Reklama

Niosą miłość drugiemu człowiekowi

2016-10-13 10:16

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 42/2016, str. 4-5

Monika Jaworska
Siostry Boromeuszki, bursantki i uczestnicy Eucharystii

– Od 140 lat poprzez posługę sióstr pragniemy ukazywać w klasztorze, że najważniejsza jest miłość. Co więcej – od 20 lat droga miłości ukazywana jest ludziom młodym – podkreśla przełożona Domu Zakonnego Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Św. Karola Boromeusza w Cieszynie s. Julia Puchała. Siostry boromeuszki – tak brzmi potoczna nazwa zgromadzenia – przybyły z Trzebnicy do Cieszyna 24 stycznia 1876 r. 20 lat temu boromeuszki reaktywowały bursę, która działa prężnie do dziś. W czwartek 29 września br. świętowały oba jubileusze

Wchodząc na dziedziniec sióstr boromeuszek w Cieszynie, można zobaczyć kompleks budynków. – Domem Macierzystym Sióstr Boromeuszek była Trzebnica. Względy polityczne zadecydowały o tym, że w 1876 r. Matka Generalna Helena Tichy przeniosła dom generalny z Trzebnicy do Cieszyna, przenosząc jednocześnie działalność opiekuńczo-wychowawczą, oświatową. Blisko 80 lat posługi boromeuszek w Cieszynie wiązało się ze szkolnictwem. Po wojnie ze względów politycznych szkolnictwo ograniczono, a w 1955 r. ostatecznie zanikło. Siostry zajęły się opieką nad chorymi – opowiada dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Boromeuszek s. Fabiana Izydorczyk. W latach 50. siostry podpisały umowę z rządowym Caritasem. Prowadziły wówczas na tym terenie domy pomocy dla przewlekle chorych. Od 1989 r. działa tu Zakład Opiekuńczo-Leczniczy, posiadający kontrakt z NFZ.

Miłosierdzie dla chorych i ich bliskich

Wspólnota zakonna w Cieszynie liczy 25 sióstr. Siostry mają swoją kaplicę, prowadzą zakład opiekuńczo-leczniczy i bursę dla dziewcząt. W domu mieści się archiwum, przechowujące dokumentację szkolną z przestrzeni 80 lat oraz muzeum, zawierające różne przedmioty sakralne, a także sprzęty codziennego użytku, znalezione na strychach i innych pomieszczeniach klasztoru. Od blisko 2 lat siostry prowadzą także prywatny Dom Opieki „u Boromeuszek” dla osób starszych, niepełnosprawnych, samotnych oraz przewlekle chorych. Działa również Stowarzyszenie „Siloe in Nobis” pod kierunkiem pani Katarzyny Jendrzejczak, które pozyskuje dodatkowe fundusze i wspomaga działalność opiekuńczą boromeuszek m.in. poprzez wynajem sali gimnastycznej. – Obecnie Zakład Opiekuńczo-Leczniczy liczy 140 łóżek, zaś w Domu Opieki jest 18 miejsc. A choć to jeden z większych zakładów opieki w Cieszynie, i zwykle każdego miesiąca przyjmujemy po kilku pacjentów, to nie przypominam sobie, byśmy mieli kiedykolwiek wolne miejsca. Wciąż pojawiają się kolejni pacjenci wymagający opieki, coraz częściej młodsi wiekiem. Nasza placówka nie jest zwyczajnym domem seniora. Warunkiem przyjęcia chorego jest potrzeba całodobowej opieki, leczenia, pielęgnacji i rehabilitacji. Ideą zakładów opiekuńczo-leczniczych jest, aby po leczeniu szpitalnym poprzez rehabilitację przywrócić chorego do funkcjonowania w społeczeństwie – mówi s. Fabiana.

Personel Zakładu liczy 130 osób, w tym 3 siostry zakonne. – Choć większość naszych pacjentów to starsi ludzie, to jednak u nas starość nie jest smutna. Miłosierdziem obejmujemy nie tylko chorych, ale i ich bliskich – mówi s. Fabiana. – W telewizji często takie domy są pokazywane w negatywnym świetle. My staramy się rozmawiać z rodzinami, zarówno przed przyjęciem chorego, jak i później, poznać się, wzbudzić zaufanie. Miłość i dobro, którymi są obdarowywani przychodzący do nas, wraca do nas w postaci wciąż nowych zgłoszeń, a także w różnych formach wdzięczności. Tutaj miłosierdzie szeroko się rozchodzi i wraca.

Reklama

Był żart. Jest bursa

Siostry, reaktywując 20 lat temu bursę, powróciły do dawnych tradycji oświatowych. – Choć obchodzimy 20-lecie bursy, to tak po prawdzie powinnyśmy obchodzić 100-lecie działalności opiekuńczo-wychowawczej, gdyż siostry przyszły do Cieszyna 140 lat temu z wychowankami i służyły w działalności oświatowej przez 80 lat. Reaktywacja bursy nastąpiła w 1996 r. za sprawą ówczesnej przełożonej s. Fabiany i s. Wiktorii – mówi dyrektor Bursy s. Laura Zielińska. – Bursa powstała – mogę powiedzieć – z żartów. Poszłam z s. Wiktorią Leszczyńską do ks. Henryka Satławy – ówczesnego proboszcza parafii św. Marii Magdaleny. Ksiądz zapytał: „Co słychać?” A ja na to żartem: „Otwieramy bursę”. Miałyśmy wówczas niezagospodarowany budynek. Ja zażartowałam, a ksiądz to odebrał poważnie i od tego się zaczęło. Otworzyłyśmy bursę i dziś świętujemy 20 lat jej istnienia – dopowiada s. Fabiana Izydorczyk. Obecnie w bursie mieszka 31 uczennic i 7 studentek. – Panuje tutaj miła atmosfera. Możemy się spotkać z koleżankami w jednym pokoju, aby pograć na gitarze, pośpiewać. Rozwijamy pasje muzyczne i aktorskie. Odkrywamy nowe talenty. Pomagamy sobie po koleżeńsku, bez zazdroszczenia jedna drugiej – mówi licealistka z cieszyńskiego „Szybina” Gabriela Drzewiecka. – Moje bratowe mieszkały w bursie, podkreślając, że to był dla nich najmilszy czas. Tym zmotywowały mnie, żebym też tu zamieszkała – dodaje szkolna koleżanka Gabrieli – Agnieszka Legierska z Koniakowa. – Obok mnie mieszka dziewczyna, maturzystka, która jest w 4 klasie liceum. Mamy wspaniały kontakt, przychodzi do nas porozmawiać. Mieszkanki bursy przyjaźnią się ze sobą – dodaje Olga Buda z Jastrzębia Zdroju ucząca się w I klasie Liceum Plastycznego w Cieszynie.

Czas w bursie jest uporządkowany. – Od 6.15 do 8 możemy zjeść śniadanie. Po powrocie ze szkoły robimy sobie same obiad, uczymy się od 17.00 do 19.00. Mamy też wyznaczone sprzątanie, np. wycieranie korytarza, wynoszenie śmieci. Każdy pokój w bursie ma swojego patrona, ja mam św. Marię Magdalenę – mówi Marysia Juroszek z Istebnej z I klasy cieszyńskiego „Kopernika”. – Kolacje siostry nam zapewniają. Pod wieczór mamy czas dla siebie, na świetlicę, integrację, wspólny śpiew i rozmowy – dodaje Kasia Pietrzyńska z Brennej. W bursie przebywają też dziewczyny z Francji, które przyjechały w ramach wymiany szkół ponadgimnazjalnych. 4 czerwca br. odbył się I Zjazd Absolwentek Bursy.

Najważniejsza miłość

Dziewczyny z bursy z s. Laurą zadbały o oprawę muzyczną Mszy św. w czwartek 29 września, podczas której dziękowano za 20 lat historii bursy Boromeuszek w Cieszynie i 140 lat przybycia boromeuszek do Cieszyna. Mszę św. celebrował proboszcz parafii św. M. Magdaleny ks. kan. Jacek Gracz wraz z ks. dziekanem Stefanem Sputkiem, dyrektorem Katolickiego LO i Gimnazjum im. św. M. Grodzieckiego w Cieszynie ks. Tomaszem Sroką, ks. wikarym Bartoszem Łackiem z parafii św. M. Magdaleny i ks. Krzysztofem Rębiszem z parafii św. Małgorzaty i św. Katarzyny w Kętach. – Siostry boromeuszki przynoszą światu, miastu i drugiemu człowiekowi konkretną miłość, która pochyla się nad biedą drugiego człowieka – podkreślił w homilii ks. Tomasz Sroka. Wraz z boromeuszkami w uroczystościach uczestniczyła Matka Generalna Zgromadzenia s. Ezechiela Ściskała, Asystentka Generalna s. Felicja, byłe dyrektorki bursy, przedstawiciele władz miasta z burmistrzem Ryszardem Macurą oraz powiatu i szkolnictwa, delegacje, goście z Francji – Bretanii, gdzie bursa była na dwutygodniowej wymianie w czerwcu w 2015 r., rada rodziców, absolwentki bursy i inni. Po Mszy św. dziewczyny zaprezentowały spektakl słowno-muzyczny: „Z nich zaś największa jest miłość”. – Zaprzyjaźniłyśmy się ze sobą. Cieszymy się, że mogłyśmy wystąpić z koleżankami z okazji jubileuszu – mówią Anna Haratyk z Koniakowa i Kinga Patyk z Jaworzynki. S. Laura zauważa, że na zorganizowanie uroczystości miały niecały miesiąc. W przedstawieniu brały udział uczennice pierwszych klas – siostra podkreśliła jaki potencjał jest w tych młodych dziewczętach. – Jako Siostry Miłosierdzia św. Karola Boromeusza, składamy dodatkowy ślub, czyli miłosierdzie. W Roku Miłosierdzia chciałyśmy pokazać z bursantkami, że najważniejsza jest miłość. Dlatego w spektaklu starałyśmy się oddać ducha miłosierdzia i miłości – mówi s. Laura Zielińska.

Więcej o działalności boromeuszek na www.boromeuszki.cieszyn.pl.

Tagi:
zgromadzenie

Siostry od niewidomych

2018-12-05 11:10

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 49/2018, str. I

W kościele św. Marcina na Starym Mieście Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża świętowały jubileusz 100-lecia założenia swojego zgromadzenia

Łukasz Krzysztofka

W czasie Mszy św. modlono się w intencji dzieł prowadzonych przez zgromadzenie, a także o beatyfikację założycielki – matki Czackiej. – To też okazja, by dołożyć do tej modlitwy także prośbę o beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Jestem przekonany, że oboje są już święci w oczach Boga – mówił podczas uroczystości kard. Kazimierz Nycz. Eucharystii z udziałem biskupów, wielu kapłanów, wychowanków zakładu dla ociemniałych oraz przyjaciół zgromadzenia przewodniczył metropolita warszawski, a homilię wygłosił abp Wojciech Polak, prymas Polski.

Przywołał on słowa swojego poprzednika, Prymasa Tysiąclecia, z pogrzebu matki Czackiej. Kard. Wyszyński mówił wówczas o wyjątkowości zgromadzenia, które zawdzięcza najpierw swej charyzmatycznej założycielce, ale także swemu specyficznemu powołaniu do służby osobom niewidomym. – Zdawałoby się, że połączenie tych dwóch pojęć – „franciszkanki” i „krzyż” – to już za wiele. Nie można wymagać od człowieka pełni ducha franciszkańskiego i jeszcze obarczać go krzyżem. Matka Czacka jednak domagała się od tych, które miały jej pomagać i miłości bezgranicznej i dźwigania krzyża. Nic dla siebie, aby obfitować dla innych – podkreślił abp Polak.

Siostry przez swój specyficzny charyzmat mają udział w tym, by w szczególny sposób wobec współczesnego świata być swoistym odbiciem Bożego promienia piękna, dobroci i prawdy. – W życiu i misji sióstr Boża obecność objawia się zarówno w franciszkańskiej prostocie i miłości, jak i w codziennym kroczeniu drogą krzyża. Tak działo się sto lat temu i tak będzie nadal, bo szczęśliwym czuł się będzie ten, kto chętnie niesie dla Chrystusa ciężar codziennego krzyża, przynaglany miłością Boga – zaznaczył Prymas Polski.

S. Agata Bieleś FSK, pracująca z dziećmi niewidomymi w Laskach, uważa, że cała postać i nauczanie Matki Czackiej są niezwykle aktualne także dzisiaj. – Niewidomi mogą być partnerem w naszym życiu. Brakuje im wzroku, ale każdy z nas posiada jakiś brak i myślę, że to nie oni mają docierać do nas, widzących, ale my mamy ich zrozumieć. W tym odnajdziemy piękną harmonię – powiedziała s. Agata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kolęda

Alumn Grzegorz Gęsikowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 51/2002

Termin calendae w starożytnym Rzymie oznaczał pierwszy dzień miesiąca. Najbardziej zaś uroczyście obchodzono calendae styczniowe (festum Calendarium), które rozpoczynały nowy rok. Wtedy to odwiedzano się po domach, obdarowywano podarkami i składano sobie życzenia. Podobnie czyniono w całej Europie w wiekach późniejszych, łącząc już ów zwyczaj ściśle ze świętami Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Polsce dawnej 1 stycznia kapłani rozpoczynali odwiedziny duszpasterskie, które określano właśnie mianem kolędy. Trwała ona do 2 lutego - Święta Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Najdawniejsza wzmianka o tej praktyce pochodzi z 1607 r. Wtedy to na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie polecono, aby plebani według starożytnego zwyczaju nawiedzali swoich wiernych po domach, uczyli ich pacierza, prawd wiary i by wchodzili w szczegóły życia, czy jest ono prawdziwie chrześcijańskie. Polecano także, by strapionych pocieszali, a ubogich wspomagali. Z kolei synod chełmski (1624 r.) zachęcał, aby proboszczowie spisywali swoich parafian i zachęcali do częstego korzystania z sakramentów. Owa wizyta miała wpłynąć na ożywienie życia religijnego i moralnego parafii.
Dla wielu rodzin kolęda jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już od samego rana trwają w mieszkaniach przygotowania do przyjęcia kapłana. Wizyta duszpasterza jest doskonałą okazją do wspólnej modlitwy, do wyproszenia Bożego błogosławieństwa dla domowników, ale także okazją do szczerej rozmowy.
Jak należy przeżyć wizytę duszpasterską kapłana? Przede wszystkim należy się przygotować duchowo. Najlepiej uczynimy to, przystępując w czasie świąt do Komunii św., a także biorąc czynny udział w modlitwie. Nie wolno też zapomnieć o zewnętrznym przygotowaniu samego miejsca spotkania. Stół należy nakryć białym obrusem, postawić na nim krzyż, zapalone świeczki, Pismo Święte i wodę święconą. Przy tak przygotowanym stole winna zgromadzić się cała rodzina. Obrzęd kolędy nie jest wcale skomplikowany i na pewno sprzyja serdecznemu spotkaniu duszpasterza ze swoimi parafianami. Z jednej strony kapłan ma doskonałą okazję nie tylko poznać swoich wiernych, ale i wgłębić się w ich konkretną sytuację życiową, poznać jej radości, smutki i wyjść naprzeciw z konkretnym działaniem. Z drugiej strony i parafianie mają możliwość bliżej zainteresować się życiem parafii - życiem wspólnoty lokalnego Kościoła.
Jak wygląda kolęda? Zgodnie z wielowiekową tradycją kolęda w Polsce ma następujący przebieg: przed wejściem (bądź w trakcie wchodzenia) do mieszkania (domu) ministranci wraz z domownikami śpiewają kolędę, a w tym czasie jeden z chłopców kreśli na drzwiach napis: C + M + B + bieżący rok, co oznacza: Christus manisionem benedicat ("Niech Chrystus mieszkanie błogosławi"). Następnie kapłan wchodzi do mieszkania i pozdrawia obecnych słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" (odpowiadamy: "Na wieki wieków. Amen"). Kapłan może również zacząć od słów: "Pokój temu domowi" (tym razem odpowiemy: "I wszystkim jego mieszkańcom"). Następnie wszyscy - jak jedna rodzina, zgromadzona przy jednym stole odmawiają modlitwę, którą nauczył nas Jezus Chrystus (tzn. Ojcze nasz). Po niej kapłan, wypraszając Boże błogosławieństwo dla domowników, modli się następującymi lub podobnymi słowami: "Pobłogosław + Panie, Boże Wszechmogący, to mieszkanie (ten dom), aby w nim trwały: zdrowie i czystość, dobroć i łagodność oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby zawsze składano Ci dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze. Amen". Po czym następuje końcowe błogosławieństwo: "Niech to mieszkanie i wszystkich w nim mieszkających błogosławi Bóg Ojciec i Syn + i Duch Święty. Amen". Pięknym zwyczajem jest, gdy duszpasterz teraz weźmie ze stołu krzyż stanowiący własność rodziny i poda każdemu do ucałowania. Po tym dopiero kropi mieszkanie i domowników wodą święconą i stosownie do potrzeby duszpasterskiej nawiązuje rozmowę, której zawsze powinna towarzyszyć roztropność, delikatność i chrześcijańska zasada miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Cierpienie można przyjąć tylko wiarą

2019-01-16 21:37

Justyna Walicka/Archidiecezja Krakowska

- To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą - o cierpieniu mówił abp Marek Jędraszewski podczas kolędowej wizyty duszpasterskiej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Jaonna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Wicedyrektor szpitala lek. med. Andrzej Bałaga przywitał metropolitę i podziękował za kolejną wizytę, która, jak zaznaczył, jest wsparciem zarówno dla personelu w podejmowaniu nierzadko trudnych decyzji, jak i dla małych pacjentów w ich powrocie do zdrowia.

Prof. Szymon Skoczeń w imieniu zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego szpitala poprosił arcybiskupa o błogosławieństwo.

Delegacja dzieci również przywitała metropolitę krakowskiego i złożyła wierszowane życzenia. Młodzi pacjenci zapewnili arcybiskupa o swej pamięci modlitewnej w ich szpitalnej kaplicy.

Metropolita wyjaśnił, że dzisiejsze czytania mówiące o tym jak Chrystus wyrzuca złe duchy i uzdrawia, dopełniają tego, co zaczęło się w Betlejem.

– Bo chodziło o to, żeby Chrystus się światu objawił jako Boży Syn. Jako Ten, który zrodzony przed wiekami z Ojca stał się z Jego woli człowiekiem po to, aby nam przynieść zbawienie.

Arcybiskup podkreślił, że w dzisiejszej Ewangelii jest także mowa o tym, że Chrystus udał się w odosobnione miejsce, by się modlić. I na słowa Apostoła, że wszyscy Go szukają, odpowiedział, że trzeba iść dalej, do kolejnej miejscowości nauczać o Bogu.

W Liście do Hebrajczyków natomiast słyszymy dziś przypomnienie tego, że Chrystus stał się do nas podobny we wszystkim – oprócz grzechu. Metropolita szczególnie podkreślił, że Pan Jezus stał się do nas podobny we wszystkim i stał się jednym z nas. Metropolita zacytował zdanie: „W czym bowiem sam cierpiał, będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” – Ludzie są poddawani próbom. Ludzie są doświadczani cierpieniem i to miejsce jest szczególnym nagromadzeniem ludzkiego cierpienia. Nie w postaci abstrakcyjnej, nie w postaci ksiąg o cierpieniu czy o tym jak z cierpienia ludzi wydobywać. To jest miejsce, w którym cierpienie przybiera kształt konkretnego człowieka, konkretnego dziecka. I jest to dla nas wszystkich jakaś ogromna tajemnica.

Metropolita zaznaczył, że Chrystus stał się jednym z nas także w cierpieniu, bo On naprawdę cierpiał. I pokazał jak trzeba to cierpienie przyjąć – z całkowitym zaufaniem wobec Boga, nawet, jeśli jest to niezwykle trudne.

– Bo na krzyżu Golgoty (…) było poczucie osamotnienia, była ogromna boleść, ale było też oddanie wszystkiego swemu Ojcu. I była tam także, co trzeba bardzo mocno podkreślić, błogosławiona obecność tych, którzy Pana Jezusa kochali i pozostali Mu wierni aż do końca. Zwłaszcza Jego Przenajświętsza Matka, zwłaszcza Jego najbardziej spośród wszystkich ukochany uczeń Jan. Byli przy Nim i swoją obecnością pokazywali – nie jesteś sam, kochamy Ciebie. Arcybiskup powiedział także, że zdaje sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć, że mamy przyjmować cierpienie. Szczególnie jeśli chodzi o cierpienia dziecka, wobec którego jesteśmy kompletnie bezradni.

– To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą. Bo jeśli On przeszedł przez bramę cierpienia do pełni życia, to i my ufamy, zmierzając także do Dzieciątka narodzonego w Betlejem, że nas rozumie, że nas swoją miłością ubogaci, że swoim ubóstwem podniesie i że przy wszystkich nierozumieniach tego czym jest cierpienie, a zwłaszcza czym jest cierpienie dziecka, będziemy, będąc blisko Niego, mogli z całą głębią wiary powtarzać słowa wyśpiewywane w Betlejem przez aniołów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Bożego upodobania, pokój ludziom dobrej woli”.

Po Mszy św. arcybiskup niosąc słowa otuchy odwiedził małych pacjentów w szpitalnych oddziałach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem