Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Miasto utkane z pereł

2016-08-24 09:00

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 35/2016, str. 48-49

Margita Kotas
Cerkiew sv. Jovan Bogoslov Kaneo – ikona Ochrydu

Ochryd – najpiękniejsze miasto Macedonii – w średniowieczu nazywane było Słowiańską Jerozolimą, a ochrydzkie cerkwie są jednymi z najstarszych kościołów na ziemiach słowiańskich. Zanim stało się wizytówką Macedonii, miasto nad Jeziorem Ochrydzkim należało m.in. do: Rzymian, Bułgarów, Bizancjum, Serbów i imperium osmańskiego

W macedońskim Ochrydzie, jak to na Bałkanach, wyraźnie widać, jak przez wieki przenikały się religie i kultury. Chrześcijańskie świątynie stoją tu w sąsiedztwie meczetów, będących śladami kilkusetletniej obecności na tych ziemiach imperium osmańskiego. Legendy mówią, że w obrębie średniowiecznych murów Ochrydu znajdowało się 365 cerkwi – do wyboru na każdy dzień roku. Podczas niespiesznych spacerów po mieście doliczyć się można z pewnością 50 świątyń, a potem... gubi się rachubę.

Perły Ochrydu

Trudno pozostać obojętnym na urodę Ochrydu. Zachwyt wzbudza już samo jego położenie, bowiem miasto tarasowo opada ze wzgórza wprost do Jeziora Ochrydzkiego. Jedna z legend o pochodzeniu jego nazwy głosi, że to pierwsi osadnicy na widok terenu, na którym powstało miasto, mieli krzyknąć: „Och, rid!”, czyli: Och, wzgórze! Inna wersja wywodzi nazwę miasta od słowiańskiego zwrotu „vo hrid” – na wzgórzu. Niezależnie od etymologii nazwy miasta do dziś wzbudza ono swym pięknem same „ochy”, nie bez powodu w 1980 r. zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

Spotkanie z Ochrydem rozpoczyna się często od pl. Kruševskiej Republiki, gdzie rośnie potężny platan, zwany činar, liczący 1100 lat i uznawany za najstarsze drzewo Macedonii. Według legendy, drzewo zasadzone zostało w 967 r. przez św. Klimenta (Klemesa), dziś patrona miasta. W przeszłości w pniu platana, liczącym 18 m obwodu, mieściły się niewielka kawiarnia i zakład fryzjerski. W pobliżu znajdują się dwie XVI-wieczne świątynie muzułmańskie – meczet Zejnen Abedin, przy którym powstał klasztor derwiszów, i meczet Ali Paszy, a nad placem, od strony starówki, wznosi się cerkiew sv. Bogorodica Kamenska z XVIII wieku, w której zobaczyć można m.in. freski autorstwa Dico Zografa, znanego również z prac w Monastyrze Riłskim w Bułgarii. Dalej ulicą sv. Kliment Ohridski zmierza się w kierunku jeziora i starówki miasta.

Reklama

Od strony portu do miasta prowadzi Dolna Brama, jedna z dwóch bram miejskich Ochrydu. Spacer warto kontynuować ulicą Car Samoil, by po chwili zatrzymać się przy znajdujących się w bocznej uliczce dwóch cerkwiach szpitalnych z XIV wieku – sv. Bogorodica Bolnička i sv. Nikola Bolnički. Uroku miastu w tym rejonie przydają nawiązujące do stylu osmańskiego zabytkowe białe domy z charakterystycznie wysuniętymi nad ulice górnymi kondygnacjami. W jednym z nich, należącym niegdyś do kupieckiej rodziny Robev, mieści się dziś Muzeum Narodowe. Warta odwiedzenia jest również ręczna wytwórnia papieru, w której można przyjrzeć się procesowi produkcji papieru czerpanego i druku na kopii prasy Gutenberga. Dalej ul. Car Samoil doprowadza do soboru arcybiskupiego sv. Sofia, zbudowanego w X wieku, kiedy bułgarski car Samoil (Samuel Komitopul) przeniósł stolicę swego państwa z Prespy do Ochrydu. Od soboru można pokierować się najpierw schodami, a potem ul. Koco Racin do będącej ikoną nie tylko Ochrydu, ale i całej Macedonii XIII wiecznej cerkwi sv. Jovan Bogoslov Kaneo, stojącej na wysokiej skale opadającej wprost do jeziora. Można też pójść ul. Ilindenska w kierunku Górnej Bramy, w której okolicach znajduje się teatr z II wieku przed Chrystusem. Dziś odbywają się w nim koncerty w cyklu „Ochrydzkie Lato”. Wśród licznych w tym rejonie cerkwi najsłynniejsza jest kryjąca jedne z najświetniejszych fresków na Półwyspie Bałkańskim cerkiew sv. Bogorodica Perivleptos, ufundowana w 1295 r. przez Albańczyka Progona Zgura, spokrewnionego z cesarzem Andronikiem II. Wyżej, na wzgórzu Plaošnik podziwiać można jednocześnie historię i współczesność – pozostałości wczesnochrześcijańskich budowli, w tym baptysterium i pięcionawowej bazyliki, oraz cerkiew świętych Klimenta i Pantelejmona wzniesioną w 2003 r. na miejscu cerkwi sv. Pantelejmon – zbudowanej w IX wieku przez św. Klimenta – i kryjącą grób tego zmarłego w 916 r. patrona Ochrydu. Na szczycie wzgórza wznosi się twierdza cara Samoila, z której do dziś pozostały jedynie mury, warta odwiedzenia ze względu na rozciągające się z niej wspaniałe widoki.

Listę architektonicznych i przyrodniczych wspaniałości miasta dopełniają „perły ochrydzkie” wytwarzane przez dwa klany rodzinne – Talevi i Filevi – z łusek żyjącej jedynie w wodach Jeziora Ochrydzkiego plašicy, gatunku płoci.

Podróż przez wieki

W VI wieku przed Chrystusem pojawili się w tych stronach Ilirowie. Później powstała osada Lychnidos – z jęz. greckiego: miasto światła. Według legendy, założyć ją miał Kadmus, mityczny założyciel i pierwszy król greckich Teb, który po wygnaniu z własnego miasta uciekł nad Jezioro Ochrydzkie. W 168 r. przed Chrystusem tereny te podbili Rzymianie, a miasto rozwijało się dzięki położeniu na szlaku rzymskiej Via Egnatia, łączącej Dyrrachium z Konstantynopolem.

Jak podaje wiele źródeł, pierwsi misjonarze chrześcijańscy przybyli do osady w V wieku. W wieku tym Lychnidos było już jednak siedzibą biskupstwa, można więc przypuszczać, że jego chrystianizacja miała miejsce nieco wcześniej. Tradycja głosi, że w I wieku w Lychnidos nauczał sam Apostoł Narodów, a bazylika z V wieku, której pozostałości możemy oglądać dziś na wzgórzu Plaošnik, podobno nosić miała jego wezwanie. Dziś imię św. Pawła Apostoła nosi port lotniczy w Ochrydzie. W VI wieku do Lychnidos nadciągnęły plemiona słowiańskie. W IX wieku, kiedy cała okolica weszła w skład państwa bułgarskiego, a miastu nadano dzisiejszą nazwę – pierwszy raz została ona użyta w 879 r., w protokole wydanym w Konstantynopolu – dotarli tu uczniowie Cyryla i Metodego, Naum i Kliment. Misjonarze założyli w Ochrydzie klasztory i szkoły, w których propagowali kulturę słowiańską. Mieszkańcy miasta z dumą dziś powtarzają, że właśnie tu powstał pierwszy uniwersytet na Bałkanach. W Ochrydzie Kliment usystematyzował nowy alfabet nazwany cyrylicą.

Na przełomie X i XI wieku miasto było stolicą państwa zachodniej Bułgarii, a car Samoi ustanowił tu niezależny patriarchat prawosławny z siedzibą w soborze sv. Sofia. To z twierdzy w Ochrydzie car wyruszył w 976 r., żeby stworzyć imperium rozciągające się od Morza Adriatyckiego do bram Konstantynopola. W 1014 r. jego wojska zostały rozgromione przez armię cesarza Bazylego II, odtąd zwanego „Bułgarobójcą”. Ochryd przeszedł pod panowanie Bizancjum aż do początku XIV wieku – do czasu podboju tych terenów przez króla serbskiego Stefana Duszana.

Święci pod okupacją

W 1395 r. miasto zostało zdobyte przez imperium osmańskie, we władaniu którego pozostało do 1912 r. Turcy, początkowo łaskawi wobec chrześcijan z Ochrydu, po powstaniu Skanderbega w Albanii w 1443 r. zmienili swe nastawienie. Na szczęście nie zburzyli chrześcijańskich świątyń, ale w większości zamienili je na meczety. Taki los spotkał m.in. cerkiew sv. Pantelejmon na wzgórzu Plaošnik i sobór sv. Sofia, w którym zgodnie z panującą w islamie zasadą ikonoklazmu zamalowali wszystkie freski. Jedyną cerkwią pozostawioną prawosławnym mieszkańcom była świątynia sv. Bogorodica Perivleptos, w której w czasie osmańskiej niewoli przechowywano przeniesione z cerkwi sv. Pantelejmon relikwie św. Klimenta i która została siedzibą arcybiskupstwa aż do 1767 r., kiedy to z zemsty za organizowanie przez mieszkańców miasta powstań przeciw sułtanowi Osmanowie zlikwidowali patriarchat w Ochrydzie.

Ciekawe jednak, że wielu wyznawców islamu, w tym Turków, wierzyło w uzdrawiającą moc św. Nauma, który po drugiej stronie Jeziora Ochrydzkiego wzniósł klasztor i cerkiew, i u niego szukało pomocy. W zbiorach memoratów z okolic Ochrydu znajdują się także te dowodzące podobnych praktyk. Jak przekazuje tradycja, macedońscy święci potrafili też na swój sposób walczyć z osmańskimi okupantami. W czasach, kiedy wiele monastyrów i cerkwi zostało zamienionych w meczety lub ograbionych, ich święci patroni potrafili „ku przestrodze i opamiętaniu” ciężko ukarać Turków, np. paraliżem... by później łaskawie ich uzdrowić, co skutkowało zwykle odzyskaniem majątku i przyrzeczeniem, że cerkiew czy monastyr nie zostanie ponownie „sturczony”. Każdy sposób jest dobry, a spryt na Bałkanach jest równie pożądany jak wierność wierze przodków i waleczność.

Tagi:
turystyka

Radosne wędrówki w kwietniu

2018-03-28 10:57

Ks. Kazimierz Bełch
Edycja przemyska 13/2018, str. VIII


Istota ludzka jest stworzona do radości, a radości nie można zachować dla siebie, trzeba się nią dzielić. Radość, której źródłem jest miłość Boga, nigdy się nie wyczerpie, ona jest ukrytym bodźcem do niesłabnącego działania na rzecz innych

Tesłowa, będące przesłaniem ostatniego Europejskiego Spotkania Młodych, wyrażają jakże pocieszającą prawdę o naszej naturze. Spójrzmy, ile radości i chęci dzielenia się nią ujawniają małe dzieci. Później, w wieku dojrzałym tej radości jakoś nie widać, i dlatego życie staje się ciężarem. Potrzebny jest nam, dorosłym, powrót do natury!

Drugą naturalną cechę ludzką określa się mianem homo viator. Określenie to dosłownie oznacza człowieka podróżującego, wędrowca, a w szerszym znaczeniu człowieka otwartego na innych: na Pana Boga, na bliźnich i na świat. I znowu spójrzmy na dziecko, jak ono jest ciekawe świata, poznaje wieloma zmysłami: nie zadowala się zobaczeniem czegoś nowego, ale chce je dotknąć, a nawet przykłada do ust. Dziecko nie chce być samo, boi się samotności. Zaś wśród dorosłych spotykamy samotników z wyboru: ludzi zamkniętych w sobie, nieufnych i podejrzliwych, nierzadko narcystycznie zapatrzonych w siebie egoistów. Czy to jest droga do szczęścia tutaj na ziemi i w wieczności? Posłuchajmy, co nam chce powiedzieć papież Franciszek: Człowiek „tym bardziej się rozwija, tym bardziej dojrzewa i tym bardziej się uświęca, im bardziej wchodzi w relacje, przekraczając siebie, aby żyć w komunii z Bogiem, z innymi ludźmi i ze wszystkimi stworzeniami (Encyklika „Laudato si”, nr 240).

Posłuchajmy także rady, jaką dał nam papież Franciszek w czasie pobytu w Krakowie na Światowych Dniach Młodzieży: „aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, (…) które mogą otworzyć nowe horyzonty, zdolne zarażać radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga”. Jak widać, Papież jednoznacznie wskazuje, że chcąc pójść za Chrystusem i żyć w radości, trzeba porzucić kanapę, założyć buty i ruszyć w drogę.

Dlatego duszpasterstwo turystyczne zachęca do radosnych wędrówek przez całą wiosnę, lato, jesień i zimę, które warto sobie organizować w małych, kilkuosobowych grupach. Zaleca także udział w odgórnie organizowanych wyprawach przez różne instytucje, a także przez duszpasterzy. W miesiącu kwietniu proponuje udział w pierwszym etapie Podkarpackiej Drogi św. Jakuba z Medyki do Przemyśla w niedzielę 8 kwietnia. Etap ten rozpocznie się Mszą św. w Medyce o godz. 7.30. Osoby chcące uczestniczyć w tym etapie są proszone o uprzednie zgłoszenie swego udziału drogą internetową na e-mail: bractwo.przeworsk@gmail.pl albo telefonicznie pod nr: 727 591 466. Więcej informacji na: www.viaregia.podkarpacie.eu .

Natomiast w ostatnią niedzielę kwietnia (29 kwietnia) duszpasterstwo turystyczne organizuje tradycyjne „powitanie wiosny” i zarazem rozpoczęcie letniego sezonu turystycznego. Na ten temat ukaże się w „Przemyskiej Niedzieli” oddzielny komunikat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek w Molfetta: żyjmy Eucharystią, aby być źródłem nadziei, radości i pokoju

2018-04-20 14:10

st (KAI) / Molfetta

Do autentycznego przeżywania Eucharystii, aby być źródłem nadziei, radości i pokoju zachęcił dziś papież podczas Mszy św. w porcie w Molfetta w południowowłoskim regionie Apulii. Jego wizyta w tym mieście związana jest z 25. rocznicą śmierci Sługi Bożego, biskupa Antonio Bello, który w latach 1982-93 był ordynariuszem tamtejszej diecezji.

Greg Burke/Twitter.com

W swojej homilii Franciszek podkreślił, że Eucharystia „to nie piękny obrzęd, ale najgłębsza, najbardziej konkretna, najbardziej zaskakująca, jaką można sobie wyobrazić komunia z Bogiem: komunia miłości tak realna, że przybiera formę pokarmu”. Jest ona źródłem życia chrześcijańskiego. Ponadto pozwala nam, abyśmy, wychodząc ze Mszy św., żyli już nie dla siebie, ale dla innych. Kaznodzieja wskazał, że tak żył don Tonino. „Marzył o Kościele głodnym Jezusa i nietolerancyjnym wobec wszelkiej światowości” – przypomniał Ojciec Święty. Jednocześnie zachęcił wiernych do postawienia sobie pytania: „Czy po tylu komuniach staliśmy się ludźmi komunii?”.

Podkreślił następnie, że Eucharystia jest także chlebem pokoju, ponieważ spożywamy ją razem z innymi. „My, którzy dzielimy ten Chleb jedności i pokoju, jesteśmy powołani, aby kochać każde oblicze, aby naprawić każde rozdarcie; być, zawsze i wszędzie, budowniczymi pokoju” – stwierdził mówca.

Wskazał, że z Eucharystią ściśle łączy się Słowo Boże, wzywające nas do przemiany życia. Jezus szuka bowiem nie naszych refleksji, ale naszego nawrócenia. Nie możemy wegetować w małych satysfakcjach. Po spotkaniu Zmartwychwstałego nie możemy czekać, nie możemy odkładać na później; musimy iść, wyjść, mimo wszystkich problemów i niepewności, stawać się „kurierami nadziei”, prostymi i radosnymi rozdawcami wielkanocnego alleluja – stwierdził papież.

Podkreślił ponadto znaczenie, jakie na drodze apostoła Pawła odgrywa posłuszeństwo Bogu i pokora. „Słowo Boże uwalnia, podnosi, sprawia, że idziemy naprzód, pokorni i odważni zarazem. Nie czyni z nas ludzi o ustalonej pozycji i mistrzów swoich umiejętności, ale autentycznych świadków Jezusa w świecie” – wskazał Franciszek.

„Na każdej Mszy karmimy się Chlebem życia i Słowem, które zbawia: żyjmy tym, co celebrujemy! W ten sposób, podobnie jak don Tonino, będziemy źródłem nadziei, radości i pokoju” - zakończył swe kazanie Ojciec Święty.



Oto polski tekst kazania Ojca Świętego:

Usłyszane przez nas czytania przedstawiają dwa elementy zasadnicze dla życia chrześcijańskiego: Chleb i Słowo.

Chleb jest podstawowym pokarmem dla życia, a Jezus w Ewangelii daje nam siebie jako Chleb życia, jakby chciał powiedzieć: „Beze Mnie nie możecie się obyć”. I używa mocnych wyrażeń: „Spożywajcie moje ciało i krew moją pijcie” (por. J 6, 53). Co to znaczy? Że dla naszego życia istotne znaczenie ma nawiązanie życiodajnej, osobistej więzi z Nim. Ciało i krew. Tym jest Eucharystia: nie jest to piękny obrzęd, ale najgłębsza, najbardziej konkretna, najbardziej zaskakująca, jaką można sobie wyobrazić, komunia z Bogiem: komunia miłości tak rzeczywista, że przybiera formę pokarmu. Życie chrześcijańskie wychodzi za każdym razem stąd, od tego stołu, gdzie Bóg karmi nas miłością. Bez Niego, Chleba życia, każdy wysiłek w Kościele jest daremny, jak przypominał don Tonino Bello: „Nie wystarczą uczynki miłosierdzia, jeśli brakuje miłości uczynków. Jeśli brakuje miłości, z której wychodzą dzieła, jeśli brakuje źródła, jeśli brakuje punktu wyjścia, jakim jest Eucharystia, każde zaangażowanie duszpasterskie okazuje się jedynie karuzelą spraw”.

Jezus w Ewangelii dodaje: „Kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (w. 57). Jakby chciał powiedzieć: ten, kto karmi się Eucharystią, przyswaja sobie tę samą mentalność, co Pan. On jest Chlebem łamanym dla nas, a kto go przyjmuje, staje się z kolei chlebem łamanym, który nie powstaje na zaczynie pychy, ale daje się innym: przestaje żyć dla siebie, dla własnego powodzenia, dla posiadania czegoś lub stania się kimś, ale żyje dla Jezusa i jak Jezus, to znaczy dla innych. Życie dla to znak wyróżniający tych, którzy pożywają ten chleb, „znak firmowy” chrześcijanina. Żyć dla. Można by to wywiesić jako ogłoszenie przed każdym kościołem: „Po Mszy św. nie żyjemy już dla siebie, ale dla innych”. (...) Don Tonino tak żył: był wśród was jako biskup-sługa, pasterz, który stał się ludem, który przed tabernakulum uczył się, jak dawać siebie na pokarm dla ludzi. Marzył o Kościele głodnym Jezusa i nietolerancyjnym wobec wszelkiej doczesności, o Kościele, który „umie dostrzegać ciało Chrystusa w niewygodnych tabernakulach nędzy, cierpienia, samotności”. Ponieważ, jak mawiał, „Eucharystia nie toleruje siedzącego trybu życia” i nie wstając od stołu pozostaje „sakramentem niedokończonym”. Możemy zadać sobie pytanie: czy we mnie sakrament ten jest urzeczywistniany? Bardziej konkretnie: czy lubię jedynie, aby Pan usługiwał mi do stołu, czy też wstaję, by służyć jak Pan? Czy daję w życiu to, co otrzymuję na Mszy św.? A jako Kościół moglibyśmy się zapytać: czy po tylu komuniach staliśmy się ludźmi komunii?

Chleb życia, Chleb łamany jest bowiem także chlebem pokoju. Don Tonino twierdził, że „pokój nie nadchodzi, gdy ktoś bierze sobie tylko swój chleb i idzie go zjeść na własną rękę. [...] Pokój jest czymś więcej: jest wspólnym spożywaniem posiłku”. Jest to „spożywanie chleba razem z innymi, nie oddzielając się, jest zasiadaniem do stołu pośród różnych osób”, gdzie „inny jest obliczem, które trzeba odkryć, kontemplować, któremu trzeba okazać czułość”. Ponieważ konflikty i wszystkie wojny „znajdują swój korzeń w zaniku twarzy”. A my, którzy dzielimy ten Chleb jedności i pokoju, jesteśmy powołani, aby kochać każde oblicze, aby naprawić każde rozdarcie; być, zawsze i wszędzie, budowniczymi pokoju.

Razem z Chlebem, Słowo. Ewangelia mówi o zaciekłych dyskusjach wokół słów Jezusa: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?” (w. 52). Kryje się w tych słowach atmosfera defetyzmu. Przypomina je wiele naszych słów: jak Ewangelia może rozwiązać problemy świata? Jaki jest pożytek czynienia dobra pośród tak wielkiego zła? I tak popadamy w błąd tych ludzi, sparaliżowanych dyskutowaniem o słowach Jezusa, zamiast być gotowymi do zgody na przemianę życia, o którą On prosił. Nie zrozumieli, że Słowo Jezusa ma służyć przejściu przez życie, a nie by usiąść i mówić o powodzeniach i niepowodzeniach. Don Tonino, właśnie w okresie wielkanocnym życzył przyjęcia tej nowości życia, przechodząc w końcu od słów do czynów. Dlatego napominał tych, którzy nie mieli odwagi, by się zmienić: „Specjalistów zakłopotania. Pedantycznych księgowych plusów i minusów. Roztropnych wyrachowanych aż po skurcz przed ruchem”. Jezusowi nie odpowiada się według wyrachowania i wygody chwili, ale przez „tak” całego życia. On szuka nie naszych refleksji, ale naszego nawrócenia.

Sugeruje to nam samo Słowo Boże. W pierwszym czytaniu zmartwychwstały Jezus zwraca się do Szawła i nie proponuje mu subtelnego rozumowania, ale prosi go, by zaryzykował całe swe życie. Mówi mu: „Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić” (Dz 9,6). Przede wszystkim: „Wstań”. Pierwszą rzeczą, której należy unikać, jest leżenie na ziemi, bierne znoszenie życia, zadręczanie się lękiem. Ileż to razy don Tonino powtarzał: „Wstań!”, ponieważ „przed Zmartwychwstałym nie można przebywać inaczej jak tylko na stojąco”. Zawsze trzeba wstawać, patrzeć w górę, gdyż apostoł Jezusa nie może zadowalać się małymi satysfakcjami.

Następnie Pan mówi Szawłowi: „Wejdź do miasta”. Także do każdego z nas mówi: „Idź, nie trwaj zamknięty w swych bezpiecznych przestrzeniach, podejmij ryzyko!”. W życie chrześcijańskie musi wejść Jezus i musi być ono ofiarowane dla innych. Po spotkaniu Zmartwychwstałego nie możemy czekać, nie możemy odkładać na później; musimy iść, wyjść, pomimo wszystkich problemów i niepewności. Spójrzmy na przykład Szawła, który po rozmowie z Jezusem, choć ślepy, wstaje i idzie do miasta. Widzimy Ananiasza, który, choć bojaźliwy i niezdecydowany, mówi: „Jestem, Panie” (w. 10) i natychmiast udaje się do Szawła. Wszyscy jesteśmy powołani, niezależnie od sytuacji, w której się znajdujemy, aby nieść wielkanocną nadzieję, być „Cyrenejczykami radości”, jak mawiał don Tonino; sługami świata, ale jako zmartwychwstali, a nie pracownicy. Nigdy się nie martwiąc, nigdy się nie poddając. Miło jest być „kurierami nadziei”, prostymi i radosnymi rozdawcami wielkanocnego alleluja.

W końcu Jezus mówi do Szawła: „Powiedzą ci, co masz czynić”. Szaweł, człowiek pewny siebie i stanowczy milczy i odchodzi, posłuszny Słowu Jezusa. Akceptuje posłuszeństwo, staje się cierpliwy, rozumie, że jego życie nie zależy już od niego. Uczy się pokory. Pokorny nie oznacza bowiem nieśmiałego lub zrezygnowanego, ale posłusznego Bogu i wyzbytego samego siebie. Wtedy nawet upokorzenia, takie jak te, którego doświadczył Szaweł, leżący na ziemi na drodze do Damaszku, stają się opatrznościowe, ponieważ ogałacają z arogancji i pozwalają Bogu, by nas podnieść. A Słowo Boże: uwalnia, podnosi, sprawia, że idziemy naprzód, pokorni i odważni zarazem. Nie czyni z nas ludzi o ustalonej pozycji i mistrzów swoich umiejętności, ale autentycznych świadków Jezusa w świecie.

Drodzy bracia i siostry, na każdej Mszy karmimy się Chlebem życia i Słowem, które zbawia: żyjmy tym, co celebrujemy! W ten sposób, podobnie jak don Tonino, będziemy źródłem nadziei, radości i pokoju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płock: 15. Autofara „Z Jezusem w drogę”

2018-04-21 08:11

eg / Płock (KAI)

Mszę św. w intencji automobilistów i osób tragicznie zmarłych w wypadkach drogowych oraz poświęcenie pojazdów zaplanowano w ramach jubileuszowej 15. AutoFary 2018 „Z Jezusem w drogę” w Płocku. Odbędzie się ona w niedzielę 22 kwietnia w farze. Jest to tradycyjne spotkanie modlitewne z udziałem kierowców, inaugurujące sezon motoryzacyjny.

the half-blood prince / Foter / CC BY-ND

W niedzielę 22 kwietnia o godz. 12.00 w ramach jubileuszowej 15 edycji akcji „Z Jezusem w drogę - AutoFara 2018” w płockiej farze zostanie odprawiona Msza św. w intencji automobilistów i osób tragicznie zmarłych w wypadkach drogowych.

Samochody, motocykle i rowery mogą ustawiać się przed Farą, od strony ul. Piekarskiej i na Starym Rynku od godz. 11.30. Po Mszy św. zostanie odmówiona modlitwa w intencji kierowców, a potem wszystkie pojazdy zostaną poświęcone. Podczas poświęcenia pojazdów będą zbierane ofiary na wakacyjne wyjazdy dla ministrantów i harcerzy.

Organizatorami imprezy są: ks. prał. Wiesław Gutowski, proboszcz parafii św. Bartłomieja (farnej) w Płocku oraz Sławomir Roszkowski, kolekcjoner starych pojazdów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem