Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kto chciał zabić Papieża

2016-05-04 10:33

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 19/2016, str. 12-13

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

Zamach na Papieża jest jedną z największych zagadek XX wieku.
Od 35 lat rozpatrywany jest w aspekcie historycznym, politycznym oraz religijnym

Mehmet Ali Ağca w 1983 r. miał 25 lat i spore „doświadczenie” życiowe. Już wcześniej, w 1979 r., został skazany za zabójstwo redaktora lewicowej gazety w Turcji. Zorganizowano mu ucieczkę z najpilniej strzeżonego więzienia, aby powierzyć mu o wiele ważniejsze zadanie: zabójstwo Jana Pawła II. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że młody przestępca nie działał sam i był tylko narzędziem w rękach swych mocodawców.

Dwóch zamachowców

Tydzień przed zamachem Jan Paweł II odwiedzał jedną z rzymskich parafii. Jego osobisty fotograf Arturo Mari, gdy przeglądał zdjęcia z tego miejsca, zobaczył na jednym z nich Papieża ze swoim niedoszłym zabójcą. Obok Alego Ağcy stał Oral Çelik, jego znajomy z tureckiej organizacji nacjonalistycznej „Szare Wilki”. Na filmie francuskich dziennikarzy z 2007 r. Çelik przyznaje się, że to on zorganizował ucieczkę Alego Ağcy z pilnie strzeżonego więzienia w Turcji.

Choć od zamachu upłynęło 35 lat, to nadal oficjalnie uważa się, że na Placu św. Piotra padły 2 strzały z pistoletu Ağcy. – Ja zapamiętałem 4 strzały – wspomina Arturo Mari w rozmowie z TVP. – Jestem przekonany, że było 2 zamachowców. Z jednej strony strzelał Ağca, a z drugiej – Oral Çelik. Sam Papież miał przecież 3 rany w różnych miejscach, ale rannych było także dwoje pielgrzymów uczestniczących w audiencji generalnej.

Reklama

Potwierdzają to także zeznania we włoskim śledztwie. Świadkowie widzieli drugą osobę uzbrojoną uciekającą z Placu św. Piotra. Choć ludzie słyszeli też więcej strzałów, to jednak przebadano tylko 2 kule z pistoletu Ağcy. – Trzecia kula jest w koronie figury Matki Bożej w Fatimie. Dałbym wiele, abyśmy mogli tę kulę dokładnie zbadać – mówił kilka lat temu sędzia Ilario Martella. Twierdził on, że Çelik był po drugiej stronie alei, którą przejeżdżał Papież, i strzelał z innego kierunku.

Taka relacja wydaje się logiczna, bo – według oficjalnego śledztwa – mamy 2 strzały, 3 osoby ranne i aż 5 różnych ran. – Nie da się tego inaczej wytłumaczyć niż strzałami z różnych miejsc – uważa Arturo Mari.

Narzędzie komunistycznych służb

Włoskie śledztwo było prowadzone bardzo nieudolnie. Nie zabezpieczono podstawowych dowodów i nie udało się zrekonstruować dokładnego przebiegu zdarzeń. Na fotografiach z 13 maja 1981 r. widać, jak młody mężczyzna ucieka z Placu św. Piotra. Nawet schwytanie Alego Ağcy było raczej dziełem przypadku. Niedoszły zabójca mógłby uciec z Placu św. Piotra, gdyby nie akcja pewnej krewkiej i postawnej siostry zakonnej, która go szarpnęła, chwyciła i przygniotła, aż zamachowca ujęli karabinierzy.

Podczas przesłuchania w Instytucie Pamięci Narodowej sędzia Ferdinando Imposimato przyznał, że proces został celowo zniszczony. Gdy pod koniec 1982 r. śledczy postawili zarzuty jednemu z Bułgarów – Sergiejowi Antonowowi, sędziowie dostali notatkę od premiera Włoch, że posunęli się zbyt daleko.

Dokładnego przebiegu zdarzeń z 1981 r. pewnie nie da się ustalić. Jednak dziś wiemy o wiele więcej na temat tego, co działo się w komunistycznych służbach specjalnych w tamtym okresie. Wnikliwa analiza zeznań Alego Ağcy wraz z dokumentacją tajnych służb NRD oraz Bułgarii wskazują trop, który pośrednio prowadzi do Moskwy.

– Celowo posłużono się osobami z tureckiego świata przestępczego. Tamtejsza mafia była bowiem pod kontrolą wywiadu bułgarskiego i stała się wygodnym narzędziem do realizacji planu, którym był zamach na Papieża – mówi prokurator Michał Skwara z katowickiego oddziału IPN, który prowadził śledztwo w sprawie zamachu na Papieża.

To właśnie Polakom udało się usystematyzować i pogłębić wiedzę na temat zamachu sprzed 35 lat. Dzięki wnioskom o pomoc prawną do wymiarów sprawiedliwości: włoskiego, niemieckiego i bułgarskiego prokuratura pozyskała wiele cennych dokumentów i mogła przesłuchać świadków. Zwieńczeniem tej pracy jest m.in. publikacja „Ağca nie był sam. Wokół udziału komunistycznych służb specjalnych w zamachu na Jana Pawła II”. Jej autorami są prok. Michał Skwara oraz historyk i dziennikarz Andrzej Grajewski.

Ağca został zastraszony

Zamach na Papieża był bardzo długo przygotowywany i niemal perfekcyjnie zaplanowany, tak, aby całe podejrzenie padło na środowisko tureckich nacjonalistów. Operacja została przygotowana przez mafię, a finansowanie było zapewnione ze strony tureckich radykałów z Niemiec Zachodnich. Nawet broń, której użył Ali Ağca na Placu św. Piotra, specjalnie wędrowała europejską ścieżką islamskich emigrantów, aby nie było wątpliwości, że motywy zamachu mogły być religijne albo narodowościowe. – Wszystkie dowody nie pozostawiają złudzeń, że zamach zorganizowały komunistyczne służby bułgarskie. Dziś wiemy, że to oni przygotowali dla zamachowca broń i pieniądze – podkreśla Ewa Koj z katowickiej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN.

W pierwszych miesiącach włoskiego śledztwa również Ali Ağca zaczął mówić i zdradził swych mocodawców. Zaczął zmieniać zeznania i udawać osobę niewiarygodną dopiero po kluczowym dla zniszczenia całego śledztwa wydarzeniu. Dokładnie 20 października 1983 r. w rzymskim więzieniu Ağcę odwiedziło dwóch „sędziów” z Bułgarii: Jordan Ormankov i Stefan Petkov. Była to wizyta w ramach realizacji wniosku o międzynarodową pomoc prawną, bo Bułgarzy twierdzili, że prowadzą śledztwo ws. posługiwania się przez Ağcę fałszywym paszportem. W rzeczywistości żadnego śledztwa nie było, a celem „odwiedzin” było zastraszenie tureckiego terrorysty.

Choć podczas spotkania obecny był włoski sędzia Ilario Martella, to jednak w pewnym momencie ogłosił on przerwę na kawę. Z zaproszenia skorzystał tylko Ormankov, a Petkov został sam na sam z Ağcą. „Sędzia” doskonale znał język turecki i te 30 minut wystarczyło mu, aby przekonać Ağcę. Od tej pory turecki zamachowiec zaczął zmieniać zeznania i konfabulować. Udawał osobę niespełna rozumu i w efekcie rozłożył całe rzymskie śledztwo.

Akcja komunistycznych wywiadów

Cofnijmy się jednak jeszcze o kilka miesięcy. W marcu 1983 r. w siedzibie enerdowskiej bezpieki STASI pojawia się także Jordan Ormankov, ale tym razem nie jest „sędzią”, tylko pułkownikiem bułgarskiej bezpieki. Oficer z Sofii prosi swych niemieckich towarzyszy, aby pomogli mu zorganizować akcję dezinformacyjną, której celem jest przykrycie „bułgarskiego śladu” w zamachu na życie Jana Pawła II. Enerdowski wywiad uruchamia swoją siatkę w zachodnich Niemczech i Austrii oraz zaczyna preparować informacje, a nawet dokumenty. Rzekomi nacjonaliści z mniejszości tureckiej zasypują międzynarodowe redakcje, konsulaty i włoskie sądy groźbami, w których domagają się m.in. uwolnienia Alego Ağcy.

– Podczas naszego śledztwa w IPN przesłuchaliśmy ppłk. Güntera Bohnsacka z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego NRD. Był on jednym z koordynatorów działań dezinformacyjnych, podejmowanych w ramach operacji „Papież” na terenie Włoch oraz Niemiec – mówi prok. Skwara. Bohnsack zeznał, że Bułgarzy prosili Niemców o pomoc, aby połączyć prawicowe środowiska polityczne w RFN i Turcji z osobą Ağcy.

Była to część wielkiej akcji komunistycznych wywiadów o nazwie „Erozja 81”. Istnieje wiele przesłanek mówiących o tym, że rozkaz jej wykonania przyszedł z samej centrali KGB. Co ciekawe, akcja rozpoczęła się, zanim Ali Ağca ujawnił tzw. wątek bułgarski. Komuniści zaczęli się więc bronić, zanim padło na nich podejrzenie.

W świetle obecnie dostępnych dokumentów, zeznań oraz analizy historycznej nie ma praktycznie wątpliwości, że za zamachem na Papieża bezpośrednio stoją komunistyczne służby bułgarskie. Ta konstatacja musi prowadzić jeszcze dalej na wschód. Choć jeszcze nie odnaleziono bezpośrednich rozkazów Moskwy czy dowodów na zlecenie zabójstwa Papieża, to jednak nikt nie ma złudzeń, że służby bułgarskie nie mogły działać na własną rękę. Przecież nawet sam Ali Ağca spotkał się w 1980 r. z oficerem KGB Władimirem Kuziczkinem w Teheranie.

Jako typowy dowód poszlakowy przytacza się również rozkaz Komitetu Centralnego KPZR z 1979 r., nakazujący KGB wykorzystanie „wszelkich dostępnych możliwości, by zapobiec nowemu kierunkowi w polityce, zapoczątkowanemu przez polskiego papieża, a w razie konieczności – sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację”.

Zamach na historię

Watykan nie ma swoich własnych ustaleń, a jeżeli je ma, to ich nie ujawnia. Św. Jan Paweł II do końca życia nie chciał, aby rzucano oskarżenia, które mogły obciążać całe narodowości. Doskonale wiedział, że został uratowany cudem przez Matkę Bożą Fatimską. To w Jej koronie kryje się relikwia św. Jana Pawła II, ale także jedna z zagadek śledztwa.

Po ludzku 13 maja 1981 r. Jan Paweł II powinien zginąć. Na pytanie: Dlaczego przeżył?, nie potrafią odpowiedzieć ani kryminolodzy, ani lekarze, ani zamachowiec. – Zamach na Jana Pawła II jest fundamentalną sprawą dla zrozumienia XX wieku. Gdyby się udał, historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Dziś żylibyśmy w innej rzeczywistości – mówi prof. Wojciech Roszkowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Wydarzenie sprzed 35 lat było więc nieudaną próbą zamachu na najnowszą historię świata i skierowania jej na zupełnie inne tory. – Śledztwo IPN jednoznacznie wskazuje, że za zamachem stoją służby bułgarskie, ale także ich mocodawcy w Moskwie – uważa Roszkowski.

Tagi:
zamach

Strzelanina w szkole na Florydzie

2018-02-14 22:24

wpolityce.pl

Do strzelaniny doszło w szkole na Florydzie. Media informują nawet o 50 rannych osobach. Z doniesień napływających z Parkland wynika, że 12 osób zostało zabitych na miejscu w budynku szkolnym, dwie osoby - na zewnątrz, jedna - na przylegającej ulicy, a dwie - zmarły w szpitalu z powodu odniesionych ran. Sprawca został schwytany.

Twitter

Strzelanina miała miejsce w Marjory Stoneman Douglas High School w Parkland. Świadkowie mówią, że było ich bardzo wiele.

Sprawca jest w areszcie, lecz akcja służb nadal trwa - podaje na Twitterze biuro szeryfa hrabstwa Broward, w którym leży Parkland.

Teren szkoły został otoczony przez policję. Na miejscu obecne są również inne służby. Niektórzy uczniowie zostali już ewakuowani.

Prezydent USA wyraził na Twitterze kondolencje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Wkrótce duże zmiany w Kurii Rzymskiej

2018-02-23 15:00

kg (KAI/Télam) / Watykan

W poniedziałek 26 lutego Franciszek „zamierza dać jasny znak” zmian w Kurii Rzymskiej i 19 marca – w piątą rocznicę rozpoczęcia swego pontyfikatu – mianuje nuncjuszami trzech dotychczasowych wyższych urzędników Kurii Rzymskiej. Taki pogląd wyraziła 23 lutego argentyńska agencja „Télam”. Zaznaczyła, że w ten sposób papież rozpocznie nowy etap głębokich reform strukturalnych w Watykanie. Jednocześnie obradować tam będzie Rada Kardynałów, która wspiera Ojca Świętego w tych działaniach.

uroburos/pixabay.com

Według źródeł argentyńskich papież ogłosi w poniedziałek dekrety powołujące trzech nowych nuncjuszy apostolskich: dotychczasowego podsekretarza ds. stosunków z państwami w Sekretariacie Stanu prał. Antoine’a Camilleriego, szefa protokołu w tymże Sekretariacie prał. José Avelino Bettencourta oraz byłego osobistego współpracownika zarówno Benedykta XVI, jak i obecnego papieża, a dziś sekretarza generalnego Sekretariatu Spraw Gospodarczych prał. Alfreda Xuereba. Pierwszy i trzeci pochodzą z Malty, drugi jest Portugalczykiem. Z chwilą ich mianowania papież wyniesie ich jednocześnie do godności arcybiskupów tytularnych.

Nowi dyplomaci papiescy mają objąć następujące placówki: prał. A. Camilleri (ur. 20 VIII 1965) zostanie nuncjuszem w Singapurze i delegatem apostolskim w Malezji, prał. A. Xuereb (14 X 1958) – w Korei Południowej i Mongolii oraz prał. J. Bettencourt (22 V 1962) – w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie.

Dotychczas nieobsadzonych było 10 nuncjatur, przy czym szefowie niektórych z nich są akredytowani jednocześnie w kilku krajach, np. nuncjusz w Tbilisi „obsługuje” Gruzję, Armenię i Azerbejdżan (do 25 kwietnia 2017 stanowisko to pełnił abp Marek Solczyński, obecnie w Tanzanii), a dyplomata papieski w stolicy Trynidadu i Tobago – Port od Spain jest akredytowany łącznie w 13 krajach rejonu Karaibów i Antyli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Dziwisz: Hanna Chrzanowska poważnie odczytywała Ewangelię i wprowadzała ją w życie

2018-02-24 11:31

md / Kraków (KAI)

Samarytańska działalność Hanny Chrzanowskiej wpisuje się w wielowiekową i wspaniałą historię Kościoła krakowskiego na polu miłosierdzia – powiedział kard. Stanisław Dziwisz podczas Mszy św. w kościele św. Mikołaja, gdzie spoczywają doczesne szczątki przyszłej błogosławionej. Hierarcha wyraził nadzieję, że beatyfikacja krakowskiej pielęgniarki przyczyni się zwłaszcza do duchowej odnowy środowisk, które niosą pomoc chorym.

Piotr Drzewiecki

W homilii kard. Dziwisz, który jako sekretarz kard. Karola Wojtyły osobiście poznał przyszłą błogosławioną, przypomniał jej biografię, podkreślając, że religijność Hanny Chrzanowskiej była „bardzo dyskretna, ale konsekwentna”. „Uderza nas fakt, że Hanna mniej mówiła o swojej religijności, natomiast zależało jej bardzo na życiu duchowym pacjentów oraz pielęgniarek” – mówił, powołując się na organizowane przez nią rekolekcje, dni skupienia i pielgrzymki dla pielęgniarek oraz rekolekcje dla chorych.

„To ujawniało prawdę o jej osobistym życiu duchowym, stanowiącym fundament i sekret jej ogromnego zaangażowania” – zaznaczył kaznodzieja. Przytoczył również słowa Chrzanowskiej skierowane do proboszczów, które według niego urosły do rangi symbolu. Apelując do nich, by organizowali punkty pielęgniarskie w parafii, mówiła: „Do chorego nie umytego i nie nakarmionego słowo Boże dociera z trudem lub nie dociera wcale”.

Według hierarchy, sekretem życia i zaangażowania Hanny Chrzanowskiej było „poważne odczytywanie Ewangelii” i wprowadzanie jej w życie. „Czyniła to w wybranym przez siebie ważnym sektorze pomocy bliźniemu, jakim jest pielęgniarstwo szeroko pojmowane. Ono stało się jej charyzmatem – jej specyficzną drogą służby Bogu i człowiekowi” – mówił, dodając, że w tej służbie Chrzanowska wykorzystywała osobiste przymioty umysłu i serca oraz profesjonalne przygotowanie, zdobyte w ośrodkach naukowych i medycznych w kraju i za granicą.

„Samarytańska działalność Czcigodnej Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej wpisuje się w wielowiekową i wspaniałą historię Kościoła Krakowskiego na polu miłosierdzia” – mówił kard. Dziwisz. Dodał, że staje ona w jednym szeregu ze św. Jadwigą Królową, św. Janem Kantym, św. Bratem Albertem i Sługą Bożym ks. Piotrem Skargą.

Przypominając, że Kraków znany jest w Kościele jako duchowa stolica Bożego Miłosierdzia, metropolita senior stwierdził, że prawda o Bogu bogatym w miłosierdzie i o powołaniu każdego człowieka do okazywania bliźnim miłosiernej miłości, powinna uwrażliwiać, by „każdy z nas starał się być człowiekiem miłosierdzia, zgodnie ze swoim powołaniem, swoimi talentami i okolicznościami życia”.

„Wystarczy się obejrzeć wokół, aby dostrzec, ilu ludzi czeka na naszą pomoc, nie tylko materialną. Tylu naszych braci i sióstr czeka również na dobre słowo, na gest życzliwości, na każdy odruch dobra” – zauważył hierarcha.

Msza św. pod przewodnictwem kard. Stanisława Dziwisza rozpoczęła spotkanie przedstawicieli parafialnych zespołów charytatywnych, Szkolnych Zespołów Caritas, grup wolontariuszy pomagających chorym i starszym oraz nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej z Archidiecezji Krakowskiej. Jest ono związane z przygotowaniami do beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem