Reklama

Jestem od poczęcia

Nierozliczone niemieckie zbrodnie

2016-09-21 08:53

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 39/2016, str. 38-39

Piotr Oleńczak
Fort III – widok ogólny, stan obecny

Niewiele ponad 40 km na północ od Warszawy Niemcy w czasie II wojny światowej prowadzili jeden z najokrutniejszych obozów na terenie Twierdzy Modlin – Fort III w Pomiechówku. Jednak do dziś jest on najmniej znanym obozem koncentracyjnym

Po zajęciu we wrześniu 1939 r., pobudowanej jeszcze przez Rosjan w latach 80. XIX wieku, Twierdzy Modlin Niemcy osadzili w niej na kilka tygodni polskich jeńców wojennych. Kiedy rozwieziono ich do obozów znajdujących się na terenie Prus i Niemiec, w 1940 r. utworzono w Forcie III twierdzy więzienie karno-śledcze.

O tym trzeba pamiętać

Przetrzymywano tam i masowo mordowano przede wszystkim Polaków, Węgrów, Ukraińców, Rosjan, Żydów, Cyganów. Obóz istniał do stycznia 1945 r. Badacze obliczają, że na przestrzeni tych lat więzionych było ok. 100 tys. osób, z czego zamordowano bądź zamęczono głodem i torturami kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy. Władysław Grylak, który podczas okupacji przeszedł przez kilka obozów, zeznawał przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie: „Obóz w Pomiechówku mogę krótko określić jako jedną z największych katowni i najbardziej ohydne miejsce zbrodni, jakie istniało podczas okupacji na terenie III Rzeszy. (...) Podczas okupacji przeszedłem aż przez pięć obozów hitlerowskich – Pomiechówek, Oświęcim, Mauthausen, obóz w Jugosławii i Neumark. Katownia w Pomiechówku pod każdym względem była najgorsza. W najbardziej zwyrodniały sposób faszyści niemieccy znęcali się nad więźniami. Więźniów mordowano masowo” (cyt. za: Piotr Oleńczak, „Osiem wieków w dolinie Wkry”).

O morderstwach, których dokonywali tam Niemcy, pisze w swoich publikacjach i książkach wieloletni badacz problemu Marek Tadeusz Frankowski. Oprócz dokumentów przywołuje on też relacje więźniów, którzy przeżyli obóz. Opisuje przy tym nie tylko sadystycznych morderców – Niemców, lecz również folksdojczów i żydowskich kapo.

Reklama

Niezwykle dojmująco obóz Fort III przedstawia w swej – cytowanej już – książce „Osiem wieków w dolinie Wkry” dr Piotr Oleńczak. Pisze on, że do obozu od 1941 r. trafiali zarówno okoliczni chłopi, jak i inteligencja, m.in. nauczyciele, lekarze, księża, zakonnice, organiści, studenci i młodzież narodowa. Dzielili los swoich rodaków z innych okolic Mazowsza – zakatowani bądź zagłodzeni przez Niemców czy folksdojczów. Na terenie fortu stała olbrzymia szubienica. Bywało, że każdego dnia wieszano na niej ok. 40-50 więźniów. Każdego dnia dochodziło też do gwałtów na młodych dziewczynach, nieledwie dzieciach. Ludzie ginęli podczas przesłuchań, ale też dla kaprysu SS-mana, gestapowca czy miejscowego folksdojcza. Bardzo wielu ludzi zostało zagłodzonych, nie podawano im w ogóle jedzenia ani wody. Więźniów, którzy rzucali się na zbiorniki z wodą, zabijano. Bez względu na to, czy były to kobiety, czy dzieci. Dziennie przesłuchiwano ok. kilkunastu więźniów – martwych wynoszono od kilku do dziesięciu.

Stanisław Kościałowski z Zamościa, gdy zeznawał przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich, mówił: „(...) zostałem zabrany z 16-letnim synem Janem do obozu w Pomiechówku. (...) W obozie syn umarł z głodu. (...) Niemcy kijami bili więźniów, mnie Józef Ciborowski (miejscowy folksdojcz – przyp. M. W.) poprzetrącał ręce trzonkiem od szpadla i do chwili obecnej mam je bezwładne. (...) Kiedy wracałem z łaźni, widziałem, jak brata mojej żony Władysława Piotrowskiego prowadzili z przesłuchania. Był cały pokrwawiony i na drugi dzień zmarł” (P. Oleńczak, „Osiem wieków...”).

Drewnianymi pałami katowali ludzi

– Niewielu sprawców rozliczono za tamte zbrodnie. Wyjechali po wojnie z Polski do Niemiec. Choć niektórzy przenieśli się na tzw. Ziemie Odzyskane. Rodziny, które nie wyjechały, żyją na tym terenie do dziś – mówi dr Oleńczak, który urodził się w Nowym Dworze Mazowieckim i przez kilka lat mieszkał z rodzicami w Modlinie. O obozie dowiedział się jednak dopiero jako student historii, kiedy poznawał dzieje okolic. Fort III stał się też tematem jednego z rozdziałów jego książki poświęconej północnym terenom Mazowsza. Było to nie tylko zaspokojenie ciekawości historyka, lecz również wyraz szacunku dla ofiar tej zbrodni.

– Choć ukazało się nieco publikacji na ten temat, to i tak niewiele osób wie o tym holokauście dokonanym na polskiej ludności – księżach i chłopach, lekarzach, prawnikach itd. – mówi dr Oleńczak. – Zginęło tu przecież kilkadziesiąt tysięcy osób. Jeszcze zresztą żyją świadkowie tamtego czasu. Niedawno rozmawiałem z p. Władysławem Nagielem. Mieszkał 200-300 m od fortu. Przez jakiś czas woził do obozu wodę, bo studnia forteczna się zepsuła. Któregoś razu przywieziono grupę artystów, aktorów, zdaje się cygańskich. Wyrzucono ich na dziedzińcu. Byli najprawdopodobniej z Francji. Ciemnolicy. Kobiety i mężczyźni zaczęli tańczyć i śpiewać. Kobiety były w kolorowych sukienkach. Nagle p. Nagiel usłyszał jakiś gwizd. Wybiegli wachmani z drewnianymi pałami i zaczęli katować tych ludzi. I po kilkunastu minutach zatłukli całą grupę. Innym razem Niemcy przyjechali do gospodarstwa p. Nagiela po wodę. Beczkę ciągnęli Żydzi. Byli bardzo głodni. Jakoś przemknęli się do ogródka i zaczęli wyjadać marchewki z grządek. Niemiec to zobaczył i ich zastrzelił. U Nagiela w ogródku... Straszne. Do dzisiaj żyje wiele osób, które wiedzą, kto z miejscowych folksdojczów zabijał Polaków. Ale siedzą cicho, bo wiedzą, że po wojnie nikomu albo prawie nikomu z tych zbrodniarzy nic się nie stało. A o tej zbrodni trzeba mówić, bo to jest kolejna „biała plama” z czasu wojny.

Spokojny, systematyczny zbrodniarz

Wielu zbrodniarzy wyjechało po wojnie do Niemiec, gdzie wiedli spokojne, dostatnie życie. Jednak – jak pisze Marek T. Frankowski – kilkoro folksdojczów z niewielkiej, kilkudziesięcioosobowej załogi zbrodniarzy pomiechóweckiego obozu pozostało w Polsce. Wielu z nich broniła przynależność do PPR, a później PZPR. Również współpraca z komunistycznymi organami bezpieczeństwa. Szczególnie chroniona była rodzina folksdojczów Heleny Mudrow. Była to jedna z najbardziej okrutnych zbrodniarek sadystek. Ma na koncie kilkanaście, jeśli nie więcej morderstw. Do 1968 r. pracowała jako nauczycielka w pomorskim Dobiegniewie. Jej brat Grzegorz Mudrow piastował kierownicze stanowisko w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego w Strzelcach Krajeńskich. Inny zbrodniarz, Robert Heigel, zajmował kierownicze stanowisko w Warszawie. Pod tajemniczą do dzisiaj ochroną żył folksdojcz Józef Ciborowski. Funkcjonariusz SA, później gestapowiec. Jak opowiadali świadkowie Markowi T. Frankowskiemu, zbrodniarz, który był „wyrafinowanym sadystą, mordującym swoje ofiary powoli, systematycznie. Ze spokojną twarzą, bez zmrużenia oka, obserwował do końca, jak gaśnie życie torturowanego. Współuczestniczył w większości masowych egzekucji”. Nadieżda Leszczyńska tak go określiła: „znajdował szczególnie wewnętrzne zadowolenie wtedy, gdy zabijał więźniów masowo. (...) W czerwcu lub też w lipcu 1967 r. Ciborowski, wraz z żoną, mieszkał u swego krewnego w Bronisławce pod Pomiechówkiem”.

Najskuteczniejszą gwarancją bezpieczeństwa dla oprawców z Pomiechówka były jednak powojenne dzieje Fortu III. Do końca grudnia mieścił się tam bowiem, założony przez NKWD, obóz filtracyjny dla żołnierzy wyklętych. Później prowadzony był przez komunistyczne organa bezpieczeństwa. Metody, jakie stosowano tam wobec więźniów, były analogiczne do niemieckich.

Tagi:
historia

Zagadka ostatnich książąt mazowieckich

2018-02-14 11:10

Roman Stańczyk
Edycja warszawska 7/2018, str. VI

490 lat temu król Zygmunt I Stary wydał edykt stwierdzający, że ostatni książęta mazowieccy – Stanisław i Janusz – zmarli z przyczyn naturalnych. Nie rozwiązało to zagadki śmierci ostatnich przedstawicieli mazowieckiej gałęzi dynastii Piastów. Dyskusja trwa do dzisiaj

Artur Stelmasiak
Sarkofag ostatnich książąt mazowieckich w archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Ich szczątki zostały pochowane w podziemiach pod prezbiterium

Jest marzec 1522 r. Władzę w Księstwie Mazowieckim sprawują książęta Stanisław i Janusz. Zasiadają na tronie już od czterech lat. Jednak dopiero teraz mogą czuć się na nim swobodnie. Wcześniej, do 1518 r., regencję w ich imieniu sprawowała matka – Anna Radziwiłłówna, która nawet po osiągnięciu przez książąt wieku umożliwiającego samodzielne sprawowanie władzy nie utraciła wpływu na sprawy Mazowsza.

Książęca miłość

Prywatnie Stanisław i Janusz prowadzili bardzo rozrywkowy tryb życia. Zdaniem historyków, obaj ulegli wdziękom Katarzyny Radziejowskiej. Pierwszy w córce kasztelana sochaczewskiego Andrzeja Radziejowskiego zakochał się Stanisław – starszy z książąt. Obiecywał jej nawet małżeństwo. Związkowi sprzeciwiła się jednak Anna Radziwiłłówna. Wówczas do Katarzyny zaczął zalecać się młodszy z braci – Janusz. O tym, jakim uczuciem zaczął pałać do szlachcianki, świadczy fakt, że podarował jej książęce Błonie.

Tragiczna historia zaczyna się w 1524 r., kiedy Stanisław udał się z wizytą do młodszego brata do Błonia. Po obfitej uczcie, w której najprawdopodobniej uczestniczyła również Katarzyna Radziejowska, Stanisław, nie czując się najlepiej, powrócił do Warszawy. Wcześniej niewiele jadł. Miał się posilić wyłącznie kapłonem polanym małmazją octową. Starszy z mazowieckich Piastów czuł się coraz gorzej. Wkrótce zmarł. W chwili śmierci (sierpień 1524 r.) miał 24 lata. Zgon uznano za naturalny, zaś u władzy pozostał młodszy książę Janusz. W marcu 1526 r. młodszy z synów Anny Radziwiłłówny zwołał do Warszawy sejm. Czując, że opuszczają go siły, spisuje testament. W nim zapisuje wszystko swojej siostrze – Annie. Janusz przeżył brata jedynie o 2 lata. Zmarł w nocy z 9 na 10 marca 1526 r. Odtąd miała zacząć obowiązywać umowa zawarta w 1496 r. między ojcem Stanisława i Janusza – księciem Konradem III Mazowieckim a królem Polski – Janem III Olbrachtem. W myśl jej zapisów Księstwo Mazowieckie traciło suwerenność.

Wówczas to dramatyczną próbę utrzymania odrębności Mazowsza podjęła siostra Stanisława i Janusza – Anna. Ogłosiła się ostatnią przedstawicielką rodu. Nie zyskała jednak szerszego poparcia. Szlachta mazowiecka coraz mocniej zaczęła sprzyjać pomysłowi połączenia się z Polską. Spór Anny i jej pretensje do Księstwa Mazowieckiego zakończył w 1537 r. sejm, który zmusił Annę i jej męża Stanisława Odrowąża do zrzeczenia się praw dziedzicznych do Mazowsza.

Królewska komisja weryfikacyjna

Śmierć Stanisława i Janusza nadal wywołuje sporo kontrowersji. Tuż po niej pojawiały się oskarżenia o celowe otrucie. Nazwiska winnych śmierci ostatnich mazowieckich Piastów zmieniały się jak w kalejdoskopie. Pierwotnie cień oskarżenia padł na Katarzynę Radziejowską. Szlachcianka, która najpierw romansowała ze Stanisławem, a potem uwiodła Janusza, miała w ten sposób odreagowywać niechęć ze strony matki książąt. Popularne są opinie, że to właśnie ona otruła najpierw Annę Radziwiłłównę, a potem Stanisława i Janusza.

– Kwestię rzekomego otrucia dwóch ostatnich książąt mazowieckich można traktować jako legendę, tak typową dla czasów, w których powstała. Już wówczas prowadzone śledztwa wskazywały, że oskarżenia o zastosowaniu trucizn są niespójne, pełne stereotypów, wiary w magię i zabobon – ocenia dr Sebastian Adamkiewicz, publicysta portalu Histmag.org.

– Brakowało twardych dowodów, które mogłyby wskazywać na fakt otrucia. Zresztą wersja ta pojawiła się dopiero po śmierci Stanisława, bo zgon Janusza uważano za zupełnie naturalny. Dopiero później zaczęto te kwestie łączyć. Historycy są jednak zgodni co do tego, że o śmierci dwóch ostatnich Piastów decydowały przyczyny naturalne. Wymienia się przede wszystkim chorobę alkoholową lub schorzenia weneryczne.

Rosnąca nagonka w celu wykrycia osoby winnej śmierci książąt zmusiła do reakcji nawet króla. Zygmunt I Stary powołał spośród mazowieckiej szlachty komisję „weryfikacyjną” , która miała wyjaśnić tę kryminalną zagadkę. Sprawę badali medycy, ale niczego niepokojącego nie znaleźli. „Dlatego ogłosiliśmy i niniejszym edyktem ogłaszamy, stanowimy i oznajmujemy, że wszystkie doniesienia, oskarżenia, świadectwa o otruciu i śmierci rzeczonego pana księcia (...) były i są próżne, niedołężne i żadnej siły ani wagi. (...) Okazało się, że pan książę nie sztuką ani sprawą ludzką, lecz z woli Pana Boga wszechmogącego (w którego mocy rozrządzenie życia i śmierci) z tego zeszedł świata i umarł” – czytamy w edykcie króla Zygmunta I Starego z 9 lutego 1528 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Modlitewne wsparcie dla ks. Piotra Pawlukiewicza

2018-02-24 11:35

Każdy nas potrzebuje wsparcia, księża szczególnie. Powołanie bowiem do służby kapłańskiej jest bardzo trudne – pełne niebezpieczeństw, zasadzek i samotności.

YouTube.com

Ciężko jest nieustannie dźwigać innych, gdy nie ma się wsparcia. A co tu dużo mówić - ks. Piotr pomógł niezliczonej rzesze osób. Teraz więc pora na nas - odwdzięczmy się za dobro. Za głoszenie Ewangelii, za nawrócenie wielu z nas… Za umacnianie, przebaczanie w imieniu Chrystusa i rozdawanie Jego Ciała.

► Chcemy wszystkich zachęcić do modlitwy za ks. Piotra – stwórzmy wielką grupę modlitewną. Módlmy się o umocnienie dla księdza, mądrość i uświęcenie. O siły i prowadzenie Ducha Świętego. ◄

Niech to będzie nasza stała, codzienna modlitwa - nie tylko w tym dniu, w którym dołączysz do wydarzenia, ale w każdym następnym. My postaramy się tutaj o niej przypominać, więc najlepiej od razu kliknąć „wezmę udział”, aby otrzymywać powiadomienia i wspierać się nawzajem.

Forma modlitwy jest dowolna. Zachęcamy do dłuższej: Msza Św., różaniec, koronka. Pamiętaj jednak, że: „Panie, wspomóż ks. Piotra, daj mu siły i prowadź go”, też jest modlitwą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Modlitewne wsparcie dla ks. Piotra Pawlukiewicza

2018-02-24 11:35

Każdy nas potrzebuje wsparcia, księża szczególnie. Powołanie bowiem do służby kapłańskiej jest bardzo trudne – pełne niebezpieczeństw, zasadzek i samotności.

YouTube.com

Ciężko jest nieustannie dźwigać innych, gdy nie ma się wsparcia. A co tu dużo mówić - ks. Piotr pomógł niezliczonej rzesze osób. Teraz więc pora na nas - odwdzięczmy się za dobro. Za głoszenie Ewangelii, za nawrócenie wielu z nas… Za umacnianie, przebaczanie w imieniu Chrystusa i rozdawanie Jego Ciała.

► Chcemy wszystkich zachęcić do modlitwy za ks. Piotra – stwórzmy wielką grupę modlitewną. Módlmy się o umocnienie dla księdza, mądrość i uświęcenie. O siły i prowadzenie Ducha Świętego. ◄

Niech to będzie nasza stała, codzienna modlitwa - nie tylko w tym dniu, w którym dołączysz do wydarzenia, ale w każdym następnym. My postaramy się tutaj o niej przypominać, więc najlepiej od razu kliknąć „wezmę udział”, aby otrzymywać powiadomienia i wspierać się nawzajem.

Forma modlitwy jest dowolna. Zachęcamy do dłuższej: Msza Św., różaniec, koronka. Pamiętaj jednak, że: „Panie, wspomóż ks. Piotra, daj mu siły i prowadź go”, też jest modlitwą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem