Reklama

Jestem od poczęcia

Ludzie Prezydenta

2015-03-31 12:51

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 14/2015, str. 16-19

pl.wikipedia.org

Prezydent Lech Kaczyński roztaczał wokół siebie etos służby dla Polski. Jego kancelaria była doskonałą szkołą dla wielu młodych urzędników. To oni wchodzą teraz do wielkiej polityki

Michał Grodzki i Marcin Wierzchowski znają się prawie od piaskownicy. Chodzili razem do podstawówki i należeli do tej samej drużyny harcerskiej na warszawskim Bemowie. Po studiach spotkali się w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Pracowali w zespole organizującym wizyty najważniejszej osoby w Polsce.

Rankiem 10 kwietnia 2010 r. Michał Grodzki odprowadzał delegację Prezydenta RP na wojskowe Okęcie. Samolot wystartował ok. 7.20. Grodzki miał więc czas wolny do późnego popołudnia, kiedy to planowany był powrót delegacji z Katynia.

Kilka minut po 7.00 na teren lotniska Smoleńsk-Siewiernyj przyjechał Marcin Wierzchowski. To on w imieniu Kancelarii Prezydenta RP miał zadbać o transport całej delegacji z lotniska na pobliski cmentarz w Katyniu.

Reklama

Michał Grodzki wrócił do swojego mieszkania. Około godz. 9 usłyszał sygnał telefonu. Gdy spojrzał na komórkę, zobaczył, że dzwoni Wierzchowski. – Ledwo go zrozumiałem. Myślałem, że to jakiś głupi dowcip. Jednak Marcin nic nie mówił, ale przeraźliwie ryczał. W końcu zrozumiałem, że nie żartuje – wspomina Grodzki. – Przede wszystkim prosił mnie, abym zadzwonił do jego rodziców i powiedział, że jemu nic się nie stało.

Katastrofa

Pod Smoleńskiem, oprócz pary prezydenckiej, zginęło 10 osób z Kancelarii. – Dobrze znaliśmy prawie połowę tej delegacji. Załoga samolotu, piloci i stewardessy, to były osoby, z którymi pracowaliśmy na co dzień. Znaliśmy oficerów z Biura Ochrony Rządu, pracowników Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i MSZ – mówi „Niedzieli” Marcin Wierzchowski, który jako pierwszy pracownik Kancelarii dotarł na miejsce katastrofy. To wówczas stanął oko w oko z osobistą i narodową tragedią. – Zwykły człowiek nie jest przygotowany na taki widok. To mnie zwyczajnie przerosło i chciałem jak najszybciej stamtąd uciec. Jednak min. Jacek Sasin prosił mnie, abym został na miejscu.

Pracownicy Kancelarii, którzy organizowali wizytę delegacji do Katynia, mieli syndrom ocalonego. Na tym pokładzie mógł być niemal każdy z nich. – Wielu naszych kolegów zrezygnowało, bo wiedzieli oni, że jest bardzo dużo zasłużonych osób, które na te uroczystości czekały całe życie – mówi Marcin Wierzchowski.

Skład prezydenckich urzędników został ograniczony do niezbędnego minimum. Część z nich jednak musiała lecieć, aby pokazać, że dla ludzi Prezydenta ta wizyta także jest szczególna. Na pokładzie były więc najważniejsze osoby – szef Kancelarii min. Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło, min. Paweł Wypych oraz kilku dyrektorów, którzy odpowiadali za organizację tej wizyty.

Ogrom tragedii był widoczny szczególnie wtedy, gdy do Pałacu Prezydenckiego przyjeżdżały kolejne karawany z trumnami. – To był bardzo trudny czas. Nasza praca polegała głównie na organizacji pogrzebów. Osobiście spotykaliśmy się najczęściej na modlitwie w kaplicy przed trumnami naszych przyjaciół – wspomina Adam Kwiatkowski, ekspert w Kancelarii Prezydenta ds. organizacji wizyt krajowych.

Na polu minowym

Z perspektywy lat można powiedzieć, że Lech Kaczyński miał rękę albo inaczej: szczęście do ludzi. W jego Kancelarii pracował zespół, który składał się z ludzi, którzy chcieli służyć Polsce. – Oczywiście, że było kilka wyjątków. Ale osoby, z którymi obecnie utrzymujemy kontakt, jako byli pracownicy Kancelarii, to osoby ze stuprocentową misją – uważa Jacek Sasin.

Po Warszawie krążyły wówczas pogłoski, że urzędnicy z kancelarii premiera Tuska zazdrościli trochę pracownikom prezydenta Kaczyńskiego atmosfery pracy. To było środowisko młodych ludzi, którzy po prostu się lubili.

Pierwszym urzędnikiem z tej ekipy był Jakub Opara. Co ciekawe, przyszedł on do pracy w pałacu wcześniej niż Prezydent. – Moim pierwszym zadaniem było zorganizowanie uroczystości zaprzysiężenia 23 grudnia 2005 r. – mówi Opara, ówczesny dyrektor w Gabinecie Prezydenta RP. – Na starcie obdarzono mnie wielkim zaufaniem. Jako 27-letni młody człowiek dostałem kierownicze stanowisko i bardzo odpowiedzialne zadanie.

Organizacja wizyt Prezydenta była bardzo ciekawym i dynamicznym zajęciem. Urzędnicy byli ciągle w biegu, jeździli po Polsce i świecie. – Niestety, nasza praca przypominała trochę spacery po polu minowym. Wszystkie mainstreamowe media czekały na jakiekolwiek potknięcie, przeinaczenie lub niedopatrzenie z naszej strony. Prezydent i nasz zespół był pod ciągłym ostrzałem – mówi Marcin Wierzchowski. – Dziennikarze pracowali według utartego schematu. Jeśli coś nie wyszło, to Prezydent był wyśmiewany w głównych wydaniach serwisów informacyjnych. Jeżeli zaś wszytko zostało dopięte na ostatni guzik, a przemówienie przyjęte zostało z uznaniem, to cała wizyta była przemilczana.

Zahartowani

Pracownicy Kancelarii zgodnie mówią, że praca dla prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego była dla nich zaszczytem. Roztaczał wokół siebie pewien etos patriotyzmu i pracy dla Polski. – Można powiedzieć, że jesteśmy też zahartowani i odporni. Na co dzień obserwowaliśmy bardzo duży rozdźwięk między tym, co widzieliśmy na własne oczy, a tym, co ukazywało się w wieczornych informacjach – mówi Jacek Sasin.

W gronie doradców pojawiały się nawet sugestie, aby Prezydent bardziej uważał na to, co mówi, bo niepotrzebnie naraża się na krytykę. – To go bardzo rozdrażniło. Powiedział, że nie będzie zmieniał poglądów pod wpływem mediów i opinii publicznej. Mówił nawet, że może przegrać kolejne wybory, ale pozostanie sobą. On był mężem stanu, a nie aktorem – zaznacza Sasin.

Lech Kaczyński był dla swoich pracowników wzorem patriotyzmu, a nawet bohaterstwa. Jakub Opara z dumą patrzył na Prezydenta, który w 2008 r. zorganizował antyputinowską koalicję i obronił Tbilisi przed Moskwą. Gdyby Prezydent żył, inaczej wyglądałaby obecna sytuacja na Ukrainie. – Przecież jego wystąpienie z 2008 r. dziś można rozpatrywać w kategoriach sprawdzającego się proroctwa – podkreśla.

Prezydent dawał im jeszcze jedno ważne świadectwo. Z wielką atencją traktował ludzi Kościoła i wszystkie uroczystości religijne. Urzędnicy, którzy organizowali jego wizyty, mieli jedno dodatkowe i nietypowe zadanie. – Oprócz koordynacji wielu służb i instytucji często musieliśmy szukać spowiednika dla Lecha Kaczyńskiego, bo on zawsze chciał przystępować do Komunii św. To było dla niego ważne, aby dać świadectwo także swoją osobistą postawą – wspomina Wierzchowski. – Bywały z tym różne przygody, bo niektórzy kapłani bali się spowiadać Prezydenta. Czasami musiało to wyglądać zabawnie, jak urzędnicy w garniturach biegają gdzieś po wsi i szukają księdza.

Andrzej Duda

Min. Andrzej Duda przyszedł do Kancelarii jako ekspert ds. prawa. Jego głównym obowiązkiem było analizowanie pod kątem prawnym i zgodności z konstytucją ustaw, które trafiały do podpisania na biurko Prezydenta. On też zajmował się tworzeniem tzw. ustaw prezydenckich. – Każdą wolną chwilę spędzał na czytaniu i studiowaniu prawa. Zawsze był doskonale przygotowany. Jest w tym podobny do śp. Lecha Kaczyńskiego – mówi Jacek Sasin.

Przed gabinetem Dudy był sekretariat i niewielki pokój dla asystenta. – Pamiętam, że jak kiedyś wieczorem do niego zajrzałem, to siedział w tym pokoiku. W gabinecie bowiem nie było miejsca na rozkładanie kolejnych dokumentów – wspomina Kwiatkowski.

Prezydent z Andrzejem Dudą doskonale się rozumieli. Profesor prawa Lech Kaczyński mógł sobie podyskutować na poziomie akademickim. Wszyscy w pałacu wiedzieli, że bardzo cenił dr. Dudę i liczył się z jego zdaniem. – Choć ich wizja Polski była bardzo podobna, to jednak Andrzej czasami miał odmienne zdanie od Prezydenta. I między innymi za to szef go bardzo cenił – podkreśla Jacek Sasin.

Andrzej Duda przyjaźnił się z min. Pawłem Wypychem. Byli w podobnym wieku, mieli za sobą harcerską przeszłość i wspólne tematy. Teraz przyjaźni się z Adamem Kwiatkowskim. – Zbliżyła nas katastrofa smoleńska, a przede wszystkim śmierć naszego wspólnego przyjaciela – mówi Andrzej Duda.

Kwiatkowski z Wypychem znali się od dawna. Łączyła ich nie tylko praca i zaangażowanie polityczne. – Byłem świadkiem na ślubie Małgosi i Pawła – wspomina Adam Kwiatkowski. – Teraz, gdy Pawła zabrakło, razem z Andrzejem odwiedzamy Małgosię.

Ruch społeczny

W Kancelarii Lecha Kaczyńskiego panował bardzo dobry klimat współpracy, bo niemal wszyscy urzędnicy utożsamiali się z prezydencką wizją Polski jako kraju suwerennego i szanującego wszystkich swoich obywateli. Wielu urzędników angażowało się w życie publiczne. – Prezydent chciał, abyśmy byli aktywni w swoich lokalnych środowiskach – mówi Wierzchowski.

Wielu urzędników jest radnymi i działaczami organizacji pozarządowych. Adam Kwiatkowski i Jacek Sasin są posłami. Jakub Opara jest radnym województwa mazowieckiego i założył Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. Michał Grodzki ma mandat radnego m. st. Warszawy i jest przewodniczącym koła PiS na Bemowie, a Wierzchowski kieruje dzielnicowym klubem radnych. Łączy ich wszystkich działalność w Ruchu Społecznym im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. – Wychowankowie Prezydenta to potencjał ludzi, którzy chcą służyć Polsce i bardzo dobrze wiedzą, jak to robić – uważa Sasin. Po katastrofie smoleńskiej i przegranych wyborach prezydenckich Jarosława Kaczyńskiego ministrowie złożyli rezygnacje. Te wysokie funkcje zawsze są polityczne i nowy prezydent miał prawo do tego, aby samodzielnie dobierać sobie najbliższych współpracowników. Ale wkrótce czystki zaczęły się także wśród szeregowych zatrudnionych.

– To było mniej więcej w tym samym czasie, co awantura wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Zaczęły się formalne i nieformalne naciski, abyśmy odeszli z pracy – mówi Michał Grodzki.

Rozwiązano biuro gabinetu ds. organizacji wizyt prezydenta, w którym pracował Marcin Wierzchowski. Najtrudniejszą sytuację mieli z osobami, które pełniły funkcję radnych w Warszawie i okolicach. Nie można było ich zwolnić, bez przegłosowania tej zgody w radzie.

– Jednego z naszych kolegów zwolnili dopiero dwa miesiące temu. Gdy stracił mandat radnego w grudniu 2014 r., w styczniu na jego biurku czekało wypowiedzenie z pracy. Obecni szefowie Kancelarii zwalniają bardzo skutecznie – mówi Grodzki, który zdecydował się na odejście z pracy pomimo prawnej ochrony, jaką dawał mu mandat radnego.

Dzięki pracy w Kancelarii urzędnicy poznali od kuchni wielką politykę i mechanizmy rządzące państwem. Katastrofa smoleńska była dla nich testem postawy obywatelskiej i czysto ludzkiej. – Może to zabrzmi górnolotnie, ale czuję, że jesteśmy coś winni tym, którzy stracili życie w katastrofie. Musimy kontynuować ich misję służby dla Polski, która została tragicznie przerwana – mówi Sasin.

Testament

Katastrofa smoleńska jest największą tragedią w powojennej historii Polski. Dobrze wiedzą to osoby, które na co dzień pracowały w Kancelarii Prezydenta RP. – Po ludzku była to tragedia, która przerastała nasze możliwości. Jednak jako osoba wierząca wiem, że oni wspierają nas teraz z góry – wyznaje Adam Kwiatkowski.

8 kwietnia 2010 r. Lech Kaczyński razem ze swoimi współpracownikami był z wizytą na Litwie. – Gdy siedzieliśmy w salonce, Prezydent zapatrzył się w okno. Stwierdził, że on już ma swoje lata i jego pokolenie będzie wkrótce odchodzić. Spojrzał na nas i powiedział: „Ale wy jesteście przyszłością polskiej polityki i to na was będzie spoczywał obowiązek, żeby sprawy prowadzić dalej”. Wtedy z Pawłem uśmiechnęliśmy się, ale kiedy przypomniałem sobie to po katastrofie, to przeszły mnie dreszcze – wspomina Andrzej Duda.

Znakomita kampania Andrzeja Dudy rozbudziła nadzieję zarówno wśród dawnych wyborców prof. Lecha Kaczyńskiego, jak i osób, które teraz krytycznie oceniają Bronisława Komorowskiego. Walka o Pałac Prezydencki to starcie dwóch wizji Polski, ale także rywalizacja dwóch różnych pokoleń.

– Teraz wyraźnie widzimy, że prof. Kaczyński wybiegał swoją wizją w przyszłość. Nie bał się powierzać odpowiedzialnych funkcji młodym i ambitnym ludziom. Dzięki temu do władzy może dojść człowiek, który jest jego politycznym wychowankiem – podkreśla Sasin. – Nie brakuje też wielu doświadczonych i sprawdzonych osób, które będą mogły wesprzeć Andrzeja, gdy zostanie prezydentem.

Andrzeja Dudę wspiera także Adam Kwiatkowski, który po wypadku jeździ na wózku inwalidzkim i nie wiadomo, kiedy powróci do pełni zdrowia. – Myślę, że wszyscy, którzy zginęli w Smoleńsku, nie chcieliby, abyśmy tylko ich opłakiwali. Najlepsze, co możemy dla nich zrobić, to kontynuować ich testament, czyli walczyć o ideały, którym oni służyli. Jestem przekonany, że Andrzej ich nigdy nie zawiedzie – zapewnia Kwiatkowski.

Tagi:
rocznica

21. rocznica pielgrzymki Jana Pawła II do Krosna

2018-06-20 08:09

Ks. Paweł Kowal
Edycja przemyska 25/2018, str. VII

Zdjęcia: ks. Mirosław Wójcik
Uczestnicy rocznicowej Eucharystii

Dni 9-11 czerwca stały się dla wszystkich krośnian czasem wspominania pobytu Jana Pawła II na podkarpackiej ziemi. 21. rocznica pobytu Jana Pawła II obchodzona była bardzo uroczyście poprzez wiele inicjatyw zorganizowanych przy sanktuarium św. Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Młode małżeństwa Pod Czwórką

2018-06-21 19:54

Agata Iwanek

Agata Iwanek

Spotykają się tam w każdą trzecią środę miesiąca na Mszy Świętej o godz. 19.00, by potem adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a na koniec uczestniczyć w konferencji. Kontynuacją tych wydarzeń są tzw. grupki dzielenia (za każdym razem wybierane losowo), odbywające się w ustalonym przez małżeństwa terminie. Tam wspólnie mogą doświadczać Słowa Bożego. Ta nowo powstała grupa formuje się od października, a opiekuje się nią biskup Jacek Kiciński. Już po wakacjach „wspólnota z Katedralnej” wybierze swoją oficjalną nazwę i wznowi swoje spotkania.

Zapraszamy młode małżeństwa do dołączenia we wrześniu!

Zobacz zdjęcia: Nowa wspólnota na Katedralnej


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Milion ludzi na Partynicach

2018-06-21 23:59

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Spotkanie zorganizowano w Sali Wielkiej wrocławskiego Ratusza, rozmowę moderował ks. Grzegorz Sokołowski. W nastrój świętowania 35. rocznicy pierwszej wizyty Papieża Polaka we Wrocławiu wprowadził film pt. „Spragnieni sprawiedliwości” oparty na opowieściach kard. Henryka Gulbinowicza, Rafała Dutkiewicza i prof. Andrzeja Wiszniewskiego. Spotkanie wzbogacała obecność…pastorału papieskiego, w kształcie krzyża, z którym pielgrzymował Jan Paweł II.

Prelegenci najpierw dzielili się osobistymi wspomnieniami o tym, co robili 21 czerwca 1983 r. Prof. Wiszniewski, zaangażowany wówczas w działalność opozycyjną nie ukrywał emocji:

- Głęboko się wzruszyłem słuchając tych głosów z nagranego filmu. To było 35 lat temu, ale było fundamentalne dla naszej przyszłości. Na Partynicach zgromadziło się ok. miliona ludzi, zagospodarowanie tego tłumu wcale nie jest prostą rzeczą. Partynice były podzielone na sektory. Ten najbliższy był sektorem zerowym, ale dostać wejściówkę na sektor zerowy było trudniej, iż zdobyć bilet na mecz mundialowy – wspominał Profesor. Słowa papieża odczytywaliśmy jako poparcie dla „Solidarności”. Tłum na Patynicach stał pod tysięcznymi sztandarami z napisami „Solidarności”. Byliśmy złaknieni sprawiedliwości… Lekcję papieską odrobiliśmy nie najgorzej, bo sześć lat później skończył się w Polsce komunizm. Ale dziś, po 35. latach, powinniśmy się chyba zastanowić co nam zostało z nauczania papieskiego. To, co zostało, co nam się udało, a co nie, trzeba koniecznie zrewidować – konkludował. W dalszej części swoich wystąpień odkreślał kontynuację nauczania Papieża Polaka w sposobie prowadzenia Kościoła, który proponuje Franciszek, pochylając się nad najsłabszymi, niezdolnymi do odnoszenia spektakularnych sukcesów. – Wtedy byli komuniści, jednoczyliśmy się, aby obalić ich rządy. A wokół czego dziś powinniśmy być solidarni? – pytał wskazując na niepełnosprawnych i emigrantów. Profesor podkreślił też niemożność solidaryzowania się ze współczesnymi związkami zawodowymi, które – wg niego – solidaryzują się z rządzącymi.

Bp Andrzej Siemieniewski przywoływał obrazy i emocje tamtego dnia. - W mojej pamięci i sercu zostało o wiele więcej obrazów, uczuć, niż słów i pojęć papieskich. Bardzo ważne ze wszystkich pielgrzymek papieskich do Polski jest nie tylko to, co słyszymy, ale też doświadczenie, które przeżywamy. To przemiana tłumu we wspólnotę. To nie jest wspólnota zorganizowana przeciw czemuś, ale wokół – w tym wypadku wokół ołtarza, wokół nauczania. Stąd rozszerza się ewangeliczne nauczanie papieskie. Bp Andrzej podkreślał tę nadrzędną cechę papieskiego nauczania, które nigdy nie występowała przeciwko człowiekowi, nawet wtedy, gdy błądził.

Juliusz Woźny podzielił się wspomnieniem… nieobecności we Wrocławiu w 1983r. - Nie miałem wtedy okazji uczestniczyć bezpośrednio w tej uroczystości, bo odbywałem służbę wojskową, byłem podchorążym. W dzień poprzedzający wizytę papieża poprosiliśmy naszych zwierzchników o to, byśmy mogli pójść na spotkanie – opowiadał. Oczywiście, odpowiedź była odmowna. Nocą pod murami koszar ciągnęły tłumy w stronę Partynic, wołaliśmy, że chcemy iść z nimi, ale oczywiście nie było to możliwe. Zapamiętałem jednak obraz, który zostanie w moim sercu już do końca życia: nad poligonem pojawił się helikopter. Oficerowie zgłupieli, nie wiedzieli co zrobić. My zaczęliśmy wołać, machać w stronę helikoptera. Konkluzja jest taka, że wszyscy, którzy mogli, poszli na Partynice, by tam spotkać papieża, a mnie papież odwiedził w wojsku – zakończył.

Zobacz zdjęcia: Konferencja pt.


Organizatorem spotkania było, m.in. Centrum Historii Zajezdnia. Patrona honorowy nad wydarzeniem sprawowali metropolita wrocławski i prezydent Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem