Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Ziarnem jest słowo

2016-09-21 08:53

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 39/2016, str. 4-5

B.M. Sztajner

Jubileuszowa – XX Pielgrzymka Czytelników, Współpracowników i Pracowników Tygodnika Katolickiego „Niedziela” na Jasną Górę, która odbyła się 17 września 2016 r., zwieńczyła obchody 90-lecia powstania i 35-lecia reaktywowania pisma.

Świętowanie swoich 90. urodzin redakcja „Niedzieli” rozpoczęła w kwietniu br. pielgrzymką do Watykanu. Uzyskała specjalne błogosławieństwo Ojca Świętego Franciszka, który w słowie skierowanym do redakcji powiedział, że „Niedziela” „jest wielkim darem Bożej Opatrzności dla Narodu”.

Bądźmy koroną Maryi

Tegoroczna pielgrzymka „Niedzieli” na Jasną Górę przebiegła pod hasłem „Błogosławieni miłosierni”. Rozpoczęła się Mszą św. w Bazylice Jasnogórskiej pod przewodnictwem abp. Wacława Depo – metropolity częstochowskiego, przewodniczącego Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski. Wśród koncelebransów byli: bp Ryszard Karpiński z Lublina, o. Arnold Chrapkowski – generał Zakonu Paulinów, o. Jerzy Tomziński – nestor paulińskiej wspólnoty i wieloletni współpracownik „Niedzieli”, o. Mariusz Tabulski – definitor generalny Zakonu Paulinów, ks. inf. Ireneusz Skubiś – honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, a także ks. prał. Marian Szczerba, ks. prał. Włodzimierz Kowalik, ks. prał. Stanisław Jasionek, ks. kan. Marian Wojcieszak, ks. prob. Sławomir Wojtysek, ks. prob. Andrzej Filipecki, ks. Jan Szkoc, o. Waldemar Gonczaruk CSsR oraz kapłani pracujący w edycjach diecezjalnych „Niedzieli”.

Reklama

Przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra podczas powitania pielgrzymów wyraził wdzięczność „Niedzieli” za posługę medialną i przekaz modlitewny z Jasnej Góry, zwłaszcza w czasie niedawnej pielgrzymki papieża Franciszka do Polski. Dziękował także za posługę w ewangelicznym i patriotycznym wychowaniu Polaków i życzył, by „Niedziela” nadal była świadkiem Chrystusa i odpowiedzialnie służyła słowem i obrazem w niesieniu Dobrej Nowiny. Nawiązując do tegorocznych jubileuszy „Niedzieli”, wyraził życzenia: – Niech faktycznie będzie to pielgrzymka wyjątkowa także poprzez naszą żarliwą modlitwę i zapatrzenie w Maryję, zapatrzenie, którego uczył nas tutaj przed paroma tygodniami sam papież Franciszek. A pamiętając o niedawno rozpoczętym jubileuszu 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Jasnogórskiego, sami starajmy się stawać żywą koroną Maryi. Koronujmy Ją poprzez nasze dobre uczynki i odnowę ducha.

Na 90. rocznicę powstania „Niedzieli” prezydent RP Andrzej Duda skierował specjalny list, który odczytała red. Lidia Dudkiewicz (pełny tekst listu – na s. 3).

Wiara

W homilii abp Wacław Depo szeroko omówił trzy zadania ludzi mediów, które nazwał jasnogórskim tryptykiem. To: wiara, prawda, misja. Podkreślił, że w roku 1050-lecia Chrztu Polski zdajemy sobie sprawę z tego, iż wiara nie jest niezmiennym stanem, ale spotkaniem z żywym Bogiem Ojcem, Synem i Duchem Świętym, jest darem i zadaniem jednocześnie. Do istoty wiary, która z inicjatywy Boga jest zawsze łaską, należą wolność i przynależność. – Bez tej świętej zależności, bez ufnej wiary w Opatrzność Bożą i miłość miłosierną Boga nie byłoby historii naszego narodu, nie byłoby, jak określił papież Franciszek podczas spotkania z redakcją, „opatrznościowego daru”, jakim jest „Niedziela”, tygodnik katolicki – podkreślił abp Depo.

Prawda

Drugim darem i zadaniem jest prawda, której nie sposób zdobyć inaczej jak tylko w darze Ducha Świętego, który przypomina o tym, co Jezus nam powiedział i kim dla nas jest, to On doprowadza do całej prawdy i czyni nas jej świadkami. W tym zadaniu prosimy też Maryję, aby pomogła nam rozpoznawać Syna na kartach Pisma Świętego, byśmy z Jego Ewangelią w sercach szli w nasze trudne dziś i w naszą nieznaną przyszłość. Optymizmu dodaje świadomość, że są ludzie, którzy mają odwagę iść pod prąd, by rozpoznawać i wsłuchiwać się w słowo Boga, którzy na wzór Maryi wierzą Bogu, ufają Mu we wszystkim i kochają Go.

Misja

Misja jest konsekwencją wiary i przylgnięcia do prawdy, którą jest Chrystus. W odniesieniu do „Niedzieli” wyjaśnił to Jan Paweł II, który w roku 70-lecia tygodnika napisał: „Stoi przed wami zadanie. Chrystus obecny w Kościele oczekuje, że ten ogromny potencjał myśli, talentów, dobrych chęci, które są w was, włączycie w dzieło ewangelizacji i promocji tych wartości, które często są podważane przez prasę propagującą fałszywy model ludzkiej wolności”. Wskazaniem dla ludzi mediów są również słowa papieża Franciszka, który w Orędziu na 50. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu wzywa nas do „osobistej odpowiedzialności za kształtowanie opinii publicznej, albowiem to nie technologia określa, czy komunikacja prowadzi do otwarcia czy izolacji wśród ludzi, ale serce człowieka i jego zdolność do dobrego wykorzystania środków, jakimi dysponuje”. Przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu KEP wskazał na wybrane przykłady zmagań o prawdę i misję Ewangelii. Odniósł się do wydanego 14 września 2016 r. przez Prezydium Konferencji Episkopatu Polski komunikatu odnoszącego się do kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”, w którym zwraca się uwagę, że owa kampania rozmywa jednoznaczne wymagania Ewangelii. – A wówczas gest podanej ręki wyrwany z kontekstu liturgii Eucharystii ma zupełnie inne znaczenie i jest nie do pogodzenia z nauką Chrystusa – powiedział, podkreślając: – Dziwi, że tej kampanijnej zgody na grzech nie dostrzegają redaktorzy „Znaku”, „Tygodnika Powszechnego”, „Więzi” czy pisma warszawskiego KIK-u „Kontakt”. Poinformował też, że kolejny apel różnych środowisk, nie tylko krakowskich, do władz miasta Krakowa, aby upamiętnić znakiem krzyża krakowskie Błonia – miejsce pielgrzymek i modlitwy następców św. Piotra, począwszy od św. Jana Pawła II – spotkał się po raz drugi ze sprzeciwem i odpowiedzią, iż będzie przeszkadzał w odpoczynku tzw. normalnym krakowianom. – Czyżby tolerancja miała tylko jedną stronę? – pytał Ksiądz Arcybiskup. Zauważył, że „w tym sprzeciwie nie można dostrzec zaproszenia do znaku pokoju”. Przypomniał jeszcze jeden bolesny fakt, z 9 grudnia 2012 r., kiedy to „mężczyzna rzucił w twarz Maryi i Jezusa żarówki wypełnione nitroglicerynową czarną farbą, aby zniszczyć ten cudowny znak jednoczący Polaków i nasze dzieje”. W odpowiedzi na list metropolity częstochowskiego i ówczesnego generała Zakonu Paulinów, informujący o tym bolesnym fakcie, Ojciec Święty napisał, że „naszą pierwszą odpowiedzią na zło jest modlitwa do Boga o miłosierdzie”. Abp Depo podkreślił, że „wobec konkretnego znaku zła czy prowokacji nie ma zgody i katolicy nie mogą w tym uczestniczyć”.

Jak co roku podczas pielgrzymki, Redakcja złożyła Akt Zawierzenia Maryi Jasnogórskiej wszystkich dzieł „Niedzieli”. Tekst odczytała redaktor naczelna Lidia Dudkiewicz. W jednym z modlitewnych wezwań prosiła, „aby w trwającym Roku Świętym Miłosierdzia Maryja rozbudziła w nas nową wyobraźnię miłosierdzia, byśmy opuścili domowe i redakcyjne «kanapy» i wychodzili na spotkanie każdego człowieka, niosąc dobroć i czułość Boga, prowadzącego nas za rękę po ziemskich drogach”.

Świętowanie ze „Śląskiem”

Do tegorocznej pielgrzymki „Niedzieli” przyłączył się Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny, który zapewnił wyjątkowo uroczystą oprawę muzyczną podczas Mszy św. w Bazylice Jasnogórskiej. „Śląsk” towarzyszył pielgrzymom „Niedzieli” również w drugiej części spotkania, w redakcyjnej auli. Dyrektor Zespołu Zbigniew Cierniak złożył Redakcji urodzinowe życzenia i przekazał okolicznościowy list gratulacyjny. Chór i Orkiestra, pod batutą Mirosława Macieja Banacha, zadedykowały redakcyjnej wspólnocie oraz Czytelnikom „Niedzieli” specjalny koncert.

W pielgrzymkowym programie były ważne konferencje. Red. Paweł Zuchniewicz przedstawił wykład: „Rewolucja Miłosierdzia. Koniec i początek Europy”. Zaprezentował w nim panoramę zagadnień od Światowych Dni Młodzieży, św. Jana Pawła II i św. Siostry Faustyny Kowalskiej do św. Matki Teresy z Kalkuty, na której kanonizacji był w Watykanie 4 września br. Prof. dr hab. Karol Klauza omówił orędzie papieża Franciszka na 50. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Ks. dr Ireneusz Skubiś – nestor dziennikarstwa katolickiego w Polsce przedstawił historię „Niedzieli” i okoliczności, w których doszło do reaktywowania pisma 35 lat temu.

Prezes Ewa Skwarczyńska z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Oddział w Krakowie wręczyła „Niedzieli” statuetkę „Bez światło-cienia”. Pani Prezes towarzyszyli ks. Bolesław Karcz z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II oraz Bożena Weber. Wśród pielgrzymów świętujących 90-lecie „Niedzieli” był senator Czesław Ryszka. Przybyli także ks. Andrzej Kornacki i ks. Andrzej Chwał.

Statuetki i medale

W roku 90-lecia istnienia „Niedziela” swoje najwyższe honorowe odznaczenie – „Sursum Corda” wręczyła osobom zasłużonym dla tygodnika. Statuetkę otrzymali: abp Wacław Depo, abp Józef Michalik, abp Stanisław Nowak, bp Andrzej Suski, bp Antoni Długosz, bp Adam Lepa, bp Ryszard Karpiński, ks. Ireneusz Skubiś, o. Arnold Chrapkowski, o. Marian Waligóra i o. Izydor Matuszewski.

Wręczone zostały również medale „Mater Verbi”, które otrzymali najpierw goście specjalni Redakcji „Niedzieli”: dyr. Antonio Gaspari – szef Międzynarodowej Agencji Informacyjnej Zenit, Włodzimierz Rędzioch – rzymski korespondent „Niedzieli”, prof. dr hab. Karol Klauza, red. Paweł Zuchniewicz, red. Krzysztof Tadej, red. Tadeusz Szyma oraz Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. Odznaczeni zostali także: Jacek Łopata – dyrektor drukarni LSC COMMUNICATIONS EUROPE Sp. z o.o. w Krakowie, Artur Matiaszczyk i Barbara Ladżyńska z Konsorcjum Biur Podróży z Łodzi, prezes Krzysztof Dędek z Częstochowy. Jak co roku, medale „Mater Verbi” otrzymały też osoby i instytucje wspierające rozwój i kolportaż „Niedzieli”.

Niech podsumowaniem uroczystości 90-lecia „Niedzieli” będą słowa modlitwy za pismo, którą w homilii wypowiedział abp Wacław Depo: – Maryjo! Powiedz Synowi o nas i wejdź w kolejne lata opatrznościowego daru dla Polski, jakim jest Tygodnik Katolicki „Niedziela”, i prowadź go, Matko Słowa, Królowo Polski!...

Tagi:
pielgrzymka 90 lat Niedzieli

„Niedziela” Boża i nasza

2017-04-11 09:43

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 16/2017, str. 3

Z okazji uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego pochylę się przez chwilę nad naszą „Niedzielą”, której pierwszy numer, z datą 4 kwietnia 1926 r., został wydany właśnie na Wielkanoc. Dlatego też co roku w okresie świątecznym pamiętamy o urodzinach „Niedzieli”.

W tę Wielkanoc zamykamy rok 90-lecia naszego tygodnika, który trwał od 4 kwietnia 2016 r. Na jego otwarcie Redakcja wraz z Czytelnikami odbyła pielgrzymkę do Watykanu. Podczas spotkania z papieżem Franciszkiem usłyszeliśmy, że „Niedziela” jest wielkim darem Bożej Opatrzności dla narodu. Kolejnym etapem świętowania 90-lecia tygodnika była pielgrzymka na Jasną Górę. Prezydent RP Andrzej Duda w przekazanym z tej okazji przesłaniu wskazał, jak w swojej długiej historii „Niedziela” wpływała i nadal wpływa na duchową i patriotyczną formację Polaków. Obchody 90-lecia „Niedzieli” kończymy wydaniem Księgi Pamiątkowej pt. „Dla nieba i dla chleba”.

Bożena Sztajner/Niedziela
Posłuchaj: Edytorial 16/2017

Gazeta, radio, telewizja, książki oraz internet – dziś te wszystkie środki przekazu tworzą pod szyldem „Niedzieli” znaną grupę medialną z chlubną tradycją. „Niedziela” wiernie towarzyszy Polakom w sztafecie kolejnych pokoleń, ogarniając ich wszystkie dzienne sprawy – duchowe i materialne. W jednym z listów urodzinowych wydrukowanych w Księdze Pamiątkowej czytamy o dwóch skrzydłach „Niedzieli”, wzbijających się w niebo i uskrzydlających innych. Te skrzydła to dwa słowa: „Regina Poloniae”, wypisane na pieczęci każdego numeru naszego tygodnika. W innym liście czytamy słowa podziwu dla „Niedzieli” za to, że w morzu dzisiejszej bylejakości jasno realizuje cele, którym służy już ponad 90 lat. W naszej Księdze Pamiątkowej są też słowa mówiące o tym, że tygodnik „Niedziela” stał się przestrzenią swoistej próby sił i konfrontacji z duchem „tego świata”, który „utracił pamięć” o chrześcijańskich korzeniach.

Nasza „Niedziela” pielęgnuje dziedzictwo, ale także śmiało idzie drogami teraźniejszości ku przyszłości. Jest pismem opiniotwórczym, wchodzi w głośny spór cywilizacyjny, który toczy się w Europie i w świecie. Wykorzystuje najnowocześniejsze technologie, aby zdobywać świat dla Boga – już nie tylko przez szpalty gazety, ale również przez podbój sieci ze swoimi atrakcyjnymi propozycjami audio i wideo. „Niedziela”, wdzięczna za dotychczasową historię, śmiało idzie ku przyszłości, gotowa budować swoje piękne jutro, przyjmować trudne wyzwania i odważnie odczytywać znaki czasu, a przez to wspierać działania Kościoła prowadzącego nas ku szczęśliwej wieczności.

Serdeczne podziękowania kieruję do wszystkich, którzy wraz z Redakcją napisali naszą Księgę Pamiątkową. Szczególnie wdzięczna jestem Księżom Kardynałom, Arcybiskupom, Biskupom, Proboszczom, Dziennikarzom i Medioznawcom oraz Drogim Czytelnikom z kraju i z zagranicy. Otworzyli Państwo przed nami swoje serca, a wszelkie zapewnienia o modlitwie i rocznicowe teksty oraz wzruszające listy to najwspanialszy urodzinowy dar. To także najlepszy znak jakości pisma.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dzieci rozwodników mają żal

2014-10-21 15:12

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 43/2014, str. 22-23

Przeczytałem niedawno, że najlepsze, co ojciec może zrobić dla szczęścia swojego dziecka, to kochać jego matkę. Szkoda, że mój ojciec tak tego nie widział... – mówi Dominik, informatyk z Wrocławia

Graziako

Kuba Jabłoński, psycholog zajmujący się DDRR-ami (dorosłymi dziećmi rozwiedzionych rodziców), pisze: – Jako terapeuta spotykam osoby pochodzące z rozbitych rodzin. Zauważyłem, że coś je łączy. W dorosłym życiu napotykają podobne problemy, w podobny sposób reagują na różne sytuacje, podobnie patrzą na ludzi i siebie...

Definicja encyklopedyczna opisuje zjawisko krótko: „Do najczęściej występujących zachowań dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców zalicza się np.: strach przed wchodzeniem w relacje intymne, strach przed rodzicielstwem, ograniczone zaufanie, częstsze występowanie załamań nerwicowych oraz depresje”. Jeszcze lepiej obrazują to liczby. W Polsce rozpada się rocznie ok. 66 tys. małżeństw. Coraz więcej dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych, poranionych czy patchworkowych, w których są po dwie mamy, dwóch ojców i przyrodnie rodzeństwo z wcześniejszych i późniejszych związków swoich rodziców. Jest jeszcze jedna grupa – dzieci wychowywanych przez skłóconych rodziców, którzy, choć formalnie są razem, już przeprowadzili rozwód emocjonalny.

Poszarpane serca

– Byłem kiedyś na rekolekcjach, które prowadził ks. Piotr Pawlukiewicz – opowiada Maciek, architekt z Krakowa. – Mówił m.in. o małżonkach, którzy podejmują decyzję o rozstaniu, co oznacza, że przestają ratować swój związek, zaprzestają walki, terapii, intensywnej modlitwy i idą do sądu. A tam przekonują, że decyzję tę podejmują także ze względu na dobro dziecka, bo tak je kochają... Wściec się można! Skoro tak kochają, to niech trochę dla tej miłości poświęcą. Niech myślą nie tylko o sobie, ale też o dziecku, któremu właśnie haratają psychikę. Bo, jak się okazuje po latach, rozwody rodziców walą po psychice dzieci. Zostawiają ślad na całe życie. Ksiądz miał rację. Nie istnieje coś takiego jak „rozwód kulturalny”. Wiem, o czym mówię, bo sam jestem DDRR-em.

Niechciany spadek

Zestaw cech, które „haratają osobowość”, dotyka najważniejszej sfery życia. DDRR-om najtrudniej poradzić sobie w relacjach z innymi ludźmi, z uczuciami – niczym słoniom w składzie porcelany. Pragną miłości, ale panicznie boją się odrzucenia, więc zachowują się wobec wybranka (-ki) irracjonalnie, zołzowato lub grubiańsko. Z przyjaźniami też im jakoś nie wychodzi. Nie potrafią utrzymać przyjacielskiej relacji na dłużej. Mają najwyżej jednego przyjaciela, często jeszcze ze szkoły. Decyzję o ślubie odkładają na „święte nigdy”, bojąc się zobowiązań. Nieustannie rozpamiętują swoje niepowodzenia i urojone niedoskonałości. Im bardziej im na kimś zależy, tym mocniej niszczą tę relację, pokazują się od najgorszej strony, jakby chcieli sprawdzić, jak bardzo tej drugiej stronie zależy. Często żyją życiem innych, bo własne zaangażowanie się może przecież przynieść – pamiętają nauczkę od rodziców – ból i rozczarowanie. A robiąc tak, są coraz bardziej wściekli, bo ich życie przypomina ciemną pustą jamę.

Na zewnątrz reprezentują dwa typy. Jedni robią błyskotliwe kariery, brylują w towarzystwie, są powszechnie lubiani, słowem – pozornie idą przez życie jak taran. Drudzy są samotnikami, izolują się od ludzi, schodzą wszystkim z drogi, jak ognia boją się najmniejszej choćby konfrontacji. Nie potrafią odmawiać, co sprawia, że są wykorzystywani w pracy i w rodzinie. Rzadko wychodzą z domu, są chorobliwie nieśmiali, wycofani. A jednych i drugich dręczą te same koszmary, nieustannie zadają sobie pytanie: co ze mną jest nie tak?

Kuba Jabłoński wyjaśnia, że rozwody to na tyle głęboka dysfunkcja rodziny, że dotknięte nimi dzieci prędzej czy później przeżywają głębokie problemy emocjonalne. Czasem mijają lata, nim – już jako dorośli – zdadzą sobie z tego sprawę. Swój bagaż życiowych doświadczeń dźwigają sami. Tylko część z nich – dzięki fachowej pomocy z zewnątrz, uświadamia sobie prawdziwe przyczyny swoich problemów. Dotyczy to zwłaszcza dzisiejszych 30-, 40-latków – pokolenia rozwodzącego się obecnie najczęściej.

Szansa na inny los

– W blokowym M-3 dziecka nie uchroni się przed konfliktem rodziców. Słyszałam wszystko, uczestniczyłam w każdej kłótni. Widziałam rzeczy, o których dziecko nie powinno mieć pojęcia – wspomina Jagoda, urzędniczka. – Pierwszy raz rodzice rozstali się, gdy miałam 7 lat. Po 3 latach zeszli się na kolejne 10. Potem ojciec znów odszedł – tym razem na dobre. Zanim to się stało, w domu trwał niekończący się stan wojenny. To byli kulturalni ludzie, więc noże nie latały w powietrzu, ale potrafili równie dotkliwie ranić się przy pomocy słów. Potem kazali wybierać, po czyjej stronie jestem. Po rozwodzie mama już na zawsze została tą skrzywdzoną. Miesiącami w domu nie mówiło się o niczym innym, tylko o tym, jakim podłym draniem jest ojciec. I te tabuny pocieszających koleżanek – koszmar. Jak sączenie trucizny. W tym czasie ojciec założył nową rodzinę, urodziły mu się nowe dzieci, więc przekonywał, że i ja powinnam być szczęśliwa, skoro mój tatuś jest. Wtedy nie wiedziałam, co to rykoszet. Że to, co dzieje się między nimi, trafia także we mnie. Te słowa, sceny, obrazy zawładnęły moją psychiką na zawsze. Kiedy się zorientowałam? Gdy poszłam na terapię, bo nie mogłam wytrzymać sama z sobą. Po roku ktoś z grupy zapytał mnie, czy sądzę, że byłabym inną kobietą, gdyby rodzice się kochali, gdyby nie darli nieustannie kotów. Mam poczucie graniczące z pewnością, że tak. Zdecydowanie tak.

Scenariusz na życie

Jak mówią psychologowie, w życiu rodzinnym kłopot DDRR-ów polega na braku wzorców wyniesionych z domu. Są jak ludzie bez korzeni. Nie bardzo wiedzą, jak się zachować, bo nie obserwowali pozytywnych zachowań u rodziców. Przejmują więc zachowania podejrzane w filmach, przeczytane w książkach albo zasłyszane od znajomych. Magda opowiada, że dla niej inspirujące były seriale familijne. Rozmaite sytuacje życiowe rozgrywała odzywkami z filmu, powtarzała całe sekwencje dialogowe. Zastąpiła rzeczywistość fantazjami. Otrzeźwiło ją, gdy usłyszała, jak córka skarży się babci, że jak chce się przytulić, to mama włącza telewizor.

Dominik mówi, że ma żal do rodziców o to, że nie walczyli o siebie. Że za szybko odpuścili:

– Pamiętam tylko rozwód. Potem ojca widywałem od czasu do czasu. Po latach udało nam się porozmawiać szczerze. Raz jedyny. Zapytał mnie, czy dobrze układa mi się z żoną. Powiedziałem, nie bez żalu, że właściwie nie wiem, jak wygląda dobre małżeństwo. Rozbite rodziny trudno potem złożyć. Pamiętam swój ślub. Mama nie przyjdzie, jeśli ojciec będzie. Ojciec nie wejdzie do kościoła, tylko na chwilę przyjdzie na wesele. Na chwilę, bo „matka zrobi scenę”. To samo przeżywamy w każde święta, uroczystości rodzinne. Poplątane i irytujące. Potem ojciec wymyślił sobie, że będę świadkiem na jego drugim ślubie. Powiedziałem, że to chore, więc się obraził. Nie widział swojego wnuka. Posłałem mu mailem zdjęcie, ale nie odpisał. Wiesz, co mnie irytuje? Że to ciągle boli. Porwana relacja z własnym ojcem spowodowała, że przez wiele lat sądziłem, iż jestem niewart uczucia. Bo mnie przecież zostawił, więc coś ze mną było nie tak... Miałem strasznie pod górę w kwestii dziewczyn. Koszmar. Wyleczyła mnie dopiero miłość mojej żony. Wiem, jestem szczęściarzem, ale noszę w sobie taki lęk, strach, że skrzywdzę swoją rodzinę. Bo przecież odziedziczyłem po ojcu część genów...

Dziedziczenie uczuć

Mówi się, że dziecko alkoholika często bierze sobie alkoholika za współmałżonka. Czy dzieci rozwiedzionych rodziców powtarzają ich błędy? Czy trauma z dzieciństwa czegoś je uczy?

– Mojego męża wychowywała tylko mama. Tak jak mnie. Obie były przez lata przyjaciółkami – opowiada Zuzanna, bezrobotna z Wałbrzycha. – Ucieszyły się, że jesteśmy parą. Ale ja mam poczucie, że Rafał ożenił się ze mną, bo nasze matki zaaprobowały ten związek. Dla mnie ważne jest, by nasze dzieci miały pełną rodzinę – a wiem, że mąż mnie nie zostawi.

– Ojciec odszedł, gdy miałam 13 lat – wspomina Anka, nauczycielka z Częstochowy. – Mama nie radziła sobie z niczym. Bez ojca nie umiała podjąć najprostszej decyzji. Obarczała więc mnie, najstarszą, obowiązkami domowymi. Dwa lata po rozwodzie rodziców prowadziłam cały dom, zajmowałam się dwójką rodzeństwa. Jakaż ja byłam dzielna! Pilnowałam rachunków, pieniędzy, terminów płacenia rat. Sąsiadki i znajomi mnie uwielbiali. Pani w szkole wychwalała pod niebiosa, bo oczywiście uczyłam się też świetnie. Panna doskonała. Kiedy przyprowadziłam do domu swojego pierwszego chłopaka, mama powiedziała tylko, że ma brzydki nos. Czyli – dyskwalifikacja. Tak było z każdą kolejną szkolną sympatią. „Córcia, mężczyzna jest jak zatruty cukierek – mawiała. – Z wierzchu słodki, a w środku...”. Na studiach miałam narzeczonego. Mama oczywiście znielubiła go od pierwszej chwili, zniechęcała, jak mogła. Wyśmiewała jego wiejskie maniery. Jurek nie wytrzymał i odszedł. Nie rozumiał – bo wychował się w dobrej rodzinie – że mama w ten sposób stara się oszczędzić mi cierpień. No bo miłość – w jej przekonaniu – to głównie ranienie się nawzajem, prawda? Jestem po trzydziestce i mam sporo do nadrobienia. Chodzę na terapię do poradni. Wiele mi to daje i wiele już wyjaśniło. Mniej krzyczę, nie wymagam posłuszeństwa jak w wojsku, walczę ze swoją apodyktycznością. I namawiam rodzeństwo na terapię. Brat nie założył rodziny. Jeździ po świecie, zmienia dziewczyny, nie ma stałej pracy. Siostra jest pielęgniarką i zajmuje się mamą. Jest jeszcze młodziutka, ale to typ samotnika. Praca, dom, jedna – ta sama od lat – przyjaciółka... Śmieję się z niej, że uwierzyła w teorię mamy, iż każdy mężczyzna to „zatruty cukierek”.

Oczywiście, na koniec należy się wyjaśnienie, że podobne historie zdarzają się nie tylko dorosłym dzieciom rozwiedzionych rodziców. I nie każde życiowe niepowodzenie powinniśmy sobie tłumaczyć trudnym dzieciństwem. Jednak istnienie DDRR-ów to nie wymysł psychologów. Amerykanie, którym nie udaje się 70 proc. małżeństw, policzyli, że prawdopodobieństwo rozwodu u mężczyzn z rozbitych rodzin jest wyższe o 35 proc. niż u pochodzących z rodzin pełnych. U kobiet procent ten dochodzi nawet do 60.

W Polsce ponad 2 mln dzieci pochodzi z rodzin rozbitych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerwone Koloseum, jak krew chrześcijańskich męczenników

2018-02-24 23:02

Włodzimierz Rędzioch

Dziś wieczorem, z inicjatywy organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, rzymskie Koloseum podświetlono na czerwono, aby przypomnieć krew przelewaną przez chrześcijan w Koloseach współczesnego świata.

Włodzimierz Rędzioch
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem