Reklama

Co nowego w edukacji?

2016-06-22 09:08

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 26/2016, str. 44-45

pressmaster/Fotolia.com

Wsparcie rodzin programem „Rodzina 500+”, odejście od pomysłów obowiązku szkolnego dla sześciolatków i likwidacji gimnazjów, nadzieja na powstrzymanie likwidacji małych szkół, uczenie kompetencji cyfrowych maluchów i wiele innych nowości pojawia się w programie naprawczym polskiej edukacji

Szybki sondaż wśród znajomych z trójką dzieci umożliwia rozeznanie, na co średnio sytuowani rodzice przeznaczą pieniądze z rządowego programu „Rodzina 500+”.

Spełnią marzenia

Rodzice stawiają na pierwszym miejscu podniesienie walorów edukacyjnych i rozwijanie zainteresowań dzieci. Oczywiście, zbliżające się wakacje otwierają nowe możliwości spędzenia wspólnie urlopu, co jedna z mam entuzjastycznie wyartykułowała: Jedziemy na Mazury! Ale zaraz potem wyrecytowała listę zakupów: instrumenty muzyczne dla dziewczynek, rolki dla synka, narty dla córek. – Córki marzą o wyjeździe na narty – mówi mama 15-letniej Marysi, 12-letniej Ani i 5-letniego Bartka. – Nigdy nas na to nie było stać. Chcą mieć takie same umiejętności jak wielu ich rówieśników – dodaje mama. Kolejnym dziecięcym marzeniem do spełnienia w tej rodzinie są wycieczki szkolne. Nie zawsze dzieci mogły na nie pojechać. Rodzice tłumaczyli pociechom, że po prostu nie mają pieniędzy. – Oboje pracujemy, na jedzenie i opłaty nam nie brakowało. To była podstawa, którą musieliśmy zapewnić dzieciom. Brakowało na rozwijanie zainteresowań dzieci, o wspólnych wakacjach mogliśmy tylko pomarzyć – wyznaje mama. – Program „Rodzina 500+” jest szansą na to, by dziecko mogło rozwijać skrzydła, by poznawało świat i rozwijało swoje pasje – podkreślają rodzice.

Podobne wydatki czekają rodzinę Dariusza i Sylwii, rodziców 18-letniej Dominiki, 16-letniego Łukasza i 13-letniej Ani. – Dotychczas było cienko z budżetem rodzinnym, choć oboje pracujemy. Wreszcie będziemy mogli dopiąć wydatki na szkołę i kupić instrumenty muzyczne dla dzieci, które grają w gminnej orkiestrze – podkreślają. Ich lepiej sytuowani znajomi chcą założyć córce, która za dwa lata wybiera się na studia, specjalne konto.

Reklama

Wybiorą dzieci

Dla rodziny Małgosi i Olgierda, pracujących rodziców trzech synów (15, 11, 7 lat), program „Rodzina 500+” to wielka niewiadoma. – Mam poczucie tymczasowości tego faktu. Nie czuję pewności, którą dają rządzący np. w Anglii, gdzie podobny system wspierania rodzin funkcjonuje od lat i rodzina może planować wydatki – mówi Małgosia. – Nie wiem, czy będę mieć te pieniądze za rok, czy po kolejnych wyborach kolejna ekipa rządząca nie zlikwiduje programu. Najpewniej odłożymy te pieniądze – dodaje. Rodzice podkreślają, że poczucie tymczasowości uniemożliwia planowanie nie tylko rodzinnych wydatków, ale również pracy zawodowej czy powiększenia rodziny. – Gdybym miała do wyboru: wykonywać mało płatną pracę czy być z dziećmi dzięki dotacji 500 zł miesięcznie, wybrałabym dzieci – mówi mama trójki dzieci.

Jeden duży, drugi mały

Likwidacja obowiązku szkolnego dla sześciolatków spowodowała, że w tym roku w wielu szkołach, które nie będą mogły zorganizować osobnych klas dla pierwszaków w różnym wieku, spotkają się dzieci z różnicą nawet dwu lat (ubiegłoroczni sześciolatkowie, którzy otrzymali odroczenie obowiązku szkolnego i teraz rozpoczynają pierwszą klasę, siedmiolatkowie, których rodzicom umożliwiono rezygnację z posłania dziecka do klasy drugiej, i sześciolatkowie, których rodzice zdecydowali posłać je już teraz do pierwszej klasy). Dwa lata w tym wieku to lata świetlne, więc wymagane będą szczególne umiejętności pedagogiczne. – Ten rocznik będzie bardzo specyficzny – mówi mama 7-letniego Maksia, który idzie do pierwszej klasy po odroczeniu obowiązku szkolnego. – Jeżeli w klasie będzie kilkoro dzieci, które poszły do pierwszej klasy jako sześciolatki i teraz będą powtórnie w tej klasie, to mogą odczuć dyskomfort. Rola nauczyciela jest tu ogromna.

Programiści na start

Zmiany w oświacie będą wynikiem konsultacji społecznych – zapowiada minister edukacji narodowej Anna Zalewska, nauczycielka i samorządowiec. Pierwsze informacje ministerstwo poda pod koniec czerwca, ale już teraz zapowiadane są obszary zmian poddane długotrwałym procesom. Zmiany rozpoczną się w 2017 r. i będą wprowadzane w taki sposób, aby były jak najmniej odczuwalne zarówno dla dzieci, jak i nauczycieli – podkreśla minister. Pierwszy zwiastun obejmie wybrane szkoły i dotyczyć będzie wprowadzania uczniów w szkolną Dolinę Krzemową. Proces cyfryzacji rzeczywistości społecznej wymaga od dzisiejszych uczniów kompetencji wykraczających daleko poza umiejętności w zakresie gier komputerowych i udział w świecie społeczności wirtualnej. Ministerstwo Edukacji zapowiada, że od września część pierwszoklasistów zostanie objęta pilotażowym programem nauki programowania. Projekt ten obejmie wszystkie szkoły w następnym roku.

Nie tylko samorządy

Ministerstwo planuje wzmocnić funkcję kuratora oświaty nad działaniami samorządów w obszarze oświaty. Od uzyskania pozytywnej opinii kuratora zależeć będą samorządowe decyzje o likwidacji szkół, przekształcenia samorządowych placówek oświatowych czy zatwierdzanie sieci publicznych przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w szkołach. Pozytywną opinię kuratora muszą też zdobyć osoby i organizacje pragnące założyć publiczną placówkę oświatową. Kuratorzy będą również opiniować instytucje prowadzące szkolenia dla nauczycieli i dla uczniów. – Ogromnie się cieszę z tych zmian. Już w ubiegłym roku interweniowaliśmy jako rodzice w kuratorium w sprawie treści lekcji wychowawczych i filmów pokazywanych naszym dzieciom przez zewnętrzne firmy szkoleniowe – mówi mama dziewczynki, która w ubiegłym roku przystępowała do I Komunii św.; dziewczynka wracała do domu z płaczem po wysłuchaniu na lekcji wychowawczej gendertreści, podawanych przez wychowawczynię po zewnętrznym szkoleniu. Sam kurator ma być powoływany i odwoływany przez ministra w drodze konkursu ogłoszonego przez wojewodę. Wicekurator będzie powoływany przez ministra oświaty na wniosek kuratora i na podstawie opinii wojewody (wcześniej było to zadanie wojewodów).

Co z gimnazjami?

Ministerstwo na razie wycofało się ze zmian struktury szkół. Dotyczy to nie tylko gimnazjów, ale też liceów. Nietrudno to zrozumieć – oprócz ogromnych nakładów na reformę powołującą gimnazja przeciw ich likwidacji stoi armia nauczycieli. Oblicza się, że w gimnazjach zatrudnionych jest ponad 100 tys. nauczycieli. 57 proc. to nauczyciele dyplomowani, a więc już z wieloletnim stażem i niezłym jak na polskie warunki uposażeniem. Warunki pracy w gimnazjach z roku na rok też się poprawiają. Niż demograficzny dotarł i na ten poziom nauczania. Uczniów w gimnazjalnej klasie jest mniej niż w licealnej. Na jeden nauczycielski etat przypada średnio 11 uczniów (w liceum – 14, w szkołach podstawowych – 13). Przeciętna klasa w gimnazjum liczy 23 uczniów (w liceum – 27, w szkołach podstawowych – 18). Ministerstwo nie wyklucza jednak reformowania nauczania na poziomie ponadpodstawowym. – Zorganizowanie czteroletniego liceum ogólnokształcącego jest na pewno priorytetem w działaniach naszego ministerstwa – mówiła w Sejmie Teresa Wargocka, sekretarz stanu w MEN. Zwracała ona uwagę przede wszystkim na założenia programowe; podkreślała znaczenie nauczania dziedzictwa narodowego i odpowiedzialności za wspólnotę narodową i państwo. Zadeklarowała odejście od profilowania od pierwszej klasy licealnej i obowiązek nauki historii we wszystkich klasach na każdym etapie nauczania.

Teraz rodzina

Szkoła jest instytucją, która nie lubi reform. Częste zmiany nie służą ani uczniom, ani nauczycielom, ani procesom dydaktyczno-wychowawczym, jednak to, co działo się w ostatnich latach z polską oświatą, budziło sprzeciw wielu środowisk. Ale najbardziej rodziców. Pomysł wysłania 6-latków do szkół mimo kilkuletniej zmasowanej akcji protestacyjnej, którą poparło 2 mln Polaków podpisujących się pod obywatelskim projektem, zburzył wiarę w demokratyczne podstawy państwa. Genderowe programy wchodzące do szkół i przedszkoli budziły niepokój o przyszłość dzieci. Zakończenie roku szkolnego otwiera przed rodzinami nowe perspektywy. Wzmocnienie rodziny przez program „Rodzina 500+” na pewno przełoży się na zaspokojenie potrzeb edukacyjnych dzieci, bo to rodzicom najbardziej zależy, by ich pociechy zdobyły kompetencje tak potrzebne w zmieniającym się jak w kalejdoskopie świecie. Ale też bardzo potrzebna jest szkoła mądrze zarządzana, z podstawą programową umożliwiającą kształcenie światłych obywateli. Trzeba wierzyć, że uda się tę szkołę wzmocnić sensownymi działaniami, które nie będą funkcjonować rok, dwa lub do następnej kadencji Sejmu i nowych rządów. Rodziny na to zasługują.

Tagi:
polityka szkoła rodzina

Tydzień Małżeństwa

2018-02-06 09:38

Antoni Szymański

Czy instytucja małżeństwa przeżywa kryzys? Sądząc po ilości rozwodów, w Polsce nie wygląda to najlepiej. Czy możemy coś zrobić, by przywrócić atrakcyjność małżeństwu?


„Jestem żonaty, mam walentynki codziennie”, „Jestem mężatką, mam walentynki codziennie” – tak głoszą napisy na koszulkach promowanych podczas Tygodnia Małżeństwa (www.tydzienmalzenstwa.pl). Doroczna inicjatywa Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich rozpoczyna się 7, a kończy 14 lutego. To znakomity sposób by przygotować się do walentynek. Statystyki podają, że ponad 70 proc. Polaków aprobuje święto zakochanych a ok. 60 proc. wręcza w tym czasie swoim bliskim prezenty. Polacy w tym dniu obdarowują najczęściej współmałżonków lub narzeczonych. To dobra okazja, by pozytywnie mówić o więzi małżeńskiej. Co można zaoferować małżeństwu oprócz koszulek?

Według organizatorów celem Tygodnia Małżeństwa jest propagowanie idei trwałej, bliskiej i satysfakcjonującej relacji małżeńskiej, która prowadzi do osobistego rozwoju i bardziej szczęśliwego, zdrowszego życia. Podkreślają, że w procesie budowania silnych więzi, bezcenne jest celebrowanie, docenianie i radosne spędzanie wspólnego czasu. Dlatego budują cykliczną tradycję swoistego „festiwalu małżeństwa” – cieszenia się małżeństwem w „okresie walentynkowym”. Liczą, że w ten sposób uda im się zmotywować społeczeństwo, specjalistów, media i osoby publiczne do promowania znaczenia zdrowych i trwałych relacji małżeńskich.

Potrzeba takich działań jest ewidentna. Od lat osiemdziesiątych ub. wieku trwa stały trend zmniejszenia ilości zawieranych małżeństw i wzrostu liczby rozwodów. Występuje on z różnym nasileniem praktycznie we wszystkich krajach europejskiego kręgu kulturowego.

W Polsce stosunek liczby zawieranych małżeństw do rozwodów wynosi 3:1. Oznacza to, że w danym roku na 3 zawierane małżeństwa przypada jeden rozwód. Co prawda ostatnie dane brzmią bardziej optymistycznie, bo w 2016 r. zawarto o 4623 więcej małżeństw i przeprowadzono o 3400 mniej rozwodów niż w roku 2015, jednak za wcześnie na prognozowanie zmiany trendu.

Skutki rozwodów są powszechnie znane, jednak zbyt łatwo o nich zapominamy. Najbardziej cierpią dzieci. W wyniku rozpadów małżeństw w ostatnich latach dziesiątki tysięcy dzieci rocznie pozostaje w niepełnych rodzinach, na ogół bez ojca. Narażone są na regres w rozwoju fizycznym, intelektualnym i emocjonalnym, gorzej się socjalizują. U dzieci rozwiedzionych rodziców, częściej niż u dzieci ze stabilnych rodzin, pojawia odczucie beznadziejności, lęku i niepokoju, występuje brak sensu życia i wiary w przyszłość. Nasila się poczucie winy, agresja i rozpacz. Dzieci częściej przejawiają postawę bierności, apatii, izolacji wobec rówieśników i dorosłych. Wśród trwałych skutków mogą wystąpić zaburzenia snu, moczenie nocne, nerwice dziecięce, nadpobudliwość psychoruchowa, brak łaknienia, jąkanie się, tiki. W sytuacjach konfliktowych dzieci z rodzin rozwiedzionych częściej bywają agresywne, buntownicze, nieufne, zamknięte w sobie, nieposłuszne, apatyczne.

Mimo ewidentnych szkód jakie wywołuje rozwód, coraz częściej i łatwiej się na niego decydujemy, dlaczego? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w przemianach, dokonujących się na wielu płaszczyznach. Badania pokazują, że rozstaniom małżonków sprzyjają takie czynniki jak urbanizacja (więcej rozwodów w dużych miastach), lęk przed dzietnością (dzieci jak wiadomo spajają związek), przemiany w stylu życia (obniżenie standardów moralnych, kult pracy, obraz małżeństwa w mediach, łatwość nawiązywania pozamałżeńskich kontaktów przez Internet).

Istotną rolę w utrzymaniu trwałości małżeństwa odgrywa stosunek do religii. Badania pokazują, że w regionach w których obserwuje się większy szacunek do rodzinnych wartości i zachowuje tradycje religijne, rzadziej dochodzi do rozwodów. Niebagatelne znaczenie mają również aspekty prawne. W Polsce nadal zbyt łatwo i zbyt tanio można się rozwieźć. Ponadto istnieją ułatwienia i przywileje dla rodziców samotnie wychowujących dzieci, które niejednokrotnie dyskryminują rodziny pełne, szczególnie wielodzietne.

Biorąc pod uwagę fakt, że nie wszystkim czynnikom sprzyjającym rozpadowi rodzin da się od razu zaradzić, organizatorzy Tygodnia Małżeństwa skupiają się na aspektach społeczno-kulturowych i psychologicznych. Zachęcają do udziału w konferencjach, seminariach, debatach i warsztatach oraz różnorakich formach wspólnego, twórczego spędzenia czasu takich jak działania artystyczne, sportowe i psychoedukacyjne. Wydarzenia odbywają się w Warszawie, w Trójmieście, we Wrocławiu, Wejherowie, Jastarni, Rumii, Olsztynie, Elblągu, Chodzieży i Kuźnicy. Program dla małżeństw zapowiada się niezwykle bogato.

Szczególnie zachęcająco brzmią formy takie jak, warsztaty komunikacji, Msze św., seminaria z duchowości, spotkania z autorami książek o małżeństwie, warsztaty na temat seksualności i płodności, małżeńskie spacery i nordic walking, warsztaty taneczne i kulinarne, projekcje filmowe, ćwiczenia komunikacyjne, panele i prezentacje na temat instytucji małżeństwa w różnych religiach, indywidualne konsultacje dla par u psychologów i seksuologów, „wieczory randkowe”, gry planszowe i terenowe oraz inne atrakcje.

Szczegółowo można zapoznać się z nim na stronie www.tydzienmalzenstwa.pl

Na jedną zasadniczą myśl, przyświecającą organizatorom tej inicjatywy chciałbym zwrócić uwagę. Wierzą oni, że pomimo przytoczonych przeze mnie statystyk i tragicznych trendów, małżeństwo jest nadal ATRAKCYJNYM i USZCZĘŚLIWIAJĄCYM związkiem. Obalają stereotypy i kreatywnie inspirują, podsuwając pomysły na pielęgnowanie więzi. Zamiast narzekać i biadolić nad kryzysem, wolą wypracowywać i upowszechniać ciekawe rozwiązania. Z całego serca kibicuję tym przedsięwzięciom i zachęcam, by na nowo zakochać się w swoim małżeństwie.

Modlitwa

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają,

Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś

ewangeliczne przesłanie pokoju ,

Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości -

zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci,

wysłuchaj naszej modlitwy:

W obliczu rozdarć i podziałów na świecie

daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu,

abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga.

Niech ożywiają nas miłość i zaufanie,

które pozwolą przezwyciężać życiowe przeszkody.

Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga,

który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna

i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie żyje Billy Graham - największy ewangelista XX w.

2018-02-21 15:55

abd (KAI) / Montreat

W wieku 99 lat w Montreat w Północnej Karolinie (USA) zmarł dziś Billy Graham, jeden z najbardziej znanych amerykańskich pastorów ewangelikalnych, określany mianem "protestanckiego papieża". Informację o jego śmierci potwierdził Jeremy Blume, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Ewangelizacyjnego Billy’ego Grahama.

wikipedia.org
Barack Obama i Billy Graham

Billy Graham (właśc. William Franklin Graham Jr urodził się 7 listopada 1918 r. w Charlotte w stanie Północna Karolina (USA), jako najstarszy syn prezbiteriańskich farmerów. W wieku 16 lat przeżył osobiste nawrócenie pod wpływem kampanii przebudzeniowych ewangelisty Mordecaia Hama.

W latach 1937-1940 studiował teologię, m.in. Florida Bible Institute, gdzie rozpoczął głoszenie kazań. W 1939 r. został ordynowany na duchownego w Południowej Konwencji Baptystów w Palatka na Florydzie i rozpoczął intensywną działalność ewangelizacyjną. W 1943 r. poślubił Ruth Bell, córkę prezbiteriańskich misjonarzy w Chinach. Miał 5 dzieci, 19 wnucząt i 28 prawnucząt.

Od 1947 r. prowadził kampanie ewangelizacyjne, nazywane w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie krucjatami. Do 2005 r. przeprowadził ich 417. Audytorium liczyło w sumie ok. 210 mln osób, a słuchaczy, którzy śledzili jego wystąpienia za pośrednictwem mediów - ponad 2,2 mld.

Jedna z najbardziej znanych konferencji, przeprowadzona w 1995 r. w Portoryko była tłumaczona symultanicznie na 48 języków i transmitowana drogą satelitarną w 185 krajach.

Graham był pierwszym amerykańskim ewangelistą, który w czasie zimnej wojny głosił Słowo Boże w krajach za tzw. "żelazną kurtyną". W 1978 r. jego krucjata ewangelizacyjna odbyła się w Polsce. W 1981 r. spotkał się z Janem Pawłem II podczas prywatnej audiencji, która trwała blisko 2 godziny. Graham tak podsumował tę wizytę: "była to bardzo prywatna i serdeczna konwersacja. Papież był bardzo ciepły i zainteresowany naszą pracą".

W 1950 r. powołał do życia Stowarzyszenie Ewangelizacyjne Billy’ego Grahama, promujące chrześcijański styl życia i podejmujący działalność ewangelizacyjną poprzez media, działalność wydawniczą, kinematograficzną i organizację krucjat.

Z inicjatywy Grahama w 1966 r. w Berlinie odbył się Światowy Kongres Ewangelizacji z udziałem kaznodziejów, liderów i animatorów z całego świata - pierwsza konferencja ewangelikalnych protestantów zorganizowana na tak wielką skalę. Z jego inspiracji w kolejnych latach odbywały się konferencje, których celem był a refleksja nad metodami ewangelizacji współczesnego świata

Przez wiele lat Graham był bardzo zaangażowany politycznie. Ze względu na swoje poglądy (m.in. uznawanie komunizmu za religię Szatana, sprzeciwiającą się chrześcijaństwu), uznawany był za antykomunistę. Popierał zaangażowanie militarne Stanów Zjednoczonych podczas wojen w Korei i Wietnamie. Był orędownikiem zniesienia segregacji rasowej (w 1954 r. wpłacił nawet kaucję na rzecz uwolnienia z aresztu Martina Luthera Kinga).

Od polityki zdystansował się po aferze Watergate, jednak dalej z wielkim zaangażowaniem komentował bieżące wydarzenia polityczne w świetle Ewangelii. Wzywał do modlitwy w pokój na Bliskim Wschodzie. W 1992 r. odwiedził Koreę Północną i spotkał się z jej ówczesnym przywódcą Kim Ir Senem.

Po atakach na World Trade Centre przewodniczył modlitwom w episkopalnej Katedrze Narodowej w Waszyngtonie. Nazywany był też pastorem prezydentów: spotykał się prywatnie z przywódcami USA i doradzał im (wszystkim, począwszy od D. Eisenhowera, do G. W. Busha). Media nazywały go m.in. "ambasadorem Boga" i "hollywoodzkim Janem Chrzcicielem".

W ostatnich latach Billy Graham zmagał się z wieloma chorobami, m.in. nowotworem, wodogłowiem i choroba Parkinsona. Zmarł 21 lutego br. w swoim domu w Montreat w stanie Północna Karolina.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dziś Dzień Modlitwy i Postu w intencji pokoju

2018-02-23 06:57

tom, pb, mp / Rzym (KAI)

Dziś, na prośbę papieża Franciszka przeżywamy Dzień Modlitwy i Postu w intencji pokoju, szczególnie w Demokratycznej Republice Konga i w Południowym Sudanie. Na apel Ojca Świętego – skierowany także do innych Kościołów - odpowiedziały m.in. wspólnoty anglikańskie, prawosławne i muzułmańskie. W tym dniu do wezwań Modlitwy Powszechnej będzie dołączona specjalna intencja. Wierni będą pamiętać o niej także podczas nabożeństw Drogi Krzyżowej.

Bożena Sztajner/Niedziela

„Zwracam się z serdecznym apelem, abyśmy również my usłyszeli to wołanie i każdy w swoim sumieniu, przed Bogiem, zadali sobie pytanie: „Co mogę uczynić dla pokoju?”. Z pewnością możemy się modlić; ale nie tylko: każdy może konkretnie powiedzieć „nie” przemocy, na ile zależy to od niego czy też od niej. Ponieważ zwycięstwa zyskane przy użyciu przemocy są fałszywymi zwycięstwami; natomiast praca na rzecz pokoju służy wszystkim!” – apelował Franciszek 4 lutego.

Papież zwrócił się o modlitwę szczególnie za Demokratyczną Republikę Konga oraz Sudan; kraje od lat nękane konfliktami zbrojnymi i wojną. Trwa w nich bratobójcza walka o wpływy polityczne, społeczne i gospodarcze. Są to kraje dotknięte korupcją, wyzyskiem najsłabszych grup społecznych oraz przestępczością. Trwa w nich walka między grupami wpływów o podział zysków z eksploatacji bogactw naturalnych. Miejscowa ludność żyje w poczuciu zagrożenia, niestabilności społecznej oraz niesprawiedliwości.

Kongo

Według danych ONZ z 2017 roku w prawie 79 milionowej Demokratycznej Republiki Konga przemoc na tle etnicznym oraz starcia między regularną armią a partyzantami i zbrojnymi ugrupowaniami, szczególnie na wschodzie kraju doprowadziły do wypędzenia ze stron rodzinnych co najmniej 1,3 mln. mieszkańców, wśród których jest ponad 800 tys. dzieci.

Trwająca od 20 lat niestabilna sytuacja polityczna i społeczna spowodowana głównie walką o dostęp do bogatych źródeł surowców naturalnych, z których korzystają międzynarodowe korporacje wywołuje obawy, że ogromny kraj, równy powierzchniowo Europie od Oceanu Atlantyckiego do Bugu, może znowu pogrążyć się w wojnie i humanitarnym kryzysie. Podobnym do tego, jaki zabił tam miliony ludzi w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, głównie z powodu głodu i chorób.

Od kilku lat ze względu na rozszerzenie się walk między wojskiem a różnymi grupami rebelianckimi na nowe obszary kraju, drastycznie pogarsza się sytuacja DRK. W czerwcu 2017 wysoki komisarz ONZ informował o wstrząsających zbrodniach, wymagających międzynarodowego śledztwa. Z kolei raport Kościoła katolickiego z ub. r. poinformował o ponad 3 tys. ofiar konfliktu od października 2016 roku.

Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, z powodu straszliwych konsekwencji destabilizacji regionu wywołanej falą przemocy najbardziej cierpią dzieci, zwłaszcza we wschodniej części kraju. Wiele dzieci we wschodnim Kongo jest wykorzystywanych seksualnie i zmuszanych do walki. UNICEF i jego organizacje partnerskie zidentyfikowały już ponad 800 takich przypadków, choć prawdziwe rozmiary przemocy seksualnej wobec dzieci w Kongu są z pewnością o wiele większe. Ponadto z najnowszych danych UNICEF wynika, że w ubiegłym roku ponad trzy tysiące dzieci zmuszono do walki w zbrojnych oddziałach.

W sumie we wszystkich konfliktach rozdzierających Demokratyczną Republikę Konga jest 3,9 mln przesiedleńców. Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) mówi o kryzysie humanitarnym najwyższego stopnia.

Sudan

Południowosudańska wojna domowa ma podłoże zarówno w rywalizacji między plemionami, jak również w dążeniu do kontrolowania bogatych złóż ropy naftowej w tym najmłodszym państwie świata. Ponadto walczące strony dopuściły się wielu zbrodni na cywilach: zabójstw, tortur, gwałtów. Do zbrojnych oddziałów wcielono kilkanaście tysięcy dzieci. „Ludzie nieustannie są mordowani, okradani, plądrowani, wysiedlani” – napisali tamtejsi biskupi we wrześniu ub.r.

„Wojna trwa od 2013 r. nieprzerwanie do dziś i jej końca nie widać. Odbyło się wiele rozmów pokojowych, ale nikt nie respektuje porozumień. Ani rząd, ani też rebelianci” – powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Sudanu Południowego, bp Edward Hiiboro Kussala. Ludzie żyją w stanie ciągłego zagrożenia, „wyjście na ulicę jest bardzo niebezpiecznie, wszędzie są rebelianci i zachodzi ryzyko znalezienia się w polu rażenia”.

Według hierarchy „obecny kryzys humanitarny w Sudanie Południowym jest największy ze wszystkich”, jakie kraj ten przeżywał od uzyskania niepodległości. Dane Funduszu Narodów Zjednoczonych Pomocy Dzieciom (UNICEF) mówią o 1,1 mln dzieci niedożywionych i o 2,2 mln (a więc 70 proc.), które nie chodzą do szkoły, co stanowi najwyższy wskaźnik na świecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem