Reklama

85 lat temu na Górce Chełmskiej

2016-09-08 09:59

Tadeusz Boniecki
Edycja lubelska 37/2016, str. 6-7

Ze zbiorów Muzeum Chełmskiego
Pielgrzymi przed chełmską katedrą

Parafia Mariacka w Chełmie obchodzi w tym roku 85-lecie powstania. Erygował ją w 1931 r. bp Marian Fulman. Przy tej okazji warto nawiązać do tej początków.

Dekada jezuitów

Na zaproszenie bp. Mariana Fulmana w 1921 r. do Chełma przybyli ojcowie jezuici. Poprzez działalność kaznodziejską mieli ożywić życie religijne w regionie. Było to nadzwyczaj ważne zadanie, bowiem Chełmszczyzna przez lata zaborów i rusyfikacji należała do tych obszarów Rzeczpospolitej, gdzie uporczywie niszczono Kościół katolicki i wszystko co polskie. W ciągu 10 lat jezuici odbudowali niektóre zrujnowane obiekty i przystosowali je do celów kościelnych. W budynkach na górze katedralnej mieściły się wówczas Małe Seminarium Duchowne Jezuitów i bursa dla ubogiej młodzieży. Do katedry powróciło zrabowane przez Rosjan srebrne antepedium. Wznowiono również świętowanie wrześniowego odpustu ku czci Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

W latach 20. ubiegłego wieku w Chełmie działała tylko jedna parafia rzymskokatolicka – pw. Rozesłania Świętych Apostołów. W związku z rozbudową wschodniej części miasta bp Fulman postanowił utworzyć nową parafię. Jednak jezuici nie podjęli się jej prowadzenia i 17 sierpnia 1931 r. ks. Jan Bejgert TJ, rektor kościoła katedralnego na Górze Chełmskiej, przekazał kościół diecezji.

Reklama

Powstanie parafii

Do Chełma przyjechał ks. Julian Jakubiak, dotychczasowy proboszcz parafii św. Mikołaja w Lublinie. W „Kronice Parafii Mariackiej” czytamy: „Nowy ksiądz pracę rozpoczął od nawiązania kontaktu z miejscową ludnością. Organizował też koło ministrantów i śpiew kościelny. Pierwsze kontakty już od razu zjednały ks. Jakubiakowi wiele sympatii i życzliwości ze strony mieszkańców miasta. Triduum do wrześniowego odpustu i uroczysta oktawa, liczne nabożeństwa i kazania jeszcze bardziej zbliżyły ludność Chełma do nowego kierownika sanktuarium maryjnego”. W pracy duszpasterskiej pomocą dla ks. Juliana był ks. Stanisław Krynicki z Lublina.

25 października 1931 r. została uroczyście erygowana parafia pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie. Jej pierwszym proboszczem został ks. Julian Jakubiak. W kronice zapisano: „Chełmska katedra znów otworzyła podwoje dla ludu chełmskiego, by stąd panował nad nimi Chrystus Król”. Po uroczystej Liturgii w salach parafialnych zgromadzili się przedstawiciele władz państwowych, miejskich, wojskowych, kolejowych, oświatowych oraz delegacje organizacji i instytucji społecznych. Ks. Jakubiak podziękował wszystkim za przygotowanie gruntu pod zorganizowanie nowej parafii. Duże zasługi mieli w tym kolejarze, mieszczaństwo, nauczyciele i wojsko.

Od początku proboszcz z niezwykłym zaangażowaniem i ofiarnością rozpoczął tworzenie struktur parafialnych. Kontynuował remont budynków na Górze Chełmskiej. Najbardziej na sercu leżały mu sprawy duchowe. Ks. Jakubiak czynił starania, aby katedra była traktowana jak sanktuarium maryjne, a odpust 8 września jako święto ziemi chełmskiej. Wielką zasługą tego kapłana było włączenie w przygotowanie uroczystości świeckich, np. na plebani w 1932 r. odbywały się zebrania Komitetu Organizacyjnego Obchodu Święta Ziemi Chełmskiej. Wielkim sukcesem komitetu było zainteresowanie wrześniowym odpustem Polskiego Radia, które po raz pierwszy w historii w 1933 r. transmitowało uroczystości z katedry chełmskiej.

Wspólnota wspólnot

W materiałach archiwalnych parafii można znaleźć ślady działania kilku organizacji katolickich z okresu międzywojennego. Jedną z nich była Sodalicja Mariańska Pań i Nauczycielek. Wspólnota powstała w 1922 r. z inspiracji ojców jezuitów. Członkinie zajmowały się głównie opieką nad więźniami, dziećmi repatriantów i bezdomnymi; odwiedzały chorych w szpitalu św. Mikołaja i dla nich założyły bibliotekę. Już po powstaniu parafii sodalicja przygotowywała spotkania świąteczne dla chorych i samotnych, wspomagała akcję dożywania dzieci prowadzoną przez Towarzystwo Miłosierdzia. Panie aktywnie włączały się w gromadzenie środków finansowych na odbudowę katedry. W 1933 sodalicja liczyła 33 panie i 16 aspirantek.

Drugą wspólnotą było Stowarzyszenie Żywego Różańca, które liczyło 21 kółek (5 męskich, 12 kobiecych i 4 panieńskie). Kolejna grupa – Straż Honorowa Najświętszego Serca Jezusowego – w rok po powstaniu zgromadziła ponad 60 osób. Ciekawą wspólnotą było Stowarzyszenie św. Zyty, nazywane Stowarzyszeniem Pracownic Domowych. Zadaniem tej wspólnoty było podnoszenie poziomu moralnego i intelektualnego kobiet, a także niesienie pomocy materialnej w przypadku utraty pracy. W ramach swojej działalności, stowarzyszenie prowadziło przy parafii Biuro Pośrednictwa Pracy oraz świetlicę, w której odbywały się imprezy kulturalne i spotkania. W 1931 r., tuż po erygowaniu parafii, rozpoczął działalność Związek Ministrantów, do którego należało 30 chłopców. Do współpracy z kapłanem zostało powołane Koło Rodzicielskie, któro troszczyło się o samych ministrantów, jak też o czystość szat liturgicznych.

Duszpasterze i świeccy

Parafia to przede wszystkim ludzie tworzący wspólnotę. Na Górce Chełmskiej nie brakowało osób świeckich, które bardzo mocno angażowały się w jej życie. Należała do nich Eleonora Denkiewicz. Organizowane przez nią jasełka przeszły do historii jako wyjątkowe spektakle. Nauczycielka Szkoły Ćwiczeń i zarazem przewodnicząca sekcji imprezowej Komitetu Odbudowy Katedry była iskrą zapalającą innych do działania. Ks. Alojzy Falkowski tak ją wspomina: – Pani Denkiewicz była niesamowitą osobą. Była takim Bożym ogniem zapalających innych do działania nie tylko na artystycznej niwie, ale i charytatywnym polu oraz innych płaszczyznach życia parafii i miasta. W to, co robiła, wkładała zawsze duszę i serce. To była kobieta służąca Kościołowi swoimi wszystkimi zdolnościami, jak tylko potrafiła. Zmarła 8 listopada 1966 r.; jest pochowana na cmentarzu przy ul. Lwowskiej w Chełmie. Zbigniew Lubaszewski, historyk i regionalista chełmski, podkreśla, że w okresie międzywojennym wokół parafii Mariackiej było skupionych wiele osób, najczęściej pań, które poświęcały się pracy społecznej. – Trzeba wymienić choćby panią Najdeker, żonę Franciszka Ksawerego Najdekera, współwłaściciela Fabryki Maszyn Rolniczych Franciszka Gassnera – dodaje regionalista.

Parafia Mariacka zawsze miała szczęście do kapłanów – gorliwych i charyzmatycznych duszpasterzy. Wśród nich znaleźli się m.in. ks. Julian Jakubiak, jego następca ks. Marceli Mrozek oraz wychowawca chełmskiej młodzieży ks. Zygmunt Berezecki. Ks. Alojzy Falkowski tak zapamiętał swojego duszpasterza: – Przez czas szkoły podstawowej i średniej byłem ministrantem w parafii Mariackiej. Opiekował się nami ks. Zygfryd Berezecki, znany i lubiany przez wiernych i młodzież prefekt chełmskich szkół. Z ministrantami (a było nas od 40 do 100) był na stopie przyjacielskiej. Ks. Berezecki miał charyzmę jako wychowawca, pedagog i zarazem kapłan. To był niepowtarzalny człowiek. Umiał swoją dobrocią i sercem pociągać innych do Kościoła, nie do siebie, lecz właśnie do Kościoła. Przy jego konfesjonale zawsze oczekiwała długa kolejka chętnych do spowiedzi. Ludzie mieli do niego zaufanie. Ks. Zygfryd był bogaty duchem, nie materialnie. Dostrzegał problemy materialne innych ludzi i pomagał wielu ubogim. Ks. Zygfryd Berezecki zmarł w opinii świętości w 1963 r.; jest pochowany na cmentarzu przy ul. Lwowskiej w Chełmie.

Tagi:
parafia jubileusz

Duży kościół w małych Ostrowcach

2018-02-22 10:40

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 8/2018, str. IV

Parafia Ostrowce, niegdyś duża i obszerna, liczy dzisiaj zaledwie 600 osób, za to pozostał duży – odpowiedni dla większej wspólnoty – kościół pw. św. Jana Chrzciciela, zbudowany na wzgórzu. Jest on zadbany, doposażony i sukcesywnie restaurowany – mała parafia jest ofiarna i odpowiedzialna

TD
Kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Ostrowcach

Scena związana z życiem św. Jana Chrzciciela, patrona jest wyobrażona w ołtarzu głównym. Obraz jest sygnowany nazwiskiem Stefana Styczyńskiego z datą 1944. Poprzedni obraz nie spodobał się opisującemu parafię ks. Janowi Wiśniewskiemu, który zanotował: „Na zasuwie lichy obraz chrztu Pana Jezusa” (W „Historycznym opisie kościołów, miast, zabytków i pamiątek w Stopnickiem” (Marjówka 1929).

Ołtarze były wzmiankowane w połowie XIX wieku. W ołtarzu głównym cześć odbiera wizerunek Maryi z Dzieciątkiem słynący łaskami, o czym za chwilę.

Wracając do głównego patrona, czy można go wiązać z innym Janem – fundatorem kościoła z XIII wieku, postacią barwną i wzbudzającą emocje?

Pierwsza wzmianka o tutejszej parafii pochodzi wprawdzie z 1326 r., kiedy plebanem był Paweł, ale i kościół i parafia powstały wcześniej, być może było to tak, jak zapisano w 1857 r., który to tekst przytacza ks. Wiśniewski: „Ponad drzwiami kościoła w Ostrowcach od strony południowej był napis, że kościół ten postawił Jan Nejszon «proboszcz wiślicki w 1292 r., którego biust w płaskorzeźbie z kamienia dotąd nad temiż drzwiami dochowano»”. W „Liber Beneficiorum” Długosz informuje, że parafialny kościół w Ostrowcach pw. św. Jana Chrzciciela był budowlą murowaną, a jako fundatora wymienia Jana Naszyona herbu Topór, wiślickiego prepozyta.

W dokumentach nazywa się owego prepozyta dość różnie, głównie Nasyca, Nassan lub Nejszon. W wieku lat 16 był on już kantorem sandomierskim, a przed 30. rokiem życia uzyskał jeszcze kilka godności, m.in. kanonika gnieźnieńskiego, poznańskiego i płockiego. W jego sprawie miał interweniować podobno nawet papież Jan XXII, nakazując mu w 1330 r. zrzeczenie się niektórych beneficjów.

Związek Jana Nejszona, fundatora, z wyborem patrona – św. Jana Chrzciciela wydaje się wątpliwy, choć ten właśnie patron jest w Ostrowcach od zarania dziejów parafii.

Wyobrażenie św. Jana Chrzciciela, poza ołtarzem głównym odnajdziemy jedynie na współczesnej chorągwi, ufundowanej ostatnio w parafii. Odpust jest obchodzony 24 czerwca, w tym dniu, który wtedy wypada. Zawsze ma uroczystą oprawę, z udziałem zapraszanego kaznodziei i przypomnieniem postaci Świętego, który wśród rzesz nad Jordanem ochrzcił także Syna Bożego, a sam pozostał głosem wołającego na pustyni, tym, który torował ścieżki Panu.

Parafia w dziejach

Historię obiektu sakralnego wzbogacają zapiski Kroniki Parafii Ostrowce prowadzonej od 1939 r. przez kolejnych proboszczów.

Autorzy kroniki – duszpasterze parafii, powołując się na XIX-wieczną tradycję twierdzą, podobnie jak ks. Wiśniewski, że pierwszy kościół w Ostrowcach został zbudowany już w 1229 r. przez Jana Naszyona (lub Nejszona), proboszcza wiślickiego. Bardziej prawdopodobny wydaje się być rok 1292, który podaje „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (Warszawa 1886 r.). Na pewno parafia Ostrowce istniała już w XIV wieku, gdyż została wymieniona w spisie świętopietrza (1326 r.) i zapewne musiała posiadać kościół. Przekazy źródłowe (Akta Visitationis 1618 r.) przytaczają opis kościoła – na planie prostokąta, murowany z białego kamienia, kryty gontem, wsparty szkarpami. W 2. poł. XVI wieku kościół został sprofanowany przez zwolenników reformacji. Restaurowano go w 1602 r. dzięki staraniom kolatora Sebastiana Nieradzkiego. Wówczas w kościele znajdowały się trzy ołtarze. Gruntownej renowacji i przebudowie kościół poddano w latach 1897 – 1900, gdy proboszczem był ks. Karol Borewicz. Z tamtego czasu pochodzi elewacja z białego kamienia – wapienia stopnickiego, z pobliskiej kopalni w Kamiennej Górze k. Solca. Kościół jest utrzymany w stylu neogotyckim.

Kult Madonny Przewidującej Cierpienia

Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem stanowi skarb i dumę parafii. Powstał prawdopodobnie w 2. poł. XVI wieku w szkole małopolskiej. Wizerunek reprezentuje typ zwany „piekarskim”. Obraz – dzisiaj w ołtarzu głównym – znajdował się pierwotnie w nieistniejącym obecnie dawnym kościele św. Jana Chrzciciela.

Pierwsze wzmianki na temat wizerunku są już w aktach wizytacji bp. Mikołaja Oborskiego z lipca 1664 r. Wymieniono trzy ołtarze na murowanych mensach: główny z obrazem św. Jana Chrzciciela oraz dwa boczne: po prawej z obrazem „Zdjęcie z krzyża”, a po lewej – z wizerunkiem Najświętszej Maryi Panny. Być może obraz został zakupiony w warsztacie któregoś z malarzy tworzących dla kościołów małopolskich w czasach restauracji wielu kościołów po okresie kalwinizmu. Wprowadzenie i umacnianie kultu maryjnego było w takich sytuacjach dość powszechną praktyką.

Obraz zanim trafił do Ostrowców, musiał wcześniej znajdować się w złych warunkach, bo właśnie w Ostrowcach przeprowadzono jego pierwszą zanotowaną w źródłach renowację. We wspomnianej Kronice Parafii Ostrowce znajduje się zapis: „Pierwsza renowacja obrazu była w 1625 roku, widać z tego jak cennym zabytkiem jest odnowiony obraz smutnej, bo przewidującej cierpienia Matki Bożej”. Napis na odwrocie poświadcza, że renowację przeprowadzono właśnie w Ostrowcach. W 1626 r. miała miejsce konsekracja kościoła i ołtarzy.

W XVII wieku głowy Maryi i Dzieciątka ozdobiono wczesnobarokowymi nimbami i koronami, zamienionymi na nowsze w XVIII wieku. Z tego okresu pochodzą także barokowe, srebrne sukienki z tłoczonymi złoceniami. Bogate zdobienia świadczą, że wizerunek cieszył się dużym kultem.

W 1934 r. obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem przeniesiono do nowego neogotyckiego ołtarza głównego z drewna sosnowego. Najpoważniejsze w dziejach obrazu prace renowacyjne (a było ich kilka) trwały od 1998 r. Przeprowadzono je w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (odsłonięto w znacznej części malowidło pierwotne, pozostawiono część przemalowań z 1625 r. oraz złocone tło z 1900 r.).

Kult Madonny nie rozprzestrzenił się jednak poza granice parafii, a nawet nie ma w Ostrowcach odpustu związanego ze świętem maryjnym. Kilka lat temu wprowadzono nabożeństwa fatimskie, które być może pozwolą powrócić do dawnego kultu maryjnego w ogóle, a w szczególności Matki Bożej Ostrowieckiej.

Ubywa parafian

Ks. Dariusz Matuszewski jest proboszczem w Ostrowcach od ośmiu lat i obserwuje gwałtowne kurczenie się parafii – młodzi ludzie nie zostają na gospodarkach, wyjeżdżają za lepszą pracą („Nie ma szkoły, nie ma nawet sklepu” – opowiada Ksiądz Proboszcz). Pomimo zmniejszania się stanu ludnościowego parafii i niestety jej ubożenia, udało się zrealizować szereg prac renowacyjnych we wnętrzu, w tym przy ambonie, ołtarzach – wyłącznie z funduszy parafian i darczyńców. Położono nowe chodniki wokół kościoła. – Parafianie angażują się w te sprawy, dbają o kościół – mówi Ksiądz Proboszcz. Tę troskę i staranność widać w kościele i wokół niego.

W świątyni odnajdziemy także pamiątki z dawnego kościoła, m.in. epitafia, chrzcielnicę, są także ciekawe feretrony powojenne (pięknie odrestaurowane), oryginalne sklepienie w prezbiterium i klasyfikowane jako unikatowe – organy.

W Ostrowcach dobrze przyjął się ostatnio kult Miłosierdzia Bożego i wspomniane nabożeństwa do Matki Bożej Fatimskiej. Okazały kościół, iluminowany nocą, wart jest odwiedzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Świadectwo: Lekarz rozpłakał się ze wzruszenia

2018-02-16 11:47

Fragment książki „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”

„Amputacja” – krótko powiedział doktor. Kazimiera Wiącek z Lublina podniosła wzrok. „Nie rozumiem. Jak to…”

Piotr Drzewiecki

„Jest porażenie nerwu w lewej nodze, a teraz jeszcze ten zator tętniczy. Tu już nie ma czego leczyć. Amputacja jest konieczna” – powtórzył medyk. Kobieta wróciła do domu, bijąc się z myślami. Jak to, odetną jej nogę?! Co prawda chodzi o kulach, ale wciąż chodzi i ma dwie nogi! Kiedy zadzwonił dzwonek i otworzyła drzwi, odetchnęła z ulgą.

W odwiedziny wpadł zaprzyjaźniony lekarz. On na pewno coś wymyśli. Chciał jej dodać odwagi, ulżyć w cierpieniu. Ale niczego nie wymyślił. „Chyba bez amputacji się nie obejdzie” – powiedział smutno. „Jeśli tak, to ja chcę jechać na Jasną Górę!” – oznajmiła twardo.

Cała rodzina zaoponowała przeciwko takiemu pomysłowi. Śmierć jej grozi w każdej chwili, a ona chce sobie podróże urządzać? Kazimiera postawiła na swoim. W przekonaniu rodziny dopomógł lekarz, który miał nadzieję, że pielgrzymka do Częstochowy przynajmniej doda otuchy jego cierpiącej pacjentce. Nie puścili jej samej. Razem z Kazimierą pojechała jej siostra, siostrzenica i bliska sąsiadka. Od rannego odsłonięcia – w niedzielę 22 czerwca 1980 roku – do zasłonięcia Cudownego Obrazu o godzinie 13 Kazimiera Wiącek bez chwili przerwy modliła się w Kaplicy Matki Bożej razem z towarzyszącymi jej kobietami. Kiedy rozległy się bębny zwiastujące zasłonięcie Obrazu, z twarzą zalaną łzami zwróciła się do siostry: „Popatrz, zasłonili Matkę

Bożą i Ona pozostawiła mnie z kulami!”. Chwilę później poczuła niezwyczajny przypływ siły. Podkurczona, zagrożona amputacją noga rozluźniła się, wyprostowała, a Kazimiera Wiącek odstawiła kule, oparła je o filar i wyprostowana przyłączyła się do kolejki „Na ofiarę”. Tam zdjęła swoje korale i położyła je na ołtarzu.

Przeżycie było tak silne, a wydarzenie tak nieprawdopodobne, że nie przyszło jej do głowy, aby komukolwiek zgłosić swoje uzdrowienia. Na Jasnej Górze pojawiła się dopiero dwa tygodnie później. A wraz z nią znów siostra, siostrzenica i sąsiadka. Złożyły zeznania przed kronikarzem jasnogórskim; Kazimiera do akt dołączyła zaświadczenie od lekarza, który – gdy ją zobaczył bez kul, ze zdrową nogą – zwyczajnie rozpłakał się ze wzruszenia.

Zaświadczenie lekarskie brzmiało: „Od dnia 23 maja 1979 roku wystąpiło porażenie zupełne kończyny dolnej lewej. 9 maja 1979 roku wystąpił zator tętnicy podudzia lewego, co groziło amputacją kończyny. 22 czerwca 1980 roku ustąpiło porażenie”. Kazimiera Wiącek nie miała wątpliwości, za czyją sprawą to porażenie ustąpiło. Zdrowa i ogromnie szczęśliwa przez szereg lat w rocznicę swojego uzdrowienia pielgrzymowała na Jasną Górę do Matki Bożej, by Jej ze wszystkich sił dziękować za tę niezwykłą łaskę, jakiej doznała. A jej kule? Wiszą obok kul Janiny Lach, wskazując przybywającym pielgrzymom, czym jest nagrodzona ufność.

„CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU.


O JASNOGÓRSKICH CUDACH I ŁASKACH.”
Autor: Anita Czupryn
Premiera: 26 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Fronda PL. Sp. z o.o.

Przeczytaj także: Cuda dzieją się po cichu. O Jasnogórskich cudach i łaskach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś Dzień Modlitwy i Postu w intencji pokoju

2018-02-23 06:57

tom, pb, mp / Rzym (KAI)

Dziś, na prośbę papieża Franciszka przeżywamy Dzień Modlitwy i Postu w intencji pokoju, szczególnie w Demokratycznej Republice Konga i w Południowym Sudanie. Na apel Ojca Świętego – skierowany także do innych Kościołów - odpowiedziały m.in. wspólnoty anglikańskie, prawosławne i muzułmańskie. W tym dniu do wezwań Modlitwy Powszechnej będzie dołączona specjalna intencja. Wierni będą pamiętać o niej także podczas nabożeństw Drogi Krzyżowej.

Bożena Sztajner/Niedziela

„Zwracam się z serdecznym apelem, abyśmy również my usłyszeli to wołanie i każdy w swoim sumieniu, przed Bogiem, zadali sobie pytanie: „Co mogę uczynić dla pokoju?”. Z pewnością możemy się modlić; ale nie tylko: każdy może konkretnie powiedzieć „nie” przemocy, na ile zależy to od niego czy też od niej. Ponieważ zwycięstwa zyskane przy użyciu przemocy są fałszywymi zwycięstwami; natomiast praca na rzecz pokoju służy wszystkim!” – apelował Franciszek 4 lutego.

Papież zwrócił się o modlitwę szczególnie za Demokratyczną Republikę Konga oraz Sudan; kraje od lat nękane konfliktami zbrojnymi i wojną. Trwa w nich bratobójcza walka o wpływy polityczne, społeczne i gospodarcze. Są to kraje dotknięte korupcją, wyzyskiem najsłabszych grup społecznych oraz przestępczością. Trwa w nich walka między grupami wpływów o podział zysków z eksploatacji bogactw naturalnych. Miejscowa ludność żyje w poczuciu zagrożenia, niestabilności społecznej oraz niesprawiedliwości.

Kongo

Według danych ONZ z 2017 roku w prawie 79 milionowej Demokratycznej Republiki Konga przemoc na tle etnicznym oraz starcia między regularną armią a partyzantami i zbrojnymi ugrupowaniami, szczególnie na wschodzie kraju doprowadziły do wypędzenia ze stron rodzinnych co najmniej 1,3 mln. mieszkańców, wśród których jest ponad 800 tys. dzieci.

Trwająca od 20 lat niestabilna sytuacja polityczna i społeczna spowodowana głównie walką o dostęp do bogatych źródeł surowców naturalnych, z których korzystają międzynarodowe korporacje wywołuje obawy, że ogromny kraj, równy powierzchniowo Europie od Oceanu Atlantyckiego do Bugu, może znowu pogrążyć się w wojnie i humanitarnym kryzysie. Podobnym do tego, jaki zabił tam miliony ludzi w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, głównie z powodu głodu i chorób.

Od kilku lat ze względu na rozszerzenie się walk między wojskiem a różnymi grupami rebelianckimi na nowe obszary kraju, drastycznie pogarsza się sytuacja DRK. W czerwcu 2017 wysoki komisarz ONZ informował o wstrząsających zbrodniach, wymagających międzynarodowego śledztwa. Z kolei raport Kościoła katolickiego z ub. r. poinformował o ponad 3 tys. ofiar konfliktu od października 2016 roku.

Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, z powodu straszliwych konsekwencji destabilizacji regionu wywołanej falą przemocy najbardziej cierpią dzieci, zwłaszcza we wschodniej części kraju. Wiele dzieci we wschodnim Kongo jest wykorzystywanych seksualnie i zmuszanych do walki. UNICEF i jego organizacje partnerskie zidentyfikowały już ponad 800 takich przypadków, choć prawdziwe rozmiary przemocy seksualnej wobec dzieci w Kongu są z pewnością o wiele większe. Ponadto z najnowszych danych UNICEF wynika, że w ubiegłym roku ponad trzy tysiące dzieci zmuszono do walki w zbrojnych oddziałach.

W sumie we wszystkich konfliktach rozdzierających Demokratyczną Republikę Konga jest 3,9 mln przesiedleńców. Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) mówi o kryzysie humanitarnym najwyższego stopnia.

Sudan

Południowosudańska wojna domowa ma podłoże zarówno w rywalizacji między plemionami, jak również w dążeniu do kontrolowania bogatych złóż ropy naftowej w tym najmłodszym państwie świata. Ponadto walczące strony dopuściły się wielu zbrodni na cywilach: zabójstw, tortur, gwałtów. Do zbrojnych oddziałów wcielono kilkanaście tysięcy dzieci. „Ludzie nieustannie są mordowani, okradani, plądrowani, wysiedlani” – napisali tamtejsi biskupi we wrześniu ub.r.

„Wojna trwa od 2013 r. nieprzerwanie do dziś i jej końca nie widać. Odbyło się wiele rozmów pokojowych, ale nikt nie respektuje porozumień. Ani rząd, ani też rebelianci” – powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Sudanu Południowego, bp Edward Hiiboro Kussala. Ludzie żyją w stanie ciągłego zagrożenia, „wyjście na ulicę jest bardzo niebezpiecznie, wszędzie są rebelianci i zachodzi ryzyko znalezienia się w polu rażenia”.

Według hierarchy „obecny kryzys humanitarny w Sudanie Południowym jest największy ze wszystkich”, jakie kraj ten przeżywał od uzyskania niepodległości. Dane Funduszu Narodów Zjednoczonych Pomocy Dzieciom (UNICEF) mówią o 1,1 mln dzieci niedożywionych i o 2,2 mln (a więc 70 proc.), które nie chodzą do szkoły, co stanowi najwyższy wskaźnik na świecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem