Reklama

GPS na życie

Przyszłość zaczyna się dzisiaj!

2016-10-12 08:50

Mateusz M. Fryc
Niedziela Ogólnopolska 42/2016, str. 52-53

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

16 października 1978 r. Świat poznaje nowego papieża. Nikomu nie przechodzi przez myśl, że to ten następca św. Piotra zmieni oblicze Ziemi, niczym jego pierwowzór. Kard. Karol Wojtyła, człowiek zza żelaznej kurtyny, wprowadził Kościół i ewangelizację na nowe tory. Zmarł 2 kwietnia 2005 r. Po jego śmierci Polska „zapłonęła” tysiącami świec. Cały kraj pogrążył się w długiej żałobie...

Pamiętam ciszę, która zapadła tego wiosennego dnia o godz. 21.37 w moim domu. Wspominam także słowa wypowiedziane tuż po tym przez moją babcię: „Żył z nami święty człowiek, a ludzie i tak zapamiętają tylko jego twarz”.

Tylko twarz?

Początkowo nie rozumiałem, o co jej chodzi. Biorąc pod uwagę ilość materiałów archiwalnych ze spotkań Papieża, prezentowanych w tamtym czasie przez media, trudno mi było sobie wyobrazić, żeby ktoś mógł nie zapamiętać chociaż fragmentu jego słów. Niestety, życie szybko wyprowadziło mnie z błędu. Dzisiaj ludzie wolą brać sobie do serca słowa innych „wielkich”. Oczywiście nie można generalizować. Wśród moich rówieśników – co świetnie pokazały ostatnie Światowe Dni Młodzieży w Krakowie – są ludzie wiary, którzy nie zapomnieli o Janie Pawle II.

No właśnie, nasz rodak został papieżem. Dziadek opowiadał mi o tym dniu. Jakie to było ogromne zaskoczenie dla wszystkich. Z reguły wybór padał przecież na Włocha. Zapamiętałem jego słowa: „Synku, to wtedy poczułem szansę na zerwanie tych kajdan. Poczułem, że Bóg przysyła Polsce swoje wsparcie”. Tego było potrzeba wtedy ludziom. Oczywiście było to spojrzenie ludzi w Polsce. Idealizowanie postaci rodaka. W końcu był to „nasz Papież”. Przynajmniej tak sądziłem, do czasu wyjazdu za granicę.

Reklama

W Austrii np., gdy ktoś dowiadywał się, że jestem z Polski, od razu kojarzył ten fakt z Janem Pawłem II. W sumie nie powinno mnie to dziwić – przecież to papież!

Człowiek nadziei

Jeden z moich rozmówców powiedział coś, co pozwoliło mi spojrzeć szerzej, inaczej: – W swoim życiu robiłem różne głupie rzeczy – opowiadał. – Często wpadałem w tarapaty. Żyłem z dnia na dzień, póki ksiądz na kazaniu nie przytoczył słów Papieża o tym, że przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro! Nie rozumiałem ich, póki w wypadku samochodowym nie zginęła moja matka i nie zostawiła mnie z ojcem i dwójką rodzeństwa.

Wtedy to do mnie dotarło. Ojciec Święty świetnie rozumiał problemy sobie współczesnych, ale jasno widział także przyszłość. W dzisiejszych burzliwych czasach, w których Europa zaczyna bać się o swoją wolność, przypominają mi się jego słowa, że „dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna”. Kiedy indziej Papież odniósł się do terroryzmu: „Terroryzm bazuje na pogardzie dla ludzkiego życia. Właśnie dlatego jest nie tylko motorem niewybaczalnych zbrodni, lecz on sam – używając terroru jako strategii politycznej i ekonomicznej – stanowi prawdziwe przestępstwo przeciw ludzkości”. Czy nie pasują one do dzisiejszej sytuacji geopolitycznej?

Przyjąć prawdę

W takich momentach zadaję sobie kolejne pytanie: Czemu tak często nie potrafimy słuchać, kiedy ktoś mówi nam prawdę? Może łatwiej by było żyć przyjmując wiedzę i doświadczenie innych? Obecnie, o zgrozo, coraz częściej podważa się mądrość i dobroć naszego Ojca Świętego. Próbuje podważać jego świętość. Pewien znajomy ksiądz opowiadał mi, jak kiedyś w gronie znajomych prowadził dyskusję na temat wiary. Jeden z obecnych, nazywający siebie ateistą, kpiącym tonem zadał pytanie: – Jeżeli Karol Wojtyła był święty, to nie powinien – jak Jezus – chodzić po wodzie? Odpowiedziałem mu: – Jezus to Bóg. On może wszystko. Święci są tylko jego posłańcami...

Ludzie zawsze poszukiwali dowodów na istnienie Boga, najlepiej namacalnych, jeszcze lepiej jakichś cudów, ale skoro nie potrafią słuchać, jak mają coś dostrzec? Skoro nie potrafią przyjąć do swojego życia prostych słów, to jak mają pojąć Boga, którego żadne słowa nie są w stanie opisać? Na koniec słowa mojego taty, które wyrażają także moje odczucia względem osoby św. Jana Pawła II. Na pytanie: Kim był dla ciebie „nasz Papież”?, odpowiedział: – Był największym z ludzi, jakich kiedykolwiek widziałem.

Tagi:
papież

Papież w Rosji? Jeszcze nie teraz

2018-02-14 10:25

pr/Interfax
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 41

Grzegorz Gałązka

Część zachodnich komentatorów jest przekonana, że w niedługim czasie dojdzie do wizyty papieża w Rosji. Ich zdaniem, byłoby to naturalne następstwo coraz bliższej współpracy Watykanu z Federacją Rosyjską, co podkreśla przede wszystkim, częściowo izolowana na świecie, strona rosyjska.

A jak sprawa wygląda od środka, czyli w samej Rosji? Zdaniem sekretarza Konferencji Biskupów Katolickich Rosji – choć ks. Igor Kowalewski zastrzega, że jest to jego prywatna opinia, a nie oficjalne stanowisko organu, który reprezentuje – wizytę Franciszka w dzisiejszych rosyjskich realiach trudno sobie wyobrazić. Nie jest na nią gotowe przede wszystkim samo rosyjskie społeczeństwo, także duchowni, którzy do katolików podchodzą z dużą nieufnością. Dobitnym tego wyrazem była niedawna wypowiedź jednego z prawosławnych biskupów, który cytowany przez ukraińską agencję prasową miał powiedzieć, że prawosławni i katolicy wierzą w różnego Boga. Znaczące również jest to, że tak drastyczna ocena nie spotkała się z żadną reakcją ze strony innych prawosławnych hierarchów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dzieci rozwodników mają żal

2014-10-21 15:12

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 43/2014, str. 22-23

Przeczytałem niedawno, że najlepsze, co ojciec może zrobić dla szczęścia swojego dziecka, to kochać jego matkę. Szkoda, że mój ojciec tak tego nie widział... – mówi Dominik, informatyk z Wrocławia

Graziako

Kuba Jabłoński, psycholog zajmujący się DDRR-ami (dorosłymi dziećmi rozwiedzionych rodziców), pisze: – Jako terapeuta spotykam osoby pochodzące z rozbitych rodzin. Zauważyłem, że coś je łączy. W dorosłym życiu napotykają podobne problemy, w podobny sposób reagują na różne sytuacje, podobnie patrzą na ludzi i siebie...

Definicja encyklopedyczna opisuje zjawisko krótko: „Do najczęściej występujących zachowań dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców zalicza się np.: strach przed wchodzeniem w relacje intymne, strach przed rodzicielstwem, ograniczone zaufanie, częstsze występowanie załamań nerwicowych oraz depresje”. Jeszcze lepiej obrazują to liczby. W Polsce rozpada się rocznie ok. 66 tys. małżeństw. Coraz więcej dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych, poranionych czy patchworkowych, w których są po dwie mamy, dwóch ojców i przyrodnie rodzeństwo z wcześniejszych i późniejszych związków swoich rodziców. Jest jeszcze jedna grupa – dzieci wychowywanych przez skłóconych rodziców, którzy, choć formalnie są razem, już przeprowadzili rozwód emocjonalny.

Poszarpane serca

– Byłem kiedyś na rekolekcjach, które prowadził ks. Piotr Pawlukiewicz – opowiada Maciek, architekt z Krakowa. – Mówił m.in. o małżonkach, którzy podejmują decyzję o rozstaniu, co oznacza, że przestają ratować swój związek, zaprzestają walki, terapii, intensywnej modlitwy i idą do sądu. A tam przekonują, że decyzję tę podejmują także ze względu na dobro dziecka, bo tak je kochają... Wściec się można! Skoro tak kochają, to niech trochę dla tej miłości poświęcą. Niech myślą nie tylko o sobie, ale też o dziecku, któremu właśnie haratają psychikę. Bo, jak się okazuje po latach, rozwody rodziców walą po psychice dzieci. Zostawiają ślad na całe życie. Ksiądz miał rację. Nie istnieje coś takiego jak „rozwód kulturalny”. Wiem, o czym mówię, bo sam jestem DDRR-em.

Niechciany spadek

Zestaw cech, które „haratają osobowość”, dotyka najważniejszej sfery życia. DDRR-om najtrudniej poradzić sobie w relacjach z innymi ludźmi, z uczuciami – niczym słoniom w składzie porcelany. Pragną miłości, ale panicznie boją się odrzucenia, więc zachowują się wobec wybranka (-ki) irracjonalnie, zołzowato lub grubiańsko. Z przyjaźniami też im jakoś nie wychodzi. Nie potrafią utrzymać przyjacielskiej relacji na dłużej. Mają najwyżej jednego przyjaciela, często jeszcze ze szkoły. Decyzję o ślubie odkładają na „święte nigdy”, bojąc się zobowiązań. Nieustannie rozpamiętują swoje niepowodzenia i urojone niedoskonałości. Im bardziej im na kimś zależy, tym mocniej niszczą tę relację, pokazują się od najgorszej strony, jakby chcieli sprawdzić, jak bardzo tej drugiej stronie zależy. Często żyją życiem innych, bo własne zaangażowanie się może przecież przynieść – pamiętają nauczkę od rodziców – ból i rozczarowanie. A robiąc tak, są coraz bardziej wściekli, bo ich życie przypomina ciemną pustą jamę.

Na zewnątrz reprezentują dwa typy. Jedni robią błyskotliwe kariery, brylują w towarzystwie, są powszechnie lubiani, słowem – pozornie idą przez życie jak taran. Drudzy są samotnikami, izolują się od ludzi, schodzą wszystkim z drogi, jak ognia boją się najmniejszej choćby konfrontacji. Nie potrafią odmawiać, co sprawia, że są wykorzystywani w pracy i w rodzinie. Rzadko wychodzą z domu, są chorobliwie nieśmiali, wycofani. A jednych i drugich dręczą te same koszmary, nieustannie zadają sobie pytanie: co ze mną jest nie tak?

Kuba Jabłoński wyjaśnia, że rozwody to na tyle głęboka dysfunkcja rodziny, że dotknięte nimi dzieci prędzej czy później przeżywają głębokie problemy emocjonalne. Czasem mijają lata, nim – już jako dorośli – zdadzą sobie z tego sprawę. Swój bagaż życiowych doświadczeń dźwigają sami. Tylko część z nich – dzięki fachowej pomocy z zewnątrz, uświadamia sobie prawdziwe przyczyny swoich problemów. Dotyczy to zwłaszcza dzisiejszych 30-, 40-latków – pokolenia rozwodzącego się obecnie najczęściej.

Szansa na inny los

– W blokowym M-3 dziecka nie uchroni się przed konfliktem rodziców. Słyszałam wszystko, uczestniczyłam w każdej kłótni. Widziałam rzeczy, o których dziecko nie powinno mieć pojęcia – wspomina Jagoda, urzędniczka. – Pierwszy raz rodzice rozstali się, gdy miałam 7 lat. Po 3 latach zeszli się na kolejne 10. Potem ojciec znów odszedł – tym razem na dobre. Zanim to się stało, w domu trwał niekończący się stan wojenny. To byli kulturalni ludzie, więc noże nie latały w powietrzu, ale potrafili równie dotkliwie ranić się przy pomocy słów. Potem kazali wybierać, po czyjej stronie jestem. Po rozwodzie mama już na zawsze została tą skrzywdzoną. Miesiącami w domu nie mówiło się o niczym innym, tylko o tym, jakim podłym draniem jest ojciec. I te tabuny pocieszających koleżanek – koszmar. Jak sączenie trucizny. W tym czasie ojciec założył nową rodzinę, urodziły mu się nowe dzieci, więc przekonywał, że i ja powinnam być szczęśliwa, skoro mój tatuś jest. Wtedy nie wiedziałam, co to rykoszet. Że to, co dzieje się między nimi, trafia także we mnie. Te słowa, sceny, obrazy zawładnęły moją psychiką na zawsze. Kiedy się zorientowałam? Gdy poszłam na terapię, bo nie mogłam wytrzymać sama z sobą. Po roku ktoś z grupy zapytał mnie, czy sądzę, że byłabym inną kobietą, gdyby rodzice się kochali, gdyby nie darli nieustannie kotów. Mam poczucie graniczące z pewnością, że tak. Zdecydowanie tak.

Scenariusz na życie

Jak mówią psychologowie, w życiu rodzinnym kłopot DDRR-ów polega na braku wzorców wyniesionych z domu. Są jak ludzie bez korzeni. Nie bardzo wiedzą, jak się zachować, bo nie obserwowali pozytywnych zachowań u rodziców. Przejmują więc zachowania podejrzane w filmach, przeczytane w książkach albo zasłyszane od znajomych. Magda opowiada, że dla niej inspirujące były seriale familijne. Rozmaite sytuacje życiowe rozgrywała odzywkami z filmu, powtarzała całe sekwencje dialogowe. Zastąpiła rzeczywistość fantazjami. Otrzeźwiło ją, gdy usłyszała, jak córka skarży się babci, że jak chce się przytulić, to mama włącza telewizor.

Dominik mówi, że ma żal do rodziców o to, że nie walczyli o siebie. Że za szybko odpuścili:

– Pamiętam tylko rozwód. Potem ojca widywałem od czasu do czasu. Po latach udało nam się porozmawiać szczerze. Raz jedyny. Zapytał mnie, czy dobrze układa mi się z żoną. Powiedziałem, nie bez żalu, że właściwie nie wiem, jak wygląda dobre małżeństwo. Rozbite rodziny trudno potem złożyć. Pamiętam swój ślub. Mama nie przyjdzie, jeśli ojciec będzie. Ojciec nie wejdzie do kościoła, tylko na chwilę przyjdzie na wesele. Na chwilę, bo „matka zrobi scenę”. To samo przeżywamy w każde święta, uroczystości rodzinne. Poplątane i irytujące. Potem ojciec wymyślił sobie, że będę świadkiem na jego drugim ślubie. Powiedziałem, że to chore, więc się obraził. Nie widział swojego wnuka. Posłałem mu mailem zdjęcie, ale nie odpisał. Wiesz, co mnie irytuje? Że to ciągle boli. Porwana relacja z własnym ojcem spowodowała, że przez wiele lat sądziłem, iż jestem niewart uczucia. Bo mnie przecież zostawił, więc coś ze mną było nie tak... Miałem strasznie pod górę w kwestii dziewczyn. Koszmar. Wyleczyła mnie dopiero miłość mojej żony. Wiem, jestem szczęściarzem, ale noszę w sobie taki lęk, strach, że skrzywdzę swoją rodzinę. Bo przecież odziedziczyłem po ojcu część genów...

Dziedziczenie uczuć

Mówi się, że dziecko alkoholika często bierze sobie alkoholika za współmałżonka. Czy dzieci rozwiedzionych rodziców powtarzają ich błędy? Czy trauma z dzieciństwa czegoś je uczy?

– Mojego męża wychowywała tylko mama. Tak jak mnie. Obie były przez lata przyjaciółkami – opowiada Zuzanna, bezrobotna z Wałbrzycha. – Ucieszyły się, że jesteśmy parą. Ale ja mam poczucie, że Rafał ożenił się ze mną, bo nasze matki zaaprobowały ten związek. Dla mnie ważne jest, by nasze dzieci miały pełną rodzinę – a wiem, że mąż mnie nie zostawi.

– Ojciec odszedł, gdy miałam 13 lat – wspomina Anka, nauczycielka z Częstochowy. – Mama nie radziła sobie z niczym. Bez ojca nie umiała podjąć najprostszej decyzji. Obarczała więc mnie, najstarszą, obowiązkami domowymi. Dwa lata po rozwodzie rodziców prowadziłam cały dom, zajmowałam się dwójką rodzeństwa. Jakaż ja byłam dzielna! Pilnowałam rachunków, pieniędzy, terminów płacenia rat. Sąsiadki i znajomi mnie uwielbiali. Pani w szkole wychwalała pod niebiosa, bo oczywiście uczyłam się też świetnie. Panna doskonała. Kiedy przyprowadziłam do domu swojego pierwszego chłopaka, mama powiedziała tylko, że ma brzydki nos. Czyli – dyskwalifikacja. Tak było z każdą kolejną szkolną sympatią. „Córcia, mężczyzna jest jak zatruty cukierek – mawiała. – Z wierzchu słodki, a w środku...”. Na studiach miałam narzeczonego. Mama oczywiście znielubiła go od pierwszej chwili, zniechęcała, jak mogła. Wyśmiewała jego wiejskie maniery. Jurek nie wytrzymał i odszedł. Nie rozumiał – bo wychował się w dobrej rodzinie – że mama w ten sposób stara się oszczędzić mi cierpień. No bo miłość – w jej przekonaniu – to głównie ranienie się nawzajem, prawda? Jestem po trzydziestce i mam sporo do nadrobienia. Chodzę na terapię do poradni. Wiele mi to daje i wiele już wyjaśniło. Mniej krzyczę, nie wymagam posłuszeństwa jak w wojsku, walczę ze swoją apodyktycznością. I namawiam rodzeństwo na terapię. Brat nie założył rodziny. Jeździ po świecie, zmienia dziewczyny, nie ma stałej pracy. Siostra jest pielęgniarką i zajmuje się mamą. Jest jeszcze młodziutka, ale to typ samotnika. Praca, dom, jedna – ta sama od lat – przyjaciółka... Śmieję się z niej, że uwierzyła w teorię mamy, iż każdy mężczyzna to „zatruty cukierek”.

Oczywiście, na koniec należy się wyjaśnienie, że podobne historie zdarzają się nie tylko dorosłym dzieciom rozwiedzionych rodziców. I nie każde życiowe niepowodzenie powinniśmy sobie tłumaczyć trudnym dzieciństwem. Jednak istnienie DDRR-ów to nie wymysł psychologów. Amerykanie, którym nie udaje się 70 proc. małżeństw, policzyli, że prawdopodobieństwo rozwodu u mężczyzn z rozbitych rodzin jest wyższe o 35 proc. niż u pochodzących z rodzin pełnych. U kobiet procent ten dochodzi nawet do 60.

W Polsce ponad 2 mln dzieci pochodzi z rodzin rozbitych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Imieniny „Wujka”

2018-02-24 21:11

Agnieszka Bugała

Kolejny raz od śmierci sługi Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza (1995 r.) świętowanie jego imienin rozpoczął wspólny różaniec przy jego grobie na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu. Spotkanie zakończyła modlitwa w intencji rychłej beatyfikacji wrocławskiego „Wujka”.

Agnieszka Bugała

Przypominamy, że proces na poziomie diecezjalnym już się zakończył, a akta procesu dotarły już do Rzymu w styczniu br.

Więcej o tym pisaliśmy tutaj:

Przeczytaj także: „Wujek” jest już w Rzymie!

Po wspólnej modlitwie zebrani udali się do kościoła pw. śś. Piotra i Pawła na wspólną Eucharystię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem