Reklama

250-lecie świątyni w Hucie Krzeszowskiej

2016-10-27 09:31

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 44/2016, str. 4-5

Joanna Ferens
Pasterz Diecezji poświęcił ołtarz ufundowany przez parafian

1050 lat temu Polska dołączyła do wspólnoty chrześcijańskich narodów Europy. Od tego czasu na ziemiach polskich zaczęto wznosić katolickie świątynie. Taka świątynia powstała także w Hucie Krzeszowskiej, w 1766 r., czyli dokładnie 250 lat temu. Z wielkim szacunkiem i miłością odnosimy się do tego Bożego Domu, w którym od tylu już lat Jezus Chrystus jest obecny pośród nas, będąc źródłem wszelkich łask, którymi tak hojnie nas obdarza” – tymi słowami proboszcz, ks. Krzysztof Koprowski, rozpoczyna słowo wstępne obszernej publikacji, przygotowanej specjalnie na jubileusz 250-lecia istnienia świątyni pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Hucie Krzeszowskiej.

„W poszczególnych ławkach, przed ołtarzem, na klęcznikach, w każdym miejscu tej świątyni, na środku kościoła, na chórze i gdzieś wtuleni w konfesjonały, chrześcijanie zostawili tu i wciąż zapisują, ciekawe biografie, ludzkie życie, swoje losy, dramaty tej ziemi, krzyże, radości, nadzieje i trudne sprawy. To wszystko, całe wnętrze świątyni przenika zapachem kadzidła z tylu dziesięcioleci, trwa modlitwa, cisza adoracji i mocny śpiew całego ludu oraz pojedyncze, słabe głosy, czasem zakrzyknie zdziwione dziecko i słychać westchnienie cierpiącego, obarczonego krzyżem, chorobą, starością człowieka zginającego z bólem swoje wysłużone, wypracowane, a także wymodlone kolana. To wszystko przed Panem życia i śmierci, patrzącym miłosiernie z wysokości krzyża” – napisał również, na pamiątkę przyszłym pokoleniom pasterz naszej diecezji bp Marian Rojek.

Historia kościoła

W 1766 r., dzięki funduszom i staraniom Teresy z Michowskich Zamoyskiej, wojewodziny lubelskiej w Hucie Krzeszowskiej powstał kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, zaś dopiero 10 lat później w tym miejscu została erygowana parafia, wyodrębniona z parafii w Krzeszowie. Niewielki, drewniany, modrzewiowy kościółek znajduje się w centrum miejscowości. Jest urokliwy, otoczony drobnolistnymi lipami, usytuowany na wzniesieniu, sprawia wrażenie miejsca pełnego spokoju, ukojenia, a także wielkiej, historycznej pamięci. I nie da się zaprzeczyć, że stanowi on nie tylko najcenniejszy historycznie, ale i artystycznie obiekt tych terenów. Kościół przez lata był wiele razy odrestaurowywany i remontowany, zmieniano pokrycie dachowe, malowano wnętrze, a także powiększono go w 1882 r. To wszystko jest wyrazem dbałości parafian o dom Boży od początku jego powstania. We wnętrzu świątyni znajduje się również wiele elementów zabytkowych, do których należą m.in. belka tęczowa profilowana z krucyfiksem barokowym z XVIII wieku, chór muzyczny wsparty na dwóch słupach, o parapecie ukośnie wysuniętym po bokach, zachowana pierwotna więźba dachowa, a także ołtarze rokokowe z wieku XVIII. Główny ołtarz, drewniany, z czterema kolumnami, ozdobiony jest rzeźbami Matki Bożej Bolesnej i św. Jana Ewangelisty wraz z obrazem Chrystusa Ukrzyżowanego i obrazem Przemienienia Pańskiego, pełniącego funkcję zasłony, zaginionym i odnalezionym podczas prac konserwatorskich w 2014 r. W kościele znajdują się również dwa ołtarze boczne przy tęczy: lewy z obrazami Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej na blasze z wieku XVIII, w rokokowej sukience, św. Wawrzyńca z XIX wieku, św. Teresy Karmelitanki w zwieńczeniu z wieku XVIII; prawy z obrazami z XVIII wieku: św. Mikołaja, św. Antoniego i św. Kajetana w zwieńczeniu.

Reklama

Uroczystości jubileuszowe

Uroczystości jubileuszowe rozpoczęły się od Mszy św., której przewodniczył bp Marian Rojek. W czasie Eucharystii dziękowano Panu Bogu za dar świątyni parafialnej, którą już od 250 lat wypełniają modlitwy ludzi kochających Pana Boga. Na samym początku Księdza Biskupa i zgromadzonych w świątyni gości powitał gospodarz parafii, ks. Krzysztof Koprowski, mówiąc: – Cieszę się bardzo z waszej obecności, tu, w naszej świątyni. Ten nasz kościół stanowi widzialny punkt odniesienia dla niewidzialnej rzeczywistości, w której żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Głos zabrał również wójt gminy Harasiuki Henryk Bździuch. – Jak nasi praojcowie, gromadzimy się w świątyni, aby pokłonić się Panu Bogu i podziękować za Jego miłosierdzie. To dzięki Jego dobroci, przez 250 lat świątynia ta była ostoją żywej wiary. Nasz Arcypasterzu, przydaj nam wiary! Umocnij naszą więź z Kościołem powszechnym! – powiedział Ksiądz Proboszcz.

Słowo Pasterza

– Parafianie Huty Krzeszowskiej modlący się w tej świątyni, macie tę wyjątkową łaskę, iż możecie, wpatrzeni w Ukrzyżowanego, niemal Jego krzyża dotknąć, ucałować, życiem swoim do Niego przylgnąć, Chrystusowi na tym drzewie krzyża wszystko powiedzieć, własnymi słowami wyżalić się. W Nim, w Krzyżu szukajcie otuchy, nadziei, mocy, uzdrowienia z fizycznej lub duchowej choroby. Od Krzyża chcemy się uczyć miłosierdzia, przebaczenia, darowania doznanych krzywd. Czy już wiecie, dlaczego ten wasz piękny kościół przyciąga tak wielu ludzi? Nie tylko koneserów sztuki wrażliwych na polichromię świątyni, ale grzesznika i świętego, radosnego i smutnego, chorego i zdrowego, dziecko, osobę młodą i podeszłą wiekiem? Przyciąga, bo do tego Krzyża przybywa człowiek skrzywdzony, cierpiący i bezbronny, ale może też przystąpić do tego Krzyża ten, kto sam krzywdził, kto zadawał ból. Każdy czuje się jednakowo przed Chrystusem, zawieszonym na tym przenajszlachetniejszym drzewie, na którym On, Bóg i Człowiek, wysłużył nam zbawienie – mówił podczas homilii bp Marian Rojek.

Dar ołtarza

Podczas uroczystej liturgii jubileuszowej Ksiądz Biskup poświęcił nowy ołtarz, na którym codziennie będzie sprawowana Najświętsza Ofiara, dziękczynienie parafian za to, że Pan Bóg jest pośród swoich wiernych, w centrum człowieczego życia. „Błogosławiony jesteś, Boże. Ty przyjąłeś ofiarę, którą Chrystus złożył na ołtarzu krzyża, aby zbawić ludzkość. Ty z ojcowską miłością gromadzisz swój lud przy stole Pańskim, aby sprawował pamiątkę tej ofiary. Wejrzyj więc, Panie, na ten ołtarz, przygotowany do sprawowania Twoich misteriów, niech on będzie miejscem uwielbienia i dziękczynienia, ołtarzem, przy którym spełniać będziemy święte obrzędy ofiary Chrystusa, stołem, na którym będziemy łamać Chleb Życia i pić z kielicha, który nas jednoczy. Niech będzie źródłem, z którego tryska woda dająca zbawienie, abyśmy na ołtarzu naszych serc składali Tobie miłą ofiarę z naszego życia”.

Dziękczynienie

– Cieszymy się, że zawsze możemy tutaj przychodzić i przed ten ołtarz przynosić nasze radości i smutki, troski i nadzieje – wyrażał swoje dziękczynienie Ksiądz Proboszcz. Dziękczynienie za dar tak wspaniałej świątyni składali również przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, m.in. poseł na Sejm RP Piotr Olszówka, starosta powiatu niżańskiego Robert Bednarz oraz dyrektor Zespołu Szkół w Hucie Krzeszowskiej, Helena Szado-Oleksak.

– Nikt nie zliczy tych wszystkich sakramentów tu udzielonych, modlitw, które modrzewiowe ściany tego kościoła słyszały, radości i smutków, z jakimi tu ludzie przychodzili przez te wszystkie lata. Cieszymy się, że nasza świątynia z roku na rok pięknieje. Wyrażamy wdzięczność Panu Bogu i ludziom za to, że dane nam jest modlić się w coraz ładniejszym kościele. Jego zmieniający się wygląd świadczy także o naszej wierze, która jest żywa, dynamiczna i twórcza. Jako proboszcz tej wspólnoty parafialnej dziękuję moim parafianom za ich codzienną troskę o naszą świątynię. Moją wdzięczność wyrażam i wciąż będę wyrażał poprzez modlitwę za wszystkich dobroczyńców kościoła w Hucie Krzeszowskiej – dziękował na zakończenie jubileuszowej Eucharystii ks. Koprowski.

Sympozjum naukowe

Dalsza część jubileuszowych uroczystości miała miejsce w Zespole Szkół w Hucie Krzeszowskiej, gdzie odbyło się sympozjum popularnonaukowe dotyczące początków powstania tejże świątyni, a także początków parafii. Sesja naukowa została wzbogacona prelekcjami wybitnych regionalistów, znawców historii i sztuki. O historii Huty Krzeszowskiej i okolic opowiadał regionalista Marian Kurzyna, który mówił: – Ci, którzy opuścili te ziemie, wyjeżdżając na emigrację, zabierali w sercu najpiękniejsze widoki huciańskiego kościoła. Dla urodzonych na tej ziemi, ten drewniany kościół znaczy więcej niż najpiękniejsze katedry świata. Historię parafii i kościoła przybliżył dr Dominik Komada, zaś dr Agnieszka Szykuła-Żygawska omówiła postać Teresy Anieli z Michowskich Zamoyskiej, fundatorki kościoła i jego snycerskiego wyposażenia. Architekturę kościoła omówiła konserwator zabytków dr Grażyna Stojak, dr Piotr Kondraciuk opowiedział o obrazach ołtarzowych i elementach wystroju malarskiego kościoła, zaś o złotnictwie i tkaninach znajdujących się w kościele mówili Dariusz Nowacki i Danuta Szewczyk-Prokurat. Sympozjum zakończył wykład Stanisława Kłosowskiego o problematyce wykonanych prac konserwatorskich przy zabytkowym wyposażeniu kościoła.

Zaproszenie na huciańską ziemię

– Korzystając z okazji, bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich moich parafian, a także słuchaczy Katolickiego Radia Zamość i czytelników „Niedzieli”. Zapraszam do Huty Krzeszowskiej, warto odwiedzić nasz kościół i doświadczyć życzliwości mieszkających tutaj ludzi, można się również zachwycić pięknem tutejszych okolic. Życzę, by Chrystusowy Krzyż, który w szczególny sposób czcimy w naszej przepięknej świątyni, był zawsze naszą chlubą, by nas umacniał i wskazywał drogę do Pana Boga – mówił ks. Krzysztof Koprowski.

Tagi:
świątynia jubileusz

Ks. dr Leon Czaja: Bycie tutaj to łaska

2018-02-16 17:21

Agnieszka Bugała

Dziś świętujemy 60. rocznicę święceń kapłańskich ks. dr. Leona Czai, wikariusza generalnego, wieloletniego kanclerza Kurii. Z tej okazji przypominamy rozmowę, którą dokładnie 10 lat temu, z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa przeprowadziliśmy z Księdzem Jubilatem.

Ks. Rafał Kowalski

Tym, którzy przychodzą do wrocławskiej Kurii, wydaje się, że jest tam od zawsze. W ciszy pełni swe codzienne obowiązki. Ci, którzy go znają, mówią o poczuciu humoru, niezwykłej pamięci do anegdot, drobnych zdarzeń. Minęło 50 lat od chwili, gdy bp Andrzej Wronka wyświęcił go na kapłana. Z ks. dr. Leonem Czają, kanclerzem wrocławskiej Kurii, rozmawia Agnieszka Bugała

Ks. Rafał Kowalski

AGNIESZKA BUGAŁA: - Księże Kanclerzu, dzień święceń to nie był majowy, upalny dzień, ale środek lutego...

KS. DR LEON CZAJA: - Gdy kończyłem studia razem z moim kursem, w maju 1956 r., miałem zaledwie 21 lat i 4 miesiące. Byłem za młody nawet do diakonatu, mogłem go przyjąć dopiero w 1957 r., czyli blisko rok po studiach. Na kapłaństwo musiałem czekać do 1958 r. Przełożeni ustalili, że w najbliższą niedzielę po urodzinach, czyli po 10 lutego, przyjmę święcenia. Po prymicjach w mojej rodzinnej parafii, przy pięknej, surowej zimie, jechałem sankami 20 km do Bochni, aby wsiąść do pociągu i wrócić na wtorkową katechezę. Jako diakon uczyłem, nie mówiąc o tym, że nie jestem kapłanem. Kiedy spytano mnie w szkole jak spędziłem ostatki, powiedziałem, że zupełnie wyjątkowo, bo przyjąłem święcenia kapłańskie. Wywołało to konsternację w nauczycielskim gronie.

- Ale po święceniach nie było dekretu kierującego na parafię...

- Były studia rzymskie w czasie niezwykłym, bo podczas trwania soboru. Gdy wróciłem w 1967 r., zostałem wikariuszem w katedrze do 1970, a potem wszedłem w mury wrocławskiej kurii i jestem tu do dziś, czyli już 38 lat. To zdecydowanie ponad połowa życia. A jeśli do 75 roku życia tu dotrwam, to będę miał 40 lat kurii jak Izraelici pustyni.

- Duchowi mistrzowie?

- Wzrastałem u boku samych mistrzów. Najpierw był kard. Kominek, potem krótko bp Urban, przez 27 lat kard. Gulbinowicz. Bycie tutaj traktuję jako wyjątkową łaskę Pana Boga. Stawiane przez nich wymagania budzą wciąż nową energię, nowe siły.

- Gdzie widzi Ksiądz przekonanie, że kapłaństwo jest tą jedyną drogą?

- Wiele razy o tym myślałem, ale nie znajduję takiego punktu. Jak daleko sięgam w przeszłość, to właściwie nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi, jak tylko taką. Dziecięce, wiejskie zabawy, wielodzietna rodzina - nie chciałem inaczej. Gdy w 1951 r. przyszła matura, a był to rok szczególny, bo zetknęły się wtedy w gimnazjach dwie grupy: ostatni rok przedwojenny i pierwsze owoce powojennej jedenastolatki, w gimnazjum, do którego chodziłem w Bochni przystąpiło 230 osób. Po maturze zgłosiłem się do seminarium w Tarnowie. Przyjechałem, przedstawiłem się, ale okazało się, że rektor nie może mnie przyjąć, bo liczba kandydatów jest zbyt duża. Pozostały dwa wyjścia: albo Łódź, albo Wrocław. W 1951 r. o ziemiach zachodnich mówiło się w kategoriach dzikiego zachodu. Zgłosiłem się pisemnie do obu miast. Po czterech dniach przyszła odpowiedź z Wrocławia: proszę przyjechać. I tak to się rozpoczęło. Rektor Marcinkowski, Litwin, Wilnianin, był moim pierwszym, seminaryjnym mistrzem, a czas był szczególny, bo nie mieliśmy biskupa, aż do 1956 r. doświadczaliśmy głodu pasterza. Na wszystkie święcenia przyjeżdżali biskupi zapraszani z innych diecezji. Wiedzieliśmy, że tego nie przeskoczymy, zresztą, to nie było trwanie w próżni, przełożeni to wszystko dobrze nam tłumaczyli. Kiedy przyszedł kard. Kominek wszystko zaczęło się porządkować. To był czas, kiedy ubecja próbowała kler dzielić, niektórych udało się skaptować do pionu księży patriotów. Kard. Kominek podszedł do nich zupełnie inaczej. Na jednym ze spotkań powiedział: ja wam daję szansę na rehabilitację, znam waszą przeszłość, ale rozpoczynamy nowy odcinek.

- Ekstremalne warunki kapłańskiej formacji...

- Bojowe, ale w sumie nam, ludziom tamtego czasu, tamtego środowiska, było trochę łatwiej stanąć wobec aktualnego dzisiaj problemu lustracji. Kiedy przed dwoma laty „rzucono” się na lustrowanie duchowieństwa, to dla nas było jasne, że ten czy inny nie wytrzymał próby czasu, próby dziejów i trzeba podjąć próbę ukształtowania sobie postawy wobec tego, że wyłamał się z jedności. Tej specyficznej nauki udzielił nam kard. Kominek właśnie wtedy.

- Największy wpływ na kształtowanie kapłaństwa?

- Ludzie niezłomni. Do 1956 r. władze wygrały wszystko, co można było na tym terenie wygrać wobec Stolicy Apostolskiej. Zmusiły wikariusza kapitulnego wrocławskiego ks. Lagosza, żeby duchowieństwo poparło protest do Stolicy Apostolskiej. Większość z przełożonych i wykładowców seminaryjnych odmówiło udziału w proteście. W konsekwencji zostali zwolnieni z pracy i przeniesieni na parafie. Ale ci, którzy zajęli ich miejsce, byli ludźmi bez reszty oddanymi Kościołowi oraz nam, alumnom. Tworzyli klimat szczególny, wyjątkowy, podtrzymujący w nas entuzjazm i zapał. Mój rocznik był tym, który całą formację przeszedł w czasach ks. Lagosza. I przez następne lata nikt z tego rocznika nie wykruszył się z kapłańskiego stanu. To wydaje się niemożliwe, bo rzeczywistość naprawdę była trudna. Kiedy jechaliśmy do parafii naszego pochodzenia, księża przecież orientowali się, kto kieruje Kościołem we Wrocławiu. Byliśmy dyskredytowani z natury rzeczy. Mówiono, że pracujemy na medale dla swego ordynariusza, ks. Lagosza.

- W tym trudnym czasie przychodzili kapłani tacy, jak ks. Zienkiewicz...

- Ks. Zienkiewicz przyszedł na stanowisko rektora na fali czystek, kiedy rektor Marcinowski nie podpisał kolejnego protestu. Korzystałem z jego duchowego kierownictwa aż do momentu święceń, bo przecież jeszcze w 1958 r. ks. Zienkiewicz był rektorem seminarium.

Gdy wróciłem ze studiów, on był duszpasterzem akademickim, spotykałem go codziennie w stołówce. To był człowiek niebywałej prawości, niebywałej kultury ducha. Umiał nas podtrzymać w sytuacjach napiętych. Nie wygłaszał słów pustych, wszystkie płynęły z najgłębszych pokładów jego duszy. Człowiek modlitwy. Pod pewnym względem widziałbym analogię między Zienkiewiczem a późniejszym Janem Pawłem II.

- A spotkania z Janem Pawłem II?

- Najbardziej utkwiło mi to pierwsze, zresztą była to pierwsza jego wizyta we Wrocławiu, niedługo po tym, jak został krakowskim sufraganem. Bp Kominek zaprosił go na rekolekcje dla kapłanów. Informacje poszły w teren, zgłosiło się ponad 180 kapłanów, więc seminarium było wypełnione całkowicie. Ja byłem przydzielony bp Latuskowi do pomocy, stąd moja tam obecność. Wieczorem przychodzi Kominek do seminarium i mówi: Ja rozpocznę rekolekcje, bo Wojtyła się spóźnia i pewnie dziś też się spóźni. Rekolekcje się zaczęły. Przychodzi na portiernię młody człowiek, odziany w pelerynę z materiału imitującego koc i mówi: Przyjechałem na rekolekcje. Czy ksiądz jest zgłoszony? - pytam. Nie, ja się nie zgłosiłem. To będzie problem, bo seminarium mamy w stu procentach zajęte. A co się stało? - pyta zdziwiony. Bp Wojtyła ma prowadzić rekolekcje i przyjechało ponad 180 księży. A cóż to takiego Wojtyła? - mówi. Nie znam, odpowiadam, ale tak wygląda sytuacja. To mamy wrócić do domu? - pyta. A z daleka ksiądz przyjechał? Tak wyglądała nasza rozmowa. I oczywiście przy prośbie o podanie imienia i nazwiska usłyszałem Karol Wojtyła. To było pierwsze spotkanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bp Bronakowski: polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem

2018-02-20 20:04

jk / Toruń (KAI)

- Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - mówił bp Tadeusz Bronakowski na rozpoczęcie ogólnopolskiej konferencji pt. „Wolni w Chrystusie” zorganizowanej w Toruniu w dniach 20 i 21 lutego przez Zespół Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz Fundację Rozwoju Polski. Konferencja przybliża i promuje ogłoszony 13 lutego w Warszawie „Narodowy Program Trzeźwości”.

Katarzyna Cegielska
Bp Tadeusz Bronakowski

Konferencję „Wolni w Chrystusie” rozpoczęto Mszą św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Bronakowskiego sprawowaną w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Część wykładową, która odbyła się w Auli WSKSiM w Toruniu rozpoczął bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, która „w roku jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, w trosce o trzeźwość, która jest fundamentem wolności osobistej i narodowej, jako dar i zadanie Narodowego Kongresu Trzeźwości, wszystkim rodakom w kraju i za granicą” ogłosiła Narodowy Program Trzeźwości (NPT). - Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - podkreślił na wstępie bp Bronakowski i zauważył, że NPT jest swoistą syreną alarmową mającą wybudzić społeczeństwo ze szkodliwego snu. Ma być przyczynkiem do dyskusji oraz wołaniem o mobilizację społeczną.

O realizacji NPT w polskich parafiach i wśród Polaków za granicą opowiadał ks. prof. KUL dr hab. Piotr Kulbacki. Prelegent zwrócił uwagę na to, że proponowany program jest długofalowy, obliczony na okres jednego pokolenia, gdyż ma na celu „trwałe przekształcenie kultury i zmianę postaw”. Przybliżył także kilka aspektów akcji „Nie piję, bo kocham”, która propaguje m.in. dobrowolną abstynencję i przypomina o okresach szczególnej intensyfikacji działań pro abstynenckich w Kościele, jakimi są np. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu, Wielki Post, czy miesiąc sierpień. Podkreślił również, że rolą NPT jest ożywienie prac trzeźwościowych na poziomie diecezji i parafii, a co za tym idzie - zwrócenie się w kierunku rodziny, która jest podstawowym miejscem do wychowania w trzeźwości.

Kolejny temat w telekonferencji przybliżył ks. dr Marek Dziewiecki, który skupił się na zdefiniowaniu pojęć wolność i trzeźwość oraz przedstawił alkoholizm jako zjawisko występujące w sferze psychologicznej, społecznej i duchowej funkcjonowania człowieka.

Ks. dr Marek Dziewiecki podkreślał, że wolność została dana człowiekowi po to, by mógł kochać. W tym kontekście należy patrzeć w sposób szeroki na trzeźwość, która jest wolnością w myśleniu, przeżywaniu emocjonalnym, podejmowaniu decyzji i budowaniu więzi z Bogiem, samym sobą i drugim człowiekiem. Alkoholizm niszczy te wszystkie wymiary wolności.

Agonią człowieka uzależnionego jest zranienie w wolności przyjmowania miłości – alkoholik nie chce przyjmować miłości, bo ten, kto kocha, stawia wymagania. W efekcie uzależniony zatraca zdolność wrażliwości na cierpienie kochających i używa wolności, by od tej miłości uciekać. – Tu nie wystarczą tłumaczenia, że umiera na raty – podkreślał ks. dr Dziewiecki. Jedynym ratunkiem jest cierpienie własne, czyli pozostawienie uzależnionego z wszelkimi konsekwencjami jego postępowania tak, by miał szansę powiedzieć sobie „zmieniam się albo umieram”.

Jako dar i zadanie NPT przedstawił prof. nzw. dr hab. Krzysztof Wojcieszek, który podkreślał, że obecne pijaństwo w Polsce jest spuścizną historii naszego kraju. Badania pokazują, że wyraźnie rosło od lat 50-tych XX wieku, czyli w czasie ustroju totalitarnego. Nie ma też większego znaczenia fakt, że aktualnie w Polsce funkcjonują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących trzeźwości, bowiem 200 lat zaborów wykształciło w Polakach wewnętrzny sprzeciw wobec prawa i mimo, że surowe, nie jest przestrzegane np. 75% osób łamie zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku życia.

– Potrzeba środowiskowego wzmocnienia działania prawa – mówił prof. Wojcieszek. NPT w takim ujęciu jawi się jako dar i szansa na wyjście z tzw. „grzechu cudzego”, który dominuje w alkoholizmie jako cudze niedopatrzenie, brak reakcji, czy złe wzorce i w efekcie wepchnięcie kogoś w dramat uzależnienia. Prelegent podkreślił, że przyjęcie takiego daru stawia określone wymagania przed społeczeństwem, gdyż skłania po pierwsze do promocji NPT, a następnie wprowadzania go w życie najlepiej poprzez jeden dobrze wybrany projekt praktyczny do realizacji rocznej.

Prelegenci podkreślali, że Kościół – kapłani i świeccy, głównie ci zaangażowani w życie ruchów i wspólnot, są szczególnie powołane do realizacji tego programu, gdyż spojrzenie na alkoholizm tylko w kategoriach choroby jest spłaszczeniem problemu i pominięciem sfery duchowej i sumienia. Jak zaznaczyli prelegenci, jednym z wymiarów alkoholizmu jest zaprzeczanie jego istnienia oraz bycie współuzależnionym, co z kolei, mimo cierpienia, blokuje chęć zmian.

Druga część ogólnopolskiej konferencji „Wolni w Chrystusie” odbędzie się 21 lutego w Auli WSKSiM w Toruniu. Poruszone zostaną m.in. kwestie uzależnienia behawioralnego, czy kosztów uzależnień.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem