Reklama

Auschwitz... A miłość nigdy nie ustaje

2016-07-27 09:05

Witold Iwańczak
Niedziela Ogólnopolska 31/2016, str. 48-49

Wilhelm Brasse
Margarita i Rudolf z synkiem Edim w dniu ślubu – fotografia wykonana przez Wilhelma Brassego w Auschwitz

Mija 77 lat od wybuchu II wojny światowej. Dla Polaków koszmar trwał blisko 6 lat.
Najpierw walki i bombardowania. Później okupacja, bieda, łapanki i obozy koncentracyjne. Wszechobecne śmierć, ból i strach nie zniszczyły jednak miłości

Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 r. i zgładzili w nim co najmniej 1,1 mln ludzi różnych narodowości. Miłość jednak potrafi znaleźć sobie miejsce nawet tam, gdzie istnieją tylko śmierć i okrucieństwo. Taka myśl przyszła mi do głowy, gdy poznałem wzruszające historie więzionych w Auschwitz dwóch par młodych ludzi.

Pierwsza historia – małżeństwa Austriaka i Hiszpanki

Rudolf Friemel, mechanik samochodowy, urodził się w 1907 r. w Wiedniu. Margarita była od niego o 9 lat młodsza. Małżonkowie poznali się w drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku w Hiszpanii, w czasie wojny domowej. Rudolf przyjechał tam, by wspierać walczących powstańców przeciwko siłom gen. Franco. Pobrali się jeszcze w Hiszpanii, tuż przed upadkiem republiki, i oboje – różnymi drogami (on sam, a ona z siostrą) – uciekli do Francji. Tam zostali internowani, a następnie ponownie rozdzieleni. 26 kwietnia 1941 r. Margarita urodziła syna – Edouarda. Mówili na niego Edi. Margarita z dzieckiem znalazła gościnę u ojca Friemla w Wiedniu. Rudolf próbował do nich wrócić, ale został aresztowany i po pobycie w więzieniu w pierwszych miesiącach 1942 r. trafił do Auschwitz. Władze niemieckie nie uznawały prawa republikańskiego, w tym zawartych na jego podstawie związków małżeńskich. Jednak Margarita i Rudolf pragnęli być formalnie małżeństwem, jakby na przekór rzeczywistości, w której się znaleźli. Pomógł im ojciec Friemla, który zwrócił się z prośbą do samego Reichsführera SS Heinricha Himmlera, aby jego syn mógł zawrzeć związek małżeński zgodnie z prawem niemieckim. Stał się cud. Himmler wyraził zgodę. Ojciec i brat Friemla oraz jego żona Margarita i synek Edi otrzymali zezwolenie na przyjazd do KL Auschwitz. Rudolfowi pozwolono zapuścić włosy i na dzień ślubu otrzymał garnitur, koszulę i krawat oraz nowe buty, pochodzące z magazynów SS. 18 marca 1944 r. goście weselni wraz z młodą parą, przy dźwiękach orkiestry obozowej, udali się do obozowego urzędu stanu cywilnego (wypisywano tam głównie akty zgonu), gdzie zawarty został ponownie związek małżeński zgodnie z przepisami obowiązującymi w III Rzeszy. Później więzień Wilhelm Brasse wykonał zdjęcie ślubne, a w obozowym domu nowożeńcy otrzymali pokój na jedną noc. Był to jedyny ślub w Auschwitz. Rankiem następnego dnia Margarita z synem wyjechała.

Austriak nie przeżył wojny. W obozie szybko związał się z ruchem oporu. Został powieszony przez Niemców 30 grudnia 1944 r. po próbie ucieczki z obozu przywódców konspiracji. Zginął w koszuli ślubnej, na której z okazji tej uroczystości więźniarki wyhaftowały mu róże. W niecały miesiąc później, 27 stycznia 1945 r., oddziały Armii Czerwonej wyzwoliły KL Auschwitz.

Reklama

Nieudana ucieczka Polaków: Bernarda Świerczyny, Czesława Duzela, Zbigniewa Raynocha, Piotra Piątego, a także Austriaka Ernsta Burgera miała miejsce 27 października 1944 r. Z obozu miał ich wywieźć esesman Johann Roth. Uciekinierzy ukryli się w samochodzie, którym wywożono brudną bieliznę do pralni. Roth zdradził. Samochód, zamiast wyjechać z obozu, podjechał wprost przed blok 11. Uciekinierzy zażyli truciznę. Na miejscu zmarli Raynoch i Duzel. Pozostałych odratowano i umieszczono w bloku 11. Trafili tam także Rudolf Friemel i Ludwig Vesely, których Roth wskazał jako organizatorów ucieczki. Friemel na dwa tygodnie przed śmiercią przesłał do żony gryps. Napisał w nim: „Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch? Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!”. Jego żona i syn Edouard przeżyli wojnę. Margarita zmarła w 1987 r.

Druga historia – Żydówki i Polaka

Było to również w 1944 r. w tymże obozie, kiedy to uciekli z niego Mala Zimetbaum i Edward Galiński. On, zwany przez współwięźniów Edkiem, pochodził z miejscowości Tuligłowy koło Jarosławia. Wiosną 1940 r. został aresztowany wraz z innymi uczniami szkoły średniej w Jarosławiu w ramach niemieckiej akcji AB, skierowanej przeciw polskiej inteligencji. Jako 17-latek w pierwszym transporcie polskich więźniów, 14 czerwca 1940 r., trafił do Auschwitz. Otrzymał numer 531. Pracował w ślusarni, której szefem był Niemiec z Bielska, esesman Edward Lubusch, bardzo przychylny więźniom (mówił po polsku; przed wojną żył wśród Polaków). Mala była starsza od Edka o 5 lat. Urodziła się w Brzesku jako najmłodsza córka Pinkasa i Chai. Rodzina w 1928 r. wyemigrowała do Antwerpii w Belgii. Mala była uzdolniona lingwistycznie. Posługiwała się językami: flamandzkim, francuskim, niemieckim, angielskim, polskim i rosyjskim. Niemcy aresztowali ją 11 września 1942 r. podczas łapanki i osadzili w obozie w Malines. 15 września 1942 r. została deportowana wraz z innymi Żydami do Auschwitz. Otrzymała numer 19880. Mala i Edek poznali się i pokochali na przełomie 1943 i 1944 r. Uciekli z obozu 24 czerwca 1944 r. Ona założyła kombinezon roboczy, pod którym ubrana była w zdobytą wcześniej sukienkę, a Edek, który znał doskonale język niemiecki, założył otrzymany od esesmana Lubuscha mundur i pas z kaburą oraz pistoletem. Posługując się podrobionymi dokumentami, wyszli na zewnątrz pod pozorem konwojowania więźniarki do pracy poza terenem obozu i dotarli do wsi Kozy koło Bielska. Mala miała krewnych na Słowacji i do nich chcieli się przedostać. Niestety, natknęli się na patrol niemiecki, który zatrzymał kobietę w sklepie. Niemcy nie zauważyli Edwarda. Mógł uciec, ale chcąc być z ukochaną, sam wyszedł z ukrycia i dobrowolnie oddał się w ich ręce, choć wiedział, że jest to równoznaczne z wyrokiem śmierci. Po numerach zostali zidentyfikowani jako więźniowie Auschwitz i deportowani do obozu. Tam Galińskiego poddano torturom, by zdradził, od kogo otrzymał mundur i pistolet. Nie wyjawił jednak tajemnicy. Jego współwięzień z tej samej celi wspominał, że każdego wieczoru po apelu Galiński nucił arię „Serenata in Messico”, której nauczyła go Mala. Dawał w ten sposób swojej ukochanej znak, że jeszcze żyje. Za ucieczkę oboje zostali skazani na śmierć. Wyrok został wykonany 22 sierpnia 1944 r. w Auschwitz II – Birkenau. On został powieszony w obozie męskim, ona w obozie kobiecym najprawdopodobniej została zastrzelona.

Dobrowolny więzień

Niezwykła w tej historii jest postać Edwarda Lubuscha. Zgłosił się on na ochotnika do załogi Auschwitz, by uniknąć wysłania na front wschodni. Nie zdawał sobie wtedy sprawy z konsekwencji swojego wyboru. Namówił komendanta na otworzenie warsztatu ślusarskiego na terenie obozu i zatrudniał w nim więźniów, nie po to, by ich wykorzystywać, lecz by im pomagać. W warsztacie powoli wracali do sił, a Lubusch wykradał dla nich dodatkowe porcje jedzenia. Często zatrudniał ludzi niemających nawet pojęcia o ślusarstwie, by ich ratować. Był wielokrotnie karany przez komendanturę obozu za zbyt łagodne traktowanie więźniów. Nie wytrzymał obozowego okrucieństwa i zdezerterował z SS. Dzięki teściowi, który był przed wojną polskim oficerem, wstąpił do Armii Krajowej. Niemcy usilnie go poszukiwali. Wpadł pod koniec 1944 r., gdy potajemnie odwiedził żonę i syna w Wadowicach. Trafił do więzienia w Bielsku, gdzie został skazany na śmierć, ale wyroku nie wykonano ze względu na przesuwającą się linię frontu. Przewieziono go do więzienia w Berlinie, a następnie zwolniono i powołano do Volkssturmu. Lubusch uciekł z Berlina. Gdy wracał do Polski, znalazł przy martwym mężczyźnie dokumenty na nazwisko Bronisław Żołnierowicz. Pod tym nazwiskiem zamieszkał w Polsce z żoną i dziećmi. Zmarł 10 marca 1984 r., jest pochowany w Jeleniej Górze.

„Miłość cierpliwa jest (...) wszystko znosi (...) nigdy nie ustaje”.

Tagi:
miłość Auschwitz

O. Szustak: prawda, w której nie ma miłości, może zabić

2017-12-23 10:15

rk / Andrychów (KAI)

O tym, że prawda wypowiedziana bez miłości może zabić oraz dlaczego łatwiej Jezusowi wskrzesić zmarłego niż pogodzić skłóconych małżonków – wyjaśniał podczas ostatniego dnia rekolekcji adwentowych w Andrychowie o. Adam Szustak. Kościół pw. św. Stanisława BM na andrychowskim osiedlu wypełniały szczelnie przez trzy dni (20-22 grudnia) rzesze ludzi z różnych zakątków diecezji bielsko-żywieckiej, Małopolski i Śląska.


Znany dominikanin przestrzegł przed mówieniem komuś prawdy bez miłości. „Co z tego, że mówisz prawdę? Prawda pozbawiona miłości jest do wyrzucenia. Ta prawda może kogoś absolutnie zniszczyć” – zaznaczył w piątkowej konferencji, dla której punktem wyjścia była opowieść ewangeliczna o uzdrowieniu teściowej Piotra. Na tym przykładzie rekolekcjonista zachęcał, by naśladować Jezusa i uczyć się od Niego, jak naprawiać relacje z innymi ludźmi.

„Grzegorz z Nyssy pisze, że kiedy Bóg ma do wyboru wskrzesić umarłego albo pogodzić teściową z zięciem, to woli umarłych wskrzeszać. Bo to łatwiejsze jest. Kiedy Bóg przychodzi do umarłego, mówi wstań i ten wstaje” – zauważył kaznodzieja. Wskazał, jak trudno jest naprawić ludzkie podziały wśród bliskich sobie osób, zamkniętych w swej krzywdzie i oddzielonych od siebie nawzajem.

Zdaniem o. Szustaka, Bóg pragnie doprowadzić nas do tego, abyśmy się nauczyli kochać. „Dopóty nie zrobimy, do nieba nie wejdziemy” – przestrzegł, wyjaśniając obrazowo, jak będzie wyglądał czyściec. „Apokalipsa mówi wyraźnie: Pan Bóg naprawi każdą krzywdę, otrze każdą łzę. Wiecie, dlaczego się modlimy za dusze czyśćcowe? Żeby wreszcie uwolniły serca - bo oni tam siedzą i mówią: nie, nie będę kochać. A my się modlimy - przebacz, otwórz serce” – powtórzył.

W trzydniowych rekolekcjach w Andrychowie udział wzięły rzesze ludzi z różnych zakątków diecezji bielsko-żywieckiej i spoza niej. By wysłuchać popularnego dominikanina, młodzi i dorośli przyjechali z Bielska-Białej, Cieszyna, Żywca, Oświęcimia, Wadowic, Makowa Podhalańskiego czy Suchej Beskidzkiej.

„Te dni przypominały ewangeliczne obrazy, gdy za Panem Jezusem szły tłumy. I tak przyszły do Andrychowa. Cała okolica tu ściągnęła. Co jest piękne, że za ojcem przyszła młodzież. To znaczy, że jesteście głodni Bożego słowa i szukacie takiego sposobu jego podania, żeby zapadało w serce” – zauważył na koniec proboszcz andrychowskiej parafii ks. Jan Figura, dziękując rekolekcjoniście.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Powstanie film o ks. Dolindo!

2018-04-20 18:42

Agnieszka Bugała

Pierwszy w Polsce dokument filmowy o życiu i misji ks. Dolindo Ruotolo, mistyka z Neapolu, ma szansę powstać już niebawem.


Sutanna i płaszcz były pierwszym w życiu nowym odzieniem, które dostał Dolindo.Dotąd biegał bez butów i w za dużych ubraniach po ojcu

Każdy z nas, kto zetknął się z włoskim kapłanem i doświadczył jego orędownictwa, kto pielgrzymował już do jego grobu, albo modli się za jego wstawiennictwem w domu, bo nie dane mu będzie uklęknąć i zapukać w płytę grobowca, może włączyć się w dzieło powstania filmu, dokładając swoją cegiełkę.

Fundacja „Solo Dios Basta” – organizator „Wielkiej Pokuty” i „Różańca do granic”, Joanna Bątkiewicz-Brożek – autorka pierwszej i jedynie rzetelnie udokumentowanej biografii ks. Dolindo oraz Filmowy Ruch Ewangelizacyjny proszą o wsparcie tego dzieła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Zdzisław Sowiński o Władysławie Strzemińskim

2018-04-21 07:37

AKW

W Częstochowskim Ratuszu 20 kwietnia 2018 r. została otwarta wystawa pt. „Władysław Strzemiński – fotograficzne reminiscencje”.

AKW

Jej autorem jest Zdzisław Sowiński – reżyser, operator filmowy i artysta fotografik. W Obszerna wystawa jego prac fotograficznych odnosi się do Władysława Strzemińskiego, którego twórczość torowała nowe kierunki i nurty artystyczne. Działał przede wszystkim w okresie międzywojennym, ponieważ krótko po wojnie - w 1950 r. - został usunięty z uczelni i Związku Artystów Plastyków, całkowicie pozbawiony możliwości pracy i środków utrzymania. Przez wiele lat jego twórczość była zapomniana, dopiero kilka lat po jego śmierci ukazała się książka „Teoria widzenia”, w której zebrał swoje artystyczne poglądy. Dziś interesują się nim europejskie muzea, a jego imię nosi Akademia Sztuk Pięknych w Łodzi.

AKW

Zdzisław Sowiński zetknął się z twórczością Strzemińskiego, kiedy po studiach w łódzkiej „Filmówce” zaczął pracę w łódzkim Muzeum Sztuki, które ma dużą kolekcję prac artysty. Był tak zafascynowany jego twórczością, że przygotował wystawę: „Władysław Strzemiński – życiorys”. Do tematu wrócił po 40 latach ponownie zaskakując widzów niezwykłością spojrzenia, a przede wszystkim wykorzystaniem nietypowego materiału, którym są dawne tary do prania. Na ich pofałdowanej powierzchni umieścił portretowe wizerunki Strzemińskiego. Wykorzystanie tego materiału ma artystyczne uzasadnienie i wiąże się z działalnością Strzemińskiego, który był twórcą teorii unizmu w malarstwie. Jak czytamy w katalogu do wystawy: „Dojrzałe prace unistyczne to fakturowe abstrakcje zbudowane z powtarzających się wypukłych motywów”.

Przedstawiając bliżej Zdzisława Sowińskiego, który jako autor jest znany również czytelnikom „Niedzieli”, przypomnijmy, że jest on m.in. autorem pierwszych w Polsce zdjęć filmowych przetwarzanych za pomocą komputera. W stanie wojennym współorganizował plener malarski na Jasnej Górze w Częstochowie. Od 1990 r. był zawodowo związany z Telewizją Katowice, jako kierownik oddziału TV w Częstochowie. W tym czasie zrealizował kilkadziesiąt filmów dokumentalnych. Jest również autorem wystaw fotograficznych m. in.: „Wojciech Kilar – jasnogórskie ścieżki kompozytora”, „Wojciech Kilar – obecna obecność”, „Brazylia – misje pallotyńskie”, „Pielgrzymki Jana Pawła II w Częstochowie”. Jest laureatem wielu nagród m. in. medalu „Mater Verbi” przyznawanego przez Tygodnik Katolicki „Niedziela”.

Organizatorami wystawy w Ratuszu są Muzeum Częstochowskie i Ośrodek Promocji Kultury Gaude Mater. Jej otwarcia dokonali: Tadeusz Piersiak – dyrektor Muzeum i autor wystawy. Wykład pt. „Kompozycja unistyczna w twórczości Władysława Strzemińskiego” przedstawiła Małgorzata Wiktorko z łódzkiego Muzeum Sztuki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem