Reklama

Harcerska droga

2016-10-19 08:56

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 43/2016, str. 38-39

Grzegorz Boguszewski

Książka Justyny Błażejowskiej „Harcerską drogą do niepodległości. Od «Czarnej Jedynki» do Komitetu Obrony Robotników” jest o tym, jak pojedyncze osoby i z pozoru niepozorne działania mogą wpływać na bieg historii

Książka „Harcerską drogą do niepodległości” (wydawnictwo Arcana) mówi o wielkim sensie każdej pracy dla ojczyzny i bliźnich, nawet tej uwięzionej w wąskiej przestrzeni i niesprzyjającym czasie, doraźnie skazanej na raczej nikły sukces. To książka przede wszystkim o tym, jak w samym rozkwicie komunistycznej indoktrynacji PRL-u kilku desperatów próbowało chronić młodzież i zaszczepiać w niej wartościowy sposób na życie – jak „żyć z pożytkiem dla Polski i dla siebie”. Udawało się to – oczywiście raczej incydentalnie niż masowo – właśnie na drodze harcerskiej, bo, jak w książce wspomina Bohdan Cywiński, przynajmniej niektóre „drużyny harcerskie cechowały się mniej lub bardziej wyraźnym antykomunizmem. Dominowało przekonanie o konieczności wychowywania młodych, bo prędzej czy później zdarzy się coś, w czym będą musieli brać udział”.

„Miałem, nie przewidując tego ani nie planując, pewien wpływ na kształtowanie elity niepodległej Polski. Elity, która w ostatnich dwudziestu pięciu latach rzeczywiście odgrywa różnego rodzaju ważne role” – mówi w książce Błażejowskiej Andrzej Janowski „Soda”, powojenny reanimator (wraz z Januszem Ankudowiczem) „Czarnej Jedynki” w warszawskim LO im. Rejtana. „W 1957 r. po prostu robiliśmy to, co powinno być robione w dobrym harcerstwie. (...) Myślałem w kategoriach realizacji zadań, które były podejmowane przez naszych poprzedników, dążących do niepodległej ojczyzny”.

Czarne chusty kontra czerwone

Niełatwe, ale jednak możliwe było harcerskie działanie w duchu baden-powellowskiego skautingu, a więc i polskiego przedwojennego harcerstwa. Jak mówi Cywiński, „to puszczaństwo jakoś tak dziwnie pachniało partyzantką...”; były partyzanckie piosenki przy ognisku, w gawędach przewijały się postacie Szarych Szeregów. A tuż obok – i to czasem dosłownie – obozowali „walterowcy” (dla których wzorem był gen. Świerczewski), czyli czerwone harcerstwo pod komendą Jacka Kuronia. „Jedynkowcy” jak najsłuszniej i od początku uważali je za sowiecką piątą kolumnę, gdyż na własnej skórze odczuwali skutki działań „czerwonych harcerzy”, którzy dążyli do zniszczenia odradzającego się w Polsce skautingu.

Reklama

„Prędzej bym sobie stryczek zawiesił na szyi niż czerwoną chustę – mówił Jan Krzysztof Kelus, harcerz z zastępu Bohdana Cywińskiego, późniejszy socjolog, działacz i bard opozycji demokratycznej, zacytowany w jednym z niezwykle ciekawych w tej książce przypisów – a ich piosenki też nie były takie jak nasze (...). My śpiewaliśmy «Idzie noc» i nasz hejnał wybrzmiewał powoli słowami: «Bóg jest tuż». A oni nie śpiewali nawet o «rycerstwie spod stepowych stanic, o obrońcach naszych polskich granic»...”.

Piotr Naimski dał się porwać nurtowi „Czarnej Jedynki” jako uczeń dziewiątej klasy „Rejtana”. „Wtedy akurat, w 1962 r., «Jedynka» przeszła kolejną po wojnie reanimację za sprawą Marka Barańskiego i Jerzego Kijowskiego, którzy znów odtworzyli tę drużynę – mówi Naimski – w formule zupełnie przyzwoitej, opartej na dziedzictwie i metodach polskiego skautingu. (...) Środowisko «jedynkowe» było dla nas azylem, miejscem, gdzie mogliśmy zachowywać się swobodnie i szczerze rozmawiać”.

Wędrówki i obozy harcerskie „Czarnej Jedynki” to nie tylko takie sobie harcerskie obcowanie z przyrodą. Na specjalne misje krajoznawczo-rozpoznawczo-wywiadowcze wybierano takie miejsca, które ułatwiały tłumaczenie szerszych zagadnień; harcerze sporządzali szczegółowe mapy terenu z uwzględnieniem jakości zabudowy, starali się zdobyć wiedzę na temat mieszkańców danej okolicy, miasteczek, poznać strukturę ludności, historię jakiegoś kawałka Polski, musieli umieć rozmawiać z ludźmi, budzić zaufanie. Te umiejętności miały im się bardzo przydać po latach.

„Bieganie po lesie w krótkich spodenkach to naprawdę poważna sprawa... – wspomina Piotr Naimski. – Historia, szacunek dla patriotyzmu i w pewnym sensie kult samodzielności, a także osobistej «dzielności» stawały się osnową wielu dyskusji i praktycznych zadań... Staraliśmy się przekazać młodym poczucie odpowiedzialności za siebie samych i bliskich, kolegów, potrzebujących i w końcu – za Polskę”.

Z „Gromadą Włóczęgów” do niepodległości

Pomysł stworzenia starszoharcerskiej „Gromady Włóczęgów”, czyli harcerskiego kręgu instruktorskiego, zakiełkował w 1967 r., a zrealizował się jesienią 1968 r. (po Marcu’68) w gronie kilku osób (Jerzy i Janusz Kijowscy, Antoni Macierewicz, Wojciech Onyszkiewicz, Piotr Naimski). „Gromada” organizowała zebrania, głównie poza Warszawą, na których omawiano różne ważne i aktualne tematy.

Na spotkaniach „Gromady” niemal zawsze i na różne sposoby rozważano kwestie związane z niepodległością Polski; wychowankowie „Czarnej Jedynki” nigdy nie mieli wątpliwości, że PRL nie jest krajem wolnym, niepodległym. Jakież było zdziwienie, gdy zaproszony na jedno z zebrań ówczesny redaktor „Więzi” Tadeusz Mazowiecki proponował tym młodym ludziom „słuszną i pragmatyczną linię PRL-owską”. „Już wtedy znajdowaliśmy się na takim etapie – mówi Piotr Naimski – że oczekiwaliśmy i potrzebowaliśmy konkretów, praktycznego działania, do którego nasz gość wykazał całkowitą niechęć. Byliśmy zdegustowani i zawiedzeni tym (...) konformizmem.

Może naprawdę ważniejsi niż zapraszane «autorytety» byliśmy sami dla siebie... – zastanawia się Naimski. – Dla mnie najważniejszy był odbiór spotkania. Prelegentów potrzebowaliśmy... tak trochę «narzędziowo». (...) Później nastąpił trudny moment po wejściu SB na zebranie w domu dziadka Uli Doroszewskiej w grudniu 1971 r.”.

Obrony zatrzymanych wówczas przez bezpiekę podjął się mec. Jan Olszewski; nieco później przyszło mu bronić aresztowanych w 1976 r. robotników z Radomia.

Książka Justyny Błażejowskiej to przeplatająca się opowieść kilku osób z „Czarnej Jedynki” i „Gromady Włóczęgów” oraz wspomnienia Jana Olszewskiego – kreślą one niezwykle ważny analityczno-historyczny kontekst zdarzeń, które często gmatwały tę ambitną harcerską drogę do niepodległości.

„Czarnojedynkowe” środowisko bez wątpienia wyrosło na bardzo swoistą opozycję niepodległościową, która nie prowadziła gier politycznych, z nikim nie chciała się układać kosztem rezygnacji ze swych niepodległościowych ideałów, w których spełnienie nigdy w kręgach harcerskich nie zwątpiono, co podkreślają niemal wszyscy rozmówcy Błażejowskiej.

„Środowisko «Gromady» z coraz większą determinacją dążyło do poszerzenia sfery wolności i prowadziło działania na rzecz suwerenności państwa – napiszą po latach, w 2006 r., w «Oświadczeniu 1. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej» im. R. Traugutta «Czarna Jedynka», opublikowanym na łamach «Głosu» (jednego z pierwszych pism opozycji demokratycznej, miesięcznika stworzonego w 1977 r. przez Antoniego Macierewicza). – Uważamy, że lata spędzone w «Czarnej Jedynce» zadecydowały o naszych wyborach w tym okresie. (...) Akcja pomocy represjonowanym, organizowana od początku lipca 1976 r., była naturalną konsekwencją wcześniejszych działań licznej grupy członków «Gromady»”.

Harcerska sprawa, czyli KOR

Działalność „Gromady” w 1976 r. miała z punktu widzenia innych środowisk opozycyjnych zdecydowanie bardziej radykalny charakter. Antoni Macierewicz napisał wówczas tekst programowy, który miał niepodległościową wymowę i był też ostrą krytyką rewizjonizmu „komandosów” (opozycji pomarcowej, skupionej wokół Jacka Kuronia i Adama Michnika). „Mówię tam o bankructwie tego środowiska – wspomina Macierewicz – i o tym, że opozycji w istocie nie ma, że trzeba ją dopiero stworzyć, ale pod warunkiem przyjęcia perspektywy niepodległościowej (...). I to było dla kolegów z lewicy laickiej trudne do przyjęcia. Byłem sceptyczny wobec koncepcji ewolucyjnej, którą oni proponowali. Masowy i jawny ruch oporu uznałem za najskuteczniejszą taktykę. To z tych założeń narodził się program odbudowy państwa przez tworzenie niezależnych instytucji społecznych (...). Pierwszą miał się okazać Komitet Obrony Robotników”.

KOR powstał w głowach dosłownie kilku osób ze środowiska „Gromady” – Piotra Naimskiego, Antoniego Macierewicza, Wojciecha Onyszkiewicza i Mirosława Chojeckiego, którzy z trudem znaleźli aprobatę w liczących się wówczas kręgach opozycyjnych; uzyskali ją przede wszystkim w niepodległościowo nastawionym środowisku Jana Józefa Lipskiego i Jana Olszewskiego. Niełatwo było zebrać autorytety moralne, które swoimi nazwiskami roztoczyłyby parasol ochronny nad niezbyt bezpieczną działalnością pomocową. W końcu udało się stworzyć dokument założycielski KOR – „Apel do społeczeństwa i władz PRL”, który podpisało 14 osób. Rozmówcy Justyny Błażejowskiej podkreślają, że dawni „komandosi” w sprawie pomocy robotnikom byli raczej sceptyczni. „Kiedy okazało się, że Komitet już jest, Jacek Kuroń postanowił się do niego wpisać” – komentuje Piotr Naimski.

Faktem jest – niestety, do dziś niemal nieznanym, bo na różne sposoby tuszowanym – że to ludzie z harcerskiej „Gromady” Naimskiego i Macierewicza rozkręcili tę wielką akcję – przede wszystkim społeczną, ale nieuchronnie także polityczną – pod nazwą KOR. Justyna Błażejowska poprzez relacje swych bohaterów pokazuje, jak wielki był ten wysiłek setek ludzi zaangażowanych pośrednio i bezpośrednio w pomoc poszkodowanym robotnikom. Bez wątpienia mogli go podjąć i podołać mu właśnie przede wszystkim najprawdziwsi harcerze.

Książka Justyny Błażejowskiej „Harcerską drogą do niepodległości. Od «Czarnej Jedynki» do Komitetu Obrony Robotników” bardzo rozjaśnia najnowszą historię Polski, zwłaszcza tę celowo i tendencyjnie zaciemnianą. Zawarte w niej relacje świadków i bohaterów zdarzeń sprzed 40 lat nie są jakąś tam banalną – jak zapewne chcieliby to widzieć wciąż nieustraszeni bojownicy lewicy laickiej – harcerską gawędą przy ognisku (choć i w tym nie byłoby przecież nic złego...). Jest to rzetelne świadectwo historii spisane przez historyka, opatrzone rozwiniętymi przypisami, które są znakomitym dopełnieniem faktograficznym. Z tych przypisów, które można czytać oddzielnie, wyłania się niejako druga, równie ciekawa książka.

Tagi:
książka

Wnikliwy obraz działań Stolicy Apostolskiej. Cenna książka Hanny Suchockiej

2018-08-02 13:35

mp / Warszawa (KAI)

„Ambasador u trzech papieży” - to najnowsza książka Hanny Suchockiej, prezentująca pogłębiony obraz polityki prowadzonej przez Stolicę Apostolską - na rzecz obrony godności i podstawowych praw człowieka w skomplikowanych warunkach dzisiejszego świata. Dowiadujemy się z niej jak ważnym ośrodkiem światowej dyplomacji jest rzymska stolica chrześcijaństwa oraz jaką rolę odgrywa akredytowane przy niej grono przedstawicieli poszczególnych państw, w tym i Polski.

ACKI/pixabay.com

Przy okazji poznajemy rzymskie klimaty, urok Wiecznego Miasta, jak również życie rzymskich rodów arystokratycznych, wśród których Hanna Suchocka, jako ambasador i była premier Rzeczypospolitej, znalazła należne sobie miejsce.

Hanna Suchocka misję Ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej pełniła w latach 2001–2013 w czasie pontyfikatów Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Była jednym z najdłużej pełniących tę funkcję dyplomatów, nabyła też olbrzymie doświadczenie. Główną wartością jej książki jest pierwsza tak wnikliwa na polskim rynku księgarskim, analiza roli, jaką Stolica Apostolska odgrywa w światowej dyplomacji - choć nie ma ona żadnych przysłowiowych „dywizji” ani nie jest potęgą gospodarczą.

„Dzięki tym swoistym cechom Stolicy Apostolskiej, które przejawiają się w łączeniu elementów globalnych i lokalnych, państwa i religii, a także w neutralności na arenie międzynarodowej, Stolica Apostolska okazuje się niezwykle ważnym partnerem w łańcuchu dyplomatycznym wielu państw” – konstatuje autorka. Dodaje, że „aby zrozumieć w pełni angażowanie się Stolicy Apostolskiej w kwestie międzynarodowe, konieczne jest dobre rozeznanie w zasadach na jakich opiera się jej aktywność na tym polu. (…) Zawsze punktem centralnym nauczania Stolicy Apostolskiej, zarówno w przypadku Jana Pawła II, jak i jego następców, jest godność osoby ludzkiej; - i co należy podkreślić z całą mocą – godność każdego człowieka, niezależnie od jego narodowości, rasy czy wyznania”.

Suchocka prezentuje szczegółowo zaangażowanie Stolicy Apostolskiej np. w kwestię uniknięcia wojny w Iraku, w czym Stolica Apostolska była osamotniona. A słuszność linii prezentowanej przez Jana Pawła II można ocenić dopiero po latach, widząc, że wojna ta nie rozwiązała żadnych istotnych problemów Bliskiego Wschodu. A nawet przeciwnie, bardzo je pogłębiła, tworząc w istocie grunt sprzyjający niebezpiecznym ekstremizmom, z tzw. Państwem Islamskim.

Bardzo wartościowa jest analiza wkładu Stolicy Apostolskiej w proces integracji europejskiej, co było wielkim dziełem Jana Pawła II. Suchocka pokazuje liczne motywy dyplomacji Stolicy Apostolskiej tak silnie popierającej integrację europejską. A była nią chęć odbudowy starego kontynentu jako jedności w sensie nie tylko politycznym czy gospodarczym, ale jeszcze bardziej kulturowym i aksjologicznym. Stąd olbrzymie wysyłki Jana Pawła II na rzecz ponownego odkrycia i aktualizacji chrześcijańskiego dziedzictwa Europy, które jest jednym z najważniejszych elementów kształtujących tożsamość europejską.

Była Ambasador RP ukazuje również, dokonany w dużej mierze dzięki niej samej, proces zmiany koncepcji działania kierowanej przez nią placówki dyplomatycznej. Polegało to na ewolucji polskiej ambasady przy Stolicy Apostolskiej z placówki nastawionej na kontakty dwustronne: Polska – Watykan, na rzecz „ambasady multilateralnej”. Rolę jaką odgrywa Stolica Apostolska, Autorka przyrównuje do najważniejszych organizacji międzynarodowych, o wielkim globalnym autorytecie. Stąd ambasady przy niej ustanowione mają wyraźne cechy ambasad multilateralnych.

Suchocka wykazuje, że dzięki tej rozszerzonej koncepcji Ambasada RP przy Stolicy Apostolskiej zaczęła odgrywać istotną rolę wśród korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Rzymie, a Polska stała się ważnym sojusznikiem działań Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej. „Stanowisko Polski w wielu sprawach wykazuje dużą zbieżność ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej i to jest niezwykle ważne. Chodzi w tym wypadku np. o kwestie stosunku do zagadnień natury etycznej, ochrony życia, badań genetycznych itd.” – tłumaczy Suchocka.

Książka ta jest również dowodem jak bardzo polska Ambasador pokochała Rzym, jego kulturę i duchowość. Dzięki jej lekturze i opisanym tam historiom nie tylko poznamy strukturę i mechanizmy działania Stolicy Apostolskiej oraz tajniki protokołu dyplomatycznego, ale i sam Rzym i jego niezwykłe uroki, miasta, w którym jak chyba nigdzie indziej „sacrum” przeplata się z „profanum”. Suchocka opowiada nie tylko o postaciach z pierwszych stron gazet, ale również z sympatią i nostalgią wspomina zwykłych ludzi, których spotykała na targu, w małych sklepikach, ulubionych trattoriach i kafejkach.

Jest to także wyjątkowy i bogato ilustrowany przewodnik po najważniejszych zabytkach jak i zaułkach Wiecznego Miasta. Autorka pięknie opisuje znane i mniej znane miejsca. Idąc za jej wskazówkami, możemy podczas rzymskich wędrówek uciec od miejsc pełnych turystów i odnaleźć ukryte skarby na uboczu.

Hanna Suchocka; „Ambasador u trzech papieży”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Liturgiczne wspomnienie św. Jacka Odrowąża

2016-08-17 10:01

mip, map, o. Maciej Kosiec OP / Warszawa / KAI

Dziś, 17 sierpnia, przypada liturgiczne wspomnienie św. Jacka Odrowąża, założyciela pierwszych na ziemiach Polskich dominikańskich klasztorów w Gdańsku, Chełmie, Elblągu i Toruniu. Święty jest jednym z patronów Polski oraz patronem polskiej prowincji Zakonu Kaznodziejskiego, który w tym roku obchodzi jubileusz 800-lecia powstania.

pl.wikipedia.org
Św. Jacek Odrowąż

Św. Jacek Odrowąż urodził się w 1183 r. na Śląsku Opolskim, prawdopodobnie w Kamieniu Śląskim. Pochodził z możnego rodu Odrowążów. Nauki początkowe przyszły święty zdobył zapewne w krakowskiej szkole katedralnej, o której poziom dbał wówczas mistrz Wincenty.

Po studiach na uniwersytetach w Paryżu i Bolonii w 1221 r. wraz z bł. Czesławem przyjął habit dominikański z rąk św. Dominika w rzymskim klasztorze św. Sabiny. Wkrótce potem założyciel Zakonu Kaznodziejskiego, jak brzmi pełna nazwa dominikanów, wysłał go do Polski.

Jak podaje Jan Długosz, do Krakowa dotarli na Wszystkich Świętych 1221 r. Po kilku miesiącach biskup Iwo Odrowąż przekazał zakonnikom kościół Świętej Trójcy, który stał się kolebką polskich dominikanów. Klasztor bardzo szybko się rozwijał, a wielu młodych mężczyzn przyjmowało biały habit.

W 1228 r. wyruszył na Ruś, gdzie założył klasztory w Kijowie i Haliczu. Legendy pokazują, że działalność misyjna Jacka na Rusi była zauważalna, a jego kult na tamtych terenach dotrwał do dziś. Najprawdopodobniej w 1232 r. Jacek wyruszył z misją do Prus. Według tradycji, z jego inicjatywy powstały klasztory w Gdańsku, Chełmnie, Elblągu, Toruniu, a także w Rydze, Dorpacie i Królewcu.

Przez pewien czas przebywał zapewne w Płocku, a w 1238 r. odwiedził Gniezno. Przez ostatnie lata swojego życia mieszkał w klasztorze krakowskim. Jak podaje najstarsza biografia św. Jacka, umarł w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 1257 r. Jego ciało zostało złożone w dominikańskim kościele Świętej Trójcy w Krakowie.

Jacek Odrowąż był siódmym dominikaninem i piątym Polakiem wyniesionym na ołtarze. W 1594 r. kanonizował go papież Klemens VIII. Jego wizerunek, jako jedynego Polaka, został uwieczniony wśród rzeźb przedstawiających 140 świętych, stojących na kolumnadzie wokół Placu św. Piotra w Rzymie.

W 1686 roku papież Innocenty XI ustanowił świętego głównym patronem Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Święty Jacek jest patronem archidiecezji katowickiej i diecezji opolskiej, a także Krakowa, Kijowa i Wrocławia. Jest również patronem polskiej prowincji Zakonu Kaznodziejskiego.

Opiece świętego kaznodziei poświęconych jest w Polsce wiele świątyń, a także dwa dominikańskie konwenty - w Warszawie i Rzeszowie. Jednak jego kult jest popularny nie tylko nad Wisłą. We Włoszech Jacek Odrowąż był w XVII wieku jednym z najczęściej malowanych świętych.

W ikonografii święty Jacek jest przedstawiany jest w habicie i czarnym płaszczu z kapturem. Jego atrybutami są monstrancja - symbol szczególnego kultu do Eucharystii, posąg Najświętszej Maryi Panny - znak kultu maryjnego oraz księga, która nawiązuje do kaznodziejstwa. W nawiązaniu do legend święty bywa przedstawiany jako ten, który chodzi po wodzie albo gdy ratuje chłopca przed utonięciem.

Jacek Odrowąż przyczynił się do rozwoju kultu maryjnego. Obecnie w Polsce są dwie figury nazywane "Matką Bożą Jackową". Jedna z nich znajduje się w Krakowie, druga w Przemyślu. Oba wizerunki zasłynęły licznymi cudami.

Z osobą św. Jacka związany jest też istniejący do dziś zwyczaj święcenia kłosów. Według opowiadań, po powrocie z Prus do Krakowa ujrzał on w okolicznych wsiach spustoszenia jakiego dokonał grad. Poruszony łzami rolników modlił się przez całą noc. O wchodzie słońca wieśniacy znaleźli swoje zboże stojące prosto i pełne ziarna.

Miejscem stałego kultu św. Jacka, oprócz Krakowa, jest Kamień Śląski, w którym Święty się urodził. Dla mieszkańców okolicznych terenów ten święty jest bardzo bliski. Mówią o nim jako o "naszym Jacołszku", a sierpniowy odpust przyciąga do Kamienia tysiące wiernych. Jeszcze na długo przed kanonizacją Jacka, w kościele parafialnym miejscowa ludność modliła się za jego wstawiennictwem.

W nawiązaniu do obchodzonej w stołecznym kościele św. Jacka na ul. Freta uroczystości odpustowej od 6 sierpnia na Rynku Nowego Miasta trwa Dominikański Jarmark Świętego Jacka. Jarmark ma charakter charytatywny, a jego głównym organizatorem jest Grupa Charytatywni Freta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

To pielgrzymka kapłanów o kapłanów

2018-08-17 13:31

Beata Pieczykura

– To pielgrzymka kapłanów o kapłanów – mówił ks. Szymon Gołuchowski w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lubojnie na szlaku „Modlitwy serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”. I dalej wyjaśniał licznie zgromadzonym na Mszy św. wiernym, że jest to modlitwa o nowe powołania kapłańskie i zakonne oraz za kapłanów: chorych, cierpiących, przeżywających kryzysy, tych, którzy odeszli z kapłaństwa, aby wrócili, jeżeli jest to możliwe, a także za rodziny. Zachęcał rodziców i dzieci, by do porannego i wieczornego pacierza dodały modlitwę np. „Pod Twoją obronę” w intencji powołań i księży. Ta modlitwa jest tak ważna, bowiem trwa walka między dobrem a złem, między Bogiem, który powołuje, a szatanem, który chce, by młodzi nie odpowiedzieli na wołanie Pana: „Pójdź za Mną”.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: To pielgrzymka kapłanów o kapłanów

Dziś trasa podzielona była na dwa odcinki: jeden rozpoczął się w parafii pw. Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza w Wierzchowisku i wiódł przez parafię pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lubojnie, Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rybnej do św. Stanisława BM w Cykarzewie. Drugi natomiast przeszedł z parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Rudnikach (tam celebrowano Mszę św. o godz. 8) przez Najświętszej Maryi Panny Różańcowej w Kościelcu do św. Leonarda w Mykanowie.

WSZYSTKIE MATERIAŁY O "MODLITWIE SERC I STÓP KAPŁAŃSKICH W INTENCJI POWOŁAŃ" ZNAJDZIESZ TUTAJ TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem