Reklama

Kalendarze 2019

Służyć Bogu Miłosierdzia

2014-12-11 11:52

Z biskupem nominatem ks. prof. Henrykiem Wejmanem rozmawia ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 50/2014, str. 1-4

Al. Mateusz Tschech
Ogłoszenie nominacji

W wigilię uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Ojciec Święty Franciszek mianował nowym biskupem pomocniczym archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej ks. prał. prof. zw. dr. hab. Henryka Wejmana, dotychczasowego dziekana Wydziału Teologicznego US. Tę radosną wiadomość przekazał kapłanom i wiernym metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzeja Dzięga podczas Eucharystii sprawowanej w bazylice archikatedralnej pw. św. Jakuba, a przed tygodniem przybliżył nam postać Biskupa Nominata w czytanym słowie do diecezjan. W najbliższą sobotę o godz. 11 w matce kościołów archidiecezji odbędzie się konsekracja ks. prof. Henryka Wejmana. Głównymi konsekratorami bp. Henryka będą abp Celestino Migliore – nuncjusz apostolski w Polsce, abp Andrzej Dzięga – metropolita szczecińsko-kamieński oraz bp Grzegorz Kaszak – ordynariusz sosnowiecki, pochodzący z Choszczna. Poprosiliśmy więc Biskupa Nominata o chwilę refleksji w tak ważnym dla niego i dla naszej archidiecezji momencie.

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – W imieniu wszystkich Czytelników „Niedzieli” składamy pełne miłości słowa uwielbienia Boga za dar nowego biskupa i życzymy asystencji darów Ducha Świętego na to piękne posługiwanie. Ekscelencjo, zanim jednak porozmawiamy o roli biskupa we wspólnocie wiernych, bardzo prosimy o chwile wspomnień. Jak wyglądała atmosfera domu rodzinnego? Jaką rolę w kształtowaniu powołania odegrali rodzice?

BISKUP NOMINAT PROF. HENRYK WEJMAN: – Wyrastam z domu rodzinnego o bogatej tradycji modlitewnej i religijnej. Zarówno Mamusia, jak i Tatuś, który odszedł już do wieczności, prowadzili głębokie życie modlitewne. Zawsze była w naszym domu modlitwa poranna oraz wieczorna, kończąca się rachunkiem sumienia. Oczywiście, fundamentem był udział w niedzielnej Mszy św. w kościele filialnym w Żeliszewie. Rodzice potrafili zawsze wytworzyć atmosferę życzliwości, zrozumienia i wzajemnego wspierania. Innymi charakterystycznymi cechami tworzonego klimatu rodzinnego były pracowitość i sumienność w wykonywaniu obowiązków. Rodzice prowadzili kilkuhektarowe gospodarstwo, a w tamtych czasach mimo braku tak dobrego sprzętu, jak jest to obecnie, ciężko pracowali i dawali nam synom piękne świadectwo umiłowania ziemi, tworząc budującą atmosferę wspomagania nas w szacunku dla pracy. To było bodźcem dla nas, aby samemu pracować, wymagać wiele od siebie i by ulżyć im w ciężkiej pracy. Nasi rodzice przybyli na ziemię suliszewską z Wielkopolski, z Małoszyny, a więc mieli wpojony etos solidnej i uczciwej pracy. Rodzice cieszyli się z narodzin kolejnych dzieci, a mnie otaczali ogromną miłością, życzliwością i szacunkiem, nie sugerując przy tym żadnego kierunku wyboru przeze mnie dalszej drogi życia.

– Kiedy więc zaczęła się tworzyć myśl o powołaniu kapłańskim?

– Pierwsze symptomy myślenia o kapłaństwie pojawiły się, gdy byłem w VIII klasie Szkoły Podstawowej, gdy jednocześnie cały czas byłem ministrantem od chwili przyjęcia I Komunii św. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Reczu rozpocząłem naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Choszcznie i tak się składało, że każdego dnia, dojeżdżając do szkoły, miałem jeszcze godzinę do zajęć, i naturalnym zachowaniem dla mnie było uczestniczenie w porannej Mszy św. w obecnym Sanktuarium NMP Nieustającej Pomocy oraz modlitwa przed tamtejszym obrazem Matki Bożej. Zabrzmi to może dość banalnie, ale pierwsze zainteresowanie kapłaństwem wiąże się z... sutanną! To właśnie strój kapłański wpłynął na moje późniejsze pogłębianie wiedzy o życiu księży, a w konsekwencji na ostateczny wybór, którego dokonałem tuż po otrzymaniu świadectwa maturalnego. Niewątpliwie muszę oddać hołd proboszczowi, już śp. ks. kan. Kazimierzowi Kołwzanowi, którego życzliwość, otwartość na każdego człowieka i zarazem bardzo racjonalne i roztropne patrzenie na życie oraz na kapłaństwo jeszcze mocniej rozbudziło moje zainteresowanie kapłaństwem. Dodam, że jestem piątym powołaniem z parafii w Suliszewie, po braciach Łuczakach, Garbiczach, a to niewątpliwie wpłynęło również na kształtowanie ducha powołania.

– Z jednej rodziny mającej trzech synów wyszło dwóch kapłanów, w tym jeden biskup. Jakie były i są Wasze wzajemne relacje?

– Muszę przyznać, że z bratem Grzegorzem łączą mnie bardzo żywe i pozytywne relacje. Wzajemnie się wspieramy, pomagamy, doradzamy, szanując przy tym swoją wolność. Każdy z nas widzi swą posługę z szacunkiem. Jesteśmy na siebie bardzo otwarci i wzajemnie sobie służący. W domu w Żeliszewie pozostał najmłodszy brat Zdzisław wraz z rodziną. Opiekuje się Mamusią i kontynuuje tradycje rodzinne.

– Jak wspomina Ksiądz Biskup Paradyż, a potem końcówkę formacji w Szczecinie?

– Studia filozoficzno-teologiczne w seminarium duchownym w Paradyżu rozpocząłem w 1978 r. i odbywałem tam formację przez pierwsze trzy lata. Sam budynek klasztoru oraz atmosfera, którą wytwarzali profesorowie, w większości zakonnicy ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, była dla mnie bardzo pozytywna i wpływała na pogłębianie decyzji o kapłaństwie. Surowość tamtejszego życia, chociażby w postaci mieszkania w sześcioosobowych pokojach z łóżkami piętrowymi bardzo, hartowała nasze osobowości. Ówcześni wychowawcy seminaryjni dawali przykład ducha modlitwy, wielkiej wiedzy teologicznej oraz szacunku dla nas kleryków. Po 3 latach kontynuowaliśmy studia na Golęcinie, gdzie wzrastaliśmy do kapłaństwa już do samych święceń, które otrzymałem wraz z tylko, niestety, trzema współbraćmi 15 kwietnia 1984 r.

– Pierwsze lata kapłaństwa to praca w duszpasterstwie w Świnoujściu. Jakie to były czasy w sercu młodego kapłana?

– Po święceniach i krótkim dwutygodniowym urlopie zostałem skierowany prze bp. Kazimierza Majdańskiego do parafii pw. Chrystusa Króla w Świnoujściu, gdzie proboszczem był śp. ks. kan. Jan Szczepańczyk. Bardzo mile wspominam ten okres szczególnie katechezę w salkach, gdy uczyłem młodzież szkół średnich, a z grup duszpasterskich otrzymałem pieczę nad ministrantami, których było ponad 60. Chłopcy bardzo garnęli się do służby, a z drugiej strony, wytwarzała się piękna atmosfera poczucia wspólnotowości. W każdą sobotę mieliśmy pogłębione spotkania formacyjno-liturgiczne, ale i także sportowe, kiedy graliśmy często w piłkę nożną.

– Później rozpoczął się czas studiów. Proszę powiedzieć, dlaczego właśnie wybór padł jednak na duchowość i ascetykę, a nie na praktykę pastoralną w posłudze wiernym?

– Po 19 miesiącach spędzonych w Świnoujściu Ksiądz Biskup skierował mnie na specjalistyczne studia do Rzymu na Uniwersytet św. Tomasza z Akwinu – Angelicum. Wskazał przy tym jednocześnie na to, bym studiował teologię duchowości, choć dał do wyboru również teologię moralną. Wybór padł na duchowość, gdyż takie było również zapotrzebowanie w naszej diecezji. Wychodziło to naprzeciw moim zainteresowaniom dotyczącym życia ascetycznego i pogłębionej duchowości. Same studia wiązały się najpierw z nauką języka włoskiego, a w warstwie merytorycznej wymagały, jak wszędzie, zaliczenia wykładów kursorycznych i fakultatywnych. W czasie studiów udzielałem się także pastoralnie. Księża mieszkający w Instytucie Polskim w czasie przerw świątecznych pomagali we włoskich parafiach, ja udawałem się do Chiusi i Sassuolo. Księża włoscy chętnie nas zapraszali i byli bardzo otwarci, życzliwi dla nas, wspomagając także nasze studia.

– A jakie były rzymskie kontakty ze św. Janem Pawłem II?

– Polscy studenci mieli regularną możliwość odwiedzania papieża szczególnie w okresie bożonarodzeniowym, na tzw. kolędowaniu. W dość wąskim gronie spotykaliśmy się w Watykanie na wzruszającym śpiewaniu polskich kolęd. Spotkania te nacechowane były także dużą radością, gdyż Ojciec Święty wspominał dawne lata, żartował, a my improwizowaliśmy również ciekawe skecze. Papież na koniec obdarowywał nas drobnymi podarunkami, wnikliwie interesując się naszym pochodzeniem i dyscyplinami studiów w Rzymie.

– Studia doktoranckie w Rzymie, jak się okazało, przedzielone zostały chwilowym powrotem do diecezji, by móc realizować ważne zadania pastoralne.

– Tak, Pasterz diecezji po zrobieniu licencjatu wezwał mnie w 1989 r. z racji braku kapłanów do pomocy w duszpasterstwie. Zostałem kapelanem szpitala na Pomorzanach i wikariuszem parafii pw. św. Józefa. Po pięciu miesiącach, będąc już tylko wikariuszem, zaangażowałem się w duszpasterstwo akademickie, szczególnie rozwijając wspólnotę studentów medycyny, którzy bardzo licznie brali udział w Mszach św. akademickich i innych formach tego duszpasterstwa. Po roku pracy Ksiądz Biskup poprosił, abym dokończył studia doktoranckie, co zaowocowało obroną 15 stycznia 1990 r. na podstawie rozprawy pt. „Formazione all`obbedienza sacerdotale alla luce della dottrina del Concilio Vaticano II”. Gdy wróciłem do Szczecina, podjąłem pracę jako zastępca dyrektora Diecezjalnego Domu Rekolekcyjnego na Golęcinie. Kolejne wyzwanie duszpasterskie wiązało się z podjęciem w czerwcu 1990 r. funkcji dyrektora Wydziału Duszpasterskiego Kurii Biskupiej. Był to szczególny okres, gdyż trwało nawiedzenie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i zajmowaliśmy się w Kurii koordynacją tej peregrynacji. Po kolejnym roku otrzymałem dodatkowo nominację na proboszcza parafii pw. św. Kazimierza w Szczecinie. Po kilku miesiącach zostałem przeniesiony na proboszcza parafii pw. św. Brata Alberta na Głębokim. Był to czas budowy kościoła i plebanii, ale przy ofiarności i dobrych sercach parafian mogliśmy przez dwa lata mojego pobytu zrobić bardzo dużo w sferze materialnej. Jednocześnie przebywając na Głębokim, mogłem szerzej zaangażować się w pracę naukową poprzez pisanie artykułów o duchowości, ale i także formacji kapłańskiej, które zamieszczane były w „Prezbiterium”, „Szczecińskich Studiach Kościelnych”, „Ateneum Kapłańskim” czy „Wrocławskim Przeglądzie Teologicznym”. W tym okresie podjąłem już także wykłady z teologii duchowości w naszym seminarium oraz filii Instytutu Studiów nad Rodziną ATK.

– Realizacją nurtu teologii duchowości było objęcie funkcji ojca duchownego w AWSD?

– Zgadza się. Po 2 latach we wrześniu 1993 r., kiedy pasterzował już abp Marian Przykucki, otrzymałem nominację na ojca duchownego alumnów seminarium. Zdobyte doświadczenie i nabyta wiedza owocowały w formowaniu serc kleryków, co także wspominam jako ważny i cenny rozdział mojej kapłańskiej pracy. Podczas posługi w seminarium miałem dalszą możliwość kontynuowania pracy naukowej. Pisałem kolejne artykuły i wydałem kilka pozycji książkowych, co zaowocowało uzyskaniem stopnia doktora habilitowanego 19 czerwca 1997 r. na podstawie dotychczasowego dorobku naukowego i rozprawy: „Miłosierdzie jako istotny element duchowości chrześcijańskiej”. W lipcu 1998 r. abp M. Przykucki wyraził zgodę na moją pracę dydaktyczno-naukową na Uniwersytecie Szczecińskim. Zostałem zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego, gdzie prowadziłem wykłady z ontologii i z historii filozofii średniowiecznej, a potem na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu, gdzie nie tylko prowadziłem wykłady, ale pełniłem także prawie przez dwie kadencje funkcję prodziekana ds. sekcji. W tym okresie uzyskałem 19 października 2003 r. naukowy tytuł profesora nauk teologicznych, który nadał mi Prezydent RP. Z chwilą przejścia na Wydział Teologiczny US w dniu 1 stycznia 2004 r. podjąłem wykłady z teologii duchowości i zostałem mianowany kierownikiem Katedry Teologii Moralnej i Duchowości. W tym też roku 1 lipca uzyskałem stanowisko profesora zwyczajnego Uniwersytetu Szczecińskiego, a do dzisiaj pełnię obowiązki dziekana Wydziału Teologicznego US.

– Bardzo mocno do tej pory zaangażował się Ksiądz Biskup w krzewienie orędzia o Bożym Miłosierdziu. To jeden z ważniejszych kierunków współczesnej duchowości?

– Obecnie wszyscy widzimy, jak mocno rozwinął się kult Bożego Miłosierdzia. Jednak w czasie, gdy habilitowałem się, tworzyły się zręby tego kierunku teologii duchowości. Problematykę miłosierdzia podsunął mi ks. prof. Walerian Słomka podczas jednego z sympozjum w Lublinie. Wskazał na zainteresowanie tą problematyką przez Jana Pawła II i rozgłaszaniem na cały świat prawdy o „Bogu bogatym w Miłosierdzie”, jak ogłosił to w wydanej encyklice. Prosił mnie Ksiądz Profesor o to, aby zająć się Miłosierdziem Bożym przekazanym przez s. Faustynę. Byłem jednym z protoplastów wśród teologów, którzy wówczas podjęli próbę ukazania związku wpływu orędzia o Bożym Miłosierdziu objawionego s. Faustynie, a nauczaniem na ten temat Jana Pawła II. Przyniosło to efekt w postaci habilitacji oraz w dalszym moim zainteresowaniu naukowym.

– Jak odczytuje Ekscelencja decyzję Ojca Świętego o mianowaniu biskupem? Co czuje w tym momencie kapłańskie serce?

– Decyzję Ojca Świętego odbieram z wielkim zaufaniem, jako wyraz dostrzeżenia dotychczasowej mojej pracy naukowej oraz docenienie mojej skromnej osoby. Niczym naprawdę dotąd nie zasłużyłem, aby otrzymać taką godność. Jeśli jednak Ojciec Święty zaufał mi, to przyjmuję to w duchu wielkiej pokory. Będę starał się zadania wypływające z sakry biskupiej spełnić jak najbardziej starannie z pożytkiem dla całego Ludu Bożego naszej archidiecezji.

– A jaka była reakcja Mamy na wieść o mianowaniu biskupem?

– Bardzo krótko rozmawiałem z Mamą, która bardzo się wzruszyła, popłakała i zapewniła o modlitwie w mojej intencji. Mamusia skończyła w tym roku 80 lat, jest jeszcze w dobrym zdrowiu i otacza mnie oraz brata Grzegorza wielkim wsparciem duchowym, jak i ludzkim, za co jesteśmy jej bardzo wdzięczni, gdyż nasz Tatuś dość młodo odszedł do wieczności.

– Czy mogę poprosić o przybliżenie pierwszych myśli dotyczących całokształtu posługi. Oczywiście, biskup jest „wszystkim dla wszystkich”, ale z pewnością będą jakieś priorytety?

– Biskup jest z samej natury budowniczym mostów łączących człowieka z Bogiem i zwornikiem w budowaniu świętości. W porozumieniu z Księdzem Arcybiskupem, który jest Pasterzem archidiecezji, będziemy starać się łączyć różne wymiary posługi duszpasterskiej. Ze swojej strony chciałbym być łącznikiem pomiędzy wiarą a nauką, pomiędzy biskupem a duchowieństwem i pomiędzy laikatem a biskupem. Potrzebne jest takie współdziałanie i tworzenie wspólnoty myśli, serc i odczuć, aby jaśniała chwała Boga i aby służyło to pożytkowi całego Kościoła. Niewątpliwie szczegółowy zakres wypełniania moich obowiązków poznam po otrzymaniu sakry biskupiej. Jednak jako istotę stawiam sobie dobrze służyć Bogu i naszym wiernym.

– Wychodzi Ksiądz Biskup do swojej posługi, jako pierwszy pochodzący z tej ziemi i do niej posłany. Zna Ekscelencja specyfikę pracy duszpasterskiej, zna parafie, kapłanów oraz wielu wiernych. Będzie to pomocne w codziennej pracy?

– Niewątpliwie pochodzenie z ludu tej ziemi jest atutem tej posługi, gdyż nie potrzeba już się uczyć charakteru tych ziem, kultury, duchowości, przeszłości historycznej tych, którzy tu przybyli po wojnie, jak i uwarunkowań społecznych. Te wszystkie kwestie są mi w dużej mierze znane. Będzie to dla mnie sporym ułatwieniem, ale z drugiej strony, jest to spore wyzwanie, żeby znając tych ludzi, jeszcze bardziej otwierać ich na Boże perspektywy. Mam nadzieję, że w takim duchu ta posługa będzie pełniona.

– Jakie będzie hasło biskupiej posługi i jaka będzie symbolika biskupiego herbu?

– Każdy z biskupów ma swoje odrębne zawołanie oraz herb, który odzwierciedla jego charakter posługi. Jeśli chodzi o zawołanie, to wybrałem bardzo ważne dla mnie słowa: „Servire Deo Misericordiae”, czyli „Służyć Bogu Miłosierdzia”. Oddaje to moje dotychczasowe zaangażowanie w dzieło krzewienia orędzia Miłosierdzia. Ważne jest w tym delikatne rozróżnienie tego zawołania – nie chodzi tylko o służbę Bogu Miłosiernemu, ale przede wszystkim Bogu Miłosierdzia, przez co bardziej uwypukla się ten fundamentalny przymiot Boga. Natomiast herb biskupi składać się będzie z krzyża, który dzieli tło na cztery pola, także ukazujące ważną symbolikę. W górnej lewej części znajduje się symbol ryby i wychodzących z niej dwóch promieni Miłosierdzia: białego i czerwonego. Oznacza to Jezusa Chrystusa Zbawiciela, Odkupiciela i Wcielonego Miłosierdzia. Jest to nawiązanie do encykliki św. Jana Pawła II i Dzienniczka św. s. Faustyny, która wprost mówi o Jezusie – Miłosierdziu Wcielonym. Obok po prawej stronie znajduje się symbol mądrości, podkreślający mój związek ze światem naukowym i akademickim. Natomiast w lewej dolnej części umieszczony jest Gryf Pomorski, wskazujący na rodowód naszej archidiecezji położonej nad Odrą i Bałtykiem. W ostatniej wreszcie części ujrzymy symbolikę maryjną, a dokładnie ornamentykę Matki Miłosierdzia – litera M.

– Czy Wydział Teologiczny stanie się „osierocony” po nominacji biskupiej jego Dziekana? Czy nadal kontynuowana będzie szeroko pojęta praca intelektualno-naukowa?

– Oczywiście, w chwili przyjęcia sakry biskupiej nie możliwe będzie łączenie tej posługi z funkcją dziekana Wydziału Teologicznego. Zrozumiałym jest więc to, że rezygnuję z tej pracy. Jednak z tej racji, że jestem potrzebny Wydziałowi do zapewnienia uprawnień naukowych, to na razie praca profesora jest możliwa. Jeśli Wydział będzie się dobrze rozwijał i będą kolejne awanse pracowników naukowych, to być może nie będzie to aż tak konieczne na dłuższą metę. Chciałbym jednak mimo wszystko bardzo poświęcić się dalszej pracy badawczej i naukowej.

– Jak świat akademicki Szczecina przyjął nominację biskupią?

– Z dużą dozą pokory muszę powiedzieć, że spotkałem się z wielką życzliwością, sympatycznymi słowami, życzeniami oraz dumą, że z tego środowiska wyrasta pierwszy biskup.

– Na koniec chciałbym zapytać Księdza Biskupa o wartość ewangelicznego przekazu mediów katolickich. Czy możemy liczyć na radosne zaangażowanie Ekscelencji w posługę Słowa na łamach „Niedzieli”?

– Jednym z fundamentalnych zadań biskupa jest przepowiadanie, czyli głoszenie Słowa Bożego. Media katolickie służą temu, jest to jedna z ich misji, dlatego na miarę moich zadań będę starał się w tę posługę włączyć i wziąć udział w tworzeniu ewangelicznego ducha w docieraniu do wiernych przez szeroko pojęte mass media. Poprzez środki masowego przekazu Dobra Nowina dociera do każdego człowieka, dlatego tym bardziej biskup nie może z tego zrezygnować. Na miarę czasu i możliwości będę się na pewno angażował w tę dziedzinę ewangelizacji.

– Bóg zapłać za rozmowę. Życzymy Księdzu Biskupowi raz jeszcze wielu darów Ducha Świętego na pasterskie posługiwanie, a nasza redakcja zaprasza serdecznie wiernych archidiecezji na sakrę biskupią, która będzie miała miejsce w najbliższą sobotę, 20 grudnia, o godz. 11 w bazylice św. Jakuba w Szczecinie.

Tagi:
biskup

Prymicje bp. Janusza Mastalskiego w rodzinnej parafii

2019-01-13 19:25

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik

- Otwarcie na własne powołanie jest podstawą realizacji siebie. Jeśli człowiek będzie myślał tylko o sobie i po swojemu budował swoje życie, to w którymś momencie podejdzie pod ścianę, gdzie jest napis „bezsens” i rozczarowanie sobą – mówił bp Janusz Mastalski podczas swojej Mszy św. prymicyjnej w rodzinnej parafii.

Pokora, otwartość i posłuszeństwo warunkami współpracy z Bogiem

Na początku Eucharystii zebranych przywitał ks. prał. Grzegorz Szewczyk proboszcz Bazyliki św. Floriana w Krakowie.

W homilii bp Janusz Mastalski podkreślił, że chrzest w Jordanie kończy ukryte życie Pana Jezusa, a rozpoczyna czas Jego publicznej działalności. I my poprzez chrzest św. jesteśmy włączeni w Chrystusowe życie i zanurzeni w łasce.

– Łaska chrztu św. pozwala każdemu ochrzczonemu dać się prowadzić Duchowi Świętemu i wspomaga nas w szukaniu we wszystkim woli Bożej.

Biskup podkreślił, że we współczesnych czasach współpraca z łaską Bożą jest szczególnie ważna, a dzisiejsza Ewangelia pokazuje trzy ważne postawy w takiej współpracy.

Po pierwsze pokora.

– Św. Jan Chrzciciel miał świadomość swojej misji. (…) Pokora i świadomość swojego miejsca to cechy człowieka, który współpracuje z przychodzącym Bogiem. Człowiek pokorny potrafi uszczęśliwić drugiego w domu, zakładzie pracy, plebanii, szkole. Tylko człowiek pokorny potrafi przyznać się do błędu, potrafi powiedzieć „przepraszam”. Tylko człowiek pokorny pamięta, że wszystko zawdzięcza Bogu.

Biskup mocno zaznaczył natomiast, że tam, gdzie pojawia się pycha, człowiek nie tylko nie uszczęśliwia drugiego, ale staje się dla niego krzyżem.

Druga postawa z dzisiejszej Ewangelii to otwartość.

– Św. Jan Chrzciciel znał swoje miejsce i był otwarty na oczekiwania Stwórcy dotyczące jego powołania. Wiedział doskonale, że jest poprzednikiem, doskonale wiedział, że przyjdzie Mesjasz. (…) Otwarcie na własne powołanie jest podstawą realizacji siebie. Jeśli człowiek będzie myślał tylko o sobie i po swojemu budował swoje życie, to w którymś momencie podejdzie pod ścianę, gdzie jest napis „bezsens” i rozczarowanie sobą. Otwartość człowieka to przyjęcie woli Bożej.

Ostatnia z postaw, którą biskup nazywa decydującą, obok pokory i otwartości to posłuszeństwo.

– Wszyscy zebrani słyszą świadectwo Ojca o Synu. (…) Skoro Chrystus jest Synem, to Jemu właśnie każdy z nas winien posłuszeństwo. Ma ono polegać na przylgnięciu do wskazań zawartych w Ewangelii, a my nieraz uciekamy od Jego woli, bo to jest niewygodne, bo to nie pasuje do mojej wizji świata, do moich pragnień, moich marzeń i często Bóg jest zmarginalizowany.

Zachęcał, by właśnie pytać dziś Pana Jezusa, w których obszarach życia wciąż przed Nim uciekam.

Na zakończenie homilii biskup Mastalski cytował słowa św. Grzegorza z Nazjanzu, w których święty rozważał tajemnicę chrztu Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Bp Kamiński na temat wpisu ks. Jacka Dunina-Borkowskiego

2019-01-16 14:33

mag / Warszawa (KAI)

Niewłaściwe korzystanie z mediów społecznościowych to znacznie szerszy i poważniejszy problem, z którym musi się zmierzyć całe społeczeństwo – powiedział bp Romuald Kamiński, nawiązując do wpisu ks. Jacka Dunina-Borkowskiego w mediach społecznościowych.

Artur Stelmasiak
Bp Romuald Kamiński

Dwa dni temu na stronie internetowej diecezji warszawsko-praskiej pojawił się komunikat, w którym czytamy, że kapłan „dwukrotnie otrzymał już upomnienia kanoniczne. Ponieważ nie zastosował się do nich, władza diecezjalna nałoży na niego środki karne przewidziane prawem kościelnym”.

– Kapłan został już poważnie upomniany słownie, natomiast w najbliższych dniach otrzyma przygotowane dokumenty, z których wynika, że musi zastanowić się nad korzystaniem ze zdobyczy techniki. Będzie to jeden z pierwszych kroków realizacji dokumentu „Dyrektorium dotyczące zasad funkcjonowania w Internecie kościelnych podmiotów publicznych oraz osób duchownych diecezji warszawsko-praskiej”, który wszedł w życie w listopadzie ubiegłego roku – powiedział bp Kamiński.

Zdaniem biskupa warszawsko-praskiego, wielu ludzi różnie odnosi się do konkretnych spraw, nie byłoby jednak problemem, gdyby ktoś upuścił sobie żółci. Natomiast dziś, kiedy media są wręcz wszechobecne, pojawia się u ludzi potrzeba wchodzenia na nie i wypowiadania swoich osobistych opinii na szerszym forum.

- Wówczas pojawia się problem. To, co przez dziesiątki wieków było osobistym problem danego człowieka, obecnie jest przedmiotem wiedzy całego świata. Z tą kwestią będzie musiało uporać się całe społeczeństwo – stwierdził bp Kamiński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cierpienie można przyjąć tylko wiarą

2019-01-16 21:37

Justyna Walicka/Archidiecezja Krakowska

- To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą - o cierpieniu mówił abp Marek Jędraszewski podczas kolędowej wizyty duszpasterskiej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.

Jaonna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Wicedyrektor szpitala lek. med. Andrzej Bałaga przywitał metropolitę i podziękował za kolejną wizytę, która, jak zaznaczył, jest wsparciem zarówno dla personelu w podejmowaniu nierzadko trudnych decyzji, jak i dla małych pacjentów w ich powrocie do zdrowia.

Prof. Szymon Skoczeń w imieniu zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego szpitala poprosił arcybiskupa o błogosławieństwo.

Delegacja dzieci również przywitała metropolitę krakowskiego i złożyła wierszowane życzenia. Młodzi pacjenci zapewnili arcybiskupa o swej pamięci modlitewnej w ich szpitalnej kaplicy.

Metropolita wyjaśnił, że dzisiejsze czytania mówiące o tym jak Chrystus wyrzuca złe duchy i uzdrawia, dopełniają tego, co zaczęło się w Betlejem.

– Bo chodziło o to, żeby Chrystus się światu objawił jako Boży Syn. Jako Ten, który zrodzony przed wiekami z Ojca stał się z Jego woli człowiekiem po to, aby nam przynieść zbawienie.

Arcybiskup podkreślił, że w dzisiejszej Ewangelii jest także mowa o tym, że Chrystus udał się w odosobnione miejsce, by się modlić. I na słowa Apostoła, że wszyscy Go szukają, odpowiedział, że trzeba iść dalej, do kolejnej miejscowości nauczać o Bogu.

W Liście do Hebrajczyków natomiast słyszymy dziś przypomnienie tego, że Chrystus stał się do nas podobny we wszystkim – oprócz grzechu. Metropolita szczególnie podkreślił, że Pan Jezus stał się do nas podobny we wszystkim i stał się jednym z nas. Metropolita zacytował zdanie: „W czym bowiem sam cierpiał, będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” – Ludzie są poddawani próbom. Ludzie są doświadczani cierpieniem i to miejsce jest szczególnym nagromadzeniem ludzkiego cierpienia. Nie w postaci abstrakcyjnej, nie w postaci ksiąg o cierpieniu czy o tym jak z cierpienia ludzi wydobywać. To jest miejsce, w którym cierpienie przybiera kształt konkretnego człowieka, konkretnego dziecka. I jest to dla nas wszystkich jakaś ogromna tajemnica.

Metropolita zaznaczył, że Chrystus stał się jednym z nas także w cierpieniu, bo On naprawdę cierpiał. I pokazał jak trzeba to cierpienie przyjąć – z całkowitym zaufaniem wobec Boga, nawet, jeśli jest to niezwykle trudne.

– Bo na krzyżu Golgoty (…) było poczucie osamotnienia, była ogromna boleść, ale było też oddanie wszystkiego swemu Ojcu. I była tam także, co trzeba bardzo mocno podkreślić, błogosławiona obecność tych, którzy Pana Jezusa kochali i pozostali Mu wierni aż do końca. Zwłaszcza Jego Przenajświętsza Matka, zwłaszcza Jego najbardziej spośród wszystkich ukochany uczeń Jan. Byli przy Nim i swoją obecnością pokazywali – nie jesteś sam, kochamy Ciebie. Arcybiskup powiedział także, że zdaje sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć, że mamy przyjmować cierpienie. Szczególnie jeśli chodzi o cierpienia dziecka, wobec którego jesteśmy kompletnie bezradni.

– To jest niepojęta tajemnica, której rozumowo zgłębić do końca nie jesteśmy w stanie. Ale jesteśmy w stanie przyjąć to naszą wiarą. Właśnie dlatego, że Pan Jezus przyjął cierpienie i z cierpieniem się utożsamił i dał się przez nie przeniknąć aż do końca i tym samym przychodzi nam z pomocą. Bo jeśli On przeszedł przez bramę cierpienia do pełni życia, to i my ufamy, zmierzając także do Dzieciątka narodzonego w Betlejem, że nas rozumie, że nas swoją miłością ubogaci, że swoim ubóstwem podniesie i że przy wszystkich nierozumieniach tego czym jest cierpienie, a zwłaszcza czym jest cierpienie dziecka, będziemy, będąc blisko Niego, mogli z całą głębią wiary powtarzać słowa wyśpiewywane w Betlejem przez aniołów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Bożego upodobania, pokój ludziom dobrej woli”.

Po Mszy św. arcybiskup niosąc słowa otuchy odwiedził małych pacjentów w szpitalnych oddziałach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem