Reklama

Akademia Ignatianum w Krakowie

Bogu i Polsce na chwałę – Narodowi ku pokrzepieniu

2016-10-26 08:07

Marcin Tadeusz Łukaszewski
Niedziela Ogólnopolska 44/2016, str. 24-25

Archiwum rodziny Nowowiejskich / www. cyryl.poznan.pl
Feliks Nowowiejski w latach 20. XX wieku

W tym roku przypada 70. rocznica śmierci Feliksa Nowowiejskiego, autora „Roty” – kompozytora, organisty, dyrygenta i pedagoga

Rok 2016 jest rokiem Feliksa Nowowiejskiego, który należy do grona najwybitniejszych polskich twórców, obok Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki, Ignacego Jana Paderewskiego, Mieczysława Karłowicza i Karola Szymanowskiego.

Urodził się 7 lutego 1877 r. w Wartemborku (obecnie Barczewo) na Warmii. Do końca życia czuł się emocjonalnie związany z Warmią. W swoich późniejszych utworach nawiązywał do folkloru ziemi warmińskiej, pisząc chóralne „Warmijskie pieśni ludowe” czy „25 polskich pieśni ludowych z Warmii”. Brał czynny udział w plebiscycie na Warmii i Mazurach.

Edukacja

Odebrał gruntowne wykształcenie. Początkowo uczył się w przyklasztornej szkole muzycznej w Świętej Lipce. Później rozpoczął pracę w Olsztynie jako organista w kościele św. Jakuba. Po dwóch latach podjął decyzję o dalszym kształceniu w Berlinie, gdzie studiował najpierw w Konserwatorium Sterna, potem zaś w słynnej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Maxa Brucha. W Berlinie dwukrotnie nagrodzono Nowowiejskiego prestiżową nagrodą im. Giacomo Meyerbeera. Pierwszą z tych nagród, zgodnie z regulaminem, przeznaczył na kilkumiesięczną podróż artystyczną po Europie, zaś drugą – na dalsze studia w Berlinie. Naukę uzupełniał podczas kilkumiesięcznego kursu muzyki kościelnej w Ratyzbonie.

Reklama

Mimo że językiem wykładowym w szkole w Świętej Lipce był niemiecki i że kompozytor później studiował i przez wiele lat przebywał w Berlinie, nie przeszkodziło to w umocnieniu się jego poczucia narodowej tożsamości. Nie tylko pochodzeniem, lecz także twórczością i codzienną pracą określał swoją przynależność do kultury polskiej. Święta Lipka i Ratyzbona ukształtowały jego credo kompozytorskie jako twórcy muzyki organowej, religijnej i liturgicznej.

W latach 1909-14 Nowowiejski był dyrektorem krakowskiego Towarzystwa Muzycznego. W 1910 r. wziął udział w uroczystościach 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Pomimo sprzeciwu zaborców Polacy zorganizowali wielkie obchody tej rocznicy. Słynny pomnik Grunwaldzki (projektu Antoniego Wiwulskiego i Franciszka Blacka), przedstawiający króla Władysława Jagiełłę na koniu, ufundował Ignacy Jan Paderewski. Na tę okoliczność Nowowiejski skomponował „Rotę” do słów Marii Konopnickiej, która stała się jego niekwestionowaną wizytówką i jedną z najważniejszych polskich pieśni patriotycznych. Wykonał ją pod dyrekcją kompozytora kilkusetosobowy chór, złożony ze śpiewaków ze wszystkich trzech zaborów.

Dwudziestolecie międzywojenne Nowowiejski spędził w Poznaniu. W stolicy Wielkopolski pracował jako pedagog w konserwatorium muzycznym (dzisiejsza Akademia Muzyczna im. I. J. Paderewskiego), później prowadził prywatną praktykę pedagogiczną. Do tradycji przeszły jego regularne koncerty organowe, szczególnie w Wielki Czwartek – transmitowane przez Polskie Radio. Był silnie związany z ruchem śpiewaczym – dyrygował wielotysięcznymi chórami podczas Zjazdu Katolickiego w Poznaniu czy na zakończenie Kongresu Eucharystycznego w Radomiu. Prowadził w Poznaniu Miejską Orkiestrę Symfoniczną.

Utrzymywał stały kontakt z ludnością i środowiskiem muzycznym Śląska, Wybrzeża, Warmii, poświęcał im swoje utwory. Pod urokiem polskiego morza napisał dwa cykle „Pieśni morskich” na chór mieszany a cappella. Będąc z kolei pod wrażeniem Puszczy Białowieskiej, skomponował cykl chóralny „Teka białowieska”.

Lata II wojny światowej wysiedlony przez Niemców z Poznania kompozytor spędził w Krakowie. Po zakończeniu działań wojennych powrócił do stolicy Wielkopolski. Zmarł po ciężkiej chorobie 18 stycznia 1946 r. Pochowano go na poznańskiej Skałce na wzgórzu św. Wojciecha, w krypcie zasłużonych.

Wiara

Feliks Nowowiejski przez całe życie podkreślał swoje głębokie przywiązanie do religii katolickiej. Wiarę wyniósł z domu rodzinnego, ugruntowywał ją w przyklasztornej szkole w Świętej Lipce, jako organista w parafii św. Jakuba w Olsztynie, a później w szkole muzyki kościelnej w Ratyzbonie. Trzeba też podkreślić katolickość Warmii, nie na darmo nazywanej Świętą Warmią. Objawienia maryjne w Gietrzwałdzie, oddalonym od Barczewa zaledwie o ok. 30 km, miały miejsce w roku narodzin kompozytora – 1877.

W utworach na organy Nowowiejski przywoływał liczne cytaty z polskich pieśni kościelnych, kolęd, chorału gregoriańskiego. Napisał 9 potężnych, a zarazem bardzo trudnych technicznie symfonii na organy solo. Nawiązał w ten sposób do tradycji późnoromantycznej, XIX-wiecznej francuskiej muzyki organowej – Charles’a-Marii Widora i Louisa Vierne’a. Warto wspomnieć, że jeden z twórców tego okresu – Marcel Dupré miał w repertuarze utwory organowe Nowowiejskiego. W ostatniej, IX Symfonii organowej, w której finale włącza się orkiestra dęta, Nowowiejski zacytował hymn rycerstwa polskiego – „Bogurodzicę”. Wątek tej pieśni często przewijał się przez twórczość kompozytora. Odnajdujemy ją np. w innym jego utworze zatytułowanym „Bogurodzica” na orkiestrę dętą. Jest w tym coś niezwykle symbolicznego, że IX Symfonia organowa kończy się właśnie pieśnią „Bogurodzica”.

Gdy Nowowiejski napisał IX Symfonię, uznał, że magicznej liczby dziewięciu (jak przed nim Beethoven, Dworzak czy Bruckner) nie należy przekraczać. Kolejnym dziełom tego gatunku nadawał więc tytuły „koncertów organowych”. Czwarty z nich jest muzyczną ilustracją św. Jana Bosco. Trzecia część tego koncertu, zatytułowana „Rezurekcja w kościele Ks. Salezjanów w Krakowie”, oparta jest na motywach wielkanocnej antyfony „Gloria Tibi Trinitas” i pieśni „Zwycięzca śmierci”.

Poza wspomnianymi monumentalnymi dziełami Nowowiejski skomponował na organy wiele drobniejszych form, wśród których wyróżniają się tzw. fantazje gwiazdkowe: „Pasterka na Wawelu”, „Pasterka w prastarym kościele Mariackim w Krakowie”, „Boże Narodzenie w Polsce”, oparte na motywach polskich kolęd, czy takie utwory organowe, jak „Mater Dolorosa” oraz „In Paradisum”. Wyraźne ślady inspiracji sacrum wskazują też tytuły dzieł, jak np. organowa II Symfonia „Przed krucyfiksem w kościele Mariackim”. Są to nie tylko dzieła na organy – to par excellence traktaty teologiczne o niezwykłej mistycznej głębi.

Dziedzictwo

W Polsce wielu organistów ma w repertuarze dzieła organowe Nowowiejskiego. Szczególne zasługi na tym polu położyli Jerzy Erdman i Jerzy Kukla. Ireneusz Wyrwa, oprócz nagrań, opublikował pracę pt. „Problematyka wykonawcza utworów organowych Feliksa Nowowiejskiego w świetle poglądów estetycznych kompozytora na przykładzie wybranych symfonii opus 45” (Lublin 2011). Komplet symfonii i koncertów organowych zarejestrował niemiecki organista Rudolf Innig.

Do najważniejszych dzieł Nowowiejskiego należą oratoria o tematyce religijnej – „Quo vadis” (napisane na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza), „Powrót syna marnotrawnego” i „Znalezienie Krzyża Świętego”. Za życia kompozytora „Quo vadis” wykonano blisko 200 razy w kraju i za granicą, zabrzmiało też pod dyrekcją samego Nowowiejskiego w słynnej Carnegie Hall w Nowym Jorku. Z tego oratorium szczególnie popularny stał się efektowny „Marsz Pretorianów”. Kompozytor napisał kilka cykli mszalnych, w tym „Missa pro pace”, „Missa Stella Maris”, „Missa Mariae Claramontanae”, „Msza polska «Bogu Rodzica»” czy „Polska Msza Pasterska” oparta na motywach kolęd. Wreszcie – wspaniały „Psalm 136 «Ojczyzna»” do słów Jana Kochanowskiego, przeznaczony na chór i organy lub orkiestrę.

Nowowiejski skomponował również liczne utwory na różne rodzaje chórów – żeński (lub chłopięcy), męski i mieszany, o tematyce zarówno religijnej, jak świeckiej, zwłaszcza o wymowie patriotycznej. Wśród nich takie perełki, jak motet „Ave Maria” na chór mieszany a cappella czy popularne wśród chórów „Parce Domine”, będące fragmentem oratorium „Znalezienie Krzyża Świętego”. W uznaniu za twórczość religijną Nowowiejski został odznaczony przez papieża Piusa XI honorowym tytułem szambelana papieskiego.

Tworzył również dzieła sceniczne. Należą do nich opera „Legenda Bałtyku”, z której wybrane arie mieli w repertuarze najwybitniejsi polscy śpiewacy (szczególną popularność zyskała aria Domana z „Czy Ty mnie kochasz”), oraz balet „Król wichrów”. Warto przypomnieć jego poematy symfoniczne, uwertury koncertowe, cztery symfonie na orkiestrę oraz koncerty wiolonczelowy i fortepianowy. Symfonika Nowowiejskiego nie odbiega od ówczesnych standardów europejskich. Można ją zestawiać z dokonaniami Antona Brucknera, Richarda Straussa, Maxa Regera, Aleksandra Głazunowa czy Nikołaja Rimskiego-Korsakowa.

Mniej znana pozostaje twórczość fortepianowa Feliksa Nowowiejskiego, w tym cztery ballady, mazurki, preludia i inne drobne utwory, pisane głównie w młodości, a ujawniające ślady inspiracji muzyką Chopina. Wszystkie utwory fortepianowe nagrała Magdalena Adamek, która również opublikowała książkę im poświęconą.

Imię Feliksa Nowowiejskiego noszą Akademia Muzyczna w Bydgoszczy i Filharmonia w Olsztynie, a także wiele polskich szkół muzycznych. W Poznaniu działa Towarzystwo jego imienia, usytuowane w Willi wśród Róż, w której mieszkał, a która za życia kompozytora pełniła funkcję znanego w Poznaniu salonu artystycznego. Taką funkcję pełni także dziś. Muzeum Nowowiejskiego mieści się też w jego rodzinnym Barczewie.

Jego muzyka ma wymiar lokalny, wybitnie polski, a zarazem uniwersalny – europejski. To kompozytor neoromantyczny, którego muzyki mogą słuchać wszyscy. Pisał bowiem z myślą nie tylko o zawodowych wykonawcach, lecz przede wszystkim o zwykłych ludziach. Pragnął, aby jego muzyka rozbrzmiewała szeroko, by była śpiewana przez liczne chóry amatorskie. Sam włączał się w rozwój amatorskiego ruchu śpiewaczego, widząc w nim ostoję polskości i patriotyzmu.

Dziedzictwo Feliksa Nowowiejskiego dla muzyki i kultury polskiej jest niewątpliwe. Jednakże jego muzyka wciąż jest, pomimo licznych sukcesów za życia kompozytora, mało znana. Większość utworów zachowała się w rękopisach (wiele z nich przechowuje w depozycie Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu). Twórczość ta powinna doczekać się kompletnej publikacji na miarę Wydania Narodowego Dzieł Fryderyka Chopina. Nad tymi działaniami patronat powinno objąć Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rok Nowowiejskiego, ogłoszony przez Sejm RP, jest bowiem dobrą okazją do podjęcia takich działań.

Tagi:
historia postaci

Jan z Głogowa

2014-07-02 16:29

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 27/2014, str. 4-5

Obwieścił Polakom drukiem, że odkryto Amerykę – nowy ląd na zachodzie, uczył Mikołaja Kopernika oraz wielu innych wybitnych Polaków końca XV wieku, był wielkim naukowcem przełomu średniowiecza i renesansu – Jan z Głogowa. To o nim będzie ten tekst, przybliżający nam kolejną ważną postać pochodzącą z terenu obecnej diecezji zielonogórsko-gorzowskiej

Commons.wikimedia.org-cancere
Collegium Maius Uniwersytetu Krakowskiego

Nasz bohater nosi w literaturze różne nazwy. Pisano o nim: Jan Głogowczyk, Głogowita, Glogoviensis, Glogar, Gloger lub z niemiecka Johann von Glogau. Urodził się ok. 1445 r. w Głogowie, zmarł na apopleksję 11 lutego 1507 r. w Krakowie. Został pochowany w kościele św. Floriana w Krakowie, gdzie przez ostatnie lata swego życia był kanonikiem.

W przeciwieństwie do innych opisywanych przeze mnie dotychczas osób pamięć o nim jest żywa na naszych ziemiach. Ma swój pomnik w Głogowie, jego imię nosi także plac w tym mieście. Gimnazjum nr 3 w Głogowie ma zaś go za swego patrona. Warto jednak dowiedzieć się coś więcej o nim. Należy przecież do absolutnej elity dawnych wielkich myślicieli i przedstawicieli nauki naszej Ojczyzny.

Gdzie Jaś się uczył

Jan z Głogowa to astronom i matematyk. Zajmował się także filozofią, uprawiając ją w duchu scholastycznym, i przez to zaliczany jest do tomistów. Szereguje się go także jako przedstawiciela przyrodoznawczego nurtu arystotelizmu, zwanego dziś albertyzmem. Zajmował się również metafizyką, psychologią, logiką, medycyną i geografią. Już ten rys jego zainteresowań badawczych każe nam na niego spoglądać z szacunkiem. Był także praktykującym lekarzem, choć nie miał do tego wystarczających studiów.

Pochodził z zamożnej rodziny mieszczańskiej Schilling. Byli to niemieccy kolonizatorzy przybyli na Śląsk. Nie używał jednak tego nazwiska i na co dzień podpisywał się jako Głogowita. Choć z pochodzenia Niemiec, właściwie Ślązak, to jednak z wyboru Polak. Choć nie do końca można stosować dzisiejsze rozumienie tych określeń do ludzi sprzed pół tysiąclecia.

Naukę pobierał najpierw w szkole przy kolegiacie Najświętszej Maryi Panny w Głogowie. Szkoła Kolegiacka w Głogowie podlegała scholasterii, czyli beneficjum Kapituły Kolegiackiej w Głogowie, z której dochód przeznaczano na utrzymanie nauczyciela. Oficjalnie zatwierdził ją legat papieski kard. Gentilis w 1309 r. Jednak już w 1233 r. można mówić z dużą pewnością o jej istnieniu. Znamy bowiem z tego czasu scholastyka Konrada. To w tej szkole naukę pobierali także inni słynni mieszkańcy Głogowa: Mikołaj z Głogowa, Mikołaj Manko, Mikołaj Melzer, Marek Scultetus, Kasper Elyan i wielu innych.

A Jan studiował

W 1462 r. rozpoczął Jan studia na Akademii Krakowskiej. Ukończył je w 1468 r. Zdobył tytuł magistra i został wykładowcą na tejże uczelni. Nie zapisał się na żaden z wyższych wydziałów akademii, aby uzyskać stopień doktorski. Pozostał wierny Wydziałowi Artium. Co prawda – w późniejszym okresie zdobył jeszcze tytuł bakałarza teologii, ale nie chciał poświęcić się stanowi duchownemu. Na swojej uczelni wykładał astronomię, naukę Arystotelesa oraz łacinę. Jego słuchaczem był Mikołaj Kopernik. Czasy pracy Jana z Głogowa i studiów Mikołaja Kopernika przypadły na okres największego rozkwitu krakowskiej uczelni. U szczytu znajdowała się ówczesna krakowska „szkoła matematyczno-astronomiczna”. W „Kronice świata” autorstwa Hartmanna Schedela (1440 – 1514) akademia końca XV wieku opisywana jest w takich słowach: „Obok kościoła św. Anny znajduje się uniwersytet, głośny z bardzo wielu sławnych i uczonych mężów, w którym uprawiane są wszelkie umiejętności: nauka wymowy, poetyka, filozofia i fizyka. Najbardziej jednak kwitnie tam astronomia, a pod tym względem, jak wiem od wielu osób w całych Niemczech, nie masz szkoły sławniejszej”. Bezsprzecznie na taką opinię mogła wszechnica krakowska zapracować także dzięki pracy Jana z Głogowa. Rozwój astronomii i matematyki na Akademii Krakowskiej stał się możliwy dzięki ufundowaniu w 1405 r. przez mieszczanina krakowskiego Strobnera katedry tych nauk.

Na Wydziale Artium Jan dwukrotnie pełnił funkcję dziekana. W swojej pracy nie ograniczał się tylko do nauki. Opiekował się potrzebującymi studentami z Niemiec i ze Śląska. Był prowizorem Bursy dla Ubogich w Krakowie. Opiekował się także księciem Januszem Holszańskim. Matematykę wykładał również w Wiedniu.

I o czym pisał

Był autorem niezwykle płodnym. Napisał wiele dzieł naukowych, z których wiele ukazało się także po jego śmierci. Niektóre z jego dzieł były podstawą do wykładów na Akademii Krakowskiej aż do XVII wieku. Dużą popularnością cieszył się jego podręcznik gramatyki „Minoris Donati de octo partibus orationis compendiosa interpretatio”. Może mniej dziś chlubne jest to, że zajmował się także astrologią. Podjął nawet prace zmierzające do zebrania i opisania całej znanej ówcześnie wiedzy astrologicznej w formie Summy Astrologicznej. W tej dziedzinie był zresztą cenionym autorem prognostyków.

Jan z Głogowa jako pierwszy przekazał drukiem w naszej Ojczyźnie informacje o odkryciu nowego lądu – Ameryki. Wspomina o tym w wydanym w 1506 r. w Krakowie „Introductorium compendiosum in tractatum Sphaerae materialis Johannis de Sacrobosco”. Jako uczony zalicza się jeszcze do scholastycznego okresu Uniwersytetu Krakowskiego. Jednak był także otwarty na nowe idee i prądy płynące z epoki odrodzenia. W swoich pismach cytował Owidiusza czy Wergiliusza.

Jako uczony krakowski – członek Kolegium Większego akademii – prowadził na wpół zakonny tryb życia. Swoje codzienne obowiązki układał podług bardzo surowego regulaminu. Swoje dochody poświęcał na działalność charytatywną. Z własnych dochodów wybudował bursę dla ubogich studentów niemieckich i śląskich.

Jan z Głogowa napominał i podkreślał, że w argumentacji większą wartość posiadają racje rozumowe niż powaga uczonych. Te słowa mogą być i dla nas inspiracją do poznania prawdy. Współczesne źródła podpowiadają nam, że to właśnie nazwisko Głogowczyka przyciągało na Uniwersytet Krakowski studentów niemal z całej Europy. Był bardzo znanym i cenionym nauczycielem. Swoje działa poświęcali mu lub pisali o nim wiersze Austriacy, Niemcy, Węgrzy, Czesi i Anglicy. Mówiono o nim jako o ozdobie Uniwersytetu Krakowskiego.

Być może młody Jan jeszcze w Głogowie spoglądał w gwiazdy i próbował zrozumieć ich ruch i kształt. Dziś z dumą możemy powiedzieć, że jedna z największych sław naukowych Europy XV i XVI wieku pochodziła z terenu naszej diecezji. I do końca życia mówił o sobie Głogowczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Świadkowie życia o. Dolindo w najnowszej książce

2018-05-24 07:43

Ojciec Dolindo – człowiek, którego ustami przemawiał sam Jezus, przyjaciel Zbawiciela i apostoł wielkiego cierpienia, mistyk, skromny i ubogi ksiądz.


Jako sługa Boży zyskuje niebywałą popularność oraz rzeszę oddanych czcicieli.

Nasi autorzy ruszyli tropem charyzmatycznego kapłana, by odkryć jego tajemnice, by dotrzeć do żyjących świadków, którzy pamiętają drogę, jaką przebył Ojciec Dolindo; gdzie stał konfesjonał, w którym spowiadał; klęcznik, przy którym na małych obrazkach zapisywał słowa do duszy. Przede wszystkim jednak pamiętają oni cuda i łaski wyproszone przez wstawiennictwo Ojca Dolindo.

W książce pojawia się więc obszerna rozmowa z krewną Ojca Dolindo Marią Grazią Ruotolo, absolutnie unikatowa relacja sióstr zakonnych, które doświadczyły spowiedzi w konfesjonale Ojca Dolindo.

Zamieszczone zostały również relacje świadków codzienności mistyka z Neapolu, a także refleksje ks. Skrzypczaka – wielkiego propagatora jego kultu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

IV Marsz Pamięci Rotmistrza Pileckiego

2018-05-25 14:30

Anna Buchar

Pilecki vel Tomasz Serafiński – takimi konspiracyjnymi personaliami posługiwał się w czasie okupacji. Witold Pilecki podjął późnym latem 1940 r. trudną życiową decyzję. Jedną z wielu, jakie w krótkim życiu (żył 47 lat) przyszło mu podejmować. Wybierał między ojczyzną a rodziną. Służbę krajowi traktował jednak, jako obowiązek.

Anna Buchar

Witold Pilecki zgłosił się do Komendy Związku Walki Zbrojnej z planem, który na pierwszy rzut oka wydawał się być szalony. Przewidywał bowiem dostanie się do Auschwitz, zebranie informacji o obozie i rozbudowanie sitaki konspirantów. Już na miejscu utworzono Związek Organizacji Wojskowej (ZOW). Zadanie było proste – przygotowanie więźniów na walkę, którą wesprzeć miał polski ruch oporu oraz alianci. Zakładano, że Ci ostatni zbombardują niemiecki obóz.

Rzeczywistość okazała się trudniejsza, nie zdecydowano się na żadną akcję zaczepną. Pilecki i tak trafił do Auschwitz i to dobrowolnie – gdy Niemcy urządzili łapankę niedaleko jego żoliborskiego mieszkania, ten wmieszał się w tłum. W obozie stworzył ruch oporu.

To wybitna postać w polskiej historii jak i historii całego świata. Pilecki to bohater kampanii wrześniowej, walki podziemnej za okupacji Polski.

Aby upamiętnić tego wielkiego bohatera i aby edukować społeczeństwo o jego osobie, po raz czwarty KoLiber Wrocław, Akademia Patriotów, Inicjatywa Historyczna oraz

Stowarzyszenie Odra Niemen zorganizowały Marsz Pamięci Rotmistrza Pileckiego.

Wrocławianie przeszli wczoraj ulicami miasta - z placu Solnego, przez Ruską,

Kazimierza Wielkiego, Krupniczą, Podwale, Most Sądowy, Promenadę Staromiejską, by dojść pod pomnik Rotmistrza i tam oddać mu należny hołd.

Wydarzenie poprzedziła uroczysta Eucharystia w kościele garnizonowym, pw. św. Elżbiety.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem