Reklama

„Udomowienie” mediów

2016-11-23 09:53

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 48/2016, str. 38-39

Archiwum Kroniki Sejmowej
Elżbieta Kruk Polityk, posłanka na Sejm IV, V, VI, VII i VIII kadencji; obecna przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, była przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (2006-07), od 2016 r. członkini Rady Mediów Narodowyc

O destrukcyjnym wpływie mediów na gusta i opinie Polaków i rozważaniu potrzeby ich repolonizacji z posłanką Elżbietą Kruk rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od pewnego czasu – ale dopiero po ok. 27 latach istnienia III RP – politycy partii rządzącej mówią o potrzebie repolonizacji mediów, narażając się oczywiście na dość niewybredną krytykę polskiej opozycji oraz polityków i mediów zachodnich. Coraz trudniej chyba uzasadnić tę potrzebę, a zwłaszcza ją zaspokoić?

POS. ELŻBIETA KRUK: – To prawda, jednak najwyższy czas, by przynajmniej zacząć mówić o tak istotnym dla polskiego życia publicznego problemie. I naprawdę trudno zrozumieć – jeśli się myśli w kategoriach polskiej racji stanu – dlaczego tak długo na ten temat milczano. Repolonizację powinniśmy rozumieć jako przywrócenie mediów Polakom tak, by reprezentowały nasz interes narodowy.

– Czy to jeszcze możliwe, skoro to media, zwane czwartą władzą – w Polsce media tzw. głównego nurtu wydają się nawet pierwszą – od lat skutecznie reprezentują interesy swych zagranicznych mocodawców (właścicieli i rządów)?

– Rzeczywiście, media w Polsce celowo wykrzywiają debatę publiczną; teraz przekonują, że repolonizacja mediów jest, nawet w najmniejszym stopniu, niemożliwa. A każdy, kto ją proponuje, jest przez te media dyskredytowany. Temat repolonizacji podjął prezes Jarosław Kaczyński, który zaproponował „udomowienie” mediów. Media mainstreamowe w zgodnym chórze z zagranicznymi podniosły larum, że w Polsce łamana jest demokracja, że naruszana jest wolność słowa, że planuje się zamach na media prywatne, że rząd chce je zawłaszczyć. To oczywiste bzdury.

– Jakie są zatem pomysły i plany rządu co do „udomowienia” mediów?

– Najważniejsze wydaje się to, aby Polacy wiedzieli, że na niektórych rynkach medialnych w Polsce dominuje obcy kapitał. Dziś chyba nie jesteśmy tacy naiwni jak dwadzieścia lat temu i już wiemy, że każdy kapitał ma swą „narodowość” , że jest przywiązany do określonych interesów, podlega całkiem jednoznacznym wpływom politycznym. Trudno zatem oczekiwać i ufać, że media będące w rękach zagranicznego kapitału będą przekazywać Polakom treści zgodne z polską racją stanu. Temu tematowi będzie poświęcone najbliższe posiedzenie sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.

– Zasadnicza bieda polegała i wciąż polega na tym, że w Polsce nie było – i chyba nadal nie ma – odpowiednio dużego rodzimego kapitału, którego wymagały tzw. wolne media III RP. W latach 90. ubiegłego wieku i później niemal całe środowisko medialne bardzo wyczekiwało obcych inwestorów i cieszyło się ich obecnością. Musiało dojść do wykupu...

– Mimo to nie musiało dojść do tego, co mamy teraz. Byliśmy zbyt naiwni i daliśmy się łatwo zmanipulować. Zbyt szybko uwierzyliśmy, że odzyskaliśmy państwo, że ono będzie skutecznie działać... Tymczasem po dwudziestu kilku latach okazuje się, że nie tylko nie odzyskaliśmy państwa, ale też sukcesywnie, niemal z roku na rok, je traciliśmy.

– Także dzięki takim, a nie innym mediom?

– Otóż to! Ci, którzy dostrzegali procesy destrukcji, nie mogli się przebić przez tę medialną zaporę. Zdecydowanie blokowany był temat zakresu obecności kapitału zagranicznego na rynkach medialnych. Może więc teraz powinniśmy się wreszcie zastanowić nad tym, jak łatwo było – i nadal jest! – przykryć, schować nasz interes narodowy. Zbyt często bezrefleksyjnie pozwalamy sobą manipulować, zapędzać się w kozi róg. Zresztą wydaje się, że jest to dziś problem nie tylko Polski, ale też krajów postkomunistycznych, które nie potrafiły należycie upilnować swojego interesu.

– Bo „wyposzczone” społeczeństwa bardzo entuzjastycznie zareagowały na powiew Zachodu w postaci kolorowej prasy i po zachodniemu sformatowanych programów telewizyjnych.

– A możni tego świata chwycili okazję, uznali, że trafił się łatwy łup do skolonizowania. Szczerze powiedziawszy, mam dziś największy żal do prawej, konserwatywnej strony naszej sceny politycznej o to, że zaniechała działań, zaniedbała tę sprawę, nie doceniła kwestii rynku medialnego, a więc i kształtowania społecznego przekazu na swój temat. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że i dzisiaj wielu prawicowych polityków nie docenia wagi mediów, ich znaczenia dla funkcjonowania państwa. Mimo że już wiadomo, jak bardzo smacznym kąskiem dla obcych interesów politycznych stały się polskie media.

– Faktem jednak pozostaje, że ćwierć wieku temu nie było „domowego” kapitału, wejście obcego było niejako koniecznością...

– Tak nam mówiono. Jednak państwo powinno było dopilnować interesów narodowych, wykorzystując odpowiednie instrumenty prawne, choćby na wzór państw Europy Zachodniej, w których jeśli w ogóle istnieje kapitał zagraniczny na rynkach medialnych, to tylko śladowo.

– W którym momencie już całe „mleko się wylało”?

– Dziś niełatwo to ocenić. Problem narastał zwłaszcza na rynku prasowym, na którym dziś – głównie dotyczy to prasy regionalnej – dominuje kapitał niemiecki. W nieco mniejszej skali problem ten odnosi się do rynku mediów elektronicznych, które jednak nie są dziś w Polsce takie, jakie powinny być w naprawdę wolnym kraju. Zaczęło się od nieuzasadnionej decyzji z początku lat 90. ubiegłego wieku Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która stanowiła, że poza mediami publicznymi na rynku telewizyjnym można zbudować tylko jedną silną telewizję.

– Dlaczego to była zła decyzja?

– Dlatego, że nie zapewniała budowy pluralizmu na tym rynku; z góry wykluczono pewne grupy i środowiska. Pierwszą koncesję dostał Polsat Zygmunta Solorza. Dopiero później pojawił się, na początku niewielki, TVN. Już na samym początku III RP zablokowano więc rozwój rynku telewizyjnego, tak że został on w znacznej mierze zmonopolizowany. Nawet KRRiT Jana Dworaka scharakteryzowała go jako oligopol.

– Wtedy tłumaczono, że niewiele jest miejsca w eterze, że częstotliwości są dobrem rzadkim.

– Pod tym względem Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji była trochę „chłopcem do bicia”, zaś o częstotliwościach decydował w sposób niezbyt przejrzysty ówczesny Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty, dziś Urząd Komunikacji Elektronicznej. Faktem jest, że te częstotliwości były gdzieś blokowane, ukrywane. To zadecydowało o powolnym i nieprawidłowym rozwoju rynku telewizyjnego w Polsce.

– O rynek mediów elektronicznych – zwłaszcza o telewizję – toczyły się jednak wielkie boje, było na ten temat dość głośno, natomiast całkiem bezboleśnie i po cichu odbywał się wykup tytułów prasowych. Dlaczego odpowiednio wcześnie nie włączały się żadne światła ostrzegawcze?

– Dziennikarze czy politycy albo nie byli odpowiednio dalekowzroczni i lekceważyli problem, albo było im to z jakichś powodów na rękę. Niewątpliwie przegapiliśmy fundamentalny problem. Dzisiejsza debata publiczna na ten temat nieco poprawia stan świadomości społecznej o zasięgu obcego kapitału, głównie niemieckiego, na rynku codziennej prasy lokalnej. Wydaje się jednak, że w ogóle nie ma tej świadomości, gdy chodzi np. o rynek kolorowych magazynów opiniotwórczych – kobiecych, młodzieżowych, dziecięcych, komputerowych czy sportowych – na którym mamy tylko śladową obecność rodzimego kapitału. Najwyższy więc czas głośno postawić pytanie, jakie treści i jakie wartości są przekazywane na ich łamach, jakie opinie i postawy są przez nie kształtowane. I przede wszystkim – czyj interes reprezentują te kształtujące opinię i gusta Polaków magazyny. Czy na pewno polski?

– Proszę o konkretny przykład.

– Dosyć charakterystyczna była niedawna debata medialna o caracalach, śmigłowcach produkowanych przez francusko-niemiecki koncern, z których zakupu Polska z ważnych powodów zrezygnowała. W prasie z kapitałem niemieckim pojawiały się ewidentne zakłamania; „Fakt” zaczął straszyć, że Polska będzie musiała płacić ogromne odszkodowania... Łatwo zauważyć, że gdy mamy kolizję interesów polskich i obcych, te tylko polskojęzyczne gazety zajmują się krytyką i często ośmieszaniem polskich spraw. „Newsweek” pisze ostatnio, że „PiS wszczyna wojnę z Polską”... To ciekawa ocena niemieckiego tygodnika. Nieprawdaż?

– I, niestety, ludzie ten przekaz kupują...

– Jednak od kilku lat mamy już nieco lepszą sytuację, gdy chodzi o neutralizację tego rodzaju przekazu. Z wielkim trudem, ale powstało już kilka naprawdę niezależnych mediów opiniotwórczych.

– A głos tzw. mediów głównego nurtu stał się po prostu jeszcze bardziej natarczywy, radykalny; to one ogłaszają światu, że już samo mówienie o repolonizacji mediów to „sposób PiS na zawłaszczanie mediów prywatnych”.

– Powtórzę, że np. w Niemczech czy we Francji nie ma obcego kapitału w mediach. Gdy kilka lat temu kapitał anglosaski zainwestował w „Berliner Zeitung”, podniósł się w Niemczech zgodny protest polityków, dziennikarzy, autorytetów i obywateli; debatowano, jak bardzo niebezpieczny to precedens, że obcy będą mieli wpływ na gust Niemców, na kształtowanie niemieckiej opinii! Ta presja społeczna spowodowała, że zakup został anulowany. Tymczasem u nas mamy zmasowany atak – zewnętrzny i wewnętrzny – na PiS za to właśnie, że chciałby w taki czy inny sposób choć trochę „udomowić” te nasze polskie-niepolskie media. Ogółowi Polaków jednak wciąż brakuje poczucia wagi pilnowania własnego interesu; jako spadek po komunizmie pozostało w Polsce i innych krajach postkomunistycznych takie właśnie myślenie postkolonialne...

– ...i przez całe lata wygodniej nam było naiwnie wierzyć, że media będące własnością obcego kapitału są niezależne od związanych z nim interesów – że mamy w Polsce naprawdę wolne media!

– Tak. I każdy, kto ośmielał się w to wątpić, był od razu posądzany o hołdowanie teoriom spiskowym, co, rzecz jasna, te właśnie media starały się wyszydzać. Dlatego dziś, gdy podejmujemy temat repolonizacji mediów, powinniśmy przede wszystkim zacząć od uświadomienia Polakom skali problemu i jego konsekwencji, tj. że możemy ulegać nieżyczliwym podpowiedziom czy niepolskiej propagandzie.

– Kłopot polega na tym, że ta nauka „poprawnego” myślenia – czy raczej: niemyślenia – sączy się właśnie z tych najbardziej popularnych mediów, będących niepolską własnością...

– Niestety, za późno zaczęliśmy w III RP budować własne media. Ale cieszmy się, że od niedawna mamy już kilka tygodników opiniotwórczych, mamy dzienniki, o których można powiedzieć, że reprezentują polską rację stanu. Staramy się też odbudować media publiczne, które wymagają nie tylko gruntownej reformy, ale i całej filozofii działania, by spełniać swą misję publiczną. Przed nami jednak długa droga, do której przebycia niezbędne są determinacja i silna wola polityczna.

* * *

Elżbieta Kruk
Polityk, posłanka na Sejm IV, V, VI, VII i VIII kadencji; obecna przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, była przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (2006-07), od 2016 r. członkini Rady Mediów Narodowych

Tagi:
wywiad rozmowa

Lenka potrzebuje naszej pomocy

2018-06-13 10:08

Alicja Magura
Edycja zamojsko-lubaczowska 24/2018, str. IV

Alicja Magura
Lenka z rodzicami Joanną i Bartłomiejem Medyńskimi

Siedmiomiesięczna Lenka Medyńska z Lubaczowa choruje na Zespół Pradera-Williego. Ta rzadka choroba dotyka 1 na 20 tys. noworodków. Lenka przez całe życie będzie musiała być pod kontrolą wielu specjalistów, m.in.: pediatry, genetyka, fizjoterapeutów, neurologopedy, neurologa, endokrynologa, dietetyka, psychologa, ortopedy, okulisty i wielu innych. Dziewczynka wymaga codziennej rehabilitacji, stałej specjalistycznej opieki oraz dożywotniej terapii hormonalnej. O symptomach tej choroby, skutkach i leczeniu Lenki z rodzicami dziewczynki – Joanną i Bartłomiejem Medyńskimi – rozmawia Alicja Magura.

Alicja Magura: – Lenka choruje na Zespół Pradera-Williego. Myślę, że większość ludzi w ogóle nie ma pojęcia, co to za choroba...

Joanna i Bartłomiej Medyńscy: – To bardzo rzadko spotykana choroba genetyczna. Wynika ona z poważnych zmian w układzie genów znajdujących się na 15 chromosomie. A czym się objawia? Niskorosłością, chorzy nie mają uczucia sytości i mogą jeść bez końca. Występuje spowolniony metabolizm, chorzy mają wysoki próg odczuwania bólu, opóźniony rozwój psycho-ruchowy i mowy. Mają wybuchy złości i agresji, zaburzenia obsesyjne i kompulsywne, są też możliwe depresje, zaburzenia autystyczne, skubanie skóry. W młodszym wieku objawia się to zmniejszonym napięciem mięśniowym, co teraz wiąże się głównie z tym, że musimy Lenkę rehabilitować. Jeździmy trzy razy w tygodniu do Jarosławia – jest to ok. 40 km od Lubaczowa. Kolejne dwa dni przeznaczone są na prywatną rehabilitację prowadzoną w Lubaczowie, czyli razem pięć razy w tygodniu. Zaburza to cały dzień i pracę w domu. Ciężko zorganizować się z tym wszystkim. Obiady w większości jemy na mieście albo kupione gdzieś w restauracji, ponieważ nie mamy czasu ich przygotować.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerwcowe zmiany w Kościele świdnickim

Przemysław Awdankiewicz
Edycja świdnicka 27/2010

Jak co roku w czerwcu biskup świdnicki Ignacy Dec ogłosił zmiany personalne w strukturach Kościoła. W Wałbrzychu na emeryturę odchodzi jeden z najbardziej znanych księży w mieście - ks. inf. Julian Źrałko, mamy też wiele zmian wśród wikariuszy.

Księdza inf. Juliana Źrałkę, który po osiągnięciu wieku 75 lat odchodzi na emeryturę (nadal będzie jednak mieszkał na plebanii przy parafii św. Jerzego), zastąpi ks. Stanisław Przerada, dotychczasowy ojciec duchowny Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Świdnickiej, pełniący funkcję diecezjalnego egzorcysty. Wierni pożegnają też ks. Wojciecha Draba, wikariusza parafii NMP Nieustającej Pomocy w Wałbrzychu. Obejmie on wikariat w parafii Miłosierdzia Bożego w Świdnicy. Ze studiów w Rzymie wróci za to do Wałbrzycha ks. Tomasz Federkiewicz. Będzie wikariuszem w parafii pw. św. Jerzego w Wałbrzychu. Parafianie ze Szczawna-Zdroju z żalem będą żegnać ks. wikariusza Piotra Hebdę, który obejmie swoje pierwsze probostwo w parafii pw. św. Wawrzyńca w Budzowie (dekanat Ząbkowice Śląskie-Południe). Wierny parafialnym patronom pozostanie ks. Grzegorz Jakuszewski, który z dusznickiej parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła przyjedzie do wałbrzyskiej dzielnicy Podzamcze - również do parafii pw. Świętych Piotra i Pawła. W tejże parafii emeryturę spędzi ks. Józef Michalski. Ks. Mariusza Kubika, wikariusza parafii pw. św. Michała Archanioła w Mieroszowie czeka przeprowadzka do Wałbrzycha, do parafii pw. św. Barbary w Wałbrzychu, gdzie będzie wikariuszem. Z Wałbrzycha z parafii pw. św. Jerzego odejdzie do parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Dusznikach-Zdroju wikariusz ks. Tomasz Michalski. Szczawno-Zdrój powita nowego wikariusza - z parafii pw. św. Anny w Ząbkowicach Śląskich przeniesie się tam ks. Ryszard Mucha. Przeprowadzka czeka również ks. Gabriela Mularza. Ten wikariusz z parafii Świętych Aniołów Stróżów w Wałbrzychu obejmie wikariat w parafii św. Michała Archanioła w Mieroszowie. Z Bożkowa do Wałbrzycha przenosi się ks. Piotr Mycan. Będzie on wikariuszem w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Wałbrzychu. Na urlop zdrowotny skierowany został ks. Waldemar Potorski, rezydent parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Wałbrzychu. Ks. Tomasz Puślecki, dotychczasowy wikariusz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Świdnicy i dziennikarz Radia Rodzina, będzie teraz wikariuszem w parafii pw. Świętych Aniołów Stróżów w Wałbrzychu. W Wałbrzychu pozostanie ks. Paweł Szałek, wikariusz parafii pw. św. Barbary w Wałbrzychu, będzie teraz wikariuszem w parafii pw. Najświęteszj Maryi Panny Nieustającej Pomocy w Wałbrzychu. Ks. Rafał Śliwiński, wikariusz parafii pw. św. Wojciecha w Wałbrzychu, będzie za to wikariuszem w uzdrowiskowej parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szczawnie-Zdroju.
Pozostałe zmiany:

ks. Witold Baczyński, urlop naukowy - ust. rezydentem parafii pw. św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy (katedra)

ks. Paweł Bednarski, studia KUL - ust. wikariuszem parafii pw. św. Jadwigi w Bolkowie; dekanat Bolków

ks. Arkadiusz Chwastyk, studia Rzym - ust. rezydentem parafii pw. Królowej Różańca św. w Dzierżoniowie; dekanat Dzierżoniów

ks. Wojciech Dragan, diecezja rzeszowska - ust. wikariuszem parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu; dekanat Strzegom

ks. Krzysztof Iwaniszyn, wikariusz parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu - ust. ojcem duchownym WSD Świdnica

ks. Marcin Januszkiewicz, neoprezbiter - ust. wikariuszem parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Bożkowie; dekanat Nowa Ruda-Słupiec

ks. Michał Jelonek, neoprezbiter - ust. wikariuszem parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żarowie; dekanat Żarów

ks. Piotr Kos, studia KUL - ust. wikariuszem parafii pw. św. Anny w Ząbkowicach Śląskich; dekanat Ząbkowice Śląskie-Północ

ks. Roman Lubański, neoprezbiter - ust. wikariuszem parafii pw. Najświętszego Zbawiciela w Strzegomiu; dekanat Strzegom

ks. Krzysztof Ora, prefekt WSD - ust. Dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego Świdnickiej Kurii Biskupiej

ks. Mariusz Sajdak, wikariusz parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żarowie - ust. wikariuszem parafii pw. św. Anny w Ząbkowicach Śląskich; dekanat Ząbkowice Śląskie-Północ

ks. Grzegorz Todorowski, wikariusz parafii pw. św. Jadwigi w Bolkowie - ust. wikariuszem parafii pw. św. Michała Archanioła w Bystrzycy Kłodzkiej; dekanat Bystrzyca Kłodzka

ks. Krzysztof Wereski, wikariusz parafii pw. Michała Archanioła w Bystrzycy Kłodzkiej - ust. wikariuszem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Polanicy-Zdrój; dekanat Polanica-Zdrój

ks. Michał Zwierzyna, wikariusz parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Złotym Stoku - ust. wikariuszem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bielawie; dekanat Bielawa

Ogłoszone przez Ordynariusza diecezji świdnickiej zmiany weszły w życie 28 czerwca, to dzień przeprowadzki dla księży w diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papież: dyktatury zaczynają się od oszczerczego przekazu

2018-06-18 12:26

st (KAI) / Watykan

Na zwodniczą siłę skandalu i destruktywną moc oszczerczego przekazu zwrócił uwagę Franciszek podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (1 Krl 21, 1b-16), opowiadającego o oszczerstwie, którym posłużył się król Achab, aby zamordować Nabota i przywłaszczyć sobie jego winnicę.

screenshot/TV Vaticana

Papież przypomniał historię winnicy, której Nabot nie chciał sprzedać królowi Achabowi. Wobec tego monarcha przystał na radę swej żony Izebel, i zgodził się, aby Nabot został fałszywie oskarżony i ukamienowany, stając się męczennikiem, gdyż pragnął ocalić swe dziedzictwo. Franciszek dodał, że historia ta powtarza się w Jezusie, a następnie w pierwszym męczenniku Kościoła – św. Szczepanie i wreszcie we wszystkich męczennikach, wobec których stosowano oszczerstwa. Paradygmat ten pojawia się także w działaniach wielu szefów państw. Zaczyna się od kłamstwa, a zniszczywszy daną osobę doprowadza się do jej osądzenia i potępienia.

„Także dziś, w wielu krajach, stosuje się tę metodę: niszczenie wolnej komunikacji” – stwierdził Ojciec Święty. Wskazał na przykład monopolizacji środków przekazu i ich zafałszowania, co prowadzi z kolei do osłabienia demokracji. Następnie sędziowie osądzają i skazują ofiary tego oszczerstwa. W ten sposób rodzi się i narasta dyktatura.

„Wszystkie dyktatury zaczynały w ten sposób, poprzez zafałszowanie przekazu, umieszczanie środków przekazu w rękach ludzi bez skrupułów, czy rządu pozbawionego skrupułów” – powiedział papież. Dodał, że podobne mechanizmy mają miejsce w życiu codziennym, kiedy rodzi się chęć zniszczenia danej osoby - zaczyna się od obmowy, oszczerstwa, rozpowiadania skandali. Franciszek zauważył, że często obserwujemy w mediach pogoń za skandalami, a osoby które padły ofiarą oszczerstwa nie mogą się bronić. Przykładem tego są dyktatury minionego wieku i prześladowanie Żydów, które zaczęło się od oszczerstw i obmowy.

„Oszczerczy przekaz wymierzony w Żydów, a oni byli wykańczani w Auschwitz, bo nie zasługiwali na życie. Och... to horror, ale horror, który dzieje się dzisiaj: w małych społeczeństwach, między ludźmi i w wielu krajach. Pierwszym krokiem jest zawłaszczenie przekazu, a następnie zniszczenie, osądzenie i śmierć” – stwierdził Ojciec Święty.

Papież przypomniał słowa apostoła Jakuba, który w rozdziale 3 swego listu mówi o grzechach języka. Zachęcił też do ponownego przeczytania 21 rozdziału 1 Księgi Królewskiej oraz do pomyślenia o wielu zniszczonych osobach, krajach, o wielu dyktaturach, które zniszczyły państwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem