Reklama

Arche Hotel

Generał Rowecki zginął za powstanie

2016-08-17 08:31

Sławomir Błaut
Niedziela Ogólnopolska 34/2016, str. 38

ANDRZEJ NIEDŹWIECKI

Komendant główny Armii Krajowej gen. Stefan Grot-Rowecki, w 1943 r. pojmany przez gestapo, został zamordowany w sierpniu 1944 r., prawdopodobnie za odmowę wydania odezwy do powstańców warszawskich, by zakończyli walkę.

Ostatnie chwile życia twórcy Armii Krajowej splotły się z Powstaniem Warszawskim – szczytowym momentem walki Polskiego Państwa Podziemnego z Niemcami. Rozkaz zamordowania Stefana Roweckiego wydał szef gestapo Heinrich Himmler na wieść o wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 r. Zastępca „Grota” w AK gen. Tadeusz Pełczyński uznał za możliwą tezę, że Himmler żądał od Roweckiego, by jako człowiek o wielkim autorytecie wśród Polaków wezwał powstańców do złożenia broni.

Istnieją różne, niepotwierdzone jednoznacznie przekazy dotyczące miejsca, czasu i sposobu egzekucji dokonanej na gen. Roweckim. Wyrok wykonano najprawdopodobniej na terenie obozu Sachsenhausen z 1 na 2 sierpnia 1944 r., kilka minut po godz. 3, a według innej relacji – najpóźniej 7 sierpnia. Nie da się wykluczyć, że gen. Roweckiego pozbawiono życia w centrali gestapo – Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie. Być może Niemcy torturowali generała. W chwili śmierci miał niespełna 49 lat. Do dziś nie wiadomo, gdzie jest pochowany.

Zdrada w podziemiu

Generał Rowecki był najbardziej poszukiwanym przez III Rzeszę człowiekiem w Europie. Stał przecież na czele najsilniejszej podziemnej armii, która działała na terenach okupowanych przez wojska Hitlera. Zadania wytropienia Roweckiego podjął się SS-Untersturmführer Erich Merten z warszawskiego gestapo. W 1942 r. zdecydował o utworzeniu grupy konfidenckiej, która miała odszukać komendanta głównego AK. W jej skład mieli wejść zdrajcy z akowskiej konspiracji. Na czele grupy specjalnej Merten postawił Ludwika Kalksteina (Polaka urodzonego w Warszawie, rocznik Kolumbów – 1920), który wpadł w ręce gestapo jako agent wywiadu AK i przeszedł na stronę Niemców. Kalkstein mimo młodego wieku był już odznaczony przez komendanta AK Krzyżem Walecznych za doskonałą pracę w wywiadzie. Do grupy specjalnej Kalkstein wciągnął swojego byłego szwagra, pięćdziesięcioletniego Eugeniusza Świerczewskiego oraz młodziutką Blankę Kaczorowską (należeli oni do AK). Kaczorowska została narzeczoną, a niedługo później żoną Kalksteina.

Reklama

Pojmanie „Grota”

Bezpośrednim sprawcą wydania gen. Roweckiego w niemieckie ręce był Świerczewski. Znał dobrze Roweckiego. 30 czerwca 1943 r. w Warszawie zobaczył go na ulicy. Gdy upewnił się, że „Grot” wszedł do mieszkania przy ul. Spiskiej 14, natychmiast zadzwonił na telefon alarmowy gestapo. W krótkim czasie pod kamienicę podjechało 15 ciężarówek z uzbrojoną po zęby niemiecką policją; na dachach i w oknach sąsiednich domów pojawiły się stanowiska karabinów maszynowych. Niemcy otrzymali cenną zdobycz na tacy. Zaraz też z Okęcia Roweckiego przetransportowano do Berlina. Aresztowanie komendanta było szokiem dla podziemia. Rowecki został umieszczony w więzieniu dla osób szczególnie ważnych dla polityki III Rzeszy, na terenie wydzielonego podobozu Zellenbau (obóz Sachsenhausen), oddalonego ok. 20 km od Berlina.

Za kulisami

Wyjaśnienie okoliczności zdrady oraz zamordowania gen. Roweckiego stało się dla Polaków sprawą narodową. Wiele lat życia poświęcili jej Tadeusz Żenczykowski oraz Witold Pronobis. Żenczykowski – w czasie okupacji akowiec, a po wojnie wicedyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium – zebrał relacje wielu dobrze poinformowanych osób. Pronobis – bliski krewny gen. Roweckiego, historyk i dziennikarz, pracownik monachijskiej rozgłośni – przeprowadził prywatne śledztwo i dotarł do Kalksteina i Kaczorowskiej (przedstawił swoje ustalenia w wydanej w 2014 r. książce „Generał «Grot». Kulisy zdrady i śmierci”).

Według wiarygodnych informacji, 25 marca 1944 r. zdrajcy (grupa Kalksteina) zostali skazani przez sąd AK na karę śmierci. Wydali oni Niemcom setki osób. Ręka sprawiedliwości dosięgła tylko Świerczewskiego. Tuż przed śmiercią, 20 czerwca 1944 r., przyznał się do wszystkiego; wyznał też, że sprzedawał tylko „złych Polaków”, którzy spiskowali przeciwko Niemcom. Kalkstein natomiast ukrył się w niemieckiej dzielnicy w Warszawie. Widziano go podczas Powstania Warszawskiego ubranego w mundur SS. Po wojnie wielokrotnie zmieniał personalia, jednak w PRL został rozpoznany jako konfident gestapo, aresztowany i skazany na dożywocie; spędził w więzieniu 12 lat, wyszedł na mocy amnestii. W Polsce był spalony, zbyt wielu ludzi znało jego czyny. Wyjechał na Zachód. I tam właśnie rozpoznał go Witold Pronobis. Ludwik Kalkstein nosił nazwisko Edward Ciesielski. Ożenił się z Teresą Ciesielską, wdową po bohaterze akowskiego podziemia, straconym w 1948 r. przez komunistyczną bezpiekę – Edwardzie Ciesielskim. Zdrajca ukrywający się pod tym imieniem i nazwiskiem pracował jako bibliotekarz w Polskiej Misji Katolickiej w Monachium. Jak się później okazało, donosił służbom PRL na Polonię i pracowników Radia Wolna Europa. Jego spotkanie z Pronobisem było przypadkowe. Pronobis rozpoznał go na podstawie archiwalnej fotografii. Kalksteinowi nie udało się ukryć swojej prawdziwej tożsamości. Zmarł na raka w 1994 r. w Monachium, mając 74 lata.

Pronobis odnalazł także Blankę Kaczorowską. W czasie wojny akowcy nie wykonali na niej wyroku śmierci, ponieważ była w ciąży. W PRL, podobnie jak Kalkstein, została rozpoznana jako agentka gestapo (jak twierdził wywiad AK, była szczególnie cyniczna). W więzieniu spędziła pięć i pół roku. Również ona podjęła współpracę z komunistami. Wyjechała do Francji. Haniebna służba doprowadziła ją do choroby psychicznej. Po kilku latach spędzonych w szpitalu dla umysłowo chorych zamieszkała w polskim ośrodku dla zasłużonych żołnierzy i działaczy niepodległościowych w Lailly-en-Val. Tu jednak została zdemaskowana i przeniesiona do innego domu spokojnej starości (dożyła 80 lat). Pronobis podążył jej śladem. Rozpoznał ją, ale nie było w niej już nic z pięknej niegdyś Blanki. Był wstrząśnięty jej wyglądem. Nie zdecydował się do niej podejść, pamiętał o słowach Tadeusza Żenczykowskiego – że ona nie zasługuje na to, by jakikolwiek Polak z nią rozmawiał.

Tagi:
historia Armia Krajowa Powstanie Warszawskie

To jest moja stodoła!

2018-07-04 11:59

Grzegorz Jacek Pelica

W lipcu 2018 r. minie 40 lat od utworzenia niezależnego związku chłopskiego pod nazwą Samoobrona Chłopska Ziemi Lubelskiej. Początki tego ruchu, który stanowił lokalne zręby Solidarności Rolników Indywidualnych, sięgają do święta 3 Maja 1978 i obchodów Zielonych Świątek, które już wtedy reżimowy ZSL zaczął zawłaszczać jako „święto ruchu ludowego” w PRL.

Grzegorz Jacek Pelica
Krzyż upamiętniający pierwszą Mszę św. SChZL w lesie w Ostrówku na trasie Łęczna-Chełm

Duchowi przewodnicy

Na zebraniu założycielskim, które uświetniła uroczysta Suma, sprawowana przez ks. Zbigniewa Lebiedowicza (proboszcza parafii w Łańcuchowie w l. 1969-82) obecni byli m.in. przedstawiciele KSS KOR oraz nieumundurowani funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa z Lublina i z Warszawy oraz tajni współpracownicy z Łęcznej, Puchaczowa i z gminy Milejów. Dla podtrzymania morale Msze św. polowe zostały odprawione przez jezuitę o. Bronisława Srokę także w dniach 8 i 15 września w domu Janiny i Edwarda Tyburków oraz u Janusza Rożka w Kolonii Górne. O. Bronisław podkreślał odwagę i zasługi J. Rożka, apelując o modlitwę i solidarne wsparcie ze strony sąsiadów oraz „współdziałanie z proboszczem z Łańcuchowa, bowiem ten ksiądz (..) jest najpewniejszy w tej sprawie”.

Zobowiązał się także do osobistego ustalenia z księdzem z Łańcuchowa form pomocy i wsparcia duchowego dla działaczy takich jak J. Rożek. Po zebraniu w dniu 17 IX w Maryniowie, jadący rowerem przez most na Wieprzu Rożek został zatrzymany i osadzony w areszcie MO w Milejowie do godz. 24.00 - meldował do swoich mocodawców ppłk Ryszard Trąbka, naczelnik Wydziału III SB KW MO w Lublinie. W trybie represyjnym został przesłuchany Stanisław Wieczorek, I sekretarz POP z Maryniowa, działający także na rzecz rolników z Białki i Wólki Bieleckiej, który został wybrany przez uczestników zebrania na członka „Komitetu (Ruchu) Obrony Chłopów”.

O chłopską godność i Mszę św. radiową

Janusz Rożek, według protokołu przesłuchania zleconego przez Czesława Dudka (nie mylić z Czesławem Dudkiem działaczem opozycyjnym współpracującym z Rożkiem), ówczesnego naczelnika biura śledczego MSW w Warszawie i b. funkcjonariusza WUBP, w dniu 14 XI 1977 „w czasie zebrania mieszkańców gminy Milejów poświęconego sprawom rolnictwa, odbywającego się w budynku szkoły, wobec zebranych publicznie krytykował politykę partii i rządu. Wbrew ustalonemu porządkowi zebrania wielokrotnie zabierał głos, używając takich sformułowań, jak: „trudności gospodarcze naszego kraju to wina ustroju socjalistycznego”, „intencją emerytur dla rolników jest ujarzmienie chłopa”.

Mimo zakończenia zebrania Rożek pozostał na terenie szkoły i od obecnych tam rolników zbierał podpisy pod tzw. listem do Episkopatu, w którym zawarte są żądania, by przez środki masowego przekazu były nadawane nabożeństwa. W opisanej sytuacji komendant posterunku MO w Milejowie „po zawiadomieniu sekretarza Urzędu Gminnego sporządził wniosek o ukaranie Janusza Rożka za zakłócanie porządku publicznego oraz nieopuszczenie zgromadzenia po rozwiązaniu”. Niezależnie od powyższego w dniu 16 XI w pomieszczeniach mieszkalnych i gospodarczych zajmowanych przez Janusza Rożka „zostało przeprowadzone przeszukanie przez funkcjonariuszy pionu MO. Celem przeszukania było odnalezienie ww. listu. Przeszukanie prowadzono w oparciu o pisemny nakaz prokuratora, wydany w związku z włamaniem dokonanym na ternie miejscowości Białka gm. Milejów (ze skutkiem negatywnym…”.

Na stodole

„Paszkwilanckie” ulotki ROPCiO do „Mieszkańców Wsi” pojawiły się na terenie gminy Puchaczów (wioski: Bogdanka, Nadrybie), Milejów, Ludwin, Siedliszcze, Cyców. Nielegalne zgromadzenia ruchu chłopskiego z inicjatywy „antysocjalistycznego” działacza J. Rożka najwcześniej odbyły się: 17 XII 1977 i 8 I 1978 w mieszkaniu Rożka, 2 IV 1978 w Ostrówku i w Woli Korybutowej, 2 VII 1978 w Kaniwoli, 30 VII 1978 w Ostrówku, gdzie powołano Tymczasowy Komitet Samoobrony Chłopskiej. Mieszkańcy Kolonii Górne i Wólki Łańcuchowskiej w lutym 1978 uniemożliwili poborcy podatkowemu egzekwowanie składek na fundusz emerytalny. W dniu wyborów samorządowych w Zalesiu Rożek wywiesił plakat „Żądam wyborów demokratycznych”, a podczas interwencji „towarzysza z sektora interwencji KW PZPR” odpowiedział: „To jest moja stodoła i mogę na nie wywiesić wszystko, co mi się podoba”.

W dniu 28 lipca 1978 r. w Ostrówku, 4 km od Łęcznej, odprawiona została Msza św. polowa, która zainicjowała powstanie Samoobrony Chłopskiej na Lubelszczyźnie. Ta uroczystość dodała ducha rolnikom indywidualnym. Tutejszy chłop poczuł, że nie jest sam, że ktoś widzi jego krzywdę.

Jak na zawołanie odezwali się aktywiści ZSMP. Na zebraniu 4 VIII 1978 r. wypowiedzieli się zdecydowanie przeciwko działalności J. Rożka, bo „stwarzanie fermentu w okresie tak trudnym, jakimi są żniwa, jest niewłaściwe i oburzające. Uważamy, że to, co nam dała przynależność dotychczasowa do organizacji młodzieżowej, jest zasadna i słuszna. Wypowiadamy się zdecydowanie i jednoznacznie, że sprzeciwiamy się takiej działalności prowadzonej przez ludzi, którzy z życia wzięli jak najwięcej, dorabiając się własnych wygód…”. Z tych słów przebija merkantylizm, cynizm i służalczy koniunkturalizm, połączony z ignorancją. Bowiem Janusz Rożek walczył w okresie okupacji w oddziale Armii Krajowej, uczestniczył w wielu bitwach i potyczkach z Niemcami, m.in. pod Maryninem; był ranny i odniósł trwałą kontuzję. W PRL opiekował się grobami żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza z 1939 r. i troszczył się na własny koszt o miejsce bitwy Polaków z Armią Czerwoną pod Wytycznem k. Włodawy.

Jak wskazują meldunki m.in. TW „Janusza” skrzyżowanie tras Milejów-Ciechanki było planowane jako miejsce kolejnych masowych zebrań chłopskich we wrześniu 1978 r. Była to prowokacja, na którą późniejszy poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej (w l. 1989-91) J. Rożek nie dał się nabrać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Anioł Stróż i jego działanie

2018-07-16 20:23

Salve TV

Kim są aniołowie? Czy Siostry od Aniołów mają szczególną relację z aniołami? Czy siostry bezhabitowe mogą się malować, czy nosić biżuterię?

- Wszyscy aniołowie są blisko, ale szczególnie nasi patroni, to Aniołowie Stróżowie. Są dla nas wzorem. Na wzór Anioła Stróża, który jest przy człowieku, który służy Bogu, ale w taki niewidoczny sposób, ukryty - mamy tak samo służyć jak Anioł Stróż - mówila s. Joanna Andruszczyszyna.

- Nasze zgromadzenie liczy około 150 sióstr. Każdy z nas jest ukochany przez swojego anioła stróża. Każdy z nas jest strzeżony na rozkaz Boga przez anioła. Jemu bardzo zależy na to, żebyśmy z nim rozmawiali. On chce nam pomagać - mówiła s. Agnieszka Mazur.

- Mój anioł stróż pomógł mi zdać prawo jazdy. Anioł stróż nie tylko jest karetką pogotowia od takich nagłych wypadków. Pomógł mi też zrealizować moje marzenie - opowiadała.

- Na Syberii jesteśmy jako wspólnota sióstr od Aniołów od trzech lat. Zostałyśmy zaproszone do współpracy przez polskiego księdza. Jest to olbrzymia parafia, jedna z największych na świecie. Terytorialnie co najmniej taka jak trzy razy Polska. Tam, że mogłam tam pojechać, to jest łaska - podkreślała s. Joanna.

- Na Syberii jest dużo katolików, którzy pojechali tam do pracy. Nie mają żadnej opieki duchowej. Na tym terytorium jest dużo miast, gdzie ksiądz dojeżdża i tak odbywa się Msza Święta - zaznaczyła.

- Nasze Zgromadzenie w charyzmacie ma bycie tam, gdzie utrudniona jest posługa kapłanów. Mamy wiele takich miejsc, choćby w Afryce, na Litwie, Białoruś, Ukraina - podsumowała s. Agnieszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

MIVA Polska od 18 lat pomaga misjonarzom

2018-07-18 12:39

nak / Warszawa (KAI)

Ponad 500 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów – to tylko część pojazdów przekazanych na misje za pośrednictwem stowarzyszenia MIVA Polska. Działa ono od 2000 roku zajmując się zdobywaniem środków na zakup środków transportu dla misjonarzy: samochodów, rowerów ale tez łodzi czy koni.

Archiwum MIVA Polska

Założycielem stowarzyszenia jest ks. Marian Midura, który po powrocie z misji w Afryce, założył w Polsce stowarzyszenie pomagające misjonarzom w wypełnianiu ich posługi.

- Po powrocie z Afryki w 1999 r. zobaczyłem, że w Polsce mamy już coraz lepsze samochody, dużo więcej kierowców , a polscy misjonarze w tym czasie jeździli naprawdę słabymi pojazdami – wspomina ks. Midura. – Widziałem wiele przypadków, kiedy misjonarz był ranny po wypadku czy nawet ginął, tylko dlatego, że samochód był w bardzo złym stanie technicznym - dodaje.

Stowarzyszenie MIVA Polska pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie misyjnych środków transportu przez corocznie organizowaną „Akcję św. Krzysztof”. W parafiach zbierane będą ofiary do puszek na zakup pojazdów dla misjonarzy. Ideą jest przekazanie na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechało się kilometrów - 1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zakupiono 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

W ciągu 18 lat działalności MIVA Polska zakupiła dzięki ofiarności darczyńców m.in.: 529 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów, 14 łodzi, 2 konie, 13 ambulansów.

„Dzięki temu polscy misjonarze mogą bezpiecznie głosić dobrą nowinę w różnych częściach świata” - powiedział KAI Krajowy Duszpasterz Kierowców, Ks. Marian Midura.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem