Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Przeciw operacji kłamstwa

2016-06-15 11:44

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2016, str. 21-23

Grzegorz Boguszewski
Joanna Lichocka

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Znamy Panią jako odważną dziennikarkę polityczną, od kilku lat związaną z mediami spoza tzw. głównego nurtu. Co sprawiło, że porzuciła Pani zawód na rzecz bezpośredniego zaangażowania się w politykę? Dziennikarska niemoc, bezradność wobec dominującej i wszechwładnej narracji politycznej wielkich mediów?

JOANNA LICHOCKA: – Nie, zupełnie nie o to chodziło. W istocie o wszystkim zdecydował Smoleńsk. Wtedy, po 10 kwietnia 2010 r., postanowiłam bardziej zaangażować się w to, by odsunąć od władzy PO i PSL. To moja niezgoda na to, co zaczęło się dziać wokół tej tragedii, na barbarzyńskie wręcz zachowania obozu rządzącego rozpoczęła wówczas moją drogę do polityki.

– I dziennikarski radykalizm, który wywoływał nieżyczliwe komentarze kolegów po fachu?

– Trudno było nie stać się radykalnym. Byłam wówczas w Rosji, w Smoleńsku, i zobaczyłam – chyba szybciej niż moi koledzy – całą tę ohydną operację wielkiej manipulacji. Na cmentarzu w Katyniu miałam razem z Janem Pospieszalskim prowadzić transmisję uroczystości dla TVP, w planie było sześć wywiadów, m.in. z Lechem Kaczyńskim, z panią Marią Kaczyńską, z Januszem Kurtyką, panią Bożeną Mamontowicz-Łojek... Siedziałam już w zaaranżowanym studiu, podpięta do mikrofonu, z słuchawkami na uszach, za pięć minut transmisja miała się zacząć od rozmowy z Januszem Kurtyką, który miał specjalnie wcześniej przyjechać z lotniska... Ale wciąż go nie było. Tymczasem obecni na cmentarzu ludzie zaczęli skupiać się w grupach, o czymś intensywnie rozmawiać. Przechodzący obok pan rzucił do mnie: samolot spadł...

– Szok?

– Jeszcze nie. Postukałam się w czoło, myśląc, że to wyjątkowo głupi żart. Chwilę potem wydawca programu, Rafał Porzeziński, zmienionym głosem poprosił przez słuchawkę, bym odpięła mikrofon. Wyszedł z wozu transmisyjnego, by powiedzieć mi, że były problemy przy lądowaniu, że trzy osoby nie żyją. Odpowiedziałam: – Jeżeli ten samolot tu, w Rosji, miał wypadek, to wszyscy nie żyją.

– Trudno było prowadzić dziennikarską relację, gdy to okazało się prawdą?

– Pamiętam, że to było moje najtrudniejsze zadanie dziennikarskie, gdy musiałam zadawać pytania obecnym tam wtedy posłom... Jak prosić o komentarz w takiej sytuacji?! Wszyscy płakali. To było takie manewrowanie mikrofonem pomiędzy łzami... A ja czułam się jak kamień, zero emocji...

– To był dziennikarski profesjonalizm?

– Może... Ale proszę pamiętać, że nikt nie wiedział, z czym mamy do czynienia. Co to oznacza, że w Rosji ulega katastrofie samolot z polskim prezydentem na pokładzie? Jak to w ogóle możliwe? Oczywiście, natychmiast pojawiła się u większości z nas myśl, że to nie jest zwykła katastrofa. Po Mszy św. ludzie z Rodzin Katyńskich ułożyli ze zniczy krzyż, a po obu jego stronach napisy: Katyń II.

– Były strach, panika?

– Nie. Ale wszyscy mieli poczucie grozy. Polskie służby nakazały ewakuację wszystkich osób z cmentarza; jak najszybciej starano się wywieźć przedstawicieli Rodzin Katyńskich i parlamentarzystów z Rosji. Czekający na parkingu na naszą ekipę kierowca busa prasowego, sympatyczny młody Rosjanin, gdy przyszliśmy, słuchał skocznej muzyki. Na naszą prośbę szybko, z empatią, ją wyłączył. Spytaliśmy, czy wie, co się stało. Odpowiedział: wasz prezydent uparł się, żeby lądować, cztery razy podchodzili do lądowania, kto to słyszał, żeby lądować w taką mgłę! Już godzinę po katastrofie rosyjska telewizja nadawała tego rodzaju komunikaty!

– W Polsce też niemal od razu słyszeliśmy podobne...

– Zaraz po powrocie ze Smoleńska usłyszałam to w TVN-ie – czysta kopia rosyjskiej propagandy. Od tamtej pory nie mam najmniejszych wątpliwości co do charakteru tej stacji. Zrozumiałam, że mamy do czynienia z jakąś upiorną, szeroko zakrojoną operacją kłamstwa.

– Telewizja publiczna nie brała w tym kłamstwie udziału?

– W ramach naszego zespołu w „Jedynce” – nie. „Wiadomości” zarządzane przez Jacka Karnowskiego także wtedy jeszcze nie kłamały. Relacjonowaliśmy to, co działo się na Krakowskim Przedmieściu; w specjalnym studiu w Kordegardzie prowadziliśmy wielogodzinne pasmo rozmów o tym, co się dzieje. Powstała, a raczej pokazała się wielka wspólnota Polaków. I niemal natychmiast widoczne przerażenie nią establishmentu. Wtedy dość wnikliwie śledziłam operację rozbijania tej wspólnoty. Już w lecie 2010 r. straciłam możliwość pracy w TVP. Ale trzeba było coś robić właśnie w sprawie Smoleńska, uznałam to za najważniejszy dziennikarski temat.

– Inni z czasem zaczęli na ten temat ironizować, nie chcieli dociekać prawdy, a w najlepszym razie uznali, że jest to zbyt trudne zadanie. Trudne było gromadzenie materiałów?

– Tak, większość dziennikarzy nie zdało wtedy tego egzaminu... Także część tych, których nazywa się prawicowymi. Ja wiedziałam, że ta wielka operacja kłamstwa i pogardy wobec śmierci polskiego prezydenta i polskiej elity musi znaleźć odpór. Gdy w czerwcu na spotkaniu w Klubie Ronina Jacek Sasin opowiadał o przygotowaniach do wizyty prezydenta w Katyniu, o grze, którą podjął Donald Tusk z Władimirem Putinem przeciwko prezydentowi Kaczyńskiemu, o rozdzieleniu wizyt, wiedziałam, że tej opowieści nie ma i nie będzie w żadnych mediach mainstreamu... To trzeba rejestrować – powiedziałam do siedzącej obok Majki Dłużewskiej, to trzeba grać! I zaczęłyśmy robić dokumentację, jeszcze nie film.

– Bo taki film byłby z góry skazany na ograniczony obieg?

– Jasne było, że żadna z wielkich telewizji go nie wyemituje. W lipcu i sierpniu 2010 r. nagrywałyśmy świadectwa urzędników prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tych, którzy byli zaangażowani w przygotowanie wizyty i byli też w Katyniu. Prosiłyśmy, by opowiedzieli wszystko, co wiedzą i pamiętają. Ważne było to, by nagrać ich na świeżo, póki emocje są prawdziwe, pamiętane są szczegóły. A potem – myślałyśmy – może oddamy te materiały do IPN... Jedno było dla nas ważne: ludzie muszą się kiedyś dowiedzieć, jak to naprawdę było. Z ekranów telewizorów lało się tymczasem kłamstwo, kremlowska propaganda. Myślałyśmy, że może za jakieś 10 lat będzie można te nagrania pokazać publiczności, że wcześniej nie ma szans.

– A jednak udało się.

– To dzięki Tomkowi Sakiewiczowi, naczelnemu „Gazety Polskiej”, dla którego Smoleńsk był także najważniejszym tematem. Bez wahania powiedział: Róbcie film, ja wam go wyprodukuję i wydam. I tak film „Mgła” mógł mieć swoją premierę już w styczniu 2011 r. Od razu też zapadła decyzja, że musimy zrobić kolejny film. Pogarda, z jaką rząd Tuska odnosił się do pamięci ofiar tej katastrofy i do ich rodzin, też wymagała zarejestrowania. Zwłaszcza że bariera medialna tego tematu nadal była totalna. Ktoś musiał tej strasznej władzy powiedzieć: nie pozwalam, non possumus! Zrobiliśmy więc „Pogardę”.

– I od razu był też jakiś pomysł na rozpowszechnianie, skoro wielkie media odmawiały emisji?

– To były pierwsze filmy nowego „drugiego obiegu”. Jeździłam z nimi po całej Polsce. W krótkim czasie powstało wtedy ponad 300 klubów „Gazety Polskiej”, których pierwszą misją było szerzenie prawdy o katastrofie smoleńskiej. Widziałam, jak ludzie budzą się, chcą się organizować, zmieniać Polskę. Dlatego wkrótce zrobiłam film „Przebudzenie” – o ludziach z Krakowskiego Przedmieścia przychodzących na miesięcznice, o wspólnocie i próbach jej rozbijania, o kłamstwie w debacie publicznej.

– Można powiedzieć, że misją niemainstreamowych dziennikarzy było mozolne, niemal syzyfowe odkłamywanie prawie całej rzeczywistości III RP?

– Ta misja wcale się nie skończyła. Jednym z ważnych jej elementów było i jest nadal odkłamanie tego, co mainstream robił z postacią Lecha Kaczyńskiego. Mój film „Prezydent” po raz pierwszy pokazywał zapis z wiecu w Gruzji, gdy po świetnym przemówieniu Prezydent Polski był długo fetowany przez Gruzinów; film przypomina o tym, że Lech Kaczyński zatrzymał rosyjskie czołgi, z czego politycy PO się wyśmiewali. A potem się zatrzymałam – po zrobieniu w trzy lata czterech filmów i napisaniu trzech książek...

– Dlaczego?

– Zajmowałam się publicystyką w „Gazecie Polskiej Codziennie”, pisałam własne teksty, ale pomyślałam sobie, że skoro już się tak mocno zaangażowałam w walkę polityczną – bo oprócz realizowania misji dziennikarskiej to była rzeczywiście permanentna walka polityczna: o wolność słowa, o prawdę, ale też o odsunięcie od władzy barbarzyńców – to w momencie, gdy dostałam propozycję, żeby startować w wyborach, uznałam, że to logiczna konsekwencja tego, co dotychczas robiłam.

– Przyszło znużenie dziennikarstwem i zbyt częstą jego nieskutecznością?

– To nie to. Uważam, że moja praca nie była nieskuteczna. Ale pomyślałam, że mogę swych sił spróbować w bardziej bezpośredniej pracy dla zmian w Polsce.

– Niektórzy koledzy nazwali Panią żołnierką PiS!

– Którzy?

– Jacek Żakowski, Tomasz Lis...

– To nie są moi koledzy. Lisowi po tym, co robił w sprawie Smoleńska, z całą pewnością nie podałabym ręki.

– Środowisko dziennikarskie jest bardziej podzielone niż reszta społeczeństwa, bo to ono konserwuje ten podział na dwie Polski?

– Myślę, że nie można mówić o jednym środowisku dziennikarskim... Środowisko dziennikarskie składa się obecnie z funkcjonariuszy medialnych na usługach establishmentu III RP oraz z pewnej grupy dziennikarzy rozrzuconych po wielu mediach, którzy zachowują się przyzwoicie. Problem jest z propagandystami, którzy zachowują się jak medialni terroryści.

– I odwracają kota ogonem, mówiąc, że to prawicowi dziennikarze uprawiają propagandę PiS!

– Nie biorę pod uwagę opinii ferowanych na łamach gazet, których się nie kupuje, lub w telewizjach, których się nie ogląda. Teraz, jako polityk, nie przyjmuję zaproszeń ani do TOK FM, ani do TVN-u, ani do „Gazety Wyborczej”.

– Zapraszają?

– Tak, ale konsekwentnie odmawiam. I wiem już, że można być politykiem popularnym, nie chodząc do TVN-u. Niestety, nie wszyscy prawicowi politycy to wiedzą.

– I chodzą do Moniki Olejnik wyłącznie dla popularności?

– Bardzo często właśnie dlatego, bo zazwyczaj niewiele dobrego z tego wynika.

– Może tylko chcą się przebić ze swoim zdaniem do szerszej opinii publicznej, mieć na nią realny wpływ, czego nie zapewniają wciąż niszowe media prawicowe?

– Tyle że skutki tych usiłowań bywają raczej mizerne... A do dziś te właśnie skromne prawicowe media zapewniają Polakom dostęp do prawdziwych informacji, do opinii opartych na faktach, o których trudno usłyszeć w mediach głównego nurtu. Mimo blokady propagandowej i medialnej, którą wprowadziło PO, nasze prawicowe media przebiły się przez ten totalitarny mur i tworzyły „drugi obieg”. Płyty z naszymi filmami krążą po Polsce do dzisiaj... Dzięki prawicowym mediom, tak lekceważonym przez mainstream, nastąpiło w Polsce przebudzenie... Postkomuna bardzo się pomyliła, to miłe.

– Dzisiejsza opozycja kalkuje ten mechanizm...

– ...przez marsze KOD-u? Tak, starają się kopiować nasze wzorce. Tylko że my działaliśmy z autentycznych pobudek, wobec prawdziwie zdefiniowanych problemów. Oni, jak dotąd, teatralizują rzeczywistość – nie ma dziś ani cenzury, ani zagrożenia demokracji. Dopóki nie będą formułować autentycznych problemów, nie mają szans na sukces. Nie są prawdziwi w tym, co robią.

– Jako polityk bierze Pani udział w reformowaniu mediów publicznych, trwają prace nad nową ustawą; naprawdę można będzie w końcu skutecznie doprowadzić do tego, żeby te media mogły mówić prawdę i nie manipulowały opinią publiczną?

– Mam nadzieję, już jest przecież znacznie lepiej. Ale mediom publicznym przydałaby się solidna dekomunizacja i lustracja, podobnie jak środowiskom sędziowskim i akademickim. I nie chodzi tu o zemstę, lecz o to, że media w wolnym kraju powinny rządzić się innymi prawami niż media w systemie totalitarnym. Tę operację już dawno udało się przeprowadzić Czechom i Niemcom, u nas z biegiem czasu opór wydaje się coraz większy. W naszych mediach publicznych trzeba radykalnie przełamać patologię wpisaną w ich strukturę – że każdy tam pracujący musi być podwieszony pod jakiś układ, że do dziś rządzą klany i dynastie wywodzące się z PRL-u.

– Tego nie uda się przełamać nawet najlepszą ustawą?

– Nie uda się, bo gdy zaproponowaliśmy w ustawie zapis, który zaledwie dawałby możliwość wygaszenia wszystkich umów o pracę, żeby telewizja mogła od nowa zawierać umowy, zostało to oprotestowane przez Solidarność. Myślę, że będzie duży kłopot z przeforsowaniem tego rozwiązania.

– Prawda musi więc po Polsce wciąż krążyć głównie w „drugim obiegu”?

– Bez przesady. Jacek Kurski bardzo wiele zmienia w TVP, wiele dotąd zakazanych tam teamów i filmów już się pokazuje. Ale jest wiele problemów. Choćby to, w jaki sposób uwolnić z więzów finansowo-politycznych media lokalne, które mogłyby ten obieg znakomicie uzupełniać. Teraz, z tego, co widzę, także w swoim okręgu wyborczym, niektóre są uzależnione od samorządów i dominującej w nich opcji, czyli PO... Trzeba by wymyślić mechanizm, który dałby więcej wolności i niezależności mediom lokalnym. Byłaby to prawdziwa obrona demokracji.

Joanna Lichocka - Dziennikarka telewizyjna, publicystka, autorka filmów dokumentalnych („Mgła”, „Pogarda”, „Przebudzenie”, „Prezydent”) oraz książek, m.in. „III RP. Kulisy systemu” (wywiad rzeka z prof. Andrzejem Zybertowiczem), posłanka na Sejm VIII kadencji.

Tagi:
wywiad media rozmowa

Ogień Ewangelii

2018-02-07 10:50

Z ks. patrykiem Chocholskim i ks. Tomaszem Nowakiem rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 24-25

Z okazji jubileuszu 200-lecia przybycia św. Jana Marii Vianneya do Ars, które miało miejsce 11 lutego 1818 r., z ks. Patrykiem Chocholskim, kustoszem tamtejszego sanktuarium, którego dziadek był Polakiem, oraz z ks. Tomaszem Nowakiem, kustoszem sanktuarium tego świętego w Mzykach w archidiecezji częstochowskiej – rozmawia ks. Jacek Molka

Bożena Sztajner/Niedziela
Ks. Patryk Chocholski i ks. Tomasz Nowak w studiu telewizyjnym „Niedzieli”

KS. JACEK MOLKA: – Księże Patryku, czy w związku z jubileuszem przewidziane są w Ars jakieś szczególne religijne wydarzenia?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Uroczystości będą trwały cały rok. Zaczną się one 11 lutego br. pod przewodnictwem kard. Beniamina Stelli, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, który odprawi Mszę św. na ich rozpoczęcie.

Drugim ważnym wydarzeniem będą rekolekcje kapłańskie dla duchownych z całego świata. Odbędą się one w dniach 24-29 września br. Chcemy pochylić się nad nauczaniem św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów, by z niego czerpać inspirację do posługi kapłańskiej w dzisiejszym zmieniającym się świecie.

– Kto wygłosi te rekolekcje?

– Zaprosiliśmy, za zgodą Kongregacji ds. Duchowieństwa, o. Enza Bianchiego, jednego z watykańskich doradców ds. ekumenizmu i znawców świętego proboszcza z Ars, by powiedział kapłanom, co znaczył dla św. Jana Marii Vianneya zwrot „ogień Ewangelii”. To też jest hasło rekolekcji.

– Ksiądz Kustosz ma polskie korzenie. Można więc powiedzieć, że Ars jest w jakimś sensie polskim sanktuarium...

– W pewnym sensie można tak powiedzieć, bo po raz pierwszy kustosz ma polskie nazwisko. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że większość pielgrzymów, którzy przybywają do Ars, to właśnie Polacy.

– A propos pielgrzymów. Jak wygląda ruch pielgrzymkowy w Ars?

– Pątnicy przybywają indywidualnie i w zorganizowanych grupach. Pielgrzymują księża, siostry zakonne i osoby świeckie. Nie tylko do Ars, ale również do Lourdes czy Fatimy. Podkreślę, że prawie codziennie przybywa przynajmniej jeden autokar z Polski. Warto tam pielgrzymować. Warto dosłownie skosztować tego miejsca. Serdecznie zapraszam do Ars.

– W Mzykach na uroczystościach związanych z jubileuszem św. Jana Marii Vianneya gościł niedawno kustosz sanktuarium w Ars...

KS. TOMASZ NOWAK: – 14 stycznia br. w parafii w Mzykach Mszy św. przewodniczył ks. Patryk Chocholski. W Eucharystii uczestniczyło wielu wiernych. Odbył się też okolicznościowy koncert. Ks. Patryk przybliżył nam duchowość św. Jana Marii Vianneya, dosłownie porwał słuchaczy. Było to bardzo głębokie duchowe przeżycie.

– Księże Patryku, skoro mówimy o duchowości, to co takiego ma dziś do zaoferowania współczesnemu światu św. Jan Maria Vianney? Jak sprawić, by ów „ogień Ewangelii” zapłonął?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Duchowość św. Jana Marii Vianneya polegała na tym, że odkrywał ciągle, na nowo, miłosierdzie Boże we własnym życiu. I dzielił się tym swoim odkryciem ze wszystkimi, z parafianami i z pielgrzymami. Pytał np. wiernych, czy dziś się kąpali. I wyjaśniał zaraz, że on czuje się zanurzony w miłości Trójcy Świętej. Był on więc człowiekiem, który sam był dobrą nowiną, był ogniem Ewangelii.

– Można zatem powiedzieć, że był takim mistykiem, który w swoim życiu pokazywał tę wewnętrzną radość życia Trójcy Przenajświętszej.

– Tak. I wyrażał to w relacjach z innymi ludźmi, m.in. w różnych dziełach, które powstawały w Ars, jak np. dom opieki dla dziewcząt. Miał niezwykłą umiejętność postrzegania ludzi dokładnie takimi, jakimi byli. Rozumiał ich, szczególnie podczas spowiedzi. Potrafił wczuć się w ich życiowe sytuacje. Nie wszyscy jego parafianie uczęszczali na niedzielne Msze św., ale on potrafił ich zaangażować w działalność na rzecz Kościoła.

– Zaczynał od garstki parafian, a potem było ich tysiące. Jak obecnie wyglądają Księdza parafia i sanktuarium?

– Co roku sanktuarium nawiedza ok. pół miliona pielgrzymów. W niedziele frekwencja też jest wysoka. Ludzie się angażują. Francja przeżywa pewien kryzys ze względu na sekularyzację. Brakuje też księży. Ale można powiedzieć, że sanktuarium i parafia w Ars promienieją. Jeszcze raz podkreślę, że parafianie włączają się w życie wspólnoty.

– Księże Tomaszu, czy w Mzykach jest podobnie?

KS. TOMASZ NOWAK: – Mzyki to przede wszystkim sanktuarium modlitwy za kapłanów i osoby konsekrowane. Pielgrzymuje tu wielu księży, nie tylko z archidiecezji częstochowskiej. Ruch pielgrzymkowy obejmuje także osoby świeckie, które przyjeżdżają, by się pomodlić. Jako kustosz miejsca, w którym są relikwie patrona proboszczów, prawie każdego dnia, kiedy pielgrzymi są obecni, doświadczam takiego wielkiego świadectwa ogromnej miłości i przywiązania wiernych do kapłanów. Ta modlitwa, którą ludzie tam zanoszą, przynosi owoce. Wiele razy pielgrzymi proszą o to, by mogli dłużej zostać w sanktuarium na adoracji Najświętszego Sakramentu, na modlitwie w intencjach, z którymi przybywają.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Dodam jeszcze do tego, co powiedział ks. Tomasz, że w obecnej sytuacji w Europie to Polska jest znakiem nadziei. Przecież większość zagranicznych pielgrzymów w Ars to właśnie Polacy. Mnie się wydaje, że w Polsce widać tę duchowość św. Jana Marii Vianneya w życiu duchowieństwa i świeckich. Dlatego takie sanktuaria proboszcza z Ars, jak to w Mzykach, mają sens i wielkie znaczenie.

– To prawda. Warto też wiedzieć, że w Mzykach Ksiądz Proboszcz podejmuje pielgrzymów specyficznym posiłkiem – zapiekanymi ziemniakami. To danie symboliczne, które nawiązuje do posiłków św. Jana Marii Vianneya...

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – To genialna idea. Już dwa razy je jadłem z ks. Tomaszem. I one naprawdę w Mzykach smakują inaczej.

KS. TOMASZ NOWAK: – Wszyscy pielgrzymi, którzy przyjeżdżają do sanktuarium, dostają propozycję spożycia takiego posiłku. Zwykle opowiadam historię tych ziemniaków – o tym, jak św. Jan się nimi posilał. One były przypleśniałe, niekiedy już stare i dzieci – szczególnie małe – gorąco w to wierzą i mają taki lęk przed ich spożyciem, że i te oferowane w Mzykach są takie same. Ale są zawsze świeże i zdrowe. To dobry posiłek.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Jeszcze raz bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do Ars.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bilet do Panamy od Ambasadora

2018-02-21 10:32

Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”
Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 15


Po modlitwie „Anioł Pański” i udzieleniu apostolskiego błogosławieństwa w niedzielę 11 lutego br. Franciszek zapisał się na Światowe Dni Młodzieży w Panamie, w dniach 22-27 stycznia 2019 r.

Przy tej okazji Ojciec Święty powiedział: – Dzisiaj rozpoczynają się zapisy na Światowe Dni Młodzieży, które odbędą się w Panamie w styczniu 2019 r.

Również ja w tej chwili, w obecności dwojga młodych, zapisuję się przez Internet (w tym momencie Franciszek kliknął aplikację na tablecie – przyp.). Właśnie się zapisałem jako pielgrzym na Światowy Dzień Młodzieży. Musimy się przygotować! Zachęcam wszystkich młodych ludzi na całym świecie, aby przeżywali z wiarą i entuzjazmem to wydarzenie łaski i braterstwa, zarówno udając się do Panamy, jak i uczestnicząc w nim w swoich wspólnotach.

KAI

***

Bilet do Panamy od Ambasadora

Konkurs dla młodzieży

Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej i Zakonie Maltańskim Janusz Kotański ufunduje ze środków własnych bilet lotniczy na Światowe Dni Młodzieży w Panamie dla jednego uczestnika z Polski.

Bilet (w obie strony) jest nagrodą w konkursie wiedzy o Światowych Dniach Młodzieży. Bilet od Pana Ambasadora otrzyma osoba, która zostanie wylosowana spośród uczestników konkursu, którzy przyślą do „Niedzieli” prawidłowe odpowiedzi na trzy pytania:

1. Kto był inicjatorem Światowych Dni Młodzieży?

2. Kiedy i w jakich miastach w Polsce odbyły się do tej pory Światowe Dni Młodzieży?

3. Jak brzmi hasło Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w Panamie w dniach 22-27 stycznia 2019 r.?

Prosimy o nadsyłanie odpowiedzi pocztą pod adresem: Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa, z dopiskiem: „Wygraj bilet od ambasadora”.

Odpowiedzi wraz z dokładnym adresem uczestnika należy nadsyłać do 30 kwietnia 2018 r. (decyduje data stempla pocztowego).

Konkurs przeznaczony jest dla osób pełnoletnich, których stan zdrowia pozwala na samodzielne odbycie podróży lotniczej do Panamy.

Do zobaczenia w Panamie!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Droga Ekmana we Wrocławiu

2018-02-24 21:18

Agnieszka Bugała

Za nami pierwszy dzień konferencja „Duch Pana Boga nade mną”.

M. Rosik

W sali wrocławskiego Centrum Kongresowego szczególnym gościem był dziś bp. Andrzej Siemieniewski i UlfEkman.

Dzięki uprzejmości ks. prof. Mariusza Rosika w najnowszym numerze wrocławskiej „Niedzieli” prezentujemy wywiad z UlfemEkmanem i jego żoną Birgittą.

Przeczytaj także: Droga Ekmana. Wiara, która zwycięża świat
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem