Reklama

Konopnica – 350 lat poświęcenia kościoła

Rok święty Miłosierdzia przedłużony

2016-09-29 08:52

Beata Pieczykura
Edycja częstochowska 40/2016, str. 1, 3

Beata Pieczykura
Mszy św. w Konopnicy przewodniczył abp Wacław Depo, a koncelebrował ją m.in. ks. prał. Krzysztof Nykiel

Jakim rytmem bije serce Konopnicy, położonej na terenie Parku Krajobrazowego Międzyrzecza Warty i Widawki, Szlaku Kajakowego Warty i Szlaku Bursztynowego oraz szlaku pielgrzymkowego z Gdańska do Częstochowy? Można się o tym przekonać w kościele pw. św. Rocha. To miejsce jest bowiem świadkiem historii i polskości, wiary i miłości tych, którzy przez stulecia doświadczali Bożej łaski.

Odczytać czas i miejsce

Dziś wspólnota parafialna wraz z duszpasterzem z dumą świętuje 350-lecie konsekracji kościoła i dziękuje Bogu za dar świątyni i jej fundatora. Z tej okazji 25 września br. uroczystej Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił abp Wacław Depo. Udzielił on papieskiego błogosławieństwa połączonego z odpustem zupełnym, który można było uzyskać na zwykłych warunkach. Wśród koncelebransów był m.in. ks. prał. Krzysztof Nykiel – regens Penitencjarii Apostolskiej w Watykanie, który pochodzi z parafii Konopnica. W uroczystości uczestniczyli także m.in.: kapłani z dekanatu osjakowskiego oraz spoza dekanatu, m.in. z Sieradza, Warszawy, Włocławka, Częstochowy, Kalisza, Rzeszowa, przedstawiciele Urzędu Gminy Konopnica z wójtem Grzegorzem Turalczykiem, starosta wieluński Andrzej Stępień, władze samorządowe, Ochotnicza Straż Pożarna, chór parafialny, służba liturgiczna ołtarza, dzieci, młodzież, rodzice, nauczyciele. Wszystkich powitał proboszcz ks. kan. Marek Łakomy, który wyraził dziękczynienie miłosiernemu Panu za dar konsekracji: – Niech dobry Bóg przez wstawiennictwo św. Rocha otworzy nasze serca na przemieniającą moc swojej łaski, aby Rok Jubileuszowy przyniósł oczekiwane owoce – umacniał jeszcze bardziej naszą wiarę, nadzieję i miłość.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ

Reklama

Zobacz zdjęcia: 350 lat kościoła w Konopnicy

W homilii Ksiądz Arcybiskup, nawiązując do Ewangelii o Łazarzu i bogaczu oraz do 1050. rocznicy Chrztu Polski, pozostawił wiernym zadania i cele, aby z odpowiedzialnością odczytali Boże dary: – Umiejmy w kontekście jubileuszu rozpoznawać i odczytać do końca to, co jest dla nas darem łaski od Boga – nasz czas, miejsce i ludzi. Do wspólnoty, która kocha Boga, Kościół i jego pasterzy oraz jest jedną z najstarszych w archidiecezji, abp Depo powiedział: – Musimy sobie uświadomić, że to my jesteśmy ciągle żywą świątynią Boga przez dar sakramentu chrztu św. Aby tak się stało, Pasterz archidiecezji podarował relikwie czwartego stopnia (fragment pasiaka) bł. ks. Maksymiliana Binkiewicza, otrzymane od rodziny błogosławionego.

W tym szczególnym dniu w imieniu papieża Franciszka ks. prał. Krzysztof Nykiel ogłosił, że Ojciec Święty przychylił się do prośby Księdza Arcybiskupa oraz Księdza Proboszcza i udzielił zgody, aby w parafii Konopnica był obchodzony Rok Jubileuszowy od 25 września 2016 r. do 24 września 2017 r. W tym czasie wierni pod zwykłymi warunkami będą mogli uzyskiwać odpust zupełny. Franciszek ofiarował także cegłę z Drzwi Świętych Bazyliki św. Piotra w Rzymie z Roku Wielkiego Jubileuszu 2000, będącą wyrazem więzi z Ojcem Świętym. Ks. Nykiel jest przekonany i modli się o to, by był to czas szczególnej łaski, który doda sił, by czynić dobro i unikać zła. Wśród wielu parafialnych planów na uwagę zasługują warsztaty dziennikarskie w Konopnicy czy wyjazd do redakcji Tygodnika Katolickiego „Niedziela” w Częstochowie oraz koncerty muzyki dawnej, spotkania z ciekawymi ludźmi w działającej przy parafii salce multimedialnej.

Żywa wspólnota

Ks. Łakomy podkreśla, że w swojej posłudze duszpasterskiej idzie śladem swych poprzedników – ojców i braci paulinów, którzy pracowali w parafii przez 200 lat, kolejnych księży proboszczów, m.in. ks. Juliana Koniecznego, bł. ks. Maksymiliana Binkiewicza, który był proboszczem tej parafii w latach 1939-41 i stąd został wywieziony do Dachau, a potem zamordowany 25 maja 1942 r. Należy on do grona 108 męczenników i pierwszych błogosławionych w dziejach Kościoła częstochowskiego. Ksiądz Proboszcz docenia znaczenie pracy z wiernymi, także młodymi i rodzinami. Wspólne działanie jest drogą prowadzącą do spotkania Boga, Jego miłości i ludzi między sobą, a także okazją, by odkrywać na nowo historię, bo – jak podkreśla – historia mówi z murów świątyni. Celem tych dzieł jest pamięć o przeszłości, a pomysły realizowane w teraźniejszości tworzą przyszłość. Ksiądz Proboszcz troszczy się o powołania kapłańskie i zakonne, które rodzą się w bliskiej relacji z Bogiem, w atmosferze wiary i modlitwy wspólnoty. Dba więc, by ta wspólnota angażowała się w życie Kościoła. Stąd w parafii działają: Koło Żywego Różańca, Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Konopnickiej, Liturgiczna Służba Ołtarza, schola dziecięco-młodzieżowa, chór parafialny. Udziela się także młodzież przygotowująca się do przyjęcia sakramentu bierzmowania. Ta ostatnia z wymienionych grup identyfikuje się z bł. ks. Binkiewiczem, spotyka się więc w Centrum Młodzieżowym jego imienia, wpatruje się w błogosławionego, aby zaczerpnąć przez jego wstawiennictwo mocy, siły i otuchy.

Historię popaulińskiego kościoła pw. św. Rocha w Konopnicy z pasją opowiada Ksiądz Proboszcz. Pasja jest pewnie w każdym człowieku, więc Ksiądz Proboszcz dociera do osób, które mają odwagę, pomysły i czas, by działać na rzecz swojej małej ojczyzny, takich jak: wójt gminy, dyrekcje szkoły podstawowej, gimnazjum, Gminny Ośrodek Kultury i Ośrodek Wypoczynkowy Politechniki Łódzkiej, a także historycy, konserwatorzy zabytków, m.in. z Warszawy, Krakowa, Łodzi, Sieradza. Wspólne inicjatywy na różnych płaszczyznach, jak np. sztuka, historia, kultura czy infrastruktura turystyczna, owocują i można je zauważyć w pięknie kościoła i rozwoju gminy, położonej w centrum Polski, gdzie powietrze jest czyste, zakole Warty i okoliczne lasy malownicze, a cisza koi serce.

Rys historyczny

1 lipca 1551 r. prymas abp Mikołaj Dzierzgowski erygował kapelanię w Konopnicy. Kilka miesięcy później, 24 lutego 1552 r., w Piotrkowie Trybunalski wystawił dekret erekcyjny samodzielnej placówki z własnym duszpasterzem i kościołem, wydzielając ją z parafii Osjaków. Obecny murowany kościół pw. Rocha w Konopnicy został zbudowany w latach 1641-50 w miejscu kaplicy dworskiej z 1552 r. Prymas abp Jan Wężyk na prośbę kasztelana Hieronima z Kroczowa Konopnickiego zatwierdził fundację rezydencji paulińskiej w Konopnicy dla sześciu zakonników, którzy mieli tu swój klasztor aż do kasaty w ramach represji carskich po powstaniu styczniowym. Aktu konsekracji świątyni pw. św. Rocha i św. Kazimierza dokonał ówczesny biskup chełmiński, późniejszy prymas abp Andrzej Olszewski 12 września 1666 r. Ostatni z zakonników o. Marcin Erazm Przytulski przebywał w Konopnicy do 1871 r. Potem duszpasterstwo przejęli księża diecezjalni. W świątyni na uwagę zasługują: ołtarz główny z 1786 r. z obrazem patrona świątyni św. Rocha, ołtarze boczne Przemienienia Pańskiego i Świętej Rodziny oraz kropielnica z XVII wieku z herbem Jastrzębiec.

Tagi:
parafia jubileusz

Ks. dr Leon Czaja: Bycie tutaj to łaska

2018-02-16 17:21

Agnieszka Bugała

Dziś świętujemy 60. rocznicę święceń kapłańskich ks. dr. Leona Czai, wikariusza generalnego, wieloletniego kanclerza Kurii. Z tej okazji przypominamy rozmowę, którą dokładnie 10 lat temu, z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa przeprowadziliśmy z Księdzem Jubilatem.

Ks. Rafał Kowalski

Tym, którzy przychodzą do wrocławskiej Kurii, wydaje się, że jest tam od zawsze. W ciszy pełni swe codzienne obowiązki. Ci, którzy go znają, mówią o poczuciu humoru, niezwykłej pamięci do anegdot, drobnych zdarzeń. Minęło 50 lat od chwili, gdy bp Andrzej Wronka wyświęcił go na kapłana. Z ks. dr. Leonem Czają, kanclerzem wrocławskiej Kurii, rozmawia Agnieszka Bugała

Ks. Rafał Kowalski

AGNIESZKA BUGAŁA: - Księże Kanclerzu, dzień święceń to nie był majowy, upalny dzień, ale środek lutego...

KS. DR LEON CZAJA: - Gdy kończyłem studia razem z moim kursem, w maju 1956 r., miałem zaledwie 21 lat i 4 miesiące. Byłem za młody nawet do diakonatu, mogłem go przyjąć dopiero w 1957 r., czyli blisko rok po studiach. Na kapłaństwo musiałem czekać do 1958 r. Przełożeni ustalili, że w najbliższą niedzielę po urodzinach, czyli po 10 lutego, przyjmę święcenia. Po prymicjach w mojej rodzinnej parafii, przy pięknej, surowej zimie, jechałem sankami 20 km do Bochni, aby wsiąść do pociągu i wrócić na wtorkową katechezę. Jako diakon uczyłem, nie mówiąc o tym, że nie jestem kapłanem. Kiedy spytano mnie w szkole jak spędziłem ostatki, powiedziałem, że zupełnie wyjątkowo, bo przyjąłem święcenia kapłańskie. Wywołało to konsternację w nauczycielskim gronie.

- Ale po święceniach nie było dekretu kierującego na parafię...

- Były studia rzymskie w czasie niezwykłym, bo podczas trwania soboru. Gdy wróciłem w 1967 r., zostałem wikariuszem w katedrze do 1970, a potem wszedłem w mury wrocławskiej kurii i jestem tu do dziś, czyli już 38 lat. To zdecydowanie ponad połowa życia. A jeśli do 75 roku życia tu dotrwam, to będę miał 40 lat kurii jak Izraelici pustyni.

- Duchowi mistrzowie?

- Wzrastałem u boku samych mistrzów. Najpierw był kard. Kominek, potem krótko bp Urban, przez 27 lat kard. Gulbinowicz. Bycie tutaj traktuję jako wyjątkową łaskę Pana Boga. Stawiane przez nich wymagania budzą wciąż nową energię, nowe siły.

- Gdzie widzi Ksiądz przekonanie, że kapłaństwo jest tą jedyną drogą?

- Wiele razy o tym myślałem, ale nie znajduję takiego punktu. Jak daleko sięgam w przeszłość, to właściwie nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi, jak tylko taką. Dziecięce, wiejskie zabawy, wielodzietna rodzina - nie chciałem inaczej. Gdy w 1951 r. przyszła matura, a był to rok szczególny, bo zetknęły się wtedy w gimnazjach dwie grupy: ostatni rok przedwojenny i pierwsze owoce powojennej jedenastolatki, w gimnazjum, do którego chodziłem w Bochni przystąpiło 230 osób. Po maturze zgłosiłem się do seminarium w Tarnowie. Przyjechałem, przedstawiłem się, ale okazało się, że rektor nie może mnie przyjąć, bo liczba kandydatów jest zbyt duża. Pozostały dwa wyjścia: albo Łódź, albo Wrocław. W 1951 r. o ziemiach zachodnich mówiło się w kategoriach dzikiego zachodu. Zgłosiłem się pisemnie do obu miast. Po czterech dniach przyszła odpowiedź z Wrocławia: proszę przyjechać. I tak to się rozpoczęło. Rektor Marcinkowski, Litwin, Wilnianin, był moim pierwszym, seminaryjnym mistrzem, a czas był szczególny, bo nie mieliśmy biskupa, aż do 1956 r. doświadczaliśmy głodu pasterza. Na wszystkie święcenia przyjeżdżali biskupi zapraszani z innych diecezji. Wiedzieliśmy, że tego nie przeskoczymy, zresztą, to nie było trwanie w próżni, przełożeni to wszystko dobrze nam tłumaczyli. Kiedy przyszedł kard. Kominek wszystko zaczęło się porządkować. To był czas, kiedy ubecja próbowała kler dzielić, niektórych udało się skaptować do pionu księży patriotów. Kard. Kominek podszedł do nich zupełnie inaczej. Na jednym ze spotkań powiedział: ja wam daję szansę na rehabilitację, znam waszą przeszłość, ale rozpoczynamy nowy odcinek.

- Ekstremalne warunki kapłańskiej formacji...

- Bojowe, ale w sumie nam, ludziom tamtego czasu, tamtego środowiska, było trochę łatwiej stanąć wobec aktualnego dzisiaj problemu lustracji. Kiedy przed dwoma laty „rzucono” się na lustrowanie duchowieństwa, to dla nas było jasne, że ten czy inny nie wytrzymał próby czasu, próby dziejów i trzeba podjąć próbę ukształtowania sobie postawy wobec tego, że wyłamał się z jedności. Tej specyficznej nauki udzielił nam kard. Kominek właśnie wtedy.

- Największy wpływ na kształtowanie kapłaństwa?

- Ludzie niezłomni. Do 1956 r. władze wygrały wszystko, co można było na tym terenie wygrać wobec Stolicy Apostolskiej. Zmusiły wikariusza kapitulnego wrocławskiego ks. Lagosza, żeby duchowieństwo poparło protest do Stolicy Apostolskiej. Większość z przełożonych i wykładowców seminaryjnych odmówiło udziału w proteście. W konsekwencji zostali zwolnieni z pracy i przeniesieni na parafie. Ale ci, którzy zajęli ich miejsce, byli ludźmi bez reszty oddanymi Kościołowi oraz nam, alumnom. Tworzyli klimat szczególny, wyjątkowy, podtrzymujący w nas entuzjazm i zapał. Mój rocznik był tym, który całą formację przeszedł w czasach ks. Lagosza. I przez następne lata nikt z tego rocznika nie wykruszył się z kapłańskiego stanu. To wydaje się niemożliwe, bo rzeczywistość naprawdę była trudna. Kiedy jechaliśmy do parafii naszego pochodzenia, księża przecież orientowali się, kto kieruje Kościołem we Wrocławiu. Byliśmy dyskredytowani z natury rzeczy. Mówiono, że pracujemy na medale dla swego ordynariusza, ks. Lagosza.

- W tym trudnym czasie przychodzili kapłani tacy, jak ks. Zienkiewicz...

- Ks. Zienkiewicz przyszedł na stanowisko rektora na fali czystek, kiedy rektor Marcinowski nie podpisał kolejnego protestu. Korzystałem z jego duchowego kierownictwa aż do momentu święceń, bo przecież jeszcze w 1958 r. ks. Zienkiewicz był rektorem seminarium.

Gdy wróciłem ze studiów, on był duszpasterzem akademickim, spotykałem go codziennie w stołówce. To był człowiek niebywałej prawości, niebywałej kultury ducha. Umiał nas podtrzymać w sytuacjach napiętych. Nie wygłaszał słów pustych, wszystkie płynęły z najgłębszych pokładów jego duszy. Człowiek modlitwy. Pod pewnym względem widziałbym analogię między Zienkiewiczem a późniejszym Janem Pawłem II.

- A spotkania z Janem Pawłem II?

- Najbardziej utkwiło mi to pierwsze, zresztą była to pierwsza jego wizyta we Wrocławiu, niedługo po tym, jak został krakowskim sufraganem. Bp Kominek zaprosił go na rekolekcje dla kapłanów. Informacje poszły w teren, zgłosiło się ponad 180 kapłanów, więc seminarium było wypełnione całkowicie. Ja byłem przydzielony bp Latuskowi do pomocy, stąd moja tam obecność. Wieczorem przychodzi Kominek do seminarium i mówi: Ja rozpocznę rekolekcje, bo Wojtyła się spóźnia i pewnie dziś też się spóźni. Rekolekcje się zaczęły. Przychodzi na portiernię młody człowiek, odziany w pelerynę z materiału imitującego koc i mówi: Przyjechałem na rekolekcje. Czy ksiądz jest zgłoszony? - pytam. Nie, ja się nie zgłosiłem. To będzie problem, bo seminarium mamy w stu procentach zajęte. A co się stało? - pyta zdziwiony. Bp Wojtyła ma prowadzić rekolekcje i przyjechało ponad 180 księży. A cóż to takiego Wojtyła? - mówi. Nie znam, odpowiadam, ale tak wygląda sytuacja. To mamy wrócić do domu? - pyta. A z daleka ksiądz przyjechał? Tak wyglądała nasza rozmowa. I oczywiście przy prośbie o podanie imienia i nazwiska usłyszałem Karol Wojtyła. To było pierwsze spotkanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Azerbejdżan: wyświęcono pierwszego biskupa

2018-02-20 06:55

RV / Baku (KAI)

Tą decyzją papież pokazał, że pragnie rozwoju Kościoła w Azerbejdżanie pod ojcowskim przewodnictwem biskupa - tak wyniesienie do godności biskupiej salezjanina Vladimíra Fekete skomentował watykański sekretarz ds. relacji z państwami. Abp Paul Richard Gallagher przewodniczył obrzędowi konsekracji, która miała miejsce w minioną niedzielę w Baku. Wzięli w niej udział m.in. nuncjusz apostolski w Grecji, rektor Uniwersytetu Laterańskiego, a także przedstawiciele Kościoła prawosławnego i innych chrześcijańskich wspólnot obecnych w Azerbejdżanie.

Bożena Sztajner/Niedziela

Papież wyniósł 63-letniego ks. Vladimíra Fekete do godności biskupiej 8 grudnia ubiegłego roku. Duchowny urodził się w Bratysławie. Od 2011 roku pełnił funkcję prefekta apostolskiego Azerbejdżanu. Wspólnota katolicka w tym kraju jest młoda i niewielka, liczy około 500 osób.

Święcenia biskupie były jednym z elementów kilkudniowej wizyty abp. Gallaghera w Azerbejdżanie. Sekretarz ds. relacji z państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej przybył do Baku na zaproszenie ministra spraw zagranicznych i samego biskupa nominata. Odbył w stolicy szereg spotkań, m.in. z przedstawicielami władz świeckich i religijnych, z lokalną społecznością katolicką i z przywódcami innych wspólnot wyznaniowych. Zwrócił przy tym szczególną uwagę na wysoki poziom tolerancji religijnej.

Podczas spotkania z prezydentem abp Gallagher wyraził zadowolenie z dobrych stosunków między Stolicą Apostolską a Republiką Azerbejdżanu, które zostały wzmocnione m.in. dzięki wizycie Ojca Świętego w tym kraju w 2016 roku. Papieski sekretarz ds. relacji z państwami wyraził także nadzieję na zacieśnienie więzi Azerbejdżanu z Unią Europejską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w filmie „Klecha”

2018-02-20 20:56

rm / Radom / KAI

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w powstającym filmie fabularnym „Klecha”. Wcześniej w tej roli występował Ireneusz Czop, który musiał opuścić plan filmowy. Premiera obrazu zaplanowana została na 17 października 2018 roku, w 90. rocznicę urodzin niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu i jednocześnie dzień po 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyła na Stolicę Piotrową.

Sławek/pl.wikipedia.org

Realizowane zdjęcia dotyczą wydarzeń z protestu Radomskich Robotników w czerwcu 1976 r. Jednym z bohaterów tego zrywu był ks. Roman Kotlarz, który był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa i zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców".Mirosław Baka przyznał, że pierwszy raz zagra księdza przed kamerą. - Wychowywałem się w rodzinie katolickiej.

Cała moja młodość to było bycie ministrantem. A więc wiele chwil spędziłem przy ołtarzu. Poznałem wielu księży w swoim życiu. To obserwacje, które zapamiętałem. Nie jest trudno zagrać księdza, ale trudne jest zagrać tego konkretnego księdza, wspaniałego człowieka, jakim był Roman Kotlarz – mówił gość Radia Plus Radom.Według niego ks. Kotlarz to postać nietuzinkowa. - Ten człowiek w sutannie był kimś, kto wyprzedził w czasie ks. Jerzego Popiełuszkę. Już w latach 70. ubiegłego wieku ks. Kotlarz stawał w obronie robotników. Trzeba tu również wspomnieć jego batalię ze Służbą Bezpieczeństwa. Oni nie przebierali w środkach. W tym filmie musimy tchnąć jak najwięcej życia i prawdy. Szersza widownia zasługuje, by poznać ks. Kotlarza – przekonywał Mirosław Baka.Przed aktorem jest zagranie roli w największej scenie z udziałem tysiąca statystów. Będzie to moment błogosławienia protestujących robotników przez ks. Romana Kotlarza ze schodów kościoła św. Trójcy w Radomiu. - Najważniejsze to wejść w skórę mojego bohatera – mówi aktor.Mirosław Baka jest kojarzony głównie z ról tzw. czarnych charakterów.

- Tym bardziej rola ks. Romana Kotlarza będzie dla mnie wyzwaniem. Jest ciekawa dla mnie jako aktora - przyznał. Reżyser filmu Jacek Gwizdała przyznał, że Mirosław Baka był jego pierwszym wyborem. - Spotkaliśmy się w marcu ubiegłego roku. Scenariusz filmu bardzo mu się spodobał. Okazało się, że miał zaplanowany duży serial i nie mógł wziąć udziału w naszym przedsięwzięciu. Cieszę się, że mogłem wrócić do Mirosława Baki. Mam nadzieję, że będzie to dobry ruch dla naszego filmu. Z kolei Ireneusz Czop musiał wrócić do wcześniejszych zobowiązań filmowych. Gra bowiem w filmie o polskich himalaistach. Po prostu nałożyły się terminy realizacji zdjęć do obu filmów – wyjaśnił reżyser „Klechy”.

Kuria Diecezji Radomskiej jest koproducentem filmu, który powstaje na bazie scenariusza autorstwa Wojciecha Pestki. W ostatnich tygodniach Polski Instytut Sztuki Filmowej podjął decyzję, ze przekaże 2 mln złotych na realizację filmu.Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 r., pobłogosławił idących w proteście. Był potem nachodzony i dotkliwie bity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Kapłan zmarł 18 sierpnia 1976 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem