Reklama

Ludzie Prezydenta

2015-03-31 12:51

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 14/2015, str. 16-19

pl.wikipedia.org

Prezydent Lech Kaczyński roztaczał wokół siebie etos służby dla Polski. Jego kancelaria była doskonałą szkołą dla wielu młodych urzędników. To oni wchodzą teraz do wielkiej polityki

Michał Grodzki i Marcin Wierzchowski znają się prawie od piaskownicy. Chodzili razem do podstawówki i należeli do tej samej drużyny harcerskiej na warszawskim Bemowie. Po studiach spotkali się w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Pracowali w zespole organizującym wizyty najważniejszej osoby w Polsce.

Rankiem 10 kwietnia 2010 r. Michał Grodzki odprowadzał delegację Prezydenta RP na wojskowe Okęcie. Samolot wystartował ok. 7.20. Grodzki miał więc czas wolny do późnego popołudnia, kiedy to planowany był powrót delegacji z Katynia.

Kilka minut po 7.00 na teren lotniska Smoleńsk-Siewiernyj przyjechał Marcin Wierzchowski. To on w imieniu Kancelarii Prezydenta RP miał zadbać o transport całej delegacji z lotniska na pobliski cmentarz w Katyniu.

Reklama

Michał Grodzki wrócił do swojego mieszkania. Około godz. 9 usłyszał sygnał telefonu. Gdy spojrzał na komórkę, zobaczył, że dzwoni Wierzchowski. – Ledwo go zrozumiałem. Myślałem, że to jakiś głupi dowcip. Jednak Marcin nic nie mówił, ale przeraźliwie ryczał. W końcu zrozumiałem, że nie żartuje – wspomina Grodzki. – Przede wszystkim prosił mnie, abym zadzwonił do jego rodziców i powiedział, że jemu nic się nie stało.

Katastrofa

Pod Smoleńskiem, oprócz pary prezydenckiej, zginęło 10 osób z Kancelarii. – Dobrze znaliśmy prawie połowę tej delegacji. Załoga samolotu, piloci i stewardessy, to były osoby, z którymi pracowaliśmy na co dzień. Znaliśmy oficerów z Biura Ochrony Rządu, pracowników Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i MSZ – mówi „Niedzieli” Marcin Wierzchowski, który jako pierwszy pracownik Kancelarii dotarł na miejsce katastrofy. To wówczas stanął oko w oko z osobistą i narodową tragedią. – Zwykły człowiek nie jest przygotowany na taki widok. To mnie zwyczajnie przerosło i chciałem jak najszybciej stamtąd uciec. Jednak min. Jacek Sasin prosił mnie, abym został na miejscu.

Pracownicy Kancelarii, którzy organizowali wizytę delegacji do Katynia, mieli syndrom ocalonego. Na tym pokładzie mógł być niemal każdy z nich. – Wielu naszych kolegów zrezygnowało, bo wiedzieli oni, że jest bardzo dużo zasłużonych osób, które na te uroczystości czekały całe życie – mówi Marcin Wierzchowski.

Skład prezydenckich urzędników został ograniczony do niezbędnego minimum. Część z nich jednak musiała lecieć, aby pokazać, że dla ludzi Prezydenta ta wizyta także jest szczególna. Na pokładzie były więc najważniejsze osoby – szef Kancelarii min. Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło, min. Paweł Wypych oraz kilku dyrektorów, którzy odpowiadali za organizację tej wizyty.

Ogrom tragedii był widoczny szczególnie wtedy, gdy do Pałacu Prezydenckiego przyjeżdżały kolejne karawany z trumnami. – To był bardzo trudny czas. Nasza praca polegała głównie na organizacji pogrzebów. Osobiście spotykaliśmy się najczęściej na modlitwie w kaplicy przed trumnami naszych przyjaciół – wspomina Adam Kwiatkowski, ekspert w Kancelarii Prezydenta ds. organizacji wizyt krajowych.

Na polu minowym

Z perspektywy lat można powiedzieć, że Lech Kaczyński miał rękę albo inaczej: szczęście do ludzi. W jego Kancelarii pracował zespół, który składał się z ludzi, którzy chcieli służyć Polsce. – Oczywiście, że było kilka wyjątków. Ale osoby, z którymi obecnie utrzymujemy kontakt, jako byli pracownicy Kancelarii, to osoby ze stuprocentową misją – uważa Jacek Sasin.

Po Warszawie krążyły wówczas pogłoski, że urzędnicy z kancelarii premiera Tuska zazdrościli trochę pracownikom prezydenta Kaczyńskiego atmosfery pracy. To było środowisko młodych ludzi, którzy po prostu się lubili.

Pierwszym urzędnikiem z tej ekipy był Jakub Opara. Co ciekawe, przyszedł on do pracy w pałacu wcześniej niż Prezydent. – Moim pierwszym zadaniem było zorganizowanie uroczystości zaprzysiężenia 23 grudnia 2005 r. – mówi Opara, ówczesny dyrektor w Gabinecie Prezydenta RP. – Na starcie obdarzono mnie wielkim zaufaniem. Jako 27-letni młody człowiek dostałem kierownicze stanowisko i bardzo odpowiedzialne zadanie.

Organizacja wizyt Prezydenta była bardzo ciekawym i dynamicznym zajęciem. Urzędnicy byli ciągle w biegu, jeździli po Polsce i świecie. – Niestety, nasza praca przypominała trochę spacery po polu minowym. Wszystkie mainstreamowe media czekały na jakiekolwiek potknięcie, przeinaczenie lub niedopatrzenie z naszej strony. Prezydent i nasz zespół był pod ciągłym ostrzałem – mówi Marcin Wierzchowski. – Dziennikarze pracowali według utartego schematu. Jeśli coś nie wyszło, to Prezydent był wyśmiewany w głównych wydaniach serwisów informacyjnych. Jeżeli zaś wszytko zostało dopięte na ostatni guzik, a przemówienie przyjęte zostało z uznaniem, to cała wizyta była przemilczana.

Zahartowani

Pracownicy Kancelarii zgodnie mówią, że praca dla prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego była dla nich zaszczytem. Roztaczał wokół siebie pewien etos patriotyzmu i pracy dla Polski. – Można powiedzieć, że jesteśmy też zahartowani i odporni. Na co dzień obserwowaliśmy bardzo duży rozdźwięk między tym, co widzieliśmy na własne oczy, a tym, co ukazywało się w wieczornych informacjach – mówi Jacek Sasin.

W gronie doradców pojawiały się nawet sugestie, aby Prezydent bardziej uważał na to, co mówi, bo niepotrzebnie naraża się na krytykę. – To go bardzo rozdrażniło. Powiedział, że nie będzie zmieniał poglądów pod wpływem mediów i opinii publicznej. Mówił nawet, że może przegrać kolejne wybory, ale pozostanie sobą. On był mężem stanu, a nie aktorem – zaznacza Sasin.

Lech Kaczyński był dla swoich pracowników wzorem patriotyzmu, a nawet bohaterstwa. Jakub Opara z dumą patrzył na Prezydenta, który w 2008 r. zorganizował antyputinowską koalicję i obronił Tbilisi przed Moskwą. Gdyby Prezydent żył, inaczej wyglądałaby obecna sytuacja na Ukrainie. – Przecież jego wystąpienie z 2008 r. dziś można rozpatrywać w kategoriach sprawdzającego się proroctwa – podkreśla.

Prezydent dawał im jeszcze jedno ważne świadectwo. Z wielką atencją traktował ludzi Kościoła i wszystkie uroczystości religijne. Urzędnicy, którzy organizowali jego wizyty, mieli jedno dodatkowe i nietypowe zadanie. – Oprócz koordynacji wielu służb i instytucji często musieliśmy szukać spowiednika dla Lecha Kaczyńskiego, bo on zawsze chciał przystępować do Komunii św. To było dla niego ważne, aby dać świadectwo także swoją osobistą postawą – wspomina Wierzchowski. – Bywały z tym różne przygody, bo niektórzy kapłani bali się spowiadać Prezydenta. Czasami musiało to wyglądać zabawnie, jak urzędnicy w garniturach biegają gdzieś po wsi i szukają księdza.

Andrzej Duda

Min. Andrzej Duda przyszedł do Kancelarii jako ekspert ds. prawa. Jego głównym obowiązkiem było analizowanie pod kątem prawnym i zgodności z konstytucją ustaw, które trafiały do podpisania na biurko Prezydenta. On też zajmował się tworzeniem tzw. ustaw prezydenckich. – Każdą wolną chwilę spędzał na czytaniu i studiowaniu prawa. Zawsze był doskonale przygotowany. Jest w tym podobny do śp. Lecha Kaczyńskiego – mówi Jacek Sasin.

Przed gabinetem Dudy był sekretariat i niewielki pokój dla asystenta. – Pamiętam, że jak kiedyś wieczorem do niego zajrzałem, to siedział w tym pokoiku. W gabinecie bowiem nie było miejsca na rozkładanie kolejnych dokumentów – wspomina Kwiatkowski.

Prezydent z Andrzejem Dudą doskonale się rozumieli. Profesor prawa Lech Kaczyński mógł sobie podyskutować na poziomie akademickim. Wszyscy w pałacu wiedzieli, że bardzo cenił dr. Dudę i liczył się z jego zdaniem. – Choć ich wizja Polski była bardzo podobna, to jednak Andrzej czasami miał odmienne zdanie od Prezydenta. I między innymi za to szef go bardzo cenił – podkreśla Jacek Sasin.

Andrzej Duda przyjaźnił się z min. Pawłem Wypychem. Byli w podobnym wieku, mieli za sobą harcerską przeszłość i wspólne tematy. Teraz przyjaźni się z Adamem Kwiatkowskim. – Zbliżyła nas katastrofa smoleńska, a przede wszystkim śmierć naszego wspólnego przyjaciela – mówi Andrzej Duda.

Kwiatkowski z Wypychem znali się od dawna. Łączyła ich nie tylko praca i zaangażowanie polityczne. – Byłem świadkiem na ślubie Małgosi i Pawła – wspomina Adam Kwiatkowski. – Teraz, gdy Pawła zabrakło, razem z Andrzejem odwiedzamy Małgosię.

Ruch społeczny

W Kancelarii Lecha Kaczyńskiego panował bardzo dobry klimat współpracy, bo niemal wszyscy urzędnicy utożsamiali się z prezydencką wizją Polski jako kraju suwerennego i szanującego wszystkich swoich obywateli. Wielu urzędników angażowało się w życie publiczne. – Prezydent chciał, abyśmy byli aktywni w swoich lokalnych środowiskach – mówi Wierzchowski.

Wielu urzędników jest radnymi i działaczami organizacji pozarządowych. Adam Kwiatkowski i Jacek Sasin są posłami. Jakub Opara jest radnym województwa mazowieckiego i założył Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. Michał Grodzki ma mandat radnego m. st. Warszawy i jest przewodniczącym koła PiS na Bemowie, a Wierzchowski kieruje dzielnicowym klubem radnych. Łączy ich wszystkich działalność w Ruchu Społecznym im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. – Wychowankowie Prezydenta to potencjał ludzi, którzy chcą służyć Polsce i bardzo dobrze wiedzą, jak to robić – uważa Sasin. Po katastrofie smoleńskiej i przegranych wyborach prezydenckich Jarosława Kaczyńskiego ministrowie złożyli rezygnacje. Te wysokie funkcje zawsze są polityczne i nowy prezydent miał prawo do tego, aby samodzielnie dobierać sobie najbliższych współpracowników. Ale wkrótce czystki zaczęły się także wśród szeregowych zatrudnionych.

– To było mniej więcej w tym samym czasie, co awantura wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Zaczęły się formalne i nieformalne naciski, abyśmy odeszli z pracy – mówi Michał Grodzki.

Rozwiązano biuro gabinetu ds. organizacji wizyt prezydenta, w którym pracował Marcin Wierzchowski. Najtrudniejszą sytuację mieli z osobami, które pełniły funkcję radnych w Warszawie i okolicach. Nie można było ich zwolnić, bez przegłosowania tej zgody w radzie.

– Jednego z naszych kolegów zwolnili dopiero dwa miesiące temu. Gdy stracił mandat radnego w grudniu 2014 r., w styczniu na jego biurku czekało wypowiedzenie z pracy. Obecni szefowie Kancelarii zwalniają bardzo skutecznie – mówi Grodzki, który zdecydował się na odejście z pracy pomimo prawnej ochrony, jaką dawał mu mandat radnego.

Dzięki pracy w Kancelarii urzędnicy poznali od kuchni wielką politykę i mechanizmy rządzące państwem. Katastrofa smoleńska była dla nich testem postawy obywatelskiej i czysto ludzkiej. – Może to zabrzmi górnolotnie, ale czuję, że jesteśmy coś winni tym, którzy stracili życie w katastrofie. Musimy kontynuować ich misję służby dla Polski, która została tragicznie przerwana – mówi Sasin.

Testament

Katastrofa smoleńska jest największą tragedią w powojennej historii Polski. Dobrze wiedzą to osoby, które na co dzień pracowały w Kancelarii Prezydenta RP. – Po ludzku była to tragedia, która przerastała nasze możliwości. Jednak jako osoba wierząca wiem, że oni wspierają nas teraz z góry – wyznaje Adam Kwiatkowski.

8 kwietnia 2010 r. Lech Kaczyński razem ze swoimi współpracownikami był z wizytą na Litwie. – Gdy siedzieliśmy w salonce, Prezydent zapatrzył się w okno. Stwierdził, że on już ma swoje lata i jego pokolenie będzie wkrótce odchodzić. Spojrzał na nas i powiedział: „Ale wy jesteście przyszłością polskiej polityki i to na was będzie spoczywał obowiązek, żeby sprawy prowadzić dalej”. Wtedy z Pawłem uśmiechnęliśmy się, ale kiedy przypomniałem sobie to po katastrofie, to przeszły mnie dreszcze – wspomina Andrzej Duda.

Znakomita kampania Andrzeja Dudy rozbudziła nadzieję zarówno wśród dawnych wyborców prof. Lecha Kaczyńskiego, jak i osób, które teraz krytycznie oceniają Bronisława Komorowskiego. Walka o Pałac Prezydencki to starcie dwóch wizji Polski, ale także rywalizacja dwóch różnych pokoleń.

– Teraz wyraźnie widzimy, że prof. Kaczyński wybiegał swoją wizją w przyszłość. Nie bał się powierzać odpowiedzialnych funkcji młodym i ambitnym ludziom. Dzięki temu do władzy może dojść człowiek, który jest jego politycznym wychowankiem – podkreśla Sasin. – Nie brakuje też wielu doświadczonych i sprawdzonych osób, które będą mogły wesprzeć Andrzeja, gdy zostanie prezydentem.

Andrzeja Dudę wspiera także Adam Kwiatkowski, który po wypadku jeździ na wózku inwalidzkim i nie wiadomo, kiedy powróci do pełni zdrowia. – Myślę, że wszyscy, którzy zginęli w Smoleńsku, nie chcieliby, abyśmy tylko ich opłakiwali. Najlepsze, co możemy dla nich zrobić, to kontynuować ich testament, czyli walczyć o ideały, którym oni służyli. Jestem przekonany, że Andrzej ich nigdy nie zawiedzie – zapewnia Kwiatkowski.

Tagi:
rocznica

Gdańsk: uroczyste obchody 10. rocznicy ingresu abp. Sławoja Leszka Głódzia

2018-04-22 17:00

dg / Gdańsk (KAI)

W Gdańsku uroczyście obchodzono 10. rocznicę ingresu abp. Sławoja Leszka Głódzia do oliwskiej archikatedry pw. Trójcy Świętej. Mszy św. koncelebrowanej przez kilkudziesięciu kapłanów przewodniczył bp Wiesław Mering. List gratulacyjny przesłał metropolicie gdańskiemu prezydent Andrzej Duda.

Jarosław Roland Kruk / Wikipedia

Msze koncelebrowało kilkudziesięciu księży, obecni byli przedstawiciele świata polityki, posłowie i senatorowie, prezydenci miast, samorządowcy, przedstawiciele wojska, służb publicznych, mediów, nauki i kultury. Obecni byli także przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich oraz społeczności muzułmańskiej.

Uroczystej procesji wejścia towarzyszyło wykonanie przez Capella Gedanensis Hymnu Koronacyjnego Handla, następnie odśpiewano hymn narodowy. Pieśniom towarzyszył akompaniament Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej.

Na początku Mszy odczytano list z życzeniami i gratulacjami od prezydenta RP. „Z niezmienną konsekwencją i odwagą stawał Ksiądz Arcybiskup w obronie najważniejszych praw” – napisał Andrzej Duda zwracając się do metropolity gdańskiego. Rozpoczynając wspólną modlitwę bp Wiesław Mering powiedział: „To niezwykły dzień w historii Kościoła gdańskiego. Zaczynamy Mszę świętą, którą chcemy wyrazić nasze uznanie, miłość, szacunek, wzbudzić dobre uczucia, dobra pamięć, a zwłaszcza uczucie wdzięczności za 10 lat posługi księdza arcybiskupa”. – Msza z natury jest dziękczynieniem, dlatego nie dziękujemy sami, tylko razem tylko z Jezusem Chrystusem – dodał biskup.

W homilii biskup włocławski mówił o znaczeniu oliwskiej katedry. „Trudno nie czuć wzruszenia w takiej chwili, mając świadomość najpierw dostojeństwa historii. Do tego kościoła nie da się wejść bez wzruszenia, bez podziwu dla jego piękna. Przecież to matka wszystkich innych świątyń, kościołów, jakie znajdują się na terenie archidiecezji gdańskiej. A przede wszystkim to ona, ta bazylika katedralna, jest siedzibą pasterza tego Kościoła. Każde miejsce tej wspaniałej pocysterskiej świątyni zachwyca intelekt, serce, zmysły" - mówił bp Mering.

Kaznodzieja wyraził wdzięczność abp. Głódziowi za troskę o Kościół gdański i w całej w Polsce. "Motyw wdzięczności zawsze dowodzi czułego i uważnego serca, odnosi się do troski księdza arcybiskupa za Kościół, za wiernych, dlatego ona musi być w sercach nas wszystkich obecna. - wskazał bp Mering. – Rola, jaką ksiądz arcybiskup pełni w Kościele gdańskim, pewnie zostanie dopiero w pełni przez historię dopełniona. Rzadko chwalą człowieka wszyscy, bez wyjątku, za te same działania. O wiele łatwiej wypominać wady niż zauważyć zalety. Może właśnie w naszym ludzkim myśleniu i wyrachowaniu ukrywamy własne błędy i wady, krytykując innych" – mówił kaznodzieja.

Ordynariusz włocławski przywoływał główne wymiary posługi abp. Głódzia. Podkreślił, że nie ma ważniejszych wydarzeń w życiu diecezji, Kościoła i kraju, w których zabrakłoby gdańskiego metropolity. Wskazał na zainteresowanie jubilata Solidarnością, promocję Żołnierzy Wyklętych i polskiej historii. „Św. Tomasz z Akwinu w XIII w. uczył swoich czytelników i słuchaczy: jesteśmy tym, co pamiętamy. Pamięć wykoślawiona, niepełna, przekazuje nam taką samą niepełną, zniekształconą historię” - dodał.

Bp Mering stwierdził, że "zwłaszcza w tym roku, kiedy obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości wśród jazgotu i nienawiści, który przenika nasze życie polityczno-społeczne", ważne jest odniesienie do fundamentu życia polityczno-społecznego, jakim jest nauka Jezusa Chrystusa. Biskup dodał, iż "ten dzisiejszy jazgot dowodzi, że miniony system nie umarł wszystek, że zadomowił się nieźle" oraz, że przed takim zagrożeniem przestrzegał Polaków ks. Józef Tischner.

"Zadomowił się ten miniony system w naszych sercach, naszym myśleniu, a zwłaszcza w naszej moralności" - wskazał kaznodzieja. Podkreślając troskę metropolity gdańskiego o dobro wspólne wskazał, że podobne myślenie cechowało wielkich Polaków, z Janem Pawłem II i kard. Wyszyńskiego z jego przekazem: miłuję ojczyznę bardziej niż własne serce. "Spróbujmy pomyśleć o głębi tego przekazu i zdania. Także bł. ks. Jerzego Popiełuszki, który ostatecznie właśnie dla wolności oddał swoje tak bardzo młode życie. Jezus przypomniał nam dzisiaj: dobry pasterz oddał życie za swoje owce. I rzeczywiście cena może być wysoka" – kontynuował kaznodzieja.

Bp Mering powiedział, że człowiek opowiadający się dziś po stronie prawdy, bez kompromisów, bez kluczenia i szukania zwolenników, musi być gotowy do zapłacenia takiej ceny. „Żaden papież XX i XXI wieku nie był wolny od agresji i szyderstwa. Nie były one obce i naszemu jubilatowi, ale to ważny znak tego, że idzie ksiądz arcybiskup drogą wskazaną przez Mistrza: Kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż” - podkreślił hierarcha.

– Cierpienie dla Kościoła jest znakiem, gotowością walki dla Chrystusa, jedynego Zbawiciela. Gotowością tej walki, którą uwidacznia Ksiądz arcybiskup w swoim zawołaniu biskupim. To jest właśnie wyraz gotowości podjęcia trudu, cierpienia. Dlatego Bóg posyła nas ludzi jako pasterzy" – mówił bp Mering.

Odnosząc się do przymusowego wcielenia kleryka Głódzia do PRL-owskiego wojska, bp. Mering pytał: „Czy mógł podejrzewać, że po latach będzie generałem i odtworzy po dziesięcioleciach struktury wojskowego duszpasterstwa?”. Zaznaczył, że przełożeni docenili jego postawę i wysłali go na studia prawnicze na Katolicki Uniwersytet Lubelski, w tamtych latach uczelnię wyjątkowej klasy. "Niedawno w książce Abrahama Heschela o prorokach Starego Testamentu znalazłem wyjaśnienie, że tym, co proroków napełniało odrazą, nie był brak właściwego prawa, lecz brak prawości, która jest w naszych sercach. To była udręka proroków Starego Testamentu. Sędziowie wydają wyroki, ale ich sądy pozbawione są prawości, pisał Heschel. Otóż taki jest sens studiów prawniczych: prawość wprowadzać w życie społeczne. I tej zasadzie pozostał ksiądz arcybiskup. Wierny przez całe życie" – zaznaczył biskup włocławski.

Kaznodzieja przytoczył fakty z życia jubilata – studia w Rzymie, praca w Watykanie, następnie powrót do Polski i podjęcie posługi jako biskup polowy Wojska Polskiego, kolejne tytuły i urzędy. "O początku twojej pasterskiej drogi zabiegasz o Polskę wolną, piękną i świętą. Dzisiaj chcemy ci za to podziękować" – zaznaczył kaznodzieja.

Wezwania modlitwy wiernych odczytano także w językach syryjskim i kaszubskim.

Przed błogosławieństwem przedstawiciele różnych stanów Archidiecezji Gdańskiej złożyli abp Głódziowi okolicznościowe życzenia, po których wszyscy zebrani odśpiewali jubilatowi „Plurimos annos”.

Na koniec abp Sławoj Głódź wygłosił słowa podziękowania wszystkim zgromadzonym oraz przedstawicielom duchowieństwa, politykom, prezydentom miast, samorządowcom, przedstawicielom świata nauki, kultury i mediów.

***

Abp Sławoj Leszek Głódź urodził się 13 sierpnia 1945 roku w Bobrówce. W 1964 roku wstąpił do seminarium duchownego w Białymstoku, święcenia kapłańskie przyjął sześć lat później. Studiował na Wydziale Prawa Kanonicznego w paryskim Instytucie Katolickim, kontynuował studia prawnicze na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Doktoryzował się w Rzymie w zakresie wschodniego prawa kanonicznego.

W 1980 r. pracował przy synodzie biskupów, od 1981 r. pracował w Watykanie, kierując sekcją Kościoła obrządku bizantyjsko-ukraińskiego oraz sekcją Kościoła na Białorusi obrządku bizantyjsko-ruteńskiego w Kongregacji Kościołów Wschodnich. Po przywróceniu 21 stycznia 1991 r. ordynariatu polowego w Polsce, ks. prałat Głódź został mianowany przez Jana Pawła II biskupem polowym Wojska Polskiego.

Święcenia biskupie przyjął 23 lutego 1991 roku na Jasnej Górze z rąk trzech kardynałów: ówczesnego Prymasa Polski Józefa Glempa, metropolity wrocławskiego Henryka Gulbinowicza i metropolity krakowskiego Franciszka Macharskiego. 24 lutego 1991 r. odbył z ceremoniałem wojskowym ingres do katedry polowej. Diecezją polową kierował w latach 1991-2004, w latach 2005-2008 był ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej.

17 kwietnia 2008 r. papież Benedykt XVI mianował bp. Sławoja Leszka Głódzia - Arcybiskupem Metropolitą Gdańskim. Swoją nową posługę objął podczas ingresu do Bazyliki Archikatedralnej w Gdańsku Oliwie 26 kwietnia 2008 r.

Hasłem jego biskupiej posługi są słowa: Milito pro Christo (Walczę dla Chrystusa).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: w sobotę beatyfikacja Hanny Chrzanowskiej

2018-04-24 20:11

md / Kraków (KAI)

Beatyfikacja Hanny Chrzanowskiej doskonale wpisuje się w rocznice 100-lecia odzyskania niepodległości i 40-lecia pontyfikatu Jana Pawła II – powiedział abp Marek Jędraszewski, który uczestniczył we wtorek w spotkaniu z dziennikarzami przed sobotnimi uroczystościami wyniesienia na ołtarze krakowskiej pielęgniarki. Udział w nich zapowiedziało m.in. kilkudziesięciu członków rodziny przyszłej błogosławionej, w tym jej chrześniak.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Hanna Chrzanowska, pionierka pielęgniarstwa społecznego i współpracownica Karola Wojtyły, zostanie beatyfikowana w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach 20 lat po wszczęciu procesu beatyfikacyjnego i 45 lat po swojej śmierci.

Uroczysta msza św. rozpocznie się w sobotę o godz. 10.00, ale już od 9.00 trwać będzie modlitewne przygotowanie do tego wydarzenia. Do tej godziny również będzie możliwe wejście do bazyliki.

Podczas konferencji poinformowano, że liturgia pod przewodnictwem legata papieskiego kard. Angelo Amato sprawowana będzie w języku łacińskim. Obrzęd beatyfikacyjny rozpocznie się tuż po akcie pokuty, kiedy to metropolita krakowski poprosi o beatyfikację służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej. Następnie postulator procesu ks. Mieczysław Niepsuj odczyta jej krótką biografię, a legat papieski - list apostolski, którym Ojciec Święty wpisał Hannę Chrzanowską do grona błogosławionych. Potem, przy śpiewie Alleluja, nastąpi uroczyste odsłonięcie obrazu beatyfikacyjnego.

Jak powiedziała prezes Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Izabela Ćwiertnia, obraz beatyfikacyjny został namalowany na podstawie fotografii Hanny Chrzanowskiej przez Zbigniewa Juszczaka. Przedstawia on wizerunek 30-letniej Hanny. Po beatyfikacji trafi do kościoła św. Mikołaja i zostanie umieszczony w kaplicy dedykowanej przyszłej błogosławionej.

W czasie procesji z relikwiami śpiewana będzie inwokacja do bł. Hanny Chrzanowskiej, specjalnie przygotowana na tę uroczystość. Relikwiarz w procesji nieść będzie Helena Matoga, wicepostulatorka w procesie beatyfikacyjnym krakowskiej pielęgniarki. Ma on kształt serca, w które wkomponowane zostały relikwie. Nad nimi umieszczony jest symboliczny czepek pielęgniarski. Wykonawcą relikwiarza jest Marek Nowak.

Ks. Aleksander Wójtowicz, wicerektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia poinformował, że w bazylice Bożego Miłosierdzia przygotowano 2 tys. miejsc dla zaproszonych gości. W tej grupie znajduje się 300 osób na wózkach inwalidzkich i ich opiekunowie, przedstawiciele środowisk medycznych z Polski, reprezentanci międzynarodowych stowarzyszeń pielęgniarskich, m. in. z Watykanu, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, władze państwowe i samorządowe oraz kilkudziesięciu członków rodziny Hanny Chrzanowskiej, w tym jej chrześniak. Zapowiadany jest udział ponad 30 polskich biskupów oraz kilkuset księży. Do bazyliki obowiązują karty wstępu koloru niebieskiego i tylko one uprawniają do wejścia do świątyni.

Pozostali uczestnicy uroczystości mają wstęp na błonia wokół bazyliki łagiewnickiej. Przygotowano dla nich dwa telebimy. Uprawniające do wejścia na błonia bezpłatne karty wstępu koloru zielonego można odbierać w trzech miejscach: w krakowskiej kurii, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia oraz w kościele św. Mikołaja. Bilety, których przygotowano w liczbie 20 tys., mogą otrzymać zarówno osoby indywidualne, jak i grupy pielgrzymów. Organizatorzy zapewniają jednak, że na miejsce celebracji dostaną się również osoby, które nie posiadają karty wstępu.

Identyfikatory dla koncelebransów są do odebrania w notariacie Kurii Metropolitalnej w godzinach urzędowania.

Podczas uroczystości posługę medyczną pełnić będzie służba maltańska, pogotowie ratunkowe oraz pielęgniarki.

Hanna Chrzanowska była pionierką pielęgniarstwa społecznego i parafialnego, bliską współpracownicą kard. Karola Wojtyły. Towarzyszenie chorym było istotą jej misji, której poświęciła osobiste życie, siły, czas i oszczędności. Wyznaczyła standardy nowoczesnej opieki nad chorymi, której fundamentem jest nie tylko niesienie ulgi w bólu fizycznym, ale także pomoc duchowa. Zmarła 29 kwietnia 1973 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kielce: manifestacja w obronie prof. Bogdana Chazana i postaw pro-life

2018-04-24 19:30

dziar / Kielce (KAI)

Ci wszyscy, którzy chcą wyrazić swoje poparcie wobec prof. Bogdana Chazana – znanego obrońcy życia dzieci nienarodzonych i propagatora postaw pro-live, są zaproszeni do udziału w manifestacji w obronie każdego życia, która rozpocznie się jutro 25 kwietnia przed urzędem wojewódzkim w Kielcach o godz. 13.

Piotr Drzewiecki

Organizatorem manifestacji w obronie prof. Chazana jest Fundacja Pro – prawo do życia.

Jak zapowiada Adam Kulpiński, prezes fundacji, manifestacja ma być reakcją na protest aborcjonistów, którzy negując zasługi prof. Chazana dla medycyny, domagają się odwołania go z funkcji konsultanta wojewódzkiego ds. ginekologii i położnictwa w woj. świętokrzyskim. Stanowisko to profesor 10 kwietnia 2018 r. otrzymał z nominacji Agaty Wojtyszek – wojewody świętokrzyskiego.

Jutrzejsza organizacja manifestacji w obronie prof. Chazana to reakcja na planowane pikiety pod hasłem "Stop Chazanowi". Najbliższa odbędzie się jutro pod Świętokrzyskim Urzędem Wojewódzkim. Jej początek zaplanowano na godzinę 14. Dzień później od godziny 11 przeciwnicy prof. Bogdana Chazana będą protestować przed Wydziałem Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego przy alei IX wieków Kielc, gdzie lekarz ma zajęcia ze studentami.

Bogdan Chazan to lekarz, profesor ginekologii i położnictwa. W czasach PRL dokonywał zabiegów aborcji, której później został przeciwnikiem i propagatorem naprotechnologii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem