Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Wykłady dla każdego

2014-10-01 14:37

Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 40/2014, str. 6

Archiwum UO UKSW

Na spotkania organizowane przez Uniwersytet Otwarty UKSW dotychczas przychodziło kilkaset osób. W nowym roku akademickim chętnych jest znacznie więcej

Ostatnia dekada minionego miesiąca była bardzo pracowita dla kierownika Uniwersytetu Otwartego UKSW dr. Kazimierza Szałaty. W niedzielę 21 września był on na inauguracji nowego roku akademickiego w Akademii Dialogu Społecznego w Ostrowii Mazowieckiej. W ubiegłym tygodniu brał udział w otwarciu Akademii Colloquia Gostiniensia w Gostyninie. A w ostatnim dniu września uczestniczył w rozpoczęciu cyklu wykładów w Akademii ABC Chrześcijaństwa w parafii św. Maksymiliana M. Kolbe w Płońsku.

– Uniwersytet Otwarty UKSW powstał w 2009r. Główną ideą naszej działalności jest tworzenie miejsc, w których o ważnych problemach mówi się mądrze – mówi „Niedzieli” dr Szałata. – I takich miejsc jest coraz więcej. Na początku był to kampus UKSW przy ul. Wóycickiego oraz parafie w Warszawie. Teraz współpracujemy także z ośrodkami duszpasterskimi i kulturalnymi na Mazowszu.

Wykładowcami Uniwersytetu Otwartego (UO) są głównie naukowcy z UKSW. Jest wśród nich znany m.in. z łamów „Niedzieli” historyk prof. Jan Żaryn. Wykłady otwarte z teologii prowadzi o. Jacek Salij. Natomiast prof. Bogdan Chazan – który nie jest związany z UKSW – na Uniwersytecie Otwartym wyjaśnia słuchaczom skomplikowane zagadnienia bioetyczne. – Naszą kadrę wyróżnia to, że wykładowcy są autorytetami w swojej dziedzinie, ale jednocześnie potrafią opowiedzieć o zawiłych sprawach w sposób jasny i przystępny – mówi dr Kazimierz Szałata i podkreśla. – Powyższe warunki doboru kardy dydaktycznej są konieczne, ponieważ studentem UO może być każdy. Najmłodsi słuchacze mają zaledwie kilkanaście lat, najstarsi dobiegają 90-tki.

Reklama

– Na początku myślałem, że teologia i mistyka to nauki bardzo hermetyczne. Tymczasem nawet osoba o wykształceniu technicznym może się wiele dowiedzieć. I co ważniejsze, dzięki tym wykładom można rozwinąć swoją formację duchową – mówią zgodnie studenci Akademii Wiary.

Zajęcia prowadzone przez UO UKSW odbywają się raz w miesiącu. Najczęściej najpierw jest wykład, potem dyskusja. Słuchacze uczestniczą w spotkaniach za darmo. W stolicy dużą popularnością cieszą się wykłady Akademii Wiary oraz Akademii Dobrego Wychowania i Rodziny odbywające się w kościele Wszystkich Świętych na pl. Grzybowskim. Z kolej w bazylice Świętego Krzyża słuchacze gromadzą się na Akademii Cnót Obywatelskich. W tym roku w bazylice odbędzie się już III edycja tego programu, co najlepiej świadczy o popularności wykładów prowadzonych przy Krakowskim Przedmieściu 3. Natomiast wspomniany prof. Bogdan Chazan wyjaśnia zagadnienia medyczne w sali kurialnej przy ul. Floriańskiej.

Przysłowiowym strzałem w „10” okazały się wykłady dla młodzieży. Młodzi ludzie mogą na nich uzupełnić swoją wiedzę z przedmiotów, z jakich planują w przyszłości zdawać maturę. Ale zajęcia prowadzone przez UO dla gimnazjalistów i licealistów, to nie tylko darmowe korepetycje, lecz również pomoc w wyborze drogi zawodowej. – Młodzi są zagubieni. Zauważyliśmy np., że coraz więcej maturzystów składa swoje aplikacje na diametralnie różne kierunki studiów. Takie postępowanie świadczy o tym, że oni nie wiedzą, co naprawdę chcieliby robić. Dlatego na zajęciach UO pomagamy im, aby lepiej poznali samych siebie – mówią psychologowie orientacji zawodowej.

Dla Kierownika Uniwersytetu Otwartego UKSW większe zainteresowanie ofertą prowadzonej przez niego placówki, to więcej obowiązków, ale też i większa radość. – Rozwijanie uniwersytetów otwartych jest realizacją jednego z moich marzeń – mówi dr Szałata. – Sam od 20 lat współpracuję z Międzynarodowym Uniwersytetem Latającym Społecznej Nauki Kościoła w Genewie. W przyszłości chciałbym, aby i Uniwersytet Otwarty UKSW był taką instytucją.

* * *

UO zaprasza

Każdy, kto chciałby przychodzić na otwarte wykłady organizowane przez UO UKSW powinien skontaktować się z sekretariatem: ul. Dewajtis 5, pok. 001, tel. 22 561 90 05. Sekretariat czynny poniedziałek-piątek w godz.: 8.30-15.30.

Parafie oraz ośrodki duszpasterskie i kulturalne zainteresowane nawiązaniem współpracy z UO powinny najpierw zapoznać się z tegoroczną ofertą, która znajduje się na stronie: www.uo.uksw.edu.pl

Tagi:
uniwersytet

Zbliża się 100-lecie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

2017-08-28 12:28

LJ, HŁ, LW, KB / Lublin / KAI

Choć 100. rocznica powstania Uniwersytetu Lubelskiego, przemianowanego w 1928 r. na Katolicki Uniwersytet Lubelski przypada w 2018 r. - uroczyste obchody rozpoczynają się znacznie wcześniej. Najważniejszymi ich punktami będą: Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski (13-14 października 2017 r.), Walne zgromadzenie Europejskiej Federacji Uniwersytetów Katolickich (FUCE) (24-27 maja 2018 r.) oraz Światowy Zjazd Absolwentów KUL (8-9 czerwca 2018 r.).

Roman Czyrka

Dzieje KUL stanowią doskonałą ilustrację losów wolnej Polski. Uniwersytet powstał w grudniu 1918 roku i przez prawie wiek swego istnienia dzielił trudne losy Ojczyzny. Przez wiele lat był jedynym wolnym uniwersytetem wschodniej Europy. Wyjątkowym, bo takim, gdzie spotykają się nauka i wiara. KUL pozostając wiernym wartościom zawartym w dewizie „Deo et Patriae – Bogu i Ojczyźnie” wykształcił ponad 110 tysięcy absolwentów do aktywnej obecności w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, a także do służby Kościołowi. W kolejne stulecie uniwersytet wkracza z historią pełną pięknych kart i wspaniałych postaci.

Uniwersytet realistycznego wizjonera: 1917-1921

Kiedy w 1917 roku, już po rewolucji lutowej w Rosji, ks. prof. Idzi Radziszewski, będący wówczas rektorem Akademii Duchownej w Piotrogrodzie, rzucił hasło budowania uniwersytetu katolickiego, postronnym wydawało się to utopią. Tym bardziej, że ks. Radziszewski nie tylko zgromadził wokół idei ludzi dobrej woli i rozpoczął zbieranie funduszy, ale zaczął także prowadzić zakupy księgozbioru - podstawy późniejszej Biblioteki Uniwersyteckiej. A przecież nie miał żadnej pewności, jak potoczą się dalsze losy tej części Europy. Miał jednak przekonanie, że potrzebna jest uczelnia, która będzie przygotowywać inteligencję katolicką do podjęcia pracy na rzecz społeczeństwa i Kościoła, i która będzie prowadzić badania naukowe w duchu harmonii między nauką i wiarą.

Już po powstaniu niepodległej Polski ks. Radziszewski pisał: „Polska uchodzi, i słusznie, za kraj katolicki, ale znający bliżej stosunki wiedzą doskonale, że, niestety, bardzo często ten katolicyzm jest czymś bardzo powierzchownym, niepobudzającym do czynu, owszem, w bardzo wielu wypadkach jest tylko resztką pozostałej tradycji bez głębszego uświadomienia. (…) I jeśli kiedy, to zwłaszcza teraz uniwersytet katolicki ma olbrzymie zadanie do spełnienia, rozpoczęła się bowiem budowa państwa polskiego. Należy w tym tak ważnym momencie zaprawić żywotne jego soki katolicyzmem, w przeciwnym bowiem razie dostaną się do nich zabójcze zarazki rozkładowe i cały organizm powstającego państwa zatrują może na zawsze”.

Droga do powstania uniwersytetu nie była jednak łatwa. W roku 1918 idea uniwersytetu została przedstawiona Episkopatowi Kościoła rzymskokatolickiego odradzającej się Polski i zyskała, choć nie bez oporów, jego akceptację. Episkopat obawiał się, że fundowanie uniwersytetu od podstaw grozi nieuzyskaniem wysokiego poziomu naukowego oraz tym, że wydziały teologii na uczelniach państwowych zostaną uznane za zbędne (skoro jest uniwersytet katolicki). Ostatecznie jednak wizja ks. Radziszewskiego została przyjęta, za siedzibę uniwersytetu obrano Lublin, miasto bez tradycji uniwersyteckiej, leżące w centrum regionu rolniczego. Wydawało się początkowo, że bliskie sąsiedztwo z dwoma silnymi ośrodkami uniwersyteckimi (Warszawa i Lwów) nie pozwoli Uniwersytetowi Lubelskiemu (bo taką nazwę do 1928 r. nosił KUL) na rozwinięcie skrzydeł. Stało się jednak inaczej i już w grudniu 1918 roku uniwersytet rozpoczął działalność. Na czterech uniwersyteckich wydziałach – teologicznym, prawa kanonicznego, prawa i nauk społeczno-ekonomicznych oraz nauk humanistycznych – studia rozpoczęło 399 studentów.

Choć uczelnia była mała i ciągle walczyła o uzyskanie środków materialnych na swoją działalność, zaczęła przyciągać młodzież i nie tylko trwała, ale zaczęła się także rozwijać. Kierował nią do swej przedwczesnej śmierci niezrażony żadnymi trudnościami ks. Idzi Radziszewski. Kiedy zmarł w 1922 r. stanowisko rektora objął o. Jacek Woroniecki, charyzmatyczny dominikanin. Człowiek rozległych horyzontów intelektualnych, jeden z odnowicieli zakonu dominikanów w Polsce: filozof i etyk. Niezwykle wymagający – o jego egzaminach krążyły wręcz legendy, a przy tym bardzo ceniony i lubiany przez studentów, często przypominał im, że „dzień, w którym się człowiek choć raz nie roześmieje, jest stracony”.

Trudne początki: 1922-1939

Pierwszym miejscem, gdzie odbywały się zajęcia uniwersyteckie było Seminarium Duchowne diecezji lubelskiej. W 1921 roku uniwersytet otrzymał na mocy dekretu Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, nową siedzibę, którą zajmuje do dziś, klasztor należący kiedyś do dominikanów-obserwantów. Gmach był zdewastowany i wymagał gruntownych prac remontowych. Finansowanie nauki i jednocześnie ogromne inwestycje budowlane wymagały znacznych środków, których Episkopat nie mógł zapewnić młodemu uniwersytetowi. Dlatego też odwołano się bezpośrednio do ofiarności społeczeństwa katolickiego w Polsce i na świecie. Aby zbierać fundusze na uniwersytet powołano do życia w 1922 roku Towarzystwo Przyjaciół KUL. Instytucja ta zasłużyła się uczelni nie tylko zbierając środki na jej działalność i rozwój, ale także poprzez szerzenie idei uniwersytetu katolickiego.

Trudności finansowe były chlebem powszednim kolejnych rektorów aż do końca lat 30. A mimo to uczelnia rozwijała się i realizowała swoją misję. Grono profesorów było nieliczne, ale bardzo różnorodne. Niektórzy z nich pojawili się na uniwersytecie na krótko, inni związali się z nim na trwałe. Tak na przykład Belg, kanonista, ks. prof. Gommar Michiels pozostał na KUL znacznie dłużej, niż zamierzał. Przyszedł by wspomóc powstający wydział prawa i pozostał na uczelni przez 15 lat, dwukrotnie pełniąc w tym czasie funkcję dziekana i raz prodziekana. Podstawy Sekcji Historii budował prof. Stanisław Smolka, jeden z najwybitniejszych polskich mediewistów. Jego związek z uczelnią przerwała śmierć, ale pozostawił w niej część swego księgozbioru, który od prawie stu lat nadal służy kolejnym pokoleniom studentów i pracowników. Profesorowie Wiktor Hahn i Stanisław Ptaszycki na polonistyce i historii. Uczelnia stała się ważnym ośrodkiem studiów nad katolicką nauką społeczną. Tu prowadził badania i wykładał ks. prof. Antoni Szymański oraz prof. Czesław Strzeszewski. Absolwentem, a potem profesorem KUL-u był Czesław Marytniak, prawnik, zamordowany przez Niemców w 1939 roku. Profesorem KUL-u był też Ignacy Czuma – prawnik, zaangażowany zresztą nie tylko w działalność dydaktyczną, ale także polityczną, szczególnie w latach 30.

Ze względu na brak środków nie udało się do 1939 roku powołać do życia wydziału przyrodniczego (choć tuż przed wybuchem wojny były prowadzone zaawansowane prace nad otwarciem studiów medycznych). Tak więc to, co przyświecało idei uniwersytetu katolickiego (w Europie, a później i na całym świecie), a więc wskazanie, że nie ma sprzeczności między nauką a wiarą, realizowano inaczej. Na KUL-u rozwijały się przede wszystkim nauki prawne i społeczne. Gromadziły one największą liczbę studentów i wybitnych profesorów. Mniej liczny był Wydział Nauk Humanistycznych, a najmniejszy Wydział Teologiczny. Dla kształcącego się ówcześnie (w okresie dwudziestolecia międzywojennego) duchowieństwa o wiele bardziej atrakcyjne były Wydziały Teologii na uniwersytetach w Krakowie, Lwowie, Warszawie, Wilnie i Poznaniu. O indywidualności i tożsamości naukowej uniwersytetu decydowało więc studium problemów prawnych, społecznych i ekonomicznych rozpatrywanych w świetle katolickiej nauki społecznej.

W październiku 1925 roku studia z zakresu prawa kanonicznego rozpoczął ks. Stefan Wyszyński, wpisany na listę studentów pod numerem 1248, miał odtąd, jako członek rodziny akademickiej „ubratać się w stosunku do kolegów i profesorów”, a o samego uniwersytetu „honor i cześć dbać i w razie potrzeby walczyć”. Wspominając Księdza Prymasa nie sposób nie wspomnieć o ks. Władysławie Korniłowiczu, jednej z najważniejszych postaci Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, który był przez 10 lat ojcem duchownym wszystkich księży studiujących na KUL-u.

W początkowym okresie działalności KUL nie posiadał pełni praw państwowych szkół wyższych i wszystkie jego dyplomy były nostryfikowane przez Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie. Decyzja Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 1938 roku, nadająca lubelskiej uczelni pełnię praw publicznych, zakończyła najtrudniejszy, pierwszy i formacyjny okres w życiu uniwersytetu.

Okres próby: 1939-1944

W czasie II wojny światowej uniwersytet nie mógł otwarcie prowadzić ani badań, ani kształcenia. Już w 1939 roku kilku jego profesorów zostało zamordowanych przez okupujących Polskę Niemców. Mimo represji i zakazu nauczania, który na terenach okupowanej Polski objął wszystkie szkoły wyższe i ogólnokształcące, w kilku ośrodkach poza Lublinem profesorowie KUL prowadzili tajne nauczanie.

Najważniejszym momentem próby w dziejach młodej stosunkowo uczelni był lipiec i sierpień 1944 roku, kiedy Armia Czerwona i towarzyszący jej rząd sformowany z polskich komunistów zajęli Lubelszczyznę, usuwając z niej Niemców. Przed ówczesnym rektorem, ks. Antonim Słomkowskim, stanął dylemat. Otworzyć uczelnię i rozpocząć działalność dydaktyczną i naukową czy też, jako wyraz nieuznawania nowej, narzuconej władzy politycznej, nie podejmować żadnych działań. Delegat Rządu RP na Kraj w Lublinie był zdania, że nie należy rozpoczynać zajęć na uczelni, bo to byłoby uznaniem nowej sytuacji politycznej. Ks. Słomkowski postanowił inaczej. Z perspektywy czasu widać, że wykorzystał być może jedyny moment, kiedy władze były skłonne uznać istnienie uniwersytetu. Z całą pewnością zasłużył także na miano odnowiciela KUL, którym często jest określany.

Zajęcia rozpoczęto 21 sierpnia 1944 roku. Na uniwersytet zaczęli ściągać studenci i profesorowie. Wśród tych ostatnich było wielu, których losy wojenne i zmiany granic pozbawiły dostępu do macierzystych uczelni. Tylko przykładowo można wymienić prof. Juliusza Kleinera, prof. Jana Czekanowskiego i Jana Parandowskiego. A było ich znacznie więcej. Otwarcie uczelni po sześciu latach okupacji wykazało, że wrosła ona w krajobraz nie tylko Lublina, ale także Polski. Mimo młodego wieku i niesprzyjającej polityki władz komunistycznych była w stanie przyciągać młodzież i tych uczonych, którzy nie znajdowali miejsca na innych uczelniach w ramach narzuconej Polsce ideologii komunistycznej.

Nowy początek: przystosowanie i opór - 1945-1989

Rok akademicki 1944/1945 był jeszcze rokiem, kiedy toczyła się wojna. Od roku 1945 Polska weszła w okres pokoju. Działania wojenne przeciwko III Rzeszy zakończyły się całkowitym jej rozgromieniem. Nie był to jednak pokój, o którym marzono przez sześć lat okupacji. Polska znalazła się pod rządami komunistycznymi; granice państwa zostały zmienione w sposób radykalny, miliony obywateli RP rozpoczęły wędrówkę. Jedni przybywali ze Wschodu, inni wyjeżdżali na Wschód i na Zachód. Dla uniwersytetu był to nowy początek. W ciągu kilku powojennych lat (do około 1950 r.) KUL zmienił zasadniczo swoje oblicze naukowe i dydaktyczne, zmuszany do tego decyzjami administracyjnymi komunistycznego państwa, zmierzającymi jeśli nie do zlikwidowania, to do znacznego ograniczenia działalności uniwersytetu katolickiego, stanowiącego „ciało obce” w tkance socjalistycznego społeczeństwa.

Represje wobec KUL trwały przez cały okres PRL i miały bardzo różnorodny charakter – obok nakładania na uczelnię podatków, było to np. utrudnianie pracownikom zdobywania stopni naukowych, a także szeroko prowadzona inwigilacja całej społeczności akademickiej. Żadna inna uczelnia w Polsce nie była tak szczelnie nadzorowana przez bezpiekę jak KUL. W 1951 roku urzędujący rektor - ks. Antoni Słomkowski - za sprzeciw wobec dążeń władzy komunistycznej do podporządkowania sobie KUL został usunięty z uczelni, a następnie skazany na trzy lata więzienia za rzekome nadużycia finansowe. W ostatnich tygodniach IPN przygotował wniosek o unieważnienie dotychczasowych orzeczeń prawnych dotyczących ks. Słomkowskiego, jest więc nadzieja na rychłą rehabilitację prawną pierwszego powojennego rektora KUL.

Mimo szykan i nacisków KUL był jedynym niezależnym uniwersytetem w całym bloku państw socjalistycznych, pozostając oazą wolnej myśli. Dziś, gdy coraz szerzej otwierają się archiwa, historia KUL w okresie socjalizmu wymaga nowego spojrzenia. „Chcemy napisać od nowa historię KUL, zwłaszcza w okresie PRL – deklaruje rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński - we współpracy z IPN chcemy opisać na nowo ten trudny okres dla KUL, ukazując jego rolę jako wyspy wolności”.

Dążąc do ograniczenia działalności uniwersytetu władze komunistyczne zlikwidowały studia prawne i społeczne. O ile psychologię i socjologię udało się zachować jako dyscypliny uprawiane na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej (powstał w 1946 r.), o tyle studium prawa i ekonomii zostało całkowicie zniesione, a w latach 50. i na początku lat 60. zostały zlikwidowane także studia neofilologiczne (anglistyka, romanistyka, germanistyka). Na pozostałych kierunkach studiów wprowadzono ograniczenia liczby studentów przyjmowanych na pierwszy rok studiów. Presja zewnętrzna niewątpliwie zmieniała i ograniczała wolność uniwersytetu. Budziła jednak opór i skłaniała do szukania dróg, które pozwoliłyby na zachowanie tego, co było i jest misją uczelni: służenie pracą intelektualną Bogu i Ojczyźnie. Przekładając to na język dydaktyki i badań naukowych, środowisko uniwersyteckie skupiło się na badaniach podstawowych.

W dziedzinie filozofii przede wszystkim na podstawach historii filozofii, studium tomizmu i etyce. Wymienić tu należy prof. Jerzego Kalinowskiego, prof. Stefana Swieżawskiego, o. prof. Alberta Krąpca i najsłynniejszego spośród profesorów KUL - ks. Karola Wojtyłę. To z ich nazwiskami wiąże się Lubelską Szkołę Filozoficzną.

Jeżeli chodzi o teologię, to zlikwidowanie wydziałów teologicznych na wszystkich polskich uniwersytetach sprawiło, że teologia na KUL-u (obok Akademii Teologii Katolickiej) stała się jedynym miejscem, gdzie duchowieństwo Kościoła katolickiego w Polsce mogło uzyskać formację w zakresie studiów wyższych. Mimo ograniczeń nakładanych na uczelnię teologia zyskała możliwość znacznie większego rozwoju niż w latach 1918-1939.

Nauki humanistyczne (filologia polska, historia, historia sztuki, filologia klasyczna) prowadziły badania nad tymi aspektami kultury i przeszłości, które z racji ideologicznych były pomijane na uczelniach państwowych. W latach 50. znalazło się na KUL-u grono młodych wtedy profesorów i doktorów wychowanych i wykształconych w dwudziestoleciu międzywojennym na Uniwersytecie Stefana Batorego i w katolickich organizacjach formacyjnych. Byli to między innymi Irena Sławińska, Czesław Zgorzelski, Leokadia Małunowiczówna, Antoni Maśliński. Grupa Wilnian symbolicznie przypomniała, że jednym z antenatów KUL-u była także Wszechnica Wileńska, której Wydział Teologiczny został przekształcony w 1842 r. w Akademię Duchowną w Petersburgu, a z tej ostatniej wywodził się założyciel uniwersytetu ks. Idzi Radziszewski. Za wspomnianymi wyżej przyszli inni, młodsi, uformowani intelektualnie w czasie wojny i w czasach już powojennych.

„Dla wielu młodych Polek i Polaków KUL był szansą i jakimś schronieniem, zwłaszcza w początkowym okresie PRL, kiedy ważne było pochodzenie społeczne i polityczne kandydatów na studia, a KUL otwierał wówczas mądrze, czasem nawet wbrew swoim profesorom, szeroko swoje podwoje dla wszystkich, którzy się zgłosili. Rzeczywiście, szczególnie w pierwszych latach przychodzili całymi falami i myślę, że to był szczególnie ważny dla KUL-u okres. Może najpełniej spełniał on wówczas swoją społeczną misję. Właściwie przerósł funkcję wyłącznie uniwersytetu, stał się ośrodkiem tożsamości narodowej” - wspomina nestor KUL-owskiej polonistyki prof. Stefan Sawicki.

W latach 1950-1970 na KUL kształtowały się kolejne pokolenia studentów poszukujących tu wiedzy, formacji i wolności intelektualnej, wolnej od ideologicznych nakazów. Ich nauczyciele byli zespołem osobowości bardzo różnorodnych, czasami niezwykle barwnych. Różnorodność osobowości, czasami trudnych do pogodzenia ze sobą, łączyła się jednak w całość jeżeli chodzi o postawę wobec uczelni, silne poczucie wspólnoty i mozolne dążenie do zachowania wolności intelektualnej i wolności w nauczaniu, tego co w swoim sumieniu uważano za prawdę. W ciągu lat powojennych wytworzyła się swoista kultura KUL-u pozwalająca rozpoznawać się jego pracownikom, a szczególnie jego absolwentom jeszcze wiele lat po zakończeniu studiów.

Na KUL trafiali ludzie, którzy z racji swych poglądów czy zaangażowania nie mogli studiować gdzie indziej. Warto przypomnieć postawę rektora KUL ks. Wincentego Granata, który w trakcie wydarzeń marcowych 1968 roku stanął po stronie studentów aresztowanych przez władze, a później otworzył uniwersytet dla studentów relegowanych z "wilczym biletem" z innych uczelni. Na KUL znaleźli się m.in. Bohdan Cywiński czy Seweryn Blumsztajn, a wśród wykładowców Władysław Bartoszewski. Tę postawę otwartości kontynuował następca ks. Granata na urzędzie rektora - o. Mieczysław Albert Krąpiec OP.

W latach 70. i 80., dzięki nawiązaniu współpracy z zagranicznymi ośrodkami naukowymi, KUL zyskał rangę międzynarodową. Gościli tu wybitni naukowcy ze świata, a lubelscy wykładowcy wyjeżdżali na stypendia naukowe do wiodących ośrodków akademickich. Istotną rolę w kontaktach ze światem pełniła Biblioteka KUL, gdzie mimo cenzury udawało się ściągać publikacje, które w Polsce nie były dostępne czy założony przez prof. Jerzego Kłoczowskiego Instytut Geografii Historycznej Kościoła w Polsce, zapraszający z gościnnymi wykładami najwybitniejszych europejskich historyków Kościoła.

Przełom roku 1980 środowisko uczelni przyjęło z nadzieją i od samego początku włączyło się w nurt przemian rozpoczętych przez wielki ruch społeczny "Solidarność", stąd wśród absolwentów KUL tak wielu działaczy demokratycznej opozycji. Warto też przypomnieć, że w środowisku studentów KUL powstały założone przez Janusza Krupskiego „Spotkania”, niezależne pismo młodych katolików, jedno z najważniejszych czasopism drugiego obiegu. Natomiast władze KUL, wykorzystując krótki czas względnej wolności, doprowadziły do restytucji zamkniętych dawniej przez władze kierunków kształcenia. W ciągu lat 80. przywrócono Wydział Nauk Społecznych z socjologią, ekonomią, psychologią i pedagogiką. Przywrócono także Wydział Prawa z sekcjami prawa i prawa kanonicznego. Na Wydziale Nauk Humanistycznych przywrócono filologię angielską, germańską i - najpóźniej na to uzyskano zgodę - slawistykę (filologię francuską przywrócono w połowie lat 70.). Stan wojenny wprowadzony w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku przytłumił, ale nie zahamował rozwoju uniwersytetu. Dzięki wsparciu z zagranicy zarówno studenci jak i pracownicy byli w stanie przetrwać okres największych trudności dotyczących zarówno spraw materialnych, jak też dostępu do informacji i kontaktów naukowych. Represje państwa komunistycznego dotknęły części pracowników i studentów. Powoli, ale stale uniwersytet wydobywał się w ciągu lat 80. z tych wszystkich ograniczeń, które były nań nakładane wcześniej.

Wspólnota uniwersytecka: "universitas magistrorum et scholarium"

Uniwersytet jest przede wszystkim wspólnotą wszystkich tych, którzy w nim kiedyś byli, którzy są i którzy kiedyś będą go współtworzyli. Dwie osoby wspominane są tu w sposób szczególny: ks. prymas Stefan kardynał Wyszyński, absolwent KUL-u i papież Jan Paweł II, profesor KUL-u. Nie sposób nie wspomnieć również o jedynym świeckim audytorze soborowym z krajów komunistycznych - prof. Stefanie Swieżawskim. Ale lista związanych z KUL postaci, które zapisały się na kartach historii Polski jest znacznie dłuższa. Są na niej m.in.: Bogdan Borusewicz, Wiesław Chrzanowski, Zyta Gilowska, Alicja Grześkowiak, Janusz Krupski, ale również Piotr Szczepanik czy Ireneusz Krosny.

Wśród ponad 110 tys. absolwentów KUL są osoby, które działają w bardzo różnych przestrzeniach, często zajmują odpowiedzialne i eksponowane stanowiska. KUL ukończyło wielu biskupów np. kard. Kazimierz Nycz, kard. Henryk Gulbinowicz, abp Henryk Muszyński, abp Alfons Nossol, bp Andrzej Czaja czy bp Wiesław Mering. Absolwentem filozofii jest laureat Nagrody Templetona – ks. prof. Michał Heller, polonistyki - wybitny pisarz, dwukrotny laureat Nike – Wiesław Myśliwski, filozofii i teologii – Halina Bortnowska. KUL ukończyli również publicyści i dziennikarze, a wśród nich ks. Adam Boniecki i Piotr Semka. Uniwersytet wykształcił także liczne grono studentów z krajów byłego Związku Radzieckiego, głównie dzięki współpracy z Fundacją Jana Pawła II, m.in. absolwentem KUL jest ks. Bogdan Prach rektor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie.

Wśród osób związanych z KUL-em jedynym kanonizowanym świętym jest Jan Paweł II. Ale lista osób, które zmarły w opinii świętości, jest znacznie dłuższa. Są to m.in. Sługa Boży Ks. Franciszek Blachnicki, współtwórca i wykładowca Instytutu Teologii Pastoralnej, organizator pionierskich form duszpasterstwa młodzieży, założyciel Ruchu Światło-Życie, ks. Wincenty Granat, teolog-dogmatyk, rektor KUL w latach 1965-1970, Jacek Woroniecki OP, teolog-moralista, rektor KUL w kadencji 1922-1924, czy Stefan kardynał Wyszyński, absolwent studiów doktoranckich, Wielki Kanclerz KUL 1946-1948. Do grona społeczności akademickiej należą również, chociaż w sposób bardziej symboliczny, doktorzy honoris causa. W dziejach KUL to najwyższe uniwersyteckie wyróżnienie otrzymało ponad sto osób. Szczególne miejsce w tym gronie zajmuje papież Jan Paweł II, ale są w nim wybitni ludzie Kościoła – kard. Joseph Ratzinger, Chiara Lubich, kard. Paul Poupard, naukowcy – Jan Parandowski, Władysław Tatarkiewicz, Aleksander Gieysztor, Wiktor Frankl, twórcy kultury – Czesław Miłosz, ks. Jan Twardowski, Krzysztof Penderecki czy niedawno zmarli politycy Zbigniew Brzeziński i Helmut Kohl.

Karol Wojtyła – Jan Paweł II

Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach. Mimo represji, KUL - paradoksalnie - wiele zawdzięcza władzom komunistycznym. W 1954 roku komuniści zlikwidowali Wydział Teologiczny na Uniwersytecie Jagiellońskim i dzięki temu na KUL trafił jego najsłynniejszy profesor – ks. Karol Wojtyła. Przez 24 lata regularnie dojeżdżał do Lublina by prowadzić wykłady i seminaria z etyki. Mimo zwiększających się obowiązków, wraz z wynoszeniem do kolejnych godności kościelnych, pracy na uniwersytecie nie przerwał aż do momentu wyboru na Stolicę Piotrową. W tym czasie zgromadził wokół siebie grono przyjaciół i uczniów, których kształtował nie tylko podczas spotkań w Lublinie, ale również w trakcie wspólnych wakacyjnych wypraw, w czasie których nazywali go „Wujkiem”. Jak wspomina jeden z uczniów ks. kard. Wojtyły i późniejszy rektor KUL ks. prof. Andrzej Szostek: „Wciągał nas w swoje widzenie tajemnicy człowieka, ukazywał ją niespiesznie z różnych stron. Mniej cierpliwych nużył i zniechęcał, ale kto w tej intelektualnej wędrówce wytrwał, ten już się z kręgu fascynacji człowiekiem nie dał wyrwać. U Wojtyły płynęła ona z fascynacji Bogiem i do niej prowadziła”.

Wybór ks. Karola Wojtyły na papieża nie przerwał związków z uczelnią, ale je zmienił. Stałym gościem w Watykanie był najbliższy współpracownik i uczeń Jana Pawła II – ks. prof. Tadeusz Styczeń, a papież żywo interesował się bieżącymi sprawami KUL. Wyjątkowym momentem w dziejach uniwersytetu była jedyna wizyta Jana Pawła II w Lublinie i oczywiście na KUL (9 VI 1987 r.). W tym roku minęło już 30 lat od tego wydarzenia, podczas którego papież podkreślił, że o wyjątkowości KUL stanowi jego katolicki charakter: „Katolicka specyfika stanowi o atrakcyjności KUL-u w całej polskiej rodzinie akademickiej. Wyczuwa ona bezbłędnie, że tu powinno się oczekiwać nie tylko solidnej wiedzy, ale też dostępu do innego porządku prawdy, do tego specyficznego światła, jakie tajemnica Chrystusa rzuca na misterium ludzkiego istnienia. Stąd też potrzeba stałego wychodzenia naprzeciw potrzebom środowisk naukowych całej Ojczyzny. Dokonać tego można jedynie poprzez wyrazistość własnej postawy akademickiej i chrześcijańskiej zarazem, poprzez wrażliwość na to, co ludzkie i Boskie. Odnosi się to do profesorów, do studentów, do wszystkich, którzy ten uniwersytet tworzą.

Rola, atrakcyjność Katolickiego Uniwersytetu wiąże się z nadzieją, że tu znajdzie się prawdziwa wspólnota łącząca profesorów, pracowników administracyjnych i fizycznych, wspólnota studentów - świadectwo żywego chrześcijaństwa; że autentyczna katolicka rodzina uniwersytecka jest miejscem nie tylko "prawdy naukowej", ale i "prawdy życia" przez przełamywanie różnych form słabości i zła, różnych form przeczenia prawdzie w życiu osobistym, we wzajemnym odnoszeniu się do innych, jak i w powierzchowności badań, lub podejmowaniu przedmiotów dociekań nie według kryteriów poszukiwania prawdy, ale wedle pozanaukowych motywów koniunkturalnych”.

Po odejściu Jana Pawła II do Domu Ojca w 2005 roku Senat KUL podjął uchwałę o zmianie nazwy uczelni na Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II. Dziś Jan Paweł II jest stale obecny w życiu uniwersytetu. Fizycznym śladem tej obecności jest relikwia, znajdująca się w Kościele Akademickim KUL, a także pamiątki zgromadzone w Muzeum KUL. Obok nich trwa duch – nad bogatą spuścizną Karola Wojtyły – Jana Pawła II prowadzone są badania naukowe, upowszechniane przez publikacje, wykłady i konferencje.

Rozwój: ciągłość i zmiana. Od 1989 roku do dziś

Polska rewolucja rozpoczęła się nie w roku 1989, ale w 1988. Wtedy w czasie strajków na wiosnę, latem i na jesieni wymuszono na władzach rozpoczęcie negocjacji dotyczących demokratyzacji podstaw władzy w państwie. Obrady "okrągłego stołu" doprowadziły do zmiany systemu politycznego w Polsce. Społeczność KUL, jak wszyscy mieszkańcy Polski, wzięła udział zarówno w protestach z 1988 roku, jak też w przygotowaniach do przeprowadzenia wyborów rok później. Gwałtowne załamanie się polskiej gospodarki w latach 1988-1990 postawiło pod znakiem zapytania podstawy materialne istnienia uniwersytetu, utrzymywanego dotychczas przez społeczność katolicką w Polsce i za granicą. Dzięki wysiłkowi władz uczelni i życzliwości nowych władz Polski, KUL otrzymał w 1992 roku po raz pierwszy dotację państwową na refundację kosztów kształcenia oraz płac pracowników. W ten sposób uniwersytet odzyskał stabilność finansową i mógł rozpocząć nie tylko odbudowę, ale także rozbudowę swoich zasobów, którą dodatkowo ułatwiło przyznanie od 2008 roku dotacji na inwestycje.

O wielkości zmian świadczy przede wszystkim ogromny wzrost liczby studentów i pracowników, nowe kierunki i wydziały. Dawna uczelnia, gdzie wszyscy znali się z widzenia odeszła w przeszłość (jeszcze w latach 70. na KUL-u studiowało około 1500-1700 studentów). Dziś, na blisko 40 kierunkach studiów, kształci się ponad 12 tys. studentów. Kadrę naukowo-dydaktyczną tworzy blisko 1,1 tys. wykładowców, z których wielu cieszy się międzynarodowym uznaniem, a także zasługuje na miano „mistrza”.

Powstały nowe wydziały, poszerzając zakres badań o nauki przyrodnicze i ścisłe - obecnie jest ich osiem: · Teologii, · Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji, · Filozofii, · Nauk Humanistycznych, · Nauk Społecznych, · Biotechnologii i Nauk o Środowisku, · Matematyki, Informatyki i Architektury Krajobrazu, · Zamiejscowy Prawa i Nauk o Społeczeństwie w Stalowej Woli.

„W dobie obecnych przemian szczególnie cenną zaletą formacji akademickiej jest to, że uniwersytet uczy myśleć. Młody człowiek zdobywa w nim nie tylko fachową wiedzę w ramach poszczególnych kierunków studiów, ale ćwiczy swój umysł tak, by umiał w przyszłości spożytkować swe zdolności i wykształcenie również w sytuacji nowej, nieprzewidzianej i zaskakującej dlań. Doświadczenia wielu państw dowodzą, że żadna inwestycja nie jest tak opłacalna, jak kształcenie elit intelektualnych i zawodowych. Żadna produkcja nie przynosi takiego zysku jak „produkcja” licencjuszy, magistrów i doktorów – choć jest to inwestycja wieloletnia a sam zysk trudno dokładnie obliczyć” – podkreśla zalety kształcenia uniwersyteckiego filozof, etyk, były rektor KUL ks. prof. Andrzej Szostek.

Uniwersytet, pilnie śledząc zmiany społeczne, stale poszerza ofertę dydaktyczną o kolejne kierunki, których program oprócz kanonu wiedzy uniwersyteckiej, w tym zajęć z zakresu filozofii, logiki, etyki, Katolickiej Nauki Społecznej - nastawiony jest na zdobycie przez studentów umiejętności praktycznych, wysoko cenionych przez pracodawców. W ostatnim czasie utworzone zostały m.in. sinologia, bezpieczeństwo narodowe, biotechnologia. Choć ta ostatnia jest stosunkowo młodym kierunkiem to ma już na koncie spore osiągnięcia - zespół prof. Zofii Stępniewskiej opracował dwa opatentowane wynalazki: nowy sposób produkcji ektoiny (bardzo cennego surowca wykorzystywanego w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym) oraz wytwarzania substancji do produkcji opakowań biodegradalnych (tzw. bioplastiku).

Dziś o sukcesie uczelni decyduje nie tylko wysoki poziom kształcenia, ale również nowoczesna baza. Rozwój uniwersytetu nie byłby możliwy bez nowych inwestycji, które stwarzają świetne możliwości do badań naukowych i nauczania. Obok pochodzącego z XVIII wieku Gmachu Głównego z malowniczym dziedzińcem, wyrosła nowa część Kampusu Głównego KUL, w skład którego wchodzą: Kolegium Jana Pawła II, Collegium Norwidianum i Centrum Transferu Wiedzy. Obok Kampusu Głównego, zlokalizowanego w centrum miasta, KUL posiada również dwa kolejne kampusy z nowocześnie wyposażonymi salami wykładowymi oraz laboratoriami. Niedawno powstałe budynki Wydziału Biotechnologii oraz Interdyscyplinarnego Centrum Badań Naukowych umożliwiają również prowadzenie badań naukowych na wysokim poziomie, których efekty mogą być wykorzystane w gospodarce. Bazę dydaktyczno-naukową uzupełnia Biblioteka Uniwersytecka z liczącym ponad 2 mln pozycji księgozbiorem, a także obiekty sportowe.

KUL to także miejsce, gdzie tętni bogate życie kulturalne. Obok Chóru Akademickiego KUL działają studenckie teatry - Teatr ITP i Teatr Enigmatic. Własną markę wypracowała kierowana przez prof. Leszka Mądzika Scena Plastyczna KUL, która z sukcesami gościła na scenach wielu krajów, prezentując spektakle określane jako "teatr narracji plastycznej". Uniwersytet posiada również bogate zbiory dzieł sztuki, które wkrótce zostaną udostępnione w Muzeum KUL.

Nowa uczelnia jest inna. A jednak zachowuje ciągłość i związek z dawnym KUL-em. Przede wszystkim poprzez stałe odnoszenie działalności uczelni do tych wartości, które leżały u podstaw jej założenia. W nowych warunkach odczytuje się je inaczej, ale w kształceniu młodzieży nadal zwraca się uwagę nie tylko na zajęcia intelektualne, przygotowanie zawodowe czy naukowe, ale także na formację duchową i społeczną. „KUL jest uczelnią otwartą na naukowe wyzwania współczesności, ale ma wciąż ten sam cel - przygotować studentów do pełnej i odpowiedzialnej pracy dla dobra Ojczyzny i Kościoła” – przypomina rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński.

Praca dla Boga i Ojczyzny jest wyzwaniem tak samo trudnym w obecnej sytuacji wolności, jak kiedyś w sytuacji zniewolenia. Różnorodność studentów (wielu z zagranicy) i różnorodność nauczycieli akademickich nadal stanowią o sile i bogactwie uniwersytetu. Pokoleniowo i ze względu na formację są oni jednak już inni od tych, którzy kształtowali uczelnię od wewnątrz i reprezentowali ją na zewnątrz w czasach PRL. Ciągłość w tym, co najważniejsze została jednak zachowana. I to właśnie: połączenie niezwykle dynamicznych zmian i zachowanie ciągłości stanowi siłę i atrakcyjność uniwersytetu. Jest on na tyle stary, aby móc czerpać inspirację z własnej przeszłości, a na tyle młody, aby patrzeć ciągle z optymizmem w przyszłość. Zresztą uniwersytet jest tym typem wspólnoty ludzkiej, która pozostaje w ciągłym dialogu ze zmieniającym się społeczeństwem - w tym dialogu ma do zaofiarowania swoją wiedzę, pamięć pokoleń i wrażliwość na to, co jest dzisiaj. Ofiarowuje też to, co najważniejsze w życiu osób i społeczeństw: poza nauczaniem kładąc także nacisk na formację, daje możliwość nauczenia się dokonywania wyborów - często tych najważniejszych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Rocznica objawienia obrazu „Jezu, ufam Tobie”

2018-02-22 12:14

Agnieszka Bugała

S. Faustyna przyjeżdża do domu w Płocku w maju, lub w czerwcu 1930 r. Rok później 22 lutego 1931r. widzi Pana Jezusa i notuje w „Dzienniczku”:

pl.wikipedia.org
Eugeniusz Kazimirowski, Jezu ufam Tobie, 1934


„Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (…) Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie” (Dz. 47).

Ale dopiero 2 stycznia 1934r. w Wilnie rozpoczyna się malowanie obrazu wg instrukcji przekazanej Świętej przez samego Jezusa. W tym dniu s. Faustyna pierwszy raz udaje się do malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który ma malować obraz Miłosierdzia Bożego. W czerwcu, gdy obraz jest ukończony, Siostra Faustyna płacze, że Pan Jezus nie jest tak piękny, jak Go widziała…

Dziś, 22 lutego 2018 r. mija 87 lat od chwili, gdy Pan Jezus poprosił s. Faustynę o namalowanie obrazu. Wiele kościołów szczególnie dziś zaprasza na Koronkę do Bożego Miłosierdzia o godz. 15.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mój Krzyż codzienny

2018-02-23 14:41

Joanna Warońska, Częstochowa

Mój krzyż nie jest wielki. Ot, połączone dwa kawałki drewna. Od razu zwróciłam uwagę, że nie ma na nim Chrystusa, a przecież w dzieciństwie było to dla mnie niezwykle ważne. Tak jakbym potrzebowała portretu Zbawcy. Mojego Zbawcy. Później dostrzegłam powszechność braku tego wizerunku.

congerdesign/pixabay.com

Otaczały mnie miliony przewrażliwionych i rozdętych ego, wpychających się w moje oczy, uszy, zabierających moją przestrzeń. I każde z nich chciało wciągnąć mnie w swoją orbitę. Miałam stać się ich częścią i potwierdzać ich wielkość. Nic więc dziwnego, że i pusty krzyż stawał się dla nich wygodną alegorią cierpienia w ogóle, która sprowadzała pokusę zbyt łatwego płaczu nad sobą. Mogli poczuć przez chwilę jedność z cierpiącym Bogiem. To był etap pierwszy. Potem pojawiało się rozpamiętywanie swojego losu i wiele pytań: Dlaczego ja? Dlaczego mnie? Czy to fatum? Czy może Bóg o mnie zapomniał?

Ale istota krzyża nie może przecież wyczerpywać się w cierpieniu. Albo przynajmniej takie doświadczenie nie może kończyć się licytacją, czyj ból jest większy, kogo bardziej uszlachetnił i kto w opinii innych był bardziej przekonujący. Wszak cierpienie towarzyszy każdemu, a określenie jego wielkości jest często wrażeniem subiektywnym. Trzeba by uwzględnić zbyt wiele czynników nieporównywalnych, by wreszcie ustalić prawdziwą hierarchię cierpiących. Dlatego krzyż to raczej zawierzenie, pokora, które pozwalają piąć się ku niebu, i miłość obejmująca cały świat. Gdy myślę o krzyżu, zawsze wspominam wiersz niezwykle wrażliwej poetki młodopolskiej Marii Komornickiej:

W noc chmurami złowieszczymi ciemną

Leżałam jak zwalony krzyż

A duchy mocowały się nade mną

O mnie…

Poczuć się zwalonym krzyżem to doświadczenie niemal tragiczne, wzmagające odczucie cierpienia. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy złowieszczą noc i rozgrywającą się nad głową bohaterki walkę o jej duszę. To podważenie prawdy celu wędrówki, zakwestionowanie wszelkich wyborów. To zwielokrotnione odczucie zwątpienia i samotności w przerażająco niezrozumiałym świecie. To brak woli walki w odwiecznej konfrontacji dobra i zła. A wystarczyłaby może czyjaś pomocna dłoń, by duchy pełzające po ziemi stały się zbyt odległe. Wówczas ich kuszący głos nie dosięgnąłby naszych uszu. Sytuacja tak silnie doświadczona przez Komornicką jest codziennością każdego, choć przyzwyczajenie nauczyło nas jej nie dostrzegać.

Mój krzyż nie jest wielki. Nie pozwala mi wzrastać w swoim cieniu, nie kształtuje mojego poglądu na świat, a nawet nie buduje wokół mnie wspólnoty rozumiejącego współczucia. Na co dzień nie jest zbyt uciążliwy i prawie udaje mi się o nim zapomnieć. Ot, żyję jak wszyscy. A może nawet są tacy, co patrzą na mnie z zazdrością, ponieważ jestem tą, której się udaje. Przynajmniej czasami. Ale przychodzą takie dni, zwłaszcza w czasie przedświątecznych porządków, gdy ponaglana dawnym obyczajem zaglądam w każdy kąt, pod szafy i do niemal zapomnianych szuflad, i wówczas z przerażeniem stwierdzam, że on wciąż tam jest, tylko może w ostatnim roku trochę bardziej przykrył go kurz. I po raz kolejny próbuję przyrównać do niego swoje życie…

Rozpoczynam rachunek sumienia pod odnalezionym także w swoich wspomnieniach krzyżem. Rozpoczynam swoje indywidualne rekolekcje. W ostatnim roku coraz bardziej upodabniam się do punktu, choć dla niektórych równie niewygodnego jak kamień w bucie; kurczę się w przestrzeni świata, zwijam się w sobie zamiast wzrastać, staję się odrzuconym ziarnem… A może dopiero zbieram siły, by kiedyś wreszcie zakorzenić się w próchnicy społeczeństwa i zadziwić innych swoją potrzebą wzrostu. To pokrzepiające… Tylko bez decyzji o wydaniu plonu pozostanę na zawsze dobrze zapowiadającą się potencją.

Po owocach ich poznacie… A co będzie moim owocem? Mój krzyż nie jest wielki. Każdego dnia poszukuję… Różnych rzeczy: bezinteresownego uśmiechu, także w sobie, wskazówek, gestów, które potwierdzą słuszność moich wyborów oraz słów, gdy tak jak teraz poddaję je próbie znaczenia. Wszak nie jest ważne, by były, lecz by były to te najwłaściwsze. Jak już ginąć, to spektakularnie? Na Golgocie w obecności tłumów, a zwłaszcza dziejopisów – Jana, Mateusza, Marka i Łukasza? Czy trzeba sobą zapełnić cenny czas antenowy, by poczuć się spełnionym? Ale Chrystus w momencie śmierci nie myśli o tym, czy dobrze wygląda.

Dla Niego liczy się przecież cel, a nie droga… On sam chce, by Jego krzyż stał się „Drogą, Prawdą i Życiem”. W ten sposób krzyż zaczyna funkcjonować jako znak ostateczny, do niczego nieodsyłający, znak, którego znaczenie nie jest konwencją, więc nie wymaga akceptacji. On sam jest znaczeniem.

Krzyż dla mnie oznacza Boga, a Bóg – krzyż, ale z tego nie wynika, że krzyż jest cierpieniem. Wszak Bóg nie jest cierpieniem, lecz miłością.

Mój krzyż nie jest wielki, może dlatego w natłoku wydarzeń i spraw codziennych tak łatwo zapominam, co jest naprawdę ważne w życiu, a wówczas świat, igrając moim sentymentalizmem, zmusza mnie do łez. W tym przypadkowym płaczu nieświadomie żałuję swoich straconych szans i możliwości.

Odczuwam dziś boleśnie swoje niespełnienie. Spowodowane brakiem czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem