół pomoc

Londyn: Sąd Apelacyjny odrzucił apelację w sprawie Alfiego Evansa

2018-04-25 20:49

abd (KAI) / Londyn

Po trwającej blisko 5 godzin rozprawie, Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił apelację złożoną przez ojca Alfiego Evansa i tym samym odmówił zgody na transport chorego dwulatka do Włoch "gdyż nie jest to w jego najlepszym interesie".

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Po blisko pięciogodzinnej rozprawie Sądu Apelacyjnego w Londynie, zapadł wyrok w sprawie dwuletniego Alfiego Evansa, cierpiącego na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną. Sąd odrzucił apelację złożoną przez ojca chłopca. Tym samym choremu dziecku po raz drugi odmówiono zgody na wyjazd do Włoch, w celu kontynuowania leczenia, argumentując to faktem, że "nie jest to w jego najlepszym interesie".

Alfie Evans przebywa obecnie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. W poniedziałek został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne. Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie go do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Także dyrektor szpitala przybył do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywa chłopiec, jednak nie został wysłuchany.

Apele o ratowanie chłopca ponawia wiele środowisk Kościelnych i świeckich. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek, wezwanie ponawiał także prezes papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglia. Wiele instytucji zbiera podpisy pod petycjami o pomoc dla Alfiego. CitizenGo zebrała ponad 200 tys. podpisów pod apelem skierowanym do władz szpitala Alder Hey. Z kolei ojciec Alfiego Thomas Evans, prowadzi w internecie zbiórkę podpisów pod prośbą do królowej Elżbiety II i brytyjskiego Parlamentu.

Niespełna 2-letnie Alfie Evans cierpi na niezdiagnozowaną i najprawdopodobnie nieuleczalną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey w Liveropplu, gdzie, wg lekarzy, utrzymywany jest przy życiu jedynie dzięki aparaturze medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Londyn: Sąd Apelacyjny odrzucił apelację w sprawie Alfiego Evansa

2018-04-25 20:49

abd (KAI) / Londyn

Po trwającej blisko 5 godzin rozprawie, Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił apelację złożoną przez ojca Alfiego Evansa i tym samym odmówił zgody na transport chorego dwulatka do Włoch "gdyż nie jest to w jego najlepszym interesie".

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Po blisko pięciogodzinnej rozprawie Sądu Apelacyjnego w Londynie, zapadł wyrok w sprawie dwuletniego Alfiego Evansa, cierpiącego na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną. Sąd odrzucił apelację złożoną przez ojca chłopca. Tym samym choremu dziecku po raz drugi odmówiono zgody na wyjazd do Włoch, w celu kontynuowania leczenia, argumentując to faktem, że "nie jest to w jego najlepszym interesie".

Alfie Evans przebywa obecnie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. W poniedziałek został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne. Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie go do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Także dyrektor szpitala przybył do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywa chłopiec, jednak nie został wysłuchany.

Apele o ratowanie chłopca ponawia wiele środowisk Kościelnych i świeckich. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek, wezwanie ponawiał także prezes papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglia. Wiele instytucji zbiera podpisy pod petycjami o pomoc dla Alfiego. CitizenGo zebrała ponad 200 tys. podpisów pod apelem skierowanym do władz szpitala Alder Hey. Z kolei ojciec Alfiego Thomas Evans, prowadzi w internecie zbiórkę podpisów pod prośbą do królowej Elżbiety II i brytyjskiego Parlamentu.

Niespełna 2-letnie Alfie Evans cierpi na niezdiagnozowaną i najprawdopodobnie nieuleczalną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey w Liveropplu, gdzie, wg lekarzy, utrzymywany jest przy życiu jedynie dzięki aparaturze medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem