Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

W 120. rocznicę wybuchu wielkiego pożaru

2015-10-29 12:12

Józef Zubik
Edycja przemyska 44/2015, str. 1, 5

Józef Zubik

Msza św. 4 października w kościele parafialnym w Wyszatycach rozpoczęła się śpiewem suplikacji i trzyminutowym sygnałem syreny strażackiej. W tym dniu szczególnie wymownie brzmiały słowa: od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas, Panie

Równo 120 lat temu wieś Wyszatyce nawiedził straszny kataklizm. 7 października 1895 r. wybuchł wielki pożar, który strawił prawie całą wieś i zabudowania dworskie. Cudem ocalały: kościół, cerkiew i zabudowania plebańskie obydwu obrządków oraz kilkadziesiąt budynków. W kronice parafialnej ani w innych dokumentach źródłowych nie było dotychczas szerszej informacji o tym wydarzeniu. Przekazy ustne zanikały z biegiem lat, gdy umierali naoczni świadkowie tego tragicznego w skutkach zdarzenia. Żmudne poszukiwania jakiejkolwiek informacji dotyczącej tego pożaru zakończyły się niezwykłym odkryciem. Okazało się, że o pożarze w Wyszatycach bardzo dokładnie pisała ówczesna prasa, a zwłaszcza „Kurier Przemyski”.

Straszny pożar

„Wyszatyce w perzynie! Zabudowań 400 zgorzało. 200 rodzin, 1500 dusz bez dachu i chleba. Pomoc doraźna nieodzowna! Datki w naturze i w gotówce dla pogorzelców w Wyszatycach przyjmuje Administracya «Kuryera Przemyskiego»”. Tak rozpoczynał informację o wielkim pożarze w Wyszatycach „Kurier Przemyski” nr 89 z dnia 10 października 1895 r.

W poniedziałek o godz. 3 po południu wybuchł we wsi Wyszatyce w powiecie przemyskim pożar, który przy silnym wietrze zachodnim do godz. 7 wieczorem zniszczył całe sioło wraz z dworem. Długotrwała pogoda wysuszyła dachy domostw i zabudowań gospodarczych, więc ogień szerzył się z przerażającą szybkością, ogarniał obejście za obejściem, a podsycany wichrem, który szybko zamieniał się w orkan, morzem płomieni zalał nieszczęśliwą osadę. Płonęły chaty i stajnie, płonęły stodoły i stogi, płonęły płoty i ogrodzenia, płonęły drzewa przy drogach i sadach. Ludność przerażona wybiegała na pastwisko i pola, ratując życie, bo mienia z domostw ziejących dymem i żarem, spod strzech zapadających się, nie można było wynieść. W przeciągu 4 godzin bogate Wyszatyce liczące przeszło 2000 mieszkańców i 300 numerów stały się pogorzeliskiem. Ku niebu wznosiły się kłęby dymu, wybiegały snopy iskier, po ziemi pełzały płomyki. Wiatr pędził przed sobą wały popiołu. Ratunek był niepodobny. Na pogorzelisku z perzyny sterczą tylko zręby, drzewa zwęglone.

Reklama

Lud w niemałej rozpaczy załamuje ręce. W niwecz poszedł owoc krwawego znoju! Nie ma gdzie głowy złożyć, nie ma kęsa chleba, nie ma czem bydła nakarmić. Jesień za pasem, zima niedaleko. A z wiosną, jeżeli głód i zimno nie pobiją, kim rolę obrobić, czem zasiać. O ogromie nieszczęścia poświadczą wymowne cyfry. Zgorzało zabudowań 400, rodzin 200 straciło całe mienie, 1500 dusz jest bez dachu. Zabezpieczonych było zaledwie 90. Szkoda wynosi około 600.000 złotych reńskich.

Pomoc musi być doraźną. Dwieście rodzin, tysiąc i pięćset głów zostało bez dachu i chleba z drobnemi dziećmi, bez ubrania, bez pożywienia, krescencji (całoroczne plony – wyj. autora), sprzętów gospodarczych i domowych, mając nadto przed sobą wielką pracę, aby przed zimą skleić jako takie schroniska, by w nich w jakikolwiek sposób uratować się od słoty i mrozu. Kraj, powiat i miasto Przemyśl spełnią niewątpliwie swój obowiązek, ale i rząd do akcji ratunkowej przystąpić winien, powstrzymując na razie bodaj ściąganie podatków”.

Akcja ratunkowa

Kolejne wydania „Kuriera Przemyskiego” informowały społeczeństwo o organizowanej akcji ratunkowej dla pogorzelców z Wyszatyc. „Kurier Przemyski” z dnia 13 października 1895 r. donosił: „W piątek odbyło się pod przewodnictwem wicemarszałka Rady Powiatowej p. dr. Czaykowskiego nadzwyczajne posiedzenie Wydziału Rady Powiatowej, na którem zapadł szereg uchwał, mających na celu niesienie pomocy pogorzelcom w Wyszatycach (...)”.

Burmistrz Przemyśla dr Aleksander Dworski w związku z pożarem wydał odezwę do mieszkańców miasta: „Dnia 7 października gmina Wyszatyce w tutejszym powiecie położona dotknięta została klęską pożaru, która wskutek wichru nabrała niesłychane rozmiary. Dwie trzecie części wsi, tj. 195 domów mieszkalnych i około 500 gospodarczych, z tem wszelkie zbiory polne i całe mienie w przeciągu kilku godzin stały się pastwą płomieni. Rozszalały żywioł, który prawie równocześnie wszystko ogarnął, dozwolił zaledwie ujść z życiem, pochłaniając zresztą wszystko, co było na miejscu. Około 1500 osób bez dachu nad głową, a wśród nich wielu chorych i poparzonych. Jak daleko wzrok ludzki sięgać może, widać czarne zgliszcza, a na nich nieszczęściem dotknięte rodziny z niemą rozpaczą spoglądające w przyszłość i zbliżającą się zimę. Przemyscy właściciele piekarń z szlachetną gotowością pospieszyli pierwsi z pomocą, darząc nieszczęśliwych chlebem, za co imieniem tychże składam im szczere podziękowanie, jednakże w tak strasznem nieszczęściu skuteczniejsza pomoc konieczna, aby nieszczęśliwych ochronić od śmierci z głodu i zimna.

Dlatego odwołuję się do wspaniałomyślnych i szlachetnych serc znanych z dobroczynności Mieszkańców Przemyśla z prośbą, aby bliskim swym sąsiadom raczyli pospieszyć z pomocą. Wszelkie łaskawe datki bądź w pieniądzach, bądź w artykułach żywnościowych lub odzieży staną się dla nieszczęśliwych nieocenionem dobrodziejstwem. Upraszam uprzejmie łaskawe składanie takowych w tut. Urzędzie w biurze sekretarza”.

Mieszkańcy Przemyśla i okolic spontanicznie odpowiedzieli na odezwę burmistrza i pospieszyli z konkretną pomocą, składając dobrowolne datki i pomoc w naturze (żywność i odzież). W pierwszym dniu po pożarze przemyscy piekarze ofiarowali ponad 300 bochenków chleba i 800 bułek. „Kurier Przemyski” na bieżąco publikował listy ofiarodawców, których było 210. W wyniku podjętych wówczas decyzji postanowiono rozdać pomiędzy najbiedniejszych włościan kwotę 5100 zł r jako pierwszą transzę zapomogi na odbudowę spalonych domostw. Na tę kwotę złożyły się: dar cesarza – 1000 zł r, zapomoga Wydziału Krajowego Rady Powiatowej – 500 zł r, dobrowolne datki różnych osób oraz pożyczka zaciągnięta przez członków Rady Powiatowej. W tym samym numerze na stronie 3. zamieszczono informację o akcji ratunkowej.

Z pożaru w Wyszatycach

„Pod przygnębiającym wrażeniem, jakie wywarł straszny pożar w Wyszatycach, było niepodobnem podać wszystko szczegółowo. Dlatego w czwartkowym numerze nie wspomnieliśmy o ratunku przy pożarze. Do pożaru pospieszyły straże pożarne z Radymna i Przemyśla, tudzież oddział artylerii i trenu (taboru wojskowego – wyj. autora) z Żurawicy z sikawkami i taborem ratunkowym. Wojsko przybyło pierwsze. Przy błyskawicznem szerzeniu się ognia ograniczono się do ratowania probostw, kościoła, cerkwi i domostw nieogarniętych płomieniem. Dzięki nadludzkim wysiłkom żołnierzy, a głównie umiejętnemu i energicznemu kierownictwu p. Stoupy, porucznika trenu, który nie bacząc na niebezpieczeństwo do najniebezpieczniejszych punktów docierał, udało się cerkiew, kościół i obie plebanie ocalić od zagłady. Wyszatyczanie, których mienie stało się pastwą płomieni, nie mogą znaleźć słów podzięki dla dzielnego porucznika p. Stoupy. Czyn, który spełnił, broniąc mienia obywateli w spokoju, w niczem nie ustępuje odważnemu spełnianiu obowiązków żołnierza na polu bitwy”.

Obecni na Mszy św. w dniu 4 października br. mieszkańcy Wyszatyc z wielką uwagą wysłuchali informacji o tym tragicznym wydarzeniu, które dzięki „Kurierowi Przemyskiemu” udało się ocalić od zapomnienia. Pokłosiem tego strasznego pożaru były bardzo liczne zgony wśród mieszkańców Wyszatyc z powodu ran i oparzeń oraz z powodu epidemii tyfusu, o którym już 5 grudnia 1895 r. donosił „Kurier Przemyski”.

Chociaż od tego tragicznego wydarzenia minęło 120 lat, to warto o nim pamiętać także i z tego względu, że wieś Wyszatyce po żmudnej odbudowie została niemal doszczętnie spalona powtórnie we wrześniu 1914 r. przez wojska austro-węgierskie. Tym razem z pożogi nie ocalały nowe, murowane świątynie: kościół i cerkiew. Ogromnym wysiłkiem i wyrzeczeniem wieś po I wojnie światowej ponownie została odbudowana, wzniesiono także nowe świątynie. Upór i determinacja ówczesnych mieszkańców Wyszatyc zasługują na wdzięczność kolejnych pokoleń, czego dowodem była pamięć i modlitwa podczas niedzielnej Mszy św.

Tagi:
rocznica

Rocznica porozumienia

2018-09-19 10:33

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 38/2018, str. VI

Gdyby nie to porozumienie, życie tysięcy pracowników wyglądałoby o wiele gorzej. 11 września br. w Dąbrowie Górniczej odbyły się obchody 38. rocznicy podpisania Porozumienia Katowickiego. W uroczystości wziął udział Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej

Monika Kobylańska
Złożenie kwiatów pod pomnikiem Porozumienia Katowickiego

Hutnicy z Huty Katowice w Dąbrowie Górniczej, choć mogli walczyć o postulaty własnej branży, upomnieli się o prawa świata pracy dla całego kraju – powiedział podczas uroczystości w Dąbrowie Górniczej prezes IPN Jarosław Szarek. W uroczystościach pod pomnikiem Porozumienia Katowickiego uczestniczyli m.in. szef Solidarności Piotr Duda i wojewoda śląski Jarosław Wieczorek. Obecni byli także sygnatariusze Porozumienia Katowickiego: Andrzej Rozpłochowski, Zbigniew Kupisiewicz i Jacek Jagiełka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Artur Warzocha rozpoczął kampanię wyborczą

2018-09-20 07:40

K.W.

Bożena Sztajner

Senator PiS Artur Warzocha zainaugurował 19 września br. w gmachu Uniwersytetu Częstochowskiego swoją kampanię wyborczą na stanowisko prezydenta Częstochowy. Na konwencji miejskiej, podczas której senator Warzocha przedstawił zręby swojego programu, pojawili się znani politycy partii rządzącej. Prosto z Brukseli przyjechała eurodeputowana Jadwiga Wiśniewska, a z Warszawy senator Ryszard Majer oraz posłowie Maria Burzyńska i Mariusz Trepka. Poparcie dla kandydatury senatora Artura Warzochy wyraził także, podczas niedawnej wizyty w Częstochowie, premier Mateusz Morawiecki.

Powody, dla których powinna nastąpić w Częstochowie zmiana na stanowisku prezydenta, najpierw przedstawił lider Pis w Częstochowie minister Giżyński. Przekonywał, że od 30 lat nasze miasto nie miało szczęścia do prezydentów i wobec tego stosownej szansy na prawdziwy i spektakularny rozwój. A Artur Warzocha, energiczny, ambitny, w typie długodystansowca, jak nazwała go Jadwiga Wiśniewska, jest szansą na zdecydowaną zmianę kierunku rozwoju miasta.

Kandydat na prezydenta wyjaśniał, że po wygnaniu wyborów chce przełożyć rządowy program przemian na skalę miasta. Skupi się na kilku fundamentalnych dla Częstochowy kwestiach. Numerem jeden jest zatrzymanie wyludniania się miasta, ucieczki z niego najwybitniejszych i najzdolniejszych ludzi. Drugi to przyciągnięcie do miasta kapitału, i to nie tylko z Polski oraz stworzenie ułatwień dla miejscowych przedsiębiorców. Zapowiedział wybudowanie w ciągu trwającej 5 lat kadencji 1000 mieszkań w ramach programu Mieszkanie Plus, a także stadionu dla klubu Raków. Obiecał miasto ładniejsze i bezpieczniejsze, z lepszymi szkołami, służbą zdrowia i infrastrukturą drogową. Wzbudziło to entuzjazm zgromadzonych na sali zwolenników.

To pierwsze spotkanie w ramach startującej dopiero kampanii wyborczej, a zapowiedziano, że będzie ich wiele. Senator Warzocha zamierza przemierzać Częstochowę na piechotę i rozmawiać z mieszkańcami o ich bolączkach i potrzebach. W najbliższym czasie dowiemy się także szczegółów programu, którym kandydat na fotel prezydenta chce przekonać do swojej kandydatury mieszkańców Częstochowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba, aby kard. Hlond wyszedł z cienia historii

2018-09-19 21:17

Ks. Mariusz Frukacz

Magda Nowak/Niedziela
Łukasz Kobiela, autor albumu i Bartosz Kapuściak

„August Hlond 1881–1948”, to temat spotkania, które odbyło się 19 września w auli redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” w Częstochowie. Spotkanie było połączone z promocją albumu autorstwa Łukasza Kobieli pt. „August Hlond 1881–1948”.

Spotkanie zostało zorganizowane przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, Stowarzyszenie Pokolenie, Tygodnik Katolicki „Niedziela” oraz Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej. Spotkanie poprowadził red. Marian Florek.

Zobacz zdjęcia: O kard. Hlondzie w "Niedzieli"

W spotkaniu wzięli udział m. in. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, abp Edward Nowak z Watykanu, były sekretarz Kongregacji ds. Świętych, ks. Inf. Ireneusz Skubiś, honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”, o. Jan Poteralski, podprzeor klasztoru jasnogórskiego, ks. Wiesław Wójcik, przedstawiciel Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, Łukasz Kobiela, autor albumu i przedstawiciel Stowarzyszenia „Pokolenie”, dr Andrzej Sznajder, dyrektor oddziału katowickiego IPN, Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu pamięci Narodowej oddział w Katowicach, poseł Lidia Burzyńska (PiS), Krzysztof Witkowski, dyrektor Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie oraz członkowie Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej z prezesem dr Arturem Dąbrowskim, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej w Częstochowie z prezes Marią Banaszkiewicz, przedstawiciele świata kultury z muzykiem, kompozytorem i autorem tekstów Januszem Yanina Iwańskim oraz pracownicy redakcji „Niedzieli”.

- Nie można wyobrazić sobie kard. Stefana Wyszyńskiego i pontyfikatu św. Jana Pawła II bez sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Jego teologia narodu, jego wiara w zwycięstwo Maryi i wielka idea „Zielonych Świąt Słowian”, o czym pisał ks. prof. Czesław Bartnik, były obecne w działalności i nauczaniu prymasa Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II – mówił na początku spotkania ks. red. Mariusz Frukacz z „Niedzieli” i dodał: „Nie można też wyobrazić sobie jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę bez kard. Hlonda”.

Bartosz Kapuściak, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej oddział w Katowicach, prowadzący rozmowę z autorem na temat publikacji pytał m. in. o pobyty kard. Augusta Hlonda w Częstochowie - Tych pobytów było bardzo dużo, choćby z racji zebrań Konferencji Episkopatu Polski. Szczególnym wydarzeniem z udziałem kard. Hlonda był I Synod Plenarny w 1936 r. i Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny, 8 września 1946 r. – odpowiedział Łukasz Kobiela, autor albumu.

- Tamto wydarzenie było wielką manifestacją przywiązania narodu polskiego do wiary, religii, ale także do Ojczyzny – dodał autor.

Łukasz Kobiela podkreślił również, przedstawiając sylwetkę kard. Hlonda, że to był duchowny, który doceniał wartość prasy katolickiej - Założył „Gościa Niedzielnego”, którego pierwszym redaktorem naczelnym został ks. Teodor Kubina, późniejszy biskup częstochowski i założyciel „Niedzieli” . Kard. Hlond był również zaangażowany w budowanie Akcji Katolickiej – mówił Kobiela.

Podczas spotkania nie zabrakło trudnych pytań o stosunek kard. Hlonda do polityki - Nie separował się i nie unikał tematów społecznych. Był wielkim patriotą. Uważał, że jedyną polityką jaką uprawia, to jest polityka zawarta w „Ojcze nasz” – mówił autor albumu.

Na pytanie o kontekst opuszczenia kraju przez kard. Hlonda, po wybuchu II wojny światowej Łukasz Kobiela przypomniał, że prymas Hlond opuścił Polskę 4 września 1939 r. - Wcześniej władze polskie naciskały na wyjazd kard. Hlonda z Poznania do Warszawy. Potem z Warszawy prymas Polski udawał się coraz bardziej na wschód. Jednak po konsultacjach z przedstawicielami rządu i z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp. Filippo Cortesi prymas Hlond zdecydował się na wyjazd do Rzymu, aby stamtąd, choćby przez Radio Watykańskie informować o sytuacji w okupowanej Polsce – mówił Kobiela.

- Potem przebywał w Lourdes i w opactwie benedyktyńskim w Hautecombe. Aresztowany 3 lutego 1944 r. przez gestapo i wywieziony do Paryża, odrzucił propozycję współpracy. Był więziony w Bar-le-Duc (Normandia), a następnie w Wiedenbrück (Westfalia), skąd został uwolniony 1 kwietnia 1945 r. przez armię amerykańską. Po krótkim pobycie w Paryżu i Rzymie, 20 lipca 1945 r. wrócił do Polski – kontynuował autor książki.

- Kard. Hlond był inwigilowany przez Niemców w czasie okupacji, a potem po wojnie był traktowany przez komunistów jako wróg ideologiczny. Sprawą kard. Hlonda zajmowała się m. in. Julia Brystiger, dyrektor departamentu V i III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - podkreślił Łukasz Kobiela i dodał: „Prymas Hlond nie miał złudzeń co do władzy komunistycznej. W PRL – u wiele zrobiono, żeby dezawuować i umniejszać rolę prymasa Hlonda. Był przemilczany przez wiele lat”.

Pytany o wybór kard. Wyszyńskiego na prymasa Polski, jako następcy kard. Hlonda autor przypomniał, że „ważne w tym względzie są listy ks. Antoniego Baraniaka, sekretarza prymasa Hlonda do kard. Tardiniego, w których przekazał wolę prymasa Hlonda o mianowanie bp. Wyszyńskiego prymasem Polski”.

Na zakończenie spotkania ks. Wiesław Wójcik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej wyraził wdzięczność za przywracanie pamięci o kard. Auguście Hlondzie. Natomiast abp Edward Nowak podkreślił, że ważne są takie spotkania w kontekście procesu beatyfikacyjnego prymasa Hlonda.

- Cieszę się, że takie tematy możemy podejmować w auli naszego tygodnika. To historie kiedyś zakazane, a dziś przywracane pamięci – podkreśliła Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”.

Swoją wdzięczność za „taki niepokój twórczy” wypowiedział również abp Wacław Depo, metropolita częstochowski – Trzeba, aby taka postać jak kard. Hlond wyszła z cienia historii w całej prawdzie – powiedział abp Depo i poprowadził modlitwę o beatyfikację sługi Bożego kard. Augusta Hlonda.

Album „August Hlond 1881–1948” zawiera blisko 700 fotografii, w tym 400 dotąd niepublikowanych, nie tylko samego Prymasa, ale także związanych z nim miejsc i wydarzeń. Oprócz opisów zdjęć, publikacja opatrzona jest także biografią kard. Augusta Hlonda.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach, należących obecnie do Mysłowic, w rodzinie dróżnika kolejowego. Jako 12-letni chłopiec opuścił rodzinny dom i rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym w Turynie. W 1896 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów, w 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował m.in. w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu.

W 1922 r. został administratorem apostolskim polskiej części Górnego Śląska, a potem pierwszym biskupem diecezji katowickiej. W 1926 r. papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, co było równoznaczne z objęciem funkcji prymasa. W 1927 r. abp Hlond został kardynałem. Po wybuchu II wojny światowej udał się na emigrację. Mieszkał w Rzymie, potem w Lourdes. W 1944 r. został aresztowany przez gestapo i namawiany do kolaboracji. Był internowany we Francji i w Niemczech. Po zakończeniu wojny odebrał od papieża nadzwyczajne pełnomocnictwa, na mocy których ustanowił organizację kościelną na Ziemiach Odzyskanych. Odmawiał współpracy z komunistycznymi władzami Polski. Zmarł 22 października 1948 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem