Reklama

Koncert kolęd 2019

25 lat Arki Lwowskiej

2015-08-06 10:03

Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 32/2015, str. 7

Archiwum autora
Eucharystia w intencji teatru „Arka Lwowska”

Niedawno jubileusz 25-lecia działalności obchodził amatorski teatr „Arka Lwowska” z Lubaczowa. Obchody jubileuszowe składały się z trzech części: najpierw w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej sprawowana była Msza św. dziękczynna w intencji aktorów i sympatyków tego teatru. Koncelebrował ją założyciel teatru, jego scenarzysta, reżyser, aktor – ks. kan. Józef Dudek wraz z byłymi aktorami – ks. Witoldem Słotwińskim, prefektem Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie, i ks. Krzysztofem Sobczyszynem, duszpasterzem w Austrii. – Gromadzicie się dziś u stóp Pani Łaskawej w naszym sanktuarium, które było świadkiem wielu wydarzeń, nie tylko religijnych, ale i artystycznych, kulturalnych. Również teatr „Arka Lwowska” tu występował. Na tej modlitwie są obecni ci, którzy ten teatr tworzyli, wraz z jego założycielem ks. Józefem Dudkiem oraz wszystkimi aktorami, którzy swój wolny czas, swoje zdolności, zamiłowanie, pasję poświęcają dla społeczności nie tylko lubaczowskiej i przez tyle lat nas ubogacają duchowo – powiedział w słowie powitania ks. kan. Andrzej Stopyra. W homilii ks. Józef Dudek zauważył, że teatr „Arka Lwowska” jest ciągle młody, bo zasilają go nowi aktorzy. Jestteatrem wielopokoleniowym. Stanowi piękną rodzinę. Gra na scenie jest dawaniem siebie innym. Jest nową formą ewangelizacji, może stać się kluczem do nieba. Teatr to istotny element kultury. Kaznodzieja przypomniał słowa papieża Jana Pawła II dotyczące tego, czym jest kultura. – Kultura jest wyrazem człowieka. Jest potwierdzeniem człowieczeństwa. Człowiek ją tworzy – i człowiek przez nią tworzy siebie. Tworzy siebie wewnętrznym wysiłkiem ducha: myśli, woli, serca. I równocześnie człowiek tworzy kulturę we wspólnocie z innymi – podkreślał ks. Dudek, który zauważył, że teatr „Arka Lwowska” realizuje te wskazania.

Druga część jubileuszu odbyła się w Miejskim Domu Kultury w Lubaczowie, gdzie wystawiono spektakl „Arka Lwowska na Wesołej Lwowskiej Fali”. Motywem przewodnim scenariusza były teksty autorów lwowskich, m.in. M. Hemara, J. Michotka, M. Załuckiego, Cz. Halskiego, a całość wyreżyserował ks. Józef Dudek. Powróciły wspomnienia z dawnego Lwowa: tamta muzyka w wykonaniu kapeli „Ta Joj”, lwowskie piosenki wykonywane przez solistów. Oczywiście, nie mogło zabraknąć w spektaklu tak charakterystycznych postaci tworzących duety jak: Tońcio i Szczepcio, Aprikozenkranc i Untenbaum.

Reklama

Trzecią część tryptyku stanowiła jubileuszowa gala. Były wspomnienia i życzenia, kwiaty, rozdawane pamiątkowe podziękowania i statuetki. – Jeżeli ten teatr trwa 25 lat, to dowód, że się Panu Bogu podoba. Od dziecka kochałem teatr. Jako młodzieniec zakochałem się w Janie Pawle II, który grał w teatrze Kotlarczyka, a później tak chciał Pan, że nie wyjechałem na studia teatralne do Wrocławia, a do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Zostałem kapłanem, ale Pan Bóg teatru mi nie zabrał. Tak zrodziła się „Arka Lwowska” – wspominał ks. Józef Dudek. Członek Zarządu Podkarpackiego Urzędu Marszałkowskiego Lucjan Kuźniar, wręczając list gratulacyjny od marszałka Władysława Ortyla, podziękował teatrowi, że tak wiele dał spektakli, że krzewi kulturę, daje innym możliwość obcowania z nią, pokazuje humor i dowcip lwowski znany w całej Polsce. Starosta lubaczowski Józef Michalik zapewnił, że teatr „na samorządowców może liczyć”. – Trzeba mieć charyzmę, a ks. Józef Dudek ją ma, by zgromadzić wokół siebie tak liczną grupę ludzi, zjednać ich serce. Ksiądz nie ma swojej rodziny, ale teatralną ma. Oglądając dzisiejszy spektakl i wcześniejsze przedstawienia dotyczące Lwowa, przekonujemy się, że wszystko, co najpiękniejsze we Lwowie, to pozostawili Polacy. To był nasz polski Lwów. Teatr „Arka Lwowska” tę tęsknotę do Lwowa budzi. I za to księdzu i aktorom dziękujemy – powiedział Starosta. – Teatr „Arka Lwowska” to marka „Made In Lubaczów”. To jest nasza chluba. Dziękuję, że jesteście, że nas bawicie i uczycie, wychowujecie kolejne pokolenia młodych lubaczowian – zauważył burmistrz Lubaczowa Krzysztof Szpyt. Spoglądając na bogatą historię dorobku teatru, z dumą i radością przyznajemy, że udało się zrealizować ten cel. 40 sztuk, 200 spektakli, tysiące godzin przeznaczonych na próby, miliony przesłań i dobrych myśli przekazanych widzom to bilans 25-letniej pracy twórczej. Szczególne uznanie budzi fakt, że teatr realizuje wymienione w dokumentach Kościoła zadania: formację moralną, wychowanie liturgiczne, nauczanie modlitwy oraz wychowanie do życia wspólnotowego. Zespół, który składa się z dorosłych, młodzieży i dzieci, łączy pokolenia. Uczy tolerancji i wspólnego pokonywania trudności. Teatr stał się miejscem budowania więzi, udzielania pomocy i dawania przykładu innym. Jesteśmy przekonani, że łącząca wszystkich członków zespołu pasja będzie inspiracją do dalszych owocnych działań i pracy.

Tagi:
sztuka teatr

Emigracyjne losy Prymasa Hlonda

2018-10-31 08:28

Tadeusz Szyma
Niedziela Ogólnopolska 44/2018, str. 20-21

Miłośników Teatru Telewizji czeka w poniedziałek 5 listopada szczególnie ważne wydarzenie – o godz. 21 rozpocznie się premierowa emisja spektaklu „Prymas Hlond” według scenariusza i w reżyserii Pawła Woldana

Zdjęcia: Agata Ciołek

Jest to spektakl prawdziwie dokumentalny. Wszystko, co w nim zobaczymy, a zwłaszcza usłyszymy z ust znakomitego aktora, Henryka Talara, wcielającego się sugestywnie w postać tytułowego bohatera, znajduje pełne potwierdzenie źródłowe. Przede wszystkim w osobistych zapiskach Prymasa – w „Notatniku” i we „Wspomnieniach”.

Nic w tym zresztą dziwnego. Twórca obecnego przedstawienia w telewizyjnym teatrze faktu ma również na swoim koncie dwa inne, tematycznie podobne, a zrealizowane dużo wcześniej dokumenty. Są to filmy poświęcone tej samej wielkiej postaci historycznej, zdecydowanie zbyt mało u nas znanej: „August Kardynał Hlond” (2003) i „Prymas z Mysłowic” (2008). Jednak podczas gdy tamte obrazy prezentowały szerzej, bardziej całościowo biografię ich bohatera, który żył w latach 1881 – 1948, obecny spektakl – będący gatunkowo czymś pośrednim między tradycyjnym teatrem a filmem – obejmuje tylko pięcioletni wycinek z bardzo ciekawego życiorysu kard. Hlonda, a mianowicie lata 1939-45. Ze zrozumiałych powodów, które stwarzała wówczas przymusowa, wojenna emigracja Prymasa, chyba najmniej znane. Lata jego dzieciństwa w śląskich Brzęczkowicach, dziś dzielnicy Mysłowic, oraz rodzinne epizody z matką i ojcem powracają tu tylko w paru chwilach wzruszających wspomnień.

Jest to, istotnie, niewielki wycinek z sześćdziesięciosiedmioletniego życia bardzo aktywnego człowieka, ale jakże obfity w dramatyczne i brzemienne w skutki doświadczenia. W kinowo-teatralnym ujęciu Pawła Woldana po raz pierwszy spotykamy prymasa Hlonda na ekranie w przededniu wojny, gdy od ówczesnego wojewody poznańskiego dowiaduje się o podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow, a później, gdy boleśnie przeżywa kluczowe momenty tragicznej kampanii wrześniowej i czwarty rozbiór Polski, po sowieckiej agresji. W spektaklu jest ukazany również moment, gdy Prymas jest usilnie namawiany przez nuncjusza apostolskiego abp. Filippa Cortesiego i min. Józefa Becka, by dla dobra Polski wyjechał do Rzymu i interweniował u papieża. A także wtedy, kiedy w końcu udaje się na spotkanie z Piusem XII, mając nadzieję na rychły powrót do Ojczyzny.

Taki swego rodzaju prolog otwiera bodaj najtrudniejszy rozdział w życiu prymasa wygnańca, który był wielkim polskim patriotą i z trudem znosił rozstanie z rodzinnym krajem. Filmowo-teatralna rekonstrukcja tego właśnie rozdziału wypełni pozostałą, znacznie dłuższą część spektaklu. Znajdą się w niej wszystkie kolejne etapy tułaczki prymasa Hlonda po Europie. Najpierw z Rzymu do Lourdes, skąd również informował świat o tragicznej sytuacji zwłaszcza Żydów i Polaków w okupowanej Polsce. A następnie wędrówki po średniowiecznych francuskich klasztorach w Hautecombe i Bar-le-Duc. I wreszcie przybycie do niemieckiego klasztoru w Wiedenbrück w Westfalii, gdzie również był internowany. Nie zabraknie przy tym szczególnie dramatycznych scen aresztowania Prymasa przez gestapo w pierwszym z tych klasztorów oraz internowania w Paryżu.

W krótkich symbolicznych ujęciach Woldan ukazuje przejawy religijnej, duszpasterskiej i patriotycznej aktywności przywódcy polskiego Kościoła na przymusowej emigracji, np. nagrywanie audycji radiowej do okupowanego kraju przez watykański mikrofon czy spotkania z przybywającymi doń z wieściami z kraju rodakami. Duże wrażenie robią piękne wizualnie sceny samotnej i wspólnej z zachodnimi zakonnikami modlitwy oraz osobistego sprawowania Liturgii w warunkach klasztornego odosobnienia. Ale najbardziej wzruszające jest chyba ciche odśpiewanie przez Prymasa w klasztornym zaciszu polskiego hymnu, na całkiem prywatny użytek, bo jedynie z nieodłącznym kapelanem – Antonim Baraniakiem, późniejszym heroicznym biskupem poznańskim, bardzo dobrze granym przez Andrzeja Mastalerza

Wielką zaletą tej wielostronnej inscenizacji jest nie tylko to, że w znacznej mierze rozgrywa się ona w autentycznej scenerii przepięknych miejsc, w których m.in. przebywał przed laty prymas Hlond, ale przede wszystkim to, że podczas jej trwania można poznać również jego poczucie niezwykłej godności sprawowanego przez siebie urzędu, a także zobaczyć zdecydowaną odmowę jakiegokolwiek współdziałania z Hitlerem, nawet w obronie przed bezbożnym komunizmem, do czego był brutalnie nakłaniany. I jednocześnie poznać jego poglądy i najgłębsze przekonania, zarówno religijne, jak i społeczne czy patriotyczne.

Są one nadal uderzająco trafne, aktualne i warte przywołania. Przypominają np., że niemieccy i sowieccy agresorzy „chcieli zniszczyć Kościół katolicki w Polsce, bo Kościół to duch Narodu, to Polska. A Polska społeczna to Polska wszystkich, nasza... Polska demokratyczna to ojczyzna wszystkich... bez kast uprzywilejowanych... I że kapłaństwo jest służbą, pokorą, nie okazją do wyniosłości. A Matka Boża uratuje nasz naród, uratuje Polskę”.

Końcową klamrą dla całej tej emigracyjnej odysei, rozpoczętej we wrześniu 1939 r. wyjazdem Prymasa autem do Rzymu, jest ostatnia, bardzo filmowa scena spektaklu. Obrazuje ona wymownie powrót samochodem kard. Hlonda do zrujnowanej Polski, której nawet południowo-zachodnich granic strzegą już tępi sowieccy sołdaci, po niedawno zakończonej wojnie.

Ten poruszający spektakl rozgrywa się kameralnie, w dwuosobowych głównie dialogach, ujmowanych najczęściej na zbliżeniach, często z profilu. Ich tłem są zazwyczaj albo wspaniała zabytkowa architektura, albo zachwycające południowoeuropejskie pejzaże. Wszystko to nadaje iscenizacji wyrazistą formę i rozpoznawalny styl filmowej realizacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Kard. Nycz na Mszy św. za Pawła Adamowicza: nienawiść to droga donikąd

2019-01-14 21:01

lk / Warszawa (KAI)

Śmierć śp. Pawła Adamowicza uczy nas, że nienawiść i przyzwolenie na to, by ona się rozszerzała, to droga donikąd. Nigdy nie wolno deptać godności człowieka - powiedział kard. Kazimierz Nycz podczas Mszy św. w intencji zmarłego w poniedziałek prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W żałobnej Eucharystii pod przewodnictwem metropolity warszawskiego uczestniczyły najwyższe władze państwowe z prezydentem Andrzejem Dudą i premierem Mateuszem Morawieckim.

"Jesteśmy zasmuceni, a nawet zszokowani tragiczną, niespodziewaną śmiercią Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska" - rozpoczął swoją homilię kard. Kazimierz Nycz. - To, co znalazło swoje wypełnienie w dzisiejszej śmierci śp. Pawła samo z siebie jest i powinno być czasem refleksji, skupienia i modlitwy, ale oby także stało się homilią i kazaniem dla wszystkich wierzących w Chrystusa i dla wszystkich ludzi dobrej woli w Polsce - dodał.

Jak podkreślił, najlepiej byłoby w tym momencie w świątyni zamilknąć i "trwać w tej ciszy, refleksji nad śmiercią człowieka znanego - śmiercią tragiczną, chciałoby się powiedzieć: bezsensowną".

"Przychodzimy tutaj dzisiaj przede wszystkim po to, by się modlić za naszego brata Pawła, aby dobry i miłosierny Bóg szeroko otworzył mu bramy Nieba" - dodał kardynał. - Przychodzimy tu wszyscy, by być solidarnymi z rodziną Zmarłego, która najbardziej dotkliwie przeżywa tę śmierć i w solidarności z przyjaciółmi, ale także z mieszkańcami Gdańska, solidarnymi z ludźmi dobrej woli, którzy przeżywają tę śmieć z bólem i smutkiem" - mówił metropolita warszawski.

"Tej solidarności nie wolno nam zabić, nawet gdyby - choć tego nie wiemy - chciał to zrobić ten, który był zabójcą" - podkreślił hierarcha.

"Przyszliśmy także, by powiedzieć zdecydowane nie wszelkiej nienawiści, podziałom, często bezsensownym, wszelkim uprzedzeniom; by powiedzieć natomiast tak - dla miłości braterskiej, dla wspólnoty, która nikogo nie wyklucza, ale ubogaca wszystkich, którzy tę wspólnotę chcą budować - na poziomie miasta, jak to czynił śp. Paweł, czy na poziomie Ojczyzny, czy we wszystkich naszych małych wspólnotach, w których realizuje się nasze życie" - tłumaczył kard. Nycz.

Hierarcha zastanawiał się także nad często stawianymi w tak trudnych sytuacjach pytaniami o nagłą śmierć człowieka: dlaczego? Dlaczego tak wcześnie? Dlaczego tak tragicznie?

"To są zawsze trudne pytania i jeszcze trudniejsze są na nie odpowiedzi. Tymczasem Pan Jezus dziś mówi: Marto, Mario, ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Nam zasmuconym, przeżywającym traumę po śmierci śp. Pawła Pan Jezus także mówi te słowa. Tylko w Jego krzyżu, tylko w Jego zmartwychwstaniu możemy zrozumieć to wszystko, co się wydarzyło w ciągu ostatniej doby w naszej Ojczyźnie" - wyjaśnił kaznodzieja.

- A resztę dopowiada nam św. Paweł: "Nikt z nas nie żyje dla siebie. Nikt z nas nie umiera dla siebie. I w życiu, i w śmierci należymy do Pana. Świętej pamięci Paweł nie żył dla siebie. Żył dla swojej rodziny, dla swojego miasta - mówił kard. Nycz, przypominając następnie drogę zawodową Pawła Adamowicza, w tym jego wieloletnią prezydenturę Gdańska i zaangażowanie na rzecz wspólnoty tamtejszych mieszkańców. Paweł Adamowicz włączał się też nierzadko w inicjatywy o charakterze ogólnopolskim.

Co nam ta śmierć mówi? Czego chce nas nauczyć? - pytał na zakończenie homilii kard. Nycz. "Niewątpliwie uczy nas tego, że nienawiść i przyzwolenie na to, by ona się rozszerzała to droga donikąd: że nie wolno, nigdy nie wolno nie szanować i deptać godność człowieka" - podkreślił.

Jak dodał, śmierć śp. Pawła Adamowicza jest wołaniem o rachunek sumienia z naszej postawy miłości braterskiej, z naszego działania prospołecznego. Jest to wołanie do polityków, do ludzi mediów, ale także do Kościoła. - Czy każdy z nas, na swoim miejscu życiowego powołania robi to wszystko, co do niego należy? Czy nie milczeliśmy wtedy, kiedy trzeba było wołać o miłość, zgodę, wspólnotę oraz ją po prostu swoim codziennym życiem budować? - pytał metropolita warszawski.

Zaapelował o refleksję nad tymi słowami i o modlitwę za zmarłego prezydenta Gdańska, za jego rodzinę i mieszkańców miasta oraz o to, by iść drogą miłości i przebaczenia zawsze wtedy, gdy chcemy służyć dobru wspólnemu. Poprosił także o modlitwę w intencji Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orszak Trzech Króli w Miłakowie

2019-01-15 20:57

W Uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia 2019 roku w całej Polsce, w miastach i na wioskach odbywały się Orszaki Trzech Króli, które gromadziły tłumy ludzi. Najstarszym Orszakiem w Archidiecezji Warmińskiej, jak i w województwie warmińsko-mazurskim jest organizowany w Miłakowie.

Tegoroczne hasło Orszaku Trzech Króli „Odnowi oblicze ziemi” wpisuje się w pierwszą pielgrzymkę i czterdziestą rocznicę pobytu Papieża Świętego Jana Pawła II w Naszej Ojczyźnie - podkreślił Zbigniew Atrachimowicz przewodniczący Rady Mieszkańców.

I tym razem parafianie licznie zgromadzili się w kościele franciszkańsko-parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Miłakowie na Eucharystii, której przewodniczył i homilię wygłosił o. Manswet Rzepka z klasztoru w Józefowie, były wieloletni misjonarz w Libii. W koncelebrze brali udział: o. Arkadiusz Czaja – gwardian klasztoru oraz zaproszony jako gość ks. kanonik Janusz Koniec. Po Mszy Świętej wierni udali się na przemarsz, który prowadził z kościoła do domu kultury, gdzie odbyło się wspólne kolędowanie.

Całą uroczystość poprowadzili: o. Arkadiusz Czaja oraz Zbigniew Atrachimowicz. W ramach kolędowania przygotowano dużo atrakcji, wśród których były „Jasełka” w wykonaniu przedszkolaków z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Świętego Jana Pawła II z Miłakowa pod kierunkiem nauczycieli Mirosławy Kaszeta i Beaty Kalisz, a także występ zespołu dziecięcego działającego przy Miłakowskim Domu Kultury, prowadzonego przez Danutę Melnyk. Swój repertuar kolęd zaprezentował także chór parafialny „Oremus” z Miłakowa, który jest znany w środowisku artystycznym dzięki profesjonalnemu prowadzeniu go przez dyrygent Honoratę Siergun.

Chór koncertował już w wielu miejscach w naszym regionie, uświetniając wydarzenia religijne i kulturalne. Na szczególną uwagę zasługuje również piękny występ zespołu folklorystycznego „Warmianki”. Zespół ten posiada długą tradycję artystyczną, a co za tym idzie bogatą kolekcję zdobytych nagród na festiwalach w kraju. Osiągnięcia te zespół zawdzięcza doświadczonemu dyrygentowi Jerzemu Mudry z Morąga. Natomiast gwiazdą spotkania kolędowego była światowej sławy piosenkarka Krystyna Giżowska, która zaprezentowała kolędy i pastorałki oraz na prośbę osób przybyłych na uroczystości, także swoje wielkie przeboje.

Pani Giżowska kilkakrotnie bisowała, a widownia nagradzała ją gromkimi oklaskami na stojąco. Uczestnicy, jak i Artystka oraz przybyli z nią muzycy byli pod wielkim wrażenie dobrej organizacji Orszaku Trzech Króli w Miłakowie. Pani Giżowska nie omieszkała wspomnieć o czasach, gdy razem na jednej scenie występowała z o. Arkadiuszem obecnym przełożonym klasztoru w Miłakowie, gdy nie był on jeszcze zakonnikiem i również jako artysta występował na scenie w Polsce, a także na scenach wielu krajów europejskich. Należy podkreślić, że profesjonalna organizacja wydarzeń religijnych jak i artystycznych oraz klimat, jaki czynią franciszkanie i parafianie z Miłakowa przyciąga również ludzi z odległych miejscowości. Wśród uczestników uroczystości były także władze samorządowe na czele z Burmistrzem Miłakowa Krzysztofem Szulborskim i Radnym Powiatu Ostródzkiego Zbigniewem Zabłockim.

Klasztor Franciszkanów w Miłakowie stał się ostatnimi czasy znaczącym w Polsce ośrodkiem wydarzeń religijnych i kulturalnych, co przyczyniło się do wzrostu frekwencji wiernych uczestniczących w liturgii nabożeństw i udzielanych sakramentów świętych w Parafii. O. Gwardian na zakończenie podziękował wszystkim za uczestnictwo, podkreślając, że: „Orszak jak i wszystkie inne wydarzenia, które miały miejsce w naszej Parafii są wspólnym dziełem parafian i franciszkanów, czynione na chwałę Bożą i dla dobra wspólnego. Jesteście ludźmi wielkiego serca, którzy zawsze przychodzą z pomocą w każdej dobrej, szlachetnej inicjatywie. Można Was opisać językiem poezji: ludzie piękni o pięknym sercu. A widok radości na twarzy osób, dla których poświęcamy czas i siły to najlepsze dla nas podziękowanie i zapewnienie, że to co czynimy jest nadal potrzebne nam wszystkim, w naszej wspólnej drodze ku świętości”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem