Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Facebookowa ewangelizacja

2016-09-08 09:59

Agnieszka Raczyńska-Lorek
Edycja sosnowiecka 37/2016, str. 5

biaze/Fotolia.com

Komunikacja i Miłosierdzie – owocne spotkanie” – to temat tegorocznego, 50. Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu. W Polsce będziemy obchodzić go już za tydzień, 18 września br. Środki masowego przekazu są elementem kultury masowej. Są to środki komunikowania się o obszernym zasięgu, takie jak: prasa, radio, telewizja oraz Internet. Tym razem uwagę skupiamy na tym ostatnim, gdyż istniejące współcześnie serwisy społecznościowe stają się skutecznym narzędziem ewangelizacji. I wydaje się, że nie można z nich zrezygnować, ale należy umiejętnie z nich korzystać. „Wierzący dostrzegają, że jeśli Dobra Nowina nie będzie szerzona także w świecie cyfrowym, to może być ona nieobecna w doświadczeniu wielu osób” – mówił papież Benedykt XVI.

Co czwarty spośród katolików publikujących w Internecie, korzysta z Facebooka, a co piąty zakłada na nim tzw. fanpage’a. Co dziesiąty z kolei korzysta z serwisu YouTube. Twittera używa natomiast jedynie 7 proc. katolickich internautów, jednak ten serwis w ogóle nie jest jeszcze zbyt popularny w polskim Internecie, w przeciwieństwie np. do krajów anglojęzycznych. Może się to zmienić, bo tweetuje coraz więcej nie tylko polityków i dziennikarzy, lecz także duchownych. Wprawdzie Benedykt XVI jako pierwszy papież użył Twittera do komunikowania się z wiernymi, ale to jego następca, Ojciec Święty Franciszek korzysta z tego serwisu zdecydowanie częściej. Jego tweety są bardzo obrazowe, co sprawia, że trafiają do odbiorców.

Nasza diecezja na Facebooku

W nowoczesnych portalach internetowych jest coraz więcej obecnych osób duchownych, znanych nam dobrze choćby z kościoła naszych proboszczów, wikariuszy, kleryków czy sióstr zakonnych. Takie czasy… I w naszej diecezji sosnowieckiej nie brakuje duszpasterzy, którzy korzystają z ogromnego potencjału i możliwości, jakie stwarza Internet, który staje się doskonałą formą ewangelizacji i dialogu. W naszej diecezji rośnie liczba parafii i instytucji kościelnych, które zakładają własne strony internetowe. Jednak rekordy popularności bije obecnie portal społecznościowy Facebook. – Dzięki temu portalowi kapłani odnajdują i są odnajdywani przez dawnych znajomych, byłych i obecnych parafian. W ten sposób buduje się także jakaś wspólnota. Coraz częściej na Facebooku zdarzają się osoby, które proszą księdza o duchową poradę lub wsparcie. Wydaje się, że pisanie e-maili do kapłana jest mniej stresujące i krępujące niż zapytanie o to wprost. A korespondencja poprzez portal jest w miarę dyskretna. Samo przyznanie się, że się kogoś zna, jest wyrazem opowiedzenia się po jego stronie i zainteresowania się tym samym – w moim przypadku – religijnym aspektem życia, do którego należy świadectwo życia duchownych. Myślę, że portal ten przypomina o tym, co ważne i ponadczasowe, i jest dobrym narzędziem komunikacji międzyludzkiej, a także ewangelizacji – zauważa redaktor odpowiedzialny za „Niedzielę Sosnowiecką”, ks. Tomasz Zmarzły, aktywny facebookowicz.

Reklama

Facebook – wikariuszem parafii

– Bardzo lubię korzystać z form komunikacji społecznej – prasy, radia, telewizji, ale też z Internetu. Stąd moje konto na Facebooku z blisko tysiącem znajomych – podkreśla ks. kan. Jarosław Wolski, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Czeladzi. – Inspiracją dla mnie do zaistnienia na Facebooku były słowa pierwszego biskupa częstochowskiego Teodora Kubiny, który mówił o naszym Tygodniku Katolickim „Niedziela”, że jest to dodatkowy wikariusz w parafii, który przenosi naukę Kościoła w życie. Facebook, jak każde medium społeczne, może służyć dobru bądź złu. Może służyć do autokreacji, ale również może być skutecznym narzędziem ewangelizacji. W moim przekonaniu jest to jedno z narządzi do uniwersalnego przekazywania treści wiary. Często też używam tego portalu umieszczając na nim rozmaite posty – owoce przemyśleń, refleksji. Zwykle zawieram w nich treści związane z życiem wierze, ale także patriotyczne tematy. Facebook to także medium, w którym można podejmować różne akcje społeczne, bo często mają one swój początek właśnie na tym portalu. Dlatego Kościół katolicki nie może zaniedbywać tego narzędzia komunikacji i ewangelizacji. Bierzmy przykład z samego papieża Franciszka, którego konto jest najbardziej popularnym w świecie Internetu. Poza tym ludzie dostrzegają kapłana, który pokazuje bardzo zwyczajne, ludzkie oblicze. Dużo jednak w tym względzie zależy od osobistej kultury i wrażliwości księdza, bo jeżeli podejmujemy autoprezentację, to musimy liczyć się z tym, że nie wszyscy będą popierać czy lajkować. Księża muszą wychodzić do ludzi, jak to mówił papież Franciszek: „pachnieć jak swoje owce”, a przez portal społecznościowy mogą też przekazać obojętnym religijnie, że są dla nich ważni. Ten przykładowy Facebook to dziś niewątpliwie szansa dla katolickich duszpasterzy. Trzeba z niej jednak umiejętnie korzystać – mówi ks. Jarosław Wolski.

Trudno się nie zgodzić, że mamy nową erę – erę rewolucji informatycznej. Portale społecznościowe niewątpliwie stały się fenomenem. Afiliacja, czyli bycie w grupie z innymi ludźmi, z którymi ma się wspólne doświadczenia, daje każdemu poczucie wyjątkowości i specyficznej więzi – z koleżankami, kolegami, wspólnotami, kręgami. W ten sposób buduje się także jakaś wspólnota.

Tagi:
media

Ks. Marek Gancarczyk nowym prezesem Opoki

2018-06-08 19:26

tk / Janów Podlaski (KAI)

Ks. Marek Gancarczyk, były redaktor naczelny "Gościa Niedzielnego", został prezesem zarządu Fundacji Opoka, która jest fundacją Konferencji Episkopatu Polski.

gosc.pl

Ks. Marek Gancarczyk przez blisko 15 lat pełnił funkcję redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego". Został zwolniony z tej funkcji przez metropolitę katowickiego w styczniu br.

Przed objęciem "Gościa Niedzielnego" ks. Gancarczyk przez siedem lat był szefem adresowanego do dzieci miesięcznika "Mały Gość Niedzielny". Wcześniej, jako wikariusz w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rybniku-Niedobczycach, ks. Gancarczyk redagował gazetkę parafialną "Serce". Pismo to znalazło się w pierwszej trójce ogólnopolskiego konkursu na najlepsza gazetkę parafialną współorganizowanego przez KAI.

Urodzony w 1966 r. nowy szef "Opoki" w 2008 roku otrzymał Nagrodę im. bp. Jana Chrapka "Ślad". Nagrodzono go "za niezwykłą energię i wytrwałość w prowadzeniu Tygodnika Katolickiego, który plasuje się w pierwszej trójce polskich tygodników opiniotwórczych".

Fundacja Opoka została powołana przez Konferencję Episkopatu Polski, a jej zadaniem jest służenie Kościołowi katolickiemu w Polsce w zakresie tworzenia systemu elektronicznej wymiany informacji oraz prowadzenie serwisu internetowego www.opoka.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Zapowiedzi przedślubnych nie można publikować w internecie ani w gazetce parafialnej

2018-06-22 20:10

rm / Radom (KAI)

Nie można zapowiedzi przedślubnych publikować w internecie ani w gazetce parafialnej, chyba że za zgodą obojga zainteresowanych - przypomina o tym księżom z diecezji radomskiej ks. Piotr Kroczek, Kościelny Inspektor Danych Osobowych.

Antonioguillem / Fotolia.com

Kuria diecezji radomskiej obszerną informację na ten temat zamieściła w swoim Biuletynie. Sprawa ma związek sygnalizowanymi licznymi nieprawidłowościami w przestrzeganiu dekretu ogólnego w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim, wydanego przez Konferencję Episkopatu Polski 13 marca 2018 roku.

Ks. Kroczek przypomniał, że zapowiedzi przedślubne mogą być ogłaszane bez zgody nupturientów, czyli osób mających zawrzeć związek małżeński. Podstawą przetwarzania tych danych jest bowiem prawo kanoniczne.

Ks. Kroczek zwraca uwagę, że sposób ogłaszania zapowiedzi nie jest dowolny. Zgodnie z Instrukcją Konferencji Episkopatu Polski o przygotowaniu do zawarcia małżeństwa w Kościele katolickim z 5 września 1986 r., zapowiedzi należy ogłosić przez umieszczenie ich na piśmie w gablocie ogłoszeń parafialnych w ciągu 8 dni, tak by były tam uwidocznione przynajmniej przez dwie niedziele lub niedzielę i święto obowiązujące. Ten sam obowiązek można spełnić przez dwukrotne ogłoszenie ustne podczas liczniej uczęszczanych nabożeństw parafialnych, w niedzielę lub święto obowiązujące (nr 95). - Oznacza to, że nie można zapowiedzi publikować przez Internet ani w gazetce parafialnej, chyba że za zgodą obojga zainteresowanych - powiedział ks. Kroczek.

Zgodnie z Dekretem KEP w sprawie ochrony danych osobowych osób fizycznych (art. 6 ust. 1 pkt 3), treść zapowiedzi należy ograniczyć do niezbędnych danych osobowych, pozwalających na wypełnienie funkcji zapowiedzi, czyli np. przedstawić tylko imię, nazwisko i parafię zamieszkania każdego z nupturientów, chyba że na upublicznienie innych danych zezwolą sami zainteresowani.

W przypadku konieczności uzyskania zgody (np. na ogłoszenie zapowiedzi w Internecie lub podanie szerszych danych nupturientów) należy uzyskać zgodę od obojga narzeczonych i przekazać narzeczonym klauzulę informacyjną.

W przypadku, gdy proboszczowie uzyskali stosowne zgody (np. na umieszczenie zapowiedzi w Internecie), sugeruję umieszczenie obok danych notki informacyjnej: „Administrator danych osobowych informuje, że dane osobowe dotyczące zapowiedzi przedślubnych zawarte na stronie parafii (nazwa parafii) umieszczone zostały za zgodą osób, których dane dotyczą”.

"Takim działaniem można przyczynić się do większej jasności sytuacji prawnej, co z kolei przynieść może pewność u osób bezpośrednio zainteresowanych lub osób trzecich, co do tego, że dane osobowe są przez parafie jako administratorów przetwarzane zgodnie z prawem - wyjaśnił ks. Piotr Kroczek, Kościelny Inspektor Danych Osobowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem