Reklama

Dzieci z plecakiem do kolan

2015-08-25 12:27

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 35/2015, str. 46-47

contrastwerkstatt/pl.fotolia.com

To będzie rocznik eksperymentalny. Do pierwszej klasy pójdą razem 6- i 7-latki. Oblicza się, że ok. 610 tys. dzieci. Jeżeli będą klasy mieszane, co jest nieuniknione, to dzieci młodsze na tym stracą. Rok różnicy w tym wieku to jednak ogromna przepaść

Kwerenda w szkołach i wśród rodziców sześciolatków daje obraz sytuacji, w jakiej znajdą się 1 września dzieci i ich rodzice mieszkający w niewielkich miejscowościach oraz w małych i dużych miastach. – W przypadku małych szkół wiejskich problemu z przyjęciem sześciolatków nie ma – mówi pani Katarzyna, nauczycielka w niewielkiej szkole w regionie świętokrzyskim. – Klasy są małe, baza na czas spędzony na zajęciach edukacyjnych i zabawowych jest zapewniona, oczywiście, na ile to możliwe w realiach szkoły wiejskiej – dodaje. Ale już w większych szkołach gminnych pojawia się problem. Plan dla sześcioletnich dzieci układany jest dwuzmianowo, tzn. poranna zmiana rozpoczyna się ok. godz. 7 lub 8 i kończy ok. godz. 10-11, druga – kończy ok. godz. 15. Oznacza to, że pozostały czas dzieci pracujących rodziców muszą spędzić w świetlicy, niekiedy łączonej ze stołówką. Jedzący obiad gimnazjaliści i bawiące się obok sześciolatki mogą być codziennym widokiem w wielu placówkach. Rodzice głośno mówią, że druga zmiana to problem jeszcze większy: gdy przyjdzie jesień i zima, czas dowiezienia dzieci do szkoły wydłuży się i będzie trudniejszy. Już dziś rodzice przepisują dzieci ze szkół dwuzmianowych do jednozmianowych nawet kosztem oddalenia od domu. – Nie mam wyjścia. Dobro dziecka jest najważniejsze – mówi mama sześciolatka. – Skomplikuje nam to życie, bo to jednak kilka kilometrów dalej.

Wiele szkół ma doskonałe wyposażenie, często ze środków unijnych. Łazienki dla maluchów, małe sedesy i pisuary w toalecie, pięknie wyposażony plac zabaw i lśniąca stołówka. Ale czy rzeczywiście o to chodzi? Zamykanie małych szkół przez gminy spowodowało, że w tym roku w jednej szkole stłoczą się dzieci z kilku małych szkół. I tak w szkole podstawowej w Kielcach na osiedlu Pod Dalnią od września ruszy 11 klas pierwszych, z klasami mieszanymi sześcio- i siedmiolatków.

Szkoły twierdzą, że nie ma żadnych problemów z przyjęciem sześciolatków. Podobnie wypowiadały się na temat dopalaczy w szkole. – Mówiono, że problemu nie było, a w szpitalu lądowało miesięcznie kilku gimnazjalistów i licealistów – mówi emerytowany nauczyciel. – Trzeba również podkreślić, że więcej dzieci to zapewnienie pracy nauczycielom zagrożonym brakiem etatu.

Reklama

Ubezwłasnowolnieni rodzice

– Zrobiono nam wodę z mózgu. I nam, rodzicom, i nauczycielom. Władze włożyły wiele trudu w udowadnianie konieczności pójścia do szkół sześciolatków, które mają uratować polską gospodarkę i nasze emerytury; w udowodnienie, że maluchy dojrzały do obowiązku szkolnego i że tak się dzieje na całym świecie. Dopiero teraz rodzice tak naprawdę budzą się z letargu i przyglądają swojemu dziecku z plecakiem do kolan – mówi mama sześciolatka, która do tej pory nie dostrzegała problemu w pójściu synka do szkoły.

– Tylko my, rodzice, wiemy, czy nasze dziecko może podjąć naukę w szkole, czy nie. Obserwujemy je na co dzień w różnych sytuacjach. Żaden nauczyciel, dyrektor czy minister nie ma takiej wiedzy, więc zmuszanie mnie do posłania syna do szkoły jest nieludzkie. To ja odpowiadam za to, jak będzie sobie radził w przyszłości, jakie podejmie decyzje, jak wywiąże się ze swoich ról. Stawianie mnie w sytuacji obowiązku szkolnego, z wszystkimi tego konsekwencjami, nie jest w porządku – dodaje inna matka sześciolatka. Rodzicom odebrano przekonanie, że najlepiej znają swoje dziecko i że sami potrafią dokonać dla niego właściwego wyboru. Nawet sami rodzice przez brak pewności siebie, którą skutecznie odbierają im tzw. autorytety, przerzucają tę decyzję na poradnie, na specjalistów. Zostali ubezwłasnowolnieni przez urzędników i sami się ubezwłasnowolniają.

Studium przypadku

Małgorzata i Marek są rodzicami trójki dzieci. Starsi synowie są uczniami szkoły prowadzonej przez zgromadzenie zakonne, najmłodszy Maksio uczęszcza do przedszkola także prowadzonego przez siostry zakonne. W tym roku czekało go pójście do pierwszej klasy. Siostry nie mogły się go nachwalić. Takie zdolne dziecko, a przy tym chętne do występów przedszkolnych, recytacji, teatrzyków, konkursów i quizów. Bez problemu został zapisany do pierwszej klasy szkoły, do której uczęszczają starsi bracia. Jednak tylko rodzice wiedzieli, jaką cenę Maksio płaci za rolę prymusa. – Po każdym występie syn był wyczerpany. Nie mógł się uspokoić. Rządziły nim emocje. Zaczął obgryzać paznokcie, często chorował. Stawał się agresywny – mówi Małgorzata. Matka powiedziała siostrom, że zrobi wszystko, by odroczyć Maksiowi obowiązek szkolny. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne były tak oblegane, że rodzice Maksia zdecydowali się na poradnię prywatną, i to nie w swoim 200-tysięcznym mieście, gdzie koszt badania dziecka wynosił 400 zł, lecz w oddalonej o 70 km mniejszej miejscowości, gdzie wizyta kosztowała 150 zł.

Matka Maksia nie wie, ile dzieci z 25-osobowej klasy synka zostanie zwolnionych z obowiązku szkolnego, ale przez ten rok obserwacji kolegów Maksia przypuszcza, że około jedna czwarta dzieci. Kubuś nie usiedział w ławce dłużej niż 5 minut, Jaś to gapcio, ciągle czegoś zapomina, proste zadania domowe dla sześcioletniego Tadzia to Mount Everest – nie dlatego, że nie jest inteligentny, tylko dlatego, że rozkojarza się po kwadransie... – Te dzieci zwróciły moją uwagę – mówi Małgorzata – ale przecież w grupie są też takie maluchy, których niedojrzałość do podjęcia obowiązku szkolnego nie jest widoczna na pierwszy rzut oka, jak w przytoczonych przypadkach. Jeżeli rodzice nie zadziałają, nie postarają się o odroczenie, dziecko pójdzie do szkoły. Skutki takiej decyzji nie muszą być widoczne od razu – dodaje pani Małgorzata.

Fobia szkolna

Doświadczenia rodziców, którzy posłali dziecko do szkoły rok wcześniej, pokazują, że trudności pojawiają się około czwartej klasy. Anna, matka małej Zosi, sama lekarka, dziś żałuje swojej decyzji posłania córki cztery lata temu do szkoły jako sześciolatki. Zosia ma trudności z nauką, trudności w skupieniu się na problemie, nie nadąża za grupą w wykonywaniu poleceń nauczycieli. Trudno jest dziecku zapamiętać wszystkie prace domowe. Pojawiła się bardzo niska samoocena, fobia szkolna i moczenie nocne. Zosia nie chce się bawić z rówieśnikami po szkole, ponieważ dzieci śmieją się z jej trudności. – A dzieci potrafią być okrutne – mówi Anna. – Zosia przebywa tylko z nami, z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej aspołeczna – dodaje mama. Wypadałoby zostawić dziecko na drugi rok w tej samej klasie, żeby dojrzało, ale Zosia jest inteligentna, więc to rozwiązanie nie wchodzi w grę. Sytuacja jest patowa. – Nie mogę sobie wybaczyć decyzji sprzed czterech lat. Doskonale rozumiem niepokój rodziców, którzy w tym roku protestują w obronie swoich sześcioletnich dzieci – mówi mama Zosi.

Cenne dobro

Rodzice, którzy chcą odroczyć obowiązek edukacyjny swoich dzieci, mają wiele negatywnych doświadczeń z instytucjami, które mnożą formalności. Rodzice często decydują się na rozwiązania mało wygodne i logistycznie, i finansowo, byle tylko obronić swoje dziecko. Najwygodniej dla rodziny Małgorzaty i Marka byłoby mieć trzech synów w jednej szkole, tak jak to było zaplanowane. Dziś Maksio będzie uczęszczał do szkoły prowadzącej roczne przygotowanie przedszkolne, znacznie oddalonej od rodzinnego domu. Rodzice wybrali to rozwiązanie mimo kosztów, jakie ono generuje (szkoła jest płatna). – Chodzi o dobro dziecka – podkreśla Małgorzata. – Za rok syn zupełnie spokojnie wkroczy w szkolny świat. Decyzję dotyczącą Maksia opieraliśmy na doświadczeniach szkolnych starszego rodzeństwa. Wiemy, jakie trudności może napotkać w szkole. Chcemy, by wyrósł na ciekawego świata i odważnego człowieka, a nie sfrustrowanego od początku i zmęczonego wyrobnika. Po prostu dzieciom odbiera się czas, najcenniejsze, co dorosły może dać dziecku – mówi z goryczą matka.

Te gorzkie słowa rodziców sześciolatków dają obraz manipulacji, jakiej ci byli poddawani przez ostatnie lata wprowadzania kolejnej nieprzemyślanej reformy oświaty. Nie pomogły protesty, milionowe podpisy złożone do Sejmu, inicjatywy obywatelskie. Rodzicom odebrano odpowiedzialność za dzieci. Czy uda się to naprawić?

Tagi:
szkoła dzieci dziecko

Tuszów Narodowy: na ścianach szkoły umieszczono tablice z Dekalogiem

2018-06-23 12:10

apis / Tuszów Narodowy (KAI)

W pięciu szkołach gminy Tuszów Narodowy umieszczono i poświęcono z okazji zakończenia roku szkolnego tablice z dziesięcioma Bożymi przykazaniami. Inicjatywa podkarpackiego wójta gminy Andrzeja Głaza spotkała się z dużą krytyką części mediów oraz z internetowym hejtem.

bnorbert3/Fotolia.com

Na granitowych tablicach, które swoim wyglądem przypominają tablice Mojżeszowe wypisano słowa Dziesięciu Przykazań. Tablice zawisły na ścianach szkół w: Tuszowie Narodowym, Jaślanach, Borkach Nizińskich, Czajkowej i Malinie. Inicjator przedsięwzięcia - wójt Andrzej Głaz uważa, że podstawową zasadą naszego życia powinno być przestrzeganie Dekalogu i jeśli szkoła, Kościół i rodzice nie będą ze sobą współpracować, to trudno będzie ukształtować młodego człowieka.

- Obserwując, co dzieje się w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie odrzuca się Boże prawo oraz wartości chrześcijańskie, jako społeczeństwo katolickie musimy dokładać starań, aby nie tylko bronić tych wartości, ale według nich kształtować młode pokolenie. Stąd inicjatywa, aby w miejscach tego godnych i odpowiednich, a takimi są nasze szkoły, umieścić tablice z dziesięcioma Bożymi Przykazaniami – wyjaśnia pomysłodawca.

Wójt wyraził nadzieję, że wchodząc do szkoły dzieci, nauczyciele i rodzice będą mogły przypominać sobie Boże wskazania, które są podstawą naszego życia i postępowania.

Inicjatywa podkarpackiego samorządowca spotkała się z dużą krytyką części mediów oraz internetowym hejtem. W odpowiedzi wójt zwrócił uwagę na to, że wypowiadanie się na temat Dekalogu bez zaznajomienia się z Katechizmem Kościoła Katolickiego jest niczym innym jak tylko bełkotem.

- Większość wypowiedzi internautów nacechowana jest nienawiścią i złośliwością pochodzącą od osób cierpiących na wewnętrzne rozdarcie, co na pewno nie jest bez wpływu ze strony szatana. Umieszczenie tablic na ścianach szkół ta inicjatywa propagowania Bożego prawa, które niesie tylko dobro i miłość – podkreślił wójt Andrzej Głaz.

Zdaniem Kazimierza Tarapaty, członka zarządu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego im. Gen. Wł. Sikorskiego w Tuszowie Narodowym, inicjatywa włodarza gminy jest niewątpliwie ewenementem w skali kraju. - Miejmy nadzieję, że będzie to skutkować wzmożoną religijnością młodzieży, a społeczeństwo Tuszowa będzie się stawać coraz lepsze – podkreślał Kazimierz Tarapata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowi proboszczowie w archidiecezji

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 27/2011

Ośmiu proboszczów od 1 lipca obejmuje urząd w swych nowych parafiach. Wcześniej kapłani złożyli uroczyste wyznanie wiary w obecności kard. Kazimierza Nycza

Obejmując powierzony mi urząd, chcę z całym oddaniem, pod władzą arcybiskupa warszawskiego, troszczyć się o powierzoną mi wspólnotę wiernych i bez oglądania się na względy ludzkie spełniać będę swoje obowiązki. Tak mi dopomóż Bóg” - te słowa wypowiedział każdy z ośmiu nowych proboszczów mianowanych przez kard. Kazimierza Nycza. Oprócz tekstu Credo księża zaświadczyli, że wierzą mocno we wszystko, co jest zawarte w Słowie Bożym pisanym lub przekazywanym, a co przez Kościół jest do wierzenia podawane.
Wcześniej, przed otrzymaniem dekretu, każdy z proboszczów, odbył indywidualną rozmowę z kardynałem i dopiero po wspólnej modlitwie oraz przysiędze, złożył podpisane przez siebie wyznanie wiary i wierności Kościołowi na ręce ordynariusza. - To wielki zaszczyt, ale także odpowiedzialność i zobowiązanie - mówi tuż po uroczystości ks. Jacek Brociek, nowy proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Czersku. - Na pomysły i inicjatywy duszpasterskie przyjdzie jeszcze czas. Najpierw muszę poznać swoją parafię oraz wiernych. To początek mojej nowej i odpowiedzialnej drogi - dodaje ks. Krzysztof Stosur, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny w Warszawie.
Dla większości z nowo mianowanych proboszczów jest to pierwsza parafia w ich kapłańskim życiu. Od tej pory będą kierować duszpasterstwem, posługą sakramentalną oraz odpowiadać za finanse, budynki i minie parafialne. - Powierzam wam pełną odpowiedzialność za parafię. Jesteście do tego dobrze przygotowani, bo macie za sobą już długie doświadczenie duszpasterskie - podkreślił metropolita warszawski.
Jednym z najbardziej eksponowanych miejsc w archidiecezji warszawskiej jest zapewne parafia pw. Opatrzności Bożej w Wilanowie. Jej nowy proboszcz oprócz zwykłych obowiązków duszpasterskich staje się jednocześnie kustoszem ogólnonarodowego sanktuarium. - Byłem mocno zaskoczony tą decyzją - mówi ks. Paweł Gwiazda, proboszcz Świątyni Opatrzności Bożej. - Osobiście na to bym się nigdy nie odważył, ale ufam, że ksiądz kardynał wie, co robi, a nad tą decyzją czuwa również Opatrzność Boża - mówi ks. Gwiazda. Zdaje on sobie bowiem sprawę, że wilanowska parafia jest wspólnotą, która dopiero się tworzy. Obecnie na jej terenie mieszak ok. 10 tys. osób, a w przyszłości będzie ich ponad 30 tys. - Moim zadaniem będzie więc duszpasterstwo parafialne, ale także troska o opiekę nad pielgrzymami, którzy przyjeżdżają w to miejsce z całej Polski - dodaje proboszcz.
Zmiany personalne na stanowiskach proboszczów podyktowane są względami duszpasterskimi. Często jest to związane z odejściem poprzedniego proboszcza na emeryturę. Kard. Nycz zwracając się do księży, podkreślił, że każda zmiana na urzędzie proboszcza ma służyć zachowaniu ciągłości pracy duszpasterskiej i prowadzeniu ludzi do zbawienia.
Metropolita warszawski zwrócił tez szczególną uwagę na aktywizację laikatu oraz potrzebę powoływania rad parafialnych. - Świeccy na wielu sprawach ekonomicznych i gospodarczych znają się o wiele lepiej niż księża - zauważył kardynał.

Nominacje

Ks. Jacek Brociek, dotychczasowy rezydent parafii św. Tomasza Apostoła w Warszawie w dekanacie ursynowskim i kapelan w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii, mianowany proboszczem parafii Przemienienia Pańskiego w Czersku w dekanacie czerskim
Ks. Włodzimierz Czerwiński, mianowany proboszczem parafii Świętej Trójcy w Warszawie, w dekanacie świętokrzyskim
Ks. Marek Małkiewicz, dotychczasowy wikariusz parafii św. Ignacego Loyoli w Warszawie w dekanacie bielańskim, mianowany proboszczem parafii Wniebowzięcia NMP w Michałowicach-Opaczy w dekanacie raszyńskim
Ks. Tadeusz Polak, dotychczasowy proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny w Warszawie w dekanacie muranowskim, mianowany proboszczem parafii św. Franciszka z Asyżu w Prażmowie w dekanacie tarczyńskim
Ks. Janusz Starosta, dotychczasowy wikariusz parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie w dekanacie ursynowskim, mianowany proboszczem parafii Przemienienia Pańskiego w Grodzisku Mazowieckim w dekanacie grodziskim
Ks. Krzysztof Stosur, dotychczasowy wikariusz parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Warszawie w dekanacie ursuskim, mianowany proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny w dekanacie muranowskim
Ks. Mariusz Zapolski, dotychczasowy wikariusz parafii św. Ojca Pio w Warszawie w dekanacie ursynowskim, mianowany proboszczem parafii Narodzenia NMP w Pieczyskach w dekanacie czerskim

Zmiany ogólnodiecezjalne

Ks. Jacek Siekierski, mianowany rektorem kościoła rektorskiego Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w „Res Sacra Miser”, przy zachowaniu urzędu rektora kościoła akademickiego św. Anny
Ks. Pedro José Guzmán Ardila, dotychczasowy wikariusz parafii św. Augustyna w Warszawie w dekanacie muranowskim, mianowany wychowawcą w seminarium Redemptoris Mater
Ks. Dominik Koperski, dotychczasowy duszpasterz w Kościele akademickim św. Anny w Warszawie, mianowany dyrektorem Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej Warszawskiej
Ks. Mirosław Kreczmański, mianowany dyrektorem biblioteki seminaryjnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie
Ks. Marek Makowski, mianowany obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Metropolitalnym Warszawskim
Ks. Dariusz Szyszka, dotychczasowy wikariusz parafii św. Jana Chrzciciela w Warszawie w dekanacie staromiejskim i duszpasterz w kościele akademickim św. Anny w Warszawie w tym dekanacie, mianowany wychowawcą w seminarium Redemptoris Mater
Ks. Paweł Witkowski, mianowany moderatorem diecezjalnym Ruchu Światło-Życie w Archidiecezji Warszawskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Gniezno: wyruszyła ekumeniczna pielgrzymka Niemców i Polaków

2018-06-24 19:43

bgk / Gniezno (KAI)

Nabożeństwo w kaplicy bł. Radzyma Gaudentego w podziemiach katedry gnieźnieńskiej rozpoczęło szesnastą ekumeniczną pielgrzymkę Niemców i Polaków szlakiem Ottona III. Pątnikom towarzyszą słowa Izajasza „Pan mnie namaścił” oraz refleksja nt. wolności.

PL.WIKIPEDIA.ORG

Wspólnie z uczestnikami pielgrzymki w nabożeństwie uczestniczyli: abp senior Henryk Muszyński, który od początku wspierał i patronował ekumenicznej inicjatywie oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak dla którego jest ona znakiem, iż dziedzictwo św. Wojciecha, patrona niepodzielonego Kościoła, jest wciąż żywe.

„To wspólne wędrowanie, wspólna modlitwa i świadectwo pokazują, że Niemcy i Polacy, katolicy i ewangelicy pragną razem głosić i nieść Chrystusa w świat jak czynił to św. Wojciech. Słowo «razem» jest tu kluczowe. Razem pielgrzymują i razem stają jako świadkowie Ewangelii” – przyznał abp Wojciech Polak.

Nabożeństwo poprowadzili dwaj kapelani zaangażowani w organizację pielgrzymki od samego początku. Po stronie polskiej jest to ks. Jan Kwiatkowski, obecnie proboszcz w Długiej Goślinie, po stronie niemieckiej ewangelicki pastor Justus Werdin, który pielgrzymkę nazywa „ekumeniczną akademią na pieszo”.

„Jest modlitwa i wspólnota, jest odkrywanie tego, co najważniejsze, jest rozmowa i milczenie, jest uczenie się, jak być dla siebie nawzajem miłosiernymi. Bo tego też trzeba się nauczyć” – podkreślił pastor Werdin dodając, że w tym roku jest to także refleksja i zaduma nad wolnością i naszą za nią odpowiedzialnością .

„Będziemy się dzielić także tym, jak wiele dobrej woli potrzeba, by dar wolności został dostrzeżony i właściwie wykorzystany” – dodał ewangelicki duchowny.

Na temat wolności i niepodległości wskazał także ks. Jan Kwiatkowski przypominając o obchodzonej w tym roku rocznicy i przyznając, że jest bardzo ciekawy tego polsko-niemieckiego dialogu na ten temat.

„Mamy na trasie Gniezno, mamy Poznań, mamy Zbąszynek, gdzie kiedyś była granica, mamy więc miejsca, które dyskusję mogą zainicjować. Ciekaw jestem pytań i refleksji, zwłaszcza ze strony niemieckich pielgrzymów, szczególnie, że to oni zasugerowali, byśmy nad tym tematem się pochylili” – przyznał ks. Kwiatkowski.

Na ekumeniczny pątniczy szlak wyruszyło ponad trzydzieści osób. Liczba nie jest ostateczna, bo w drodze niektórzy jeszcze dołączą. Trasa wiedzie tradycyjnie przez Ostrów Lednicki, gdzie pielgrzymi będą jutro, Zbąszynek, Słubice, do Poczdamu i dalej pod stronie niemieckiej do Magdeburga, gdzie pątnicy dotrą 30 czerwca i gdzie ich wędrówkę zakończy nabożeństwo w miejscowej katedrze.

Pielgrzymka Ekumeniczna jest oddolną inicjatywą zrodzoną z potrzeby wspólnej modlitwy i spotkania. Jej pomysłodawcą jest ewangelik Helmut Kruger, niegdyś niechętny i uprzedzony do Polaków. Pragnąc zrewidować swoją postawę zaczął szukać pozytywnych epizodów w historii relacjach polsko-niemieckich. Uznał, że wydarzeniem takim był Zjazd Gnieźnieński w roku 1000, kiedy to u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie spotkali się cesarz niemiecki Otton III i przyszły król Bolesław Chrobry. Kruger wraz z grupą przyjaciół zaczął pielgrzymować do Gniezna. Dzięki kontaktom z pastorem Justusem Werdinem, wielkim przyjacielem Polski, poznał chrześcijan w Polsce. Tak narodziła się idea wspólnego pielgrzymowania.   Inicjatywę gorąco poparł ówczesny metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński, który zaproponował zajęcie się stroną organizacyjną ks. Janowi Kwiatkowskiemu, wcześniej zaangażowanemu w organizację pielgrzymek z Gniezna na Jasną Górę. Duchowny zaangażował się we współpracę z ewangelikami i z czasem ukończył studia doktoranckie z ekumenizmu na UKSW.

Na przestrzeni lat utarła się formuła pielgrzymki. Wyrusza ona na przemian – raz z Gniezna, raz z Magdeburga. Symboliczna jest zarówno trasa jak i termin. W Magdeburgu nauki pobierał św. Wojciech. Tam również swój początek miała historyczna pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna w roku tysięcznym.

Równie symboliczny jest czas trwania pielgrzymki – od uroczystości św. Jana Chrzciciela do uroczystości apostołów Piotra i Pawła. Ma on głęboki teologiczny sens zarówno dla katolików, jak i protestantów, zwraca bowiem uwagę na proroka, który zapowiadał Chrystusa oraz na apostołów, którzy dyskutowali i pracowali nad kształtem Kościoła.

W tym roku oprócz wspólnej modlitwy pielgrzymi przed wyruszeniem w drogę wysłuchali także koncertu w katedrze gnieźnieńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem