Reklama

Abdykacja

2016-09-07 08:38

Z Benedyktem XVI rozmawiał Peter Seewald
Niedziela Ogólnopolska 37/2016, str. 10-12

Grzegorz Gałązka

Publikujemy fragment książki „Benedykt XVI. Ostatnie rozmowy”. To zapis wywiadu rzeki, który z Papieżem Seniorem przeprowadził Peter Seewald. Wybraliśmy wypowiedź, która dotyczy decyzji Benedykta XVI o ustąpieniu z urzędu papieskiego

PETER SEEWALD: – Przejdźmy do decyzji, która już sama w sobie czyni zakończony pontyfikat wydarzeniem historycznym. Swoją decyzją po raz pierwszy w historii Kościoła faktycznie sprawujący władzę „pontifex” ustąpił z urzędu. Tym rewolucyjnym aktem nikt bardziej nie przemienił papiestwa w nowożytności. Stało się ono nowocześniejsze, w pewnym sensie także bardziej ludzkie, bliższe Piotrowych korzeni. W 2010 r. w książce „Światłość świata” padło stwierdzenie: „Jeśli papież fizycznie lub psychicznie nie jest w stanie sprawować powierzonej mu władzy, ma prawo, a niekiedy nawet obowiązek zrezygnować ze stanowiska”. Czy mimo to trzeba było przejść wewnętrzną walkę, aby zdecydować się na taki krok?

BENEDYKT XVI: – (Głęboki oddech). To oczywiście nie jest takie proste. Ponieważ od tysiąca lat żaden papież nie zrezygnował, a również w pierwszym tysiącleciu krok ten należał do wyjątków, nie jest to decyzja, która łatwo przychodzi. Wielokrotnie trzeba się z nią zmierzyć. Z drugiej strony ewidentność tej decyzji stawała się tak oczywista, że nie można mówić o jakichś wyjątkowych wewnętrznych zmaganiach. Świadomość odpowiedzialności i ciężaru wymagająca gruntownego zbadania i rozpatrzenia przed Bogiem i sobą samym była, owszem, ale nie w tym sensie, że przechodziłbym jakieś tortury.

– Czy należało się liczyć z tym, że podjęcie tej decyzji wywoła rozczarowanie, a nawet konsternację?

– Nawet silniejsze, niż myślałem. Właśnie przyjaciele – osoby, które poniekąd wspierały się na moim przesłaniu, dla których było ono ważne i wiodące – przez chwilę poczuli się zagubieni i opuszczeni.

– Szok został przez Ojca wkalkulowany?

– Tak, zakładałem go, owszem.

– To musiało kosztować niewiarygodnie wiele siły.

– W takich sprawach można liczyć na pomoc. Było jasne, że muszę podjąć ten krok, i to była najwłaściwsza chwila. Ludzie też się z tym pogodzili. Wielu jest wdzięcznych, że kolejny papież wyszedł ku nim w nowym stylu. Inni pewnie trochę się smucili, ale po pewnym czasie znajdowali słowa podziękowania. Wiedzieli, że moja godzina minęła i to, co mogłem dać, dałem.

– Kiedy ostatecznie zapadła decyzja?

– Podczas wakacji w 2012 r.

– W sierpniu?

– Mniej więcej tak.

– Przeżył Ojciec jakąś depresję?

– Depresji może nie, ale nie czułem się dobrze. Stwierdziłem, że podróż do Meksyku i na Kubę kosztowała mnie sporo wysiłku. Także orzeczenie lekarza brzmiało: nie wolno mi już wybierać się za Atlantyk. Zgodnie z harmonogramem Światowe Dni Młodzieży wypadały w Rio de Janeiro dopiero w 2014 r., ale ze względu na mistrzostwa świata w piłce nożnej przełożono je o rok wcześniej. Stało się dla mnie oczywiste, że muszę się wycofać w takim terminie, żeby następca miał czas na przygotowanie. Tak więc po wizycie za Wielką Wodą stopniowo „dojrzewałem”. W przeciwnym wypadku próbowałbym przetrwać do 2014 r., a tak doszło do mnie, że nie dam już rady.

– Jak unieść ciężar postanowienia o takiej doniosłości, nie rozmawiając o tym z nikim?

– Z Bogiem można wyczerpująco porozmawiać.

– Brat został wtajemniczony?

– Nie od razu, ale tak.

– Do momentu ogłoszenia wiedziały o wszystkim tylko cztery osoby. Z jakiegoś szczególnego powodu?

– Tak, ponieważ w chwili, w której dowiaduje się społeczność, kończy się misja, gdyż upada autorytet. Chodziło o to, żebym do końca pozostał na urzędzie i w pełni sprawował władzę.

– Nie zachodziła obawa, że ktoś będzie próbował odwieść Ojca od poczynienia tego kroku?

– Nie (swobodny śmiech). Choć, owszem, zdarzyło się, ale nie żebym się czegoś obawiał, ponieważ wiedziałem, że muszę to zrobić, a wtedy nikt już mi tego nie wyperswaduje.

– Kiedy i kto napisał tekst oświadczenia?

– Ja. Nie potrafię teraz dokładnie powiedzieć kiedy, ale napisałem je najwyżej czternaście dni wcześniej.

– Dlaczego został on napisany po łacinie?

– Ponieważ wymagają tego tak doniosłe sprawy. Ponadto łacina to język, którym tak władam, że potrafię w nim przyzwoicie pisać. Mógłbym oczywiście posłużyć się włoskim, ale licząc się z ryzykiem popełnienia kilku błędów.

– Pierwotny termin został wybrany już w grudniu, ale potem przesunięty na 11 lutego. To „Rosenmontag”1, wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. Ma to jakieś symboliczne znaczenie?

– Nie miałem pojęcia, że to „Rosenmontag”. Pewnie z tego tytułu powstało zamieszanie w Niemczech. Dla mnie był to dzień Matki Bożej z Lourdes, bo z kolei wspomnienie Bernadetty Soubirous2 przypada w dniu moich urodzin. Stąd też są pewne powiązania i dlatego uznałem, że to odpowiedni dzień.

– Czyli ten moment...

– ...ma wewnętrzny kontekst, tak.

– Jakie wspomnienia wiążą się z tym dniem? Pewnie należy przypuszczać, że poprzedzająca noc minęła bezsennie.

– Nie aż tak. Dla opinii publicznej, jak się okazało, był to oczywiście nowy i niezwykły krok. Ja zmagałem się z nim wewnętrznie od dłuższego czasu, więc najgorsze miałem za sobą. Tym samym nie przeżywałem szczególnie intensywnych niepokojów.

– Rano wszystko przebiegało jak zwykle? Ten sam porządek dnia?

– Bez zmian, tak.

– Te same modlitwy...

– Te same, oczywiście kilka szczególnie intensywnych na tę godzinę.

– Wcześniejsze wstanie, późniejsze śniadanie?

– Nic z tych rzeczy.

– Siedemdziesięciu kardynałów zasiadało półkolem w ogromnej komnacie noszącej piękne miano Sala del Concistoro. Odbywał się konsystorz związany z zapowiedzią trzech kanonizacji. Nikt się nie spodziewał tego, co jeszcze miało nastąpić.

– Mieliśmy omówić terminy kilku kanonizacji, to prawda.

– Wszystko zaczęło się od przemówienia po łacinie: „Najdrożsi Bracia, zwołałem was na ten konsystorz nie tylko z powodu trzech kanonizacji, ale także, by zakomunikować wam decyzję o wielkim znaczeniu dla życia Kościoła”, co słuchaczy nieco zirytowało. Twarze niektórych sprawiały wrażenie wykutych w kamieniu, innych wyrażały niedowierzanie, bezradność, szok. Dopiero gdy głos zabrał kardynał dziekan Angelo Sodano, dotarło do wszystkich, co się właściwie stało. Ktoś zasypywał potem Ojca prośbami czy pytaniami?

– (Śmiech). Nie, nie byłoby to możliwe. Po konsystorzu papież uroczyście opuszcza salę, więc nikt go nie napada. W takich okolicznościach jest suwerenny.

– Jakie myśli dominowały u Ojca w tym dniu, który przeszedł do historii?

– Naturalnie pytanie, co powiedzą ludzie, jak mnie ocenią. W moim najbliższym otoczeniu zapanował smutek. W ciągu dnia polecałem się intensywniej opiece Pana, ale nie było to nic szczególnego.

– W tekście oświadczenia jako powód abdykacji został podany ubytek sił. Czy to wystarczające uzasadnienie dla rezygnacji z katedry Piotrowej?

– Oczywiście można poczynić zarzut, że to funkcjonalistyczne nieporozumienie. Sukcesja Piotrowa nie jest związana z funkcją, tylko dotyczy bycia. Stąd funkcja to niejedyne kryterium. Innymi słowy: papież musi podejmować konkretne inicjatywy, orientować się w całości sytuacji, wiedzieć, jakie wybory mają pierwszeństwo itd., począwszy od audiencji dla głów państw, wizyt biskupów, z którymi trzeba podjąć szczere i otwarte rozmowy, aż do orzeczeń i rozporządzeń, które należy załatwiać codziennie. Nawet jeżeli się uzna, że z tego czy tamtego można zrezygnować, to i tak pozostaje wiele spraw, które są istotne. Jeśli nie da się właściwie wypełniać zleconej misji, staje się jasne, że nie dysponuje się zdolnością, więc należy – dla mnie to oczywiste, ktoś inny ma pewnie odmienne zdanie – zwolnić miejsce.

– Kardynał Reginald Pole3, do którego słów nawiązano w przemówieniu, stwierdza w swojej teologii krzyża, że krzyż to właściwe miejsce dla namiestnika Chrystusa. Prymat papieski ma więc aspekt martyrologiczny.

– Swego czasu bardzo mnie to poruszyło. Zleciłem nawet napisanie pracy naukowej na ten temat. Jest to również prawdą w tym względzie, że papież musi każdego dnia składać świadectwo, każdego dnia konfrontowany jest z krzyżem i wciąż ma do czynienia z „martyria” w sensie przeżywania cierpień świata i jego problemów. To bardzo istotne. Gdyby zbierał tylko owacje, musiałby postawić sobie pytanie, czy nie robi czegoś źle. W tym świecie przesłanie Chrystusa to skandal, począwszy od Niego samego. Zawsze będziemy mieli do czynienia ze sprzeciwem, a papież będzie znakiem owego sprzeciwu. To kryterium dotyczy jego samego, co nie oznacza, że musi przypłacić to głową.

– Chciał Ojciec uniknąć konieczności takiego prezentowania się światu, jak było to w wypadku poprzednika?

– Mój poprzednik miał swoją własną misję. Jestem przekonany, że kiedy po tak dynamicznym początku wziął poniekąd na swoje ramiona całą ludzkość, przez dwadzieścia lat znosząc z niezwykłą siłą boleści oraz strapienia naszego wieku i przepowiadając Dobrą Nowinę, to do jego pontyfikatu przynależała też faza cierpienia, stanowiąca również swoiste przesłanie. Ludzie też tak to ocenili. Dopiero jako cierpiący stał się im szczególnie bliski. Przeżywa się wewnętrznie taką bliskość bliźniego, będąc samemu otwartym. Stąd ma to swój sens. Z drugiej strony uważam, że nie da się tego dowolnie powtarzać; że do ośmiu lat pontyfikatu doda się być może kolejnych osiem, żyjąc w ten sposób.

– Padło stwierdzenie: „Co do tej decyzji zasięgnąłem rady, i to u najwyższego Szefa”. Jak to działa?

– Trzeba po prostu wyraźnie przedstawić Mu wszystko, próbując nie tylko podawać kategorie eficjencji czy inne przemawiające za abdykacją, lecz także spojrzeć na sprawę z punktu wiary. Właśnie z tej perspektywy doszedłem do wniosku, że misja Piotrowa wymaga ode mnie konkretnych decyzji, stanowisk, ale że potem, kiedy w niedługim czasie nie będzie to możliwe, Pan już tego ode mnie nie wymaga i uwalnia mnie od brzemienia niesionego ciężaru.

– Pojawiło się doniesienie, że powodem ustąpienia było „przeżycie mistyczne”.

– To nieporozumienie.

– Doszliście z Panem do ładu?

– Owszem, taka jest prawda.

– Czy nie odnosiło się wrażenia, że pontyfikat poniekąd się wyczerpał, że nic już nie szło do przodu? A może osoba papieża nie była już rozwiązaniem, tylko problemem?

– To nie tak. Owszem, miałem świadomość, że właściwie niewiele już mogę dać, ale że byłbym problemem dla Kościoła, tego bym nie powiedział.

– Odegrało w tym jakąś rolę zawiedzenie się na najbliższych współpracownikach, brak wsparcia?

– Także nie. Afera związana z Paolo Gabrielem to w sumie nieszczęśliwa sprawa. Po pierwsze, to nie moja wina – sprawdziły go kompetentne służby i poleciły na to stanowisko; po drugie, trzeba się liczyć z podobnymi wpadkami. Ale nie wydaje mi się, że popełniłem jakiś błąd.

– Pomimo tego media włoskie oddawały się spekulacjom, że prawdziwego powodu abdykacji należy upatrywać w aferze Vatileaks, za którą kryją się nie tylko sprawa Paolo Gabrielego, lecz również problemy finansowe i intrygi w kurii. W efekcie liczące trzysta stron sprawozdanie z przeprowadzonego dochodzenia okazało się tak szokujące, że nie było innego wyjścia, jak zrobienie miejsca dla następcy.

– To nieprawda. Wręcz przeciwnie, wszystko zostało wyjaśnione. Powiedziałem swego czasu, chyba nawet panu, że nie wolno ustępować, pozostawiając niezałatwione sprawy, tylko trzeba doprowadzić je do końca. Mogłem odejść, ponieważ sytuacja się unormowała. Unik pod presją czy też ucieczka w obawie, że się nie podoła wyzwaniu – nic takiego nie miało miejsca.

– Niektóre gazety wspominały nawet o szantażu i spisku.

– Zupełny nonsens. Powiedziałbym właściwie, że to żałosne, kiedy ktoś, bez względu na motywację, wmawia sobie konieczność wywołania skandalu dla oczyszczenia Kościoła. Nikt mnie nie szantażował. Nie dopuściłbym nawet do tego. Gdyby ktoś próbował, nie doszłoby do abdykacji, ponieważ właśnie wtedy należy zachować pełną swobodę podejmowania decyzji. Nie byłem także wówczas rozczarowany czy rozgoryczony. Przeciwnie, dzięki Bogu, panował nastrój spokoju i przełomu, atmosfera, w której bez obaw można przekazać ster następcy.

– Abdykacja, jak brzmi jeden z zarzutów, zsekularyzowała papiestwo. Nie jest już ono czymś wyjątkowym, tylko urzędem jak każdy inny.

– Musiałem się z tym liczyć i przemyśleć kwestię, czy funkcjonalizm nie zdominuje urzędu papieskiego. Ale podobne kroki podjęli już biskupi. Wcześniej i im nie wolno było ustępować, więc cały szereg hierarchów orzekł, że skoro jest „ojcem”, to nim pozostanie; nie można, ot tak, przestać. Tylko że to właśnie jest funkcjonalizacja i zeświecczenie, swego rodzaju koncepcja urzędnika, czego nie wolno odnosić do biskupa. Tu muszę stwierdzić, że nawet ojciec przestaje być ojcem. Oczywiście pozostaje nim, ale oddaje konkretne zakresy odpowiedzialności. Jest ojcem w głębszym, wewnętrznym sensie i szczególnej relacji oraz odpowiedzialności, ale nieobarczony misją czy zadaniem jako takim. Tak było właśnie w wypadku biskupów. Zrozumiano, że biskup jest z jednej strony podmiotem sakramentalnej misji, która wiąże i zobowiązuje go wewnętrznie, ale z drugiej strony nie musi na zawsze łączyć się z wykonywaną funkcją. Tym sposobem, jak myślę, stało się jasne, że papież to nie nadczłowiek spełniający swoje zadania samą obecnością, lecz także mający do podjęcia konkretne obowiązki. Jeśli abdykuje, pozostaje w wewnętrznym sensie obarczony odpowiedzialnością, którą przyjął, ale nie urzędem. Pod tym względem dotrze powoli do opinii publicznej, że stanowisko papieża nie straciło nic ze swojego autorytetu, nawet jeżeli bardziej widoczna stała się jego ludzka strona.

– Bezpośrednio po ogłoszeniu abdykacji kuria, jak zawsze po Środzie Popielcowej, udała się na rekolekcje. Czy wtedy rozmawiano na ten temat?

– Nie. Rekolekcje to czas milczenia, słuchania i modlitwy. Przynależało do całości planu, żeby przez cały tydzień spędzany w ciszy wszyscy, w każdym razie biskupi, kardynałowie i współpracownicy kurii, mogli „przetrawić” wewnętrznie to, co usłyszeli; żeby uwolnieni od spraw zewnętrznych wspólnie wewnętrznie polecili się Panu. Stąd też było dla mnie poruszające i dobre, że z jednej strony żyliśmy w odosobnieniu i milczeniu – nikt nie przeszkadzał, bo nie było audiencji – i wszyscy wolni od obowiązków wewnętrznie zbliżyliśmy się do siebie, gdyż czterokrotnie w ciągu dnia oddawaliśmy się modlitwie i słuchaniu, a z drugiej strony każdy w zakresie swojej odpowiedzialności stanął przed Panem. Muszę przyznać, że ta logistyka okazała się trafna. Po czasie stwierdzam nawet, że okazała się lepsza, niż mi się początkowo wydawało.

– Nie żal powziętego kroku?

– Nie! Absolutnie nie! Każdego dnia coraz silniej utwierdzam się w przekonaniu, że podjąłem słuszną decyzję.

– Czyli nie padnie któregoś dnia stwierdzenie, że...

– W żadnym wypadku. Dostatecznie długo rozmyślałem i rozmówiłem się z Panem.

– Czy pojawił się jakiś nieprzemyślany aspekt, który uwidocznił się dopiero później?

– Nie.

– Czyli wkalkulowane zostało także i to, że w przyszłości mogą się pojawić uzasadnione żądania dymisji wobec papieża?

– Przed tego rodzaju żądaniami nie wolno się uginać. Stąd też podkreśliłem w moim oświadczeniu, że zachowałem pełną wolność decyzji. Nie wolno odchodzić, jeśli ma to być ucieczka. Można odejść, gdy nikt tego nie żąda. W moim wypadku nikt się tego nie domagał. Nikt. Wszyscy zostali całkowicie zaskoczeni.

– To, że odejście Ojca przyczyni się do przełomu w kierunku innego kontynentu, chyba okazało się niespodzianką.

– W Kościele świętym trzeba się liczyć ze wszystkim.

1 „Rosenmontag” (niem. Różany Poniedziałek) – w Niemczech ostatni poniedziałek karnawału, ostatki.
2 Bernadetta Soubirous SCICN, właśc. Bernarde-Marie Soubirous, Maria Bernada Sobirós (1844-1879) – siostra zakonna Zgromadzenia Sióstr Miłości w Nevers, francuska święta Kościoła katolickiego, wizjonerka.
3 Reginald Pole (1500-1558) – angielski kardynał, ostatni rzymskokatolicki arcybiskup Canterbury, jeden z trzech legatów na soborze trydenckim.

Tagi:
Benedykt XVI

Benedykt XVI przyjął delegację KUL

2018-04-26 17:00

tom, mp (KAI) / Watykan

Benedykt XVI przyjął dzisiaj wczesnym popołudniem w Watykanie na specjalnej audiencji delegację Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. "Papież senior jest bardzo zainteresowany Polską i Kościołem w Polsce. Zapewnił o swojej modlitwie i udzielił błogosławieństwa naszej Ojczyźnie, Kościołowi w Polsce i KUL-owi" - powiedział KAI abp Stanisław Budzik tuż po spotkaniu, które trwało ponad 20 minut.

Grzegorz Gałązka

Papież-senior podczas spotkania w osobistym apartamencie w klasztorze Mater Ecclesiae na terenie Ogrodów Watykańskich, otrzymał wszystkie 16 dotychczas wydanych po polsku tomów serii "Opera omnia Josepha Ratzingera - papieża Benedykta XVI", wraz z ostatnio wydanym tomem pt. "Wiara w Piśmie i Tradycji. Teologiczna nauka o zasadach”.

W spotkaniu z papieżem seniorem wzięli udział: abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski i Wielki Kanclerz KUL, ks. prof. Antoni Dębiński, rektor KUL, ks. prof. Krzysztof Góźdź z KUL, redaktor polskiego wydania "Opera omnia" i członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej oraz prof. Marzena Górecka z Instytutu Filologii Germańskiej KUL, która czuwa nad tłumaczeniami dzieł.

"Mieliśmy zaszczyt i szczęście spotkać papieża seniora. Rozmowa trwała ponad 20 minut. Omówiliśmy wiele spraw. Wręczyliśmy mu wszystkie dotychczas wydane tomy jego dzieł wydanych w języku polskim przez Wydawnictwo KUL. Zostało jeszcze kilka tomów do wydania. W tym przypadku, poza Niemcami, jesteśmy najlepsi wśród tych, którzy podjęli się wydawania dzieł Josepha Ratzingera" - powiedział KAI abp Budzik.

Zwrócił uwagę, że papież senior jest w bardzo dobrej formie intelektualnej, choć fizycznie widać na nim brzemię lat. "Jest bardzo zainteresowany Polską i Kościołem w Polsce. Zna dobrze naszą historię, gdyż mówiliśmy o 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Papież podkreślił rolę Bitwy Warszawskiej z 1920 r. i znaczenie jakie miała ona dla Europy i świata" - podkreślił abp Budzik.

Metropolita lubelski zaznaczył, że Benedykt XVI uważa, że Kościół w Polsce oraz Katolicki Uniwersytet Lubelski mają wielkie zadania do spełnienia. Wyraził radość, że jest doktorem honoris causa KUL, które to wyróżnienie otrzymał w 1988 r. Pamięta bardzo dobrze szczegóły z tamtego wydarzenia, które, jak podkreślił, było bardzo ważne w jego życiu osobistym oraz jako przewodniczącego watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

Delegacja KUL korzystając z okazji podziękowała Benedyktowi XVI za jego pontyfikat, a także za to, że tak pięknie zwracał się do nas po polsku, jak i za za jego wizytę w 2006 r. Wręczono mu medal upamiętniając 100-lecie uczelni, który z zainteresowaniem obejrzał i wyraźnie wzruszony za niego podziękował.

"Byliśmy wszyscy wzruszeni tym niezwykłym spotkaniem, szczególnie pokojem jaki płynie od niego, od człowieka głęboko zakorzenionego i zanurzonego w Bogu, który w odosobnieniu modli się za świat i Kościół. Człowieka, który może spoglądać z satysfakcją na swoje życiowe dzieło. Gdy spojrzymy na te 16 już wydanych tomów jego dzieł i tych, które się jeszcze ukażą oraz na to, co powiedział jako papież, to trudno sobie wyobrazić, że zrobił to jeden człowiek w ciągu zaledwie jednego życia. Na pewno kiedyś zostanie Doktorem Kościoła" - dodał abp Budzik.

Na zakończenie uczestnicy spotkania zapewnili papieża seniora o modlitwie w jego intencji. Ze swej strony Benedykt XVI z radością zapewnił o modlitwie i udzielił błogosławieństwa naszej Ojczyźnie, Kościołowi w Polsce i KUL-owi.

Z okazji jubileuszu 100-lecia uczelni w Rzymie i Watykanie przebywa ponad stuosobowa grupa pielgrzymów, którą tworzą władze uczelni – rektor, prorektorzy i dziekani, pracownicy, studenci oraz Wielki Kanclerz KUL abp Budzik.

"Spotkanie z Benedyktem XVI było dopełnieniem naszej uniwersyteckiej pielgrzymki do Watykanu i Rzymu. Pielgrzymowaliśmy do trzech papieży. Pierwszym był papież Franciszek, z którym spotkaliśmy się w środę podczas audiencji ogólnej, który skierował do nas słowo i udzielił błogosławieństwa. Spotkał się też z kolegium rektorskim, które wręczyło mu medal z okazji 100. rocznicy istnienia KUL. Dzisiaj rano podczas Mszy św. modliliśmy się przy grobie Jana Pawła II w Bazylice św. Piotra. Żaden z papieży pochowanych w bazylice nie cieszy się takim kultem jak papież Polak. Myślę, że Polacy po wszystkie czasy będą każdego czwartku odprawiać Msze św. przy jego grobie - tego wielkiego świętego naszych czasów" - podsumował pielgrzymkę abp Budzik.

"Opera Omnia Josepha Ratzingera" to cykl dzieł zebranych, prezentujących dorobek filozoficzno-teologiczny kard. Josepha Ratzingera/Benedykta XVI. Wydawcą rozpoczętego w 2012 r. cyklu, który łącznie ukaże się w 16 tomach, jest Katolicki Uniwersytet Lubelski. Nad ich wydawaniem czuwa Instytut Teologii Dogmatycznej z ks. prof. Krzysztofem Góździem oraz Instytut Filologii Germańskiej z prof. Marzeną Górecką.

Najnowszy tom: "Wiara w Piśmie i Tradycji. Teologiczna nauka o zasadach”, Tom 9 "Opera omnia" składa się z dwóch części i liczy łącznie aż 1058 stron. Jego tytuł ukazuje główny punkt teologii Josepha Ratzingera, a jest nim wiara w bóstwo Jezusa Chrystusa, objawiona i poświadczona w Piśmie i Tradycji.

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II uzyskał z Watykanu prawo wyłączności do wydania drukiem w formie książkowej tekstów kard. Josepha Ratzingera w serii "Opera Omnia Josepha Ratzingera", w łącznej liczbie 16 woluminów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Asia Bibi prosi o post i modlitwę w swej intencji – 27 kwietnia

2018-04-26 16:59

vaticannews.va / Islamabad (KAI)

Asia Bibi zaapelowała do chrześcijan na całym świecie, by podjęli post i modlitwę w intencji jej uwolnienia. Po dziewięciu latach spędzonych w więzieniu jej sprawa jest bliska rozstrzygnięcia. W najbliższym czasie odbędzie się rozprawa sądowa, decydująca o jej ewentualnym oswobodzeniu.

www.christianisinpakistan.com

Pakistańska matka i chrześcijanka, która pod fałszywym zarzutem bluźnierstwa przeciwko Mahometowi, a tak naprawdę za swą wiarę w Chrystusa od lat przetrzymywana jest w więzieniu apeluje, by w najbliższy piątek - 27 kwietnia - podjąć post i modlitwę w intencji sprawiedliwego przebiegu procesu i jej uwolnienia.

Wiadomość tę przekazał Ashiq Bibi, który w ubiegłych dniach odwiedził żonę w więzieniu, by poinformować ją o zbliżającej się rozprawie Sądu Najwyższego. Mężczyzna wyznał, że jego żona jest w dobrej formie, pełna nadziei i ufności. „Powiedziała nam, że cały najbliższy piątek spędzi na modlitwie i prosi o nią wszystkich ludzi dobrej woli” – dodał mąż Asii Bibi. Wyraził nadzieję, że wsparcie jego żonie okaże cały chrześcijański świat, jednocząc się w prawdziwie uniwersalnej modlitwie. Adwokat kobiety podkreślił, że jest ona dla wszystkich przykładem ogromnej siły i niezachwianej wiary.

Data rozprawy apelacyjnej ma być podana w przyszłym tygodniu. Rozprawę poprowadzi prezes Sądu Najwyższego, co daje nadzieje na przejrzysty i sprawiedliwy proces.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Rzym: konferencja "Jan Paweł II i jego dziedzictwo"

2018-04-26 19:53

vaticannews.va / Rzym (KAI)

"Jan Paweł II i jego dziedzictwo" – to temat międzynarodowej konferencji na papieskim uniwersytecie Angelicum. Zorganizowała ją w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża polska ambasada przy Stolicy Apostolskiej.

Ze zbiorów Natalii Janowiec

Zdaniem kard. Pietra Parolina - który nie mogąc osobiście wziąć udziału w konferencji, przysłał swoje przesłanie – prawdziwym dziedzictwem Jana Pawła II jest Sobór Watykański II. To bowiem soborowe nauczanie niczym kompas wyznaczało kierunek jego pontyfikatu.

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz podkreślił jednak, że rozważając pontyfikat św. Jana Pawła II, trzeba mieć świadomość, że należy on do grona najznamienitszych papieży w historii Kościoła. Jego dziedzictwo sytuuje się na tym samym poziomie, co teksty św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu. Jest to skarb, który nie ulegnie zapomnieniu – mówi ks. Mazurkiewicz.

- Jan Paweł II zostawił nam bardzo wiele bardzo głębokich tekstów, które mogą dziś być trochę zakurzone, dlatego, że pokolenia się zmieniają i jest moda także na nowość. Nawet jeśli coś jest wyrażone mniej trafnie, mniej głęboko, ale wyrażone zostało wczoraj, to ludzie na to często bardziej reagują – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. prof. Mazurkiewicz. – Natomiast myślę, że dla nas, także jako tych, do których Jan Paweł II przemawiał bezpośrednio i na których wywarł olbrzymi wpływ, zadaniem jest to, żeby nie tylko powtarzać, lecz dalej prowadzić refleksję Jana Pawła II, czyli tekst rozumieć w ten sposób, że on odnosi się do nas w dzisiejszych warunkach. To jest nasze zadanie. Nie zamknąć w muzeum myśli Jana Pawła II, tylko nieustannie prowadzić nad tym tekstem refleksję, a ta nasza refleksja będzie ożywiała te teksty.

Wśród uczestników konferencji znaleźli się również naoczni świadkowie tego pontyfikatu, jak abp Mieczysław Mokrzycki, jeden z sekretarzy osobistych Jana Pawła II, a dziś metropolita lwowski. W swym wystąpieniu mówił w wkładzie Papieża Polaka w pojednanie z Kościołem prawosławnym.

- Jan Paweł II od samego początku wziął sobie do serca tę modlitwę: "Spraw, aby nastała jedna owczarnia i jeden pasterz". Ojciec Święty spotykał się z przedstawicielami Kościoła prawosławnego – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Mokrzycki. – Bardzo zabiegał o spotkanie z patriarchą Moskwy. Różne spotkania i wspólne modlitwy przełamywały bariery. Mogliśmy to odczuć na nieoficjalnych spotkaniach. Nawet jeśli nie było oficjalnego zbliżenia, deklaracji, to jednak w spotkaniach osobistych, mniej urzędowych było widać tę wielką rolę, jaką Jan Paweł II odegrał w przełamaniu barier. My tego osobiście doświadczamy. Na Ukrainie śmiało mogę pójść do arcybiskupa z Patriarchatu Moskiewskiego. W Poczajowie, w wielkim sanktuarium prawosławnym jesteśmy przyjmowani z wielkimi honorami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem