Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Też byłem antyklerykałem

2016-10-06 09:51


Edycja warszawska 41/2016, str. 6-7

Artur Stelmasiak
Ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II na Bemowie

Rozmowa z ks. Sławomirem Abramowskim, proboszczem parafii św. Jana Pawła II na Bemowie

ARTUR STELMASIAK: – Czy Ksiądz miał okazję poznać św. Jana Pawła II?

KS. SŁAWOMIR ABRAMOWSKI: – Pamiętam, jak w 1990 r. razem z katechistami wędrownymi z Drogi Neokatechumenalnej pojechaliśmy do Włoch. Postanowiliśmy pójść na audiencję generalną z Ojcem Świętym. Jak Papież przechodził koło nas, zacząłem krzyczeć, że jesteśmy z Polski i wtedy on się zatrzymał przy naszej grupie słuchając tego, co mówiłem. Dał mi błogosławieństwo przed wstąpieniem do Seminarium Misyjnego Redemptoris Mater. To był dla mnie ważny i czytelny znak. Dobrze pamiętam także ostatnie spotkanie, gdy Papież już był bardzo słaby, ale miał dobry humor i żartował. To było bardzo osobiste spotkanie, które traktuję trochę jako nasze pożegnanie.

– Ksiądz może powiedzieć o sobie, że jest z pokolenia Jana Pawła II.

– I to bardzo... Pamiętam swoje pierwsze Światowe Dni Młodzieży w Santiago de Compostela w 1989 r. W tamtych czasach dla młodego człowieka z Polski wielkim przeżyciem był sam wyjazd do Hiszpanii. Jechaliśmy przez całą Europę naszymi peerelowskimi autokarami, które cały czas się psuły. Ale tamte przeżycia pamiętam doskonale do dziś. Kolejne Światowe Dni Młodzieży były ważnym elementem mojej formacji.

– A jak było w tym roku w Krakowie?

– Niestety, ale nie mogłem pojechać. Jeden wikary pojechał tam z polską młodzieżą, drugi z Włochami, a dziadka zostawili na parafii... (śmiech).

– Czy Ksiądz zawsze był taki pobożny?

– Zanim wróciłem do Kościoła, to byłem antyklerykałem. Bardzo źle myślałem o Kościele. Można powiedzieć, że byłem podobny do sporej części dzisiejszej młodzieży.

– To Ksiądz rozumie zbuntowaną młodzież i może być duszpasterzem antyklerykałów?

– Oczywiście, że rozumiem. Sam kiedyś twierdziłem, że Kościół jest skostniałą instytucją, w której większość stołków zajmują toksyczni ludzie. Bardzo źle myślałem także o swoim proboszczu, z którym później zaprzyjaźniłem się.

– Jak Ksiądz odnalazł drogę powrotu do Kościoła?

– Przez ludzi ze wspólnoty neokatechumenalnej, którzy zaprowadzili mnie do Pana Boga.

– Dlaczego Ksiądz po medycynie poszedł do seminarium?

– To było bardziej skomplikowane, bo po skończeniu szkoły średniej interesowała mnie tylko ciężka muzyka i wyjazdy na koncerty heavymetalowe. Nie miałem zamiaru iść na studia. Po prostu nie miałem motywacji do nauki, ani jakiś większych życiowych aspiracji. Dopiero jak trafiłem do wspólnoty, to mój brudny i szary świat zaczął nabierać kolorów. Odzyskałem chęć do życia i postanowiłem zmieniać świat na lepsze. Pojawiła się motywacja do nauki i przygotowałem się do egzaminu na medycynę. Później, gdy wstąpiłem do seminarium, chciałem nawet zostawić praktykę lekarską, ale ksiądz rektor powiedział, że potrzeba mojej posługi wśród kleryków. I w ten sposób założyłem poradnię lekarską Redemptoris Mater.

– A kapłaństwo?

– Gdy chwyciłem Pana Boga za nogi, to przede wszystkim chciałem ewangelizować. Odkryłem piękno, którym chciałem podzielić się z innymi. Pamiętam, jak na piątym roku medycyny wyjechałem na misje do Związku Radzieckiego, aby tam głosić zbawcze orędzie.

– Ksiądz nadal ma prawo wykonywania zawodu lekarza?

– Tak, jeszcze mam. Jednak dopiero teraz myślę, żeby wykorzystać swoje pierwsze wykształcenie bardziej na poważnie. Chciałbym swoją wiedzę kapłańską wykorzystać w psychiatrii, bo są takie przestrzenie, gdy te obydwie umiejętności są bardzo przydatne. Chodzi o zjawiska z pogranicza psychiatrii, leczenia uzależnień i opętania. Normalny psychiatra nie jest wstanie rozróżnić prostej schizofrenii od opętania, a ksiądz–lekarz ma pewną łatwość. Chyba nieprzypadkowo jestem księdzem i lekarzem.

– W 2014 r. pracował Ksiądz na misjach w południowym Izraelu, gdy przyszła propozycja tworzenia nowej parafii na Bemowie. Jak Ksiądz zareagował?

– Propozycja była kusząca, bo Ksiądz Kardynał chciał, aby ta parafia była otwarta na ludzi w duchu nowej ewangelizacji. Lubię wyzwania, a tu wszystko można budować od podstaw i samodzielnie ustawić duszpasterstwo. Przyznaję, że ta propozycja była dla mnie bardzo nęcąca, ale w Izraelu też czułem się bardzo potrzebny. W tamtym czasie byłem gotów zostawić Izrael, ale tylko po to, aby jechać na misje do Chin, a nie do Polski. Uważałem, że na misjach jestem bardziej potrzebny.

– Kto Księdza przekonał, aby utworzyć misję w Warszawie?

– Św. Jan Paweł II.

– Rozmawiał Ksiądz z Papieżem?

– Podczas modlitwy często z nim rozmawiam, ale nie to miałem na myśli. Gdy tylko usłyszałem, że św. Jan Paweł II będzie patronem parafii, którą mam tworzyć, to już nie mogłem powiedzieć nie, bo jemu się nie odmawia. Papieża utożsamiam z odnową Kościoła i powrotem do apostolskich źródeł. Dzięki temu jako młody i pogubiony człowiek odnalazłem swoje miejsce w Kościele. Później Jan Paweł II pobłogosławił moją drogę do seminarium misyjnego, to także on wymyślił Światowe Dni Młodzieży, na których moje powołanie się uformowało.

– Czyli teraz Ksiądz spłaca dług wobec Jana Pawła II?

– Trochę tak, ale nie wiem czy się wypłacę... (śmiech). Poza tym lubię pracować z pozytywnymi ludźmi, a przecież współpraca ze św. Janem Pawłem II jest bardzo pozytywna i owocna.

– Czy po dwóch latach tej pozytywnej współpracy na Bemowie Ksiądz może powiedzieć, że św. Jan Paweł II pomaga?

– I to bardzo. Jak w 2014 r. dostaliśmy pozwolenie na budowę kaplicy, to był początek grudnia. Budowlańcy łapali się za głowę, że zaraz przyjdą mrozy i beton popęka. Powiedziałem, aby robili swoje, a ja razem z Janem Pawłem II załatwimy kwestię pogody.

– I jaka była pogoda?

– Śnieg spadł, gdy pracownicy pojechali do domów na Boże Narodzenie, a gdy wrócili już była pogoda wiosenna. Nie było mrozu przez całą zimę. Z Janem Pawłem II łatwiej idą też wszystkie sprawy formalno-urzędowe.

– A czy św. Jan Paweł II przyciąga ludzi do Kościoła?

– Myślę, że tak, ale prosto nie da się tego policzyć. Jest jednak faktem, że małżeństwa, które przez wiele lat nie mogły doczekać się dziecka, po błogosławieństwie relikwiami św. Jana Pawła II, już są rodzicami. Cuda i łaski zmieniają życie tylko tych, którzy osobiście ich doświadczają, a reszta wspólnoty pozostaje trochę obojętna. Choć Papież jest ważnym patronem dla wszystkich moich parafian, to jednak nie jest tak, że z tego powodu próbują się dostać do kościoła drzwiami i oknami.

– Papież Polak podczas swojego długiego pontyfikatu poświęcił bardzo wiele uwagi ochronie życia poczętego. Teraz odżyła w Polsce dyskusja na ten temat i jest szansa na pełną realizację nauczania św. Jana Pawła II. Co Ksiądz i lekarz na ten temat sądzi?

– To nauczanie było obecne od zarania Kościoła, a Jan Paweł II tylko je doprecyzował. Są dane już z II wieku mówiące o tym, że w Rzymie na 100 dzieci rodziło się 80 chłopców i tylko 20 dziewczynek. Narodzone dziewczynki po prostu wyrzucano na śmietnik. Choć teraz zabija się niechciane dzieci głównie poprzez aborcję, to jednak cel i skutki są takie same. Dlatego Kościół od zawsze broni tych, których życie jest zagrożone, a zwłaszcza bezbronnych i najsłabszych. Obecnie w Polsce nie eliminuje się dzieci ze względu na płeć, ale ze względu na podejrzenie niepełnosprawności. Każdy, kto jest za aborcją, powinien pooglądać sobie paraolimpijczyków albo spędzić trochę czasu z dziećmi z zespołem Downa. Widzimy, jak wielką wartością jest ich życie, a przecież takich dzieci na Zachodzie już prawie nie ma, bo one tracą życie przed narodzeniem. Dobre prawo nie powinno oceniać, które życie jest lepsze, a które gorsze.

– Zdaniem Księdza uda się w Polsce całkowicie zakazać aborcji?

– Czasami zastanawiamy się nad tym, czy jak dziś zmienimy prawo na lepsze, to nie przyjdą później tacy, którzy np. dopuszczą aborcję na życzenie. Myślę jednak, że strach nie może nas paraliżować. Jeżeli jest taka możliwość, to trzeba stanąć w obronie najsłabszych. Zawsze bowiem będą ludzie, którzy twierdzą, że życie poczętego dziecka przeszkadza im w realizacji ich osobistych planów. Polska jest przykładem, że zakazy prawne zmieniają ludzką mentalność.

– W tym aspekcie Polska może dać świadectwo światu i pokazać, że u nas nauczanie św. Jana Pawła II traktujemy na poważnie.

– Pamiętam dyskusję o aborcji z lat 90., gdy byłem na studiach medycznych. Większość moich znajomych chodziła do kościoła, ale jednak opowiadali się przeciwko zmianie prawa i zakazowi aborcji. Od tamtego czasu nasze społeczeństwo bardzo się zmieniło i dziś jest wielu niewierzących przeciwników aborcji. Pod tym względem Polska na tle świata jest więc wyjątkowa i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

Tagi:
wywiad rozmowa

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Ordo Iuris składa skargę do Rady Etyki Mediów na artykuł „Wysokich Obcasów”

2018-02-22 14:27

Artykuł weekendowego magazynu „Gazety Wyborczej”, promujący aborcję hasłem „Aborcja jest ok”, narusza standardy etyki dziennikarskiej i stanowi zakazaną pochwałę działalności przestępczej. Instytut Ordo Iuris skierował dzisiaj skargę na publikację do Rady Etyki Mediów. Skargę można poprzeć podpisując petycję na portalu maszwplyw.pl.

screen/Wysokie Obcasy
Okładka "Wysokich Obcasów" budzi sprzeciw

Artykuł przytacza nieprawdziwe stwierdzenia o legalności pomocy w dostępie do aborcyjnych środków farmakologicznych. Wprowadzone śródtytuły „Informowanie nie jest nielegalne” oraz „Aborcja farmakologiczna. Bezpieczna alternatywa” wskazują na celowe promowanie nieprawdziwych informacji. Zgodnie z zasadami etyki dziennikarskiej oraz prawem prasowym, obowiązkiem dziennikarza jest weryfikowanie zgodności z prawdą informacji, które udostępnia.

Tymczasem z art. 152 § 2 i art. 18 kodeksu karnego jasno wynika, że karana jest pomoc w przerwaniu ciąży udzielona poprzez świadome i celowe działanie mające na celu wsparcie aborcji, w tym m.in. dostarczenie narzędzi służących o tego celu (w tym sprzedaż leków wczesnoporonnych), dostarczenie rady lub informacji (np. gdzie lub w jaki sposób przerwać ciążę), pośrednictwo w organizacji przerywania ciąży (w tym skontaktowanie kobiety w ciąży z osobą przeprowadzającą aborcję), czy też pokrycie kosztów przeprowadzenia zabiegu przerwania ciąży. Mówiła o tym zeszłoroczna, głośna ekspertyza Instytutu Ordo Iuris oparta o dotychczasowe orzecznictwo i poglądy doktryny prawa.

Za szczególną manipulację można uznać posłużenie się na okładce czasopisma hasłem „NIE JESTEŚ SAMA. 1 Z 3 TWOICH ZNAJOMYCH MIAŁA ABORCJĘ”. Zdanie to jest przedstawione w sposób jednoznacznie sugerujący, że obliczenia te mają jakiekolwiek umocowanie w badaniach. Tymczasem przywoływane na ich poparcie badania CBOS z 2013 r. dowodziły przede wszystkim istotnego wpływu prawnej ochrony życia na spadek liczby aborcji przeprowadzonych w młodszym pokoleniu Polek.

W skardze do Rady Etyki Mediów Ordo Iuris podkreśla, że publikacja „Wysokich Obcasów” pt. „Aborcja farmakologiczna jest w Polsce tematem tabu” narusza nie tylko standardy etyki dziennikarskiej, ale także może stanowić zakazaną pochwałę działalności przestępczej, co samo w sobie stanowi przestępstwo z art. 255 §3 kodeksu karnego. Artykuł zawiera instruktaż dostateczny dla pozyskania farmakologicznych środków aborcyjnych, promuje hasło „Aborcja jest normalna” oraz przytacza słowa jednej z bohaterek, dla której aborcja stanowi „największe hobby”. Ten sam zarzut odnieść należy do okładki zapewniającej, że „Aborcja jest ok”.

Zgodnie z Kartą Etyczną Mediów zarówno dziennikarze, jak i wydawcy, winni kierować się w swej pracy zasadami prawdy, obiektywizmu, oddzielania informacji od komentarza, a także zasadą uczciwości, szacunku i tolerancji, zasadą pierwszeństwa dobra odbiorcy oraz zasadą wolności i odpowiedzialności. Artykuł „Aborcja farmakologiczna jest w Polsce tematem tabu” i towarzysząca mu okładka naruszyły wszystkie te standardy.

Analiza wątpliwości prawnych i etycznych została przedstawiony w skardze przekazanej do Rady Etyki Mediów.

Petycja Instytutu Ordo Iuris skierowana do Rady Etyki Mediów dostępna jest na stronie: www.maszwplyw.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem