Reklama

Co nowego w edukacji?

2016-06-22 09:08

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 26/2016, str. 44-45

pressmaster/Fotolia.com

Wsparcie rodzin programem „Rodzina 500+”, odejście od pomysłów obowiązku szkolnego dla sześciolatków i likwidacji gimnazjów, nadzieja na powstrzymanie likwidacji małych szkół, uczenie kompetencji cyfrowych maluchów i wiele innych nowości pojawia się w programie naprawczym polskiej edukacji

Szybki sondaż wśród znajomych z trójką dzieci umożliwia rozeznanie, na co średnio sytuowani rodzice przeznaczą pieniądze z rządowego programu „Rodzina 500+”.

Spełnią marzenia

Rodzice stawiają na pierwszym miejscu podniesienie walorów edukacyjnych i rozwijanie zainteresowań dzieci. Oczywiście, zbliżające się wakacje otwierają nowe możliwości spędzenia wspólnie urlopu, co jedna z mam entuzjastycznie wyartykułowała: Jedziemy na Mazury! Ale zaraz potem wyrecytowała listę zakupów: instrumenty muzyczne dla dziewczynek, rolki dla synka, narty dla córek. – Córki marzą o wyjeździe na narty – mówi mama 15-letniej Marysi, 12-letniej Ani i 5-letniego Bartka. – Nigdy nas na to nie było stać. Chcą mieć takie same umiejętności jak wielu ich rówieśników – dodaje mama. Kolejnym dziecięcym marzeniem do spełnienia w tej rodzinie są wycieczki szkolne. Nie zawsze dzieci mogły na nie pojechać. Rodzice tłumaczyli pociechom, że po prostu nie mają pieniędzy. – Oboje pracujemy, na jedzenie i opłaty nam nie brakowało. To była podstawa, którą musieliśmy zapewnić dzieciom. Brakowało na rozwijanie zainteresowań dzieci, o wspólnych wakacjach mogliśmy tylko pomarzyć – wyznaje mama. – Program „Rodzina 500+” jest szansą na to, by dziecko mogło rozwijać skrzydła, by poznawało świat i rozwijało swoje pasje – podkreślają rodzice.

Podobne wydatki czekają rodzinę Dariusza i Sylwii, rodziców 18-letniej Dominiki, 16-letniego Łukasza i 13-letniej Ani. – Dotychczas było cienko z budżetem rodzinnym, choć oboje pracujemy. Wreszcie będziemy mogli dopiąć wydatki na szkołę i kupić instrumenty muzyczne dla dzieci, które grają w gminnej orkiestrze – podkreślają. Ich lepiej sytuowani znajomi chcą założyć córce, która za dwa lata wybiera się na studia, specjalne konto.

Reklama

Wybiorą dzieci

Dla rodziny Małgosi i Olgierda, pracujących rodziców trzech synów (15, 11, 7 lat), program „Rodzina 500+” to wielka niewiadoma. – Mam poczucie tymczasowości tego faktu. Nie czuję pewności, którą dają rządzący np. w Anglii, gdzie podobny system wspierania rodzin funkcjonuje od lat i rodzina może planować wydatki – mówi Małgosia. – Nie wiem, czy będę mieć te pieniądze za rok, czy po kolejnych wyborach kolejna ekipa rządząca nie zlikwiduje programu. Najpewniej odłożymy te pieniądze – dodaje. Rodzice podkreślają, że poczucie tymczasowości uniemożliwia planowanie nie tylko rodzinnych wydatków, ale również pracy zawodowej czy powiększenia rodziny. – Gdybym miała do wyboru: wykonywać mało płatną pracę czy być z dziećmi dzięki dotacji 500 zł miesięcznie, wybrałabym dzieci – mówi mama trójki dzieci.

Jeden duży, drugi mały

Likwidacja obowiązku szkolnego dla sześciolatków spowodowała, że w tym roku w wielu szkołach, które nie będą mogły zorganizować osobnych klas dla pierwszaków w różnym wieku, spotkają się dzieci z różnicą nawet dwu lat (ubiegłoroczni sześciolatkowie, którzy otrzymali odroczenie obowiązku szkolnego i teraz rozpoczynają pierwszą klasę, siedmiolatkowie, których rodzicom umożliwiono rezygnację z posłania dziecka do klasy drugiej, i sześciolatkowie, których rodzice zdecydowali posłać je już teraz do pierwszej klasy). Dwa lata w tym wieku to lata świetlne, więc wymagane będą szczególne umiejętności pedagogiczne. – Ten rocznik będzie bardzo specyficzny – mówi mama 7-letniego Maksia, który idzie do pierwszej klasy po odroczeniu obowiązku szkolnego. – Jeżeli w klasie będzie kilkoro dzieci, które poszły do pierwszej klasy jako sześciolatki i teraz będą powtórnie w tej klasie, to mogą odczuć dyskomfort. Rola nauczyciela jest tu ogromna.

Programiści na start

Zmiany w oświacie będą wynikiem konsultacji społecznych – zapowiada minister edukacji narodowej Anna Zalewska, nauczycielka i samorządowiec. Pierwsze informacje ministerstwo poda pod koniec czerwca, ale już teraz zapowiadane są obszary zmian poddane długotrwałym procesom. Zmiany rozpoczną się w 2017 r. i będą wprowadzane w taki sposób, aby były jak najmniej odczuwalne zarówno dla dzieci, jak i nauczycieli – podkreśla minister. Pierwszy zwiastun obejmie wybrane szkoły i dotyczyć będzie wprowadzania uczniów w szkolną Dolinę Krzemową. Proces cyfryzacji rzeczywistości społecznej wymaga od dzisiejszych uczniów kompetencji wykraczających daleko poza umiejętności w zakresie gier komputerowych i udział w świecie społeczności wirtualnej. Ministerstwo Edukacji zapowiada, że od września część pierwszoklasistów zostanie objęta pilotażowym programem nauki programowania. Projekt ten obejmie wszystkie szkoły w następnym roku.

Nie tylko samorządy

Ministerstwo planuje wzmocnić funkcję kuratora oświaty nad działaniami samorządów w obszarze oświaty. Od uzyskania pozytywnej opinii kuratora zależeć będą samorządowe decyzje o likwidacji szkół, przekształcenia samorządowych placówek oświatowych czy zatwierdzanie sieci publicznych przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w szkołach. Pozytywną opinię kuratora muszą też zdobyć osoby i organizacje pragnące założyć publiczną placówkę oświatową. Kuratorzy będą również opiniować instytucje prowadzące szkolenia dla nauczycieli i dla uczniów. – Ogromnie się cieszę z tych zmian. Już w ubiegłym roku interweniowaliśmy jako rodzice w kuratorium w sprawie treści lekcji wychowawczych i filmów pokazywanych naszym dzieciom przez zewnętrzne firmy szkoleniowe – mówi mama dziewczynki, która w ubiegłym roku przystępowała do I Komunii św.; dziewczynka wracała do domu z płaczem po wysłuchaniu na lekcji wychowawczej gendertreści, podawanych przez wychowawczynię po zewnętrznym szkoleniu. Sam kurator ma być powoływany i odwoływany przez ministra w drodze konkursu ogłoszonego przez wojewodę. Wicekurator będzie powoływany przez ministra oświaty na wniosek kuratora i na podstawie opinii wojewody (wcześniej było to zadanie wojewodów).

Co z gimnazjami?

Ministerstwo na razie wycofało się ze zmian struktury szkół. Dotyczy to nie tylko gimnazjów, ale też liceów. Nietrudno to zrozumieć – oprócz ogromnych nakładów na reformę powołującą gimnazja przeciw ich likwidacji stoi armia nauczycieli. Oblicza się, że w gimnazjach zatrudnionych jest ponad 100 tys. nauczycieli. 57 proc. to nauczyciele dyplomowani, a więc już z wieloletnim stażem i niezłym jak na polskie warunki uposażeniem. Warunki pracy w gimnazjach z roku na rok też się poprawiają. Niż demograficzny dotarł i na ten poziom nauczania. Uczniów w gimnazjalnej klasie jest mniej niż w licealnej. Na jeden nauczycielski etat przypada średnio 11 uczniów (w liceum – 14, w szkołach podstawowych – 13). Przeciętna klasa w gimnazjum liczy 23 uczniów (w liceum – 27, w szkołach podstawowych – 18). Ministerstwo nie wyklucza jednak reformowania nauczania na poziomie ponadpodstawowym. – Zorganizowanie czteroletniego liceum ogólnokształcącego jest na pewno priorytetem w działaniach naszego ministerstwa – mówiła w Sejmie Teresa Wargocka, sekretarz stanu w MEN. Zwracała ona uwagę przede wszystkim na założenia programowe; podkreślała znaczenie nauczania dziedzictwa narodowego i odpowiedzialności za wspólnotę narodową i państwo. Zadeklarowała odejście od profilowania od pierwszej klasy licealnej i obowiązek nauki historii we wszystkich klasach na każdym etapie nauczania.

Teraz rodzina

Szkoła jest instytucją, która nie lubi reform. Częste zmiany nie służą ani uczniom, ani nauczycielom, ani procesom dydaktyczno-wychowawczym, jednak to, co działo się w ostatnich latach z polską oświatą, budziło sprzeciw wielu środowisk. Ale najbardziej rodziców. Pomysł wysłania 6-latków do szkół mimo kilkuletniej zmasowanej akcji protestacyjnej, którą poparło 2 mln Polaków podpisujących się pod obywatelskim projektem, zburzył wiarę w demokratyczne podstawy państwa. Genderowe programy wchodzące do szkół i przedszkoli budziły niepokój o przyszłość dzieci. Zakończenie roku szkolnego otwiera przed rodzinami nowe perspektywy. Wzmocnienie rodziny przez program „Rodzina 500+” na pewno przełoży się na zaspokojenie potrzeb edukacyjnych dzieci, bo to rodzicom najbardziej zależy, by ich pociechy zdobyły kompetencje tak potrzebne w zmieniającym się jak w kalejdoskopie świecie. Ale też bardzo potrzebna jest szkoła mądrze zarządzana, z podstawą programową umożliwiającą kształcenie światłych obywateli. Trzeba wierzyć, że uda się tę szkołę wzmocnić sensownymi działaniami, które nie będą funkcjonować rok, dwa lub do następnej kadencji Sejmu i nowych rządów. Rodziny na to zasługują.

Tagi:
polityka szkoła rodzina

Cała Europa potrzebuje dużych rodzin

2018-06-20 08:09

Zygmunt Piotr Cywiński
Edycja szczecińsko-kamieńska 25/2018, str. VI

W dniach 1-3 czerwca w Szczecinie odbył się VI Ogólnopolski Zjazd Dużych Rodzin (ZDR), połączony ze spotkaniem europejskich rodzin wielodzietnych. Jego organizatorem był Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus”, Miasto Szczecin i Europejska Konfederacja Dużych Rodzin. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął prezydent Andrzej Duda wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą

Zygmunt Piotr Cywiński

Zjazdy Dużych Rodzin organizowane są od 2013 r. Trwają trzy dni, podczas których wspólne świętowanie powoduje integrację i wymianę doświadczeń między rodzinami oraz aktywny wypoczynek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Milion ludzi na Partynicach

2018-06-21 23:59

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Spotkanie zorganizowano w Sali Wielkiej wrocławskiego Ratusza, rozmowę moderował ks. Grzegorz Sokołowski. W nastrój świętowania 35. rocznicy pierwszej wizyty Papieża Polaka we Wrocławiu wprowadził film pt. „Spragnieni sprawiedliwości” oparty na opowieściach kard. Henryka Gulbinowicza, Rafała Dutkiewicza i prof. Andrzeja Wiszniewskiego. Spotkanie wzbogacała obecność…pastorału papieskiego, w kształcie krzyża, z którym pielgrzymował Jan Paweł II.

Prelegenci najpierw dzielili się osobistymi wspomnieniami o tym, co robili 21 czerwca 1983 r. Prof. Wiszniewski, zaangażowany wówczas w działalność opozycyjną nie ukrywał emocji:

- Głęboko się wzruszyłem słuchając tych głosów z nagranego filmu. To było 35 lat temu, ale było fundamentalne dla naszej przyszłości. Na Partynicach zgromadziło się ok. miliona ludzi, zagospodarowanie tego tłumu wcale nie jest prostą rzeczą. Partynice były podzielone na sektory. Ten najbliższy był sektorem zerowym, ale dostać wejściówkę na sektor zerowy było trudniej, iż zdobyć bilet na mecz mundialowy – wspominał Profesor. Słowa papieża odczytywaliśmy jako poparcie dla „Solidarności”. Tłum na Patynicach stał pod tysięcznymi sztandarami z napisami „Solidarności”. Byliśmy złaknieni sprawiedliwości… Lekcję papieską odrobiliśmy nie najgorzej, bo sześć lat później skończył się w Polsce komunizm. Ale dziś, po 35. latach, powinniśmy się chyba zastanowić co nam zostało z nauczania papieskiego. To, co zostało, co nam się udało, a co nie, trzeba koniecznie zrewidować – konkludował. W dalszej części swoich wystąpień odkreślał kontynuację nauczania Papieża Polaka w sposobie prowadzenia Kościoła, który proponuje Franciszek, pochylając się nad najsłabszymi, niezdolnymi do odnoszenia spektakularnych sukcesów. – Wtedy byli komuniści, jednoczyliśmy się, aby obalić ich rządy. A wokół czego dziś powinniśmy być solidarni? – pytał wskazując na niepełnosprawnych i emigrantów. Profesor podkreślił też niemożność solidaryzowania się ze współczesnymi związkami zawodowymi, które – wg niego – solidaryzują się z rządzącymi.

Bp Andrzej Siemieniewski przywoływał obrazy i emocje tamtego dnia. - W mojej pamięci i sercu zostało o wiele więcej obrazów, uczuć, niż słów i pojęć papieskich. Bardzo ważne ze wszystkich pielgrzymek papieskich do Polski jest nie tylko to, co słyszymy, ale też doświadczenie, które przeżywamy. To przemiana tłumu we wspólnotę. To nie jest wspólnota zorganizowana przeciw czemuś, ale wokół – w tym wypadku wokół ołtarza, wokół nauczania. Stąd rozszerza się ewangeliczne nauczanie papieskie. Bp Andrzej podkreślał tę nadrzędną cechę papieskiego nauczania, które nigdy nie występowała przeciwko człowiekowi, nawet wtedy, gdy błądził.

Juliusz Woźny podzielił się wspomnieniem… nieobecności we Wrocławiu w 1983r. - Nie miałem wtedy okazji uczestniczyć bezpośrednio w tej uroczystości, bo odbywałem służbę wojskową, byłem podchorążym. W dzień poprzedzający wizytę papieża poprosiliśmy naszych zwierzchników o to, byśmy mogli pójść na spotkanie – opowiadał. Oczywiście, odpowiedź była odmowna. Nocą pod murami koszar ciągnęły tłumy w stronę Partynic, wołaliśmy, że chcemy iść z nimi, ale oczywiście nie było to możliwe. Zapamiętałem jednak obraz, który zostanie w moim sercu już do końca życia: nad poligonem pojawił się helikopter. Oficerowie zgłupieli, nie wiedzieli co zrobić. My zaczęliśmy wołać, machać w stronę helikoptera. Konkluzja jest taka, że wszyscy, którzy mogli, poszli na Partynice, by tam spotkać papieża, a mnie papież odwiedził w wojsku – zakończył.

Zobacz zdjęcia: Konferencja pt.


Organizatorem spotkania było, m.in. Centrum Historii Zajezdnia. Patrona honorowy nad wydarzeniem sprawowali metropolita wrocławski i prezydent Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Franciszek o wyzwaniach ekumenizmu, imigrantach i pokoju

2018-06-22 18:03

tłum. st (KAI) / Watykan

Ojciec Święty poparł stanowisko prefekta Kongregacji Nauki Wiary na temat możliwości udzielania Komunii św. protestanckim współmałżonkom katolików. Rozmawiając z dziennikarzami przez około 30 minut na pokładzie samolotu lecącego z Genewy do Rzymu, odpowiedział także na pytania dotyczące sytuacji imigrantów i uchodźców oraz wyzwań związanych z bronią nuklearną.

Grzegorz Gałązka

Oto pełny zapis konferencji prasowej Ojca Świętego w tłumaczeniu na język polski:

Greg Burke:

Po pierwsze dziękuję. „Idźmy, módlmy się i pracujmy razem”. [hasło podróży]. Szliśmy, modliliśmy się kilka razy, a teraz musimy trochę popracować - a potem coś zjeść. Widzimy jednak, że wspólne chodzenie przynosi owoce: dzisiaj, gościnność. Widzieliśmy, że po wielu latach dialogu istnieje wzajemny szacunek i coś więcej: jest także przyjaźń. Ale wciąż jest wiele do zrobienia oraz wiele wyzwań, a to nas zazwyczaj interesuje: wyzwania. Może Wasza Świątobliwość chce powiedzieć coś najpierw ...

Papież Franciszek:

Dziękuję za waszą pracę! Był to dość ciężki dzień, przynajmniej dla mnie. Ale jestem zadowolony, bo różne rzeczy, które uczyniliśmy, czy to modlitwa na początku, a następnie dialog podczas obiadu były niezwykle piękne, i wreszcie Msza św. sprawiły, że jestem szczęśliwy. Męczą, ale to rzeczy dobre. Dziękuję bardzo. A teraz jestem do waszej dyspozycji.

Greg Burke:

Dobrze. Zacznijmy od Szwajcarów: Arnaud Bédat, z magazynu „L'Illustre”:

Arnaud Bédat:

Ojcze Święty, byłeś w Genewie, ale także w Szwajcarii. Jaki obraz, jakie ważne wydarzenia wywarły wrażenie na Waszej Świątobliwości podczas tego dnia?

Papież Franciszek:

Dziękuję. Sądzę, powiedziałbym - istnieje najpopularniejsze określenie: spotkanie. To był dzień różnorodnych spotkań. Właściwym słowem tego dnia jest spotkanie, a kiedy jedna osoba spotyka się z drugą i odczuwa z tego przyjemność, to zawsze dotyka serca. Były to spotkania pozytywne, piękne począwszy od dialogu z prezydentem [Konfederacji Szwajcarskiej - KAI], na początku, który był nie tylko zwykłą wymianą uprzejmości, ale głębokim dialogiem dotyczącym poważnych kwestii ogólnoświatowych i z inteligencją która wywarła na mnie wrażenie. Począwszy od tego. Potem spotkania, które wszyscy widzieliście... Natomiast to, czego nie widzieliście, to spotkanie przy obiedzie, które było bardzo głębokie w tym jak poruszano wielu tematów. Być może kwestią, której poświęciliśmy najwięcej czasu była młodzież, bo także wszystkie wyznania są zatroskane, w dobrym tego słowa znaczeniu, o młodzież. Również spotkanie przedsynodalne, które miało miejsce w Rzymie, począwszy od 19 marca przyciągnęło sporo uwagi, bo uczestniczyli w nim ludzie młodzi ze wszystkich wyznań, również agnostycy i przedstawiciele wszystkich krajów. Pomyślcie: 315 młodych i 15 tysięcy łączących się online, którzy „przychodzili i odchodzili”. Zapewne obudziło to szczególne zainteresowanie. Ale słowo, które być może podsumowuje dla mnie całą podróż to spotkanie. Doświadczenie spotkania. Nie czysta uprzejmość, nic czysto formalnego, ale ludzkie spotkanie. I to, między protestantami i katolikami – a to mówi wszystko... Dziękuję.

Greg Burke: Dziękuję, Wasza Świątobliwość. Teraz z grupy niemieckiej jest Roland Juchem z niemieckiej agencji CIC.

Roland Juchem:

Dziękuję, Ojcze Święty. Często mówisz o konkretnych krokach, jakie należy podjąć w ekumenizmie. Dzisiaj, na przykład, po raz kolejny odniosłeś się do tego, mówiąc: „Zobaczmy raczej, co można konkretnie uczynić, zamiast zniechęcać się tym, czego nie ma”. Biskupi niemieccy ostatnio, postanowili uczynić krok [w sprawie tak zwanej „interkomunii” - KAI]. Pytamy się zatem dlaczego abp Ladaria [Prefekt Kongregacji Nauki Wiary - KAI] napisał list, który wydaje się trochę, jak hamowanie awaryjne. Po spotkaniu 3 maja stwierdzono, że biskupi niemieccy powinni znaleźć rozwiązanie, na ile to możliwe jednomyślne. Jakie będą następne kroki? Czy konieczna będzie interwencja Watykanu, aby wyjaśnić, czy też biskupi niemieccy będą musieli dojść do porozumienia?

Papież Franciszek:

Dobrze. To nie jest nowość, ponieważ Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje to, o czym mówili biskupi niemieccy: Komunia św. w przypadkach szczególnych. I przyjrzeli się problemowi małżeństw mieszanych: czy jest to możliwe, czy niemożliwe. Jednakże Kodeks mówi, że biskup Kościoła partykularnego – to słowo jest ważne: partykularnego, jeśli kieruje diecezją - powinien zająć się tą sprawą: decyzja jest w jego rękach. Tak mówi Kodeks. Biskupi niemieccy widząc, że sprawa nie jest jasna oraz, że niektórzy księża podejmowani działania, nie uzgadniając ich z biskupem, chcieli zbadać tę kwestię i podjęli studium, które - nie chcę przesadzić – ale było prowadzone przez ponad rok, nie wiem dobrze, ale ponad rok, dobrze wykonane, dobrze zrobione. Studium jest ograniczające. Biskupi chcieli jasno powiedzieć to co znajduje się w Kodeksie. Także i ja przeczytałem ten dokument i mogę powiedzieć, że jest on restrykcyjny. Nie było w nim otwarcia się na wszystkich. Był on dobrze przemyślany, w duchu kościelnym. I chcieli to uczynić dla Kościoła lokalnego, a nie partykularnego. Doszło do tego, że miał on być dokumentem Niemieckiej Konferencji Biskupów. I tu tkwi problem, ponieważ Kodeks tego nie przewiduje. Przewiduje kompetencje biskupa diecezjalnego, ale nie konferencji episkopatu. Dlaczego? Ponieważ coś zatwierdzonego na konferencji episkopatu natychmiast staje się powszechne. I na tym polegała trudność dyskusji: nie tyle treść, ale to właśnie. Przysłali dokument; następnie odbyły się dwa lub trzy spotkania dialogu i wyjaśnienia; a arcybiskup Ladaria wysłał ten list, ale za moim przyzwoleniem, nie uczynił tego sam. Powiedziałem mu: „Tak, lepiej uczynić krok naprzód i powiedzieć, że dokument nie jest jeszcze dojrzały - tak stwierdzono w liście – i że kwestię trzeba jeszcze przestudiować”. Potem miało miejsce kolejne spotkanie i ostatecznie sprawę przestudiowano. Sądzę, że będzie to dokument wytyczny dla decyzji, aby każdy z biskupów diecezjalnych mógł zająć się tą sprawą, tak jak pozwala już prawo kanoniczne. Nie było to żadne wyhamowanie. Było to takie pokierowanie sprawą, aby postępowała właściwą drogą. Kiedy odwiedziłem kościół luterański w Rzymie, zadano mi takie pytanie i odpowiedziałem zgodnie z duchem Kodeksu Prawa Kanonicznego, duchem, którego teraz poszukują [biskupi]. Może nie było właściwej odpowiedzi w odpowiednim czasie, jest trochę zamieszania, ale o to chodzi. W Kościele partykularnym Kodeks na to pozwala; w Kościele lokalnym nie można tego zrobić, ponieważ było by to powszechne. O to chodzi.

Roland Juchem:

Czy Kościół lokalny to konferencja episkopatu? Papież Franciszek:

... tak to konferencja. Ale konferencja może studiować i udzielać wskazówek, aby pomóc biskupom w radzeniu sobie z konkretnymi przypadkami. Dziękuję.

Greg Burke:

Teraz z grupy języka hiszpańskiego Eva Fernández z radia hiszpańskiego Cope.

Eva Fernández:

Dziękuję, Ojcze Święty. Widzieliśmy, że również Sekretarz Generalny Światowej Rady Kościołów mówił o pomocy dla uchodźców. Ostatnio widzieliśmy wypadek statku „Aquarius” oraz inne przypadki, a także rozdzielanie rodzin w Stanach Zjednoczonych. Czy Wasza Świątobliwość sądzi, że niektóre rządy wykorzystują instrumentalnie dramat uchodźców? Dziękuję.

Papież Franciszek:

Wiele mówiłem o uchodźcach, a kryteria te to co, powiedziałem już wcześniej: „Przyjmować, chronić, promować i integrować”. Są to kryteria dotyczące wszystkich uchodźców. Ponadto powiedziałem, że każdy kraj musi to czynić z cnotą rządzenia, czyli roztropnością, ponieważ kraj powinien przyjąć tylu uchodźców, ile może i tylu ile może zintegrować: integrować, to jest wykształcić, dać pracę... To, powiedziałbym, jest planem spokojnym, naznaczonym pogodą ducha dla uchodźców. Tutaj doświadczamy fali uchodźców uciekających przed wojną i głodem. Wojna i głód w wielu krajach Afryki, wojny i prześladowania na Bliskim Wschodzie. Włochy i Grecja bardzo szczodrze przyjmowały. Dla Bliskiego Wschodu - w odniesieniu do Syrii - Turcja przyjęła bardzo wielu; Liban, wielu: Liban ma tylu Syryjczyków, ilu jest Libańczyków; a następnie Jordania i inne kraje. Także Hiszpania ich przyjęła. Istnieje problem związany z handlem migrantami. I jest jeszcze problem z przypadkami, kiedy wracają, bo powinni powrócić: istnieje taki przypadek... Nie znam dobrze warunków porozumienia, ale jeśli są na wodach libijskich, muszą powrócić... I zobaczyłem tam zdjęcia więzienia handlarzy. Handlarze natychmiast oddzielają kobiety od mężczyzn: kobiety i dzieci idą Bóg wie gdzie... Tak czynią handlarze. Znam także przypadek, kiedy handlarze podpłynęli do statku, który przyjmował uchodźców z łodzi i powiedzieli: „Dajcie nam kobiety i dzieci, a zabierzcie mężczyzn”. To czynią handlarze. A więzienia handlarzy, dla tych którzy powrócili, są straszne, są straszne. Takie rzeczy widywano w lagrach II wojny światowej. Także okaleczenia, tortury... A potem wrzucają ich do masowych grobów, mężczyzn. Właśnie dlatego rządy troszczą się, aby nie wracali i nie wpadli w ręce tych ludzi. Istnieje światowy niepokój. Wiem, że rządy mówią o tym i chcą znaleźć porozumienie, a także zmienić Porozumienie Dublińskie. W Hiszpanii mieliście przypadek tego statku, który przybył do Walencji. Ale całe to zjawisko jest chaosem. Problem wojen jest trudny do rozwiązania; również problem prześladowania chrześcijan na Bliskim Wschodzie, a także w Nigerii. Ale problem głodu można rozwiązać. Wiele rządów europejskich myśli o pilnym planie inwestowania w tych krajach, inteligentnego inwestowania, aby dać pracę i wykształcenie, te dwie rzeczy. W krajach, z których pochodzą ci ludzie. Ponieważ – nikogo nie obrażając, ale to prawda – w zbiorowej podświadomości istnieje straszne powiedzenie: „Afryka musi być wykorzystana” - Africa es para ser explotada. To tkwi w podświadomości: „Oh, to Afrykańczycy! ...”. Ziemia niewolników. A to musi się zmienić wraz z tym planem inwestycji, edukacji, rozwoju, ponieważ lud afrykański ma wiele bogactw kulturowych. Mają też wielką inteligencję: dzieci są bardzo inteligentne i mogą, przy dobrym wykształceniu, zajść daleko. To będzie droga średnioterminowa. Ale w tej chwili rządy muszą zgodzić się na postęp w tej nagłej sytuacji. To, tutaj w Europie.

Przejdźmy do Ameryki. W Ameryce istnieje duży problem migracyjny w Ameryce Łacińskiej. Istnieje także problem migracji wewnętrznych. W mojej ojczyźnie występuje problem migracji z północy na południe; ludzie opuszczają wieś, bo nie ma pracy i udają się do dużych miast i istnieją tam mega-miasta, slumsy, i wszystkie te rzeczy ... Ale jest też migracja zewnętrzna do innych krajów, oferujących pracę. Mówiąc konkretnie, do Stanów Zjednoczonych. Zgadzam się z tym, co mówią biskupi tego kraju. Jestem po ich stronie. Dziękuję.

Greg Burke:

Dziękuję, Wasza Świątobliwość. Teraz grupa angielska: Deborah Castellano Lubov z agencji Zenit.

Deborah Castellano Lubov:

Dziękuję, Wasza Świątobliwość. W swoim dzisiejszym przemówieniu podczas spotkania ekumenicznego, odniosłeś się Ojcze Święty do ogromnej mocy Ewangelii. Wiemy, że niektóre Kościoły należące do Światowej Rady Kościołów to tak zwane „Kościoły pokoju”, które sądzą, że chrześcijanin nie może używać przemocy. Przypomnijmy, że dwa lata temu w Watykanie odbyła się konferencja mająca na celu ponowne rozważenie doktryny „wojny sprawiedliwej”. Moje pytanie jest następujące: Czy Wasza Świątobliwość sądzi, że to dobry pomysł, aby Kościół katolicki dołączył do tych tak zwanych „Kościołów pokoju” i odstawił na bok teorię „wojny sprawiedliwej”. Dziękuję.

Papież Franciszek:

Wyjaśnienie: dlaczego mówi Pani, że istnieją „Kościoły pokoju”?

Deborah Castellano Lubov:

Są uważane za „Kościoły pokoju”, ponieważ mają ideę, że osoba używająca przemocy nie może być uważana za chrześcijanina.

Papież Franciszek:

Dzięki, rozumiem. Włożyła Pani palec w ranę... Dzisiaj, w porze obiadu pewien pastor powiedział, że być może pierwszym prawem człowieka jest prawo do nadziei. Bardzo mi się to spodobało i jest nieco „w tym temacie”. Rozmawialiśmy o współczesnym kryzysie praw człowieka. Myślę, że muszę zacząć od tego, aby dotrzeć do Pani pytania. Wyraźnie widać kryzys praw człowieka. Mowa o prawach człowieka, ale wiele grup lub niektóre kraje dystansują się od tego. Tak, mamy prawa człowieka, ale... nie ma siły, entuzjazmu, przekonania, nie powiem sprzed 70 lat, ale 20 lat temu. Jest poważne zjawisko, ponieważ musimy zobaczyć przyczyny. Jakie przyczyny sprawiły, że do tego doszliśmy? Że dzisiaj prawa człowieka są względne. Również prawo do pokoju jest względne. To kryzys praw człowieka. Myślę, że musimy to dokładnie przemyśleć.

Następnie tak zwane „Kościoły pokoju”. Sądzę, że wszystkie Kościoły, które mają tego ducha pokoju, muszą zebrać się razem i pracować razem, jak powiedzieliśmy w dzisiejszych przemówieniach, zarówno ja, jak i inne osoby, które zabrały głos. Mówiono też o tym podczas obiadu. Jedność dla pokoju. Dzisiaj pokój jest koniecznością, ponieważ istnieje ryzyko wojny... Ktoś powiedział: jeśli dojdzie do trzeciej wojny światowej, to wiemy, z użyciem jakiej broni, ale jeśli będzie kolejna, czwarta, to będzie prowadzona na kije, bo ludzkość zostanie zniszczona. Zaangażowanie na rzecz pokoju to poważna sprawa. Kiedy myślimy o pieniądzach, które są wydawane na zbrojenia! Z tego powodu „Kościoły pokoju”: ale jest to Boży nakaz! Pokój, braterstwo, zjednoczona ludzkość... I wszystkie konflikty. Nie możemy rozwiązywać ich tak jak Kain, ale trzeba je rozwiązywać poprzez negocjacje, dialog i mediację. Na przykład przeżywamy kryzys w mediacji! Mediacja, która jest bardzo cenną formą prawną, przeżywa dziś kryzys. Kryzys nadziei, kryzys praw człowieka, kryzys mediacji, kryzys pokoju. Ale ponadto, jeśli Pani mówi, że istnieją „Kościoły pokoju”, zadaję sobie pytanie: czy istnieją „Kościoły wojny”? Trudno to zrozumieć, to trudne, ale są z pewnością pewne grupy, i powiedziałbym w prawie wszystkich religiach, małe grupy, nieco upraszczając powiem „fundamentalistów”, którzy dążą do wojen. Również my, katolicy, mamy także i tych, którzy zawsze dążą do zniszczenia. I bardzo ważne, aby mieć to przed oczami. Nie wiem, czy odpowiedziałem...

Mówią mi, że ludzie proszą o kolację, że nadeszła odpowiednia chwila, aby dolecieć z pełnym żołądkiem...

Chcę tylko powiedzieć jasno jedno słowo: że dzisiaj był dzień ekumeniczny, właśnie ekumeniczny. I podczas obiadu powiedzieliśmy coś pięknego, co wam pozostawiam, abyście to przemyśleli i zastanowili się nad tym: w ruchu ekumenicznym musimy usunąć ze słownika jedno słowo: prozelityzm. Jasne? Nie może współistnieć ekumenizm z prozelityzmem, trzeba wybrać: albo jesteś człowiekiem o duchu ekumenicznym, albo jesteś „prozelitą”.

Dziękuję. Nadal będę mówił, bo to lubię,ale...

A teraz, niech przyjdzie substytut [w Sekretariacie Stanu - KAI], ponieważ to ostatnia podróż, którą odbywa wraz z nami. Obecnie zmieni „kolor” [stanie się kardynałem - KAI]: ale nie ze wstydu! Chcemy go pożegnać i aby to uczcić będzie sardyński tort.

Abp Giovanni Angelo Becciu:

Dziękuję! To podwójna niespodzianka, że zostałem wezwany i podziękowano mi w waszej obecności. A potem sardyński tort... dobrze!, Spróbuję go z przyjemnością. Naprawdę dziękuję Ojcu Świętemu za tę okazję, ale także tak bardzo za wszystko, za wszystko, ponieważ pozwolił mi na to cudowne doświadczenie, by sporo podróżować wraz z nim. Na początku mnie przestraszył, gdy powiedział: „Nie, nie będę wiele podróżował” – czy Wasza Świątobliwość o tym pamięta? A potem, po jednej podróży dodawał drugą i kolejną. Wtedy powiedzieliśmy: „Na szczęście, powiedział, że będzie ich niewiele!”, a było ich wiele. Wspaniałe doświadczenie: widzieć Ojca Świętego odważnie szerzącego Słowo Boże. Moja posługa to tylko pomóc mu w tym. Dziękuję wam wszystkim i tym, którzy nam pomogli. Dziękuję.

Papież Franciszek:

Smacznego, dobrej kolacji i dziękuję bardzo. I proszę was, módlcie się za mnie. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem